29.09.06, 22:58
Czy ja się nie mylę, czy w CP Borejkowie przestali jeść?
Pamiętam, ze pani MM kiedys pisała, ze stara sie umiescić jakiś jedzeniowy
temat w każdej książce, bo to tworzy miłą atmosferę. W CP prypominam sobie
tylko jedzone w kuchni lody - i to nie jedzone dla przyjemnści, ale dlatego,
ze nic innego do jedzenia w domu nie ma.
Myślę, ze to świadomy zabieg (poprzednio zastosowany w Opium), który ma
wskazać czytelnikowi, ze i autorka wie, ze w rodzinie Borejków źle się dzieje.
A to z kolei dobrze wróży na przyszłość.
Obserwuj wątek
    • ginestra Re: Jedzenie 29.09.06, 23:10
      Masz rację, ja też na to zwróciłam uwagę. Ale za to było prawdziwe domowe
      ciasto, które pachniało na cały dom. Może zatem klimat nie całkiem prysł. Fakt
      jednak, że ciasto upieczone zostało na przyjście gości (Shoppe'ów). Mi też
      trochę brakuje apetycznych opisów, a czasem zdarzał się nawet na kartach
      książek MM prawdziwy przepis kulinarny (jak np. przepis na chłodnik w Nutrii i
      Nerwusie). No, ale na początku CP była jeszcze wzmianka o zupie jarzynowej,
      wyglądającej na smaczną i domową, z dużą ilością koperku.
      Jeśli chodzi o myśl, że autorka sama dostrzega "zatomizowanie" rodziny
      Borejków, to mam wrażenie jednak, że jednak tak nie jest. Myślę, że autorka po
      prostu była bardzo zaabsorbowana akcją powieści, różnymi wątkami itp. i tym
      razem jedzeniu nie poświęciła wiele uwagi. Ale mogę się oczywiście mylić.
      Ciekawe co sądzą inni?
      • nabla_7 Re: Jedzenie 29.09.06, 23:20
        Hmm, całkiem to chyba nie mogli przestać jeść ;-)
        Chciałabym zauważyć, że akcja "CP" rozgrywa się na przestrzeni zaledwie kilku dni. Przez większość tego czasu Mila i Gabrysia przebywały u Patrycji, więc po prostu nie było komu gotować domowych obiadów. W tym fakcie upatrywałabym przyczyny braku wspólnych domowych posiłków, a nie w jakiś niepojących zmianach w rodzinie Borejków.

        "CP" to dla mnie komiczne przedstawienie sytuacji, gdy na gospodarstwie zostają męźczyźni (Ignacy, Grzegorz, Ignaś; Róży, tuż po porodzie, nie liczę, a Laura też wyjechała).
        Wszystko idzie wtedy nie tak :-)
        • dakota77 Re: Jedzenie 30.09.06, 09:58
          jak to nie bylo komu gotowac? Wiekszosc rodziny zostala jednak na miejscu, cos
          musieli jesc:)
          • magda_b Re: Jedzenie 30.09.06, 10:10
            no to jedli-lody oraz jogobellę o smaku mango :)
            • dakota77 Re: Jedzenie 30.09.06, 10:34
              Ale ktos powinien byl w stanie cos ugotowac, lub przygotowac z polproduktow;)
              • magda_b Re: Jedzenie 30.09.06, 10:40
                a, jeszcze była zupa owocowa oraz naleśniki u Pulpy na wsi :)
          • lambaluna Re: Jajka 30.09.06, 14:16
            za to dzieci na okrągło jedzą jajka, nie dziwię się ignasiowi,ze nie może
            patrzeć na to danie :-) sklerozy dostaną...
    • agnieszka_azj Re: Jedzenie 29.09.06, 23:19
      W "POlewce" przez większą część akcji na gospodarstwie jest sam Ignac z Różą w
      połogu, więc raczej nie gotują domowych zup ;-)))
      Mam jednak wrażenie, że Schoppowie zostali podjęci domowym ciastem. Nie mogę
      sprawdzić, bo książka powędrowałam do koleżanki Ani.

      verdana napisała:
      > Myślę, ze to świadomy zabieg (poprzednio zastosowany w Opium), który ma
      > wskazać czytelnikowi, ze i autorka wie, ze w rodzinie Borejków źle się dzieje.
      > A to z kolei dobrze wróży na przyszłość.

      Mała errata - nie w "opium" tylko w "Brulionie". W "Opium" był tytułowy rosól i
      szare kluseczki, i szarlotka, i małdrzyki... i zupa ziemniaczna "Floryda"
      (swoją drogą - ten, kto wymyslił taką nazwę, nie kojarzył za bardzo, co to jest
      ta Floryda) ;-)))
      • laura-gomez Re: Jedzenie 30.09.06, 11:19
        Ida miała ugotować obiad, ale zapomniała włączyć piekarnik.. niewyspana chyba
        była
        • verdana Re: Jedzenie 30.09.06, 18:29
          Oczywiscie! W Brulionie!
          I MM sama pisała, ze w Brulionie nie jedzą, aby pokazać, ze nie ma tam domowej
          atmosfery.
          • lambaluna jak to nie jedzą? 30.09.06, 19:01
            w brulionie jest opisanych dużo posiłków, bebe robi bratu kolację z sardynek w
            tomacie i pierniczków, jedzą tort i ciastka które przyniósł bernard, bebe
            przyrządza chłodnik z razowcem a aniela na okrągło smaży jajecznicę (znowu te
            jajka sic. ) no i kaszka pszenna błyskawiczna, którą pożera rozdeństwu aniela
            oraz musli jakim chce poczęstować bernarda.
            • dakota77 Re: jak to nie jedzą? 30.09.06, 19:10
              Ale właśnie to, co jedzą w Brulionie tym mocniej obrazuje fakt, że nie jedzą porządnych rodzinnych
              obiadków:)
    • zieleniack Re: Jedzenie 20.04.07, 13:19
      Przejrzałam tytuły wszystkich tematów i ten brzmi dosc ogólnie i pasuje, wiec
      napiszę tu.

      @ godz temu wypożyczyłamz biblioteki "Łasucha" i przeglądam sobie. I jedeen
      fragment mnie zastanawia i tak troche obrzydza. "Podstawą tego posiłku
      [kolacji] jest chleb, duże ilości chleba, smarowanego masłem roślinnym. Masło
      to okropne jest w smaku, ale za to tanie. Żeby ten smak przytłumić, smaruje sie
      kanapki pasta twarogową lub inną, też niedrogą, ale za to pyszną. I dopiero na
      to kładzie sie dla ozdoby plasterek kiełbasy"

      Zniesmaczyło mnie strasznie to masło i zastanawiam sie, po co ono w ogóle tu
      jest. Tzn, ja osobiscie nie jadam masła, ale to nawet nie o kwestie gustu w tym
      momencie chodzi. Większość ludzi używa masła po to, aby to, co sie kładzie na
      kanapke (szynka, ser czy tez ta wspomniana wyzej kielbasa) z niej nie spadlo.
      Czesc ludzi je, bo lubi ten smak. Patrzac na powyzsze, nie wiem, po co pani
      Borejko to masło - ani dla smaku, bo pani MM podala, ze jest okropne, ani po
      to, aby cos nie spadlo z kanapki, bo przeciez na maslo smaruje paste(ktora,
      swoja droga, tez czasem zawiera maslo). Po co ona to kupowala i smarowala? nie
      rozumiem.
      • onion68 Re: Jedzenie 20.04.07, 13:33
        Wiesz, my teraz staramy się, aby pewna objętość jedzenia zawierała jak najmniej
        kalorii (przynajmniej ja się staram - no, na ogół), a w tych czasach w sumie
        niedostatku wg naszych dzisiejszych pojęć chodziło o zapewnienie jak największej
        ilości kalorii w określonej porcji. Zresztą jest to jasno przy okazji tej
        kolacji w KK stwierdzone.
        • the_dzidka Re: Jedzenie 20.04.07, 15:15
          Ja jeszcze pamiętam ogromne reklamy (tak tak) wymalowane na ścianach domów -
          "jedzcie masło roślinne - smaczne i zdrowe". A prawdę mówiąc, to ja owo masło
          roślinne bardzo lubiłam :-)
          • onion68 Re: Jedzenie 20.04.07, 15:31
            Ja też jadłam, bo mi się taka dietetyczna wydawała (chłe, chłe), a w ogóle nigdy
            nie lubiłam masła. Teraz też jadam masło roślinne, takie z okrągłego pudełeczka,
            bo są rzeczy, których bez smarowidła nie da się zjeść - np. chleb razowy z
            dojrzałym, pachnącym pomidorem i solą. Ale cienko smaruję ;)
            Zaczyna nam w różnych miejscach wychodzić temat: Jeżycjada a nasze wspomnienia z
            PRL, nie sądzicie?
            • verdana Re: Jedzenie 20.04.07, 15:34
              Wobec tego, ze ja nie smaruję chleba (ze wzgledow kaloryczno-zdrowotnych, choć
              czasem grzeszę majonezem) obserwuje od lat zdziwienie i przerażenie przeróżnych
              znajomych/wczasowiczów itd. Nie miesci im sie w głowie, ze można jeść kanapki
              nieposmarowane tłuszczem . Myślę, ze MM nawet nie wpadło do głowy, by niczym
              nie smarować.
              • zieleniack Re: Jedzenie 21.04.07, 00:06
                no wlasnie ze nie niczym, tylko ta pasta, dlatego sie dziwie


                padla sugestia, ze chodzilo o kalorycznosc posilkow, ale wydaje mi sie, ze
                lepiej zjesc mniej kalorycznie niz zjesc cos, co jest malo smaczne i co moze
                przebijac smakiem z kanapki, jesli sie tego za duzo posmaruje. Lepiej chyba by
                bylo dodac to maslo do okraszenia ziemniakow:) to smacznijsze, no dobra, dla
                mnie, a wiec kwestia gustu ;)

                ale wydaje mi sie, ze rzeczywiscie raczej chodzi o to, ze niektorzy nie
                wyobrazaja sobie kanapki bez masla, tak, jakby maslo bylo integralna czescia
                chleba (szczerze mowiac, z tego, co obserwuje, to dotyczy wiekszosci, a ja
                jestem w mniejszosci niesmarujacej maslem). Dlatego kalorycznosc mniej do mnie
                przemawia, niz to, potkalam sie bowiem z takimi paskudztwami (jesli kogos
                obrazam, przepraszam) jak smarowanie masla pod serek topiony (ktory przeciez po
                czesci sklada sie z masla!) lub pod masło czekoladowe, przez co pomieszane
                maslo zolte i brazowe wyglada malo apetycznie... fuu i to nie sa zadne
                przyklady ze zlych czasow, kiedy nic nie bylo w sklepach, tylko sprzed kilku
                lat i z codziennosci niektorych czlonkow rodziny...

                no, ale jesli ktos tak lubi, to rozumiem. z tym, ze skoro MM pisze, ze to maslo
                bylo odbierane przez Borejkow jako okropne, to ja nie kumam...
                • the_dzidka Re: Jedzenie 21.04.07, 09:58
                  Zieleniack, bo to też kwestia... tradycji :) Kiedyś w PL jadało się inaczej niż
                  teraz. Ja teraz jak jem wspomnianą przez Ciebie kanapkę z serkiem topionym,
                  albo z twarożkiem, to do głowy mi nie przyjdzie smarować chleb czy Vasę jeszcze
                  masłem. Ale już jak robię kanapkę z plasterkiem wędliny czy z jajkiem
                  (uwielbiam kanapki z jajkiem!), to owszem, smaruję. A kiedyś było inaczej!
                  Obowiązkowy zestaw: chleb + masło + jak to u nas mówią "obkład" ;) obowiązywał
                  ZAWSZE, poza dwoma wyjątkami: kiedy jadłaś chleb ze smalcem lub ze słoninką.
                  Może wynikało to z tego, że kiedy ludzie byli biedni,nie mieli ani masła ani na
                  masło, więc gdy mogli już sobie na nie pozwolić, przyzwyczaili się, że to masło
                  to zawsze, nawet jeśli niedobre - bo tak się je, i koniec?
                  • zieleniack Re: Jedzenie 21.04.07, 15:06
                    dziwne to, jesc dla tradycji cos, co jest niedobre i to jeszcze nie od swieta
                    (tak jak np. w wiligie niedobry kompot z suszonych owocow) tylko na codzien...
                    • mankencja Re: Jedzenie 23.04.07, 12:58
                      kompot z suszu jest dobry, tylko trzeba do niego dorosnac. mnie sie to udalo w
                      17 roku zycia :)
                      • onion68 Re: Jedzenie 23.04.07, 13:14
                        Mnie w 37 ;)
                        Minimalna ilość cukru i sok z cytryny wpłynęły na zmianę nastawienia.
                        • mankencja Re: Jedzenie 23.04.07, 13:18
                          ale w sumie ciekawa rzecz, ze smakuje mi tylko pierwsza szklanka :)
                • ciotka_paszczaka Re: Jedzenie 21.04.07, 13:15
                  Widzisz, tu widac roznice pokolen. Nie pamietasz pewnie kartek na maslo, i inne
                  produkty...buty etc. Mam caly zbior >>niewykorzystanych<< kartek, bo po prostu
                  nie mozna bylo nic kupic.

                  A do tego dochodzila cena: maslo bylo duzo drozsze (jesli sie je udalo kupic)
                  niz tzw. maslo roslinne.
                  Dla rodziny z duza iloscia dorastajacych dzieci, byla to znaczaca roznica. W
                  latach 70tych byly tzw. sklepy komercyjne, gdzie mozna bylo kupic towary
                  dostepne normalnie (sic!) na kartki; bez kartek np. cukier; ale po "cenie
                  komercyjnej". Czy to Ci troche wyjasnia sytuacje Borejkow z tamtych czasow?
                  Byly duze roznice w zaopatrzeniu w roznych czesciach Polski, pamietam jak
                  pojechalam z Wroclawia do Lublina w 1982r i bylam zaskoczona, jakie tam bylo
                  >>dobre zaopatrzenie<<. Zwroc uwage na cudzyslow, ktorego uzywam, bieda byla
                  wszedzie, ale miala rozne "odcienie". Domyslam sie, iz w Poznaniu zaopatrzenie
                  bylo rownie kiepskie, jak we Wroclawiu.
                  Ot, i tyle, niezbyt milych wspomnien.
                  • onion68 Re: Jedzenie 21.04.07, 13:47
                    Sporo można też dowiedzieć się na temat kuchni i zwyczajów kulinarnych,
                    rozpowszechnionych w PRL, z "Książki poniekąd kucharskiej" Chmielewskiej. O
                    potrawach takich jak ziemniaki smażone na owej ohydnej ponoć (już nie pamiętam
                    smaku) margarynie, podawanych z sałatą. A także perypetie ze smażeniem
                    naleśników z jak najmniejszej ilości jaj, za to jak największej ilości wody.
                    Jest przytoczony przypadek mistrzyni, która potrafiła usmażyć 17 naleśników z
                    ciasta na jednym jaju, opisane konieczne manipulacje patelnią w tym celu,
                    itd. :)
                  • zieleniack Re: Jedzenie 21.04.07, 15:14
                    mam w domu kartki, ale sa z czasow kiedy jezdzilam w wozku...pamietam brak kasy
                    i kolejke w sklepie rybnym;), ale nie pamietam jakos dokladnie, bo jestem z
                    drugiej polowy lat 80

                    ok no, to akurat rozumiem, ze tansze ze drozsze, ze na zwykle maslo nie bylo
                    ich stac, wiec kupowali gorsze no ale po co je kupowac w ogole w takim razie?
                    jesli byly kartki na papierosy to przeciez nikt mi nie powie, ze musial wziac
                    na kartki te papierosy i ich uzywac mimo iz nie lubil palenia;P

                    chodzi mi o sama idee jedzenia czegos, czego sie nie cierpi, podczas gdy mozna
                    sie bez tego obyc (no, chyba, ze wspomniana tradycja)
                    • ciotka_paszczaka Re: Jedzenie 21.04.07, 17:51
                      zieleniack napisała:
                      [...]
                      > ok no, to akurat rozumiem, ze tansze ze drozsze, ze na zwykle maslo nie bylo
                      > ich stac, wiec kupowali gorsze no ale po co je kupowac w ogole w takim razie?


                      A jaki inny tluszcz mieli do wyboru?! Do prawidlowego zywienia potrzebny jest
                      tluszcz, nie syntetyzujemy go niestety, tak jak niektore inne organizmy. Wchodzi
                      on w sklad bialek (lipidy!) etc. ktore coz...sa niezbedna czescia naszego organizmu!
                      {OT} Dzieci wegan i wegetarian maja b. czesto ogromne niedobory, wlasnie
                      tluszczu, ale to chyba nie miejsce na takie rozwazania. NB. Bardzo lubie potrawy
                      wegetarianskie, ale nie wylacznie takie. koniec {OT}

                      > jesli byly kartki na papierosy to przeciez nikt mi nie powie, ze musial wziac
                      > na kartki te papierosy i ich uzywac mimo iz nie lubil palenia;P

                      Oczywiscie, ale kartki na papierosy wymienialo sie z palaczami na maslo czy
                      mieso...nie pamietam przelicznikow ale taki "handel wymienny" istnial. Podobnie
                      z kartkami na wodke wymienianymi na maslo etc.

                      Proponuje zrob eksperyment, sproboj jesc goly chleb, popijany herbata ; da sie
                      wytrzymac, ale tylko do czasu!

                      Wtedy na prawde w sklepach byl makaron, ocet i zolty (czasami) bialy
                      (zazwyczaj) ser!

                      Ja nieomal cale studia jadlam na sniadanie chleb (ohydny,ale innego nie bylo); z
                      bialym serem (rownie obrzydliwym, komentarz j.w.) nie dla tego,ze to lubilam,
                      ale ...nic innego nie bylo! NIE BYLO.
                      Jak zginely kartki na mieso wyslane z drugiego konca Polski to nie jadlam
                      obiadow, bo zeby je kupic w stolowce studenckiej wycinano praktycznie wszystko,
                      zostawaly ochlapy 3 gatunek! Raz niestety zginely. Zapytasz pewnie czemu byly
                      wysylane? Bo zeby dostac je na miejscu trzeba bylo miec zameldowanie stale, a w
                      akademikach bylo tylko czasowe. Itp, itd. wszystkie koszmary PRL-u.

                      A bedac studentka, rzecz dziwna (dla obecnych studentow, ktorzy twierdza jak to
                      kiedys bylo wspaniale, przynajmniej moi studenci tak twierdza!); PRACOWALAM.
                      Tak jest, nie bylo stypendiow, przynajmniej dla nas, ( ja mialam naukowe, ale
                      to byly absolutne grosze); i wiekszosc z nas pracowala!!!

                      Wiec, kiedy mielismy jeszcze stac w kolejkach, po cos innego, niz bialy ser?!

                      A kolejki byly nie tylko po produkty spozywcze, ale po papier toaletowy tez!
                      I po wszystko inne, potrzebne do normalnego funkcjonowania. Nie luksusy, tylko
                      normalne towary, nawet plyn do mycia naczyn byl rarytasem! Pamietam, jak ktos
                      upolowal, i kupil dla nas wszystkich; ale byla radosc!

                      I taka wlasnie ponura rzeczywistosc, w sposob b. zaowalowany opisuje
                      Musierowicz! Zobacz stan wojenny, i cytryne w lodowce? Albo zdobywane parowki
                      Gabrysi? I te parowki, to bylo cos o czym sie marzylo. A wcale nie byly dobre.
                      Jesli ktos umial "kombinowac" ; "zalatwiac" to mial, ale porownaj:
                      film "Mis"? Sa ludzie, ktorzy sie przy tym nie smieja, tylko placza. Bo za
                      bardzo to wszystko pamietaja.
                      • zieleniack Re: Jedzenie 21.04.07, 18:14
                        hm ale nie rozumiesz... jak pisalam wczesniej, mozna maslo wykorzystac w inny
                        sposob(np. wspomniane okraszenie ziemniakow), z reszta, maslo bylo skladnikiem
                        jednej z past:) to tak a propos tluszczu

                        >>>>Ja nieomal cale studia jadlam na sniadanie chleb (ohydny,ale innego nie
                        bylo); z
                        bialym serem (rownie obrzydliwym, komentarz j.w.) nie dla tego,ze to lubilam,
                        ale ...nic innego nie bylo! NIE BYLO.

                        no nie było, a u Borejkow jest cos innego, czyli pasta;)

                        nie musisz mi uswiadamiac, ze byly kolejki i ze nie bylo rzeczy w sklepach itp,
                        bo to wiem! _______nie rob ze jakiejs idiotki:(!!!________ przeciez ja wciaz
                        mowie o tym, ze skoro mieli co innego do posmarowania na chleb, to po co dawali
                        to masło?(jedyny argument, ktory mnie przekonuje, to wspomniana tradycja, ze
                        chleb musi byc z maslem) tzn w tym cytacie, ktory wspomnialam, podano, ze pasty
                        były po to, aby zabic smak masła. ja rozumiem jesc to maslo, jesli by nic
                        innego nie bylo, ale skoro mieli pasty to mogli nie zabijac nimi smaku masla,
                        tylko po prostu cieszyc sie dobrym ich smakiem:) :) :)

                        a wiec nie chodzi tu o to, ze jesli to masło, bo nic innego nie było akurat w
                        lodowce=P

                        a maslo(w sensie tluszczu) jest w topionych serkach, ktore, bazujac na
                        powiesciach MM, były w tamtych czasach ("szósta klepka"). Na masle mozna
                        smazyc. itp.
                        • ciotka_paszczaka Re: Jedzenie 21.04.07, 18:41
                          Zieleniacku Drogi, spokojnie!

                          Staram Ci sie odpowiedziec, z dystansem, nie traktuj tego jako krytyki swojej osoby.
                          Nikt z Ciebie nie robi idiotki, po prostu pewne rzeczy sa trudne do opisania,
                          jesli sie ich nie przezylo.

                          Tak, jak dla mnie trudne jest zrozumienie powiedzmy czasow okupacji czy terroru
                          stalinowskiego.

                          Musialabym poszukac, ale mam gdzies takie "wydawnictwo" dla mlodziezy, z
                          tamtych lat, chyba ma tytul "Przyjecie prywatka i inne". A tam: jakze
                          >>odkrywcze przepisy<< na Fondue po szwajcarsku. Jak wiedziala Joanna Borejko,
                          sera zoltego wbrod. Ba, ale ile go mozna zjesc?!

                          A ile "past" Borejkowskich, ktore sila rzeczy musialy sie powtarzac? Bo co
                          mozna bylo do takiej pasty dodac? Jeszcze latem, moze jakies konfitury -z
                          komercyjnego cukru?! A zima?

                          Nie wiem, czemu walczysz z maslem, ale zapytaj rodzicow jakie to maslo bylo, np.
                          w stanie wojennym, bylo solone! I wszyscy robili co mogli, zeby je "odsolic" ;
                          odmoczyc, z niewielkim zreszta skutkiem. Te powiesci sa w koncowce lat
                          siedemdziesiatych, wtedy bylo maslo Ekstra (drogie) i maslo zwykle.

                          Do tego wlasnie MR, czasami margaryna (nawet nie pytaj, to juz bylo kompletnie
                          niejadalne).

                          Nie nakarmisz ziemniakami z maslem, dorastajacych dzieci, beda glodne! To nie
                          moj wymysl, po prostu tak jest, organizm rosnacego i rozwijajacego sie czlowieka
                          wymaga zbalansowanej diety.
                          Tu gdzie mieszkam, jest olbrzymia otylosc, wsrod dzieci, doroslych a o
                          >>mlodziezy<< nie wspominajac. Nie jest ona wynikiem biedy-jako takiej-ale
                          nieprawidlowego zywienia. Zlego zbilansowania posilkow, nadmiaru soli i
                          tluszczow nasyconych etc. Efekty, widac, w sensie doslownym.

                          [...]
                          >
                          > a maslo(w sensie tluszczu) jest w topionych serkach, ktore, bazujac na
                          > powiesciach MM, były w tamtych czasach ("szósta klepka"). Ba byly, ale wiesz
                          jak smakowaly? Okropnie!


                          Na masle mozna
                          > smazyc. itp.
                          Nie, na masle wlasnie nie powinno sie smazyc. Do smazenia najzdrowszy jest olej,
                          i to ten tloczony, z pierwszego tloczenia, a nie rzepakowy, zaprawiany
                          (zostawial okropny posmak tzw. konserwantow). Tak bylo kiedys. I to opisuje
                          Musierowicz.
                          To co jest wspaniale, w tych najstarszych ksiazkach, to atmosfera, o ktorej
                          wiele osob tu pisalo. Bieda bo bieda, ale bylo im dobrze, nawet jesli biednie.

                          W najnowszych ksiazkach, tacy biedni juz nie sa, ale atmosfery brak!
                          • yowah76 Re: Jedzenie 21.04.07, 20:20
                            ...a ja lubie maslo solone... ale ograniczam!
                          • zieleniack Re: Jedzenie 21.04.07, 23:12
                            poczulam sie jakby robiono ze mnie idiotke poniewaz mowilas mi rzeczy o ktorych
                            wiem z opowiesci, ksiazek, filmow (trudno, abym pamietala z wozka)... a
                            chodzilo mi o maly detal, a nie o ogol.

                            Z maslem byc moze walcze z przekonan osobistych; po prostu czytajac "lasucha"
                            wydalo mi sie dziwne, aby smarowac kanapke czyms niedobrym, a na to cos dobrego
                            o silnym smaku, po to, aby zabic niedobry...po prostu. nie trzeba mi bylo
                            tlumaczyc, ze lepsze maslo bylo drogie, bo nawet, gdyby pani B. smarowala chleb
                            tym drozszym, a na to kladla paste, to tez by bylo dla mnie dziwne (chociaz juz
                            mniej, bo duzo ludzi tak robi-dlatego kwestia tradycji mnie przekonuje).

                            Co do serkow, to mama i siostra mi kiedys pokazywaly w sklepie takie z
                            kiszki...mowily, ze to takie same i jadlam nieraz, mi tam one bardzo smakuja;)
                            ale moze to jakas ulepszona wersja
                            • k_linka A propos nieznajomosci realiow..... 22.04.07, 22:27
                              Znacie ten dowcip?
                              Ojciec opowiada synkowi jak to kiedys bywalo - w sklepach byl dostepny tylko
                              ocet... Na to chlopiec z niedowierzaniem:
                              - Nie zartuj tato! W calusienkim TESCO na wszystkich polkach ocet??
                              • onion68 Re: A propos nieznajomosci realiow..... 22.04.07, 22:46
                                :D
                                Nie znałam :)
                                • zieleniack Re: A propos nieznajomosci realiow..... 22.04.07, 23:03
                                  dobre :D

                                  (chociaz juz nie wiem, jak wyjasnic, ze tak do konca nie chodzilo mi o
                                  nieznajomosc realiow, ale ja sie poddaje...)
                              • laura-gomez Re: A propos nieznajomosci realiow..... 23.04.07, 10:10
                                już ten dowcip kiedyś widziałam na tym forum..
                          • ciotka_paszczaka Re: Jedzenie i kartki w muzeum PRL 22.04.07, 19:26
                            "PRZED PRZYSTĄPIENIEM DO ZWIEDZANIA MUZEUM NALEŻY WŁOŻYĆ KAPCIE!"
                            zapraszam do zwiedzania?
                            o tu:
                            www.polskaludowa.com/

                            ;-)))
                    • the_dzidka Re: Jedzenie 21.04.07, 23:28
                      > ok no, to akurat rozumiem, ze tansze ze drozsze, ze na zwykle maslo nie bylo
                      > ich stac, wiec kupowali gorsze no ale po co je kupowac w ogole w takim razie?

                      No i to jest właśnie to niezrozumienie tamtych czasów :-)))))))
                      Zieleniack, to nie było złośliwie - tak mnie naszła taka refleksja, że jak się
                      tego nie przeżyło, nie można zrozumieć, dlaczego kupowało się kiepskie masło,
                      skoro można było nie kupować :-))))
                      • alitzja Trochę nie na temat 21.04.07, 23:36
                        A ja lubię mieć masło i pod serkiem do smarowania, i pod nutellą, pod
                        wszystkim! Bez masła to nie to, za suche mi się wydaje i niedobre. I czytając
                        Was, czuję się trochę, jakbym jakieś przestępstwo popełniała albo zgoła ohydę
                        jakąś jadała:-) A to takie smakowite!
                        • zieleniack Re: Trochę nie na temat 21.04.07, 23:57
                          a to rpzepraszam;) bo to ja nakrecilam dyskusje;) rzecz gustu:)
                        • poliglo Re: Trochę nie na temat 23.04.07, 22:20
                          no ja się zupełnie zgadzam, masełka ogólnie nie jadam, ale pod serkiem topionym
                          i nutellą masełko jest dobre:)
                      • zieleniack Re: Jedzenie 21.04.07, 23:58
                        nom;) ale pewnie po jakiejs czesci tez przez to, ze dla mnie kanapka bez masla
                        to zupelnie naturalna rzecz, ale dla wiekszosci ludzi to cos dziwnego (cala
                        moja rodzina sie krzywi a rodzicow to wkurza)
                        • stormy1 Re: Jedzenie 22.04.07, 21:30
                          dokladnie:) mnie wystarczy kromka schulstada z szynka, nic pomiedzy nie jest
                          potrzebne:)aczkolwiek moj tata nie wyobraza sobie chleba bez grubej werstwy masla.
                          • laura-gomez Re: Jedzenie 23.04.07, 10:14
                            ja smaruje chleb masłem tylko pod ser krojony, szynkę, kiełbasę itp., ale nigdy
                            pod serek topiony, nutellę, dżem, czy miód. moi rodzice z kolei nie wyobrazają
                            sobie kromki chleba bez masła lub margaryny
                            • onion68 Re: Jedzenie 23.04.07, 10:19
                              Ja tylko pod warzywa albo dżem. Jeżeli cokolwiek innego kładę na chlebie, obywam
                              się bez smarowidła, chociaż kanapki z samym pomidorem albo powidłami też mam
                              przećwiczone...
                              • zieleniack Re: Jedzenie 23.04.07, 12:23
                                ja pod nic. na masle robie omlety (z tego, co wiem, to jedyna rzecz, ktora
                                mozna smazyc na masle) i wrzucam do ziemniakow, kaszy. Co smieszne, szybko
                                wyczuje maslo, jesli jest go nawet b.malo w kanapce;D moj chlopak kkiedys dal
                                mi na sniadanie kanapke z serkiem 'ostrowia'; pod spodem z przyzwyczajenia
                                posmarowal maslem, ale bardzo malutko, tak, ze az wyskrobywal z bulki... a ja
                                tak jem, jem...i nagle "to jest na prawde tylko serek?" xD
                      • baba67 Re: Jedzenie 22.04.07, 14:36
                        Jest dokladnie tak jak dzidka pisze. Nikt Cie dziewczyno nie obraza, po prostu
                        mloda jestes i tyle.
                        Ja jeszcze pamietam podejrzliwy stosunek do surowizny-surowka mogla byc tylko z
                        marchwi albi z kapusty kiszonej(choc to niedikladnie surowizna),mizeria i
                        salatka z pomidorow.
                        Nie jadlo sie innych surowizn i juz,ale oczywiscie pisze o tym co widzialam w
                        znajomych rodzinach i stolowkach, inni moga miec inne wspomnienia.
                        • onion68 Re: Jedzenie 22.04.07, 15:02
                          Zgadza się.
                          Ja dopiero jak poznałam moją przyjaciółkę w liceum, której dom był w 100%
                          kobiecy, przekonałam się, jak inaczej można jeść - żółty ser, razowe pieczywo
                          i właśnie surówki - miały w kuchni książkę o surówkach i codziennie je jadały,
                          najróżniejsze. Ale w większości rodzin było tak, jak Baba pisze.
                          Wiecie, dobrze, że są takie książki (nasze babskie książki), które opisują
                          codzienne życie, bo tak naprawdę na co dzień nie pamięta się, jak duże zmiany
                          obyczajów nastąpiły.
                        • zieleniack Re: Jedzenie 22.04.07, 23:12
                          wiem juz teraz, ze nie, ale po prostu opisywanie mi rzeczy, o ktorych wie chyba
                          kazdy w moim wieku, bo troszke pozostalosci widzial jako maly dzieciak (np. co
                          pamietam z takiego braku kasy to wyzeranie cukru w formie slodyczy (to jak
                          Pulpa w KK) i to, ze mama szyla sama niektore ubrania, to chyba wspominalam), a
                          wiekszosc slyszal/ogladal/uczyl sie o tym itp na pytanie, ktore nie dotyczy w
                          calosci realiow, a w dosc sporej mierze gustu (i tej tradycji, o ktorej ktoras
                          z Was wspomniala), odebralam jako takie troche uznanie mnie za jakiegos
                          ignoranta, ktory nie wie, ze lepsze maslo bylo drogie i tego typu rzeczy=_='
                          _______nie chce juz dluzej rozstrzasac tej kwestii,_____ bo wyjde na
                          histeryczke, ja po prostu mam uraz do (nawet jesli przypadkowego)
                          przeksztalcania intencji/pytan/slow, bo kiedys mi ludzie robili to na zlosc i
                          teraz sie zbyt szybko tym przejmuje:"(

                          jak sie zastanowie jeszcze nad tymi argumentami, to w sumie ten o dostarczaniu
                          dzieciom tluszczu z masla jest ok.
                          • onion68 Re: Jedzenie 22.04.07, 23:21
                            Nie odbieraj tak tego, bo jestem pewna, że nie takie są intencje wypowiadających
                            się tu osób. Ja na przykład trochę się wciągnęłam w to wspominanie, poza tym,
                            jak pisałam, o wielu rzeczach się już zapomniało i tak w trakcie tej dyskusji
                            one powoli wracają, no i to jest takie trochę miłe, jak to wspomnienia z
                            dzieciństwa.
                            Ten ocet to już przysłowiowy, a powiedzcie (może ktoś pamięta)jak było z
                            dostępnością kasz, makaronów, roślin strączkowych? Ja nie mogę sobie
                            przypomnieć, a mamy nie pytam, bo i tak prawdy nie powie - nie ze złej woli, ale
                            jej się chyba trochę mylą fakty z różnymi obecnymi przekazami o charakterze
                            propagandowym (nie dziwię się, pamięć jest zawodna), tak, że czasami z naszych
                            rozmów wynika mi, że chyba powietrzem żyliśmy ;)
                            • baba67 Re: Jedzenie 23.04.07, 09:37
                              Ja pamietam, ze ten ocet to byl pewien symbol.Kasze i fasole mozna bylo kupic
                              bez wiekszych problemow, tyle tylko ze nie bylo ich w ciaglej sprzedazy-tzn jak
                              byly to sobie ludzie nie wyrywali . Najpewniejsze byly sklepiki prywatnej
                              inicjatywy-tam byly zawsze, ale troche drozej niz w samie.
                              Ten ocet wzial sie z tego, ze sklep, jak roslinnosc na sawannach, ozywial sie w
                              porze dostaw. Te dostawy to zawsze byla niespodzianka, ale mniej wiecej rzucali
                              cos w tym samym czasie. Byli stacze(na kazdej klatce), byly tez niepracujace
                              sasiadki(Oltarzewska)ktore oczywiscie bardzo szybko obkupowaly siebie i sasiadow.
                              Po poludniu sklao mial na stanie rzeczy mnie chodliwe-wlasnie ocet musztarde .
                              I tak az do nastepnego deszczu tj. dostawy.
                              • onion68 Re: Jedzenie 23.04.07, 10:04
                                Dzięki :)
                          • ciotka_paszczaka Re: Jedzenie -gust odp. dla Zieleniacka! 23.04.07, 12:22
                            [...]
                            > wiekszosc slyszal/ogladal/uczyl sie o tym itp na pytanie, ktore nie dotyczy w
                            > calosci realiow, a w dosc sporej mierze gustu (i tej tradycji, o ktorej ktoras
                            > z Was wspomniala),

                            Wyglada na to, ze nie zrozumielismy Twojego pytania.

                            Byc moze, powinnas doprecyzowac styl zadawania pytan (jest to pewna umiejetnosc,
                            i jak wszelkich umiejetnosci, mozna sie jej nauczyc). To moja sugestia, jako
                            wykladowcy. Na pewno na studiach masz zajecia z metodologii, moze wydaja Ci sie
                            troche nudnawe, ale to wlasnie tam, mozna sie nauczyc zarowno syntetycznego, jak
                            i analitycznego podejscia do roznorakich zagadnien! Przyjmij to prosze, jako
                            delikatna sugestie, od kogos, kto ma w tej mierze odrobine wiecej doswiadczenia.

                            Jesli zas pytasz o gust: odpowiadam, (i odpowiedz jest bardzo subiektywna):

                            nienawidzilam gniotowatego chleba z wodnisto slonym maslem. Niecierpialam
                            bialego kwasnego i smierdzacego sera. Nie znosilam skwaszonej smietany dolewanej
                            do zup. Ani dzemu z dyni o smaku pomaranczowym (to nie zart).

                            Tylko co z tego?!

                            Ano nic, nic innego po prostu nie bylo. Ani ja, ani moi koledzy nie umielismy
                            jakos "kombinowac", miec dolarow/bonow; aby kupowac w Pewexach ( a byly takie z
                            zywnoscia, byly!). Moglismy jedynie "powachac" przez szybke!

                            Widzisz, ten gust to byl bardzo, ale to bardzo ograniczony przez owczesne
                            realia. Co z tego ze lubilismy rozne rzeczy, jesli nie mozna ich bylo dostac? Co
                            z tego, ze nie smakowalo nam to, co jedlismy, jesli nic innego nie bylo? To, ze
                            cos sie "nazywalo" czekolada, nie oznacza, ze nia bylo. Vide: wyroby
                            czekoladopodobne.

                            I nikt Ci tu nie robi na zlosc. Nikt Ci zle nie zyczy. Staramy Ci sie
                            odpowiedziec, w miare naszych -ograniczonych, badz co badz- mozliwosci!

                            Pozdrawiam,
                            Anna
                            • zieleniack Re: Jedzenie -gust odp. dla Zieleniacka! 23.04.07, 12:38
                              rozumiem, o co Ci chodzi, mysle, ze po prostu zadalam pytanie zbyt ogolnie, tzn
                              spytalam po prostu po co to maslo, skoro jest inne smarowidło na chleb i po co
                              zabijac smak niedobrego czegos czyms dobrym, skoro mozna nie smarowac tego
                              niedobrego. I mozna na to odpowiedziec i poprzez gust (czyli - ja tak nie jem
                              nawet ze zwyklym maslem (co dopiero z jakims niedobrym), wiec to mnie dziwi i
                              nie rozumiem ogolnie, po co ludzie smaruja pod np. serkiem masło) albo poprzez
                              realia tamtych czasow (czyli tak, jak Wy). Tu nawet nie chodzi o zle zadanie
                              pytania (bo ot tak rzuciłam raczej nie jako przedmiot dyskusji, a taka tam
                              ciekawostke, ktora zdziwila), a o to, ze kazda patrzyla ze swojej wlasnej
                              perspektywy na takie pytanie:) tak mi sie wydaje:)

                              Tylko ze jest jedna rzecz, w ktorej sie nie rozumiemy caly czas, a ona łączy
                              gust z realiami. To, ze skoro była pasta, to po co to masło pod spód. Realia to
                              to niedobre masło, a gust to smarowanie na niego czegos innego dla zabicia
                              smaku. Dlatego przyznalam racje argumentowi o tradycji oraz o tym, ze maslo
                              jest potrzebne dla dzieci.

                              Może odczepmy sie juz od tego masla ;D nie sadzilam, ze wywiaze sie z tego
                              taka dyskusja;)
                              • baba67 Re: Jedzenie -gust odp. dla Zieleniacka! 23.04.07, 12:43
                                Dlaczego? Wszak dyskusja to jak podroz- nie wiadomo, co zobaczymy za rogiem :-)
              • croyance Re: Jedzenie 25.04.07, 18:07
                Ja tez nie jem masla, polewam chleb oliwa z oliwek.
                • ready4freddy Re: Jedzenie 25.09.07, 00:08
                  niezle. ja niczym nie poleawam ani nie smaruje, ale za to odkrylem wasabi jako doskonaly dodatek do szynki :) co prawda efekt kolorystyczny jest nieco osobliwy, ale za to smak.. :)
          • bunny.tsukino Ja uwielbiam do dziś n/t 20.04.07, 15:36

            • bunny.tsukino Masło roślinne 20.04.07, 15:37
              oczywiście.
    • zieleniack Re: Jedzenie 23.04.07, 12:42
      Przypomniala mi sie wczoraj wieczorem czy dzis rano jeszcze jedna kwestia
      jedzeniowa. Cesia kupowała chleb i wrzucała go do torby. Zawsze mnie to
      obrzydzało, tzn szkolna torba kojarzy mi sie z kurzem, zeszytami i książkami
      kładzionymi na brudne ławki, przepoconym strojem od wfu itp. Podejrzewam, z e
      ten chleb był w cos owiniety (może nie? tu pytanie dla osob, ktore znaja te
      czasy z doswiadczenia), np. w taka szara papierowa torebke albo jakis papier
      albo moze Ceska sama owijala w jakas kartke z zeszytu, ale mimo to zawsze
      widzialam ten chleb jako taki walający sie miedzy kapciami szkolnymi, tymi
      zeszytami noszącymi wszystkie brudy szkoły i w ogole... bleee
      • verdana Re: Jedzenie 23.04.07, 12:53
        pamietam te czasy. Torebek plastikowych nie było, papieru nie było - wrzucała
        do torby i już.
      • ciotka_paszczaka Re: Jedzenie 23.04.07, 13:09
        <kupowała chleb i wrzucała go do torby.
        Chyba dokladnie tak bylo: wrzucalo sie chleb do torby. U mnie w domu, ten
        przniesiony "z miasta" chleb, opiekalo sie nad gazem, "zeby zabic bakterie".
        Polegalo to na tym, ze zapalalo sie gaz, lapalo chleb w lapke, i machalo nad
        plomieniem, potem; bralo sie drugi koniec chleba (ten opalony nad
        plomieniem=goracy) i machalo tym pierwszym, nie opalonym.
        Nie mam mglistego pojecia, czy to faktycznie cos dawalo; poza tym, ze skorka
        byla bardziej przypieczona. A, i jeszcze trzeba bylo bardzo uwazac, zeby go nie
        spalic!
        Ciekawe, czy ktos jeszcze tak robil?

        A kasze, ryz etc. to wysypywalo sie na papier, na tace, i "przebieralo" tzn.
        wybieralo wszelkie zanieczyszczenia. "Glupiego robota" ale inaczej nie dalo by
        sie tego zjesc. Ile razy otwieram teraz torebke z czysciutkim ryzem, to mysle,
        jak to wspaniale, ze nie trzeba tego przebierac!!!

        Nawet ryz ciemny jest taki >>czysty<<, i na prawde az chce sie go jesc!

        Jeszcze dygresja nie na temat: Miejsce: Anglia, wybrzeże morza polnocnego. Czas:
        wczesne lata 90-te. Akcja: Anna sproboj tutejszej specjalonosci: Ryba z
        frytkami owinieta w gazete!! A, i jeszcze te frytki polane OCTEM. Brr! Juz ta
        gazeta mnie dobila, ale jak sprobowalam frytek ...Teraz chyba juz sa kontrole; i
        nie pakuja w gazete, ale poniewaz mieszkam nad oceanem, rzadko bywam nad morzem. ;-)

        pozdrawiam,
        Anna
        • uccello Re: Jedzenie 23.04.07, 20:53
          Ja przypiekałam nad gazem bułki ( na widelcu jak Aniela), ale nie po to żeby
          zgrillować bakteryjki, ale po to żeby się to pieczywko nadawało do wogóle do
          jedzenia. Dziś też zdarzają się buły , które w konsystencji ( a i w smaku )
          przypominają wilgotną watę zapakowaną w tekturowe pudełko. Po przypieczeniu
          buła była jadalna. Krótko, bo krótko, póki nie wystygła, ale mozna ją było
          włożyć bez obrzydzenia do paszczy. Razem z serem złoty -ementaler. I tak
          codzienie. Eh, chyba się postaram o kartę kombatancką, udręczonej przez
          socjalizm ofiary:)
          W sumie, fajnie mieć takie porównanie. Bardziej się docenia zdobycze Wolnej
          Ojczyzny, kiedy się pamięta tamtą paranoję. I nie myślę tylko o bule nad gazem.
          • onion68 Re: Jedzenie 23.04.07, 21:14
            Czyli dobrze, że Zieleniack poddała ten temat i niepotrzebnie się stresuje :)
          • zieleniack Re: Jedzenie 24.04.07, 10:22
            Ze plastikowych nie bylo, to wiem;) myslalam, ze moze mimo wszystklo jakis
            papier. tak sie zastanawiam... wiem, ze kiedys byly torby z materialu (troche
            pamietam-mama miala taka siatke na butelki, z ktorymi sie chodzilo do sklepu i
            dostawalo pienaidze za nie; jak juz przestano zwracac kase za butelki, to nie
            moglam sie przyzwyczaic i na pierwszej kolonii bylam zawiedziona, ze pani
            sklepowa mi nie oddaa jakichs tam groszy za znaleziona flaszke po coli; troche
            pamietam z opowiesci). jak mysle o tym chlebie, ktory sie walal miedzy gatkami
            z wfu i brudymi zeszytami oraz wylewajacym piorem, to chyba na miejscu Cesi
            uszylabym sobie z kawalka tkaniny jakas taka torbe i przed wrzucaniem do teczki
            owijalabym w cos takiego. tkanina jakakolwiek, nawet z jakiegos starego ciucha,
            ale przynajmiej izoluje... ??? nie wiem, moze to dziwny pomysl ;D
        • mmoni Re: Jedzenie 24.04.07, 12:47
          ciotka_paszczaka napisała:

          Czas
          > :
          > wczesne lata 90-te. Akcja: Anna sproboj tutejszej specjalonosci: Ryba z
          > frytkami owinieta w gazete!! A, i jeszcze te frytki polane OCTEM. Brr! Juz ta
          > gazeta mnie dobila, ale jak sprobowalam frytek ...Teraz chyba juz sa kontrole;
          > i
          > nie pakuja w gazete, ale poniewaz mieszkam nad oceanem, rzadko bywam nad morzem
          > . ;-)
          >
          A one były tak bezpośrednio w tej gazecie, czy wewnętrzna warstwa to był
          normalny biały papier? Ja takie jadłam w Anglii w połowie lat 90tych i znajomi
          Anglicy przekonywali mnie, że właśnie tak powinno być, że papier gazetowy pełni
          li i jedynie rolę warstwy izolacyjnej. Zresztą to, ze papier gazetowy jest
          najlepszym izolatorem, to święta prawda. Ahhh.... zjadłoby się taką porcyjkę
          ociekającą tłuszczem...
          • ciotka_paszczaka Re: Jedzenie 24.04.07, 13:29

            > A one były tak bezpośrednio w tej gazecie, czy wewnętrzna warstwa to był

            > normalny biały papier?
            One teoretycznie mialy byc w bialym papierze, owinietym gazeta [tak jak
            piszesz], ale to co dostalam do lapki, to byla "tutka" z frytkami i ryba BEZ
            papieru polozona na frytkach-albo moze ten papier byl tak cienki, ze az
            niewidzialny?! A moze zabraklo?!

            Szczerze mowiac, ja juz wtedy mialam za soba kilka lat jedzenia angielskich
            "specjalow" i ten ocet nie powinien mnie dziwic, ale jakos ten caly zestaw byl
            wyjatkowo szokujacy.

            Nigdy wiecej nie sprawdzalam, po tym jednym razie mialam dosc. Jednak wole nieco
            bardziej cywilizowane miejsca serwujace ryby, powiedzmy typu Harry Ramsden's.
            Chociaz to tez zalezy gdzie, niektore sa lepsze, niektore gorsze, nie lubie ich
            ryby "na wynos"; wole te w restauracji.

            [...]. Ahhh.... zjadłoby się taką porcyjkę
            > ociekającą tłuszczem...

            Ja dziekuje, nie!
            • uccello Re: Jedzenie 24.04.07, 15:10
              AaAaaaa... przypomina mi się monolog Eskimoski z Twaina, która wymienia
              tęsknie: kubek ciepłego wielorybiego łoju, skibę tłuszczu z foki i jeszcze tak
              na deser parę świec...
              • zieleniack Re: Jedzenie 25.04.07, 16:33
                albo Anaruk Chłopiec z Grenlandii, który zjadł mydło, bo było tłuste ;D
        • ginestra Re: Jedzenie 24.04.07, 20:06
          U mnie w domu też opiekało się chleb nad gazem :) I przebierało ryż!

          Natomiast co do tej torby, to nie wiem jak tam jest dokładnie napisane w Szóstej
          klepce, czy chodziło o torbę szkolną, ale mogło też chodzić o taką torbę
          "zakupową", z lnu czy jakiegoś innego materiału, ponieważ - jak wiadomo - nie
          rozdawano w sklepach toreb typu reklamówki i każdy szedł do sklepu z własną
          torbą (były też takie uplecione z żyłki, ażurowe, idealne na szklane butelki z
          mlekiem), no i myślę, że Cesia mogła mieć taką torbę (raczej materiałową,
          chlebową) przy sobie, złożoną w kostkę w tej szkolnej torbie i potem ją wyjęła i
          do niej właśnie włożyła chleb. Lub po prostu położyła chleb na górze na
          książkach i tak doniosła do domu, raczej nie wmieszałaby go w sprzęty znajdujące
          się w torbie, jakoś mi to nie pasuje, bo uczono dzieci zawsze szacunku dla
          chleba, kiedyś nawet bardziej niż dziś, tak myślę.
          Zaraz przeczytam dalsze wpisy, może też o tym piszą inni.
          Pozdrawiam!
          • ginestra Re: Jedzenie 24.04.07, 20:13
            Miało się wkleić bezpośrednio pod wpisem o opiekaniu chleba i przebieraniu ryżu,
            czyli za jakieś dwa wpisy po zapodanym temacie o Cesi, a wkleiło się na dole,
            nie szkodzi, mam nadzieję, choć inni napisali powyżej o tym co ja.
            Pozdrawiam!
          • zieleniack Re: Jedzenie 25.04.07, 16:39
            O torbie materiałowej pisalam wyzej... wiem, ze takie były, albo takie z kółek
            plastikowych na flaszki...Ale skoro reszta twierdzi, ze to bylo normalne
            wrzucic sobie ot tak do teczki, to niby nie powinnam sie dziwic Cesi. No ale i
            tak sie dziwie, bo nie wiem, co to za problem wziac kawałek tkaniny i uszyc
            sobie torbe - przeciez to nawet nie musialo byc ladne, grunt, aby spelnialo
            funkcje oslaniajaca od brudu.

            Nawet jesli polozyla na ksiazkach, to i tak jest ble, bo ksiazki i zeszyty
            szkolne noszą na sobie wszelkiego rodzaju brud z racji tego, ze ławki sa
            brudne, podlogi sa brudne...

            Zaraz poszukam tego fragmentu, wydaje mi sie, ze Cesia wsadzila chleb ot tak do
            teczki (musialo jej sie w takim razie mocno nakruszyc;D)
            • zieleniack Re: Jedzenie 25.04.07, 16:45
              "kolejka przesunęła sie za ladą, gdzie leżały brązowe, lśniące bochenki.Cesia
              kupiła dwa, władowała je do torby z książkami i poszła."

              czyli sugeruje to, ze wrzucila je ot tak, jak stale wyposazenie teczki
              • sevilay Re: Jedzenie 25.04.07, 16:57
                Ja odniosłam wrażenie (moze mylne),że ona nie planowała kupić chleba dlatego
                nie miała torby-kupiła bo akurat przywieźli.A poza tym ,z tego co pamiętam, to
                nie wiem czy ta torba to juz by nie była musztarda po obiedzie bo sprzedawczyni
                tego nie podawała jak teraz przez papierek czy woreczek tylko brała do ręki.Mam
                jeszcze przed oczyma obraz skrzynek z chlebem stojących wprost na
                podłodze,wszyscy obok nich chodzili a espedientka tą sama ręką podawała chleb i
                liczyła pieniądze.Niestety.
                • zieleniack Re: Jedzenie 25.04.07, 17:04
                  ano racja, zapomnialam o tym
                  takie rzeczy z reszta dzis sie dzieja
                  bylam tylko raz w zyciu w tele pizzy i juz wiecej nie pojde... facet, ktory
                  przyjmowal od nas zamowienie, podszedl do kasy z rekami w ciescie, klikal tymi
                  rekami w kase, a potem wzial pieniadze i wrocil do roboty (tzn nie wiem, czy
                  umyl rece, ale skoro nie pofatygpowal sie wczesniej, zeby jakos wygladac, to
                  czemu mialby zrobic to pozniej, skoro "juz nikt nie widzial" ? ;/
          • sevilay Re: Jedzenie trochę nie na temat 25.04.07, 16:51
            a pamietacie tą lemoniadę w proszku co się ja wcinało na sucho? Ja nie dawno
            tka kupiłam i z siostrą jadłyśmy a mój mąż patrzył na nas jak na jakieś głupie:)
            Oczy mu się zrobily okrągłe i spytał " co wy robicie?":))
            • onion68 Re: Jedzenie trochę nie na temat 25.04.07, 16:56
              Ja pamiętam :) Ależ to było dooobre!
              • zieleniack Re: Jedzenie trochę nie na temat 25.04.07, 17:07
                To jeszcze za mojego dziecistwa bylo:) dobre byly takie z saszetek:D ale rzadko
                to jadlam, u nas w domu nie bylo w zwyczaju, ale jak pojechalam do babci na
                wakacje, to jedna dziewczynka mnie czestowala. Potem juz, w podstawowce,
                sprzedawali takie w rurkach, ale to nie bylo takie dobre, bo rurka smakowalo.
                • cutsson Re: Jedzenie trochę nie na temat 26.04.07, 23:09
                  I Vibovit oraz Visolvit wyżerane z torebki :) Jaka radość była jak się
                  wypatrzyło charakterystyczne pomarańczowe opakowanie gdzieś wysoko w szafce.
                  A z gatunku pożerania rzeczy dziwnych, to przyznaję się do pożerania pasty
                  "Biały ząbek". Miała taki cudowny pomarańczowy smak...

                  --
                  "The Darkness around me...
                  Shores of the Solar sea..."
                  • uccello Re: Jedzenie trochę nie na temat 26.04.07, 23:32
                    Witaj w klubie! Ja też zjadałam pastę i napawałam przymknięte z ekstazy oczęta
                    małymi zwierzakami na tubie. Orażada w proszku cudownie gotowała się na języku
                    i miała tę zaletę ,że rodzice nie pozwalali jej kupować. Podziwiałam zbiory
                    historyjek donaldowych, które długo trzymały aromat gumy i co jakiś czas
                    musiałam sprawdzać czy aby chińskie gumki do mazania nie są jadalne:)
                    Trafiłam ostatnio na stronę
                    www.nostalgia.pl
                    gdzie można zobaczyć foty ze starych telewizyjnych bajek. Żwirek i Muchomorek,
                    Kiwaczek i inne Barbapapy.
                  • mankencja Re: Jedzenie trochę nie na temat 27.04.07, 17:48
                    wyzerania visolvitu nauczyla mnie wlasna matka, ktora sobie potrafi specjalnie
                    kupic i wyzrec, dla czystej przyjemnosci. ale jej ogolnie smakuja pomaranczowe
                    (jesli chodzi o kolor) produkty - sok z marchwi, mandarynki, brzoskwinie w
                    syropie...
                  • tygrys2112 Re: Jedzenie trochę nie na temat 27.04.07, 18:36
                    pamiętam. :) Vibovit był smaczniejszy. :)
                    • ready4freddy Re: Jedzenie trochę nie na temat 23.09.07, 22:08
                      tez mi sie tak zawsze wydawalo, slodszy po prostu :) ale teraz chyba wolalbym visolvit, orzezwiajacy :) roznica mniej-wiecej jak miedzy bananem a pomarancza, tak plus-minus. ide pozrec mapo (konia z rzedem temu, kto wie, co to mapo :P
                      • tygrys2112 Re: Jedzenie trochę nie na temat 24.09.07, 23:37
                        Czyżby to? :)
                        www.facogel.it/italiano/categoria.asp?pg=&quanti=1&cat1=Alcolici&id=647
                        • ready4freddy Re: Jedzenie trochę nie na temat 24.09.07, 23:44
                          nieeee... to jest mapo mapo (ktore robi sie wlasnie z mapo :)
                          to na obrazku odkrylem jako pierwsze, fakt. likier z mapo, ktory mozna trzymac w zamrazalniku, zeby byl baaaardzo zimny :) natomiast mapo to hybryda grejpfruta i mandarynki, wielkosci sredniej pomaranczy, raczej kwasne (bardzo), miazsz zolty jak w grejpfrucie, skora zielona jak na limonce i podobnej grubosci, ogolnie najtrudniej dopatrzec sie w mapo zwiazkow z mandarynka (jest nuta zapachu, fakt).

                          :)
                  • zieleniack Re: Jedzenie trochę nie na temat 29.04.07, 13:20
                    ooo, vibovit i visolvit, i pasta do zebow (w ogole w przedszkolu ukradniek
                    chodzilismy do lazienki w 2-3 osoby i jedlismy paste)! tak! pamietam:D
                    bebiko uwielbialam na sucho i uwielbiam do dzis, tylko ze teraz to nie jem, bo
                    to drogie, jako dzieciak nie zdawalam sobie z tego sprawy, a przeciez wtedy
                    bylo jeszcze trudniej dostac
                    • verdana Re: Jedzenie trochę nie na temat 29.04.07, 13:22
                      Jak starsza i mądrzejsza zapewniam, ze najlepszy ze wszystkiego był proszek do
                      zębów. jaka szkoda, ze teraz juz go nie ma...
                      • zieleniack Re: Jedzenie trochę nie na temat 29.04.07, 14:46
                        tego to juz nie pamietam ^^" tzn pewnie mnie jeszcze nie bylo
                        • cutsson Re: Jedzenie trochę nie na temat 29.04.07, 20:04
                          Ciekawe jak teraz by ta pasta smakowała :)

                          --
                          "The Darkness around me...
                          Shores of the Solar sea..."
                          • zieleniack Re: Jedzenie trochę nie na temat 30.04.07, 08:48
                            przypomnialo mi sie, jakoe slodycze kiedys jedlismy:) tzn takie domowo
                            robione:) cukier zmieszany z kakaem gorzkim (nie bylo jeszcze rozpuszczalnego!)
                            w malym kubeczku-przysmak moj i brata. Sami sobie robilismy, jak nie bylo nic
                            fajnego do zjedzenia, np. jak siedzielismy sami w domu. Albo plaster cytryny
                            wrzucony do cukru i ssany:) koniec lat 80 i poczatek 90, czyli juz rzeczy byly
                            w sklepach, ale sie nie przelewało
                            • ready4freddy Re: Jedzenie trochę nie na temat 24.09.07, 22:53
                              ja tam zawsze najbardziej lubilem karmel babcinej roboty, ze stopionego cukru oczywista. a tak a propos smakow z dziecinstwa... nabralem strasznej ochoty na skorke pomaranczowa, taka dopiero-co-zrobiona.. ech, pomarzyc :)
          • ready4freddy Re: Jedzenie 23.09.07, 22:05
            > mogło też chodzić o taką torbę "zakupową", z lnu czy jakiegoś
            > innego materiału, ponieważ - jak wiadomo - nie rozdawano w
            > sklepach toreb typu reklamówki i każdy szedł do sklepu z własną
            > torbą

            a to to akurat wrocilo.. tzn. reklamowki rozdaja, ale ogolnie jest taki trend, zeby z wlasna, wielokrotnego uzytku. supermarkety tutaj poniekad do tego zachecaja, bo plastikowe reklamowki sa platne (5 centow, jak latwo policzyc juz po 20 oplaca sie pojemna solidna torba za 1 euro, mam taka i uzywam, doskonale pasuje do bagaznika), poza tym na tychze plastikowych reklamowkach stoi napisane, zeby wykorzystac je jeszcze jakos, chocby jako worek na smieci, zeby jakos zminimalizowac szkodliwy wplyw na srodowisko, znaczy zuzycie tegoz plastiku -> ropy naftowej. a takie lniane torby sa w wielce wypasowym supermarkecie Eataly, poswieconym zywnosci, z naciskiem na "regionalnej, od malych producentow, z tradycja". jak zwykle nie na temat, alem swoje trzy grosze wtracil :)
            • ginestra Re: Jedzenie 24.09.07, 09:01
              Ready4freddy, właśnie - u nas (w Warszawie) też są te ekologiczne lniane torby
              (np. w supermarkecie BOMI obok lady jest taki stojak z nimi obok kasy, kosztują
              ok. 3 zł, są mocne i pojemne, nabyłam dwie).
              Widziałam też takie w Sezamie na Marszałkowskiej. Cieszę się, że ten trend
              wraca, bo naprawdę nie można patrzeć na to niszczenie środowiska i zalew
              plastiku. :(

              Fajnie czytać o zakupach we Włoszech, tęsknię bardzo za moim ulubionym Rzymem,
              ale może jeszcze kiedyś będę mogła tam się znaleźć.
              Pozdrawiam!
              • ready4freddy Re: Jedzenie 24.09.07, 11:33
                :) BOMI to takie delikatesy, z tego co pamietam? maja niezly wybor chyba. no a
                trend jest pozytywny. w tutejszym Carrefour zachecaja do nabycia takiej
                wielorazowej torby i obiecuja, ze dadza nowa jak sie zniszczy.
                a "Eataly - alti cibi" z pewnoscia by Ci sie spodobalo :)
                • ginestra Re: Jedzenie 24.09.07, 18:30
                  Na pewno by mi się spodobało :)))

                  Tak, Bomi to taki supermarket, ale z tych droższych, może nie tak aż drogi jak
                  Mini Europa, ale podobny i jest w nim ogromny wybór towarów z całego świata, z
                  Włoch też, różne makarony, sery, specjały, tysiąc rodzajów oliwy z oliwek,
                  zdrowa żywność itp.

                  Przeczytałam też post Zieleniack'a poniżej. Zgadzam się, że wciskają te
                  plastikowe torby kiedy tylko się da. Może jednak sami klienci będą upierali się
                  przy ekologii i to coś pomału zmieni. Oby.
                  Pozdrawiam!
                  • zieleniack Re: Jedzenie 24.09.07, 18:38
                    tylko ze w takich sklepach czy to kosmetycznych, czy to
                    ciucharniach, mogliby dawac papierowe torebki. Zawsze to mozna dac
                    na makulature, a jesli nawet ktos to wywali na smietnik, to sie
                    szybko rozłoży.
                  • ready4freddy Re: Jedzenie 24.09.07, 20:27
                    no to dobrze kojarze, bylem w nim razy kilka (tym warszawskim). pojawil sie teraz gdzies na Slasku, ale nie pamietam, czy Katowice, czy moze Bytom. widzialem reklame na autobusie jadac przez caly GOP z jednego konca na drugi i zaskoczylem mame znajomoscia tegoz BOMI, bo to zupelna egzotyka :)
            • zieleniack Re: Jedzenie 24.09.07, 17:14
              w Biedronce i w carrefourze takie sprzedaja, moze nie lniane, ale z
              jakiejs tkaniny i powleczone wzmacniajacym lakierem/farba/czyms. Ale
              wciaz, gdy sie idzie do jakiegokolwiek sklepu odziezowego czy
              kosmetycznego, to wtykaja nawet 1 rzecz w osobna siatke:/ np. dzis
              kupilam majtki i dostalam siatke:/ co z tego, ze te majtki juz byly
              opakowane w jakis plastik i ze moglam to spokojnie wrzucic do
              torebki. Rozdaja, bo chodzenie ztaka siatka to reklama sklepu.
              Szkoda, ze nie powiedzialam, ze za siatke dziekuje. Ale takie siatki
              wykorzystuje potem wielokrotnie, o tyle dobrze.

              Majtki to jeszcze, ale kiedys dali mi osobna siatke na szminke=_='
              • ready4freddy Re: Jedzenie 24.09.07, 20:25
                tak, chodzilo mi o takie torby (duze) z czegos w rodzaju ciasnej plecionki z plaskich, niezbyt szerokich wlokien, pociagnietych wlsnie czyms w rodzaju lakieru dla impregnacji. niektore, o ile wiem, sa biodegradowalne. mam taka z wesolym zajacem :) sklepy z kosmetykami pakuja tutaj raczej w papierowe, tzn. na pewno douglas i sephora, natomiast w moim supermarkecie mozna wybrac, czy chcesz torbe papierowa, czy plastikowa. pakowanie pojedynczych rzeczy w woreczki to istotnie bezsens. jak sie teraz nad tym zastanawiam, najfajniejszy woreczek dostalem chyba "na wyjezdzie" za miasto w zupelnie tu nieobecnym supermarkecie esselunga, byl biodegradowalny, przyjemny w dotyku :) i do tego bardzo trwaly, cos w nim przez dluzszy czas wozilem w bagazniku, bodaj buty do mycia samochodu (ha! kto wie, co autor mial na mysli? :)))

                przepraszam za odbieganie od tematu...
                • zieleniack Re: Jedzenie 24.09.07, 21:48
                  u nas wlasnie w douglasie dostalam ta szminke w siatce:/
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka