Dodaj do ulubionych

Dowody pozytywne

05.06.06, 20:51
W wielu wątkach pojawiają się stwierdzenia typu: "to jest niemożliwe",
"prawdziwy człowiek by się tak nie zachował", "ta sytuacja jest
nieprawdopodobna". Takie stwierdzenie ciężko udowodnić, za to łatwo jest je
obalić. Wystarczy, że napiszecie, że jakiś wątek z Jeżycjady znacie z własnego
doświadczenia.

Ja na przykład policzyłam ile znam szczęśliwych małżeństw, które są ze sobą od
czasu liceum i wyszło mi że co najmniej 7. Co stanowi całkiem spory procent.
Tak więc taka sytuacja w książkach nie dziwi mnie specjalnie.

Macie jakieś inne przykłady?
Obserwuj wątek
    • jottka um um 05.06.06, 21:16
      że sie wtrącę na wszelki wypadek:)


      nie wiem, do którego konkretnie wątku czy motywu sie odnosisz, ale bardzo często
      trudność dyskusji polega na przekonaniu rozmówcy czy rozmówczyni, że np. nie sam
      opisywany fakt jest nieprawdopodobny, ale sposób jego obecności w powieści -
      typu wielekroć tu omawiany wątek ciąży róży, nie sam fakt bezmyślnego
      rozmnożenia się panienki intryguje, ale niespójność opisywanej postaci oraz
      deklaracji narratora.


      zresztą najczęstsze zarzuty dotyczą właśnie niespójności postaci (na przestrzeni
      dziejów, tj. w kolejnych tomach:) lub niespójności zachowania tych postaci i
      odautorskiego komentarza, natomiast nikogo chyba dotąd nie dziwiły szczęśliwe
      małżeństwa w 'jeżycjadzie' i to nie z uwagi na prawdopodobieństwo życiowe
      zjawiska, ale przyjętą konwencję 'jeżycjady'.
      • limotini Re: um um 05.06.06, 21:45
        jottka napisała:
        > nie wiem, do którego konkretnie wątku czy motywu sie odnosisz,
        To ja wyjaśnię, że do wielu. W bardzo różnych wątkach i kontekstach pojawiają
        się przytoczone przeze mnie opinie, nie mam na myśli jednej konkretnej.

        > ale bardzo często
        > trudność dyskusji polega na przekonaniu rozmówcy czy rozmówczyni,
        > że np. nie sam
        > opisywany fakt jest nieprawdopodobny, ale sposób jego obecności w powieści -
        > typu wielekroć tu omawiany wątek ciąży róży, nie sam fakt bezmyślnego
        > rozmnożenia się panienki intryguje, ale niespójność opisywanej postaci oraz
        > deklaracji narratora.

        Tu racja. Oczywiście, że to są postaci fikcyjne i sytuacja gdy narrator nazywa
        kogoś dzielną kobiatą, a ta zachowuje się dziecinnie i nieodpowiedzialnie - po
        prostu razi.

        Ale ja czekam, że ktoś mi opisze (że się odniosę do opisanego przez Ciebie wątku
        Róży) coś w tym stylu: "Miałam chłopaka. Byłam przekonana, że ślub jest kwestią
        czasu, że on naprawdę chce być ze mną do końca życia. Kiedy mieliśmy okazję być
        sami, pomyślałam, że skoro on wyjeżdża to możemy się zdobyć na coś więcej. Nawet
        mi do głowy nie przyszło, że mogę zajść w ciążę. Myślałam tylko o tym, jaki on
        jest dla mnie ważny..." itp. itd.

        Choć akurat w tym przypadku to ja sama nie rozumiem o co chodzi i jak czytam
        słynny dialog między Ignacym Borejko a Fryderykiem (o seksie) to mi strasznie
        żal tego ostatniego. Ale to jest dyskusja na osobny wątek. W ogóle cała ta
        historia z Pyzą (jeśli traktować na poważnie) wydaje mi się bardzo smutna.

        Piszesz, że sytuacje opisane w Jeżycjadzie nie dzwią same w sobie.
        A dziwią, dziwią. Pojawiają się różne uwagi. Nie chciałam niczego sugerować, ale
        z wypowiedzi czytelniczek/czytelników zapamiętałam, że nierealne wydaje się:
        1) że ktoś wyjedzie na stypendium do USA i będzie pracował na stacji 2) że można
        nie wiedzieć o ciąży mnogiej 3) że 10-letni chłopiec może myśleć tak
        inteligentnie jak Józinek 4) że Żaba może być taka dziecinna, gdy jej
        rówieśniczki w innych tomach są super bystre i dojrzałe 5) że wielodzietna i
        wielopokoleniowa rodzina może się mieścić w zwykłym mieszkaniu
        • jottka Re: um um 05.06.06, 23:12
          limotini napisała:

          > Piszesz, że sytuacje opisane w Jeżycjadzie nie dzwią same w sobie. A dziwią,
          dziwią. Pojawiają się różne uwagi.


          to trochę co innego niż plus minus życzenie wyrażone przez ciebie w pierwszym
          poście:) czym innym jest 'uprawdopodobnienie' na pozór całkowicie niemożliwej
          sytuacji (tak jak to było bodaj z niewiedzą kreski, że będzie miała bliźniaki),
          a czym innym niespójność zdarzeń, co z kolei wpływa na wiarygodność postaci czy
          fabuły, że tak powiem




          > Nie chciałam niczego sugerować, ale z wypowiedzi czytelniczek/czytelników
          zapamiętałam, że nierealne wydaje się:
          > 1) że ktoś wyjedzie na stypendium do USA i będzie pracował na stacji



          ??? samo zjawisko jako takie nie dziwi:) stypendia na ogół przesadnie wysokie
          nie są, a dorobić można jakkolwiek, czy to jako pompiarz, czy też myszka miki w
          disnejlendzie, natomiast - choć nie wiem, czy do tego sie odnosisz - sama
          napisałam, że wizja fryderyka harującego jako kelner na czarno ma zapewne budzić
          współczucie i usprawiedliwiać na pozór nieczułego drania, ale jest ciutke
          absurdalna.


          przede wszystkim dlatego, że jest on - zgodnie z tekstem - laureatem
          międzynarodowego konkursu i wyjechał na cholernie prestiżowe stypendium do
          samego matecznika nasa, czyli do houston. do tego od zawsze przedstawiany był
          jako 'mózgowiec', tacy ludzie nie będą łapać za ścierę czy tacę, bo im to do
          niczego niepotrzebne, praca ciężka, a zarobki relatywnie niskie, a fryderyk nie
          pracuje na dodatkowe pare dolarów na piwo, tylko ponoć zbiera na mieszkanie
          itepe. tacy ludzie mogą naprawdę dużo i to nawet na amerykańskie warunki
          zarobić, pracując mózgiem, a w dobie komputrów miejsce pracy jest dowolne, za to
          możliwość nawiązania kontaktów osobistych ma na miejscu i to samych najlepszych.

          i to jest niespójne, nie sam fakt zarobkowania w usa jako starszy nalewający do
          baku:)



          3) że 10-letni chłopiec może myśleć tak inteligentnie jak Józinek


          tu nie pamiętam szczegółów, ale w 'jeżycjadzie' postacie w ogóle mówią słabo
          zróżnicowanym językiem, ida czy bernard, bebe czy podrośnięty józinek, oni sie w
          sumie niewiele od siebie różnią językowo, może tylko długością wypowiedzi:) i to
          czasem razi, fakt, zwłaszcza w późniejszych książkach



          > 4) że Żaba może być taka dziecinna, gdy jej rówieśniczki w innych tomach są
          super bystre i dojrzałe


          eee? ona jezd dziecinna? chyba sama jestem niedorozwinięta:( dlaczego ona jest
          dziecinna?


          > 5) że wielodzietna i wielopokoleniowa rodzina może się mieścić w zwykłym
          mieszkaniu


          zdaje sie, że nie chodzi o to, że sie nie mieści, tylko o to, że w cudownie
          bezkonfliktowy sposób żyje na kupie, a to różnica:)
          • daga_leszkowicz Re: um um 07.06.06, 13:46
            Przede wszystkim - jak się dostaje stypendium to piszę się coś w rodzaju
            "lojalki" o niepodejmowaniu innej pracy. Jeśli tylko przydybią na innej pracy -
            odbierają stypendium i do domu :-)

            Dla mnie wątek Fryderyka i Pyzy jest kompletnie odczapny. Nie wierzę, że
            kobieta, która została sama w ciąży, na dzień dobry mogła przyjąć faceta po
            niemal roku z tekstem, że "jest ciasto i ma wejść". No kurde, żadna ze mnie
            feministka, ale to jest przesada.

            Dobra, wiem, że nie na temat, ale mnie poniosło :-)
            • jottka Re: um um 07.06.06, 17:10
              daga_leszkowicz napisała:

              > Przede wszystkim - jak się dostaje stypendium to piszę się coś w rodzaju
              > "lojalki" o niepodejmowaniu innej pracy. Jeśli tylko przydybią na innej pracy
              - odbierają stypendium i do domu :-)


              nieno, to zależy gdzie, to zależy jakie stypendium i zależy jakiej pracy nie
              wolno podejmować - choć tu w sumie nie wiadomo, w jakim charakterze młody
              geniusz sie do stanów udał, bo np. student zwykle pozwolenie na prace czasową w
              wakacje itp. posiada, no ale praca na czarno jako kelner w skojarzeniu z nasa
              budzi zdumienie nad głupotą amerykanów - komu oni te stypendia dają?:)


              > Dobra, wiem, że nie na temat, ale mnie poniosło :-)

              bardzo łagodna jesteś:)
    • baba67 Re: Dowody pozytywne 05.06.06, 21:26
      Moze nie z wlasnego, ale dla mnie cudownie prawdopodobna jest mama
      Zakowa-kobieta z luzem w kolanach, wiecznie mloda duchem, majace swoje zycie, co
      nie odbija sie negatywnie na rodzinie, a daje tejze rodzinie cudowna
      perspektywe.Cudownie skonstruowana postac. Znalam osobiscie osobe podobna do
      mamy Pawelka-i lubilam ja, naprawde.
      Znam tez faceta podobnego charakterologocznie do starego Hajduka-tez jest
      fizykiem-czyzby przypadek ?
      • biljana Re: Dowody pozytywne 05.06.06, 21:30
        baba67 napisał:

        > Znalam osobiscie osobe podobna do
        > mamy Pawelka-i lubilam ja, naprawde.

        Znalas odpowidnik Wicedyrektor Dąbek - Nowackiej i LUBIŁAS ją :))) ? To
        ciekawe;) bo w powiesci wyjatkow antypatyczna aktywistka partyjna z niej byla.
        Z reszta, swietnie zarysowana postac. Zwlaszcza scena z Kłamczuchy (wreczanie
        gozdzikow w kuchni dyr. Dąbek Nowackiej przez Anielkę;)) dla mnie boskie;)
        • jottka Re: Dowody pozytywne 05.06.06, 21:32
          ale może to chodzi o aniele? też 'mame pawełka' bądź co bądź:)
          • biljana Re: Dowody pozytywne 05.06.06, 21:52
            jottka napisała:

            > ale może to chodzi o aniele? też 'mame pawełka' bądź co bądź:)

            no koniec swiata;)) zeby o Anieli mowic per "mama Pawełka" ? A łyzka na to:
            NIeeeeeemozliwe;))) chyba ze juz sie starzeje....
          • limotini Re: Dowody pozytywne 05.06.06, 22:16
            jottka napisała:

            > ale może to chodzi o aniele? też 'mame pawełka' bądź co bądź:)

            No rzeczywiście. Aniela = Mama Pawełka.
            Ej, a czy nie myślicie że to jakiś znak? Nazwać swego syna imieniem swojej
            pierwszej (wielkiej) miłości? Czy to wypada? :)
            • biljana Re: Dowody pozytywne 05.06.06, 22:18
              ja mysle, ze im raczej pasowalo do blizniakow piotr i pawel. tak jak jas i
              malgosia;))) Ideologii bym nie dorabiala. Zwlaszcza, ze Anielka szybko się na
              Pawełku poznała - zupełnie jak w zyciu, zupelnie...
        • baba67 Re: Dowody pozytywne 05.06.06, 22:26
          Tak, chociaz ta moja nie nalezala do partii.Byla zasadnicza, miala kota na
          punkcie porzadku w domu, byla bardzo dobra i opiekuncza matka, lubila sensowne
          autorytety.
          Czy mama Pawelka kogos skrzywdzila tak naprawde ? Dala prace osobie, ktora jej
          potrzebowala i tak naprawde mnostwo sie u niej nauczyla.
          • biljana Re: Dowody pozytywne 05.06.06, 22:30
            baba67 napisał:
            > Czy mama Pawelka kogos skrzywdzila tak naprawde ? Dala prace osobie, ktora
            jej
            > potrzebowala i tak naprawde mnostwo sie u niej nauczyla.

            A czy ja mowie, ze ona kogos skrzywdziła? :) Uwazam tylko, ze byl to swietnie
            sportretowany czesto wystepujacy w tamtych czasach przyklad partyjnej pani
            dyrektor. ot, tyle.
            • baba67 Re: Dowody pozytywne 05.06.06, 23:34
              no to jak nikogo nie skrzywdzila, to byla porzadnym czlowiekiem, ktoremu sie
              troche sympatii nalezy.
              Psztac jest swietna, najlepszy dowod, ze znalam taki typ osobiscie, a nie
              jestem zno jakas swiatowa osoba.
              • biljana Re: Dowody pozytywne 05.06.06, 23:40
                baba67 napisał:

                > no to jak nikogo nie skrzywdzila, to byla porzadnym czlowiekiem, ktoremu sie
                > troche sympatii nalezy.

                wybacz babo, ale ja nie odnioslam wrazenia nigdy, ze to byla jakas pozytywna
                postac;)) natomiast stwierdzenie nikogo nie skrzywdzila ergo jest porządnym
                czlowiekiem - jest generalizacja i gruba przesada.

                Aczkolwiek nie zabraniam nikomu palac sympatia do biurw dyrektorek i
                parytyjnych dzialaczek z lat 70-tych wdziecznie przyjmujacych gozdziki;))))
                • baba67 Re: Dowody pozytywne 06.06.06, 21:25
                  Dla mnie twierdzenie ze dyrektorka=biurwa jest gruba przesada, nawet latach
                  70-tych i nawet jesli byla partyjna(do partii zapisywano sie niekoniecznie
                  powodow ideologicznych).
                  Powiedzmy ze istnialy rozne placowki panstwowe-zatem ktos nimi kierowac musial.
                  Zeby robic to sensownie do partii trzeba bylo nalezec.Widac mloda jestes skoro
                  tego nie rozumiesz.Ja jestem juz starawa i znam co najmniej kilka osob z tamtych
                  czasach, ktore czyms kierowaly, robily to dobrze i do partii byly zapisane.
                  Ja mam duzo zyczliosci dla ludzi i do stwierdzenia, ze ktos jest porzadnym
                  czlowiekiem w zupelnosci wystarczy, ze kogos nie skrzywdzil.
                  Widac Ty masz wyzsze standardy.Jak mniemam sama wedlug nich zyjesz co jest na
                  pewno chwalebne.

    • dakota77 Re: Dowody pozytywne 05.06.06, 22:09
      Limotini,
      ja nie twierdzę, że nieprawdopodobne jest przetrwanie małżeństwa osób, które zakochały się w sobie w
      liceum czy nawet wcześniej:). Ale nieprawdopodobne z punktu widzenia rachunku pradopodobieństwa
      jest nagromadzenie takich związków w Jeżycjadzie.
      • limotini Re: Dowody pozytywne 05.06.06, 22:13
        Może i niemożliwe. Nie wiem. Ja czekam aż ktoś mi odpowie: wśród moich znajomych
        80% par poznało się w liceum. Wtedy będę wiedziała, że to jest możliwe, no nie?
        • dakota77 Re: Dowody pozytywne 05.06.06, 22:39
          No ja też chciałabym, żeby tu ktoś tak napisał. na razie znam raczej masę osób, które poznały się na
          studiach, nie wczesniej.
        • jottka Re: Dowody pozytywne 05.06.06, 23:21
          limotini napisała:

          > Może i niemożliwe. Nie wiem. Ja czekam aż ktoś mi odpowie: wśród moich
          znajomych 80% par poznało się w liceum. Wtedy będę wiedziała, że to jest
          możliwe, no nie?


          nie:) po pierwsze - przykład to nie dowód, po drugie - a jeśli ten hipotetyczny
          ktoś zna 5 osób, z czego czworo ma stałych partnerów od liceum? no to mamy te
          80%, a jednocześnie ciut mało nas to przekonuje w kontekście globalnym:)


          tyle że tekst literacki pisany w określonej konwencji w ogóle nie musi się
          uwiarygadniać w ten sposób, bohaterowie mogą sie krzyżować wsobnie i co z tego?
          to nie jest relacja kronikarska ani reportaż, tylko powieść oparta na
          określonych schematach (w sensie 'konstrukcja', nie chodzi mi o wartościowanie
          negatywne), słusznie akurat pani mm nie chce mnożyć bytów, bo nie o to tu chodzi
          • k_linka Re: Dowody pozytywne 05.06.06, 23:38
            Odpowiedzialysmy rownoczenie, pragne wiec dodac (aby uwiarygodnic ma relacje)
            ze znam wiecej niz 4 osoby:)
            PS
            Wiem, ze przyklad to nie dowod, jednak MUSIALAM to napisac, bo nieodmiennie
            wkurza mnie czytanie postow (dosc czesto ktoras z forumowiczek dzieli sie tym
            przemysleniem), ze niemozliwe aby wszyscy malzenstwa w Jezycjadzie znaly sie od
            liceum. Ja wiem ze mozliwe:) Natomiast wiem, ze wcale nie bardzo powszechne -
            wszystkie kolezanki ze studiow poznaly swych mezow juz po maturze...
        • k_linka Ja juz to kiedys pisalam....... 05.06.06, 23:30
          .......ale nie utkwilo nikomu w pamieci. W mojej licealnej klasie mieszanej
          (rowne proporcje) kwitlo zycie milosne. 5 par na 6 (czyli znakomita wiekszosc)
          dotrwalo do slubu (ostatnie wesele tydzien temu), dzidzius na razie jeden.
          Utrzymuje z 3 z tych par kontakty towarzyskie, skutkiem tego na imprezach jest
          dosc... klasowo. I mowie tu tylko o parach z klasy, bo jeszcze 2 kolegow
          poslubilo kolezanki bedace licealnymi milosciami, choc do klasy z nami nie
          chodzily. Mozliwe? Mozliwe:)
    • asiunia311 Re: Dowody pozytywne 06.06.06, 17:16
      Mom zdaniem, nie chodzi tu o to, KIEDY poznała się dana para, ale o to, że
      niemal natychmiast po maturze lub na studiach biorą ślub i "żyją długo i
      szczęśliwie", he he...W kilku przypadkach w Jeżycjadzie to właśnie miało
      miejsce i bardzo mnie to zraziło. Myślałam, że chociaż Laura nie będzie
      takim "borejkowskim" typem kobiety, ale autorka pod koniec ŻABY przewidziała
      dla czytelników inne atrakcje związane z jej postacią. Szkoda. Można przeciez
      robić tyle interesujących rzeczy po maturze czy studiach, a nie pchać się
      "z pieśnią na ustach" do głupiego małżeństwa. To mi się własnie wydaje nie tyle
      nierealne ( niestety... ), co ze wszech miar irytujące. Można być ze sobą od
      czasów liceum ( ja sama jestem takim przykładem, chodziliśmy do jednej klasy,
      ale "być ze sobą" zaczęliśmy po studniówce... no i minęło już 10 lat:-)))), w
      mojej byłej klasie cztery pary są małżeństwem, więc nie zaprzeczam, że takie
      sytuacje zdarzają się w życiu, tylko te pośpieszne małżeństwa nieodmiennie mnie
      irytują...w książkach, rzecz jasna... Nie wtrącam się do niczyjego życia. Może
      trochę niezrozumiale to napisałam, ale jestem po pracy i ledwo zionę:-))))
      Przepraszam!
      • k_linka Re: Dowody pozytywne 06.06.06, 19:01
        asiunia311 napisała:

        > Mom zdaniem, nie chodzi tu o to, KIEDY poznała się dana para, ale o to, że
        > niemal natychmiast po maturze lub na studiach biorą ślub i "żyją długo i
        > szczęśliwie",

        Zwroc uwage na to, ze te dziewczyny sa z roznych pokolen!!
        Przeciez nie wiadomo, kiedy Cesia poslubila Hajduka a Kreska Macka. Wcale
        niekoniecznie po maturze. A nawet jesli - coz, kiedys srednia wieku zawarcia
        malzenstwa byla duzo nizsza. Nie bylo mowy o mieszkaniu przed slubem, srodki
        antykoncepcyjne nie byly tak powszechne... Inne bylo tez spojrzenie rodziny. Po
        prostu za maz wychodzilo sie szybko.
        • dakota77 Re: Dowody pozytywne 06.06.06, 19:37
          Ale skoro o slubie zaraz po maturze mówi ta zupełnie współczesna i dotąd zbuntowana Laura, to ile z
          tym slubem mogła czekać Ceśka, tyle lat temu?:). Wydaje mi się, że MM mocno sugeruje, że te
          małżeństwa zostały zawarte tak szybko, jak te pary mogły to zrobić...
        • the_dzidka Re: Dowody pozytywne 06.06.06, 20:32
          Kreska i Maciek pobrali się po uzyskaniu dyplomu dopiero. Jest o tym mowa.. W
          BBB? Że Dmuchawiec mówi, że młodzi nadal się kochają i zanosi się na ślub zaraz
          po Maćka dyplomie.
          • nighthrill Re: Dowody pozytywne 07.06.06, 14:46
            Ale Maciek jest starszy od Kreski o około trzy lata. W "Opium...", gdy ich
            poznajemy, Kreska chodzi do pierwszej klasy liceum, Maciek zaś do trzeciej lub
            czwartej. Czyli jeśli bronił dyplomu w odpowiednim czasie, to miał wtedy 24
            lata, a Kreska automatycznie o trzy mniej. Była na drugim lub trzecim roku
            studiów.
            Według mnie to jest wczesne wychodzenie za mąż:) Teraz raczej wszyscy czekają
            na dyplom lub usamodzielnienie się, mieszkanie. Parę lat temu moja
            koleżankawychodziła za mąż po pierwszym roku studiów ( miała 20 lat) i wszyscy
            byli zdziwieni. Nie była w ciąży, dziecko urodziła po trzech latach małżeństwa.
            Ale takie wczesne śluby, bez przymusu, już się nie zdarzają tak często. Co
            innego w latach 70. czy 80., gdy ślub był często JEDYNĄ możliwością, by być tak
            naprawdę, na co dzień razem.
            Przykładem "nowych obyczajów" jestem ja i mój mężczyzna:) Mam 26 lat, mieszkamy
            razem, pracujemy, już nie studiujemy, radzimy sobie sami, a mimo to nie
            planujemy ślubu ani dziecka. Dobrze nam tak, jak jest.
            • jottka rere 07.06.06, 17:21
              nighthrill napisała:

              > Co innego w latach 70. czy 80., gdy ślub był często JEDYNĄ możliwością, by być
              tak naprawdę, na co dzień razem.


              matkojedyna, przestańcie bredzić:( ja rozumiem, że w wieku lat dwudziestu
              historia starożytna zaczyna sie mniej więcej od roku 1990, a dwa lata wcześniej
              była bitwa pod grunwaldem, ale obyczaje, że tak powiem, matrymonialne zależały i
              zależą przede wszystkim od środowiska i regionu kraju (w skrócie - im wyższe
              wykształcenie kobiety, tym później za mąż wychodzi, w tzw. rodzinach
              inteligenckich i już w latach 50tych i 60tych kobiety statystycznie wychodziły
              za mąż dużo później, im większe miasto, tym również ta granica była wyższa, a
              odejścia od tradycyjnokatolickiej moralności silniejsze)


              a zmiany obyczajowe tego typu (życie par bez ślubu, seks przedmałżeński
              traktowany jako norma, a nie wypadek przy pracy) nastąpiły w masie głównie w
              wyniku wojny i późniejszych migracji ludności (rozluźnienie presji zwartych
              środowisk), a nie przemian ustrojowych po '89 roku - no nie można ulegać
              propagandzie polityków, jakie to, panie dzisiaj, zepsucie, a drzewiej to tak
              moralnie było:) poczytajcie świdę-ziembę o młodzieży tużpowojennej czy inną
              panią szpakowską o przemianach obyczajowych do +- lat 80tych, albo chociaż
              hłaskę z moralnych lat stalinizmu:)
              • nighthrill Re: rere 07.06.06, 17:46
                Napisałam "często":) I nadal zdarza się, że tak jest, oczywiście, na szczęście,
                rzadziej. Zgadzam się, że to zależy od środowiska.
              • k_linka Re: rere 07.06.06, 17:48
                Moze ja dla Ciebie nie jestem odpowiednik dyskutantem, bo dziecinstwo
                (przypadajace na lata 80) spedzilam w sredniej wielkosci miasteczku wsrod
                rodziny, w ktorej tylko jednostki zdobyly wyzsze wyksztalcenie, ale PAMIETAM
                doskonale, ze konkubinaty nie cieszyly sie szacunkiem spolecznym. Z gory
                nastawiam sie na mozliwosc, ze stwierdzisz, ze takie mam zdanie, bo jestem
                malomiasteczkowa, a otoczenie mam zacofane, ale jestem przekonana, ze WTEDY
                nawet ci z moich bliskich, ktorzy wyksztalcili sie i przeprowadzili do
                wielkiego miasta:) nie zaakceptowaliby konkubinatu jako formy zwiazku swoich,
                dajmy na to, dzieci. Nie mowie tu oczywiscie o poznym wychodzeniu za maz, ale
                przeciez nighttrill nie o tym pisala:)



                > > Co innego w latach 70. czy 80., gdy ślub był często JEDYNĄ możliwością, b
                > y być
                > tak naprawdę, na co dzień razem.
                >
                >
                > matkojedyna, przestańcie bredzić:( ja rozumiem, że w wieku lat dwudziestu
                > historia starożytna zaczyna sie mniej więcej od roku 1990, a dwa lata
                wcześniej
                > była bitwa pod grunwaldem, ale obyczaje, że tak powiem, matrymonialne
                zależały
                > i
                > zależą przede wszystkim od środowiska i regionu kraju (w skrócie - im wyższe
                > wykształcenie kobiety, tym później za mąż wychodzi, w tzw. rodzinach
                > inteligenckich i już w latach 50tych i 60tych kobiety statystycznie wychodziły
                > za mąż dużo później, im większe miasto, tym również ta granica była wyższa, a
                > odejścia od tradycyjnokatolickiej moralności silniejsze)


                > a zmiany obyczajowe tego typu (życie par bez ślubu, seks przedmałżeński
                > traktowany jako norma, a nie wypadek przy pracy) nastąpiły w masie głównie w
                > wyniku wojny i późniejszych migracji ludności (rozluźnienie presji zwartych
                > środowisk), a nie przemian ustrojowych po '89 roku

                Moze i nastapily tego typu zmiany ale przeciez nie w akademikach, gdzie zapewne
                mlodziez studencka czyli Kreska i Maciek mieszkali. Do dzis gdzieniegdzie
                trezba sie nakombinowac, zeby mieszkac z osoba pelnoletnia plci przeciwnej...
                • nighthrill Re: rere 07.06.06, 17:56
                  Powiem tak - pewne rzeczy powoli ulegają poważniejszym zmianom. Obyczaje (
                  zależy gdzie - uprzedzam zastrzeżenia Jottki) do nich należą. Znam osoby,
                  których rodzice bardzo źle widzieliby wspólne mieszkanie przed ślubem. Bardzo
                  często są to rodziny inteligenckie. Niekoniecznie tylko od wykształenia to
                  zależy, może raczej od stosunku do religii i tradycji?
                  Jestem często pytana ( nie przez rodzinę, ale postronne osoby lub uczniów) czy
                  mam dziecko albo kiedy ślub. Wielu osobom nie chce się to zmieścić w głowie -
                  pytają na co czekam?
                  I dzieje się to Anno Domini 2006.
        • asiunia311 Re: Dowody pozytywne 06.06.06, 20:41
          Wiesz, akurat Cesi i Hajduka nie miałam na myśli, ale masz rację. Było inne
          spojrzenie rodziny, ogólnie - inna mentalność. Wcale mnie nie zdziwiło, że
          Cesia skończyła tak, jak skończyła...Choć bardzo szkoda Ceśki, bo to jedna z
          najsympatyczniejszych bohaterek...Myślałam o Romie i jakimś lekarzu
          ( szkoda, że w ten sposób MM pozbyła sie bohaterki...)Mówię tu o tych
          współczesnych parach, które MM na siłę pakuje w małżeństwo...Aurelia i Konrad,
          Frycek i Róża, a teraz Laura i Wolfi... Może w CZARNEJ POLEWCE MM ożeni Żabę i
          Piotrka?;-))) Oby nie!!!!!
          • k_linka Re: Dowody pozytywne 06.06.06, 22:18
            Z tymi mlodszymi rocznikami - to zgadzam sie, ze przesada. Choc z drugiej
            strony przyszlo mi do glowy, ze w przypadku Kozia i Aureli niekoniecznie bylo
            to szybko (kiedy dowiadujemy sie w "Zabie", ze sa malzenstwem, maja po 27 i 28
            lat, duzo par w dlugotrwalych zwiazkach decyduje sie na legalizacje zwiazku pod
            koniec studiow lub po dyplomie - moze tak bylo u nich - czyli calkiem
            niedawno), a Roza i Laura na razie tylko deklaruja, ze chcialyby... Malo to sie
            czlowiek w mlodosci glupot naopowiada?
            Mnie bardziej zgrzyta zamozpojscie Elki, Romy i Belli, a nawet nie to, ze
            wyszly za maz, tylko ze malzenstwo nieodlacznie wiaze sie w Jezycjadzie z takim
            przeistoczeniem w paniusie w kostiumikach (bialych!!) wyprawiajace przyjecia
            sylwestrowe (bale!!) dla tatusiow i macoch lub decydujace sie na zywot "zony
            przy mezu" w dalekiej Szwajcarii. Nawiasem mowiac maz Romy na pewno nie byl
            takim mlodzikiem - 6 lat studiow, rok stazu, 5 lat specjalizacji - od
            osiemnastoletniej Romy byl prawie dwukrotnie starszy...
    • nighthrill Re: Dowody pozytywne 07.06.06, 14:52
      Jeszcze jedna uwaga - zauważcie, że Mila i Ignacy wcale nie pobrali się tak
      wcześnie. O wzajemnym uczuciu poinformowali się chyba rok przed dyplomem
      Ignacego, czyli mieli po około 23 lata (nigdzie nie jest napisane czy są w tym
      samym wieku?). Potem czekali aż on ten dyplom obroni i Gizela wyprowadzi się z
      mieszkania. Czyli Mila wyszła za mąż mając 24 lata, bez dyplomu zresztą
      (dokładne daty można sprawdzić w "Kalamaburce", której nie mam pod ręką), a
      Laura pcha się za mąż mając lat dziewiętnaście...Ciekawe, co rodzina na to.
      • k_linka Re: Dowody pozytywne 07.06.06, 16:55
        Ignacy jest rok starszy (wg okladki "Trolli") - Mila jest z 36, Ignacy 35
        rocznik.
        • laura-gomez Re: Dowody pozytywne 08.06.06, 09:24
          dużo na tym forum pisze się o wątku Róży i Fryderyka. Czy tylko mnie się wydaje
          dziwne to, że historia Pyzy bardzo przypomina historię jej matki: obie zaszły w
          ciążę bez ślubu, facet im uciekł za granicę, one się odgrażały, że już go nie
          chcą nigdy więcej widzieć, s kiedy wraca witają go z otwartymi ramionami. Czy
          to normalne? Czy jeśli, przykładowo, moja mama urodziła mnie w wieku 18 lat, to
          ja też jestem na to skazana?
          • verdana Re: Dowody pozytywne 08.06.06, 11:32
            E - Gabrysia chyba zaszła w ciążę po ślubie. Tylko slub był taki sobie, bo
            cywilny.
            • dakota77 Re: Dowody pozytywne 08.06.06, 12:09
              A co złego w ślubie cywilnym? Wiem, że potem Mila narzekała, że młodzi nie mają kościelnego, bo sie
              podły Pyziak nie zgodził, ale jednak dla państwa i dla samych zainteresowanych był to ślub.
              • laura-gomez Re: Dowody pozytywne 08.06.06, 12:12
                najpierw była ciąża, a potem ślub. Babi mówi Róży w JT, że musiała nakłonić
                Janusza do ślubu z Gabrysią. Ten zmiękł, ale zgodził się tylko na ślub cywilny,
                a potem i tak zwiał.
                • meduza7 Re: Dowody pozytywne 08.06.06, 20:10
                  A propos pchania się w małżeństwo. Od razu zastrzegam, że jeszcze nie czytałam
                  Żaby (nie wygońcie mnie), więc nie wiem, na ile stanowczo MM ten wątek
                  rozwinęła, ale przypominam sobie z własnych lat licealnych koleżankę, która
                  zarzekała się, że niech no tylko ona zda maturę, zaraz wychodzi za mąż (i się z
                  tego cholernego domu wyprowadza). No i co? Wyszla za mąż grubo po studiach i
                  oczywiście za kogoś zupełnie innego, niż jej luby z liceum...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka