Dodaj do ulubionych

Z emigracji na kozetkę

IP: *.aster.pl 22.02.08, 16:03
ja tam się nie dziwię,nawet jak z wakacji wracam, to mam deprechę :)
Obserwuj wątek
      • Gość: nikita Re: Z emigracji na kozetkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.08, 18:58
        Bo emigracja to nie jest łatwa sprawa. Podobno tak naprawdę "u siebie" czuje się dopiero trzecie pokolenie.

        Nawet nauczenie się języka na takim poziomie, aby rozumieć każde słowo i swobodnie żartować sobie z miejscowymi przekracza możliwości większości emigrantów - do tego potrzebne są odpowiednie zdolności i wiele lat pracy. Poza tym rodzinę i znajomych zostawia się w Polsce, gdzie ludność jest raczej zasiedziała i przywiązana do ziemi, a oprócz wojskowych mało kto przeprowadza się kilka razy w ciągu życia w różne miejsca. Podobnie jest ze zwyczajami, kuchnią itp. - dla większości ludzi, nie tylko zresztą w Polsce, to świętość, a ich porzucenie na rzecz "obcego" stylu życia to jak wyrzeczenie się własnej matki.

        No i człowiek dostaje rozdwojenia jaźni - z jednej strony widzi, że w takiej Anglii czy Danii jest pod każdym względem lepiej, z drugiej czuje, że to "nie jego", a on jest "nie stąd". Dlatego po pewnym czasie zapomina o tym, co było w Polsce złe, i ojczyzna zaczyna mu się kojarzyć głównie z beztroskim dzieciństwem i rosołkiem ugotowanym przez mamusię. I człowiek wraca, i przeżywa szok, bo czuje, że "stąd" też już nie jest, ponieważ tutejsze standardy są zdecydowanie "nie jego".

        Płynie stąd jeden, brutalny zresztą wniosek - najlepiej od razu urodzić się w normalnym kraju.
          • Gość: wrocilem 100% racji, sam tez tak mam IP: *.chello.pl 22.02.08, 21:05
            wrocilem do Polski, bo zapomnialem jak tu jest do dupy. Wydawalo mi sie ze skoro
            tu ludzie jakos zyja to nie moze byc tak najgorzej.

            ale 3 miesiace po powrocie jedno co mi chodzi po glowie to jak najszybciej
            wyjechac. Brud, niskie place, drozyzna, blokowiska, chamscy ludzie, biurokracja
            - czubek gory lodowej!
          • rasklaat Re: Z emigracji na kozetkę 22.02.08, 21:38
            Literaturę emigracyjną to właśnie teraz sam piszesz. Teraz się pisze inne książki niż kiedyś, królują nowe formy więc czemu nie zapisy z forów w formie książkowej? A tego, co na gazeta.pl w postach napisano o emigracji, starczyłoby na następne "Ogniem i mieczem", nic tylko powybierać cytaty, wydrukowac, oprawić i sprzedawać.
            • Gość: białostoczanin Re: Z emigracji na kozetkę IP: *.dsl.bell.ca 23.02.08, 02:59
              Witam, ja po dwudziestu latach w Kanadzie jestem pewien że gdy zaparkuję moje auto na ulicy to mi nikt go nie buchnie ani złośliwie nie porysuje, pomimo tego że w Toronto jest zbieranina z całego świata. Poza tym przedłużenie prawa jazdy, health card, paszportu czy czego kolwiek zajmuje minuty. Mogę też większość spraw załatwić poprzez internet, a wszystkie karty są mi przysyłane pocztą. Jestem człowiekiem z natury leniwym i między innymi za to kocham ten kraj. Poza tym Kanada jest piękna. Nie zapominam też tego że jestem Polakiem. Moje dzieci oprócz płynnego posługiwania się Angielskim i Francuskim mówią płynnie po polsku.
              • Gość: California Re: Z emigracji na kozetkę IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 23.02.08, 05:01
                >zaparkuję moje auto na ulicy to mi nikt go nie buchnie ani złośliwie >nie
                porysuje, pomimo tego że w Toronto jest zbieranina z całego >świata.

                co Ty powiesz...masz uato pewnie jak kazdy w Kanadzie..popularne zwykle jakas
                honda civic lub accord na kredyt...wiec Ci nikt nie porysuje...w Polsce jak masz
                Toyote to tez Ci niekt nie porysuje bo to zwykle auto...ja mam Labroghini i dom
                w Seattle tez. Bylem
                2 dni w Kanadzie z rejstracjami z Washington stanu. Urwali mi
                lusterko. Wybacz ale Twoje ubostwianie Kanady i nagana dla Polski
                to mitomania.


                >Poza tym przedłużenie prawa jazdy, health card, paszportu czy czego >kolwiek
                zajmuje minuty.

                Co Ty powiesz! A wiesz ile sie czeka w USA na wizy imigracyjne jak sie ozenisz z
                dziwczyna z Polski?

                >Mogę też większość spraw załatwić poprzez internet, a wszystkie >karty są mi
                przysyłane pocztą.

                Tak..podobnie jak Ci ktos moze ukrasc karte i nakupowac sobie
                co chce. w Polsce tego problemu nie znalem. Poznalem na kontynencie
                polnocno amerykanskim


                >Jestem człowiekiem z natury leniwym i między innymi za to kocham >ten kraj.

                Mieszkasz w dzielnicy o przewazajacej liczbie biedoty i wszystko co masz to
                pewnie auto bo tylko tam lenistwem sie dochodzi?
                Nie gniewaj sie...zartuje :-) nie zyw do nie urazy

                >Poza tym Kanada jest piękna.

                zgadzam sie.

                > Nie zapominam też tego że jestem Polakiem. Moje dzieci oprócz >płynnego
                posługiwania się Angielskim i Francuskim mówią płynnie po >polsku.


                aNGIELSKIM, fRANCISCKIM malymi tak jak polskim :-)
                lekcja polskiego od emeryta z USA i Kanady :-)

        • Gość: big t Re: Z emigracji na kozetkę IP: *.hudd.cable.ntl.com 22.02.08, 19:29
          z tym przystosowywaniem sie nie jest do końca tak. Mieszkam w UK, uczę się języka, staram się poznać wszelkie meandry tutejszego życia,ale mimo to nie chcę się wtopić całkowicie w tłum. Mam świadomośc tego, że jestem i do końca życia będę Polakiem. I co z tego, że mój akcent nigdy nie będzie wystarczająco brytyjski? Że moje dzieci być może ktoś nazwie dziećmi emigrantów? Czuję się tu dobrze, mam wszystko czego mi potrzeba, wiem kim jestem i gdzie przebywam i uwierzcie mi, że większość moich znajomych, Anglików bądź też i nie, ma daleko w nosie skąd jestem.
          • ryslis Re: Z emigracji na kozetkę 22.02.08, 19:47
            Ja bylem w kraju emigrantow gdzie ludzie inteligentni wsrod ktorych sie
            obracalem sa wyrozumiali,moj angielski byl bardzo slaby ale podpieralem sie dosc
            dobrym niemieckim.Po 2 latach pobytu calkowicie odseparowalem sie od polskiego
            srodowiska.W srodowisku pracy i zamieszkania bylem jedynym Polakiem,wsrod
            Amerykanow swoja wiedza,pracowitoscia i umiejetnosciami mialem uznanie,szacunek
            i przyjazn.
              • Gość: Łukasz Re: Z emigracji na kozetkę IP: *.lns3-c8.dsl.pol.co.uk 22.02.08, 23:46
                Oj, w Stanach jest inaczej niż w Europie zachodniej. Tam człowiek
                nie czuje sie obco, bo to kraj zbudowany przez emigrantów. A co do
                powierzchowności kontaktów międzyludzkich, no tak jest. Ale lepsza
                powierzchowna uprzejmość, niż powierzchowna gburowatość. A tak na
                dobrą sprawę, to ilu jest ludzi na których człowiek tak naprawdę
                może liczyć, w Polsce czy gdzie indziej??? Tego nigdy nie wiadomo.
                Dlatego mu nawet wierzę. Pzdr.
                • hjb Re: Z emigracji na kozetkę 23.02.08, 00:40
                  Calkowicie sie zgadzam. Mieszkam a USA i pracuje z ludzmi z wielu
                  krajow rowniez z Polakami.Ludzi na ktorych pomoc moge liczyc to
                  Amerykanie, Anglicy i Wlosi - bezinteresownie, uprzejmie i bez
                  oczekiwania na wdziecznac, po prostu bo tak chca. Doprawdy nie wiem
                  skad te mity o ich powierzchownosci. Zwracam tez uwage na
                  dobroczynnosc, ktora tutaj jest najbardziej rozwinieta ze wszystkich
                  krajow swiata i wielu ludzi dziala w bardzo wielu organizacjach dla
                  dobra innych i Wiekla Orkiestra Swiatecznej Pomocy trwa przez caly
                  rok. Czy naprawde tak zachowuja sie ludzie powierzchowni? Podam
                  przyklad: przy wielu kosciolach sa napisy "Jesli jestes w ciazy i
                  szukasz pomocy - zglos sie". I otrzymac mozna roznego rodzaju
                  konkretna, madra, rowniez finansowa pomoc, na ktora sklada sie
                  czasem zaledwie garstka parafian. W Polsce znam Duchowa Adopcje
                  Dziecka Poczetego - pewnie, ze to glebokie i nie mam nic przeciwko
                  modlitwie za dzieci i pomocy duchowej.Chce tylko podac przyklad
                  innego rozumienia pomocy.
                  • Gość: hahah Re: Z emigracji na kozetkę IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 23.02.08, 05:10
                    >Calkowicie sie zgadzam. Mieszkam a USA i pracuje z ludzmi z wielu
                    >krajow rowniez z Polakami.Ludzi na ktorych pomoc moge liczyc to
                    >Amerykanie, Anglicy i Wlosi - bezinteresownie, uprzejmie i bez
                    >oczekiwania na wdziecznac, po prostu bo tak chca.

                    Widze jakie sa te "zyczliwosci" zwlaszcza jak sie ludzie rozwodza w USA! W
                    Polsce to nawet czlowiek sobie by nie wyobrazli. Jak widac KROTKO jestes tutaj
                    bo ulegasz UŁUDZIE czegos co sie nazywa polityczna poprawnosc/zyczliwosc. W
                    Polsce ludzie sa szczerzy,
                    powiedza Ci SPIE..J i tyle. w innych krajach beda grzeczni
                    i Ci "wbiję nóz w plecy"
                    • bjh1 Re: Z emigracji na kozetkę 23.02.08, 14:31
                      Mysle ze to wlasnie typowo polskie takie wbijanie noza w plecy. Zdaje
                      sie ze przebywasz w polskim srodowisku i trudno Ci wyobrazic sobie
                      ludzi wyluzowanych, spelnionych zawodowo, czesto z kontem w banku
                      zapewniajacym mozliwosc przezycia wielu lat bez pracy, ktorym po
                      prostu nie przyjdzie do glowy "wbijanie noza w plecy" i jak mu sie nie
                      podoba to po prostu zignoruje, bo po co mialby sie przejmowac. (Co
                      znowu wg polskich obyczajow jest "powierzchownoscia).
          • Gość: California Re: Z emigracji na kozetkę IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 23.02.08, 05:07
            >mój akcent nigdy nie będzie wystarczająco brytyjski

            w Californi ci brytyjczycy robia wszystko zebysmy sie z ich
            akcentu nie smiali. Co wiecej kazda fajna dziwczyna z Californii Ci
            powie ze jak mowisz po angielsku z akcentem nie anglojezycznym to
            jest to bardziej seksowne... ludzie pozbyjcie sie tych polskich kompleksow jakie
            nabyli Polacy wraz z zaborami.
            My w Californi sie smiejemy z Brytyjskiego akcentu...i
            jak moi koledzy twierdza "nikt ich nie kapuje" bo jezdz po zlej stronie ulicy i
            dziwnie mowią.

            Wszyscy moi kumple i ich rodziny sa od 100+lat w California...
            Ja sobiscie mam fuksa mowic tak ze nikt nie wie ze jestem
            urodzony w Polsce ale czesto chetnie probuje udawac Wasz polski akcent. Juz nie
            jedna super dziwczyna na to poleciala!
          • umghhh Re: Z emigracji na kozetkę 22.02.08, 23:49
            jak kogos gryzie bardzo za granica to moze sprobowac. Z moich doswiadczen
            emigracyjnych i rozmow z innymi emigrantami (niekoniecznie polskimi) nie jest im
            nigdzie za dobrze bo widzieli ze mozna inaczej i ich denerwuje to ze lokale nie
            traca nawet chwili na zastanowienie sie nad tym czy status quo nie nalezaloby
            zmienic.
            Mnie nie jest dobrze tam gdzie spedzilem wystarczajaco duzo czasu zeby nauczyc
            sie jezyka i zaczac wnikac w tajniki zycia lokalnego. Mimo to nie zamienilbym
            Rzeszy (gdzie mieszkam w tej chwili) na Polske. Po tylu latach to jak
            przeprowadzka do nieznanego kraju tyle ze zna sie jezyk. Ja znam ich kilka wiec
            mam wybor i do Polski sie poki co nie wyprowadzam. Wykluczyc nie moge
            oczywiscie, szczegolnie jak zajda zmiany w moim zyciu i w sytuacji nad Wisla ale
            to co sie kiedys mowilo ze emigracja to w pewnym sensie porazka stalo bym sie
            wlasnie wtedy prawda gdybym wyemigrowal spowrotem do Polski.
            Oczywiscie prawda jest tez taka ze rodzine wskotek polityki roznych wladz
            polskich mam na calym swiecie rozsypana, przyjaciol tez mam po swiecie
            rozsypanych (nie z powodu polityki wladz ale dlatego ze tak wyszlo). Tak by
            zreszta bylo nawet jakbym zostal tyle ze do tego mialbym ten bonus chamstwa,
            prostatctwa, niedojzalosci i mialkosci strasznej. A tak przynajmniej mam wybor i
            mam poczucie ze moja szanse wykorzystalem. Moze nie najlepiej ale sprobowalem i
            jestem zadowolony.
            Jak mnie depresja gryzie ide do sklepu i kupuje butelke dobrego wina albo do
            knajpy gdzie w kulturze spozywam dobre piwo. Pochodzenia nie zapieram sie
            oczywiscie. Lodz czy Kutno takie samo miejsce jak Moskwa czy Kolonia albo Londyn
            - punkt na mapie do ktorego wraca sie wspomnieniami bo tam spedzilo sie mlodosc.

            PS artykul dobry do rozpoczecia dyskusji choc bardzo slaby.
        • Gość: :O) Nikita... IP: *.belf.cable.ntl.com 23.02.08, 11:58
          Nie masz pojeia o tym jak sie zyje za granica i powetarzasz
          stereotypy rozsiewane przez ludzi ktorzy wyjechali tam, pracuja w
          kuchni lub przy patrpszeniu ryb i zyja w tzw polskich gettach.

          1) Mowie po angielsku perfekecyjnie (juz 10 lat) za sprawa swojej
          zony i uczelni.
          2) Mam super prace i zarobki
          3) Mam tylko jednego znajmego z polski
          4) Nie czuje sie tutaj absolutnie obcy ani samtony
          5) Odwiedzam polske reguralnie
          6) Jestem szczesliwa osoba, czasami tesknie za Polska ale bardziej
          za poszczegolnymi ludzmi niz krajem.
          7) Uwazam ze kompletna bzura jest mowienie ze dopiero moi wnukowie
          beda si tutaj czuli dobrze... Kompletny ansurd.
          Twoje wywody moznaby dopasowac do tych ktoerzy tu przyjachali i:
          - nie mowia w lokalnym jezyku (lub mowia slabo)
          - ich jedyni znajomi to inni polacy - rowniez w slabej stuacji
          materialnej
          - maja ze wszytskim problemy i na wszystko wokol narzekaja (stres
          zrodzony wlasnie sytaucja materialna).

          Zwrocilbym uwage na dwie sprawy jako istotny czynnik decydujacy o
          tym jak sie czujesz na obczyznie (zle lub dobrze)- oczywiscie jezyk
          i zdolnosc adaptacji (lub jej brak).
          Generalizowanie ze - nigdy nie nauczysz sie jezyka perfekt czy
          neigdy sie tak naprawde nei zaklimatyzujesz jest kompletna bzdura i
          zalezy od powyzszych czynnikow.
          Warto wspomniec ze glupie stereotpy rozsiewaja zazwyczaj ludzie
          neiwyksztalceni i nei majacy zielonego pojecia o lokalnej kulturze,
          typu - "...jak bylem w Anglii (pracowal 2 miesaice na polu) to
          czlowieku oni tam niw maja niz w telewizji... same glupoty, zadnych
          ambitniejszych rzeczy". Podslyszalem kiedys taka rozmowe w
          samolocie i uszy mi wiedly przez ponad godzine... stek totalnych
          bzdur i dowod na glopte tych kretynow.

          Co do artykulu - zgadzam sie w 100%. Pierwszy raz po moim wyjezdzie
          nie bylo mnie w kraju przez 3 lata (Nowa Zelandia). Po pworcie
          wpadlem w powazna depresje i moja jedyn mysl to byl kolejny wyjazd.
          Wiem ze zabrzmi to trywialnie ale kolejka na poczcie (przy pierwszej
          okazji) i pyskowka ludzi uzysmowila mi jedna rezcz: musze stad
          spier... i to jak najszybciej. To sa kwestie ktore przecietna osoba
          w Polsce nigdy nie zrozumie (chyba ze doswiadczy tego na swojej
          skorze). Nie mozna wytlumaczyc ze nagle mi przeszkadza ze jakas
          chamka zza lady do mnie pyskuje albo denerwuje mnie ze nie odpoiwada
          usmiechem na moj usmiech - Jest to kwestia przyzwyczajenia sie do
          pewnego innego (za granica) sposobu zycia, trudno jest potem wrocic
          do rezczywustosci w Polsce - ale tak jak wspomnialem tego
          subiektywnego odczucia nie jest spsob wytlumaczyc polakom
          mieszkajacym w Polsce - zaraz bedzie ze ci odbila woda sodowa.
          Milo jest mio tez uslyszec ze podobne problemy maja inni Polacy
          ktorzy spedzili jakis normalny czas za granica (nie koniecznie na
          polu i niwkoniecznie w otoczeniu innych Polakow).
      • Gość: ojciec ALE BZDURA!!! IP: 78.16.105.* 22.02.08, 23:51
        1. Szaro? Jeśli jest bardziej szare miejsce niż Dublin, to na pewno nie w Polsce.
        2. Na Wyspach wszystko jest lepsze? Może system bankowy z lat 90tych, może
        brakoróbstwo robotników, może beznadziejny (i płatny) system opieki zdrowotnej,
        może położnictwo z lat 90tych, może w końcu klimat :D?????
        3. Wyspy nauczyły mnie doceniać Polskę i to, co wypracowaliśmy po 89. Wracam do
        Polski w lipcu i NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ. Jest wiele rzeczy gorszych w Polsce, tak
        jak jest wiele rzeczy gorszych w Irlandii, Niemczech, Hiszpanii i każdym innym
        kraju.

        Szkoda, że tego nie widzą pismaki z Gazety, którzy tylko szukają sensacji i
        wysokiej klikalności dla ich artykulików.
    • fyrlok Re: Z emigracji na kozetkę 22.02.08, 17:42
      Mnie najbardziej deprymuja te mordy
      (przynajmniej do niedawna) na scenie politycznej.

      Brrrrr,eeeee,feeeeee.
      Imho miejsce takich pseudoelit
      jest nawet nie tyle w wiezieniu,
      co w ZOO. Same obrzydliwe malpy.
      No ale rozaniec miedzy zebami.
      • Gość: anonim Re: Jest szaro i smutno, ale IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.08, 18:07
        Ja tez jestem czlowiekiem ktory wrocil i sam nie wiem po co.
        Wrocilem bo wydawalo sie ze wracam w swoje rodzinne strony, tutaj
        rodzina, znajomi, moj kraj. Tak nie jest. Nie mam wspolnego jezyka z
        rodzina ani znajomymi. Nie rozumiemy sie. W Polsce nikt nie zwraca
        uwagi na przepisy prawa, tutaj wszystko sie "zalatwia".Olbrzymie
        obszary szarej strefy od gabinetow lekarskich do prawniczych. Jak
        sie rozejrzalem wsrod znajomych i rodzinie to kazdy z nich jest
        zatrudniony w szarej strefie.W glowie mnie sie nie miesci ze tak
        moze byc.Kraj totalnego bezprawia, rozpad administracji, sluzb
        sanitarnych i porzadkowych.Jest wiec szaro i smutno w tym kraju ale
        tylko dla ludzi ktorzy widzieli inne porzadki.Jak sie raz wyrwalo z
        szamba nigdy, przenigdy nie powinno sie do niego wracac.
        • Gość: novial Re: Jest szaro i smutno, ale IP: *.adsl.inetia.pl 22.02.08, 19:43
          Doskonale cię rozumiem. Ja sam nie wyjeżdżałem, ale zawsze mnie denerwował w
          Polsce wszechobecny brud, niechlujstwo, bylejakość, wandalizm, cwaniactwo,
          nieżyczliwość, ponuractwo, pseudoreligijność ... i długo by jeszcze wymieniać. A
          najbardziej mnie dziwiło, że nikt tego nie dostrzega. W Polsce ludzie izolują
          się od innych i zamykają się w swoich czterech ścianach, a wszystko, co ich
          bezpośrednio nie dotyczy, mają głęboko w d... No a na forach dyskusyjnych
          nawiedzeni fanatyczni pseudopatarioci wymyślają takim krytykom jak ja od
          zdrajców Polskości (koniecznie przez duże P), targowiczan i sprzedawczyków i
          doradzają natychmiastową emigrację na Białoruś. :)
          • Gość: Anastazy Re: Jest szaro i smutno, ale IP: *.2-0.pl 23.02.08, 00:35
            szkoda, że nie wyjechałeś pomieszkać choć chwilę w UK. Albo w USA.
            Myślisz, że tam się tak wszyscy troszczą? W d... Cię mają, ale z
            przygłupawym uśmieszkiem i kretyńskim "how are You/Are You ok?"
            zawsze będą mówić, żeś kul men. Takich fałszywców jak w Anglii nie
            widziałem w Polsce jeszcze. Przez pierwszy tydzień to pomagało,
            wydawało się, że to szczera życzliwość, i pomagało, jak się roboty
            nie dawało znaleźć czy z mieszkaniem problem był. Ale potem
            zauważasz obłudę. W Polsce jest w drugą stronę często, niestety - ta
            gburowatość, choć mniejsza niż dawniej, jednak razi - czy
            sfrustrowane kasjerki w markecie, czy wichurowata szatniarka na
            basenie, czy jeszcze inne wynalazki. Ale chyba jednak wolę
            powierzchowną gburowatość od powierzchownej serdeczności, bo z
            mojego doświadczenia wynika, że głębia najczęściej jest
            przeciwieństwem tego, co pozornie widoczne. Howgh
          • comrade Re: Jest szaro i smutno, ale 23.02.08, 14:57
            > Doskonale cię rozumiem. Ja sam nie wyjeżdżałem, ale zawsze mnie denerwował w
            > Polsce wszechobecny brud, niechlujstwo, bylejakość, wandalizm, cwaniactwo,
            > nieżyczliwość, ponuractwo, pseudoreligijność ... i długo by jeszcze wymieniać.
            > A
            > najbardziej mnie dziwiło, że nikt tego nie dostrzega. W Polsce ludzie izolują
            > się od innych i zamykają się w swoich czterech ścianach, a wszystko, co ich
            > bezpośrednio nie dotyczy, mają głęboko w d... No a na forach dyskusyjnych
            > nawiedzeni fanatyczni pseudopatarioci wymyślają takim krytykom jak ja od
            > zdrajców Polskości (koniecznie przez duże P), targowiczan i sprzedawczyków i
            > doradzają natychmiastową emigrację na Białoruś. :)

            Może chodzi o to że brud, niechlujność, bylejakość, wandalizm i cwaniactwo NIE
            SĄ - jak piszesz - _wszechobecne_ w Polsce. Występują, jasne, w proporcjach
            większych niż w krajach starej UE, ale trza być ślepym żeby po pierwsze nie
            widzieć jaki jest trend zmiany tych proporcji, a po drugie dostrzec fakt ze są
            kraje lokujące się w tej hierarchii jeszcze gorzej niż Polska i że jest to
            zdecydowana większość krajów na świecie :) Kłamstwem jes tez fakt ze nikt tego
            nie dostrzega. Wiekszosc ludzi dostrzega, tylko interpretuje to mocno
            emocjonalnie w jedną albo drugą strone.

            Ja mam takie porównanie: Polska jest obecnie w pierwszej lidze najbardziej
            rozwiniętych krajów świata, natomiast problem polega na tym że w tej lidze
            okupuje jedno z ostatnich miejsc. Gdyby cały świat to była rzeczywiscie tylko
            pierwsza liga, to mozna by pisać krytycznie. Ale nie jes tak. Istnieje tez druga
            a nawet trzecia liga. Więc jak ktoś pisze że o PL ze syf, nieład, burdel
            organizacyjny jest _wszechobecny_ i totalny (a tak napisales) to tak jakby
            stawiasz PL na równi z Zimbabwe, Kongo, Bangladeszem, spychasz do trzeciej ligi.

            Dlatego ktos moze sie wkurzyć na takie teksty, i nie trzeba byc zadnym
            pseudopatriotą, zeby sie wkurzać, wystarczy po prostu być obiektywnym.
        • wymiatator1 Re: Jest szaro i smutno, ale 22.02.08, 22:13
          Ja wyjechałem zaledwie do Poznania z małego miasteczka na Kujawach i też nie potrafię już rozmawiać z ludźmi z rodzinnych stron. To co kojarzyło mi się z beztroskim dzieciństwem dzisiaj jest chamstwem i brudem niewykształconych wieśniaków.
    • piotrek20074 W Polsce nie jest szaro 22.02.08, 17:46
      w porównaniu z krajami na podobnej szerokości geogr. wiadomo ze w
      ciepłych kajach jest bardziej kolorowo. Ale ja zawsze chętnie wracam
      do Polski i nie mogę wytrzymac za granica wiecej niz 2 tygodnie.
      • Gość: duze_balony Re: W Polsce nie jest szaro IP: *.acn.waw.pl 22.02.08, 23:35
        zgadzam sie...dla mnie to tzw. pieprzenie kotka za pomoca
        mlotka...jesli ktos ma leb na karku, troche oleju w glowie, ew. ma
        szczescie w zyciu, wszedzie, absolutnie wszedzie sobie poradzi..i
        niewazny jest klimat spoleczny, kultura, klimat zimny albo klimat
        goracy..swiat 21 wieku to nie jest swiat dla wypierdkow, a wlasnie
        wiekszosc artykulow w gw traktuje o takich..przeciez realia sa
        zupelnie inne, niewazne ze jedziesz, niewazne ze wracasz, wazne, ze
        realizujesz sie w tym co robisz najlepiej albo w tym co
        lubisz...pzdr4all
    • Gość: Brett Z emigracji na kozetkę IP: *.cable.mindspring.com 22.02.08, 17:55
      Bo do Polski się wraca, ale tylko na wakacje. :)

      Swoją drogą to ciekawe artykuły pojawiają się na tej stronie. Jak ludzie
      wyjeżdżali do pracy na Wyspy, to pojawiały się artykuły o wykorzystywaniu
      Polaków, o oszustach, o ciężkich warunkach, o bezdomnych którym się nie
      powiodło. Teraz jak Polacy wracają to straszy się ich psychologiem, szarością,
      polskimi urzędami, niskimi zarobkami.
      Cokolwiek by się nie działo, gazeta.pl zrobi wszystko żeby przestraszyć Polaków
      i wpędzić w niepewność.
    • Gość: pocalujta_wujta Nie "pozbawione wiekszych problemow" ale normalne IP: 204.153.88.* 22.02.08, 17:59
      Te "wieksze problemy" to po prostu glupota rozwiazan polskich i
      czesto zawistna i zamknieta mentalnosc polska.

      Po 13 latach zycia w USA nie chce mi sie wracac do tego Wszego
      burdelu w ktorym nie tylko slabo sie zarabia, ale panuje
      ustroj "feudalno-biurokratyczny":

      1. Niskie zarobki
      2. Wciaz niski poziom bezpieczenstwa.
      3. Brak wzajemnego szacunku ludzi.
      4. Brak zrozumienia.
      5. Brak szacunku mlodych niewyzytych dla tych starszych.
      6. Ignorancia i arogancja wynikajaca po prostu z zamknietego umyslu
      na mozliwe zmiany.
      7. Niechec do zmian (znow zamknietosc umyslow).
      8. Choroba wladzy na kazdym szczeblu czy to w urzedzie czy to w
      pracy gdzie urzednikowi albo menedzerowi wydaje sie ze jego funkcja
      to bycie Bogiem tego tam po drugiej stronie (notabene mam
      podejrzenie ze wielu menedzerow z MBA w Polsce nie ma tak naprawde
      pojecia na czym polega rola liderow i organizatorow, i sprowadzaja
      ja do prymitywnych uzaleznien w stosunkach pracodawca-pracownik).
      9. Nieprzyjaznosc stosunkow (w USA za nioeprzyjazne stosunki w pracy
      mozna wytoczyc proces i go latwo wygrac wiec kazda firma dba o to by
      nie bylo agresji miedzy przacownikami, ale takze miedzy menedzerami
      i pracownikami).
      10. Ogolne niezrozumienie drugiego czlowieka.
      11. Ulomnosc elementarych rozwiazan sluzacych czlowiekowi (banki-czy
      moge np. robic operacje przez internet 24x7 ew. rozmawiajac o
      przelewie z uprzejma pania w niedziele wieczorem?)
      12. Nawiedzenie i to czesto religijne, ale nie tylko.
      13. Uprzedzenie do innosci (nie chodzi to o rase, kulture czy
      oreintackje seksualna ale np. o nietypowe zainteresowania i
      niestereotypowy model zycia).
      14. Akceptacja chorych postaw a czesto wystepkow typu pobicia ,
      oszustwa i inne ("moralnosc Kalego" ale takze "nie donos" w
      wypadkach gdy chodzi po prostu o zlikwdowanie czegos rzeczywiscie
      niemoralnego to raczej za niemoralne uczhodzi zgloszenie
      elementarnych wykroczen czy chamstawa przeszkadzajacemu innym np.
      policji - to jest normalne w innych krajach i dlatego jest
      spokojniej).
      15..... mam kontynuowac dalej? To by mi zabralo duzo czasu.

      Mimo ze nie czuje sie dobrze z rzeczywistosca w USA to jednak wole
      zyc tutaj ze wzgledu na wygode rozwiazan i poszanowanie ktore mi sie
      tu okazuje mimo ze nie jestem obywatelem tego kraju. Nosilem sie z
      zamiarem powrotu, ale do Europy Zachodniej a nie do polski i to byc
      moze tam gdzie nie ma zbyt wielu Polakow a ci co sa to maja jakis
      poziom moralny i otwarta glowe (czyli glownie wyksztalceni Polacy co
      albo znaja zycie na Zachodzie, albo sa tak mlodzi ze sa nieskalani
      PRL-owskim sposobem myslenia np. pr rodzicach).

      pozdrawia
      Nie PRL-owsko myslacy Polak w srednim wieku zyjacy w USA.

      P.S> Model zycia w Szwajcarii naprawde mi odpowiada a poznalem
      odrobine ten kraj zanim przyjechalem do USA.
      • Gość: eustachy Re: Nie "pozbawione wiekszych problemow" ale norm IP: 83.238.180.* 22.02.08, 18:29
        >9. Nieprzyjaznosc stosunkow (w USA za nioeprzyjazne stosunki w
        pracy
        >mozna wytoczyc proces i go latwo wygrac wiec kazda firma dba o to
        by
        >nie bylo agresji miedzy przacownikami, ale takze miedzy menedzerami
        >i pracownikami).

        No właśnie... wszyscy przychodza ze sztucznymi usmiechami i sztuczna
        sympatia, wszyscy wystraszeni, zeby ich nie posadzic
        o "nieprzyjaznosc", o to, ze nie nadaja sie do zespolu.
        • Gość: nikita Re: Nie "pozbawione wiekszych problemow" ale norm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.08, 19:22
          Gość portalu: eustachy napisał(a):

          > No właśnie... wszyscy przychodza ze sztucznymi usmiechami i sztuczna
          > sympatia, wszyscy wystraszeni, zeby ich nie posadzic
          > o "nieprzyjaznosc", o to, ze nie nadaja sie do zespolu.

          Jak przychodzę do urzędu, to naprawdę mnie nie obchodzi, czy przyjazne nastawienie panienki z okienka jest szczere czy wyuczone. A co to w ogóle znaczy "sztuczna sympatia"? Czy sądzisz, że jeśli szef ma problemy osobiste, to powinien rzucać krzesłami w pracowników, bo "tak czuje", a uśmiech i uprzejmość byłyby w tym wypadku fałszywe?
      • Gość: Expert do pocalujta_wujta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.08, 18:39
        Gość portalu: pocalujta_wujta napisał(a):
        "Po 13 latach zycia w USA nie chce mi sie wracac do tego Wszego
        burdelu
        3. Brak wzajemnego szacunku ludzi.[...]"

        Widac ze w USA nauczyles sie szacunku :) Wyraziles to zwlaszcza w
        slowach "..wracac do tego Wszego
        burdelu...". Widac ze wzajemny szacunek jest w USA na wysokim
        poziomie :) No i szczerze mi przykro ze Cie zawiedlismy tu w Poslce,
        tym NASZYM burdelem. Bo to juz nie Twoj bo Ty przeciez taki
        amerykanski jestes :) tyle lat w USA ehhh :))) 13 :D Cale Twoje
        zycie :D


        • Gość: USA Re: do pocalujta_wujta IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 23.02.08, 05:14
          Gość portalu: pocalujta_wujta napisał(a):
          >"Po 13 latach zycia w USA nie chce mi sie wracac do tego Wszego
          >burdelu
          >3. Brak wzajemnego szacunku ludzi.[...]"

          Mieszkam w USA. Kocham ten kraj ale na POLSKE jak kraj (nie polski niedoly
          skorumpowany rzad)
          NIGDY nic zlego bym nie powiedzial, podobnie jak na USA jako moja druga ojczynze
          (choc nie zgadzam sie polityka zagraniczna USA zupelnie i uwazam ze kieruje ja
          prywata elit)
          Ale nie pisz mi o szacunku dla ludzi Ty ktory tak zle mowisz o POLSCE i nie masz
          dla niej szacunku!
      • Gość: E. Re: Nie "pozbawione wiekszych problemow" ale norm IP: 80.5.89.* 22.02.08, 18:40
        Ja mieszkalam i pracowalam w Stanach, potem w Polsce przez dwa lata,
        a jakis czas temu musialam wyjechac do Anglii.

        Ale marze o powrocie do Polski i dwa lata, ktore przepracowalam w
        Polsce (fajna praca i dobre zarobki, fajni ludzie, rodzina, znajomi,
        fajne miasto-Warszawa) wspominam z utesknieniem. Zupelnie nie
        rozumiem Waszych komentarzy (czasami mysle, ze potrzebuje wsparcia
        psychologa tutaj w Wlk. Brytanii).

        Pozdrawiam i zycze udanych powrotow do Polski (mam nadzieje, ze
        niedlugo dolacze)!

        • Gość: programmer fajna praca i dobre zarobki, fajni ludzie, rodzina IP: *.zone2.bethere.co.uk 22.02.08, 20:42
          Gdybym miał to wszystko, to też bym się nie ruszał z Warszawy.
          A tak:
          Fajna praca - tę dopiero znalazłem w UK, bo w Polsce praktycznie nie robi się
          ambitnych projektów, a pracownik jest wyrobnikiem, który nie ma prawa głosu.
          Dobre zarobki - no właśnie, jeżeli ktoś po studiach technicznych ukończonych z
          najwyższymi notami zarabia tyle, że praktycznie starcza tylko na przeżycie, to
          najwyższy czas wyprowadzić się do kraju, gdzie docenia się wykształconych i
          ambitnych ludzi.
          Fajni ludzie - gdzie? Może w urzędzie skarbowym? :P
          Rodzina, znajomi - tu przyznaję rację, oni zostali w Polsce...
          Fajne miasto-Warszawa - jest jeszcze wiele innych fajnych miast na świecie.
      • Gość: big t Re: Nie "pozbawione wiekszych problemow" ale norm IP: *.hudd.cable.ntl.com 22.02.08, 19:46
        porównajcie 2 sytuacje w urzędach w Polsce i w Anglii.

        W Anglii przychodzisz a pani/pan do ciebie:
        - witam, w czym moge pomóc?
        - proszę wypełnić formularz i wysłać pocztą, w ciągu kilku tygodni otrzymasz odpowiedź
        - na odchodne: czy moge jeszcze w czymś pomóc?

        W Polsce:
        - czasami od niechcenia i pod nosem dzień dobry, częściej beznamiętne PROOOSZĘ
        - da się to załatwić ale mam teraz przerwę
        - proszę wypełnić te 30 formularzy, dołącz wszelkie zaśwaidczenia z 3 innych urzędów, 2 zdjęcia koniecznie od fotografa bo z budki to nie przejdzie, kup znaczki opłaty skarbowej i czekaj, za jakiś czas rozpatrzą, ale czy dostaniesz co chciałeś nikt nie wie
        - na odchodne NASTĘPNY PROOOOSZĘ

        Niby to są drobne sprawy, ale sprawiają że gdy muszę coś załatwić w Polsce muszę poważnie się starać, żeby nie wyjść z siebie i powiedzieć co nieco do takiej czy innej pani w okienku.
    • larson bo emigracja nie jest dla mięczaków 22.02.08, 18:01
      pojechali, na zmywaku popracowali, wracają bo im się nie powiodło
      tam, a tu też wszystko nie tak. Strasznie delikatne maleństwa lądują
      na kozetce. To po cholerę było jechać? Albo wracać? Takie zabawy są
      dla twardzieli a nie pussies.
      Były emigrant (8 lat poza PL, ale nie na zmywaku)
    • slepowron4 Eeeee, tam! 22.02.08, 18:13
      Ładne rzeczy, ładne rzeczy... Dziwię się tylko, jak oni nie trafili na kozetę
      zaraz po przybyciu do Londynu. Szaro, drogo, tu i ówdzie brudno... Ot, tak to
      już jest w UK. Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy, żeby akurat tam się
      wyprawiać na saksy. Ale skoro już, to...

      ...doskonale rozumiem, że po powrocie do kraju diabli biorą. Dawno temu, kiedy
      wracałem do Polski z krótkich wypraw krajoznawczych lub stypendialnych, to
      miewałem wrażenie, że w międzyczasie wprowadzono stan wyjątkowy. Ot, takie
      dziwne uczucie. Przeszło mi całkiem niedawno, kiedy wyjechałem na stałe. Teraz
      mam już wrażenie, że to nie żaden stan wyjątkowy, ale jak najbardziej zwyczajny
      STAN. Starzeje się człowiek, to i nadzieję na stare lata traci. To już nie
      chodzi nawet o to, że gdzie indziej jest lepiej, czyściej, bardziej pachnąco,
      ale o to, że jako Polacy niebywale skarleliśmy, opadł entuzjazm, rozwiały się
      idee, zostało tego tyle, żeby wykroić chińską kurtkę i wietnamskie buciki lub
      diora i dizajnerskie buciki, z których wystaje dizajnerska słoma. A w tle
      nierówne chodniki, obsrane trawniki i dorabiający się w szybkim tempie adepci
      psychoanalityki (po trzymiesięcznych kursach.)
      Ja nie wracam, na kozetce swoje odleżałem wcześniej, teraz pora zrobić miejsce
      młodym :D
      • ktotojestipisze Re: Eeeee, tam! 22.02.08, 18:35
        i bardzo dobrze że wyjechałeś, a te bajki o upadku idei, obyczajów i wogóle są
        dość niedorzeczne, że niby w krajach zachodnich idea kwitnie ? spędziłem trochę
        czasu na stypendium w USA i powiem tak, możliwości są duże, ale żeby np. kupić
        dom czy ziemie to już inna bajka, trezba się na 30 lat zadłużyć ( teraz w
        związku z kryzysem sub primów nawet go nie dostaniesz ) a zachód Europy jest
        bardzo piękny architektonicznie ( miejscami ) i całkiem pusty ideologicznie,
        poza muzułmanami którzy mają jasne cele
        • slepowron4 Re: Eeeee, tam! 22.02.08, 18:44
          Mnie brak idei w krajach Zachodu obchodzi mało. Tam wystarczy tylko porządnie
          zarządzać owocami idei wcześniejszych. Tymczasem w Polsce idee zdechły, nim
          jeszcze się rozwinęły. A więc i owoce są jakieś takie mizerne. Żeby się coś
          ruszyło, trzeba właśnie idei, które mogłyby pociągnąć ten ponury wózek. Tyle że
          ludzie od myślenia w takich kategoriach dostają w Polsce 300 euro pensji.
          • ktotojestipisze Re: Eeeee, tam! 22.02.08, 18:48
            moim zdaniem Polska daje duże możliwości rozwoju ( darmowa nauka do poziomu
            studiów wyższych - w stanach na to rodzice oszczedzają całe życie ) i wbrew
            pozorom duże mozliwości zatrudnienia, wiem jedno widząc Polaka za granicą w
            większości są to osoby faktycznie nieciekawe i wykonujące dość podstawowe prace,
            myśle że mają lepiej niż w Polsce i uważam że podjęli dobra dla Polski i dla
            siebie decyzje,
            • slepowron4 Re: Eeeee, tam! 22.02.08, 19:02
              Ta nauka nie jest darmowa, bo darmowe obiady nie istnieją, jak pisał klasyk :)
              Przez wiele lat dopłacałem do tej "darmowej" nauki, którą sam świadczyłem.
              Polska to taki kraj, w którym niezwykle skutecznie wykańczają własne elity.
              Część takich elit in spe pracuje na zmywaku w Edyburgu, część hoduje sobie
              wrzody w szkołach podstawowych, średnich i wyższych, a część wyjechała i
              znalazła swoje miejsce gdzie indziej. Cóż, rachunek będzie słony.
        • Gość: greg Re: Eeeee, tam! IP: *.dip.t-dialin.net 23.02.08, 08:15
          Ludziom ktorym raczej nic nie brakuje. Maja zapewniony byt. A nawet
          najbiedniejsi socjal od panstwa, nie w glowie jakies idee.
          Juz wole zyc na emigracji, gdzie stac mnie na wlasne mieszkanie, do
          pracy idzie sie z przyjemnoscia, ludzie sa mniej zawistni a o wiele
          bardziej uprzejmi.


    • Gość: eustachy Zgadza się. Też po powrocie z ir lnie moge sie tu IP: 83.238.180.* 22.02.08, 18:24

      Ciezko sie przyzwyczaic do polskiego syfu, lepiej Polske dobrze
      wspominac, niz w niej sie meczyc.
      Wkurza w Polsce glupota dzialan, krzywe chodniki, smrod ludzi,
      instytucjonalizm, tlok w tramwajach i te male gowniane interesiki
      urzednikow, wazniejsze niz dobro ogolu. Moze tak jest wszedzie, ale
      w Polsce tak byc nie moze, bo Polska ma mnostwo zaleglosci i nie ma
      czasu na bledy.
      W Polsce wkurza brak segregacji smieci, drogi rowerowe - to drogi
      rekreacyjne w parkach zamiast konkretne rozwiazania komunikacyjne w
      miastach, wkurza tandetne szpanerstwo kasą - ale to
      charakterystyczne dla ludzi z "biedy". W Polsce wkurza szarość
      otoczenia, ludzie ubieraja sie na szaro.
      W Bytomiu 200.000 ludzi moze są dwie sensowne knajpy!

      >W Irlandii urzędnik staje na głowie, żeby petentowi pomóc
      HAHAHA, w Irl urzednik z usmiechem cie zbywa i mowi, ze jest mu
      bardzo przykro.

      Szef cie pyta "houu are you", ale jesli powiesz "tak sobie" to jest
      to pierwszy krok do tego by cie zwolnil. Co jak co, ale Polacy
      przynajmniej nie sa takimi hipokrytami jak wyspiarze.
      • Gość: es Re: Zgadza się. Też po powrocie z ir lnie moge si IP: *.b-ras1.srl.dublin.eircom.net 22.02.08, 23:19
        Gość portalu: eustachy napisał(a):
        >
        > >W Irlandii urzędnik staje na głowie, żeby petentowi pomóc
        > HAHAHA, w Irl urzednik z usmiechem cie zbywa i mowi, ze jest mu
        > bardzo przykro.
        >
        > Szef cie pyta "houu are you", ale jesli powiesz "tak sobie" to jest
        > to pierwszy krok do tego by cie zwolnil. Co jak co, ale Polacy
        > przynajmniej nie sa takimi hipokrytami jak wyspiarze.

        Dokladnie, Irlandczycy wciaz sa "relax", nie przejmuja sie niczym a juz na pewno nie Twoimi klopotami. Jesli cos zalatwiles w urzedzie to tylko dlatego ze maja proste formularze i jasne, proste procedury, ktore wypracowywali latami. I tylko dlatego - na pewno zaden Irlandczyk sie nie zmartwi czy zainteresuje jak bedziesz mial jakis problem - grunt to "relax", i splawic z usmiechem. Tak samo w sklepie i wszedze
      • ktotojestipisze Re: Bo Polska jest szarym i smutnym krajem. I nie 22.02.08, 18:41
        ale bajki opowiadacie, naprawdę tak ciężko się w Polsce teraz żyje ? tak
        nieporównywalnie niż na zachodzie ? trochę to śmieszne, spędziłem na stypendiach
        zagranicznych trochę czasu, faktycznie jest inaczej ale Polska ma dużo zalet a
        poziom życia jest porównywalny ( może nie wszędzie ) no chyba że ktoś patrzy
        przez pryzmat ilości knajpek w swoim małym miasteczku tu faktycznie zgoda,
      • rikol Re: Z emigracji na kozetkę 22.02.08, 20:36
        MRSA to jest gronkowiec, mozna sie nim zarazic w Polsce (znam nawet taka osobe,
        z osob publicznych - Hanna Bakula), przy pobycie w szpitalu na przyklad. Zwykle
        do zakazen dochodzi przy operacjach, ale moze tez dojsc przy innych okazjach, to
        w koncu jest bakteria.

        Roznica pomiedzy Polska a tzw. Zachodem jest taka, ze na Zachodzie nikt
        patologii nie nazywa normalnoscia. Jesli jest przemoc w rodzinie, to nikt nie
        usprawiedliwia sprawcy, ze 'mial zly dzien'. Jesli ktos kradnie lub wyludza
        zasilki, kazdy nazwie to kradzieza, nikt nie usprawiedliwia tego bieda czy
        glupota. Nikt tez nie kaze sie przyzwyczajac do nienormalnosci ani nie tlumaczy
        'bo u nas tak juz jest'.

        Nawet jesli w urzedach usmiech jest falszywy, to nie ma znaczenia. Przynajmniej
        milo sie zalatwia rozne sprawy i urzednicy podaja potrzebne informacje, nie
        zadajac lapowek. Po prostu milej sie zyje w taki sposob. W Polsce jest natomiast
        duzo zupelnie bezinteresownego chamstwa i szkodzenia innym, ludziom sprawia
        radosc, jesli komus sie nie powiedzie.
    • Gość: E Z emigracji na kozetkę IP: 80.5.89.* 22.02.08, 18:42
      Ja mieszkalam i pracowalam w Stanach, potem w Polsce przez dwa lata,
      a jakis czas temu musialam wyjechac do Anglii.

      Ale marze o powrocie do Polski i dwa lata, ktore przepracowalam w
      Polsce (fajna praca i dobre zarobki, fajni ludzie, rodzina, znajomi,
      fajne miasto-Warszawa) wspominam z utesknieniem. Zupelnie nie
      rozumiem Waszych komentarzy (czasami mysle, ze potrzebuje wsparcia
      psychologa tutaj w Wlk. Brytanii).

      Pozdrawiam i zycze udanych powrotow do Polski (mam nadzieje, ze
      niedlugo dolacze)!



        • zipjc Re: 22.02.08, 19:38
          swiat jest taki, jakim go spostrzegamy !! jak bedziesz chcial zeby
          byl szary, to na pewno tak bedzie, nie zwazajac na to, ze wokol jest
          wiosna!
          nie rozumiem ludzi, ktorzy po powrocie do POlski, chodza do
          psychologa bo nie moga znalezc tutaj swojego miejsca, niech wracaja
          tam gdzie bylo im lepiej, skoro ich tak bardzo doluje polska szara
          rzeczywitosc, swiat jest jaki jest i psycholog tego nie zmieni....
          Polska sie zmienia, wiadomo, nie wszytsko jest jeszcze tak super
          jakby chcialoby sie, zeby bylo no ale coz.. trzeba optymistycznie
          patrzec w przyszlosc:)
          • 1europejczyk "nie wszytsko jest jeszcze tak super" 22.02.08, 21:12
            "nie wszytsko jest jeszcze tak super jakby chcialoby sie, zeby bylo"
            "trzeba optymistycznie patrzec w przyszlosc:)"

            To wlasnie ten odmozdzony optymizm "brylowal" w okresie 18-letniego bezmozgowia,
            ktorego ukoronowaniem byly same "sukcesy" Prezydenta Kwasniewskiego.
            Historia porowna i oceni nasze "osiagniecia": o lepszych, bardziej sprzyjajacych
            nam warunkach niz te, ktore znaczyly dotychczasowe lata od uwolnienia sie spod
            radzickiego namiestnictwa, nie moglismy marzyc.
            Bilans jest zatrwazajacy !