Dodaj do ulubionych

"syndrom Bohuna" w Jezycjadzie

21.05.07, 13:42
i w innych ksiazkach.Tak mnie ostatnio naszły przemyslenia:denerwuje mnie to
powszechne zjawisko jednopłaszczyznowosci.Bohun mi tu posłużył za przykład-
ile znacie filmow lub powieści gdzie tytulowa bohaterka waha się pomiedzy
dwoma mężczyznami? I przeważnie się szczęśliwie okazuje,ze jeden jest
chodzącym aniołem a drugi ostatnim łajdakiem(vide Bohun-Skrzetuski ale także
Nerwus- Robrojek).
A ja bym sobie chętnie poczytała ksiązkę gdzie jeden i drugi ma swoje wady i
zalety i tak jak w prawdziwym życiu bohaterka by miała naprawdę trudny wybor
przed soba.Już nie pamiętam kiedy ostatnio takie cos czytałam lub widzialam.
Szkoda,że nawet MM stosuje takie zabiegi bo zdaje mi się,że poradziłaby sobie
z takim tematem śpiewajaco(gdyby tylko chciała).
A tak to Nerwus okazał się dziwny,Pyziak degeneratem i po co?Żeby czytelnikom
nie było żal,że odszedł?
Ja wiem,ze tak jest łatwiej ale czy nie za łatwo?
Obserwuj wątek
    • lacitadelle Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 21.05.07, 14:39
      > A ja bym sobie chętnie poczytała ksiązkę gdzie jeden i drugi ma swoje wady i
      > zalety i tak jak w prawdziwym życiu bohaterka by miała naprawdę trudny wybor
      > przed soba.Już nie pamiętam kiedy ostatnio takie cos czytałam lub widzialam.
      > Szkoda,że nawet MM stosuje takie zabiegi bo zdaje mi się,że poradziłaby sobie
      > z takim tematem śpiewajaco(gdyby tylko chciała).
      > A tak to Nerwus okazał się dziwny,Pyziak degeneratem i po co?Żeby czytelnikom
      > nie było żal,że odszedł?
      > Ja wiem,ze tak jest łatwiej ale czy nie za łatwo?

      no moim zdaniem Opium w rosole było tego kompletnym zaprzeczeniem: czytając tę
      książkę w dzieciństwie "uwielbiałam" Maćka, a teraz nie widzę w nim wielu zalet
      oprócz wątpliwie urody i bardzo żałuję, że Kreska nie wybrała Lelujki.
      • mankencja Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 21.05.07, 19:10
        bo Lelujka ma tego pecha, że to typ kumpla, nie wielkiej romantycznej miłosci i
        obiektu pożądania
    • sevilay Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 21.05.07, 14:53
      Tak ale tez nie do końca,bo jednak Lelujka był brzydki,pryszczaty i z "prostej"
      rodziny,zobacz jak go MM opisuje:"zwalisty,niedźwiedziowaty" itd. a Maciek
      piękny, madry ach,ach.
      Ja też się zastanawialam czy bym jednak nie wybrała Bohuna,szczególnie w
      filmie:) Siedzi ten Skrzetuski jak sierota,inni mu Helenę uwalniaja a on tylko
      wzdycha,Bohun miał przynajmniej jakieś życie w sobie (a aktor boski:))
      Ale to jest nasza interpretacja a zamysł autorski był nieco inny.
      • tygrys2112 Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 21.05.07, 15:51
        > Ja też się zastanawialam czy bym jednak nie wybrała Bohuna,szczególnie w
        > filmie:) Siedzi ten Skrzetuski jak sierota,inni mu Helenę uwalniaja a on tylko
        > wzdycha,Bohun miał przynajmniej jakieś życie w sobie (a aktor boski:))

        Domagarow był w tym filmie cudowny, jedyne co mi się w tym filmie podobało, to
        postać Bohuna. Sienkiewicz nie rozumiał kobiet, ot co. :)
      • the_dzidka Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 21.05.07, 16:21
        Jak możesz! Mojego Skrzetuskiego?! To jego cudne, bassetowate, wierne
        spojrzenie... A Bohun dzikus, prostak, Domogarow jeden!! ;)
        • tygrys2112 Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 21.05.07, 18:18
          A Bohun dzikus, prostak, Domogarow jeden!! ;)

          Stanowczo protestuję, przeciwko obrażaniu Bohuna! ;) Ja o nim myślę szaleniec,
          romantyk, Domagarow jeden. :))))
    • 1802l Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 21.05.07, 15:24
      Now wiesz! Bohun to łajdak?!!! Nic podobnego - sam Sienkiewicz narzekał, że mu
      Bohun wyszedł na zbytt wysokim poziomie moralnym....
      Fakt, dziki taki, sam żywioł, ale za to jak kochał....
      • laura-gomez Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 21.05.07, 15:40
        zgadzam sie z tym, co napisała 18021. ksiązkowy Bohun wcale nie jest złym
        człowiekiem, tylko porywczym. przypomina mi trochę Kmicica z I tomu "Potopu".
        Gdyby taki był zamysł autora, Bohun na pewno by się zmienił i odkupił winy, tak
        jak Babinicz. nie wiem tylko, czy Helena wybaczyłaby mu to, że zabił jej ciotke
        i kuzynów. Bohun jest postacią wyrazistą i dającą się lubić, w przeciwieństwie
        do "papierowego" Skrzetuskiego.
        • the_dzidka A ja mam podstępne pytanie ;) 21.05.07, 16:23
          Skoro tak tego Bohuna kochacie, to powiedzcie, jak miał na imię ;-P
          Od razu powiem: jest w Trylogii, raz tylko pada - ale co to dla takich wiernych
          fanek watażki!!
          • nula8 Re: A ja mam podstępne pytanie ;) 21.05.07, 16:33
            Jurko, jurko, łatwe pytanie :)
            Ja też jestem fanką Bohuna. Choć i Skrzetuskiego lubię. Nie filmowych,
            książkowych. Z urody to jednak Żebrowski, zwłaszcza w tamtym czasie, bo coś
            szybko dziadzieje :)
            • uccello Re: A ja mam podstępne pytanie ;) 21.05.07, 16:46
              Wybór między Nerwusem a Robrojkiem też nie był taki łatwy, oczywisty i czarno -
              biały.
              Nerwus owszem , chimeryczny i ze skłonnością do widowiskowych wystąpień, ale
              wrażliwy, z pionem moralnym, z zawodową pasją , no i jakże apetyczny wizualnie.

              Robrojek- przez swoją niewiarę w siebie i nieśmiałość był dosyć na oko
              tatusiowaty. Nie dla każdej dziewczyny to akurat jest porywające.
              • sevilay Re: A ja mam podstępne pytanie ;) 21.05.07, 20:00
                uccello napisała:

                > Wybór między Nerwusem a Robrojkiem też nie był taki łatwy, oczywisty i czarno -
                > biały.
                > Nerwus owszem , chimeryczny i ze skłonnością do widowiskowych wystąpień, ale
                > wrażliwy, z pionem moralnym, z zawodową pasją , no i jakże apetyczny wizualnie.
                >
                Tak ale dlaczego nie pozostał taki jak w NN tylko nagle zaczęły wyrazić jego
                wady? Moze i nie taki ostry ten kontrast ale jednak jest.
                > Robrojek- przez swoją niewiarę w siebie i nieśmiałość był dosyć na oko
                > tatusiowaty. Nie dla każdej dziewczyny to akurat jest porywające.
                • uccello Re: A ja mam podstępne pytanie ;) 23.05.07, 00:37
                  sevilay napisała:
                  > Tak ale dlaczego nie pozostał taki jak w NN tylko nagle zaczęły wyrazić jego
                  > wady? Moze i nie taki ostry ten kontrast ale jednak jest.

                  Hmm, już w Nutii i Nerwusie miał parę wyrazistych wystąpień, czyż nie? Raczej
                  nic nowego ani zaskakującego się o nim nie dowiadujemy. Różnica w odbiorze
                  Filipa ( w dwóch czesciach cyklu) bierze się też stąd ,że w Nutrii i Nerwusie
                  mile kontrastował z Tuniem.
                  Natalia , kiedy jest w nim zakochana, projektuje na niego cechy, które
                  chce ,żeby posiadał. Jest według niej szczery, uczciwy i nigdy by nie umiał
                  postąpić fałszywie. To są życzenia jedynie, bo chłopak dalej stosuje metody
                  godne dzielnego pracownika Ateny. Poza tym, wydaje się Nutrii dziwnie męczący.
                  To nie on się zmienił, nie zmienił się nawet opis jego osoby.
                  Zmieniły się uczucia Natalii do niego.
                  • the_dzidka Re: A ja mam podstępne pytanie ;) 24.05.07, 13:42
                    No własnie!!!!
                    Parę razy zbierałam się, żeby napisać to, co mi tak ładnie spod palców wyjęłaś.
                    To nie Nerwus się zmienił, tylko Natalia wyszla z etapu różowych okularów i
                    ślicznego plucia.
            • 1802l Re: A ja mam podstępne pytanie ;) 21.05.07, 17:58
              A historyczny - Iwan [i doroslego syna już miał ;( ]
              • gaudia Re: A ja mam podstępne pytanie ;) 21.05.07, 18:19
                nic nie poradzę: zawsze wolałam Jurka Bohuna, także Azja ze swoim mrocznym
                pożądaniem był bardziej pociagający od Małego Rycerza
                jedyny bohater, który mi się podobał MIMO sympatii autora to Kmicic, natomiast
                wg mnie trafił na straszną dziumdzię (a jeszcze w wydaniu Braunek...rany)

                natomiast u MM jakos nie widzę tak jasnych podziałów
                na ogół ten, z którym trzyma autorka to "kandydat nadający się na męża",
                powalający empatią, rozumiejący kobietę itd. W tym kontekście zadziwia sympatia
                do starego egocentryka Ignacego B. Ale on reprezentuje drugi typ bohaterów:
                "wadliwy, ale do urobienia" (Ignacy B., jego brat, Bernard, Marek Pałys) - musi
                tylko trafić na energiczną.

                ps. w "starej" Jezycjadzie portrety bohaterów wydają mi się pełniejsze...mniej
                jednoznaczne
                • baba67 Re: A ja mam podstępne pytanie ;) 21.05.07, 19:27
                  Wtedy Pyziak mial jakies zalety chociaz byl przedstawiony jako Casanova
                • sevilay Re: A ja mam podstępne pytanie ;) 21.05.07, 19:58
                  gaudia napisała:

                  > nic nie poradzę: zawsze wolałam Jurka Bohuna, także Azja ze swoim mrocznym
                  > pożądaniem był bardziej pociagający od Małego Rycerza
                  >
                  Uważaj bo to zostaje-ja też wolałam Azję i proszę,daleko nie odeszłam-dorobiłam
                  się "pohańca" we własnym domu :).
                  A Skrzetuski mi się nie podobał od początku bo miał brodę:)
                  • gaudia Re: A ja mam podstępne pytanie ;) 21.05.07, 21:03
                    sevilay napisała:

                    > Uważaj bo to zostaje-ja też wolałam Azję i proszę,daleko nie odeszłam-dorobiłam
                    > się "pohańca" we własnym domu :).

                    wiem jam rówiesniczka Gabrysi:)

                    drewnianej Bond Helki nie oglądałam zbyt dokładnie, Braunek dla mnie była
                    aseksualna i trudno było uwierzyc, że takie emocje wzbudziła

                    Hoffman w ogóle kobiety potraktował po macoszemu, może mu orientacja przeszkadzała

                    a u MM kobiety z krwi i kości, a faceci dość drewniani i jednowymiarowi - ale
                    kobiety o kobietach zwykle piszą lepiej:) No bo kto babę zrozumie?
                • onion68 Re: A ja mam podstępne pytanie ;) 21.05.07, 20:13
                  Usiłując myśleć trzeźwo, to mnie się wydaje, że o tych draniach to się tylko
                  miło czyta. W realu lepiej sprawdzają się Robrojki.
                  Tylko dlaczego czy to u Sienkiewicza, czy to u Musierowicz ci pozytywni to od
                  razu jakiś rys męczeństwa muszą mieć?
                  Pana Michała też nie lubiłam, a to za to, że rzucał się na każdą spódnicę niemal
                  bez namysłu, a na Basię to jakoś tak przystał tylko? Czy źle pamiętam?
                  Kmicic na pewno był kiepski w łóżku (ta jego raptowność - myślę, że miała
                  odniesienie do wszystkich dziedzin życia).
                  Mówcie sobie, co chcecie, na mnie największe wrażenie wywarł Boguś, zarówno w
                  powieści jak i filmie. Na pewno niczego mu nie brakowało pod każdym względem i
                  myślę, że wzorem innych wielkich panów nieźle by urządził życiowo Oleńkę, gdyby
                  mu uległa.
                  Swoją drogą, on chyba swego odpowiednika w Jeżycjadzie nie ma.
                  A Braunek jako Oleńka mi się podoba, przynajmniej jakoś te emocje, ten pion
                  moralny umiała pokazać. W przeciwieństwie do drewnianej Bond-Heleny
                  przemawiającej basem.
                  • uccello Słodki Boguś 21.05.07, 21:11
                    Bogusław? Jakoś nie widziałam szansy na to, żeby mógł pokochać kogokolwiek poza
                    sobą. Oleńka była o tyle interesująca, i godna zabiegów, że niedostępna. Nie
                    był chłopak przyzwyczajony do tego ,żeby mu czegokolwiek odmawiać. Irytacja
                    łączyła się instynktem zdobywcy, w dodatku dzieweczka była ładna i
                    szlachetnego rodu.
                    Jeśli się już bawić w analogie Sienkiewiczowsko- Musierystyczne, to Tunio
                    zdobywca regat międzynarodowych byłby chyba dobrym odpowiednikiem Bogusława.
                    Zainteresował się Natalią dlatego,że ona nie zainteresowała się nim.
                    • meduza7 Ach, Bohun! 21.05.07, 23:31
                      Bohun, biedaczek, miał tego pecha, że rozwalił łeb jakiemuś słudze przy Helce i
                      ta, jako dziewczę wrażliwe, od razu się zniechęciła.
                      Oleńka była bardziej odporna, cóż tam dla niej nawet spalone Wołmontowicze.
                      A Bohun nie miał szczęścia nie tylko w miłości, ale i do przyjaciół: jak tytlko
                      komuś zaufal, ten zaraz go zdradzał: Kurcewiczowie, Zagłoba, Rzędzian. Miejmy
                      nadzieję, że przynajmniej w kartach mu szło.
                      A Domogarow - mniam mniam.
                      Nawiasem mówiąc, przy śniętej rybie Skorupko, nawet Braunek to wulkan emocji.
                      • the_dzidka Re: Ach, Bohun! 22.05.07, 00:00
                        > Nawiasem mówiąc, przy śniętej rybie Skorupko, nawet Braunek to wulkan emocji.

                        Scorupco ;) nie była taka śnięta, chwilami aż za bardzo temperamentna była.
                        Tyle że zbyt współczesna do takiej roli! Nawet jak motała szyję Skrzetuskiego
                        warkoczami, to ja dziewczynę Bonda widziałam :-)

                        A szczytem już była taka scena, która w książce wygląda mniej więcej tak
                        (cytuję z pamięci):
                        Zagłoba: - Już ty tam będziesz miała kogo na ręku nosić; Skrzetuskiego w tym
                        głowa!
                        -Hu, hu! - śmiał się Rzędzian.
                        - Zaniechaj waść, proszę - szeptała kniaziówna, płonąc rumieńcem i spuszczając
                        oczy.

                        A jak to wyglądało w filmie?
                        Zagłoba: - Już ty tam będziesz miała kogo na ręku nosić; Skrzetuskiego w tym
                        głowa!
                        Kniaziówna: - Głupstwa waćpan gadasz! - i dalej konia ostrogą, i do przodu!

                        A Braunek była właśnie idealna - na zewnątrz skorupa lodowa, i wycofana, ale
                        jak się zdenerwowała - istna Oleńka! - Krew na waćpana ręku jako kainowym!
                        No, może jej to "Jędruś! Ran twoich niegodnam całować" nie za bardzo wyszło..
                        Ale tak poza tym - świetna była!
                        • onion68 Re: Ach, Bohun! 22.05.07, 08:07
                          > No, może jej to "Jędruś! Ran twoich niegodnam całować" nie za bardzo wyszło..
                          > Ale tak poza tym - świetna była!

                          Ha! A ja zawsze jak bóbr przy tej scenie...
                      • 1802l Re: Ach, Bohun! 22.05.07, 09:28
                        meduza7 napisała:

                        > Bohun, biedaczek, miał tego pecha, że rozwalił łeb jakiemuś słudze przy Helce
                        i
                        >
                        > ta, jako dziewczę wrażliwe, od razu się zniechęciła.
                        Daaawani, daaawni temu w jakimś damskim pismie czytałam "List od Heleny do
                        Sienkiewicza". Kniaziówna z dzisiątkiem chłopczyków i nastepnym w drodze
                        pisała, że zawsze kochała Bohuna. Tylko on "zbytnia goraczka" był. Temu
                        pacholikowi łeb rozwalił, bo szpiegował jego i Hele z rozkazu starej kniahini.
                        Owszem, wstrząsnęło to ja, ale miłość swoje zrobiła i z czasem (nawet mimo
                        Skrzetuskiego) ochłonęła. No to wtedy Jurko wyrżnął jej całą rodzinę. Co
                        prawda Hela lubiła tylko ślepego Wasyla, reszta nieźle\ sie jej dała we znaki,
                        aleć rodzina to rodzina. W Barze - też wiadomo: Jurko sie pojawił, wokół rzeź,
                        więc sie dźgnęła. Za to jak siedziała u Horpyny - to miała czas ochłonąć,
                        zaczęła tęsknic za porywaczem, usłyszała jakis hałas za drzwiami, pomyślała:
                        Bohun!, i czekała z walącum sercem, a tu w drzwiach - kto? Mały rycerz....
                • laura-gomez Re: A ja mam podstępne pytanie ;) 22.05.07, 07:51
                  jedyny bohater, który mi się podobał MIMO sympatii autora to Kmicic, natomiast
                  > wg mnie trafił na straszną dziumdzię (a jeszcze w wydaniu Braunek...rany)

                  nie zgodzę się, Oleńka to jedna z nielicznych postaci kobiecych wymyslonych
                  przez Sienkiewicza, która ma charakter (do tego grona zaliczyłabym także
                  Jagienke, Basię Wołodyjowską i Nel z "W pustyni i w puszczy).
                  jest "pełnoprawnym" bohaterem literackim, wpływa na rozwój akcji, a nie tylko
                  stanowi ozdobe, jak Helena w "Ogniem i mieczem". filmowej Oleńki w wykonaniu
                  pani Braunek nie znoszę, zresztą film "Potop" w ogóle nie umywa się do
                  książki!! podobał mi się w nim tylko Kmicic. notabene jest on jednym z moich
                  ulubionych męskich bohaterów ksiażkowych :D
    • emae Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 22.05.07, 10:24
      A ja czytałam przynajmniej jedną taka książkę... I się wkurzyłam. Bohaterowie
      obaj byli jak najpiękniejsze kobiece marzenie, sama miałam problem ze
      zdecydowaniem, którego wolę. Victor i Gianni (Johnny). Bohaterka (dość podobna
      fizycznie do mnie, hihi) związała się z Giannim, miała tam z nim jakieś
      problemy, jego zbytnia zazdrość czy zaborczość, ale nic patologicznego. No i
      się platał na horyzoncie Victor, przyjaciel z dzieciństwa. Wiecie jak się
      skończyło? Gianni był bez swojej wiedzy wplątany (rodzinka) w jakieś porachunki
      mafijne. Został zamordowany... i to byłoa ostatnia wzmianka o nim w książce.
      Bohaterka znalazła szczęście z Victorem, Gianniego nawet jedną łzą nie
      opłakała. Po prostu tak ewidentnie było widać, że autorka nie wiedziala, jak
      rozstrzygnać tę sprawę... Za fajni jej obaj wyszli. Więc moze jednak napisanie
      czegoś takiego jest rzeczywiście za trudne. Juz wolę jednowymiarowość.

      Co do ulubionego autora Borejki seniora, którego Hoffman przerobił na maszynkę
      do robienia pieniędzy (autora, nie Borejkę). Nie bedę oryginalna jeśli chodzi o
      Bohuna :) Natomiast Skrzetuski w wykonaniu Żebrowskiego podobał mi się, miał
      charakter, w przeciwieństwie do oryginału. Helena - wybaczcie mi wszyscy - nie
      zrobiła na mnie najmniejszego wrażenia ani w filmie, ani w książce. Trudno mi w
      ogóle wymienić jakąkolwiek jej cechę charakteru. Czytałam Ogniem i Mieczem trzy
      razy.
      O Potopie się nie wypowiadam, nie przepadam za nim. Wołodyjowskiego czytam w
      wolnych chwilach :) Uwielbiam. Basia to moja ulubiona postać, chyba jedna z
      moich ulubionych postaci literackich w ogóle, i bardzo mi się podoba czułość
      Michała w stosunku do niej. Choć zgadzam się, że tak jakoś "szybko" się w niej
      zakochał. Ale może to nie było tak szybko? Coś tam między nimi cały czas
      iskrzyło, podobała mu się, lubił z nia spędzać czas... Myslę, że on sobie
      wmówił (jak lubił sobie wmawiać i w poprzednich tomach) "kocham Krzysię, kocham
      Krzysię", tak skutecznie, ze zagłuszył rodzące się uczucie do Basi. Na
      szczęście zrozumiał swój błąd :)
      Poza Basią i Michałem moje ulubione postać w trylogii to Anusia (coś mam gust
      zbieżny z Michałowym ) i Rzędzian.
      • uccello podobieństwa Sienkiewiczowsko-Musierowiczowski e 22.05.07, 11:23
        Sienkiewicza lubię, już choćby za to ,że stworzył postać Onufrego Zagłoby.

        A co do podobieństw i analogii - nasza jeżycjadowa femme fatale -Stągiewkówna,
        miała usta jakby się wciaż szykowała do całowania. Całkiem jak Ewka Nowowiejska
        z Pana Wołodyjowskiego.
      • ssssen Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 22.05.07, 13:12
        Ja wiem, że to nie grupa o Sienkiwiczu, ale skoro już zeszło na Trylogię to ale
        mam mała zagadkę: w których częściach Trylogii pojawił się Michał Żebrowski? Jak
        widać z samego sformułowania zagadki jest ona jest BARDZO podchwytliwa :)
        • uccello Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 22.05.07, 13:20
          Michał Żebrowski był wymieniony wśród kwiatu rycerstwa w "Panu Wołodyjowskim".
          • ssssen Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 22.05.07, 13:23
            Zadziwiający przypadek, nieprawdaż? :)

            Gratuluję pamięci :)
            • uccello Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 22.05.07, 13:27
              Może nie przypadek? Może mamie aktora spodobało się po prostu to zestawienie
              imienia z nazwiskiem? Domniemywam tylko:)
              • ssssen Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 23.05.07, 08:42
                Wybrała imię postaci pierwszo-, jak i ostatnioplanowej ;)
    • ginestra Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 22.05.07, 11:21
      Mi też podoba się Bohun, a zwłaszcza jego filmowe wcielenie :) Zawsze mnie taki
      typ mężczyzny bardzo pociągał.
      I też filmowo i książkowo dla mnie Jurko wygrywa ze Skrzetuskim. ;)

      No i jestem trochę w rozterce, bo akurat życiowo jestem na etapie układania
      sobie w głowie różnych rzeczy i nie mogę odpowiedzieć sobie na zasadnicze
      pytanie: czy taki mężczyzna w typie Bohuna - przystojny, gorący, dynamiczny
      naprawdę __nie__ nadaje się na towarzysza życiowego?? Czy nie może być on
      równocześnie stabilny, __wierny__, szanujący swoją kobietę itp?
      Bo ostatnio przebija mi zewsząd taki obraz, że tacy mężczyźni to owszem,
      ucieleśnienie kobiecych marzeń i ideał kochanka, ale jako towarzysze życia to
      nie bardzo. Za to jako towarzysze życia sprawdzają się mężczyźni w typie
      Skrzetuskiego czy też Robrojka.
      No i jak sądzicie, czy to się da pogodzić??

      Co do książek, w których jest dwóch równie pociągających bohaterów, to myślę, że
      jest ich naprawdę mało. Zazwyczaj jeden jest bardziej wyróżniany przez autorkę
      (autora) lub przedstawiany jako bardziej pasujący do bohaterki, mimo że ten
      drugi też ma wiele zalet (na przykład w trójkącie Scarlett O'Hara, Rhett i
      Ashley). Zazwyczaj też kierujemy się swoim gustem jako czytelniczki.

      Emae, a powiedz co to za książka, w której występują Victor i Gianni?

      W Jeżycjadzie jest faktycznie ta stronniczość, polegająca na tym, że jeden z
      konkurentów jest atrakcyjniejszy "matrymonialnie" lub bardziej pasujący do
      bohaterki, a na dodatek ten drugi objawia jakieś nieciekawe cechy, żebyśmy nie
      miały wątpliwości co do słuszności wyboru bohaterki (nawet Krystian-dentysta z
      BB, mimo efektownego wejścia okazuje się "związkofobem"). Natomiast w Pulpecji
      jest pewne urozmaicenie, bo Baltona wygrywa z większą liczbą konkurentów ;)

      Zgadzam się jednak, że trudno by było tak pisać, żeby obaj konkurenci byli
      równie fajni. Jeśli chodzi o mnie to naprawdę czytanie tego byłoby prawdziwą
      torturą, bo ja się bardzo mocno angażuję emocjonalnie w fabułę. ;)
      Niemniej jeśli znacie jeszcze takie książki, to chętnie bym je poczytała :)

      Pozdrawiam serdecznie!
      • yowah76 Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 22.05.07, 14:47
        Podobno wg badan naukowych, kobiety w okresie owulacji maja wieksza sklonnosc
        do typow b. meskich, ktore to typy z kolei raczej niewielka sklonnosc posiadaja
        do wicia gniazdka itp - chodzi o osobnikow, u ktorych przejawia sie ta meskosc
        zewnetrznie, w rysach twarzy, zachowaniu itp. Przez reszte czasu preferowani sa
        mniej emanujacy meskoscia partnerzy, po ktorych mozna sie spodziewac, ze sie
        zajma, przytula, dzieci odchowaja (niekoniecznie swoje) itp. Rowniez jako
        partnerzy do krotkotrwalego zwiazku preferowani sa ci bardziej "macho",
        slusznie niby, bo i tak uciekna... a na dluzej ci mniej mescy.
        W gruncie rzeczy Natalia postapila dosc typowo...
        • ginestra Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 22.05.07, 16:52
          Bardzo to ciekawa teoria, taka psycho - biologiczna.
          Do mnie przemawia w każdym razie :)
          Rzeczywiście, jak ktoś myśli długofalowo, to warto szukać jak najbardziej
          stabilnego faceta, raczej nie Bohuna, wychodzi na to. ;)
          • yowah76 Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 22.05.07, 18:42
            Tu ponoc nawet myslec nie trzeba, samo sie dzieje. Mamy okres plodny, szukamy
            ciekawego ojca dla dzieci, nie mamy - opiekuna. Z drugiej strony, taki Bohun
            czy inny podobny, pewnie i tak wiecznie w pedzie, odwiedzil by zone raz do
            roku, splodzil kolejnego potomka i polecial dalej, palic, gwalcic i rabowac,
            czy co tam w wolnym czasie robil (przypominam, ze gwalci sie kobiety a podpala
            domy, a nie na odwrot...) i tak by sobie zyli ku obiopolnemu zadowoleniu...
        • sevilay Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 23.05.07, 10:50
          yowah76 napisała:

          >
          Przez reszte czasu preferowani są
          > mniej emanujacy meskoscia partnerzy, po ktorych mozna sie spodziewac, ze sie
          > zajma, przytula, dzieci odchowaja (niekoniecznie swoje) itp. Rowniez jako
          > partnerzy do krotkotrwalego zwiazku preferowani sa ci bardziej "macho",
          > slusznie niby, bo i tak uciekna... a na dluzej ci mniej mescy.
          > W gruncie rzeczy Natalia postapila dosc typowo...

          Zgadzam się ale bywa to złudne-moja kolezanka ze studiów miala taki właśnie
          problem z wyborem,już nie pamiętam ile godzin z nią przegadałam.Facetów było
          dwóch-obaj wydawałi się ok tylko,ze jeden to był włąsnie taki Robrojek a drugi
          typ Bohuna.Kolezanka była zakochana w "Bohunie" ale rozsądek jej nakazywał
          zostać przy "Robrojku" bo własnie taki bezpieczny,dobrze by przy nim miała itd.
          Ja oczywiscie decyzji jej nie narzucałam,sam musiala zdecydować ale byłam za
          "Bohunem" bo ona go kochała a on ją.Kolezanka jednak pokierowała się rozumem a
          nie sercem i wybrała "Robrojka".Niestety po dwóch latach się okazało,ze"Robrojek
          " to świnia i wije sobie drugie gniazdko gdzieś na boku. Na szczęscie "Bohun"
          dalej się pętał w okolicy i dalej chciał być z moją kolezanką.Sa razem do
          dzisiaj,szczęsliwi,pobrali się i dorobili córeczki.Nigdy nic nie
          wiadomo.Nauczylam się nie ulegać schematom.
      • nula8 Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 23.05.07, 00:48
        Moim zdaniem na dobrego Robrojka można się decydować tylko wtedy, kiedy żaden
        Bohun się nie napatoczy albo kiedy Bohun już rzuci. Kiedy kobietę serce ciągnie
        do Bohuna, cóż może jej dać Robrojek? To nie spokoju ona potrzebuje w takiej
        chwili i nie ojcowskiego uczucia :) Moim zdaniem - nie ma się nad czym
        zastanawiać. Po pierwsze, nie warto robić nic wbrew sercu, a po drugie - lepiej
        cierpieć z miłości niż z jej braku :).
        Świadomie nie używam Skrzetuskiego do porównań z Bohunem, bo chciałam
        powiedzieć, że przy wszystkich uproszczeniach Sienkiewiczowskich, akurat
        Skrzetuski ciepłą kluchą nie jest, ani żadnym Robrojkiem. Ma w nim Bohun moim
        zdaniem godnego przeciwnika. Ja bym jednak nie chciała, żeby mój miły ojczyznę
        przełożył nade mnie :)
        • sevilay Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 23.05.07, 10:33
          Owszem,Bohun miał w Skrzetuskim godnego przeciwnika ale w ksiązce,w filmie tego
          nie widać a ja pisałam jak było w filmie.W ogole jakos dziwnie to
          wygladało-przyjechał ten Skrzetuski nie wiadomo skąd a Helena zaraz się na niego
          rzuciła i za mąż się wybierała.A jakby się okazał niewiele lepszy?
          I koniec końcow jaki z niego pożytek był? Z tego co pamietam to też wiele w domu
          siedział,ciągle go gdzieś nosiło-dzieci naprodukował za cały oddział dragonów i
          co poza tym?
          Wołodyjowski też się coś szybko przerzucał z Anusi na Krzysię a z Krzysi na
          Basię-sztuka się liczyła czy co?
          A Bohuna zawsze mi było żal-jak pierwszy raz przeczytałam "Ogniem i mieczem" (a
          mialam wtedy 12 lat) to stwierdziłam "ale głupia ta Kurcewiczówna",potem jak
          rozmawialam z koleżankami i rodziną to się okazało,że niejedna go
          załuje-nieładnie go zrobili.
      • emae Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 23.05.07, 10:00
        To była książka pt. "Jesteś aniołem" :) Fajny tytuł :P A autorka chyba Barbara
        Taylor Bradford, albo ktoś w tym stylu. Chyba ona. W każdym razie to była
        autorka, którą lubiłam i byłam bardzo negatywnie zaskoczona.

        Przecież można było zakończyć to inaczej. Pojawiłaby się nowa kobieca postać,
        tajemnicza rudowłosa dwudziestka, i sprzątnęłaby Gianniego sprzed nosa tamtej
        sierocie :)

        Myślę, że takie Bohuny potrafią się ustatkować dla tej jedynej, przeznaczonej.
        Miłość zmienia wszystko. A mężczyzna, który potrafi przelać na wybraną kobietę
        100% swojej czułości, to prawdziwy skarb. Wiem coś o tym.
        • sevilay Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 23.05.07, 10:39
          emae napisała:

          >
          > Przecież można było zakończyć to inaczej. Pojawiłaby się nowa kobieca postać,
          > tajemnicza rudowłosa dwudziestka, i sprzątnęłaby Gianniego sprzed nosa tamtej
          > sierocie :)
          >
          > O,to,to coś w tym guście.Albo Gianni miałby dosyć niezdecydowania sieroty i
          sam by się postarał o rudowłosą piękność -ale nie,autorka wolała typowe
          rozwiązanie:mafia,trup itd.
        • onion68 Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 23.05.07, 10:47
          > Myślę, że takie Bohuny potrafią się ustatkować dla tej jedynej, przeznaczonej.
          > Miłość zmienia wszystko.

          Oj, oj. Wiele kobiet pijących i innych wybrakowanych w to wierzy, a potem gorzko
          żałuje.
          • onion68 Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 23.05.07, 10:48
            Mam na myśli pijących i innych wybrakowanych facetów.
            • emae Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 23.05.07, 10:56
              To dobrze, że wyjaśniłaś :))) I szkoda, ze ja za szybko odpowiedziałam :))) No
              to z tym się zgadzam.
              • onion68 Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 23.05.07, 11:49
                Czasami, jak temat mnie porwie, słowa nie nadążają za myślami :)Przepraszam, że
                mogłaś to tak odebrać :)
            • yowah76 Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 23.05.07, 12:18
              Tia, poziom hormonow z wiekiem spada, dziadzieja i szukaja lona, coby sterana
              uzyciem glowe zlozyc...
          • emae Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 23.05.07, 10:55
            Oj, oj. Pijąca jestem rzadko, na jakichś imprezach. Wybrakowana... no cóż,
            czegoś pewnie tam brakuje, nobody's perfect. Ale pochlebiam sobie, że ogólnie
            nieźle jest :) myślę, że człowiek naprawdę potrafi się zmienić dla kogoś, kogo
            kocha. Nie chodzi o to, by zmieniał charakter. Chodzi raczej o przyzwyczajenia.
            • laura-gomez off topic 23.05.07, 15:03
              Nie uważacie, że dziwne jest to, iż Helena i Skrzetuski nadali jednemu ze
              swoich synów imię Bohun?? właśnie czytam po raz trzeci "Potop" (jedna z moich
              ulubionych książek:)) i uderzyło mnie to. Sienkiewiczowi chyba zabrakło
              inwencji.
              a tak w ogóle jedyne co mnie zdrażni w twórczości pana Hennryka to to, że
              wszyscy bohaterowie mają synów, i to po kilku. córeczki niemile widziane??
              • 1802l Re: off topic 23.05.07, 17:59
                Jesteś pewna, że dali mu na imie Bohun? Bo mnie sie zdaje, że Jaremka.... A
                Bohuna udawał stary Zagłoba, który owego Jremkę/Helenę porywał i oberwał za to
                od jednego z basałyków po nogach....
                • laura-gomez Re: off topic 23.05.07, 18:45
                  a faktycznie, Bohuna udawał Zagłoba, a synowie Skrzetuskich nazywaja się Jarema
                  i Longin:) przepraszam za pomyłkę
              • sevilay Re: off topic 24.05.07, 14:04
                laura-gomez napisała:

                >
                > a tak w ogóle jedyne co mnie zdrażni w twórczości pana Hennryka to to, że
                > wszyscy bohaterowie mają synów, i to po kilku. córeczki niemile widziane??

                To dlatego,żeby Ojczyźnie obronców dostarczyć :) z samych Skrzetuskich juz
                mozna uformowac jeden oddział.A coreczki to jedynie jako późniejsze matki nowych
                żołnierzy sa potrzebne:)
                • 1802l Re: off topic 24.05.07, 14:23
                  Poza tym córkom trza posag zapewnic, a synowie - jak nie zgina - to sie na
                  wojnie dorobią (jak Kmicic w kamuszki z bojarskich kołpaków zerwane) albo
                  ozenia z bogata wdową (jak prawdziwy Wołodyjowski) ;-)
      • bunny.tsukino Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 23.05.07, 20:58
        Może. Do czasu. Ja poślubiłam takiego Bohuna. Powiem tyle, że od miłości do
        nienawiści jest bardzo malutko i nie chcę pisac czym to się skończyło. Ech..
        • ginestra Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 24.05.07, 14:24
          Bunny.tsukino, mam podobne refleksje do Twoich..
          Pozdrawiam!
      • ida198511 Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 18.06.07, 22:33
        No i jestem trochę w rozterce, bo akurat życiowo jestem na etapie układania
        > sobie w głowie różnych rzeczy i nie mogę odpowiedzieć sobie na zasadnicze
        > pytanie: czy taki mężczyzna w typie Bohuna - przystojny, gorący, dynamiczny
        > naprawdę __nie__ nadaje się na towarzysza życiowego?? Czy nie może być on
        > równocześnie stabilny, __wierny__, szanujący swoją kobietę itp?

        moim zdaniem mężczyna może być "stabilny, __wierny__, szanujący swoją kobietę",
        a przy tym "przystojny, gorący, dynamiczny".

        Bo ostatnio przebija mi zewsząd taki obraz, że tacy mężczyźni to owszem,
        > ucieleśnienie kobiecych marzeń i ideał kochanka, ale jako towarzysze życia to
        > nie bardzo. Za to jako towarzysze życia sprawdzają się mężczyźni w typie
        > Skrzetuskiego czy też Robrojka.

        moim zdaniem Skrzetuski i Robrojek to jednak inne typy. tego drugiego bardzo
        lubię, a ten pierwzy... cóż. pozostawię to bez komentarza.
        • sevilay Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 19.06.07, 10:47


          >
          >
          > moim zdaniem mężczyna może być "stabilny, __wierny__, szanujący swoją kobietę",
          >
          > a przy tym "przystojny, gorący, dynamiczny".
          >
          >
          >
          > oj, tak!:)

          Mam nadzieję,ze udało mi się takiego znaleźć :).

          Chociaż tak na marginesie to uwazam,ze akurat uroda to nie jest niezbędny
          warunek.A z tego co pamietam to i Skrzetuski był niczego sobie (jezeli chodzi o
          urodę).Tylko jaki był z niego właściwie pozytek jak cały czas gdzieś się włóczył.
          A nie wiem czy dobrze pamietam ale zdaje mi się,że Anusia czekała na
          Wołodyjowskiego 10 lat bo "Ojczyzna wzywała" i jeszcze się biedaczka nie doczekała.
          Poza tym nie rozumiem zbytno róznicy pomiędzy Bohunem a Kmicicem( no
          wiem,wiem,Kmicic się nawrócił ale kto wie czy jakby go tak zrobili jak Bohuna
          czy by tak samo nie skończył).W koncu Kmicic nawet już "nawrócony" dalej
          mordował i to bez litości. To wrogow mozna zarzynać bezkarnie? Tak, to inne
          czasy były,zdaje sobie z tego sprawę ale jednak.
          • ginestra Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 19.06.07, 13:31
            Dziękuję Przedpiśczyniom za słowa otuchy - poparte własnymi doświadczeniami, jak
            miło! :)))

            A zatem będę miała oczy szeroko otwarte na tych fajnych mężczyzn :)

            Jak to dobrze, że teraz czasy są inne niż u Sienkiewicza. Faktycznie ciągłe
            oddawanie się przez mężczyznę zabijaniu ludzi jako głównemu zajęciu, czy to w
            słusznej czy niesłusznej sprawie, i jeszcze robienie z tego rodzaju "sportu"
            (wyjazdowego) to ciężki orzech do zgryzienia dla partnerki.. :(((

            Pozdrawiam!
    • hobiala Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 22.05.07, 18:10
      Przez chwile mialam wrazenie ze MM bedzie probowala przeciwstawic Fryderykowi
      Adriana Lelujke-nawet Pyza dostrzega ze stal sie taki pociagajacy...no ale chyba
      zrezygnowala z tego watku calkowicie.Tygrys bylby chyba niezlym materialem zeby
      popasc w rozterki Wolfgang czy moze ktos inny...
      • meduza7 Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 24.05.07, 01:11
        Swego czasu pisałam magisterkę, proszę się nie śmiać, o harlequinach. Czytalam
        wtedy rożne mądre artykuły, między innymi taki tekst Leszka K. Talki "Moje
        życie z Evelyn", gdzie opisuje swoje doświadczenia jako początkującego autora
        harlequina. I co się okazuje: jednym z zaleceń dla autorów jest, aby nie
        tworzyć dwóch równie atrakcyjnych postaci męskich, aby bohaterka, a przede
        wszystkim czytelniczka, nie miała problemów z wyborem. A jeśli już taki błąd
        się popełni, jednego z panów trzeba szybko i ostatecznie sprzątnąć. Sympatia
        czytelniczek musi być wyraźnie i bez żadnych wahań ukierunkowana na jednego
        bohatera.
        • ginestra Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 24.05.07, 14:22
          Ciekawe to bardzo o tych Harlequinach :)
          Jeśli możesz, Meduzo, napisz o tym coś jeszcze tak od kuchni.. Może jakieś
          ciekawe wnioski z Twojej pracy magisterskiej i przeprowadzonych w związku z nią
          badań i lektur? :)

          Swoją drogą (offtopikowo) to ciekawi mnie czy podobny mechanizm też się pojawia
          w książkach, w których głównym bohaterem jest mężczyzna i jest "zaplątany"
          uczuciowo pomiędzy dwie kobiety (tzn., że jedna wyraźnie "przewyższa" drugą).
          (Hemingway powiedział podobno, że absolutnie najgorszą rzeczą, jaka może się
          przytrafić mężczyźnie jest kochać dwie kobiety jednocześnie.) Mam wrażenie, że w
          literaturze, kiedy jest taki konflikt, to zazwyczaj one są przedstawione właśnie
          "na równi", i że ten mężczyzna naprawdę ma problem, a czytelnicy wraz z nim.
          Dziwne, powinnam sypać jak z rękawa przykładami takich książek, a tymczasem nic
          mi się chwilowo nie przypomina poza księciem Myszkinem z Idioty (Agłają i
          Nastasją Filipowną), ale Myszkin był ___bardzo___ specyficzny i to chyba się nie
          liczy za bardzo jako przykład, a one rzeczywiście były przedstawione "na równi",
          choć każda inna.
          Może macie jakieś przykłady i refleksje na ten temat (też socjologiczne?).

          Pozdrawiam!
        • sevilay Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 24.05.07, 15:11
          To jednak smutne.Czy ja nie mogę jako czytelniczka sama zdecydować o tym po
          czyjej stronie jestem? Czy autor uważa,mnie za tak glupią jednostkę,ze musi mi z
          wyborem pomóc? Ja tem mogę miec sympatię ukirunkowana na kilku bohaterów i mogę
          się nie zgadzać z wyborem bohaterki ale to moja sprawa.
          A mozesz napisać coś jeszcze o swojej pracy? Bo bardzo mnie to zaciekawilo?
          Jakie jeszcze są zalecenia dla autorów?
          • meduza7 Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 24.05.07, 18:49
            Dla początkująych autorek - 10 przykazań z poradnika Marylin Lowery "Jak
            napisać i sprzedać romans":
            1. Bohater jest światowy, bogaty albo góruje zawodowo nad bohaterką.
            2. Bohaterka jest samotna na świecie.
            3. Mężczyzna ją intryguje i fascynuje, ale ona boi się kontaktu
            seksualnego (często jest dziewicą).
            4. Daje mu do zrozumienia, że chce miłości – nie tylko seksu.
            5. Następują potyczki słowne między bohaterami.
            6. Wydaje się jej, że go straciła, nie wie, że on ją kocha i szanuje.
            7. Zdają sobie sprawę, że są sobie przeznaczeni. Scena miłosna.
            8. Spisek (np. zazdrosnej byłej kochanki) usiłuje pokrzyżować ich miłość.
            9. Rozdzielenie bohaterów.
            10. Ponownie się spotykają i wyznają sobie miłość, która będzie trwać
            wiecznie .

            Pisałam głównie o konstrukcji romansuu i schematach fabularnych. Jakie to było
            miłe uczucie - czytać harlequiny w ściśle naukowych celach!
            • ginestra Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 24.05.07, 22:18
              Masz rację Meduzo, bardzo klarowne te przykazania i rzeczywiście autorzy
              harlequinów zdają się ich niemal stuprocentowo trzymać. :)

              A czy czasem zdarza się, że fabuła rozwija się podobnie tak jak w Titanicu - że
              bohaterka ma narzeczonego (lub adoratora), ale jest on nieciekawym i zimnym
              typem, a potem pojawia się Ten Jedyny i ona traci dla niego głowę, z tym że
              potem żyją długo i szczęśliwie? Myślę, że tak też bywa, ale nie jestem tego pewna.

              Czytanie harlequinów z pełnym rozgrzeszeniem, że to nie strata cennego czasu, to
              naprawdę musi być miłe uczucie. :)
              A jak fajnie musi się czytać Twoją pracę magisterską :) Ile pięknych cytatów :))

              Pozdrawiam!
              • gaudia Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 25.05.07, 17:27
                ginestra napisała:

                > A czy czasem zdarza się, że fabuła rozwija się podobnie tak jak w Titanicu - że
                > bohaterka ma narzeczonego (lub adoratora), ale jest on nieciekawym i zimnym
                > typem, a potem pojawia się Ten Jedyny i ona traci dla niego głowę, z tym że
                > potem żyją długo i szczęśliwie? Myślę, że tak też bywa, ale nie jestem tego pew
                > na.

                ten schemat upodobał sobie film, tzn. komedie romantyczne:)
                sprawa rozstrzyga się często przy ołtarzu, gdy okazuje sie, że to nie ten i
                trzeba wiać, wpaść od razu w ramiona temu właściwemu, względnie uciec i
                rozpaczać, aż on na białym koniu "niespodziewanie" nadciągnie i rozpacz
                rozwieje, czuły pocałunek, cięcie, the end:)

                a Talko pisze te harlekiny? :)
            • sevilay Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 25.05.07, 13:47
              Fajny ten "przepis" na romansidło i moze jak będziemy mieli tyły finansowe to z
              niego skorzystam i wytworzę jaką powieść:)
              Miałaś bardzo fajny temat pracy magisterskiej,nie to co ja-musiałam się użerać
              jakimś starym dokumentem i to co gorsza po łacinie,na samo wspomnienie czuję
              nerwowe skórcze żołądka.
              Sądzę,ze jak przeczytałaś kilka harlequinów to doszłaś do tych samych wnioskow
              co Marylin Lowery?:)


              Tylko,ze Jeżycjada harlequinem nie jest i chyba mogły by ją obowiazywać inne
              zasady? To znaczy chodzi mi o to,że bohaterka mogłaby przeżywać rozterki aż do
              przedostatniej strony? I czytelnik razem z nią-fajne by to było-kogo wybierze
              Iksa czy Igreka?
              • meduza7 Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 25.05.07, 20:31
                No właśnie, Jeżycjada harlequinem nie jest i dlatego tym bardziej irytują w
                niej chwyty zaczerpnięte z tychże, albo z komedii romantycznych (Natalia i jej
                nieszczęsna furgonetka - no po prostu szczękościsk...).
                Co do fabuły Titanikowej: jak najbardziej, dopuszczalne jest, aby bohaterka
                była związana z jakimś mało przyjemnym typem (bo nie wierzy w siebie, bo jakieś
                rodzinne powiązania lub finansowa zależność, bo mroczne tajemnice z
                przeszłości) i dopiero spotkanie Tego Właściwego uświadamia jej, że "do tej
                pory nie wiedziała, czym jest miłość". Po różnych perypetiach zatem odchodzi od
                typa i oczywiście żyje długo i szczęśliwie ze swym wybranym, bo happy end jest
                obowiązkowy.
                • ginestra Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 01.06.07, 11:52
                  A powiedz jeszcze Meduzo, czy lektura i analizy harlequinów przydały Ci się
                  także jakoś w "prawdziwym życiu" - chodzi mi o to, czy oprócz rozrywki i
                  materiału do pracy dostarczyły Ci także jakichś prawdziwych wniosków,
                  inspiracji, na temat kobiecości/ męskości, związków itp. ? [To jest też pytanie
                  do wszystkich :)]

                  Mnie na przykład bardzo ciekawi (i ostatnio o tym sporo myślę) aspekt "chemii"
                  między kobietą i mężczyzną. Co to jest i jak to się ma do nieświadomego
                  "psychologicznego" wybierania partnera, w którym się zakochujemy - bo przecież
                  zakochując się trochę kierujemy się swoimi głębokimi potrzebami, jakimiś
                  nieświadomymi wpływami wzorców z naszych rodzin pierwotnych itp. (np. jeśli
                  ojciec był postacią odległą lub nieobecną, to szukamy mężczyzny, który także
                  jest jakoś odległy i taki właśnie nas pociąga itp.)

                  A gdzie tu jest ta chemia i co to właściwie jest?
                  Pozdrawiam! :)
                  • meduza7 Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 07.06.07, 00:30
                    Tia. Przydały się. Że ho ho.
                    Przydały się po pierwsze do tego, żeby się rozczarować mężczyznami, bo niestety
                    żaden z osobiście mi znanych nie był taki piękny i namiętny jak ci powieściowi.
                    Po drugie natomiast do tego, że zaczęłam w najbardziej niewinnych sytuacjach
                    dopatrywać się Bóg wie jakich podtekstów i budować wielopiętrowe interpretacje
                    na bazie słów i zachowań różnych moich kolegów. Na szczęście obydwa skutki
                    długo nie trwały.
                    A tak serio, to niestety, żadnej prawdy nt. stosunków damsko-męskich nie należy
                    tam szukać. Ani psychologicznej, ani żadnej innej. Cały świat harlequinów jest
                    bardzo sztuczny i maksymalnie uproszczony, a schemat historii wiecznie taki
                    sam, zmienia się jedynie sceneria.
                    Jeśli interesują cię moje rozważania, to mogę podesłać na privka.
                    • ginestra Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 07.06.07, 15:33
                      O tak, bardzo chętnie, dziękuję, napisz jeśli możesz :)

                      Czyli wychodzi na to, że jednak niewiele pożytku poznawczego z harlequinów :(

                      Ja trochę myślałam dla siebie o "nauczeniu" się jak być taką kobietą, która umie
                      flirtować, uwodzić, wykorzystywać tę swoją kobiecą stronę w interakcji z
                      mężczyznami itp., że niby tymi harlequinami można się zainspirować. Zapominałam
                      jednak, że faceci z tych książek też są specyficzni i inni niż ci z realu. No
                      tak, czas wrócić na ziemię ;)
                      Pozdrawiam serdecznie!
    • yoa-ko Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 18.06.07, 20:30
      witam po raz wtóry :-))
      po raz pierwszy się witałam, dopisując się do wątku 'co śmieszniejsze teksty",
      ale chyba mało kto to moje powitanie zauważył ;-)) (ginestra - miło mi było
      odzew od Ciebie przeczytać, dzięki :-))

      kobieta - i dwóch facetów, z których ona ma wybierać, i obaj sensowni?
      po pierwsze - Krzywicka mi do głowy przyszła, w "Wyznaniach gorszycielki"
      opisując swe dylematy dotyczące swego męża i Boza...
      po drugie - Okruch lodu, opowiadanie Sapkowskiego, w kt-m Yennefer ma do wyboru
      Geralta i ...jak mu tam bylo...? no, jednego czarodzieja...

      pozdrawiam... :-))
      • yoa-ko Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 18.06.07, 20:33
        ...swego meya i BoYa, oczywiscie... eh, zbiesila mi sie klawiatura, gdym pisala
        ten post, y i z zamienia, znaki interpunkcyjne porozrzucalo w sposob niepojety...
        • yoa-ko Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 18.06.07, 20:35
          ...swego meza i Boya...
          no, chyba wreszcie dobrze...
      • onion68 Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 18.06.07, 20:36
        Witaj :)
        To był Istredd. I chociaż obaj byli sensowni, to reprezentowali sobą inną jakość
        - Istredd intelekt, Geralt... hmm, koncentrację testosteronu. Nie jestem pewna,
        czy dobrze pamiętam, ale to chyba oni chcieli, aby Yennefer wybrała - jej
        odpowiadało posiadanie wszystkiego, co można było mieć.
        • ginestra Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 19.06.07, 13:40
          Yoa-ko, mi też miło :)
          Pisz śmiało, w różnych wątkach, zobaczysz, że wsiąkniesz w wiele dyskusji i
          rozgościsz się na forum :)

          Tych książek, o których wspominasz, ja nie czytałam, ale mam je na uwadze przy
          następnej wizycie w bibliotece :)
          Myślę, że to rozwijające przeżycie czytać o tych dwóch "równorzędnych"
          bohaterach, - to na pewno pomaga doprecyzować sobie samej "czym ja bym się
          kierowała, co jest dla mnie ważne". Niewykluczone, że to się może przydać potem
          w życiu - te kryteria, znajomość siebie.

          Pamiętam, że moja koleżanka kiedyś miała taką sytuację w realu, że pociągało ją
          dwóch mężczyzn starających się o nią o wyrównanych walorach i wręcz usiadła nad
          kartką papieru i spisała cechy jednego i drugiego i w ten sposób wybrała tego
          jednego, za którego zresztą wyszła.
          Czyli nie zawsze łatwo "z głębi serca" rozstrzygnąć do którego bardziej
          człowieka ciągnie..
          Pozdrawiam!
          • yoa-ko Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 19.06.07, 21:02
            :-))

            "Okruch lodu" jest w zbiorku "Miecz przeznaczenia", kt-y jest drugą częścią
            opowiadań o wiedźminie... ale - myślę, że i od niego można zacząć... Sapkowski
            czasemcrazi mnie jakimś takim, hmmm... cynizmem? co nie zmienia faktu, ze oba
            zbiory opowiadań mam nieźle zczytane (sczytane?) ;-))

            A Krzywicka świetnie sprawdziła mi się jako lektura nadmorska (tj - na wyjazd z
            Dużą Ilością Czasu Na Czytanie :-)) ... przy czym - ja w ogóle lubię klimaty
            typu przełom wieku XIX i XX i dwudziestolecie, a trochę tego tam jest... :-)) (a
            od "Marii i Magdaleny" mi się zaczęło :-))
        • yoa-ko Re: "syndrom Bohuna" w Jezycjadzie 19.06.07, 20:38
          ha, wygląda na to, że czas, bym sobie odświeżyła ową opowieść... bo zostałam z
          wrażeniem, że i Yennefer przewidywała dokonanie w którymś (bliżej nieokreślonym)
          momencie wyboru między intelektem a testosteronem ;-)), ale - zupełnie nie
          potrafię określić, na jakiej podstawie owo wrażenie we mnie powstało...;-))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka