goniacy.pielegniarz
09.02.04, 19:09
Wszyscy się rzucili na Rokitę, bo ośmielił się porównać Rydzyka do Michnika,
czy też odwrotnie. Ale co takiego oburzającego w tym jest? Tylko nie mówcie
zaraz o dobrym smaku i tego typu argumentach. Chodzi mi raczej o fakty, a nie
o smak czy emocje. Po pierwsze Rokita zaznaczył dokładnie, o jakiej
zbieżności mówi. Co więcej, tutaj na forum stawiano te zarzuty Michnikowi i
jakoś nikt się tak nie oburzał, a nawet przytakiwano argumentom, że Michnik
się miesza do polityki i rozgrywa z drugiego szeregu, czego nie powinien
robić. Przypomnijcie sobie, co pisaliście przy aferze Rywina! Dopiero
porównanie metod, podkreślam, metod, a nie poglądów obu panów wywołało
wzburzenie. Gdyby chodziło o poglądy, to też bym negatywnie się do tego
odniósł.
Kataryna pisze: „Poza tym, gdyby z tego fragmentu wyjąć samo "Rydzyk" i
zastąpić to opisem to trudno Rokicie racji odmówić.”
Heretykkk (po uprzednim szczypnięciu Basi, przed czym nie mógł się
powstrzymać,)odpowiada Katarynie: „Właśnie, o to chodzi. Rokita nie wyciął
tego słowa i dlatego cała jego analiza jest mało wiarygodna”
Proszę o argumenty, które świadczą, że Rokita nie ma racji, a nie o odczucia.
Kataryna pisze: „Pal sześć zestawienie Michnika z Rydzykiem, ja wielu
podobieństw nie widzę ale rozumiem, że Rokita nie mógł sobie odmówić
przyjemności podszczypania Michnika, od którego niedawno w równie kiepskim
stylu oberwał.”
To jest pewnie ważna książka dla Rokity, tym bardziej, że zostanie wydana
przed szczytem politykowania Rokity, więc wątpię, aby Rokita tam załatwiał
jakieś swoje „podszczypywania” z Michnikiem. Mi się wydaje, że on mówi
szczerze, co myśli i nie jest to odwet w jakimś małym, ambicjonalnym sporze.
Kataryna cytuje Rokitę: „"Polityk jak bokser - trudno dostrzega zalety u
przeciwnika. Jest z natury rzeczy stronniczy, działa w konflikcie, formułuje
racje tylko jednej strony. Bo gdyby mówił: ja mam trochę racji, a mój
przeciwnik też trochę, byłby śmieszny. Polityk niezdolny do obrony własnej
racji powinien się wycofać z polityki."
I pisze dalej:
„Jeśli tak właśnie Rokita postrzega politykę to ja bardzo dziękuję.”
Ale co w tym jest nieprawdą, czy nie ma sensu? To chyba normalne, że polityk
formułuje własne racje i ich broni. Zwłaszcza, że te racje są skierowane
wyłącznie do wyborców, a nie do przeciwników politycznych. Jeśli przeciwnicy
polityczni mają coś uzgadniać, to nie robią tego przed kamerami. Polityk
broni swoich racji do upadłego, bo nikt nie zagłosuje na takiego, który po
kłótni przed kamerami przyzna, że właściwie przeciwnik go przekonał.
Poza tym, jeśli polityka polega na tym, że na początku wycieczki mamy dwóch
kandydatów na przewodnika i jeden mówi, idziemy lasem, a drugi mówi, idziemy
przez polanę, po czym grupa ma wybrać jednego z nich, to jak może jeden
przyznać część racji drugiemu, skoro tylko ten, który przekona do swojej
koncepcji będzie przewodnikiem? Zadaniem jest przekonanie, że dana droga jest
lepsza, a nie, że idziemy lasem przez polanę.
p.s. Do Franka nic nie piszę, bo wiem, że on już na barykadzie z pochodnią
stoi :)))
Pozdrawiam