mimozajka
04.07.06, 15:21
Uwielbiam Musierowicz. Spędziłam wiele godzin czytając jej książki,
wyobrażając sobie, jak cudne muszą być Jeżyce. No i popełniłam błąd, duży
błąd. A mianowicie przejeżdzając w tym roku przez Poznań nie mogłam się
oprzeć chęci pójścia w te borejkowe miejsca. No i czar prysł. Jakos nie tak
to miało być. Ulica Roosvelta okazała nie ciepłym, zacisznym miejscem ale
brudną i nieprzyjazną ulicą. Słynna kamienica zaś straszy odrapaną bramą.
Ulica Krasickiego, owszem, ładna, ale też zaniedbana jakaś taka... mała...
Podobał mi sie za to Most Teatralny-o wiele łądniejszy, niż sobie to
wyobrażałam. Za to "Teatralka" - szkoda gadać... Ten łysy skwerek to ma być
TO miejsce? Nie dotarłam do parku Sołackiego ani na ul. Norwida. Na tę
ostatnia to może i szkoda bo od początku opisywana była jako zimna i
odpychająca.
Jedyne, co wygladało dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam, to przejcia
podziemne pod Merkurym (Noelka).
A, i jeszcze jedno-wszystkie te miejsca znajdują sie tak bardzo blisko
siebie - czy Borejkowie nigdy nie wyruszają dalej niż w obrębie 500 metrów od
domu ? (błagam, nie podawajcie mi terz dziesiątek przykładów o tym, jak
to "wyszli poza teren" bo to nie o to chodzi!!!)
Chociaż muszę przyznać, ze ul Dąbrowskiego wygląda sympatyczniej niz
wczesniej w mojej głowie :)