Dodaj do ulubionych

Do redaktora R. Steca

31.01.06, 13:32
Szanowny Panie, z ogromnym niesmakiem przeczytałam pański
felieton "Szczęśliwy człowiek" (30. 01. 2006, opisujący karierę i równoczesny
niesportowy styl życia Brazylijczyka Romario. Zacznę od tego, że grę
Brazylijczyka pamiętam jeszcze z PSV. Piłkarz najczęściej był najlepszy na
boisku i nikt mu lenistwa nie zarzucał. W Barcelonie Cruijff też nie
tolerował niesubordynacji, a jednak Romario grał tam kilka sezonów i to z
sukcesami. A co do jego dzisiejszej sytuacji to najwyraźniej cierpi (jak
wielu Brazylijczyków) na kompleks Pelego, ta sama przypadłość o mało nie
doprowadziła do tragedii D. Maradonę.
Trudno mi dociec przyczyn, ale piłkarze z Ameryki Łacińskiej za wszelką cenę
chcą być lepsi od króla futbolu. Maradona chciał grać w reprezentacji w wieku
16-tu lat, a gdy to nie wyszło, wszystkich głośno przekonywał, że od
Brazylijczyka jest lepszy. Ronaldo przed meczem finałowym na francuskim
mundialu dostał ataku konwulsji, a Romario za wszelką cenę chce przelicytować
Pelego w ilości strzelonych bramek. Ponieważ w wieku 40-stu lat trudno
zachwycić grą, piłkarz uwagę kibiców absorbuje w inny sposób.Jednak wynika to
z frustracji, a nie jak Pan sugeruje, szczęścia i większość historii jest
raczej zmyślonych.
Jeżeli szuka P. szczęśliwych ludzi futbolu to dedykuję wypowiedź wspomnianego
Johana Cruijffa. Kilka lat temu (nie był już trenerem F.C. Barcelony)
niemiecki dziennikarz spytał go czy po MŚ w 1974 nie czuje się przegrany, bo
przecież szczęście było tak blisko. "A niby dlaczego, przecież to my byliśmy
najlepsi i jeden niekorzystny rezultat tego nie zmieni" odparł Holender.
Mam ogromną nadzieję, że P. tekst wynika z niewiedzy, a nie powstał w celu
demoralizacji młodych piłkarz.
Pozdrawiam Foka
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka