homoso-vieticus
17.04.10, 12:23
"Ostatni raz spotkałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego zaledwie trzy
tygodnie temu. Widzieliśmy się podczas uroczystości pożegnalnej
minister Ewy Juńczyk-Ziomeckiej. Wyjeżdżała do Nowego Jorku objąć
stanowisko konsula, a wcześniej była kurierem prezydenta we
wszystkich sprawach żydowskich. Przemawiając wtedy, powiedziałem,
że można być przyjacielem Polski, nie mając polskiego obywatelstwa.
Wtedy zobaczyłem, że prezydent, który siedział w pierwszym rzędzie,
zaczął szeptać z Ewą Ziomecką. Po przemowie podeszli do mnie z
żoną. Wyściskaliśmy się, ale musiałem zapytać: – Panie prezydencie,
czy pan mnie obmawiał podczas mojej przemowy?
Zaprzeczył: – Nie, nie. Mówiłem tylko Ewie, że mogę dać panu
polskie obywatelstwo. Jeśli pan chce, dostanie pan obywatelstwo!
Nie chciałem. Tłumaczyłem, że nigdy nie zapomnę Polski, mojej
pierwszej ojczyzny, w której się urodziłem. Ale jedno obywatelstwo
mi wystarczy. Potem na boku jedliśmy kanapki i rozmawialiśmy o
przyszłości Muzeum Żydów Polskich, o zbliżającej się rocznicy
powstania w getcie. Nigdy w życiu nie uwierzyłbym, gdyby ktoś
powiedział, że to nasza ostatnia rozmowa.
Pierwsza była parę tygodni po tym, gdy został prezydentem Warszawy.
Ja byłem wówczas ambasadorem Izraela w Polsce. Spotkaliśmy się w
kościele podczas uroczystości poświęconej nagrodzonym medalem
Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Kaczyński był dumny, że jego
rodacy podczas szatańskiej wojny mieli tak wielką odwagę.
Opowiadałem mu wtedy o Polakach, którzy uratowali moją rodzinę.
Wzruszyliśmy się obaj.
Jako prezydent Warszawy i potem jako prezydent Polski Kaczyński
zabiegał o przyspieszenie budowy Muzeum Żydów Polskich. Energicznie
działał na rzecz pojednania między polskim i żydowskim narodem.
Wspólnie staraliśmy się o to, by Irena Sendlerowa dostała Nagrodę
Nobla, i razem się martwiliśmy, gdy się to nie powiodło.
Przez pierwsze trzy dni wszystkie media w Izraelu mówiły tylko o
katastrofie. Nie pamiętam takiej solidarności w naszym narodzie. W
tych dniach Żydzi pokazali, że czują bardzo silny związek z Polską
i Polakami. Wśród ofiar tego wypadku miałem tylu znajomych, tylu
bliskich. To dla mnie osobista tragedia. Chcę przekazać kondolencje
rodzinom wszystkich osób, które zginęły. Wciąż nie potrafię wrócić
do normalnego życia.
raz spotkałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego zaledwie trzy tygodnie
temu. Widzieliśmy się podczas uroczystości pożegnalnej minister Ewy
JuńczykZiomeckiej. Wyjeżdżała do Nowego Jorku objąć stanowisko
konsula, a wcześniej była kurierem prezydenta we wszystkich
sprawach żydowskich. Przemawiając wtedy, powiedziałem, że można być
przyjacielem Polski, nie mając polskiego obywatelstwa.
Wtedy zobaczyłem, że prezydent, który siedział w pierwszym rzędzie,
zaczął szeptać z Ewą Ziomecką. Po przemowie podeszli do mnie z
żoną. Wyściskaliśmy się, ale musiałem zapytać: – Panie prezydencie,
czy pan mnie obmawiał podczas mojej przemowy?
Zaprzeczył: – Nie, nie. Mówiłem tylko Ewie, że mogę dać panu
polskie obywatelstwo. Jeśli pan chce, dostanie pan obywatelstwo!
Nie chciałem. Tłumaczyłem, że nigdy nie zapomnę Polski, mojej
pierwszej ojczyzny, w której się urodziłem. Ale jedno obywatelstwo
mi wystarczy. Potem na boku jedliśmy kanapki i rozmawialiśmy o
przyszłości Muzeum Żydów Polskich, o zbliżającej się rocznicy
powstania w getcie. Nigdy w życiu nie uwierzyłbym, gdyby ktoś
powiedział, że to nasza ostatnia rozmowa.
Pierwsza była parę tygodni po tym, gdy został prezydentem Warszawy.
Ja byłem wówczas ambasadorem Izraela w Polsce. Spotkaliśmy się w
kościele podczas uroczystości poświęconej nagrodzonym medalem
Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Kaczyński był dumny, że jego
rodacy podczas szatańskiej wojny mieli tak wielką odwagę.
Opowiadałem mu wtedy o Polakach, którzy uratowali moją rodzinę.
Wzruszyliśmy się obaj.
Jako prezydent Warszawy i potem jako prezydent Polski Kaczyński
zabiegał o przyspieszenie budowy Muzeum Żydów Polskich. Energicznie
działał na rzecz pojednania między polskim i żydowskim narodem.
Wspólnie staraliśmy się o to, by Irena Sendlerowa dostała Nagrodę
Nobla, i razem się martwiliśmy, gdy się to nie powiodło.
Przez pierwsze trzy dni wszystkie media w Izraelu mówiły tylko o
katastrofie. Nie pamiętam takiej solidarności w naszym narodzie. W
tych dniach Żydzi pokazali, że czują bardzo silny związek z Polską
i Polakami. Wśród ofiar tego wypadku miałem tylu znajomych, tylu
bliskich. To dla mnie osobista tragedia. Chcę przekazać kondolencje
rodzinom wszystkich osób, które zginęły. Wciąż nie potrafię wrócić
do normalnego życia. ∑
Czy to mało? Czy to naprawdę mało?"
Szewach Weiss