soova
20.02.09, 12:58
Oglądałam sobie wczoraj odcinek o procesie o lalkę i nasunęły mi się takie pytania:
1) Wokulski dwukrotnie podkreśla, że lalka sprzedana pani Stawskiej to towar wybrakowany: raz w sklepie, żeby uzasadnić istotnie niską cenę (fakt, że w filmie robi to sam Wokulski, bo w powieści wg relacji pana Rzeckiego obaj wytłumaczyli to p. Helenie wspólnie, ukrywając przed nią, że była to zapewne tylko dla niej promocja ;)), drugi raz przed sądem. Tymczasem w dalszej części powieści nie ma mowy, jakoby lalka Mimi miała jakikolwiek defekt. Zatem z jednej strony: czy to ładnie ze strony Wokulskiego sprzedawać pani Stawskiej wybrakowaną lalkę, skoro właściwie można było podarować dziecku nową, np. pod pretekstem, że jest to ostatni egzemplarz w sklepie? Z drugiej strony: co to znaczy, że jest to towar "wybrakowany", skoro dalej nie ma ani słowa o tym, na czym te braki polegają? Czy może w tamtych czasach "brakiem" był sam fakt, że nie było zainteresowania danym towarem czy ze "schodził z półki"? Gdy mowa o lalce w sklepie, Rzecki właśnie taki argument podnosi.
2) W sądzie mowa o tym, że firma Wokulskiego sprowadza lalki tego typu w częściach, oddzielnie głowy, oddzielnie korpusy. Żeby znaleźć wewnątrz bilecik z firmą "Jan Mincel & Stanisław Wokulski", sędzia odpruwa lalce Mimi głowę scyzorykiem. Czy była to operacja nieodwracalna? :) A jeżeli tak, to ciekawe, czy Helunia dostała nową lalkę?...