Gość: wrocławianin75
IP: *.e-wro.net.pl
17.11.07, 10:59
vivaslask.w.interia.pl
WKS Śląsk Wrocław został założony w 1947 roku. Piłkarze Śląska na
dobre na futbolowej mapie Polski zaistnieli jednak dopiero w 1964
roku, kiedy pierwszy raz awansowali do ekstraklasy.
Podczas pięciu lat pobytu w I lidze Śląsk albo walczył o utrzymanie
swojej pozycji, albo był klubem środka. W piątym sezonie nie udało
się i w 1969 roku przyszło przeżywać gorycz porażki, czyli spadek do
II ligi. Po kolejnych czterech latach Wojskowy Klub Sportowy już na
długie 25 lat ponownie zameldował się w najwyższej klasie
rozgrywkowej.
Druga połowa lat 70. była pasmem sukcesów. Najpierw w 1975 roku
Śląsk wywalczył prawo gry w europejskich pucharach. W Pucharze UEFA
wyeliminował kolejno GAIS Goeteborg. Najpierw była porażka 1:2 po
golu Józefa Kwiatkowskiego, w rewanżu - zwycięstwo w dramatycznych
okolicznościach na Stadionie Olimpijskim; 4:2 po trzech trafieniach
Janusza Sybisa i strzelonej tuż przed końcem spotkania bramce
Tadeusza Pawłowskiego.
Kolejną pokonaną drużyną był Royal FC Antwerp. Przebywający wówczas
w Belgii Włodzimierz Lubański przed tą konfrontacją mówił, że szanse
Śląska są niewielkie. Po remisie we Wrocławiu (1:1 - gol T.
Pawłowskiego), wydawało się, że nasz były reprezentant miał rację.
Jednak w rewanżu już do przerwy WKS prowadził 2:0 (gole -
niezawodnych Sybisa i Pawłowskiego) i ostatecznie wygrana 2:1.
W III rundzie Śląsk zmierzył się z jednym z największych,
najbogatszych i najgłośniejszych klubów nie tylko Europy, ale i
świata, drużyną FC Liverpool. Strzał Johna Toshacka, który według
bramkarza Śląska Zygmunta Kalinowskiego został oddany ze spalonego,
i samobójcze trafienie Fabera sprawiły, że po porażce w trzaskającym
mrozie we Wrocławiu 1:2 (gol Pawłowskiego) marzenia o wyeliminowaniu
Anglików można było odłożyć na inną okazję.
W rewanżu było 0:3 (trzy gole Case`a). Jednak Śląsk dokonał sztuki,
która ani wcześniej, ani później nie udała się żadnemu polskiemu
klubowi. Pokonując w swoim pierwszym występie aż dwóch rywali dotarł
do 1/8 Pucharu UEFA !
O ile "wojskowi" przyzwoicie grali na arenie międzynarodowej, o tyle
w lidze wiodło się im średnio. Natomiast na krajowym podwórku
okazali się nie do prześcignięcia w wyścigu o Puchar Polski.
Finałowa potyczka z faworyzowaną Stalą Mielec, w której barwach
grali Kasperczak, Lato i zdobywca złotej bramki na Wembley -
Domarski, okazała się szczęśliwa. 2:0 dało Puchar i przepustkę do
Pucharu Zdobywców Pucharów.
Sezon 1976/77 był najlepszy w historii klubu. W PZP nasza drużyna
dotarła do ćwierćfinału po wyeliminowaniu Floriany La Valetta 4:1
(bramki: Kwiatkowski 2, Z. Garłowski, I. Garłowski). Następnym
rywalem był Bohemians Dublin. Po 3:0 we Wrocławiu (strzelcy -
Kwiatkowski i Sybis), rewanż w Irlandii był formalnością. Wygrali go
wrocławianie 1:0 (Pawłowski).
W ćwierćfinale Śląsk natknął się na SSC Napoli i po bezbramkowym
remisie na wyjeździe przegrał u siebie 0:2. Ale byliśmy już bardzo
daleko - ćwierćfinał PZP, rzadko kto pobił ten sukces.
W tym czasie wojskowi pięli się w górę ligowej tabeli i po odebraniu
prowadzenia opadającemu z sił ŁKS-owi, na kilka kolejek przed
zakończeniem rozgrywek, nie oddali go do końca. Tytuł mistrzowski
Śląsk zdobył 17 maja 1977 roku, wygrywając w Rybniku z tamtejszym
ROW-em 2:1 (0:1).
W kolejnym sezonie nie było już tak różowo. Na arenie europejskiej
debiut w najważniejszym pucharze - Pucharze Mistrzów - zakończył się
w I rundzie na Lewskim Spartaku Sofia. Po przegranej 0:3, we
wrocławskim rewanżu padł tylko remis 2:2 (gole Pawłowski i
Mieczysław Kopycki; był to strzał z bodaj 35 metrów - pewnie do
dzisiaj niektórzy go pamiętają).
W lidze ostatni mecz sezonu, wygrany 1:0 z Lechem Poznań na
Stadionie Olimpijskim (gol Erlicha w 87 min) zadecydował, że Śląsk
został wicemistrzem. Dało to w sezonie 1979/1980 prawo gry w
Pucharze UEFA, najpierw z cypryjskim Pezoporikosem Larnaca. Remis
2:2 na wyjeździe (gole - Pawłowski i Sybis) uznano za porażkę,
jednak w rewanżu nie było wątpliwości co do tego, kto jest lepszy.
Śląsk wygrał 5:1 (Z. Garłowski, Roman Faber, Mieczysław Olesiak,
Kwiatkowski i Sybis).
Kolejny rywal - IBV Vestmannyear z Islandii. Na wyjeździe Śląsk
wygrał 2:0 (gole - Kwiatkowski i Faber), a u siebie 2:2 (Jacek Nocko
i Kwiatkowski).
W III rundzie Śląsk był bliski wywołania sporej sensacji - na boisku
Borussii Moenchengladbach zremisował 1:1 po golu Olesiaka. W rewanżu
wojskowi prowadzili 1:0 (po bramce Pawłowskiego), jednak nie
wytrzymali napięcia i stracili dwie kolejne bramki. Udało się
jeszcze wyrównać na 2:2 (Pawłowski), a Olesiak zmarnował doskonałą
okazję do strzelenia kolejnego gola. Niestety, Allan Simonsen
zaliczył hat trick, a inny Duńczyk, Nielsen, dołożył jeszcze jedno
trafienie i skończyło się na 2:4 i rozczarowaniu.
Później jeszcze raz Śląsk zagrał w Pucharze UEFA, ale szkocki Dundee
United po bezbramkowym remisie we Wrocławiu, okazał się znacznie
lepszy w rewanżu i Śląsk poległ 2:7 (oba gole Pawłowski).
W lidze WKS spisywał się nieco gorzej i dlatego kolejny start na
stadionach Europy wrocławianie zanotowali dopiero po rocznej
przerwie jako wicemistrz Polski. Z tym wicemistrzostwem w 1982 roku
to dopiero była historia! Śląsk na dwie kolejki przed zakończeniem
rozgrywek miał 3 punkty przewagi nad Widzewem. Najpierw WKS grał na
wyjeździe w Mielcu ze Stalą. Tam przegrał 1:3, a Pawłowski nie
wykorzystał karnego. Nie martwiono się tym zbytnio, wszak był
jeszcze mecz na Oporowskiej w spotkaniu z Wisłą Kraków, który trzeba
było wygrać. Nadkomplet ludzi. Przed meczem masowo kupowano
okolicznościowe plakietki "Śląsk mistrzem Polski". Nastrój
oczekiwania i radości. Po spotkaniu w budynku klubowym planowane
było wielkie przyjęcie. Zastawione stoły czekały (w tamtych czasach
rzadkość!). Oficjele ćwiczyli teksty przemówień pochwalnych. Jednak
Piotr Skrobowski zdobył gola dla Wisły, a Pawłowski w 78. min nie
wykorzystał rzutu karnego i mistrzostwo pojechało do Widzewa Łódź !
Jako wicemistrz Śląsk grał w Pucharze UEFA z Dynamem Moskwa.
Jesienią 1982 roku, w okresie stanu wojennego, mecz na Stadionie
Olimpijskim przerodził się w antyrządową demonstrację. Choć
wrocławianie prowadzili już 2:0 (Aleksander Socha i Sybis), jednak
ostatecznie tylko zremisowali 2:2. W rewanżu w Moskwie nikt rozsądny
na Śląsk nie stawiał. Jednak fantastyczny strzał Ryszarda
Tarasiewicza z 30 metrów wpadł do siatki gospodarzy i następnego
dnia radzieckie gazety smutno obwieszczały triumf Śląska, a ludzie
na ulicach wielu miast mówili z dziką i mściwą satysfakcją: "Ale im
dokopali".
Następna runda Pucharu UEFA nie była już tak szczęśliwa. Servette
Genewa wygrało we Wrocławiu 2:0, a w rewanżu padł jeszcze
smutniejszy rezultat 1:5.
Od tego czasu Śląsk obniżył znacznie notowania. Tylko raz, pod wodzą
Henryka Apostela, pod koniec lat 80., wydawało się, że WKS jest w
stanie nawiązać do wcześniejszych tradycji. Skończyło się na
Pucharze Polski zdobytym w 1987 roku w Opolu w meczu z GKS Katowice.
Po bezbramkowym remisie i dogrywce, wrocławianie lepiej strzelali
rzuty karne. W nagrodę jesienią był dwumecz z Realem Sociedad San
Sebastian. Grając w Bilbao Śląsk zremisował 0:0, choć pod bramką
Janusza Jedynaka dochodziło co chwilę do ostrych spięć. Niestety, w
rewanżu na Stadionie Olimpijskim było 0:2. Był to, jak na razie,
ostatni występ Śląska w rozgrywkach europejskich.