Dodaj do ulubionych

Czy mam talent?

23.03.14, 19:09
Witam serdecznie Państwa!
Chciałym zostać pisarzem. W tym celu zamierzam zrezygnować z pracy i żyjąc z oszczędności, chciałym napisać książkę o miłości. Dostrzegłem dla siebie szansę. Na rynku jest zalew harlequinów, a mało jest książek, które opisują miłość i związek w sposób głęboki, złożony i liryczny. Moje przyjaciółki twierdzą, że mam talent. Chciałbym jednak zasięgnąć opinii Państwa, bo zależy mi na wypowiedziach ludzi kochających i znających książki. Dziękuję za pomoc.


Magda wyszła z domu przed świtem, do pracy. Obudził mnie powiew rześkiego, wiosennego powietrza. Kiedy zrzuciłem kołdrę, spostrzegłem na białej pościeli włosa łonowego. To był jej włos. Przekęciłem się na bok, w jego stronę, i zacząłem go gładzić, najpierw palcem wskazującym, potem środkowym. Włos delikatnie łaskotał opuszki. Po chwili toczyłem go jakby był minaturowym walcem. Nie zdołał jednak rozprostować fałd na pościeli, więc, nieco rozczarowany i zniecierpliwiony, zacząłem go turlać jak kawałek plasteliny, który można w ten sposób wydłużyć. Ale włos oparł się moim fantazjom. Mojej woli. Wziąłem go na czubek palca i zdmuchnąłem. Nie unosił się w powietrzu jak puch, opadł szybko. Poza łóżko. Na kolanach zacząłem go szukać na dywanie, aby nie zniknął wkrótce w otchłani odkurzacza. Po chwili go znalazłem. Nie odważyłem się więcej z nim eksperymentować. Włożyłem go do dzieła Schopenhauera i tam, pośród stron Poczwórnego źródła twierdzenia o podstawie dostatecznej, spoczął jako zakładka. I w tej roli włos ów wywoływał więcej romantycznych skojarzeń niż zasuszony między stronami płatek róży.
Obserwuj wątek
      • grzegorz.borowski Re: Czy mam talent? 23.03.14, 20:00
        >Świetne - proszę o następny kawałek :)

        Dziękuję za słowa otuchy. Niestety nie mogę spełnić Twoje prośby. Boję się, że jakaś pisarka wykorzysta moje pomysły. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z moim planem, będę z koleżankami pisarkami walczył piórem o te same czytelniczki. Nie bez powodu w romansach najczęściej cytowanym aforyzmem jest - na wojnie i w miłości wszystkie chwyty są dozwolone.
    • Gość: Gabi_35 Re: Czy mam talent? IP: *.dynamic.mm.pl 23.03.14, 20:07
      Cześć,

      świetnie Ci to wyszło. Chciałabym poczytać więcej, ale rozumiem, że nie będziesz umieszczał kawałków w necie za darmo - i słusznie.
      Natomiast ciekawa jestem, jak konstruujesz fabułę, ponieważ miniatury to jedno, a cała powieść - drugie. Odważny krok, że zrezygnowałeś z pracy, żeby zająć się pisaniem. Musisz mieć świadomość, że pisaniem ciężko zarobić na godne życie ;-)
      Pozdrawiam serdecznie!
      • grzegorz.borowski Re: Czy mam talent? 23.03.14, 20:39
        Cześć,
        Dziękuję za miłe słowa.
        Fabułę konstruuję klasycznie na podstawie analizy setek romansów. Ale to nie oznacza wcale, że moja książka będzie jak harlequin. Powiem tak - koła są podobne, ale sylwetka, elegancja i moc całkowicie inna. Inny klimat po prostu. Wiem, że używam ogólników, ale w poście trudno inaczej.
        Mam świadomość niełatwej doli artysty. Jestem na nią gotów. Nie będę płakał, jak większość pisarzy, że świat jest niedobry i mało płaci za twórczość. A jestem gotowy, bo nie nastawiam się na komercję. Nie będę mamił czytelniczek opowieściami o dziewczynie, która trafia z prowincji do Warszawy i tam poznaje pułapki nie tylko miłości, ale i wielkiego miasta. Koncentruję się nie tyle na marzeniach, co stanach emocjonalnych kochanków. Na tle wartkiej akcji oczywiście.

        Pozdrawiam serdecznie!!
    • eeela Re: Czy mam talent? 23.03.14, 20:54
      Ciekawa impresja :-) Ale nie zapomnij o korekcie na koniec, najlepiej z czyjąś pomocą. Żeby całkowicie wyczyścić książkę z potknięć i błędów, trzeba ją przeczytać i poprawić ze dwadzieścia razy przy udziale co najmniej dwóch czytających osób.
      • grzegorz.borowski Re: Czy mam talent? 23.03.14, 21:16
        Ale nie zapomnij o korekcie na koniec, najlepiej z czyjąś
        > pomocą.

        Oczywiście. Z własnej kieszeni wyłożę na korektę. Pomny tragicznego losu wielu początkujących pisarzy, nie ufam korekcie robionej w wydawnictwach. Nie mam zamiaru być pouczany przez czytelniczki na spotkaniach autorskich, jak się odmienia rzeczowniki przez przypadki. Wierzę, że ja, jako autor, powinienem się koncentrować na idei, a korektor na fleksji, ortografii itd. Tworzenie książki to praca zespołowa. Gra zespołowa. Autorzy powinni być nastawieni na grę ofensywną, a korektorzy na defensywną. Tylko taki zespół może być mistrzowski.

    • jeepwdyzlu Grzegorz - jesteś wielki! 23.03.14, 23:00
      Kiedy zrzuciłem kołdrę, spostrzegłem na białej pościeli włosa łonowego.
      --------------
      Masz talent na miarę Joyce'a...
      Moim zdaniem powinieneś akcję umieścić też w Dublinie.
      Powodzenia!
      jeep

      jeep
      • eeela Re: Grzegorz - jesteś wielki! 23.03.14, 23:26

        > Kiedy zrzuciłem kołdrę, spostrzegłem na białej pościeli włosa łonowego.

        No akurat w tym zdaniu zabolały mnie zęby (spostrzegłem kogo co? włos łonowy), ale dalszy ciąg mnie przekonał, że tam jest pewien potencjał, chociaż sądząc po tym jednym fragmencie, styl bardziej nadaje się do krótkich impresjonistycznych opowiadań niż do całej książki. Ale to już jest tylko ocena wedle mojego gustu; pewnie znajdą się i tacy, co z przyjemnością przeczytają w tym stylu i trzysta stron ;-)
        • grzegorz.borowski Re: Grzegorz - jesteś wielki! 24.03.14, 00:20
          >No akurat w tym zdaniu zabolały mnie zęby (spostrzegłem kogo co? włos łonowy),

          Między innymi dlatego zainwestuję w solidną korektę. W książce wszystko będzie wygładzone i wypieszczone.
          Styl tu może być zwodniczy. Staram się synchronizować styl ze stanem emocjonalnym bohatera w danym momencie.
          Dziękuję za miłe słowa.
      • grzegorz.borowski Re: Grzegorz - jesteś wielki! 24.03.14, 00:30
        >Masz talent na miarę Joyce'a...

        Dziękuję za miły komplement, ale oczywiście tratuje go z dystansem, bardziej jako zachętę do pracy nad swoim warsztatem niż stanem rzeczywistym. Ale nawet gdyby to było możliwe, nie chciałbym pisać na poziomie Joyce'a. Pisanie bardzo dobrych romansów to bardzo subtelna sztuka. Nadmiar talentu jest tu tak samo szkodliwy jak jego niedostatek. Jest rzeczą nierozsądną wnosić do garsoniery wielki stół z pałacu.
        • Gość: sebalda Re: Grzegorz - jesteś wielki! IP: *.ip.netia.com.pl 24.03.14, 10:17
          Duży plus za całkiem sprawną interpunkcję, to rzadkość. Niemal bezbłędna jest też w postach. Miałeś do tej pory kontakt zawodowy ze słowem pisanym czy to osobnicza zdolność?
          Ogólnie nieźle, też bym chętnie przeczytałam większy fragment po tej próbce.
          Co czytasz, po jakie nazwiska sięgasz? Dla początkującego pisarza czy poety podstawa to czytanie, czytanie, czytanie. Oczywiście rzeczy dobrych, dlatego pytam o dobór lektur.
          • grzegorz.borowski Re: Grzegorz - jesteś wielki! 24.03.14, 15:47
            Co czytasz, po jakie nazwiska sięgasz? Dla początkującego pisarza czy poety pod
            > stawa to czytanie, czytanie, czytanie. Oczywiście rzeczy dobrych, dlatego pytam
            > o dobór lektur.

            Dziękuję za miłe słowa. Ze słowem pisanym zmagam się jako amator. Z interpunkcją miałem kiedyś olbrzymie kłopoty. Dlatego pod tym kątem przeczytałem chyba pięć powieści. Akcja mnie nie interesowała, tylko przecinki, gdzie były, a gdzie ich nie było, choć ja myślałem, że tam jednak powinny być. 90 procent moich lektur stanowią romanse. Pragę od podszewki znać wszystkie niuanse warsztatowe tego gatunku (fabuła, tempo powieści, przemiana bohaterów, struktura konfliktu itd.). W wymiarze technicznym nie zamierzam być innowatorem gatunku, nie chcę też tracić czasu na wyważanie otwartych drzwi. Może podam nazwiska autorek, których twórczość analizowałem od 2011 roku: Sally Wentworth, Nora Roberts, Danielle Steel, Margaret Mitchell, Colleen McCullough, Maria Rodziewiczówna, Delilah Marvelle. Daphne du Maurier, Katarzyna Michalak, Katarzyna Grochola, Jane Deveraux, Małgorzata Kalacińska.
            Lekturę uzupełniającą stanowią książki autorów, których cenię za styl, choć nie piszą romansów.
            Oto nazwiska. Marcel Proust, James Joyce, Jerzy Pilch, Władimir Nabokow. Jest to jednak, jak wspomniałem, lektura uzupełniająca, bo 90 procent moich lektur stanowią romanse.
            • Gość: sebalda Re: Grzegorz - jesteś wielki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.14, 21:42
              Aż tak? To musi być romans? Jesteś w stanie się tak katować i czytać to wszystko? Skąd ten pomysł? Jest tyle innych gatunków. A w ogóle czemu chcesz czerpać ze wzorów tych najniższych? Trochę trudno mi doradzić, co lepszego o miłości czytać, bo ja akurat wyjątkowo nie lubię książek o miłości, ale na pewno jest tego sporo. Taka pierwsza, która przychodzi mi na myśl, to Nie opuszczaj mnie Kazuo Ishiguro. Już nawet lepiej czytać Murakamiego, który też w kółko o miłości pisze, ale przynajmniej nieco oryginalniej. Jakże ciekawie rozbudowana jest na przykład książka typowo o miłości Oksana Odojewskiego. Miłość miłością, ale ile oprócz tego ciekawych wątków! No i jaki język, erudycja! Może sięgaj po takie wzorce, a nie Steel, litości.
              • grzegorz.borowski Re: Grzegorz - jesteś wielki! 25.03.14, 00:43
                >Aż tak? To musi być romans? Jesteś w stanie się tak katować i czytać to wszystko? Skąd ten pomysł? Jest tyle innych gatunków.

                Powiem trochę górnolotnie - powołanie nie wybiera. Buntowałem się przeciwko mojemu literackiemu powołaniu, uciekałem od niego trochę jak tchórz. Ale wtedy traciłem pisarski entuzjazm. Powołanie literackie jest więc trochę podobne do miłości. Nikt w pełni nie może ich zrozumieć.
                Mam ambicję wywindować romans na wysoki poziom i sprawić, żeby stał się atrakcyjnym gatunkiem. Chciałbym uczynić dla romansu to, co Stephen King uczynił dla horroru.
                Dziękuję za sugestie.
    • grzegorz.borowski Kolejny fragment 24.03.14, 23:29
      Proszę Państwa!
      Oto następny fragment. Proszę o wyrozumiałość, to wersja robocza, dziś napisana, niejako na życzenie Państwa. Choć to wersja robocza, oddaje w pełni atmosferę mojej powieści o miłości, zdradzie i przebaczeniu.
      Z góry dziękuję za opinie.

      Magda, surowa profesorka geografii, oceniała prace studentów przy biurku pośród globusów i map. Siedziała samotnie w gabinecie. Miała 35 lat, ale wyglądała na 25, blond włosy zaczesane za uszami. Jej duży biust testował na wykładach skupienie studentów i wytrzymałość guzików jej białej bluzki. Teraz jednak, gdy była sama, odpięła trzy górne. Zaraz potem usłyszała pukanie do drzwi.
      - Proszę.
      Do gabinetu wszedł dziarskim krokiem Piotr Smaczny, wykładowca geologii, jedna z największych gwiazd uniwersytetu, którą owego czasu chciał wyłuskać ze słowiańskich równin sławny Harvard.
      - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam - powiedział z ukłonem.
      - Oczywiście, że nie - odparła z nieszczerym uśmiechem. Magda unikała Smacznego. Zachowywał się jakby zapomniał, że ma żonę i, co gorsza, ponad 50 lat. Był bezkrytycznym samcem, który mimo łysiny i małego brzuszka, wierzył w moc swojego uroku osobistego. Ze złością przyznała mu rację w myślach. Jego umysł był dla niej jak afrodyzjak.
      - Sawidzki powiedział, że pani ma klucze do auli.
      - O tak, mam, zaraz.
      - Po co ten pośpiech, pani Madziu? - zapytał z jowialnym uśmiechem. Stanął przy globusie i władczo, wręcz bezceremonialnie, położył na nim rękę.
      - Duży globus - powiedział.
      - Tak. Mój ulubiony.
      - Nie dziwię się - powiedział i objął oburącz kulę. - Ciężko go ogarnąć.
      Mimo woli się uśmiechnęła.
      - Jest zbyt duży, żeby go objąć - powiedziała.
      - Piękny jest ten świat. I w zasięgu ręki - rzekł Smaczny.
      - Tylko dla tych, którzy mają odwagę go odkryć - powiedziała jakby wbrew sobie i nerwowo przywarła modnymi kozaczki do nóżek krzesła niczym jeździec, który szykował się do galopu.
      - Poznałam niedawno pana żonę. Przemiła pani. - Nerwowo zatrzepotała rzęsami. W tym trzepocie było coś z drgań pajęczyny ze schwytanym motylem.
      - Dziękuję. Żonę ucieszy komplement.
      - Państwo tworzą fajną naukową rodzinę. Pan jest geologiem, żona fizykiem. Chyba nigdy państwu nie brak ciekawych dyskusji.
      - Niby tak. Ale rzadko jest okazja na dyskusję, bo żona wcześnie zasypia. A pani mąż... czy też pracuje na uczelni?
      - Nie. Jest artystą.
      - Mam przyjemność go znać z prasy czy telewizji? - zapytał z lekkim niepokojem.
      - Chyba nie. Jest pisarzem nieznanym, choć popularnym wśród wąskich elit literackich.
      - Musi pani być z niego bardzo duma.
      - Na pewno dumę przynosi naszej literaturze. W ostatniej książce udowodnił, że gdyby pisarze lepiej rozumieli idee Wittgensteina, łatwiej radziliby sobie z narracją. Dzięki czemu mieliby więcej odwagi wychylić się poza postmodernizm.
      - To wielki analityk - powiedział Smaczny.
      - Szkoda tylko, że tak bardzo żyje w swoim świecie.
      - A świat jest znacznie większy niż największe ego - powiedział pogodnie Smaczny i podszedł ku rozpiętej na ścianie mapie świata. - O, tu jest wybrzuszenie, papier się podwinął. A chyba nie powinien, bo tu jest Rów Mariański - rzekł i docisnął palcem odstający skrawek papieru.
      - Ach... jaki pan dokładny. Tak, to bardzo głębokie miejsce.
      - Drobnostka - powiedział z uśmiechem i kilkakrotnie przywarł mocno palec do mapy. Nieskuteczne próby nie zniechęciły, jego palec zaczął pracować coraz szybciej.
      Magda wyjrzała za okno, skąd dobiegał rytmiczny stukot przejeżdżającego pociągu. Monotonny, usypiający, a jednocześnie złowieszczo wywołujący obraz Anny Kareniny. Niemiłe skojarzenie natychmiast znikło, gdy Maga popatrzyła w górę i zamknęła oczy. Słońce zaczęło ją pieścić wiosennymi promieniami. Uśmiechnęła się, gdy poczuła ciepło na twarzy, które zdawało się spływać po całym jej ciele, rozgrzewać jej żyły, które pęczniały, pulsowały i zwiększały przepływ krwi, która szybko przepłukała letarg i apatię. Delikatne mrowienie niespodziewanie zamieniło się w dreszcz, rozgrzane ciało zostało schłodzone nagłym powiewem marcowego powietrza. Instynktownie, próbując zatrzymać uciekające z niej rozkoszne ciepło, napięła mięśnie aż do bólu, a gdy je rozluźniła, poczuła niesamowitą lekkość ciała, jakby się ono rozpadło i odfrunęło na tysiącach motylich skrzydeł ponad największy komin budynku uniwersytetu.
      - Czy coś nie tak? - zapytał Smaczny.
      - O nie, nie - powiedziała Magda otwierając oczy. - Chciałam się nacieszyć słońcem. - dodała i bezmyślnie zacisnęła linijkę na wysokości piętnastu centymetrów. Odstawiła ją po chwili, po czym wzięła do ręki ołówek i dotknęła końcem z gumką twarzy tuż poniżej warg, co zwykła czynić, gdy wpadała w zadumę.
      - Pani mapa jest już wygładzona. Przynajmniej palcem spenetrowałem największą głębię świata.
      - Dziękuję panu. Czy to nie dziwne, że wiemy więcej o gwiazdach niż zakamarkach oceanu? - zapytała łagodnie.
      - A może chciałaby pani zjeść kolację? Mamy chyba dużo wspólnych naukowych tematów.
      - Z przyjemnością - powiedziała pewnym głosem. - A oto klucze, które pan potrzebuje...
      • grzegorz.borowski Re: Kolejny fragment 25.03.14, 00:31
        Jestem winny Państwu istotne wyjaśnienie.
        Włos łonowy z pierwszego fragmentu należał do Magdy i był w rękach jej męża, Mariana, wybitnego niszowego pisarza, o którym była mowa w drugim fragmencie. Te trzy postacie - Magda, Marian i Piotr - tworzą trójkąt miłosny.
      • qw994 Re: Kolejny fragment 25.03.14, 05:56
        Za dużo niepotrzebnych słów. Za dużo przysłówków. Zdarzają się zbyt kwieciste i nic niewnoszące zdania. Czasami sprawiasz wrażenie, jakbyś chciał olśnić czytelnika własną elokwencją. Ale mimo wszystko brzmisz obiecująco.
      • pampelune Re: Kolejny fragment 25.03.14, 12:37
        Trochę takie luksusowe Skiroławki....
        Bardzo miałam ubaw, czekam na ciąg dalszy. Autorze-prowokatorze pozbawiony hamulców, szarżuj, proszę, dalej!

        I zgadzam się, że wzruszająco dobrze wstawione przecinki :-)
            • sebalda Re: Kolejny fragment 25.03.14, 15:30
              eeela napisała:

              > A co tu jest takiego trudnego do uwierzenia, że trzeba węszyć prowokację?

              Bo to świetny pomysł na zabawę kosztem forumowiczów:) Bo jak poprosiliśmy o dalszy ciąg, to padł argument o obawach, by koleżanki autorki nie ściągnęły pomysłów:D Bo pierwszy fragment jest w pierwszej osobie, a drugi nie:)
              W sumie to bardzo żałuję, że sama nie wpadłam wcześniej na taki pomysł.
                • Gość: sebalda Re: Kolejny fragment IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.14, 21:48
                  > No i? Żeby nie szukać daleko: Joyce stosował najróżniejsze techniki narracyjne
                  > (Ulisses) albo nasz Bolesław Prus (Lalka).
                  Ależ drogi Grzegorzu, sam podajesz nazwiska, na ktorych chcesz się wzorować, a potem wyjeżdżasz z Ulissesem i Lalką?
                  Już teraz postanowiłeś, że będziesz stosował różne techniki narracyjne, między innymi zmieniał narratorów, czy niechcący tak Ci tutaj wyszło? Kopnąłeś się, a teraz próbujesz z tego wybrnąć?
                  Pragnę zaznaczyć, że podejrzewania kogoś o żart kompletnie nie jest tożsame z nazywaniem go kłamcą. To dwie zupełnie inne kategorie. Za to pierwsze szczerze podziwiam:)
                  • grzegorz.borowski Re: Kolejny fragment 25.03.14, 23:09
                    Już teraz postanowiłeś, że będziesz stosował różne techniki narracyjne, między
                    > innymi zmieniał narratorów, czy niechcący tak Ci tutaj wyszło? Kopnąłeś się, a
                    > teraz próbujesz z tego wybrnąć?

                    Zapewniam Cię, że nie masz racji. Od samego początku wiedziałem, że Marianowi należy zarezerwować narrację w pierwszej osobie. Chcę w ten sposób dokładnie ukazać jego świat. Czyli świat zdradzanego mężczyzny. Jednocześnie taka narracja nie pasowała mi do innych fragmentów książki, spętałaby znacznie moje pióro, więc postanowiłem sobie pożonglować różnymi narracjami.

                    Pragnę zaznaczyć, że podejrzewania kogoś o żart kompletnie nie jest tożsame z n
                    > azywaniem go kłamcą

                    Te podejrzewania są nieuzasadnione.
              • eeela Re: Kolejny fragment 25.03.14, 15:56
                > i naprawdę uważasz, że facet, który dość zręcznie używa pióra jest imbecylem,
                > który nie łapie ironii wielu osób tylko za ironiczne wypowiedzi skromnie dzięku
                > je? :-)

                Nie, nie uważam, tylko nie bardzo widzę, w jaki sposób podważa to wiarygodność jego zamiaru, żeby zostać pisarzem.
              • Gość: sebalda Re: Kolejny fragment IP: *.ip.netia.com.pl 25.03.14, 15:58
                Gość portalu: anka napisał(a):

                > i naprawdę uważasz, że facet, który dość zręcznie używa pióra jest imbecylem,
                > który nie łapie ironii wielu osób tylko za ironiczne wypowiedzi skromnie dzięku
                > je? :-)

                Ależ to się jak najbardziej wpisuje w konwencję tego żartu:)
                • eeela Re: Kolejny fragment 25.03.14, 17:11

                  > Ależ to się jak najbardziej wpisuje w konwencję tego żartu:)

                  To wciąż nie jest dla mnie dobry powód, żeby otwarcie zarzucać komuś nieuczciwość. Oczywiście nie można wykluczyć, że masz rację, ale ja nie lubię zarzucać ludziom kłamstwa dlatego tylko, że to, co mówią, pasuje do konwencji żartu. Wolę zakładać, że mówią prawdę dotąd, dopóki nie mam wystarczającej liczby powodów, by zacząć uważać inaczej. Pomysł na zarabianie na romansach nie jest niczym nowym, wielu ludzi próbuje swoich sił na rynku wydawniczym w tej właśnie materii i z takimi dokładnie ambicjami. Grzegorz nie jest pierwszym, którego widzę, i w jego podejściu nie odnajduję niczego dziwnego. Czy na miano forumowego prowokatora skazuje go to, że pisze o włosie łonowym, a nie o falującym łonie i krwawych rumieńcach?
      • ploniekocica Wszyscy się zachwycają, 25.03.14, 13:46
        moim zdaniem zdecydowanie nadmiernie, a ten fragment merytorycznie woła o pomstę do nieba. Romans, romansem, ale pewne fakty jednakowoż powinny się zgadzać..
        Mamy zatem uniwersytet jakiś i tu "profesorkę geografii" w wieku 35 lat. Na bogów litościwych! Nie dość, że w tym wieku profesorowie owszem bywają, ale bardzo rzadko i to nie na polskich uniwersytetach zazwyczaj. Ponadto owa pani może i jest absolwentką geografii, ale jako wykładowca nie jest "profesorką geografii" tylko wykładowcą geografii politycznej, społecznej, geomorfologii, klimatologii, meteorologii czy bukwi czego jeszcze. Jak się pisze o jakimś środowisku to warto chociażby z grubsza poznać je i zwyczaje w nim panujące. Oraz nomenklaturę.
        Wykładowca geologii podziwiający wielki globus oraz odginający mapę na Rowie Mariańskim całkowicie mnie osłabił :)
        A potem oczywiście Ludwig W. i postmodernizm. Jakżeby inaczej. Ciekawa jestem, co by było, gdyby rzecz się działa na polonistyce, a mąż bohaterki był np. muzykiem :))))


        No, ja nie wiem, nie wiem. Zachwycił Was naprawdę ten fragment? Wielką karierę autorU prorokujecie na podstawie tego, że sprawny językowo jest (a Sebalda, jak to ma w zwyczaju, z lektur przepytuje)?
        Przykro mi, ale autor albo wszystkich w konia robi, albo Januszem Leonem to pachnie jak nic.
        Chyba nigdy tego forum nie zrozumiem :(
        • eeela Re: Wszyscy się zachwycają, 25.03.14, 14:31
          Przepraszam, ja do niebotycznych zachwytów się nie przyznaję :-) Ale widzę pewien talent do sugestywnego i sensualnego opisu. Twoje uwagi merytoryczne są jak najbardziej słuszne, ale nie sądzę, żeby Grzegorz mierzył w grupę czytelniczą, która na takie niedociągnięcia będzie zwracać szczególną uwagę. W końcu chce na pisaniu zarabiać, nie? ;-)
          • ploniekocica Re: Wszyscy się zachwycają, 25.03.14, 16:31
            Talent mu przyznawali i poniżej (Druss) i powyżej. A ja się pytam na jakiej podstawie? Dwa wyrwane z kontekstu fragmenty nie pokazujące w żaden sposób tego, o czym ta książka ma być, mają świadczyć o talencie? O talencie do czego do? Do poprawnego pisania po polsku? Do interpunkcji?
            Niejaki wspomniany już przeze mnie Janusz Leon też pisze sprawnie po polsku. Też ma umiejętność sensualnego opisywania rzeczywistości, o czym świadczy chociażby liczba płaczących przy jego książkach czytelniczek, a wiadra pomyj na niego na FK wylano. Notabene słusznie. Z powodu marysuizmu, nielogiczności, nieprawdziwych psychologicznie wątków itp. itd.

            A żenujących błędów merytorycznych w żaden sposób nie usprawiedliwia fakt, że potencjalne czytelniczki romansów na nie nie zwrócą uwagi. Nie należy lekceważyć żadnego czytelnika.

            Uważam, że Grzegorz robi sobie jaja, a większość uczestniczących w dyskusji dało się mu wkręcić i nie zmaże tej mojej opinii fakt, że od dwóch godzin się od tego wkręcenia gwałtownie odżegnujecie :)
            • zwany_kiedys_drussem Re: Wszyscy się zachwycają, 25.03.14, 16:55
              Talent przyznałem - ale do pisania romansów i jednocześnie wyraziłem aprobatę dla tak obranej drogi. Janusz Leon też ma talent do pisania, ale to nie czyni z niego dobrego pisarza. Ale talentu nie odbiera. Talent to nie wszystko.
              Oczywiście, że na podstawie dwóch fragmentów nie powinno się kategorycznie oceniać, ale może Grzegorz trafił na odpowiedni czas, gdy jego twórczość porównujemy siłą rzeczy z panią E.O.
              • ploniekocica Re: Wszyscy się zachwycają, 25.03.14, 17:34
                Ok. Ale na jakiej podstawie przyznałeś forumowiczowi talent do pisania romansów? Romans to przede wszystkim fabuła, zwroty uczuciowe, perturbacje najrozmaitsze itd., przynajmniej z tego, co wiem o romansach.
                Na podstawie tego, co napisał Grzegorz, można mu, co najwyżej, przyznać talent, czy może umiejętność, pisania o sprawach seksualno-sensualnych bez pruderii. Talent do pisania romansów można by mu przyznać, gdyby oprócz poprawności językowej zapodał nam tutaj jakąś iskrzącą się uczuciami fabułę. Scena z włosem łonowym mogłaby się znaleźć przecież w powieści każdego gatunku.
                • zwany_kiedys_drussem Re: Wszyscy się zachwycają, 25.03.14, 17:42
                  Na podstawie doświadczenia czytelniczego i redaktorskiego. Czytałem wiele dużo gorszych kawałków prozy - niektóre z nich były już prozą wydrukowaną... Ale przyznaję, namiętnym czytelnikiem romansów nie jestem :-) Jednak w tym drugim fragmencie naprawdę jest potencjał, dobrze opisane są te iskry rodzące się między dwojgiem ludzi.
                  To wszystko biorąc pod uwagę, przyznaję, że być może zostałem trochę wkręcony, chociaż nie wiem jeszcze, co ma ten przekręt na celu...
                  • ploniekocica Re: Wszyscy się zachwycają, 25.03.14, 18:30
                    No, to widzisz mamy kłopoty z nomenklaturą, bo IMO romans to nie jest tylko historia romansu (w tym przypadku miłosnego trójkąta), ale gatunek powieści miłosno-awanturniczej, czy współcześnie nie do końca awanturniczej, ale na pewno z akcją obfitującą w najrozmaitsze zwroty. "Pestka" Kowalskiej to jest książka o miłości, romansie, trójkącie, ale to nie jest romans i to nie z powodu poziomu literackiego, ale dlatego, że autorka skupia się (oczywiście upraszczam) na przeżyciach psychologicznych bohaterów, a nie na porwaniach przez piratów.
                    I stąd mój protest dotyczący Twojego odkrycia talentu Grzegorza w dziedzinie fabuły romansowej.
        • sebalda Re: Wszyscy się zachwycają, 25.03.14, 15:04
          Wielką karierę
          > autorU prorokujecie na podstawie tego, że sprawny językowo jest (a Sebalda, jak
          > to ma w zwyczaju, z lektur przepytuje)?

          No ale na tle pani Ostrowskiej to jednak nasz autor wypada naprawdę znacznie lepiej:D I śmiem twierdzić, że pisząc w zamierzeniu romans wzorujący się na poczytnych, acz bardzo miernych językowo pisarkach (zero pisarzy, nie wiedzieć czemu), to ten sukces komercyjny może jednak osiągnąć. Ja uważam, że sukces James naprawdę może rozpalić wyobraźnię i zachęcić do naśladowania, jeśli ktoś liczy na duże zyski. Sama się czasami nad tym zastanawiałam, tylko akurat romans czy miękkie porno kompletnie mnie nie interesują. Ale dobra powieść obyczajowa, czemu nie;) Trudne dzieciństwo, toksyczna matka lub ojciec, a najlepiej oboje, jakaś jedna postać pozytywna, jedna nieszczęśliwa i niespełniona miłość, potem mąż despota, tak modny przemocowiec, biedne dzieciątka. Blogów na ten temat pod dostatkiem, jest skąd czerpać, a i część swoich doświadczeń można wykorzystać. Nic prostszego, tylko że to już było. I to na pęczki.
          • jeepwdyzlu Re: Wszyscy się zachwycają, 25.03.14, 15:52
            Przepraszam, ja do niebotycznych zachwytów się nie przyznaję :-) Ale widzę pewien talent do sugestywnego i sensualnego opisu.
            --------------------
            Ani ja...
            Grzegorz ma talent do nabierania niektórych....
            Naprawdę - im dalej - tym weselej...
            Czekam na uzasadnienie zgłoszenia autora do nagrody nike..
            jeep
              • grzegorz.borowski Re: Wszyscy się zachwycają, 25.03.14, 17:53
                <Dobra. Trochę się chyba dałem wkręcić :-) Bo jednak ta cala konstrukcja, łącznie z gotową misją pisarską naszego debiutanta, zaczyna się chyba chwiać. Ale na czym polega ten wałek???

                Dajesz się wkręcić tym, którzy bezinteresownie, a przede wszystkim z nudów szukają w tym wątku atmosfery spisku. Sarkastycznie napisałeś o "gotowej misji pisarskiej". Ale czy masz rację? Romans to gatunek dla mojej twórczości i zależy mi, aby czytelnicy zmienili swój stosunek do niego. Jak sam pewnie dostrzegasz, romans jako gatunek wywołuje tu raczej negatywne emocje.
                • zwany_kiedys_drussem Re: Wszyscy się zachwycają, 25.03.14, 18:35
                  Ale właśnie to zaczyna mi trochę trącić fałszem, wiesz? Ludzie przed debiutem bardzo rzadko mają tak konkretnie postawione cele, tak dokładnie wszystko przemyślane. Debiutantami targa niepewność, trema... Myślisz, że Stephen King przed napisaniem Carrie stwierdził: zostanę Ernestem Hemingwayem horroru? Sposób, w jaki prowadzisz z nami dialog też jest jakiś taki wystudiowany. Coś mi tu nie gra. Ale mogę się mylić.
                  • grzegorz.borowski Re: Wszyscy się zachwycają, 25.03.14, 18:52
                    >Ludzie przed debiutem bardzo rzadko mają tak konkretnie postawione cele, tak dokładnie wszystko przemyślane. Debiutantami targa niepewność, trema...

                    No ale ja mam tak konkretnie postawione cele. I to, że jestem inny, ma sugerować fałsz? Gdybym się silił na tremę i niepewność, wtedy to dopiero byłby fałsz. Nie jestem zarozumiały, mam po prostu jasno wytyczony plan poparty ciężko pracą.
                    • zwany_kiedys_drussem Re: Wszyscy się zachwycają 25.03.14, 19:17
                      Zastanawiam się w takim razie, czemu ma służyć Twoja wizyta na Forum? Korekcie tak pieczołowicie przygotowanego planu? Że umiesz składać słowa przecież wiesz - widać to nie tylko po tych fragmentach prozy, ale i po dyskusji, jaką tu z nami prowadzisz. Usłyszałeś zresztą na ten temat sporo pozytywnych słów - także ode mnie. O co więc może chodzić?
                      • grzegorz.borowski Re: Wszyscy się zachwycają 25.03.14, 19:46
                        >Zastanawiam się w takim razie, czemu ma służyć Twoja wizyta na Forum?

                        Byłem zwyczajnie ciekawy odbioru mojej prozy. Czy to naprawdę powinno dziwić?
                        Chciałbym przy okazji podkreślić, że odwiedziłem forum w celach artystycznych, a nie promocyjnych. Powieści zamierzam pisać pod damskim pseudonimem. Wydaje mi się, że to rozwiązanie pragmatycznie. Utarło się jakoś niesprawiedliwie, że mężczyźni nie potrafią pisać wciągających i wzruszających romansów. Tak więc nie ma mowy w tym wątku o promocji Grzegorza Borowskiego.
                  • eeela Re: Wszyscy się zachwycają, 25.03.14, 21:00

                    > Ale właśnie to zaczyna mi trochę trącić fałszem, wiesz? Ludzie przed debiutem b
                    > ardzo rzadko mają tak konkretnie postawione cele, tak dokładnie wszystko przemy
                    > ślane. Debiutantami targa niepewność, trema...

                    Mnie właśnie nie trąci, może dlatego, że mam przyjaciółkę, która nosi się z podobnymi planami i podobnie do tego podchodzi, chociaż na razie na słowach się kończy. Studiuje ona romansową literaturę w celu - jak to ona mówi - rozpoznania rynku i twierdzi, że jak już się poczuje gotowa, będzie pisać romanse i zarabiac na nich pieniądze ;-)
                    • zwany_kiedys_drussem Re: Wszyscy się zachwycają, 25.03.14, 21:47
                      Może w przypadku inklinacji romansowej taka jest właśnie reguła? Nie mam pojęcia. Nigdy nie pchało mnie nic w tym kierunku (mam na myśli zarówno romanse, jak i zarabianie wielkich pieniędzy na pisaniu). Literatura jako biznesplan to nie mój klimat. Chociaż też jakiejś strasznej tremy przy debiucie nie odczuwałem :-)
      • tekla-ja łoooo matko! 26.03.14, 22:07
        Jakbym ciąg dalszy "Na ustach grzechu" czytała! Nie wspomnę o "Trędowatej"!
        A najlepsze to -
        "nerwowo przywarła modnymi kozaczki do nóżek krzesła niczym jeździec, który sz
        ykował się do galopu"
        abo to!
        " w tym trzepocie było coś z drgań pajęczyny ze schwytanym motylem"
        a te ciepło powodujące pęcznienie i pulsowanie...choć żył, psze panstwa, żył tylko....cudne!


        pisz, panie Grzegorz, pisz!
    • zwany_kiedys_drussem Re: Czy mam talent? 25.03.14, 06:36
      Tak. Masz talent i potencjał, a przede wszystkim - i to jest może nawet ważniejsze - wiesz, co z tym potencjałem zrobić, w jakim kierunku go rozwijać. Nie jestem miłośnikiem romansów, lecz dobrze się to czyta. Wiadomo - nad tekstem trzeba będzie popracować, ale nawet w tej formie, w jakiej jest, można go bez żadnego wstydu przedstawić wydawcy. Powodzenia! :-)
      • Gość: sebalda Re: Czy mam talent? IP: *.medical-tribune.pl 25.03.14, 12:30
        Chyba zaczynam rozumieć, chcesz powielić sukces E.L. James, ponadto słusznie zakładasz, że po książkę częściej sięgają kobiety, a te, niestety, często oczekują od literatury opowieści o miłości, czego kompletnie nie potrafię zrozumieć, ale to już taka osobista dygresja. Liczysz na poczytność, która ma się przełożyć na sowite wynagrodzenie za Twoją twórczość. W tym szaleństwie jest metoda, życzę powodzenia.
        Myślę, że książkę o miłości dużo łatwiej napisać niż na przykład dobry kryminał czy horror. Masz duże szanse nieźle zarobić:)
        Jak będziesz szukał kogoś do redakcji i korekty, mogę się podjąć. O ileż mniej roboty, przynajmniej przy przecinkach, będzie w Twoim przypadku w porównaniu z autorką Marzeń i rozczarowań;)
        Pozdrawiam:)
    • grzegorz.borowski Re: Czy mam talent? 25.03.14, 16:34
      Szanowi Państwo,
      bardzo dziękuję za dotychczasowe uwagi. Zgrupuję je tu dla większej przejrzystości.

      >Za dużo niepotrzebnych słów. Za dużo przysłówków. Zdarzają się zbyt kwieciste i nic niewnoszące zdania (qw994 )

      To jest bardziej skomplikowany problem niż może się wydawać. Należy pamiętać, że romans jako gatunek rządzi się własnymi prawami, byłoby ryzykowne, jeśli już w debiucie potraktowałbym romans prozą minimalistyczną. Wierzę, że system najskuteczniej zmienia się od środka. Jeśli już będę znanym i uznanym pisarzem wśród czytelniczek romansów, wtedy, ale dopiero wtedy, będę się starał przemieniać romans na obraz ambitnej literatury. Będzie to proces raczej długi, ale przez to bezbolesny.

      moim zdaniem zdecydowanie nadmiernie, a ten fragment merytorycznie woła o pomstę do nieba. Romans, romansem, ale pewne fakty jednakowoż powinny się zgadzać..
      Mamy zatem uniwersytet jakiś i tu "profesorkę geografii" w wieku 35 lat. Na bogów litościwych! Nie dość, że w tym wieku profesorowie owszem bywają, ale bardzo rzadko i to nie na polskich uniwersytetach zazwyczaj. Ponadto owa pani może i jest absolwentką geografii, ale jako wykładowca nie jest "profesorką geografii" tylko wykładowcą geografii politycznej, społecznej, geomorfologii, klimatologii, meteorologii czy bukwi czego jeszcze.
      (ploniekocica)

      Zgoda, jest tu błąd merytoryczny. Ale proszę pamiętać, że jest to wersja robocza. Wyznam, że użyłem słowa "profesorka", bo nie byłem pewien, czy w odniesieniu do kobiety powinno być "wykładowca" czy "wykładowczyni". Na potrzeby doraźne wybrałem więc bezpieczniejsze słowo. Ale jednocześnie chciałbym zwrócić uwagę na niesłychanie ważną rzecz. To, że u nas nie ma wielu profesorek w tym wieku, to winna pewnego systemu. Ja, jako autor romansów, mam zamiar walczyć z systemem, który przewiduje dla kobiet drugorzędne role. Inaczej mówiąc, w swoich książkach mam zamiar ukazywać nie tylko rozterki miłosne pań. Chciałbym promować kobiety w korzystniejszym świetle zawodowym.

      Twoje uwagi merytoryczne są jak najbardziej słuszne, ale nie sądzę, żeby Grzegorz mierzył w grupę czytelniczą, która na takie niedociągnięcia będzie zwracać szczególną uwagę. W końcu chce na pisaniu zarabiać, nie? ;-) (eeela)

      Mam zamiar obalić stereotyp ukazujący romans jako gatunek podrzędny, który kojarzy się z niechlujstwem językowym, słabym poziomem merytorycznym. Chciałbym Państwu wyjaśnić ważną rzecz. Drugi fragment napisałem w ok. 1.5 godziny. Pierwsze poprawki były raczej symboliczne, wystrzygłem tekst z rażących błędów. Ale ten tekst w zasadzie nie miał gruntownej korekty. A wiemy przecież, że bardzo dobra literatura wyłania się podczas korekty. Wielokrotnej! Jestem przekonany, że ja sam mogę podnieść językowy poziom zamieszczonego fragmentu o 40, 50%. Ale wiem też, że sam, z powodu swoich pewnych ograniczeń, nie przeskoczę pewnego pułapu. I tu wkroczy do akcji bardzo dobry redaktor, który ma wyczucie językowe niegorsze od najlepszych pisarzy. Zmierzam do tego, że po różnych zabiegach moje romanse uzyskają bardzo dobry poziom pod względem języka, i że w tym wymiarze moje romanse będą lepsze od wielu pozycji tzw. ambitnej literatury. Pragnę, aby kobieta czytając romans, nie była więcej narażona na złośliwe uwagi dotyczące języka. Mam też ambitny plan, aby przekształcić romans w bardzo ambitny gatunek, ale tak aby nie utracił swojego pierwotnego uroku. Zobrazuję to na przykładzie pewnego zdania z pierwszego fragmentu.

      Kiedy zrzuciłem kołdrę, spostrzegłem na białej pościeli włosa łonowego.

      Oczywiście najpierw będzie podstawowa korekta. Czyli:

      Kiedy zrzuciłem kołdrę, spostrzegłem na białej pościeli włos łonowy.

      Następnym etapem korekty będzie dodanie pewnego słowa:

      Kiedy zrzuciłem kołdrę, spostrzegłem na nieskazitelnie białej pościeli włos łonowy.

      To słowo tu bynajmniej nie jest przykładem ukwiecania tekstu. Słowo "nieskazitelnie" pełni tu niesłychanie ważną funkcję. Wiemy, że na pościeli był włos łonowy. A więc Magda raczej spała nago. Nieskazitelnie biel pościeli wskazuje jednak, że mimo że była nago, nie doszło do współżycia z Marianem. Dlaczego? Mało która kobieta śpi nago. Więc Magda była rozebrana w konkretnym celu, który nie został zrealizowany. Co między nim zaszło? Oczywiście nie liczę na to, że czytelniczki świadomie wyłowią ten szczegół podczas lektury. Ale na poziomie percepcji podprogowej - już tak. Jestem przekonany, że wielką literaturę tworzy się nie przez to, co się powiedziało, a raczej przez to, czego się nie powiedziało. Jednocześnie zaznaczam, że nie mam aspiracji do geniuszu. Chciałbym być pomostem między np. Leonem Wiśniewskim a Marcelem Proustem. Po prostu chciałbym być dla przynajmniej niektórych czytelniczek romansów drogowskazem ku wielkiej literaturze, chciałbym dać im posmak uczty, jaka na nie czeka podczas lektury największych pisarzy. Ale jak wspomniałem, chciałbym być drogowskazem subtelnym. Na pewno nie zaniedbam podstawowych wytycznych gatunku.

      Dziękuję za słowa otuchy. Cieszę się, że przeważają komplementy. Ale zaznaczam, że jestem realistą. Mimo pochlebnych opinii zdaję sobie doskonale sprawę, że nie jesteście należytą grupą reprezentatywną. Wy kupujecie inne książki, a ja celuję w inne grono czytelniczek. Ale fajnie, że mimo wielkich różnic udalo nam się znaleźć wspólny język, co, mam nadzieję, dobrze wróży dla harmonijnego rozwoju polskiej literatury.

      Proszę o wybacznie za ewentualne wpadki językowe, ale na korektę postu mam mało czasu, bo wzywają mnie obowiązki literackie.



      • ploniekocica Re: Czy mam talent? 25.03.14, 17:17
        grzegorz.borowski napisał:


        >
        > Zgoda, jest tu błąd merytoryczny. Ale proszę pamiętać, że jest to wersja robocz
        > a. Wyznam, że użyłem słowa "profesorka", bo nie byłem pewien, czy w odniesieniu
        > do kobiety powinno być "wykładowca" czy "wykładowczyni". Na potrzeby doraźne w
        > ybrałem więc bezpieczniejsze słowo. Ale jednocześnie chciałbym zwrócić uwagę na
        > niesłychanie ważną rzecz. To, że u nas nie ma wielu profesorek w tym wieku, to
        > winna pewnego systemu. Ja, jako autor romansów, mam zamiar walczyć z systemem,
        > który przewiduje dla kobiet drugorzędne role. Inaczej mówiąc, w swoich książka
        > ch mam zamiar ukazywać nie tylko rozterki miłosne pań. Chciałbym promować kobie
        > ty w korzystniejszym świetle zawodowym.
        >
        O rany! Autor romansów i genderysta :) To nie problem płci, drogi autorze, to problem kariery naukowej. W Polsce na stanowisku profesora uczelnianego można ewentualnie pracować dopiero po habilitacji, a to większości chwilkę zajmuje. I kobietom i mężczyznom.

        Nadal uważam, że wszystkich wkręcasz. Napisz, pokaż, dopracuj, a potem dyskutujmy.

        Większość romansów napisanych przez wzięte autorki np. amerykańskie jest bardzo poprawne językowo, chociażby dlatego, że taka pani Steel czy inna Roberts to instytucje i pracuje dla nich mnóstwo fachowców w tym utalentowani ghost writerzy.

        >
        >
      • qw994 Re: Czy mam talent? 25.03.14, 17:55
        > To jest bardziej skomplikowany problem niż może się wydawać. Należy pamiętać, ż
        > e romans jako gatunek rządzi się własnymi prawami, byłoby ryzykowne, jeśli już
        > w debiucie potraktowałbym romans prozą minimalistyczną.

        Możliwe. Faktem jest, że romansów wiele nie przeczytałam. Ale jednak skróciłabym tekst przynajmniej minimalnie.
      • qw994 Re: Czy mam talent? 25.03.14, 18:08
        > To słowo tu bynajmniej nie jest przykładem ukwiecania tekstu. Słowo "nieskazite
        > lnie" pełni tu niesłychanie ważną funkcję.

        Nieprawda. Jako czytelnik zapewniam cię, że każdy kto przeczyta słowa "biała pościel", ujrzy białą, czystą, NIESKAZITELNĄ pościel. Przysłówek jest tu więc niepotrzebnym, żeby nie powiedzieć nachalnym, ozdobnikiem. Pozwól czytelnikom użyć wyobraźni.
        • grzegorz.borowski Re: Czy mam talent? 25.03.14, 18:34
          <Jako czytelnik zapewniam cię, że każdy kto przeczyta słowa "biała pościel", ujrzy białą, czystą, NIESKAZITELNĄ pościel.

          Wypowiadanie się w imieniu innych czytelników zawsze jest ryzykowne. Według mnie "biała pościel" i "nieskazitelnie biała pościel" niekoniecznie muszą wywoływać ten sam obraz.
          Ponadto dodatkowy przysłówek nie stanowi tu problemu, bo występuje w krótkim, prostym zdaniu i jego użycie nie odbija się negatywnie ani na rytmie, ani na przejrzystości zdania.
          • qw994 Re: Czy mam talent? 26.03.14, 17:36
            Krótkie zdanie zostało zepsute właśnie przez ten długaśny pięciosylabowy wyraz! :)
            Ale ok, nie zgrzytałoby to specjalnie, gdyby nie występowało za często. Ale u ciebie tych osłabiających zdania pseudoozdobników jest cała masa.
      • qw994 Re: Czy mam talent? 26.03.14, 17:40
        > To słowo tu bynajmniej nie jest przykładem ukwiecania tekstu. Słowo "nieskazite
        > lnie" pełni tu niesłychanie ważną funkcję. Wiemy, że na pościeli był włos łonow
        > y. A więc Magda raczej spała nago. Nieskazitelnie biel pościeli wskazuje jednak
        > , że mimo że była nago, nie doszło do współżycia z Marianem. Dlaczego? Mało któ
        > ra kobieta śpi nago. Więc Magda była rozebrana w konkretnym celu, który nie zos
        > tał zrealizowany.

        W życiu bym nie doszła do takich wniosków po przeczytaniu o włosie łonowym i nieskazitelnie białej pościeli.
        Magda wcale nie musiała spać nago, mogła spać w koszuli nocnej bez majtek :)
        A może spała nago, bo była pijana, a nie dlatego, że miało to służyć jakiemuś celowi? :)
    • ada08 Ten włos... 26.03.14, 07:06
      Zafrapował mnie ten włos łonowy, który spoczywa teraz pośród stron "Poczwórnego źródła twierdzenia o podstawie dostatecznej". Mam nadzieję, że nie spoczął tam na zawsze, że jeszcze się ujawni by odegrać dramatyczną i decydującą rolę, niczym strzelba, która pojawiwszy się w pierwszym akcie nieodzownie wystrzeli w ostatnim.
      a.
      • grzegorz.borowski Re: Ten włos... 26.03.14, 15:20
        > Zafrapował mnie ten włos łonowy, który spoczywa teraz pośród stron "Poczwórnego
        > źródła twierdzenia o podstawie dostatecznej". Mam nadzieję, że nie spoczął tam
        > na zawsze, że jeszcze się ujawni by odegrać dramatyczną i decydującą rolę, nic
        > zym strzelba, która pojawiwszy się w pierwszym akcie nieodzownie wystrzeli w os
        > tatnim.
        > a.

        Nie spoczął. Ten włos pełni niesamowicie ważną rolę. On znika na długo, ale pod koniec powieści triumfalnie powróci. Nie w ostatnim akapicie, trochę wcześniej, i oczywiście nie wystrzeli. Ale to właśnie on w dużej mierze przyczyni się do tego, że Magda i Marian znów będą razem, choć już się wydawało, że nikt i nic nie jest w stanie uratować związku: między innymi teściowie, proboszcz, psycholog, adwokat, dzielnicowy, a nawet pewien polityk. Ten włos stanowi jeden z największych symboli mojej powieści. Mianowicie, że miłość często wisi na włosku, że tak łatwo, pod ciężarem problemów i ludzkich słabości, może zapikować na samo dno kanionu rozpaczy i rozczarowania, kanionu wyżłobionego łzami. Ale - i tu będzie moje wielkie przesłanie do czytelniczek - choć czasem prawdziwa miłość wisi na włosku, to jednak zdoła się na nim utrzymać.

        W mojej powieści nie ma miejsca na przypadek. Dlatego włos nieprzypadkowo trafił do dzieła Schopenhauera, tego zgnuśniałego pesymisty. Na poziomie symboliki sprawa ma się tak: mimo że włos jest niejako uwięziony między zmaterializowanymi myślami filozofa, mimo że trafił do istnego inkubatora pesymizmu - to jednak... to jednak zwycięsko wychodzi z tej wielkiej próby i triumfalnie ratuje miłość.
        • sebalda Re: Ten włos... 26.03.14, 15:44
          Grzesiu, pisz dalej, pisz tutaj jak najwięcej, rozjaśniasz mój dzień:)))
          Albo jesteś wyjątkowo dowcipny, albo przedawkowałeś z tymi lekturami:)
          No i zapomniałam dodać, że dobrego posługiwania się interpunkcją nie da się nauczyć, jedynie czytając książki pod tym kątem. Trzeba poznać reguły i wyjątki, trzeba mieć wyczucie, no i w końcu doświadczenie. Widziałam absolwentki dziennikarstwa, aspirujące do pracy korektorki, które kompletnie sobie nie radziły z przecinkami. Laik bez doświadczenia naprawdę nie będzie tak poprawnie (wzruszająco, jak ktoś napisał:) wstawiał przecinków, gdzie trzeba. To kolejna rzecz, która w moim mniemaniu świadczy o tym, że nas podpuszczasz. Co jest skądinąd urocze:)
          • grzegorz.borowski Re: Ten włos... 26.03.14, 16:08
            >To kolejna rzecz, która w moim mniemaniu świadczy o tym, że nas podpuszczasz.

            Postanowiłem, że napiszę moje dzieło. Słowo honoru.
            Sebaldo, zaproponowałaś swoje usługi korektorskie. Czy jesteś zawodowym korektorem? Czy znasz perfekcyjnie język polski? Czy masz doświadczenie?
            Bo jak już napiszę książkę, chciałbym, żeby była bez błędów. Ani jednego! Chcę, aby nawet jak ktoś jest nieżyczliwy romansom, powiedział o mojej książce z wypucowanym językiem: Ona jest jak psie jajca, ale świeci się jak latarnia.
            • zwany_kiedys_drussem Re: Ten włos... 26.03.14, 18:56
              > Chcę,
              > aby nawet jak ktoś jest nieżyczliwy romansom, powiedział o mojej książce z wyp
              > ucowanym językiem: Ona jest jak psie jajca, ale świeci się jak latarnia.

              Brzmi jak prawdziwie literackie credo...
              • grzegorz.borowski Re: Ten włos... 26.03.14, 20:06
                >Brzmi jak prawdziwie literackie credo...

                Pozwoliłem sobie na pewną soczystość, aby ukazać moją bezkompromisowe postawę wobec jakości języka w powieści. Pragnę, aby przynajmniej pod tym względem był to najlepszy romans w historii polskiej literatury. A po cichu liczę, że pod innymi także będzie najlepszy.
                • zwany_kiedys_drussem Re: Ten włos... 26.03.14, 20:20
                  Ale to jak ma być w końcu? Ten pierwszy Twój romans ma być od razu najlepszy w historii? A wcześniej pisałeś, że będziesz do perfekcji dążył stopniowo, jak napisałeś "bezboleśnie"... Rozumiem, że mierzysz wysoko, stawiasz sobie niebotyczne cele etc., ale przy okazji podchodzisz do sprawy chyba zbyt śmiertelnie poważnie. Gdzie w tym radość pisania i tworzenia? Gdzie dystans, który autor musi zachować do swojego dzieła? :-)
                    • zwany_kiedys_drussem Re: Ten włos... 26.03.14, 20:53
                      > Udało ci się kiedyś, Drussie? Bo mnie chyba nie ;-)

                      Oj, Eeela :-) Mam na myśli dystans konieczny, by spojrzeć na dzieło z zewnątrz. Autor ma być twórcą, a nie dziełem... Poza tym, spokojnie, ja tylko sprawdzam, czy nasz twórca wątku może być prawdziwy. Szukam rysy w strukturze, bo cała ta konstrukcja robi się zanadto kunsztowna na mój gust :-)
                      • eeela Re: Ten włos... 26.03.14, 21:53
                        cała ta
                        > konstrukcja robi się zanadto kunsztowna na mój gust :-)

                        Ja tam znam ludzi, którzy podobnie podchodzą do życia i zadań stawianych przed sobą, i naprawdę trudno w ich pracy i metodyczności znaleźć jakieś rysy. Ich plany są zawsze bardzo precyzyjnie określone, zaangażowanie absolutne, wyniki imponujące. No zdarzają się tacy po prostu. Może dlatego mi tak przeszkadza, że Grzegorza się podejrzewa o żartowanie, bo odczuwam to trochę tak, jakby moich przyjaciół i nauczycieli traktowano jako żart. Niezbyt to logiczne, wiem ;-)
                        • zwany_kiedys_drussem Re: Ten włos... 27.03.14, 06:55
                          > Ja tam znam ludzi, którzy podobnie podchodzą do życia i zadań stawianych przed
                          > sobą,

                          Dobrze, ja też znam ludzi z podobnym podejściem. Nie roszczę sobie też pretensji do nieomylności. Co więcej, moje przeczucie dotyczące ludzi już tyle razy mnie zawodziło, że właściwie powinienem powstrzymać się od jakichkolwiek osądów. Ale nawet z zepsutą busolą, jakoś trzeba żeglować przez życie, prawda? Bierze się poprawkę i płynie dalej.
                          Ale Ty podchodzisz do całej tej sprawy chyba zbyt osobiście, bez należytego dystansu :-)
                          • eeela Re: Ten włos... 27.03.14, 08:57
                            > Ale Ty podchodzisz do całej tej sprawy chyba zbyt osobiście, bez należytego dys
                            > tansu :-)

                            Eee, bez przesady, snu z powiek akurat to mi nie spędza ;-) Tak sobie pierdykam, bo lubię ;-P
                          • ploniekocica Re: Ten włos... 27.03.14, 09:51
                            Drogi Drussie, idź tropem Stelli :) Wszystko już było czyli deżawi. Styl jest bardzo rozpoznawalny.

                            Ten wątek jest wątkiem lustrzanym do wątku, w którym oceniany jest debiut pani autorki na O. Tylko a rebours.

                            A tak w ogóle to podczas wizyty u córki w miejscu z telewizorem odkryłam, że bodajże TVN pokazuje nowy serial, którego głównym bohaterem jest facet piszący pod damskim pseudonimem romanse.
                  • grzegorz.borowski Re: Ten włos... 26.03.14, 23:08
                    >Ale to jak ma być w końcu? Ten pierwszy Twój romans ma być od razu najlepszy w historii? A wcześniej pisałeś, że będziesz do perfekcji dążył stopniowo, jak napisałeś "bezboleśnie"... Rozumiem, że mierzysz wysoko, stawiasz sobie niebotyczne cele etc., ale przy okazji podchodzisz do sprawy chyba zbyt śmiertelnie poważnie. Gdzie w tym radość pisania i tworzenia? Gdzie dystans, który autor musi zachować do swojego dzieła? :-)

                    Drussie, na litość boską, nie jestem magalomanem! Przytoczę przykład piłkarski. Był kiedyś pewien zawodnik, Grzegorz Rasiak. Gdyby się tego człowieka wystawiło na boisku, gdzie gonią za piłką zawodnicy Ligi Mistrzów, to zrobiłoby mu się krzywdę. Wielką krzywdę. Ale gdyby tego samego zawodnika wystawić w męczu trzecioligowców albo okręgówki, to Rasiak urządzałby rajdy przez pół boiska uwieńczone bramkami w okienko, zakładałby sitaki przy każdej okazji. Słowem - byłby mistrzem.
                    Czy myślisz, że Rasiakowi byłoby trudno zostać królem strzelców w okręgówce?
                    Ja skromnie wybrałem sobie gatunek stosowny do mojego poziomu. Wiem, że mogę i będę w nim wymiatał. Czy naprawdę to mnie czyni człowiekiem z absurdalnie zawyżonymi ambicjami?
                    Proszę Cię też, abyś czytał moje posty równie uważnie, co zwoleninków teorii spiskowych na tym forum. Pisałem już przecież, że moja powieść trafi w ręce bardzo dobrego redaktora, który wypucuje wszystko na piękny błysk. Zapłacę godziwie za fatygę, nie będę żałował grosza. Wejdę na rynek romansów jak przeciąg.
                    • gaudia Re: Ten włos... 27.03.14, 01:34
                      Grzegorzu B.!
                      Proponuję inną opcję. Napisz pan utwór, w którym narratorem będzie pisarz pracujący nad romansem. A sednem książki - rozterki owego, jego przygotowania, analizy prozy pań Steel i Roberts, dyskusje na forach itd. Twoje obrony zaprezentowanych tu fragmentów prozy godne są bowiem uwiecznienia :D

                      Dziękuję za miły kwadrans, który tu spędziłam :)
                      • grzegorz.borowski Re: Ten włos... 27.03.14, 07:16
                        > Grzegorzu B.!
                        > Proponuję inną opcję. Napisz pan utwór, w którym narratorem będzie pisarz pracu
                        > jący nad romansem. A sednem książki - rozterki owego, jego przygotowania, anali
                        > zy prozy pań Steel i Roberts, dyskusje na forach itd. Twoje obrony zaprezentowa
                        > nych tu fragmentów prozy godne są bowiem uwiecznienia :D

                        Pani Gaudio!
                        Pani pomysł jest genialny! Ta koncepcja jest znacznie lepsza od mojej pierwotnej. Nawet już chyba wiem, jak będzie brzmiało pierwsze zdanie mojej powieści w nowej wersji:

                        Pisanie romansu jest większym wysiłkiem umysłowym niż mogłoby się to wydawać laikowi.

                        Dziękuję dobrodziejko. Jak uda mi się zaistnieć na rynku, mam nadzieję, że będę mógł pani podziękować osobiście.
                    • zwany_kiedys_drussem Re: Ten włos... 27.03.14, 06:42
                      Grzegorzu, ja czytam uważnie Twoje posty i właśnie stąd biorą się moje wątpliwości :-). Nie, absolutnie nie mam Cię za megalomana. Nie wiem tylko, czy rzeczywiście jesteś debiutantem, za którego się podajesz ;-) Ale zakładając, że tak właśnie jest - rynkowi romansów przyda się taki przeciąg, powiew świeżego powietrza... Czytałem nieco pozycji z tego nurtu, głównie z pobudek osobistych, by dowiedzieć się, jak piszą znajome pisarki - i to było dość smutne doświadczenie. Większość tych powieści jest jak spod sztancy, pisanych na jedno kopyto. Możesz zostać królem strzelców, ale może też zdarzyć się sytuacja, że okażesz się zbyt niszowy dla czytelniczek. Pewnie już rozważałeś to niebezpieczeństwo... I druga sprawa - to konieczność znalezienia odpowiedniego wydawcy.
                      Nie odpowiedziałeś mi - czujesz radość pisania? ;)
                      • grzegorz.borowski Re: Ten włos... 27.03.14, 07:43
                        <Czytałem nieco pozycji z tego nurtu, głównie z pobudek osobistych, by dow
                        > iedzieć się, jak piszą znajome pisarki - i to było dość smutne doświadczenie.

                        Zapewniam Cię, że jestem debiutantem. Masz zupełną rację, to smutne doświadczenie. No ale dzięki temu, że jest taka mizeria, ja mam pewne szanse na sukces. Oczywiście nigdy nie wiadomo, jak rynek zareaguje. Mam nadzieję, że czytelniczki romansów pokochają moją twórczość od pierwszego wejrzenia.
                        Czuję radość pisania. Na przykład, jak pisałem o piersiach Magdy, starałem sobie je wyobrazić. Tylko przy pisaniu romansu aż tak bardzo iskrzy mi się klawiatura, palce same galopują i ścigają myśli. Zastanawiam się tylko, dlaczego tak niewielu facetów pisze romanse. Może dlatego, że tu potrzebna jest nie tylko znajomość ciała kobiety, ale także, a może przede wszystkim, jej psychiki.
                        • marek.zak1 Znajomość psychiki & talent 27.03.14, 09:42
                          Znasz psychikę kobiet? Gratuluję.
                          Tak generalnie, talent jest ważny, ale w końcowym rachunku waży niewiele, może 1% wśród czynników sukcesu. Reszta to praca, wytrwałość, konsekwenncja, nieupadanie na duchu, podejmowanie dobrych decyzji, wyznaczanie właściwych celów, umiejętnośc zjednywania sobie ludzi, wyobraźnia i kreatywność (dla pisarza) no i szczęście. Są tez inne , ale to tak na szybko.
                          Iluż ja znałem jakże utalentowanych ludzi, którzy mieli świat podbić. Nie wyszło, a za to wyszło innym, po których nie spodziewano sie aż tyle.
                        • zwany_kiedys_drussem Re: Ten włos... 27.03.14, 10:16
                          To już wiem, czemu nie pisuję romansów :-)) Tak naprawdę w literaturze tego typu nie ma chyba zbyt wielu wiarygodnych psychologicznie postaci, które sugerowałyby jakąś dogłębną wiedzę psychologiczną autorek. Mamy do czynienia raczej ze stereotypowymi wzorcami zachowań i dość przewidywalnymi przeżyciami wewnętrznymi. Zmień to, Grzegorzu! Pokaż, że można inaczej, lepiej :-)
              • grzegorz.borowski Re: następny fragment 26.03.14, 22:51
                >kiedy? bo doczekać się juz nie mogę....
                Nawet globusik w sklepie, gdzie wszystko po 4 zł, kupiłam, by w atmosferę się wczuc!

                Nie wiem kiedy. Kręcą się tu jacyś ludzie, którzy snują przedziwne teorie na mój temat. Chyba celowo odwracają uwagę od mojej twórczości. To się zawsze tak kończy, jak się daje komuś coś za darmo.
                Dziękuję za zainteresowanie i gratuluję globusika. To jest chyba mój pierwszy namacalny wpływ na życie czytelniczki. I to mi daje otuchy w tym ciężkim dla mnie momencie na forum.
                • tekla-ja z niecierpliwością... 27.03.14, 12:44
                  czekam na ten kolejny fragmencik ;-)

                  I nieśmiało sugestię podsuwawam...w sprawie tytułu...

                  Jak "Scarlet" to kontynuacja "Przeminęło z wiatrem" - to może swe dzieło "podepniesz" swój romansik pod "Trędowatą"?
                  Jak wyżej pisałam, styl baardzoo podobny, temat też...
                  • grzegorz.borowski Re: z niecierpliwością... 27.03.14, 13:40
                    > czekam na ten kolejny fragmencik ;-)

                    Wybacz, Teklo. Ale nie dam rady teraz. Nowa wizja powieści wprawiła mnie w pewnego rodzaju szał twórczy. Ale taki w pozytywnym znaczeniu. Od kilku godziny spisuje pomysły i nie mogę nadążyć. Nie mam wątpliwości, że to będzie powieść mojego życia. Tak intensywne natchnienie pisarz może mieć chyba tylko raz w życiu. Jeżeli w ogóle ma. Cudowne, choć wyczerpujące doświadczenie. Nie wiem nawet jak to opisać. To coś w stylu euforii estetyczno-intelektualnej.
                    Dziękuję Ci za sugestię w sprawie tytułu. W nowej wersji moja powieść nawiązuje do pewnej bardzo znanej powieści (nie do "Trędowatej"), ale nadzwyczaj subtelnie. Na razie nie mogę zdradzić do jakiej.



            • stella25b Re: nastepny etap 26.03.14, 22:20
              stella25b napisała:

              > Czy to oznacza, ze po przeczytaniu calej klasyki "do 150 stron" zaczales pisac?

              Chodzilo o 250 stron! I o ten watek
              forum.gazeta.pl/forum/w,151,147824855,,250_stron.html?v=2
    • grzegorz.borowski Ważna refleksja 27.03.14, 13:58
      Ten wątek sprawił, a szczególnie Gaudia, że mam teraz wspaniałą wizję powieści-romansu. Chyba po raz pierwszy w historii polskiej literatury kontakt na forach czytelników z nieopublikowanym dotąd twórcą przyniesie coś pozytywnego dla literatury.
      • gaudia Re: Ważna refleksja 07.04.14, 03:51
        Ten wątek sprawił, a szczególnie Gaudia, że mam teraz wspaniałą wizję powieści-
        > romansu. Chyba po raz pierwszy w historii polskiej literatury kontakt na forach
        > czytelników z nieopublikowanym dotąd twórcą przyniesie coś pozytywnego dla lit
        > eratury.


        Grzegorzu B.!
        Poczułam się Muzą prawdziwą, dziękuję.
        Gaudia
    • grzegorz.borowski Kolejny fragment 28.03.14, 16:48
      Nie będę komentował teorii spiskowych. Nie będę też postawy tych, którzy pod ich wpływem zwątpili w moje intencje. I - co znacznie bardziej bolesne - w moją powieść. Najlepszy romans w historii polskiej literatury. Ale wiem, że pisarz z ambicjami powinien mieć d... równie twardą, co krzesło, na którym tworzy. Wczoraj skasowałem osiem stron tekstu. Chciałem wprowadzić kafkowską atmosferę do gry wstępnej przed pierwszym seksem Magdy i Piotra Smacznego. Magda wie już w trakcie tej gry, że seks będzie nieudany i że w zasadzie nic nie może zrobić. Napisałem aż dziewięć wersji tej gry wstępnej. Były ułomne, niegodne najlepszego romansu. Na marginesie uwaga. Dawniej kartki z tekstem płonęły, twórczość miała jednak większe szanse na przetrwanie, bo gdy dym wędził twarz autora, ten, zdarzało się, zmylony faktem, że dym wyciska mu łzy, brał te łzy za podszept sumienia, swojego i potencjalnych czytelników, i nie bojąc się poparzeń wyrywał kartki z ognia w ostatniej chwili! Dzisiaj natomiast kasowanie jest sterylne. Nieznaczny ruch palca pośle tekst w niebyt. I go nie ma. Tekst umiera w komputerze sterylnie, i w tej doskonałej sterylności nie ma miejsca nawet dla echa snów, nie ma w niej ambiwalencji Zhuangzi, słowem - nie ma żadnych śladów po marzeniach, nawet dymu i popiołu. Wspominam zaś o tym dlatego, że poniższy tekst też miał być skasowany. Ale pomyślałem, że będzie jakoś dziwnie, gdy będę wszystko kasował, co piszę. Więc postanowiłem go zatrzymać do chwili, gdy wymyślę coś bardziej godnego wielkiej powieści.

      Jak już Szanowni Państwo wiedzą, na kartach powieści występuje Piotr Smaczny, Magda i Marian. Oni jednak występują na kartach powieści pisanej przez Marcela Barskiego.


      Tego pamiętnego majowego dnia na krakowskim Rynku było co najmniej dwóch twórców. Adam Mickiewicz lśnił na pomniku, a w jego cieniu na ławce siedział artysta równie wrażliwy, lecz nieznany, wciąż nieopublikowany. Młody pisarz miał na sobie białą koszulę, czarne wyprasowane spodnie, a patrzył na Sukiennice bystrymi, choć nieco zamglonymi marzeniami oczami. Marcel Barski siedział i nerwowo przebierał nogami. Dzięki sprężystym ruchom łydek odganiał od swoich wypastowanych butów gołębie, a także przeganiał stres. Już wkrótce miał przedzwonić do wydawnictwa w sprawie posłanego tam maszynopisu. Jednakże i gołębie, i zwątpienie ignorowały jego wysiłki.
      Marcel Barski popatrzył z tłumioną nienawiścią na natarczywe ptactwo. Nic dla niego w przyrodzie nie symbolizowało opublikowanych grafomanów bardziej niż właśnie gołębie. Brzydkie, paskudzące wokoło, gruchały zamiast pięknie śpiewać, ale mimo to raz po raz któryś z nich podrywał się do lotu i frunął wysoko nad głową Barskiego.
      Jeszcze wyżej roznosił się donośny odgłos hejnalisty, a gdy ucichł, Barski wstał i zadzwonił do wydawnictwa.
      - Dzień dobry, wydawnictwo Małopolskie - powiedziała recepcjonistka.
      - Dzień dobry, z tej strony kłania się Marcel Barski - po czym zamikł, aby kombinacja jego nazwiska nazwiska i ciszy wywołała odpowiedni efekt.
      - W jakiej sprawie pan dzwoni? - zapytała z niegrzeczną dla pisarza obojętnością w głosie.
      - Chciałbym porozmawiać z panią redakor Kunowską w sprawie mojego maszynopisu.
      - Proszę chwileczkę poczekać. Sprawdzę, czy jest dostępna.
      Barski wziął kilka głębokich oddechów, aby dotlenić mózg.
      - Kunowska - powiedziała krótko redaktorka. Krótko, ale wystarczająco długo, aby Barski w jej głosie usłyszał echo trzech rozwodów i tuzina kotów.
      - Chciałbym poznać losy mojego maszynopisu. Tytuł: Między przeręblami rzeczywistości. Marcel Barski.
      - O, to pan. Proszę pana, pana powieść jest ciekawa, ale napisana bardzo wymagającym językiem.
      - To chyba dobrze? - zapytał Barski. - Państwa wydawnictwo jest znane z publikacji literatury ambitnej.
      - Może pan powtórzyć, bo na ulicy jest remont i słychać młot pneumatyczny.
      Barski spełnił prośbę, którą znów zagłuszono.
      - Czy może pani zamknąć okno?! - zapytał Barski nie wiedząc co powiedzieć.
      - Niech mi pan nie mówi, co ja mam robić - rzekła oschle redaktorka. - Proszę pana, obawiam się, że nie ma dużego rynku na książkę o intelektualiście, który na pięciuset stronach stara się odszyfrować tajemnice współczesnej rzeczywistości z pomocą słynnych filozofów. Wiem z pana życiorysu, że jest pan magistrem filozofii, ale... Pana pióro też jest wymagające. Proszę posłuchać pierwszego z brzegu zdania: "Wysublimowany cynizm Grażyny wobec aksjomatów ustalonych zarówno przez naturę, jak i cywilizację wypośrodkowaną duchowo i intelektualnie pośród niekończących się wojen i dramatów ludzkości... " Proszę pana, ciężko doczytać to zdanie do końca, trudno złapać oddech.
      - Ależ pani redaktor, współczesny czytelnik przecież nie czyta na głos. Więc nie ma problemu z oddychaniem - powiedział i spojrzał na gołębie, które zagrodziły mu drogę paradując bez celu.
      - Panie Barski. Niestety podjęliśmy negatywną dla pana decyzję. Ale proszę nie rezygnować. Może zechciałby pan napisać na początek coś bardziej lekkiego?
      Odbijające się promienie słoneczne od wypastowanych butów Barskiego przeciągały coraz więcej gołębi. "Cholera jasna, przydałby się tu jakiś orzeł, żeby zrobić z nimi porządek" - pomyślał nienawistnie, nie wiedząc jeszcze, że jego życzenie spełni się błyskawicznie.
      - Proszę pani! Ja się nie będę prostytuował intelektualnie! Nie rozmienię swojej reputacji na czytadła!!
      Z tyłu dobiegł Barskiego surowy głos.
      - Co się pan tak wydziera?
      Barski z iskrami w oczach odwrócił się, aby zgromić intruza, ale na jego widok natychmiast spokorniał. Przed nim stał postawny policjant z wzbudzającym respekt orłem na czapce.
      - Przepraszam. Miałem słabe połączenie - tłumaczył się Barski.
      - Proszę nie zakłócać porządku publicznego - policjant powiedział i odszedł w stronę kwiaciarki.
      Gdy Barski znów przystawił telefon do ucha, zorientował się, że pani redaktor się rozłączyła.
      Odrzucony pisarz ze spuszczoną głową wrócił na ławkę, na której ciężko spoczął obok wygrzewającego kaca na słońcu pijaczka.
      - Czy pan jest pisarzem? - Barskiego dobiegł delikatny głos z sąsiedniej ławki.
      Barski odwrócił głowę i ujrzał uroczą blondynkę.
      - Tak, jestem - powiedział z godnością.
      - Proszę mi wybaczyć. Niechcąco słyszałam pana rozmowę. Ciężki jest los pisarza - powiedziała z uśmiechem, który natychmiast rozjaśnił mroczną przyszłość artysty.
      Pisarz wstał podszedł do młodej kobiety i się przedstawił.
      - Marcel Barski.
      Blondynka, gustownie ubrana, pełna elegancji i gracji, również wstała.
      - Aurelia van Hagen - powiedziała i podała rękę na przywitanie. - Może usiądziemy? powiedziała, po czym spoczęła na ławce obok swojej markowej torebki, a Barski, niemal z groteskową kurtuazją, subtelnym ruchem ręki przepłoszył siedzącego na drewnie gołębia. Gdy ptak odleciał, artysta usiadł i z bliska spojrzał na szlachetne rysy Aurelii van Hagen.
      • jeepwdyzlu dziewięć wersji 28.03.14, 17:15
        Chciałem wprowadzić kafkowską atmosferę do gry wstępnej przed pierwszym seksem Magdy i Piotra Smacznego......Napisałem aż dziewięć wersji tej gry wstępnej. Były ułomne, niegodne najlepszego romansu.
        ------------------
        Rola gry wstępnej jest przeceniana...
        Przynajmniej w Pradze...

        jeep
      • ploniekocica Re: Kolejny fragment 28.03.14, 17:54
        Ojej! Teraz ja powiem, że masz talent. Do parodii masz talent! Skrzyżowanie Zoszczenki z Samozwaniec po prostu.
        Dawaj dalej. Pliiiiz :)

        A ja jakbym skądś znała ten sposób pisania, ale nie będę dociekać. Bo nie.:)))))))
        • grzegorz.borowski Re: Kolejny fragment 28.03.14, 18:07
          >Ojej! Teraz ja powiem, że masz talent. Do parodii masz talent! Skrzyżowanie Zoszczenki z Samozwaniec po prostu.
          Dawaj dalej. Pliiiiz :)

          Dziękuję za miłe słowa. Twój post przypomina odwieczną mądrość, która zresztą powinna być ujęta w każdym wspaniałym romansie, mianowicie, że po burzy na niebie pojawia się tęcza.
          • sebalda Re: Kolejny fragment 30.03.14, 00:47
            Jako parodia gatunku - świetne! To jest naprawdę zabawne. Jeśli jesteś prawdziwy, z rozkoszą bym się zajęła redakcją, jeśli jesteś (o czym jestem niemal przekonana) dowcipnisiem, chylę czoła, dawno się tak dobrze nie bawiłam:)
            Jeśli jesteś prawdziwy, a nie czytałeś Karpowicza, przeczytaj koniecznie Cud. Masz nieprzeparcie zabawny styl, ale tylko pod warunkiem, że jest parodią.
            • ploniekocica Re: Kolejny fragment 30.03.14, 13:13
              sebalda napisała:

              >Jeśli jesteś prawdziwy, z rozkoszą bym się zajęła redakcją.

              A to nie jest przypadkiem (bodajże po raz trzeci w tym wątku) nachalne promowanie swoich usług?
              • eeela Re: Kolejny fragment 30.03.14, 14:42

                > >Jeśli jesteś prawdziwy, z rozkoszą bym się zajęła redakcją.

                W zasadzie chyba powinnam zwrócić na to uwagę. Sebaldo, na tym forum jest niemało ludzi zajmujących się korektą tekstów. Gdyby wszyscy zaczęli polecać swoje usługi, zrobiłby się tutaj jarmark.
                • sebalda Re: Kolejny fragment 30.03.14, 19:19
                  Ale tego, że nie odpowiedziałam naszemu uroczemu autorowi na pytanie o mój zawód, jakoś szanowne koleżanki nie zauważyły, gdybym rzeczywiście promowała swoje usługi, pewnie bym to zrobiła. Was by praca nad TAKIM tekstem nie kusiła? I nie o zarobek tu chodzi;)
                  Nadal uważam, że autor nas wkręca, mogę sobie zatem pozwolić na tego typu żarty, ale jeśli to komuś przeszkadza, nie ma sprawy;)
                  • ploniekocica Re: Kolejny fragment 30.03.14, 19:54
                    sebalda napisała:
                    . Was by praca nad TAKIM tekstem nie kusiła? I nie > o zarobek tu chodzi;)


                    Mnie osobiście by nie kusiła.
                    Po pierwsze ponieważ nie zajmuje się zawodowo redakcją literatury pięknej zatem nie pcham się na afisz.
                    Po drugie ponieważ chociaż uważam, że onże Grzegorz ma lekkie pióro i jest zabawny to daleka jestem od podniecania się TAKIM tekstem. Może za dużo w życiu czytałam, a może po prostu za dawno wyrosłam z wieku gimnazjalnego, żeby się ekscytować jakimkolwiek dziełem na podstawie trzech wyrwanych z kontekstu krótkich fragmentów.
                    • Gość: sebalda Re: Kolejny fragment IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.14, 22:58
                      Kocico, Ty tak na serio? TAKIM nie musi oznaczać, że mnie zachwycił literacko. W tym przypadku chodziło o zabawę, aż dziw, że tego nie złapałaś. Hmmm...
                      Teksty autora są zabawne jako parodia stylu. W każdym innym przypadku są śmieszne, ale nie w znaczeniu "zabawne", tylko... Nie, nie będę psuła zabawy:P
                      • ploniekocica Re: Kolejny fragment 30.03.14, 23:30
                        Ach, zatem każdy zabawny tekst na forach skłania Cię do wielokrotnych propozycji redagowania (które byłoby dla Ciebie zaszczytem - tak to chyba ujęłaś)? Hmmmm:)
                        Czyli była to jednak propozycja o podłożu merkantylnym?
                        • Gość: sebalda Re: Kolejny fragment IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.14, 23:54
                          To niesamowite, że jak się ktoś na czymś zafiksuje, a potem coś nie wychodzi, to aż się posuwa do konfabulacji, byle utrzymać swoją teorię. A. nie proponowałam nachalnie swoich usług trzy razy, tylko pisałam o tym dwa razy w formie żartu, b. nie napisałam nigdzie, że to byłby dla mnie zaszczyt, skąd ten pomysł? Zresztą cały czas uważam, że cała sprawa jest żartem i tak też ją traktuję, więc wmawianie mi, że nachalnie promuję swoje usługi jest więcej niż śmieszne, żeby nie powiedzieć żałosne.
                          • ploniekocica Re: Kolejny fragment 31.03.14, 00:11
                            A co konkretnie mi nie wychodzi? Może doprecyzujesz. Rzucałaś uwagi o redakcji tekstu jeszcze zanim zaczęłaś podejrzewać prowokację.

                            Ok, Sebaldo. Podpuszczam Cię - znacznie bardziej niż fragmenty grzegorzowe bawi mnie Twoje egzaltowane zaangażowanie. Oraz mistrzowskie lawirowanie, żeby wyjść na dowcipną, zainteresowaną twórczością Grzegorza(a przecież gardzisz romansami a priori), a jednocześnie nie stracić powagi wyrafinowanej czytelniczki. Jesteś jedną z moich ulubionych forumowiczek :)
                            • sebalda Re: Kolejny fragment 31.03.14, 10:24
                              Droga Kocico, nie wiem, czym sobie zasłużyłam na Twoją uwagę i na to, by chciało Ci się mnie podpuszczać, doprawdy. Podpuszczać w jakim sensie? Że mam się teraz bronić? Przeciwko czemu??? Przeciwko Twoim śmiesznym teoriom? Napisałam dwa razy o redakcji, Ty mi wmawiasz, że wiele razy, napisałam że zrobiłabym to z rozkoszą, co było wyraźnym żartem, a Ty wmawiasz, że napisałam o zaszczycie redagowania. Napisałam TAKIEGO tekstu w sensie, tak zabawnego jako parodia, a Ty wmawiasz mi zachwyt. W końcu napisałaś: "Hihi, już nie mówiąc o tym, że główna kandydatka na redaktorkę od lat się zastrzega, że romansami gardzi, nawet książki o miłości jej nie interesują, a w ogóle czyta wyłącznie literaturę z półki najwyższej" ??? Na forum zaglądam sporadycznie, bo 95% wątków jest nudnych i kompletnie mnie nieinteresujących, od czasu do czasu zaglądam z sentymentu za dawnymi czasami. Pisanie, że od lat się zastrzegam (może wspomniałam raz, góra dwa razy), że gardzę romansami jest kompletnie nieuprawnione. Uogólniasz i przesadzasz, dopowiadasz i zmyślasz, bo chcesz mi za wszelką cenę udowodnić, jak to mi zależy na redakcji nieistniejącej powieści. I właśnie to wmawianie Ci nie wychodzi. Dlatego starasz się dośpiewać coś, co zwyczajnie nie miało miejsca. Zachodzę tylko w głowę, po co???
                              Nie mogę Ci się odwdzięczyć za Twoje zainteresowanie moją osobą, bo słabo Cię kojarzę, za rzadko tu bywam i jak czytam takie dyskusje, jaką teraz tu uprawiasz, to tym bardziej tracę ochotę. To forum już dawno podupadło, niestety, i chyba nic już tego nie zmieni:(