fandzolka502
20.12.05, 19:39
Kurczę, ja się wcale nie dziwię, że Róża przyjeła Fryderyka z otwartymi
ramionami- pewnie w głębi duszy i tak wiedziała, że wróci! Tak jak i babcia
Borejko... Co do Fryderyka- przecież o stypendium wiedział prędzej, o ciąży
dowiedział się parę dni przed, do rozwiązania sporo czasu- kto by nie jechał
sobie do Stanów? Takie moje zdanie.
Róża, skoro podobna do mamy- przypomnijcie sobie ,,opium'', jak to Gaba się
rozklejała przy Kresce- niby to nie chce znać Pyziaka, ale też przyjmuje go z
otwartymi ramionami...
Więc dziwna postawa Róży to tylko przykrywka.No, cóż się dziwić, Pyziątko
zawsze było takie miękkie, co myślę jeśzcze się na tym nieraz przejedzie.
Więc scena końcowa całkiem usprawiedliwiona.
Fryderyk - też wiadomo, że wróci, tylko nie musiał tyle milczeć. Róża nie
musiałaby się tyle obrażać.Bo mnie się zdaje, że pod wieloma względami ma
wiele z dzecka- obraża się na Fryderyka, wybacza od razu. A prawda taka, że
ona nie miała do niego żalu pewnie ani przez chwilę.