Dodaj do ulubionych

Pyziak i jego wolta

18.04.08, 01:13
cytuję swój post z innego wątku.

"zawsze uważałam, że to wieczne uciekalstwo Pyziaka jest mocno naciągane. serio. był bardzo w porządku w "Kwiecie kalafiora", trochę cyniczny - ale co z tego? w "Idzie" "przyjechał za Gabunią jak ostatni pantoflarz" - mam wrażenie, że MM chciała przestrzec dziewczyny przed "donżuanami" i zaprezentowała jego późniejsze zachowanie tak, jak zaprezentowała.... Pyziak oprócz kręcenia panienek nie przejawiał złych skłonności i był zakochany w Gabie - nie rozumiem tej wolty z nim do dziś.
[przypomnę przy tym, że taki Baltona też "do każdej dziewczyny pchał się co chwilę z dziobem" a okazał się być ok, zakochany w Pulpie, nie przejawiał złych skłonności - jak Pyziak, tyle że najwyraźniej autorka darzyła Baltonę większą sympatią :P w końcu to nasz swojski Bobcio, a nie jakiś tam obcy koszykarz spoza Borejkręgu.]"

być może temat gdzieś już był, ale tematy poruszane często nijak się mają do tematu i tytułu pierwotnego, a całego forum nie zgłębiłam - dużo tego i wolno się ładuje :D
ale taki problem pod rozwagę chciałam poddać.

jak odbieracie woltę Pyziaka?

czy osoba, która była tak zakochana w Gabie, tak po normalnemu - mogła zwiać po dolary? załóżmy, że Pyziak mógł.
ale w "Opium" mamy jego skruchę, jego słynny telegram o pierogach, że kocha jak wariat, że wraca.... czy mógł nawiać po raz drugi przed urodzeniem Laury, czyli właściwie kilka miesięcy [!] po powrocie? kochający jak wariat? wiadomo, że Gaba nie zrobiła mu powitalnego piekła, bo wybaczyła całym sercem. jak to Gaba. no to jakim cudem?

czy Pyziak był opętany?.... :) bo ja mam wrażenie, że ten wątek autorka dodała na siłę. żeby Gaba nadal była bohaterką, która pomału staje na nogi, pokonuje przeciwności i pozostaje w domu Borejków. ale to mocno skrzywdziło Pyziaka jako postać. to niesprawiedliwe :)
Obserwuj wątek
    • meduza7 Re: Pyziak i jego wolta 18.04.08, 10:20
      Zwiewanie po dolary było bardzo popularne, tak wtedy, jak i teraz (no, po euro).
      Sama zobacz ile podobnych historii mamy obecnie: kochające się małżeństwa
      rozpadają się przez emigrację zarobkową. Myślę, że byli wtedy bardzo młodzi i
      bardzo ufni w to, że ich miłość przetrwa wszystko, a że potem okazało się
      inaczej... Drugi wyjazd Pyziaka miał zapewne tę samą motywację: w Polsce nadal
      bida z nędzą i brak perspektyw, a tu żona z dzieckiem i chęć zarobienia zapewne
      na własne mieszkanie. Tymczasem więzi, nadwątlone tym pierwszym wyjazdem, za
      drugim pękły na dobre. Bardzo, w sumie życiowa historia.
      • nioszka Re: Pyziak i jego wolta 18.04.08, 10:51
        patrząc tak bardzo praktycznie, to myślę, że MM przez jedno wtrącone
        mimochodem zdanie w BBB, przekreśliła to wszystko dobre w Pyziaku.
        Znaczy chodzi mi o to, że zakończenie OwR było takie optymistyczne,
        że wydawałoby się, że u Gaby będzie wszystko ok, a tu zonk-Gabrysi
        powiodło się gorzej, została sama z dwójką dzieci, mąż wyjechał na
        winobranie i ślad po nim zaginął. Potem już ten wątek szło
        poprowadzić tylko ku tragicznemu końcowi, Pyziak kryminalista,
        alkoholik, nieodpowiedzialny, burak i cham itd.
        Ja zawsze byłam fanką Janusza i nie chce mi się naprawdę wierzyć w
        tą jego zmianę na złe. Bo to, co zrobił później oznacza, że
        oszukiwał wszystkich-i Gabę i jej rodziców (zamiłowanie do antyku,
        inteligencja, humor-czy to wszystko rzeczywiście było na pokaz?)
        Można się uczyć na siłę łaciny i czytać te utwory tylko po to, by
        zaimponować ojcu ukochanej? Mógł to przecież od razu rzucić w
        diabły, zająć się mniej problemową panienką, która takich wymagań
        nie stawia...
        • the_dzidka Re: Pyziak i jego wolta 18.04.08, 11:02
          > oszukiwał wszystkich-i Gabę i jej rodziców (zamiłowanie do antyku,
          > inteligencja, humor-czy to wszystko rzeczywiście było na pokaz?)

          Ojtam zaraz na pokaz. Ludzie tacy są.
          Sama na swojej drodze życiowej zaliczyłam kulturalnego,
          inteligentnego i uroczego drania.
          • kaliope3 Re: Pyziak i jego wolta 19.04.08, 17:38
            A mnie się jednak wydaje że MM poświęciła Pyziaka na ołtarzu cierpiętnictwa swej
            niewątpliwej ulubienicy. W KK i IS Pyziak był
            idealnie wpisany w ten optymizm emanujący wówczas z MM. Taki jak inni
            bohaterowie.Dlaczego akurat on,z wszystkich pozostałych musiał przejść na ciemna
            stronę?I zamienić się w takie dziwaczne monstrum?Rozwój akcji wymagał jakiejś
            ofiary i tak chyba padło na biedaka.Ja go zawsze lubiłam i żałuję że chociaż nie
            wrócił w innej formie.
            • uccello Re: Pyziak i jego wolta 20.04.08, 00:09
              >Dlaczego akurat on,z wszystkich pozostałych musiał przejść na ciemna
              >stronę?I zamienić się w takie dziwaczne monstrum?

              No ale facet , który ma kłopoty z odpowiedzialnością i alkoholem nie
              jest zjawiskiem egzotycznym, prawda?

              Takich "dziwacznych monstrów" po czterdziestce, nie trudno spotkać w
              naszej pięknej Ojczyźnie.
              • kaliope3 Re: Pyziak i jego wolta 20.04.08, 01:03
                Ależ zgadzam się,nie ulega to,niestety,wątpliwości.Chodziło mi o to, dlaczego
                to on właśnie stał się osobą mającą problemy z odpowiedzialnością i
                alkoholem(tego akurat nie pamiętam ale wierzę na słowo).Różne rzeczy mogły się
                różnym bohaterom przydarzyć,jednak krótkie wtrącenia to w tym,to w innym
                tomie,wskazują na to, że wszyscy oni wyszli na tzw "ludzi". Pyziak,tak jak go
                zapamiętałam,nie odstawał niczym od innych,a jednak to jemu przypadła rola
                wykolejeńca i czarnej owcy.Po prostu szkoda mi że tak w sumie banalnie musiał
                skończyć(póki co,bo kto wie co tam się jeszcze wydarzy)
              • metwoh Re: Pyziak i jego wolta 20.04.08, 10:52
                Jaaasne. Kobiety po 40tce jako monstra w przyrodzie nie występują. A
                Pyziak zbiesił się już przed 30tką
              • ananke666 Re: Pyziak i jego wolta 20.04.08, 14:57
                Mnie też się wydaje, że na Pyziaka po prostu padło i musiał polec, a nie dlatego, że miał jakieś wady jako postać.
                Padlinę moralną zaliczył w Opium, a w tej książce skoro działo się bardzo źle, to piorun musiał trafić też Borejków. Bo jak to, stan wojenny, a u nich sielanka? Łatwo być radosnym i optymistycznym, kiedy w domu się dobrze dzieje i jest oparcie w najbliższych. I dlatego nie mogło się dziać tak dobrze. Zaangażowanie polityczne i internowanie ojca to za mało. Gaba musiała na dowód swojej odwagi życiowej i optymizmu przejść znacznie cięższą próbę, o tyle cięższą, że uderzającą nie tylko w nią, ale i jej dziecko. I wybór padł na Pyziaka. Pyziak z KK i IS to kompletnie nie jest ta postać, o której mowa w dalszych tomach. Najlepszy dowód - zdjęcie ślubne, które ogląda Laura. We wcześniejszych tomach Pyziak nie był ani ironiczny, ani dystansujący się, czy jak tam go określono i jeśli wyciąć tomy środkowe, to zdjęcie i komentarz do niego bardzo zgrzytają (wyciąć, bo zdjęcie i tomy wcześniejsze są ze zbliżonego czasu, paskudna przemiana jeszcze nie powinna zajść).
                Wniosek - Pyziak padł ofiarą procesu kanonizacji Gabrieli. Robienie z niego monstrum w późniejszych tomach jak dla mnie jest nieudanym zabiegiem, za dużo mu na głowę zrzucono.
                --
                Tupecik
                • bupu Re: Pyziak i jego wolta 20.04.08, 16:32
                  O to to właśnie. Jakby nie wystarczyło że rodzinę porzucił musialła mu Autorka
                  dowalić jeszcze i alkoholizm, i pobicie kogoś tam, i przemyt samochodów, i wyrok
                  za rzeczony przemyt... Oraz odmalować w nowych tomach charakter nieszczęsnego
                  Pyziaczka takimi ilościami czarnej farby że na renowację piekieł by jej
                  starczyło. Aż dziwne że pojawiwszy się po latach Janusz nie miał kłów, pazurów i
                  błoniastych skrzydeł i nie zionął ogniem z pyska.
                  • idomeneo Re: Pyziak i jego wolta 20.04.08, 18:03
                    a nie macie wrażenia, że z kolei wolta Fryderyka (egoista, który przez prawie
                    rok nie ma czasu napisać emaila/zadzwonić do swoich bliskich, nagle w
                    ekspresowym tempie dojrzewa do ojcostwa) jest też taka dziwna, bo nie wypływa z
                    logiki postaci, tylko Fryderykowi przypadła rola anty-Pyziaka - tego, który
                    wróci i podejmie odpowiedzialność?
                    • nikadaw1 Re: Pyziak i jego wolta 20.04.08, 18:36
                      bez przesady, wyjechał w końcówce stycznia, wrócił 1 czerwca, raptem 4 miesiące
                      z okładem go nie było. :)) a z tym brakiem czasu, jak i pracą na stacji
                      benzynowej, ustaliliśmy , to wyjątkowa wpadka autorki, brak przemyślenia i
                      nieznajomość realiów internetowych.
                      • idomeneo Re: Pyziak i jego wolta 20.04.08, 18:58
                        no, sama zwróciłam uwagę we "wpadkach", ze Fryderyk nie mógł z wizą J-1 pracować
                        legalnie na stacji benzynowej. Jego tłumaczenia braku komunikacji też brzmią
                        koślawo, ale postępy akcji są takie: Fryderyk na wieść o ciąży Róży się buntuje,
                        potem znika na stypendium i nikt nie wie, co się z nim dzieje, a potem następuje
                        jego wielki comeback, przyjęty (ku memu zdziwieniu) entuzjastycznie i bez
                        zastrzeżeń. A potem Fryderyka widzimy bezgranicznie zakochanego w swoim dziecku
                        i z oddaniem walczącego o zorganizowanie życia swojej nowej rodzinie. I ta
                        ostatnia część wydaje mi się właśnie trochę naciągana, pokazana tak bez półcieni.

                        Rozumiem, że miłość czy poczucie odpowiedzialności mogły zwyciężyć - ale że
                        zwyciężyły od razu tak totalnie? Jakoś tak mi się wydawało, że po niepięknej
                        ucieczce od ojcostwa on mógłby być niezłą postacią do pokazania, że można się z
                        pojawienia się dziecka cieszyć i je kochać, ale jednocześnie bać tej
                        odpowiedzialności, martwić, że to za wcześnie, nie być pewnym, czy się sobie
                        dobrze poradzi itd. To, co mi się wydaje sztuczne, to że Fryderyk przeszedł na
                        jasną stronę Mocy i od razu wyrosła mu aureola - tak jak Pyziakowi ni stąd ni
                        zowąd przybyły rogi i kopyta.
                        • kaliope3 Re: Pyziak i jego wolta 20.04.08, 20:52
                          Ja już kiedyś o tym(mniej więcej)pisałam,chyba w wątku "irytacje",gdzie
                          roztrząsano dlaczego to Róży nie był w końcu przeznaczony żaden z braci
                          Lelujków.Wiktor zapowiadał się świetnie,ale MM chciała za pomocą Fryderyka(który
                          zupełnie nagle stał sie człowiekiem o słabym charakterze)cofnąć
                          jakby,"odczarować"ten zły los który męczył Gabrielę.Wiadomo był że Wiktor-prawy
                          i męski-nie postąpiłby tak jak marnotrawny Frycek,więc został wyeliminowany.Cały
                          zabieg-moim zdaniem był trochę karkołomny,bo mało prawdopodobny
                          psychologicznie,że tak powiem.Zupełnie jak utopienie Pyziaka w odmętach jego
                          nagle objawionej nikczemności,niedojrzałości i egoizmu.
                          I tak Oto powraca święty Fryderyk,zapracowany i oddany ojciec rodziny, kochający
                          i odpowiedzialny mąż,zły czar pryska.
                          • bupu Re: Pyziak i jego wolta 20.04.08, 20:58
                            Zły czar pryska, znaczy Gaba po dwudziestu iluś tam latach przestanie wreszcie
                            robić za cierpiętnice, wzdrygającą się na dźwięk słowa "Pyziak"? Yooo, lecę
                            otworzyć szampana ;>
                            • kaliope3 Re: Pyziak i jego wolta 20.04.08, 22:58
                              bupu napisała:

                              > Zły czar pryska, znaczy Gaba po dwudziestu iluś tam latach przestanie wreszcie
                              > robić za cierpiętnice, wzdrygającą się na dźwięk słowa "Pyziak"? Yooo, lecę
                              > otworzyć szampana ;>
                              :)tak cudownie chyba nie będzie...Cierpiętnictwo trochę uzależnia.No chyba że
                              Pyziak zrobi nowe wejście w worku pokutnym i siejąc wszędzie popiołem będzie
                              błagał całą familię o wybaczenie
                              • bupu Re: Pyziak i jego wolta 21.04.08, 10:55
                                kaliope3 napisała:

                                > bupu napisała:
                                >
                                >> Zły czar pryska, znaczy Gaba po dwudziestu iluś tam latach
                                >> przestanie wreszcie robić za cierpiętnice, wzdrygającą się
                                >> na dźwięk słowa "Pyziak"? Yooo, lecę otworzyć szampana ;>
                                >
                                > :)tak cudownie chyba nie będzie...Cierpiętnictwo trochę
                                > uzależnia.No chyba że Pyziak zrobi nowe wejście
                                > w worku pokutnym i siejąc wszędzie popiołem będzie
                                > błagał całą familię o wybaczenie

                                ...najlepiej leżąc krzyżem u stóp Świętej Gabrieli ;D
                                • kaliope3 Re: Pyziak i jego wolta 21.04.08, 15:24
                                  bupu napisała:

                                  > ...najlepiej leżąc krzyżem u stóp Świętej Gabrieli ;D
                                  O tak! święta Gabriela Poznańska od Borejków!To ReadyForFreddy napisał chyba kiedyś
                      • croyance Re: Pyziak i jego wolta 23.04.08, 16:30
                        COOOOO? COOOOO? Tyle gadania, dyskusji, moralno-filozoficznych debat
                        i rozwazan o wyborach zyciowych, a to mialy byc tylko 4 miesiace, to
                        cale stupendium????

                        Oczy mi na wierzch wyszly.
                        • croyance Re: Pyziak i jego wolta 23.04.08, 16:32
                          Stypendium, oczywiscie. 'Stu' to chyba od stuporu, w ktory wpadlam
                          na te wiesc.
                          • verdana Re: Pyziak i jego wolta 23.04.08, 16:43
                            Długie nie mogło być- bo od stwierdzenia ciąży, dyskusji o ciąży do
                            porodu moglo uplynąc maksimum 7 miesiecy, a najprawdopodobniej sporo
                            mniej.
                            Ciąża jest z natury rzeczy ograniczona czasowo.
                            • croyance Re: Pyziak i jego wolta 23.04.08, 16:59
                              Masz oczywiscie racje, verdano. I jak teraz o tym mysle, to wydaje
                              mi sie to logiczne. Jednak tyle bylo bicia piany, ze mi sie zaczelo
                              wydawac, ze Fryderyk stoi przed jakims dramatycznym wyborem, na
                              zasadzie rzucenia ojczystej ziemi i juz nigdy jej nie zobaczenia.
                              Albo - zostania, i poniechania jakiejkolwiek kariery na wieki.
                            • nikadaw1 Re: Pyziak i jego wolta 23.04.08, 17:11
                              ja to raczej zachodzę w głowę, dlaczego ta ciąża Róży tak późno wyszła na jaw.
                              Róża jak to oznajmiła całej rodzinie, była już w czwartym miesiącu.
                              • ding_yun jak to w końcu było?? 23.04.08, 17:19
                                Muszę przyznać, że "żabę" przeczytałam dość pobieżnie, a potem nie
                                miałam okazji do niej wrócić. Po pierwszej (i jak dotąd jedynej)
                                lekturze odniosłam wrażenie, że Frycek na wieść o ciąży nie
                                powiedział Róży ani że kocha ją i dziecko, ani że nie chce jej i
                                dziecka, tylko zwiał i zostawił Różę w rozterce, niepewną dalszego
                                losu. Czy ktoś może mnie oświecić jak było rzeczywiście? Czy na
                                wieść o dziecku powiedział "okej, będzie dziecko, ale ja mam
                                stypendium i na parę miesięcy muszę wyjechać?" A Róża wraz z rodziną
                                zinterpretowała to jako ucieczkę na zawsze? Mam już mętlik w głowie.
                                • idomeneo Re: jak to w końcu było?? 23.04.08, 18:30
                                  ja też w związku z dramatyzmem opisu tak jakoś automatycznie założyłam, że to
                                  było stypendium na rok akademicki, czyli 9 miesięcy (wrzesień-maj lub
                                  październik-czerwiec). Tylko że wtedy faktycznie, Fryderyk nie zdążyłby się
                                  dowiedzieć o ciąży Róży, oblecieć do Stanów i wrócić na poród. No chyba, ze
                                  sumienie go ruszyło, zawalił zajęcia i wrócił przed czasem? Ale wtedy z kolei na
                                  pewno nie dostałby takiej laurki od przełożonych na odjezdnym...

                                  Na bardzo wielu uczelniach w USA zajęcia zaczynają się we wrześniu a kończą w
                                  maju. Jeśli Fryderyk uczestniczył w regularnych zajęciach na studiach
                                  doktoranckich, to ważne jest, żeby się pojawić tam od początku kursu (ale
                                  podejrzewam, że MM w ogóle nie zaprzątała sobie tym głowy). Tak czy siak,
                                  wyjeżdża się zwykle na jeden lub dwa semestry (albo na dwuletniego postdoca -
                                  tylko że Fryderyk nie jest jeszcze na tym etapie).

                                  Nawiasem mówiąc moje doświadczenia są takie, że załatwianie takiego wyjazdu
                                  zaczyna się zwykle jakoś rok wcześniej i jest to spora operacja
                                  merytoryczno-biurokratyczno-logistyczna. Nie dziwię się więc, że po takiej
                                  ilości włożonej energii trudno jest ze stypendium po prostu wziąć i zrezygnować.
                                  Dla mnie to, co powinien był zrobić Fryderyk, to porozmawiać z Różą i zapewnić
                                  ją, że niedługo wróci i razem zajmą się dzieckiem, a nie rezygnować z wyjazdu -
                                  właściwie po co?
                              • k_linka moze sie nie zorientowala biedaczka? 23.04.08, 22:26
                                nikadaw1 napisała:

                                > ja to raczej zachodzę w głowę, dlaczego ta ciąża Róży tak późno wyszła na jaw.
                                > Róża jak to oznajmiła całej rodzinie, była już w czwartym miesiącu.
                  • metwoh Re: Pyziak i jego wolta 20.04.08, 22:11
                    Jak u Barei. Każdy pijak to złodziej
              • minerwamcg Re: Pyziak i jego wolta 23.04.08, 18:54
                > Takich "dziwacznych monstrów" po czterdziestce, nie trudno spotkać
                w
                > naszej pięknej Ojczyźnie.

                Bo poza Ojczyzną ich nie ma. Tam wszyscy odpowiedzialni i
                abstynenci, a jak się trafi jaki nieodpowiedzialny i pijący, to go
                karnie zsyłają do Polski.
            • a_weasley Re: Pyziak i jego wolta 27.04.08, 19:05
              kaliope3 napisała:

              > Dlaczego akurat on,z wszystkich pozostałych
              > musiał przejść na ciemnastronę?

              Bo ktoś musiał, żeby nie było narzekań, że w realu dookoła rozwody, znęty,
              pazerność i wykolejanie, a autorka tu pokazuje jakieś idiotyczne zbiorowisko
              porządnych facetów.
              • bupu Re: Pyziak i jego wolta 27.04.08, 23:04
                Ale dlaczego ten biedny Pyziaczek musi odpracowywać cały upadek moralny świata
                naraz? Nie można było obdzielić tym kilku postaci?
                • ananke666 Re: Pyziak i jego wolta 27.04.08, 23:58
                  Nie :p Pyziaczek wykonał normę, niczym górnik na przodku. Nie było lepszego sposobu, aby Święta Gabriela w Promienistym Sztormiaku dostała potężnego kopa w d... hę, hą... dziarski optymizm. Zasadnicze kopniaki w OwR wymierzone są dwa, oba w postaci centralne ogrzewniczo i kreowane na silne - Mila i Gaba. Ponieważ limit megaświń w głównych wątkach należało wyczerpać ze względu na optymizm cyklu, później mamy już tylko pacanów pomniejszych, typu unieszkodliwiony na wstępie Tunio albo unieszkodliwiony po gościnnych występach Nerwosol. Oraz czkawkę po Pyziaczku, natrętnie przebijającą w kolejnych tomach, żeby za różowo nie było. Po co kolejny szwarccharakter? Do Borejkręgu byle kogo się nie wpuszcza, cieplutko i kulturalnie ma być. Zakręty życiowe (to nic, że w większości wydumane i do załatwienia paroma zdaniami) są: a to alienacje dzieckopiątkowe, a to oblane matury, a to nieślubne ciąże i tak dalej, co byś jeszcze chciała? :p Pyziak (brzydki pan! brzydki pan!) się obijał po wszystkich tomach i apiać normu wyrabiał. Geniuszek Frycek powielił schemat, ale jak wiadomo, dokonał ekspiacji. Reszta po krótkich perturbacjach przepisowo się wydaje i mnoży ku chwale Ojczyzny.
                  • kaliope3 Re: Pyziak i jego wolta 28.04.08, 00:15
                    ananke666 napisała:

                    > Nie :p Pyziaczek wykonał normę, niczym górnik na przodku. Nie było lepszego spo
                    > sobu, aby Święta Gabriela w Promienistym Sztormiaku dostała potężnego kopa w d.
                    > .. hę, hą... dziarski optymizm. Zasadnicze kopniaki w OwR wymierzone są dwa, ob
                    > a w postaci centralne ogrzewniczo i kreowane na silne - Mila i Gaba. Ponieważ l
                    > imit megaświń w głównych wątkach należało wyczerpać ze względu na optymizm cykl
                    > u, później mamy już tylko pacanów pomniejszych, typu unieszkodliwiony na wstępi
                    > e Tunio albo unieszkodliwiony po gościnnych występach Nerwosol. Oraz czkawkę po
                    > Pyziaczku, natrętnie przebijającą w kolejnych tomach, żeby za różowo nie było.
                    > Po co kolejny szwarccharakter? Do Borejkręgu byle kogo się nie wpuszcza, ciepl
                    > utko i kulturalnie ma być. Zakręty życiowe (to nic, że w większości wydumane i
                    > do załatwienia paroma zdaniami) są: a to alienacje dzieckopiątkowe, a to oblane
                    > matury, a to nieślubne ciąże i tak dalej, co byś jeszcze chciała? :p Pyziak (b
                    > rzydki pan! brzydki pan!) się obijał po wszystkich tomach i apiać normu wyrabia
                    > ł. Geniuszek Frycek powielił schemat, ale jak wiadomo, dokonał ekspiacji. Reszt
                    > a po krótkich perturbacjach przepisowo się wydaje i mnoży ku chwale Ojczyzny.

                    :)))-no, nie można odmówić Ci celności spostrzeżeń,jak tak na to spojrzeć od tej
                    mniej emocjonalno-tkliwej strony!
    • ginestra Re: Pyziak i jego wolta 27.04.08, 23:09
      Ja jeszcze o Pyziaku..
      Słuchajcie, ciekawa jestem bardzo czy udało by nam się odpowiedzieć (wspólnie
      lub komuś) na takie pytanie: co by musiało się stać, żeby Gaba odzyskała zupełny
      spokój ducha "na tle pyziaczym".

      Moim zdaniem, z jej perspektywy, to nie do końca tak, że "cierpiętnictwo
      uzależnia", że ona ma z tego tytułu (nawet na nieświadomym poziomie) jakieś
      korzyści, tylko to w niej autentycznie tkwi. Może cała sprawa z Pyziakiem jest
      jakby nie zakończona, nie zamknięta? Może ona podświadomie czeka na to, że on
      __w jakiś sposób__ to zamknie, tylko nie wie w jaki? Może ona czeka na jakieś
      wyznanie, jakieś słowa, czy jakiś gest z jego strony, po którym będzie mogła
      odzyskać siebie i iść dalej?
      No bo zobaczcie: podręcznikowo niby zrobiła wszystko, żeby stanąć psychicznie na
      nogi - jest niezależna finansowo, wykształcona, pracuje i zarabia, rozwinęła
      swoje talenty, lubi swoją pracę, umie wiele rzeczy robić i jest ceniona też na
      gruncie domowym i towarzyskim, ma wielu przyjaciół, ma fajne, kochające córki i
      rodzinę, na co dzień jest wesoła i pełna optymizmu, poza tym nawet znalazła
      sobie mężczyznę, który ją kocha i ona go też, mają razem dziecko i tak dalej.
      Jednakże, jednocześnie widzimy, że jakby od odejścia Pyziaka nie jest sobą, że
      nie odzyskała w pełni spokoju, że wciąż jego osoba jest jakimś tabu i wywołuje w
      niej wiele skrajnych emocji.

      Jeżeli jej docelową postawą, taką dobrą i pożądaną, świadczącą o tym, że
      wreszcie się uwolniła, byłaby taka postawa, że na przykład, po powrocie Pyziaka
      mogłaby z nim rozmawiać jak z każdym innym kolegą, jak z Robrojkiem, dajmy na
      to, nawet przypuśćmy, że jakby wpadła na Pyziaka z nową partnerką lub ich
      dzieckiem, to by sobie swobodnie z nimi zamieniła parę słów, jak to ona -
      życzliwie i z humorem - i nawet by pogłaskała dzieciaka po główce - a więc jeśli
      ma to być taka postawa, to jak Waszym zdaniem jest: po pierwsze, czy jest ona w
      ogóle możliwa, a po drugie, co by miało się stać, żeby była możliwa?
      Może Pyziak musiałby coś zrobić, coś jej powiedzieć, dodać jakby brakujący puzel
      do układanki w jej głowie, żeby mogła ją wreszczie uzupełnić i odłożyć na bok?
      Mamy trochę pola do spekulacji, bo wiemy, że wrócił i z nią rozmawiał. Co zatem
      mogło nastąpić/ nastąpiło?

      Tak mi chodzi po głowie to "odczarowanie", "zamknięcie tego co niedokończone",
      bo widziałam kiedyś taki film, nie wiem czy go też widzieliście, z Patrickiem
      Swazye, pt. "Forever Lulu" (chyba z 2004 roku), no i tam jest ta tytułowa Lulu
      (co za imię), którą poznajemy gdy jest po trzydziestce i ona ucieka ze szpitala
      psychiatrycznego, ale jest praktycznie jakby zdrowa, a była tam wiele lat
      dlatego, że przeżyła jakieś straszne załamanie przed laty, kiedy była właśnie z
      tym Patrickiem, swoją pierwszą miłością, byli wtedy bardzo młodzi i coś się
      wydarzyło, że chciała popełnić samobójstwo czy coś. I on był początkowo przy
      niej, ale w sumie nie udźwignął tego i odszedł i nie kontaktowali się. Ona go
      teraz, po latach, odszukała, powiedziała, że mają syna, którego urodziła i
      oddała do adopcji i jego nowi rodzice obiecali jej, że będzie mogła go odwiedzić
      jak mały skończy 16 lat. I w filmie ona i ten Patrick, którego namówiła na to,
      jadą do tego syna przez całe Stany. On ma żonę, ale mają jakiś kryzys, więc
      jedzie tym samochodem sam z Lulu. No i ta Lulu ciągle żyje tą przeszłością i nie
      może się uwolnić i ma nadzieję, że jednak ten syn ich połączy, że do siebie
      wrócą, bo przecież tak strasznie się kochali i to musiało być prawdziwe. Różne
      rzeczy się dzieją w filmie, nie chcę zdradzać szczegółów, ale na koniec jest coś
      takiego, że on jakby potwierdza, że ją naprawdę kochał i mimo tego, że jest
      równocześnie w porządku i jest cały czas wierny żonie i potem żyje swoim życiem,
      a z Lulu swoim, i oczywiście czasem kontaktują się, ale mieszkają daleko od
      siebie (również Lulu poznała żonę), to pokazane jest, że właśnie było jej
      potrzeba tego "odczarowania". Wrócił jej spokój, zaakceptowała też swoją chorobę
      psychiczną (coś jakby stany lękowe, ale można brać leki i z tym żyć), pokazane
      jest, że "odnalazła siebie", swoje talenty, jest szczęśliwa, że jest pogodzona z
      przeszłością i ze swoim życiem i ze sobą. I zaczyna wreszcie, po tylu latach, żyć.

      A ponieważ to tylko film, to chciałabym zapytać, czy coś takiego widzielibyście,
      na przykładzie Gaby, że mogłoby też się wydarzyć w prawdziwym życiu? Co by
      musiało się stać, żeby to się wydarzyło?
      Mam nadzieję, że Was nie zmęczyłam za bardzo.
      Pozdrawiam!
      • kaliope3 Re: Pyziak i jego wolta 27.04.08, 23:35
        Ja myślę że to mogło by być możliwe, tylko wydaje mi się że trzeba w sobie, w
        którymś momencie, poczuć taką chęć pójścia dalej,zostawienia za sobą tych
        wszystkich zgryzot związanych z konkretną sprawą,czy osobą.Zwłaszcza jeśli
        się-tak jak Gabriela-poukładało to swoje nowe życie z kimś innym tak sprawnie
        koniec końców.Ja tylko nie jestem w stanie spojrzeć na to jak na osobistą sprawę
        Gabrysi,tzn sprawę w której to ona,jako odrębna istota podejmuje taką decyzję.To
        całe przeżywanie bez końca sprawy Pyziaka nigdy mi jakoś do Gabrysi nie
        pasowało,miałam wrażenie że zostało jej to przemocą narzucone.Nie umiem oderwać
        od tego osoby Autorki
        • idomeneo Re: Pyziak i jego wolta 28.04.08, 01:15
          nie mam tu niestety przy sobie CzP, ale pamiętam scenę, kiedy Pyziak pojawia się
          w domu Borejków i rozmawia z Ignacym, mówiąc coś w rodzaju "miło wspominam
          Gabrielę" - na co senior Borejko reaguje jakimś naprawdę straszliwym oburzeniem.
          I mnie to wydawało się jakoś zupełnie nieadekwatne do sytuacji; Pyziak może nie
          wyraził się szczególnie zręcznie, ale starał się powiedzieć coś miłego, był w
          tym jakiś wysiłek, żeby uprzejmie porozmawiać. Miałam wrażenie, że tak naprawdę
          czegokolwiek Janusz by nie powiedział, to i tak zostanie to zinterpretowane jak
          najgorzej.

          Tymczasem nawet jeśli kiedyś zachował się podle zostawiając Gabę, to po ponad
          dwudziestu latach od rozwodu chyba jednak naturalniejsze i zdrowsze wydaje mi
          się powiedzenie, że się miło wspomina byłego małżonka niż takie wieczne duszenie
          w sobie uraz i wyrzutów. Nawet jak ten małżonek był faktycznie taki sobie, to
          jeśli nie był jakimś psychopatą z siekierą, ma chyba dużą szansę zadziałać coś
          jak syndrom Naszej Klasy. Nie musimy zaraz rzucać im się na szyję, ale wspomina
          się chłopców, z którymi się kiedyś chodziło, czy kolegów ze szkolnej ławy raczej
          z sentymentem niż roztrząsając na dziesiątą stronę, że nas ktoś kiedyś obgadał,
          zostawił na lodzie czy obśmiał.

          Dla mnie też ten kontrast między zaradnością życiową Gaby i jej ogólnym
          pozbieraniem, a tym wiecznym tkwieniem w roli biednej (ale takiej dzielnej)
          ofiary to zgrzyt fabularny. Natomiast scena rozmowy Ignacego z Pyziakiem
          pokazuje moim zdaniem, że Gabę w tej roli ustawia i utwierdza z dużym zacięciem
          jej własna rodzina. A jest to rodzina bardzo wsobna - nigdzie nie widać np.
          żadnych przyjaciółek czy przyjaciół Gabrieli, którzy pomogliby jej spojrzeć na
          sytuację bardziej z zewnątrz, z większym dystansem. Więc jeśli Borejkowie tak
          nawzajem sobie przytakują w tym traktowaniu Pyziaka jako dyżurnego Belzebuba, to
          chyba nie tylko Gabrieli potrzebne by było odczarowanie.
          • ananke666 Re: Pyziak i jego wolta 28.04.08, 02:34
            Ja patrzę na sprawę Pyziaka ze strony czysto fabularnej i konstrukcyjnej, że tak powiem. Nie zgłębiam jakoś szczególnie postawy Gaby, bo moim zdaniem za wiele tam do zgłębiania nie ma, co tu dużo kryć, większość teorii psychologicznych dorabiamy sami, jeżycjadowe postaci jakoś bardzo wielowymiarowe nie są. Wydaje mi się natomiast, chociaż to bardzo nieuprzejme, że w postać Pyziaka i jego zniknięcia MM przelała swoją złość na własnego ojca. Czytając Tym razem serio... uderzył mnie brak jakichkolwiek wzmianek o ojcu MM, Janie Barańczaku. Padło zdaje się jedno zdanie, że Zofia Konopińska wyszła za kolegę z roku, Jana Barańczaka. Koniec, kropka. Najpierw myślałam, że przy postaci babci i mamy autorki był tak nieważny, że zepchnęła go na margines i nie zawracała sobie głowy opisywaniem go, co wydało mi się... nieprzyjemne. Dopiero chyba tu dowiedziałam się, że odszedł. MM mogła to załatwić jednym zdaniem w książce, nie tłumacząc niczego, tylko podając informację. Nie zrobiła tego i ten brak jest bardzo znamienny. Oczywiście nikt nie ma prawa wymagać od autorki, by uprawiała publiczną spowiedź, niemniej pisząc rodzaj skróconej autobiografii i tak to zrobiła, co szkodziło wstawić jedno zdanie?
            I tak mi się wydaje, że casus odejścia Pyziaka to poniekąd kalka odejścia Jana Barańczaka, które do tej pory odbija się MM niewąską czkawką. Przypuszczam, że jest to też jakiś powód, dlaczego w Pyziaka przelała tyle niechęci w późniejszych tomach, nie wystarczyło zrobić z niego uciekiniera, trzeba było go spłaszczyć, dodając mu parę mocno deklasujących cech. Złodziejstwo, odsiadkę, a przede wszystkim buractwo. No walcem go rozjechała. Sama MM w książce autobiograficznej nie umiała się uporać z problemem za pomocą jednego zdania, potraktować sprawy z jakimś zdrowszym dystansem, tylko musiała całą postać pominąć znaczącym milczeniem. Skoro MM nie umiała, pisząc o sobie, nie umiała też załatwić tego w postaci Gaby. I chyba stąd te wszystkie dziwne teksty, jak to Pyza nie miała potrzeby nigdy ujrzeć tatusiowego oblicza, jak to szukanie informacji o tatusiu przez Laurę jest tak bardzo źle widziane i tatunio w ogóle pomijany w rodzinie strasznym milczeniem. Jakoś to za bardzo podobne do autobiografii właśnie, tam milczenie, tu milczenie. Powiedzmy sobie szczerze, gdyby postać Gaby zachowywała się jak normalna kobieta, po piętnastu latach umiałaby nabrać odrobinę dystansu, a nie w imię tajonego rozdzierania szat i rzekomego nie rozdrapywania swoich prywatnych strupków odmawiać dzieciom wiedzy, mnożąc wydumane konflikty. Ot, trochę opanowania i zdrowego rozsądku zabrakło.
            • idomeneo Re: Pyziak i jego wolta 28.04.08, 03:35
              moje intuicje są dość podobne, przy czym mam wrażenie, że to wielkie milczenie
              jest bardziej oznaką rozmaitych nierozwiązanych i przez to rosnących problemów
              emocjonalnych, niż ich przyczyna. Ten cień byłego męża-łajdaka, niby niegodnego
              wzmianki ale wciąż obdarzanego pogardą, ciągle wisi nad rodziną. Jest jak
              szkielet w szafie albo wariatka na strychu - im bardziej się go wypiera, tym
              staje się straszniejszy i z tym większym hukiem o sobie przypomina.
              • idomeneo Re: Pyziak i jego wolta 28.04.08, 03:58
                myślałam jeszcze przez chwilę o tym triumfie niezdrowej solidarności rodzinnej
                nad rozsądkiem u Borejków. I przyszło mi do głowy, że osobą, która dwukrotnie
                wykracza spod działania rodzinnego czaru jest Pyza (i robi to mniej efektownie,
                ale bardziej skutecznie niż Tygrys z jego dramatycznymi ucieczkami).

                Krytykowana - jakże słusznie - za ogólne rozmamłanie i melodramatyzm
                macierzyńsko-kurczakowy Różyczka zarazem jest tą osobą, która z Pyziakiem
                normalnie rozmawia i go podejmuje. Oraz, mimo występów Ignacego, spokojnie
                obstaje przy tym, że wraz ze swoim chłopakiem i dzieckiem tworzą rodzinę. W
                ogóle CzP niesie chyba postęp pod względem pyziaczym, może nawet z zapowiedzią
                przegrzania w drugą stronę, gdy Janusz finałowo truchta w weselnym orszaku z
                kwieciem na nieprawdopodobny ślub Tygrysa.
                • ginestra Re: Pyziak i jego wolta 28.04.08, 10:06
                  Bardzo ciekawe są Wasze refleksje. Nie myślałam o tym od strony "rodzinnego
                  czaru" oraz o postaci Pyzy w ten sposób, jak to naświetliła Idomeneo, ale to
                  bardzo trafne!
                  Również to co pisze Ananke o autobiograficzności tego wątku w wydaniu Autorki
                  (co zresztą też było jakoś podnoszone na forum kiedyś-kiedyś, ale teraz jakoś to
                  konkretniej do mnie przemówiło), jest bardzo celne, według mnie i rzeczywiście w
                  tym milczeniu rodzinnym postać ojca jakoś nie słabnie, a wręcz może i powiększa
                  się. Ja też coś tam słyszałam o ojcu Autorki (z forum jedynie), ale generalnie
                  miałam i mam cały czas odczucie, że postać Gaby nie jest całkiem fikcyjna, że to
                  jak ona nie zakończyła psychicznie związku z Pyziakiem jest czymś prawdziwym i
                  znanym z życia.
                  Bardzo mi się także wydaje trafny pogląd o tym, że trzeba samemu w którymś
                  momencie powiedzieć sobie "dość" i zostawić przeszłość. Myślałam, że może ta
                  druga osoba mogłaby w tym zamknięciu pomóc, ale chyba nie bardzo można na to liczyć.
                  Pozdrawiam!
                  • idomeneo Re: Pyziak i jego wolta 28.04.08, 20:36
                    Ginestro, bardzo dziękuję. Zastanawiałam się nad Tygrysem i Pyzą i wydaje mi
                    się, że te wszystkie bunty Laury (po których ona zawsze wraca na rodzinne łono,
                    ciągle na nowo odzyskuje "przynależność borejkowską") są pozorne. Dziewczyna ma
                    ogromną potrzebę akceptacji, niezaspokojoną przez Borejków, więc ich testuje -
                    zachowuje się jak niegrzeczne dziecko, które rozrabia, żeby zwrócić wreszcie na
                    siebie uwagę rodziców. Wydaje mi się, że paradoksalnie ona jest pod bardzo
                    silnym działaniem "rodzinnego czaru", im bardziej mu zaprzecza, tym bardziej on
                    w niej tkwi (tak jak Gaba z wypieraniem Pyziaka).

                    Grzeczna Pyza, gdy przychodzi co do czego, wykazuje imho (i ku pewnemu mojemu
                    zaskoczeniu) więcej samodzielności, tylko że bez tygrysich fajerwerków.
            • ginny22 Re: Pyziak i jego wolta 28.04.08, 10:11
              O mamo. Dzięki za tego posta, ananke. "Tym razem serio" czytałam
              dawno-dawno temu i braku ojca MM nie zauważyłam. A teraz konstrukcja
              postaci Pyziaka (szalenie mnie irytująca) zaczyna mi się układać w
              jakąś logiczną całość. Tak, w kontekście odejścia ojca jestem w
              stanie zrozumieć MM i to, że jak Pyziak odszedł, to od razu musi
              uosabiać zło całego świata.
              • metwoh Re: Pyziak i jego wolta 28.04.08, 10:44
                Moim konserwatywnym zdaniem, są rzeczy niewybaczalne. I nic nie
                usprawiedliwia faceta, który nawet nie zobaczył swojego dziecka. To
                nie jest zwykły, prozaiczny rozwód, tylko coś znacznie gorszego.
              • anutek115 Re: Pyziak i jego wolta 28.04.08, 10:49
                Wszystkie macie rację :-), ale mnie się wydaje, że to nie Pyziak powinien był
                odejść. To znaczy, może i Pyziak powinien był odejść, ale Gaba nie powinna tego
                aż tak rozpamiętywać. Czytam teraz po raz setny "Kwiat kalafiora" i to
                "rozmemłanie" Gaby na tle Pyziakowym wydaje mi się kompletnie niewiarygodne.
                Dziewczyna z "KK" nigdy by się tak nie zachowała. Nie ten charakter, nie ten
                temperament - i, jak słusznie pisała Ginestra - Gaba dostała od rodziny i
                przyjaciół naprawdę mnóstwo siły, wsparcia, wpojono jej przekonanie, że jest
                warta miłości, a jej dom był bezpiecznym miejscem, pełnym kochających się ludzi.
                Ja wiem, że rozwód plasuje się jakoś bardzo wysoko na liście najbardziej
                stresujących doświadczeń życiowych, a jeszcze w dodatku rozwód obudowany
                dodatkowymi atrakcjami (odejścia, powroty, poczęcia dzieci, znowu odejścia), ale
                taka przesadna reakcja - nie, to mi do Gaby nie pasuje. I naprawde nie chodzi o
                to, by takie doświadczenie spłynęło po niej jak woda po kaczce - bo to wrażliwa
                dziewczyna, a zresztą po niewrażliwej tez by pewnie nie spłynęło. Ale, dla Boga,
                piętnaście lat żałobliwego milczenia pokrywanego dzielnym usmiechem? Święta
                Gabryjela Poznańska - tak. Ale Gabie z "KK" ta aureola mocno by doskwierała.
                Dlatego też zgadzam się z Kaliope (po raz kolejny :-)) - to jest nieudany zabieg
                narracyjny. Jeśli już, trzeba sobie bylo na męczennicę wybrać inną bohaterkę.

                Mnie nadal szalenie irytuje konstrukcja postaci Pyziaka. W jednej z części (w
                "Pulpecji"? Nie pamiętam) są rozważania mamy Borejko o tym, jak Pyziak udawał
                zainteresowanie kulturą antyczną. Zawsze w tym momencie zgrzytam zębami. Otóż
                czytając "KK" nie odnoszę wrażenia, by Pyziak udawał zainteresowanie
                czymkolwiek. By się zmuszał do uczestnictwa w spotkaniach Grupy ESD i do rozmów
                z panem Borejko, snując dalekosiężne plany porzucenia Gabrieli dwukrotnie, za
                każdym razem z dziecięciem przy piersi, oraz wykrecania się od ślubu. Ale, jak
                już okazał się wredny, to autorka musiała tak dołożyc pa wsiom. Żadnych miłych
                wspomnień. Żadnych ludzkich odruchów. Można się wręcz zastanawiać, co taka
                wspaniała kobieta jak Gaba widziała w takim monstrum. Jeśli to jest
                przeniesienie własnych doświadczeń Autorki, to bardzo jej współczuję i uważam,
                że została przez swoją własną mamę bardzo skrzywdzona. W jakis przewrotny sposób
                bardziej przez mamę, niż przez tego ojca, który odszedł.
                • kaliope3 Re: Pyziak i jego wolta 28.04.08, 20:21
                  >Dlatego też zgadzam się z Kaliope (po raz kolejny :-)) - to jest nieudany zabieg
                  narracyjny. Jeśli już, trzeba sobie bylo na męczennicę wybrać inną bohaterkę.<

                  Och...Jakże mi miło!
                  Ja tez już cos tam napomykałam odnosnie Gabrieli,że jej reakcje na kwestie
                  pyziacza są bardziej reakcjami Autorki,a nie dziarskiej,dość zasadniczej
                  Babrieli koszykarki z KK. W ogóle to miałam ostatnio taki zwariowane pomysły na
                  dalszy los Pyziaka,który nie uciekł tylko właśnie został i co to by sie mogło
                  dziać na Roosevelta.Ignacy siedzi,w domu same kobiety i Pyziak.Jakieś tarcia na
                  linii Mila-Pyziak,jakieś docinki,wymiany zdań.W tle Gabriela z dzieckiem,
                  wyemancypowana Ida(no bo ze Sławkiem jak sie szybko okazało to nie było
                  to),smarkule i jeszcze Aurelia.Mogło by być nawet ciekawie
      • croyance Re: Pyziak i jego wolta 28.04.08, 11:15
        > Słuchajcie, ciekawa jestem bardzo czy udało by nam się
        odpowiedzieć (wspólnie
        > lub komuś) na takie pytanie: co by musiało się stać, żeby Gaba
        odzyskała zupełn
        > y
        > spokój ducha "na tle pyziaczym".

        Mnie osobiscie by wystarczylo uswiadomienie sobie, ze facet, za
        ktorym chlipie 20 lat, ma na nazwisko Pyziak. Jakos nie nastraja to
        do romansu wszechczasow, Ann Karenin i innych dramatow. No ...
        PYZIAK :-D
        Powaznie mowie, dla mnie by to bylo istotne. Ale, ja pochodze z
        rodziny, w ktorej babcia zerwala z dlugoletnim narzeczonym tylko i
        wylacznie dlatego, ze mial na nazwisko Baran.
        • ginestra Re: Pyziak i jego wolta 28.04.08, 12:01
          Transponując wypowiedź Croyance o dźwięczności i konotacjach nazwisk w ujęciu
          subiektywnym ;))) na taki trochę bardziej psychologiczny grunt, to chyba
          podpowiedzią dla Gaby byłoby to, żeby znalazła jakiś osobisty "obiektywny",
          nawet absurdalny, powód, żeby sobie tę postać "obrzydzić" (jeśli jeszcze za mało
          w jej oczach jest obrzydzona, bo chyba ona ma jeszcze wciąż w sercu obraz tego
          wczesnego Janusza, który ją kochał i ten obraz przesłania wszystko, co ów potem
          zrobił). Nazwisko Pyziak zapewne nie robi na niej żadnego wrażenia: to jest
          przecież jej własne nazwisko, ona się z tym nazwiskiem utożsamia oraz jest to
          nazwisko jej dzieci. Myślę, że dla wielu kobiet tak właśnie jest, że ich
          panieńskie nazwisko (choćby najpiękniejsze), po przyjęciu nowego, brzmi obco: ta
          osoba (tu wstawić imię i nazwisko panieńskie) już dla nich nie istnieje, jest
          pustym dźwiękiem. Ja na przykład tak mam, choć wiem również, że moje panieńskie
          nazwisko było niczego sobie i łatwiejsze do usłyszenia dla rozmówcy (i tym samym
          dla mnie sytuacyjnie) przy przedstawianiu się, na przykład, przez telefon czy w
          rozmaitych recepcjach i przychodniach. Ale tamta osoba z moim panieńskim
          nazwiskiem to już ktoś obcy, a "ja obecna" to właśnie ta z nazwiskiem męża, choć
          nie jest ono jakieś znowu super.

          No, ale Gaba mogłaby, na przykład zafiksować się, zamiast na nazwisku, na
          przykład na tym, że Pyziak nie nosił brody i wąsów i to go dyskwalifikuje jako
          mężczyznę ;) Czy coś w tym rodzaju. Myślę, że to też jakieś wyjście.
          Pozdrawiam!
          • croyance Re: Pyziak i jego wolta 28.04.08, 13:48
            Wlasnie o to mi chodzilo, Ginestro: o znalezienie jakiegos glupiego
            powodu do obrzydzenia Pyziaka, przyczepienie sie do niego, a potem
            uruchomienie wyobrazni :-D Trudno wzdychac do faceta i traktowac go
            powaznie, jesli za kazdym razem, gdy sie o nim pomysli, widzi sie
            przed oczami talerz z pyzami :-D Jest wiele sposobow na obrzydzenie
            sobie czlowieka (pisalam kiedys o tym na forum Centrum Uzalania sie
            Nad Soba) i wiem, ze nie u wszystkich to dziala, ale sprobowac
            zawsze mozna :-)
            • panna-lee OT do ginestry 28.04.08, 14:21
              kochana, ludzie poszukują maluszków w warszawie i w szczecinie, dajże wreszcie ogłoszenie :) przejrzyj gg i tak dalej... :) im później się takie wstawi, tym wolniej i/lub chaotyczniej wszystko przebiega.
              • ginestra Re: OT do ginestry 28.04.08, 14:35
                (Przepraszam za OT drogie forum.) Panno-Lee, bardzo Ci dziękuję za pamięć. Moje
                dziewczyny obstają jednak przy rozdaniu małych szczurków koleżeństwu i do tego
                sklepu, gdzie im obiecała ta pani, że je przyjmie, utrzymują, że jest bardzo
                solidna i w ogóle. Jedno małe jakiś czas temu zdechło, było słabsze, więc jest
                ich 12, ale już biegają, są śliczne, dorodne i wiem, że trzeba się spieszyć.
                Właśnie, z tym gg, to biję się w piersi, na pewno zajrzę, przepraszam Cię za
                nagły brak kontaktu, to moja wina, ja trochę się czuję bezradna w obcowaniu z
                gg, ale podam Ci może adres mailowy :-) Przepraszam raz jeszcze.
                Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i wszystkich!
                • ginestra A wracając do Pyziaka... 28.04.08, 20:26
                  Chciałabym powiedzieć w głównym temacie wątku, że ja też tak myślę, że "padło na
                  niego" i został czarnym charakterem, chociaż nic we wcześniejszych tomach nie
                  wskazywało, żeby aż tak miał się zmienić.
                  Jestem właściwie fanką Janusza - bardzo mu kibicowałam w KK kiedy starał się o
                  Gabę, no i podobała mi się jego osobowość (z czasu gdy był zakochany -
                  zauważcie, że wtedy już nie były mu w głowie rozmaite "Kwiaty Jabłoni"!). A
                  także podobały mi się jego stalowe oczy, które odziedziczyła Laura... Był
                  ciekawą postacią, człowiekiem czynu, nie było w nim rozmamłania. A przy tym
                  sympatyczny jakoś.

                  Chyba mi umknęło w Kwiecie Kalafiora dlaczego Mili się od początku nie podobał
                  jako kandydat dla córki. Chyba byli u niej razem w szpitalu, ale co dokładnie
                  się nie podobało Mili, to nie pomnę. Ja zapamiętałam, że się bardzo starał o
                  Gabę, a potem nie potraktował jak przelotną zdobycz, tylko chciał z nią
                  przebywać, pojechał z nimi na wakacje do Czaplinka (gdzie ciągle się całowali) i
                  tak fajnie pisał do Idy :)
                  No, nie wiem, nie wiem czemu go to spotkało. ;)

                  I jeszcze Ignacy po tych 20-tu latach znów myli go z Juliuszem! Tego kompletnie
                  nie rozumiem, ale o tym też już pisaliśmy chyba...
                  Pozdrawiam
                  • onion68 Re: A wracając do Pyziaka... 28.04.08, 20:40
                    > Chyba mi umknęło w Kwiecie Kalafiora dlaczego Mili się od początku nie podobał
                    > jako kandydat dla córki.

                    Z powodu bycia sportowym typem z uwodzicielskim błyskiem w oku. A Mila marzyła o
                    dobrze ułożonym blondynku. No to się jej marzenie spełniło - w osobie Frycka
                    Schoppe...
                    • ginestra Re: A wracając do Pyziaka... 28.04.08, 21:39
                      Dziękuję Onion :)
                      No właśnie, czyli zarzut nie był zbyt merytoryczny, tylko nie pasował do
                      wyobrażeń Mili. A Frycek... no cóż, przyznaję się do uprzedzeń tym razem ja - od
                      początku go nie lubiłam. :-I
                      • ding_yun Re: A wracając do Pyziaka... 28.04.08, 21:56
                        A czy ja dobrze pamiętam, że Pyziak patrzył na Gabusię oczami
                        foksteriera? Czy to moja chora wyobraźnia? :)
                        • kaliope3 Re: A wracając do Pyziaka... 28.04.08, 22:45
                          Owszem,patrzył.Ona natomiast udawała że nim pomiata
    • kochanica-francuza Pyziak w ogóle jest nieprawdopodobny psychologicz 04.05.08, 19:59
      nie - najpierw jest tylko donżuanem, potem znika i zapewne przechodzi
      metamorfozę antyromantyczną, by objawić się jako burak i prostak

      to gdzie na początku było jego prostactwo???
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka