Gość: ak
IP: *.toya.net.pl
10.06.06, 01:43
"Mocno doświadczeni przez historię najnowszą (Korea!) do mundialowych
oczekiwań przyznajemy się niechętnie, ale dziś, przed inauguracją, trzeba
sobie wreszcie jasno powiedzieć - ten szansy nie wolno Polakom zmarnować, to
wręcz niesłychane, by najbardziej prestiżową futbolową imprezę inaugurować
meczem z przeciwnikiem tak beznadziejnie słabym."
"Są na świecie dwie reprezentacje, na których wyniki w decydującym stopniu
stopniu wpływają nie umiejętności, lecz miejsce gry. Ekwador i Boliwia.
Ekwadorczycy, owszem, bywają jedną z najgroźniejszych drużyn globu. Bywają,
kiedy podejmują rywali u siebie, w Andach, zwłaszcza w położonej blisko trzy
kilometry nad poziomem morza stolicy kraju. Tam - zmuszeni do oddychania
rozrzedzonym powietrzem - padają regularnie i Brazylijczycy, i Argentyńczycy,
a pewnie padałyby także potęgi europejskie, gdyby którakolwiek dostrzegła sens
we wdrapywaniu się na stadion w Quito, gdzie osobnikom nieprzystosowanym
grozi, i to nawet bez przemęczania się, bezsenność, wymioty, brak apetytu,
obrzęk płuc. Tlenu jest tam tyle, że nawet wzniecić pożar trudno, bo ogień
natychmiast przygasa."
Trener Luiz Fernando Suarez też się wścieka, kiedy rywale wypominają mu - co
uparcie czynią m.in. szkoleniowcy brazylijscy - że jego piłkarze wszystko
zawdzięczają Andom. - Gdyby to była prawda, nie wywalczyliby drugiego z rzędu
wyjazdu na mundial - powtarza. Nie przychodzi mu do głowy (a może przychodzi,
ale po co dołować podwładnych), że z ich atutami klimatycznymi do awansu może
wystarczać gra beznadziejna, a wcześniej, kiedy awansu nie uzyskać się nie
udawało, była ona zwyczajnie poniżej jakiejkolwiek krytyki. Że wysyłać do
Quito Ronaldinho, to jak rzucać na piasek rybę, by rozgrzała się przed partią
siatkówki plażowej.
Po poprzednim mundialu Ekwadorczycy zagrali poza ojczyzną 32 mecze. Wygrali
dwa, z... Boliwią (La Paz leży jeszcze kilkaset metrów wyżej od Quito) i...
Kostaryką (co dodatkowo świadczy o poziomie naszej grupy). Przegrali 22, m.in.
z ledwie mieszczącą się w czołowej setce rankingu FIFA Ugandą, Wenezuelą,
Jordanią, a ostatnio - Macedonią."
No to chłopaki dodali Najjaśnieszą RP na najważniejszej z imprez.
Z przytoczony fragmentów można by zrozumieć, że red. Stec po prostu ocenia
mierną jakość pozionmu jaki reprezentują nasi rywale bez porównań z polską
reprezenatcją.
Ale żeby nie było wątpliwości - na samym początku Stec pisze tak:
"Są piłkarze, którzy awansowali na mistrzostwa świata, bo byli lepsi od
innych. Jak Polacy. Ale są i tacy, co wszystko zawdzięczają górom. Jak
Ekwadorczycy."
Zresztą sami przeczytajcie:
sport.gazeta.pl/Mundial2006/1,73035,3405200.html
Janas i s-ka złożą dymisję a co ze Stecem?