Dodaj do ulubionych

My też tak potrafimy, no może nie zupełnie tak

    • homosovieticus Relaxu czas nastał 20.03.04, 10:43
      Wszystko się chwieje



      Wszystko się chwieje, proszę pań,
      I myśl to niebezbożna,
      Że świat ten to jest stary drań,
      Któremu ufać nie można.

      Na przykład ktoś dolara miał,
      A jutro ma dwa centy,
      Więc oczywiście wpada w szał
      I wbija nóż do pięty.

      Bo głupiec nie wie, że wszystko się chwieje,
      A tylko ja, ja patrzę i się śmieję.

      Przypuśćmy, że już wszystko mam:
      Mieszkanko idealne,
      I fotel, a wśród złotych ram
      "Jagiełło pod Grunwaldem".

      Więc sobie patrzę w książkę P.K.O.
      I słucham, jak milion śpiewa,
      A nagle burza, wiatr i deszcz, i grom
      I wszystko woda zalewa -

      I fotel płynie obok mistrza Jana,
      I to jest właśnie życie, proszę pana.

      Ach, smutnym jak Leopold Staff,
      Gdy wchodzę w parku aleję;
      Pokrył się kirem smętny staw,
      Wierzba się nad nim chwieje.

      To jesień już, szafarka aspiryny,
      To jesień już, panie majorze,
      Bolesny brydż i rozpacz złej godziny
      O Boże, Boże.

      I klon, i dąb, i słoń, i koń się chwieje,
      A tylko ja, ja patrzę i się śmieję.
      • w_v_w Re: Relaxu czas nastał moze dla Panów...:) 20.03.04, 10:53
        CEL

        A kiedy jest jeszcze szaro i bardzo wcześnie rano,
        I każdy normalny człowiek do poduszki się jeszcze garnie,
        Wtedy pan w pewnym wieku wstaje niechętnie z tapczanu,
        Przeciąga się i myśli: - No, teraz się zaczną męczarnie...
        Jakoż i rzeczywiście; za oknem jeszcze świt blady,
        We mgle nieprzyjaznej i zimnej majaczą wilgotne dachy
        A ten pan w pewnym wieku zaczyna robić przysiady
        Potem kolejno skłony, podskoki i wymachy.
        Jeszcze się na zachodzie tli anemiczny księżyc,
        Dopiero pierwsi mleczarze stawiają pod drzwiami butelki,
        A ten pan w pewnym wieku, nie mając ćwiczebnych sprężyn,
        Rozciąga z ogromnym wysiłkiem poczwórnie złożone szelki,
        A potem spocony i blady, z ogromnym szumem w głowie,
        Stać pod prysznicem nie może, więc ze zmęczenia siada
        I kłamie przed sobą: - To po to, żeby zachować zdrowie,
        Kondycję i chęć do pracy...
        Ale to wszystko nieprawda.
        Po prostu ten pan przypuszcza, że kiedyś w przyszłych godzinach,
        Kiedy się zdarzy wyjazd na delegację w teren,
        To może się zdarzy również jakaś prześliczna dziewczyna,
        Która nie wzgardzi tym panem i małym, brzydkim hotelem,
        I patrząc na odrapane z lakieru pręty łóżka
        Powie, dłoń smukłą oparłszy na fantastycznym biodrze:
        - No proszę, masz lat czterdzieści i ani śladu brzuszka!
        Nie wiedziałam, że w twoim wieku można wyglądać tak dobrze...
        Więc dla tej wizji, co pewnie się nigdy nie ucieleśni
        Pan w pewnym wieku zadaje tortury własnemu ciału,
        Gimnastykując się co dzień niewiarygodnie wcześnie
        Na własnych szelkach, na kocu i na krawędzi zawału...

        /A. Waligórski/
    • homosovieticus kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 11:12
      Homo jest mała człeczyna,
      istotka z niego niewielka,
      on głupią mową zagada ,
      nie lubi więc nikt tego gada.

      Więc wołam: Czyż nikt nie pamięta,
      że homo jest druh nasz szczery?!

      Kochajcie homa, dziewczęta,
      kochajcie, do jasnej cholery!


      ps
      Upiłem wiosną Konstantego
      no i wierszy j o wróbelku
      ten ..tego
      przepraszam
      • w_v_w Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 11:30
        ...ale Ty zapominasz o swoich "przyjacióleczkach"
        wiec nie dopominaj sie...
        :)
        Wawerka
        • Gość: marcee Re: kochajcie homa dziwczęta IP: *.lama.net.pl / *.lama.net.pl 20.03.04, 11:32
          Wawerka Robi placze ze nie piszesz na jego forumie
          • w_v_w Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 11:49
            ...dzieki, zajrze, troche mnie nosi tu i tam,
            nawet wawer juz nie tak bliski...
            Pozdrówka
            Wawerka
            • homosovieticus Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 13:08
              w_v_w napisał:

              > ...dzieki, zajrze, troche mnie nosi tu i tam,
              > nawet wawer juz nie tak bliski...
              > Pozdrówka
              > Wawerka
              siadaj przy mnie, to razem na usmiechnietej gębie realu, nie damy sie
              zniewolić byle jakosci.
              • w_v_w Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 13:24
                ...nigdy nie daje sie zniewolic byle jakosci,
                ...siegam ad astra...
                pozdrówka
                Wawerka
                • homosovieticus Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 14:43
                  w_v_w napisał:

                  > ...nigdy nie daje sie zniewolic byle jakosci,
                  > ...siegam ad astra...
                  > pozdrówka
                  > Wawerka
                  A ja?
                  • w_v_w Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 15:08
                    nie wiem co Ty,
                    dla mnie celem są gwaiazdy
                    w każdym obszarze zycia...
                    wysoko stawiam poprzeczke sobie i tym co wokól mnie...
                    tylko zwyciestwo sie liczy, nie bohaterstwo...
                    :)
                    Waweerka
          • homosovieticus Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 14:47
            Gość portalu: marcee napisał(a):

            > Wawerka Robi placze ze nie piszesz na jego forumie

            Marscee!
            To Ona nie jest pełnej krwi kobietą?
            A już miałem obietnicę erekcji , jak tu uszukuja jak drwią z chłopczyny
            wiejskiego :((
            • w_v_w Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 15:09
              ...Wawerka jest pełnej krwi i goracej
              jesli jestes taki dociekliwy...
              :)
              Wawerka
              • homosovieticus Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 15:12
                w_v_w napisał:

                > ...Wawerka jest pełnej krwi i goracej
                > jesli jestes taki dociekliwy...
                > :)
                > Wawerka
                nie ma sprawy...ja mogę i na wyżyny wznieść głowę...
                • w_v_w Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 15:17
                  ...wyzyny to mało, to trzeba pokonac grawitacje...
                  jestem bardzo wymagajaca...
                  :)
                  Wawerka
                • homosovieticus Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 15:24
                  homosovieticus napisał:

                  > w_v_w napisał:
                  >
                  > > ...Wawerka jest pełnej krwi i goracej
                  > > jesli jestes taki dociekliwy...
                  > > :)
                  > > Wawerka
                  > nie ma sprawy...ja mogę i na wyżyny wznieść głowę...
                  pomimo grawitacji wzniesć głowę, Abi tylko potrafi...
                  • w_v_w Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 15:34
                    ...Abiego zostawmy w spokoju,
                    to jest inna legenda...
                    pokonanie grawitacji dotyczy całosci,
                    nie tylko głowy, żekłabym lewitowanie...
                    :)
                    Wawerka
                    • w_v_w oczywiscie "rzekłabym" sorrki....:) 20.03.04, 16:11
                      wkradł sie bład w poscie powyzej, sorrki
                      :)
                      Wawerka
                      • homosovieticus Re: oczywiscie "rzekłabym" sorrki....:) 20.03.04, 16:29
                        Qrwa tu mają być wyrażane myśli przez poezję.Wyjatki są dozwolone .Magiel nie .
                        Sorry madam
                        fotel zabieram.
                        • w_v_w żegnam i ja... 20.03.04, 16:38
                          ...bardzo poetycki post, gratuluje to jakis nowy gatunek literacki?
                          Ekumenicznie zegnam tak wrazliwa dusze,

                          Płakał niedźwiedź przed lisem, pijąc wraz z nim wódę:
                          - Ty wiesz, mam czworo dzieci, ale wszystkie rude...
                          - Ha! - krzyknął lis obłudnie, ukrywszy twarz w dłoniach -
                          Mój syn także jest rudy, ktoś nas robi w konia!
                          BTW wątek juz troche nudny
                          Szalom!
                          Wawerka
                          • homosovieticus Re: żegnam i ja... 20.03.04, 17:20
                            w_v_w napisał:

                            > ...bardzo poetycki post, gratuluje to jakis nowy gatunek literacki?
                            > Ekumenicznie zegnam tak wrazliwa dusze,
                            >
                            > Płakał niedźwiedź przed lisem, pijąc wraz z nim wódę:
                            > - Ty wiesz, mam czworo dzieci, ale wszystkie rude...
                            > - Ha! - krzyknął lis obłudnie, ukrywszy twarz w dłoniach -
                            > Mój syn także jest rudy, ktoś nas robi w konia!
                            > BTW wątek juz troche nudny
                            > Szalom!
                            > Wawerka
                            proza zycia!
                            jedyną rozrywką jest Lopez?
                            www.pussyslips.com/jennifer-lopez-pussy-slip-3.htm
    • homosovieticus Wesołe forum Kraj , jego uczestnicy i lekarze :) 20.03.04, 19:25




      Sławomir Mrożek - Wesołe miasteczko


      - A oto - rzekł dyrektor szpitala - zespół chorych, który nazywamy wesołym
      miasteczkiem. Wskazał na czterech pacjentów pod ścianą. Trzej stali, jeden
      siedział na niskim zydelku. Byli nieruchomi, nie poruszali się, kiedy ich
      zobaczyłem, ani odkąd ich zobaczyłem, ich nieruchomość rosła, w miaręjak ich
      widziałem nieruchomych. Dyrektor zapewnił mnie, że nie ruszali siętakże
      przedtem. - Nie ruszają się nigdy, to jest ich symptom. Ale poza tym
      sąłagodni i nieszkodliwi. Może pan z nimi porozmawiać, a ja tymczasemzaglądnę
      do oddziału furiatów. Dyrektor oddalił się, a ja przystąpiłem do pierwszego z
      brzegu nieruchomego. - Co słychać... - zagadnąłem niepewnie, ponieważ nie
      wiem,jak się nawiązuje rozmowę z wariatem. - Następna runda za dwie
      minuty. Dzieci i wojskowi płacą połowę. - Jasne - udałem, że wiem, o co chodzi,
      bo chociaż dyrektor przedstawił mi ich jako niesz kodliwych, wolałem nie
      drażnić chorego. I przypomniawszy sobie, że dyrektor nazwał tę grupę wesołym
      miasteczkiem - zapytałem, starając się, aby pytanie wypadło swobodnie: - Pan
      jest kręgielnia, co? Spojrzał na mnie z pogardą, jak na kogoś, kto nie umie
      odróżnić A od B. - Ja jestem karuzela. Kręgielnie zabrali do
      elektroszoku. - Oczywiście, oczywiście - zgodziłem się skwapliwie. - Niestety
      nie mogę skorzystać z karuzeli. Mam słaby błędnik i zakręciłoby mi się
      wgłowie... Ja tylko tak sobie, zwiedzam... - Proszę bardzo. Podczas
      naszej rozmowy nie poruszył się ani odrobinę, a jego twarz jakby nie miała
      żadnej mimiki. Jakbym rozmawiał z posągiem.Również jego koledzy nie drgnęli i
      nie wiadomo było nawet, czy świadomi byli mojej obecności. Nabrałem odwagi.
      - Pan wybaczy ciekawość, ale - jeżeli pan jest karuzela, todlaczego pan
      się nie kręci? Jego pogarda była tera bezbrzeżna. - Pan nie wie co to
      jest właściwa natura rzeczy. Ruch jest zjawiskiem pozornym. Ja jestem istotą
      rzeczy, a nie tym, co przypadkowei złudne. Istotą karuzeli jest oś, dookoła
      której obraca się cała reszta.Jako oś nie mogę się przecież kręcić. -
      Rzeczywiście. To znaczy, że im mniej się pan kręci, tymbardziej jest pan
      karuzelą. - To chyba zrozumiałe. - Bardzo panu dziękuje. Teraz rozumiem:
      pan jest samąistotą karuzeli, bez dodatków. - Tak jest. Wsiada pan? - Nie,
      nie, niestety mój błędnik... jak już wspomniałem... alejestem panu wdzięczny za
      wyjaśnienie, dziękuje bardzo. Zerknąłem ku pozostałym elementom wesołego
      miasteczka.Dwaj stali obok siebie w tej samej pozycji, nieruchomi jak słupy.
      Trzeci siedział opodal, również nieruchomy. Teraz z nimi z kolei chciałem
      porozmawiać, ale żeby znowu nie popełnić gafy, zwróciłem się do karuzeli po
      informację. - Ci dwaj.. Oni są beczka śmiechu, co? - Oni? Przecież oni są
      strzelnic, nie widzi pan? - Tak, tak, strzelnica. No to narazie, do
      zobaczenia... Podszedłem do dwóch. Po rozmowie z karuzelą grupa
      wesołemiasteczko nie była już dla mnie całkowitą zagadką. Czułem się nieco
      pewniejszy siebie. - Który z panów jest cel, a który pal!? - to wszystko
      jedno - odrzekli jednocześnie. - Panowie chcą przez to powiedzieć, że nie ma
      różnicy między strzałą a tarczą, między pociskiem a celem? Ja, naturalnie,
      jestem tego samego zdania, ale gdyby panowie chcieli mi to bliżej wyjaśnić...
      - Tu nie ma czego wyjaśniać - rzekł jeden, który był albostrzałą, albo
      tarczą. - Załóżmy, że ja jestem strzała, a kolego jest tarcza... - Ty
      jesteś tarcza, ja jestem strzała - przerwał mu kolega. - Niech będzie.
      Załóżmy, że ja jestem tarcza, a kolega jeststrzała. No i co z tego?
      Konkluzja założenia była tak nieoczekiwana, że przez chwilę nie umiałem
      się do niej ustosunkować. Po chwili ustosunkowałem się jednak, czyniąc
      następującą uwagę: - Wtedy jest oczywiście zrozumiałe, że pan tarcza
      pozostajebez ruchu. Jednak pan strzała... - Ha, ha! -przerwał mi tarcza. -
      Pan sugeruje, że kolego strzała powinien lecieć jak wariat. Ty, powiedz mu... -
      zwrócił się do kolegi. - Strzała leci, ale tylko dla pana - powiedział
      kolega. - Ja samdla siebie nigdzie nie lecę, bo strzała sama dla siebie jest i
      jest. - To znaczy nigdy nie zmienia położenia względem samejsiebie - wyjaśnił
      mi tarcza, widać bardziej wykształcony. - Właśnie. Pan wybaczy, ale dla
      pańskiej przyjemności nigdzieleciał nie będę. - To znaczy kolega nie będzie
      stwarzał pozorów, które i tak wniczym nie zmienią zasady jego bytu - dokończył
      drugi. - Jasne? - Tak, teraz całkiem jasne, że też nigdy o tym niepomyślałem...
      - Powinien pan częściej nas odwiedzać - rzekł na to inteligenttonem
      życzliwego napomnienia. - Chce pan sobie strzelić? - Nie może kiedy
      indziej, dzisiaj już późno... - Dobrze może być kiedy indziej. My tu zawsze
      jesteśmy. Rzeczywiście ich nieruchomość sprawiała wrażenie wieczności.
      Oddaliłem się w stronę ostatniego, który nieruchomo siedziałna
      krzesełku. Stanąłem przed nim, i bez żadnych wstępów, ponieważ byłem już
      całkowicie pewny siebie, to znaczy przekonany, że uchwyciłem zasadę rządzącą
      zespołem wesołe miasteczko, wygłosiłem przemowę. - Kimkolwiek albo
      czymkolwiek pan jest, ma pan rację siedząc tak bez ruchu. Czy pan jest lustro w
      gabinecie krzywych luster, czy to wagonikiem szalonej kolejki, huśtawką, czy
      kołem loterii fantowej -zawsze w istocie pańskiego bytu jest pan poza wszelkim
      ruchem i funkcją.Więc zamiast oddawać się grze pozorów, oddaje się pan
      bezpośrednio naturze istnienia, której zewnętrznym wyrazem jest
      nieruchomość.Dlatego pan sobie tutaj tak siedzi i siedzi, prawda? On zaś
      odpowiedział zdziwiony: - A co mam robić? Przecież ja czekam, żeby mnie stąd
      wypuścili.






    • Gość: Marian "Keczup" Mrożka Sławomira IP: *.gdynia.mm.pl 21.03.04, 09:09
      Keczup

      Sławomir Mrożek - Keczup

      Przeczytałem w gazecie, że Apokalipsy nie bedzie.
      Żeby uczcić tę dobrą nowinę, poszedłem do MacDonalda i zamówiłem
      hamburgera.
      "Jakie to szczęście - myślałem, gdym entuzjastycznie przyprawiał
      hamburgera keczupem - że nie będzie trąb anielskich ani gwiazdy
      spadającej na ziemię, co by nam tę ziemię spaliła". Dotychczas
      konsumowałem bez entuzjazmu, ponieważ żyłem w oczekiwaniu
      katastrofy. Po co właściwie keczup, gdy i tak zmierzamy ku katastrofie?
      Ale teraz świat ma przyszłość. Więc dołożyłem sobie jeszcze keczupu, bo
      teraz już warto.
      Również nazajutrz spożyłem hamburgera z podwójnym keczupem. Ale
      trzeciego dnia zauważyłem, że konsumujac podwójny keczup po raz
      trzeci, nie dotrzymuję kroku swojej epoce. Pierwszego dnia ją
      wyprzedzałem, drugiego nadążałem za współczesnością, ale trzeciego
      byłem już zapóźniony. Podwójny keczup po raz trzeci - to wstecznictwo.
      Aby nie pozostać w tyle, powinien być co najmniej potrójny.
      Zjadłem więc potrójny. Trochę mi się odbiło, ale w zasadzie nie czułem się
      źle.
      Kłopoty z żołądkiem miałem dopiero po keczupie czterokrotnym. Udało
      się je zażegnać za pomocą alka seltzer. Po keczupie pięciokrotnym nic
      nie pomogło, a po sześciokrotnym na samą myśl o siedmiokrotnym
      robiło mi się niedobrze.
      Co dalej? Nieubłagany rozwój konsumpcji wymagał keczupu
      siedmiokrotnego, później osmio-, dziewiecio-, dziesieciokrotnego i tak
      dalej bez końca, bo teraz, gdy Apokalipsę odwołano, przyszłość nie miała
      już kresu. Załóżmy, że przetrzymam keczup nawet dziesieciokrotny. Ale
      później?
      Podpaliłem MacDonalda, tu chodziło o życie. Pożar nie był wielki, gdzie
      mu tam do Apokalipsy, ale lepsze to niż nic.
    • Gość: Marian "List w butelce" Sł. Mrożka IP: *.gdynia.mm.pl 21.03.04, 09:14
      Sławomir Mrożek - List w butelce

      Kochany, choć nie znany adresacie. Lub raczej - kochany, bo nie znany.
      Nie znając się, nie znam twoich przywar, odstręczających właściwości
      twojego ciała i twojego charakteru, co mi pozwala zwracać się do ciebie z
      nieskrępowaną sympatią. Lecz dlaczego właściwie (jeżeli cię nie znam)
      miałbym odczuwać dla ciebie sympatię? Odpowiedź: sympatia jest
      uczuciem krzepiącym, zdrowym, pozytywnym, miłość bliźniego jest
      zalecana przez wszystkie systemy kościelne i świeckie. To cnota zarówno
      duchowa jak i socjalna. Funduję ją sobie, abym z kolei ja tobie wydał się
      sympatyczny.
      Nie wiem, czy jesteś mężczyzną czy kobietą, stary czy młody, biały czy
      kolorowy. To niezmiernie ułatwia korespondencję i w ogóle nasze
      stosunki. Jakże zwulgaryzowałyby się one i skomplikowały, gdybym znał
      atrybuty twojego poszczególnego istnienia. Chwała Bogu, nic o nich nie
      wiem i dzięki temu możemy odnaleźć swobodnie, ty i ja, ja z tobą, my
      razem - w szeroko zakreślonym, ale jakże miłym dla humanistycznego
      ucha pojęciu: ludzkość.
      Czy muszę dodawać, że z tego samego względu, aby nie psuć symetrii i
      tobie z kolei nie utrudniać sympatii do mnie - powstrzymam się od
      wyjawienia mojej płci, wieku, rasy oraz jakiejkolwiek innej cechy
      osobniczej? Niech twoja sympatia do mnie kwitnie równie bez przeszkód
      jak moja do ciebie.
      Po tym wstępie przystąpmy do rzeczy. Otóż pragnę gorąco ci
      zakomunikować, że mamy do spełnienia, to znaczy ty i ja, to znaczy
      ludzkość wielką i szlachetną misję. Nie pytaj mnie o szczegóły. Wszelkie
      szczegóły ograniczyłyby nas niepotrzebnie i odebrałyby naszej misji
      niewątpliwy nadrzędny i ogólny charakter. Szczegóły zawsze prowadzą do
      nieporozumień, podczas gdy ogólność i nadrzędność nie podlega
      dyskusji. Poza tym, pytając mnie o szczegóły, przyznałbyś się do
      niewiedzy w tej wielkiej i wszystkim nam leżącej na sercu sprawie, a to
      bardzo brzydko by świadczyło o tobie. Zaś chyba dostatecznie jest jasne,
      że ja komunikuję bynajmniej nie po to, żeby zakomunikować coś, co ja
      wiem, a czego inni by mogli nie wiedzieć, lecz pragnę jedynie
      zakomunikować, że wiem to samo co wszyscy.
      Mam nadzieję, mało, wyrażam głębokie przekonanie, że nasza
      korespondencja, tak owocnie zaczęta, będzie trwała dalej. Wymiana myśli
      w stosunkach opartych na wzajemnej sympatii jest nie tylko przyjemna i
      pożyteczna, lecz również jest naszym obowiązkiem wobec społeczności.
      Ona to bowiem, ta wymiana, stanowi więź i sprawia, że my, mieszkańcy
      planety, tworzymy - bez względu na nieistotne, ponieważ pomijane
      różnice - ogólną, myślącą i sympatyczną społeczność, czyli ludzkość w
      obliczu zadań. Czekam więc na odpowiedź z pewnością, że wkrótce
      nadejdzie i będzie tak samo sympatyczna jak mój niniejszy list do ciebie.
      Adresu nie podaję, żeby nie obniżać poziomu naszych relacji i nie kazić
      wymiany naszych myśli niesmaczną drobiazgowością. Wystarczy włożyć
      odpowiedź do butelki, zakorkować i wrzucić do najbliższej wody. Tak jak ja
      to właśnie robię.
    • Gość: niewiedzący Aforyzm ten czy prawde głosi? IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 04:16
      "Kobieta kocha jeden dzień, a nienawidzi przez czterdzieści"
      przysłowie arabskie
      • sainbois Staroświecki zabobon 22.03.04, 08:53
        jakiś staroświecki zabobon z Bliskiego Wschodu
        • Gość: Marian Re: Staroświecki zabobon, nie to fakt IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 09:03



          Nie masz racji złotko bo jednak wspołczesna medycyna odnotowuje fakt, że poziom
          serotoniny u mężczyzn wynosi przeciętnie mniej niż 52 % jej poziomu u kobiet.
          Neuroprzekażniki, które odpowiadają za kontrolowanie zachowań impulsywnych,
          wystepują w mózgu mężczyzn w ilościach o wiele mniejszych niż w mózgu kobiet.
          • sainbois nowoczesny zabobon 22.03.04, 09:40
            dlaczego per "złotko"? czym sobie na to zasłużyłam?

            serotonina, neuroprzekaźniki, powiem więcej - samo istnienie i funkcjonowanie
            mózgu - to nowoczesne zabobony.
            • Gość: Marian Re: nowoczesny zabobon unikanie wiedzy IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 10:03
              sainbois napisała:

              > dlaczego per "złotko"? czym sobie na to zasłużyłam?
              >
              > serotonina, neuroprzekaźniki, powiem więcej - samo istnienie i funkcjonowanie
              > mózgu - to nowoczesne zabobony.


              złotko to pieszczota słowem.
              reszta to wiedza nie zabobon.
              • sainbois nowoczesny zabobon a byty duchowe 22.03.04, 12:53
                czemu pieszczota?
                czemu taka protekcjonalna czułość?
                czemu takie banalne "złotko" (czytasz onet?)
                uważać trzeba, bo to pytanie, co wobec czego jest podległe (wirtual i real)
                • homosovieticus Re: nowoczesny zabobon a byty duchowe 22.03.04, 13:28
                  sainbois napisała:

                  > czemu pieszczota?
                  > czemu taka protekcjonalna czułość?
                  > czemu takie banalne "złotko" (czytasz onet?)
                  > uważać trzeba, bo to pytanie, co wobec czego jest podległe (wirtual i real)

                  Złotko to nie banał.
                  Pieszczota jest przyjemniejsza od klapsa.Wiec pieszczoty rozdaję.
                  Czasami cos tam czytam z onetu.
                  Jakieś info.
                  • sainbois Re: nowoczesny zabobon a byty duchowe 23.03.04, 00:13
                    a na onetowych foralnych bujnych pastwiskach nie bywasz?
                    chwastów tam nie wykorzeniasz?
                    zabobonów nie tępisz?
                    złotko, sreberko, skarbeczku... nie banał?
                    • sainbois zabobon, byty duchowe, banał 23.03.04, 12:50
                      a życie moje?
                      a moje serce? ew. nawet serduszko
                      albo słoneczko
    • homosovieticus Re: My też tak potrafimy, no może nie zupełnie ta 22.03.04, 21:22
      To zabawne - pomyślał. - Wiem, że miałem tu garnek miodu. Pełen garnek, pełen
      miodu aż po brzegi, a na nim było napisane MJUT, żebym wiedział, że to jest
      miód. To naprawdę bardzo dziwne". Po czym zaczął spacerować tam i z powrotem,
      rozmyślając, gdzie też podział się garnek z miodem, i mrucząc do siebie małą
      mruczankę:

      To po prostu niebywałe,
      Pełen garnek miodu miałem,
      A na garnku tak jak drut
      Napisane było MJUT
      Garnek śliczny był, nowiutki,
      Kolorowe miał obwódki,
      Więc ogromnie
      To mnie
      Smuci
      Że mój garnek się zarzucił.

      • homosovieticus Mruczanki Kubusia Puchatka 22.03.04, 21:23
        Puchatek usiadł na wielkim kamieniu i spróbował pomyśleć o tym, co powiedział
        Kłapouchy. Brzmiało to zupełnie jak zagadka, lecz Puchatek nigdy nie był mocny
        w rozwiązywaniu zagadek, będąc, jak wiemy, Niedźwiadkiem o Bardzo Małym
        Rozumku. Więc zamiast tego zaśpiewał sobie Sroczkę-Skoczkę:

        Co to, Sroczko gadatliwa:
        Kiedy brzęczy, to nie śpiewa,
        Powiedz, jak to się nazywa,
        Sroczko-Skoczko gadatliwa ?

        Co to, Sroczko gadatliwa:
        Kiedy łazi, to nie pływa,
        Powiedz, co to zwykle bywa,
        Sroczko-Skoczko gadatliwa ?

        Co to, Sroczko gadatliwa:
        Kiedy chodzi, to się kiwa,
        Powiedz, co się za tym skrywa,
        Sroczko-Skoczko gadatliwa?


      • homosovieticus CZĘŚĆ ZEROWA : PHANTOM TENTACLE 22.03.04, 21:33
        CZĘŚĆ ZEROWA : PHANTOM TENTACLE

        Wstawał piękny majowy poranek. Tygrysek, Kłapouchy i Królik siedzieli przed
        domkiem Królika i leniwie sączyli wino "Heracles".
        - Marchew ci rośnie... jęknął leniwie Tygrysek.
        - Widzę... jeknął leniwie Królik
        W tem przybiegł zziajany Prosiaczek i zawołał:
        - Weni, Widi, Wicjusz! - Widziałem, przewidziałem, wydedukowałem!
        - No i czego się drzesz? nie widzisz ze marchew rośnie? zapytał leniwie
        Tygrysek.
        - Chcesz w tube[tm]? Zapytał Kłapouchy.
        - Nie o to chodzi - riposotwał Prosiaczek - Pamiętacie te ruderę na skraju
        lasu? Teraz to wyremontowali! Pomalowali na biało, postawili pedalski płotek i
        ktoś się tam wprowadził.
        - Chcesz w tube[tm]? Ponownie zapytał Kłapouchy tym razem podnosząc głowę z
        ziemi.
        - Hmm... to trzeba zapoznać się i przywitać. Chodźmy do Babajagi[tm]. Kupimy
        pół litra i pójdziemy do tej rudery - zaproponował Tygrysek. Tak też zrobili.
        Gdy byli w połowie drogi nagle koło nich przemknęło czarne Ferrari wzbijając w
        powietrze tumany kurzu.
        - Ty jebany klecho! Krzyknął Tygrysek.
        - Nienawidzę tego gnoja. Myśli że jak się ubiera na czarno, ma czarne Ferrari i
        zbiera na tace codziennie to jest mastah. Wycedził przez zęby Prosiaczek.
        - Kiedyś go zabiję - skwitował Kłapouchy.
        Po chwili nasza dzielna brygada doszła do wzniesienia zwanego "Piwną Górką". Na
        szczycie tego wzniesienia stała chatka na kurzej nóżce, a nad drzwiami wisiał
        napis: "Hatka Babajagi[tm] - Alkohole Świata - Jedyny i niepowtarzalny
        producent niepowtarzalnego wina o niepowtarzalnej nazwie "Heracles - Classic
        Płońsk Aperitif".
        - Yo! Babajagi! Przyszliśmy kupić coś do picia - krzykną Tygrysek. W drzwiach
        ukazała się Baba jaga[tm]. Wyglądała jak mały zielony Trol skrzyżowany z
        Majkelem Dżaksonem.
        - A czego chcecie? Zapytała Baba jaga[tm].
        - Masz cos alkoholowego? - zapytał Prosiaczek. Baba jaga[tm] spojrzała najpierw
        na Prosiaczka, potem na napis nad drzwiami i jęknęła z politowaniem: - Nie mam.
        - Aaa.. szkoda.. to my spadamy... powiedział smutno Prosiaczek i już miał iść
        gdy nagle został ugrziony w dupę przez Kłapouchego.
        - Fcef f tuwe? zapytał Kłapouchy nie puszczając morderczego uścisku.
        - Mleche. Zaśmiał się z wieśniackim akcentem Tygrysek i zaraz dodał - chcemy
        kupić czteropak winobluszczywin.
        - Mleche. Odparła z wieśniackim akcentem Baba jaga[tm] po czym rzuciła w
        kierunku Tygryska 4 związane razem butelki i z hukiem zatrzasnęła drzwi.
        - Ehhh.. rozmarzył się Kłapouchy.
        - Dobra.. faken, zabawiłeś się to teraz puszczaj! Wycedził przez zęby
        Prosiaczek.
        - Przestańcie się podniecać i chodźmy już do tego domku, bo nie mogę się
        doczekać kiedy wrócę i popatrzę jak moja marchew rośnie - przerwał Królik.
        - Okej. Stwierdził Tygrysek po czym cała brygada udała się w kierunku domku. Po
        dłuższej chwili stali już przy drzwiach.
        - Rzeczywiście... płotek przyjebali iście pedalski... Zauważył Królik.
        - Nie gadaj tylko wciskaj dzwonek. Zaproponował Tygrysek. Królik przycisnął
        dzwonek i wszyscy z przerażeniem stwierdzili iż dzwonek wygrywa.... najnowszy
        przebój zespołu Boyz - "jesteś szalona"...
        - O kurwa... jęknął głucho Kłapouchy. Nagle drzwi się otworzyły i z domku
        wyłoniły się dwie postacie. Jedną był mały pluszowy miś, a drugą okazał się
        średniego wzrostu chłopak - na oko 12 lat, ubrany w świecące dresy i z
        kilogramem żelu oraz imponującym alfem na głowie.
        - O kurwa... jęknął ponownie Kłapouchy.
        - Sportowiec? zapytał Tygrysek.
        - Nie... odpowiedział niepewnie chłopak.
        - Idziesz pobiegać lub pograć w piłkę? zapytał Królik .
        - Nie... ponownie odpowiedział chłopak.
        - Chcesz w tubę[tm]? Zapytał Kłapouchy.
        - Mamo! leeee.. rozpłakał się chłopak i pobiegł w głąb domu.
        - Dzień dobry. Jestem Prosiaczek. Prosiaczek wyciągnął łapkę w kierunku misia.
        - Dzień dobry Prosiaczku. Jestem Kubuś Puchatek. A ten wyalienowany gej, który
        pobiegł to jest Krzyś.
        - No, jako żeśmy się już zapoznali idziemy się napić. Cum On Guys! Wrzasnął
        Tygrysek, a po chwili cala brygada znalazła się na Piwnej Gorce.
        - Znajdźcie mi jakieś mieszkanie... Stęknął niepewnie Puchatek. - Nie chcę
        mieszkać z tą pipą.
        - No... Mamy coś na oku... tyle że trzeba przeprowadzić dywersję... trzeba
        kogoś wykurzyć... ale chodź to ci pokażę o co chodzi - rzekł Tygrysek. Wszyscy
        udali się spacerkiem w kierunku lasu.
        Po chwili dotarli do wielkiego dębu, gdzie przy korzeniach widać było drzwi, a
        na nich napis - "Sala Prób Zespołu Just5 - nie wchodzić i nie przeszkadzać".
        - O faken - stwierdził Puchatek.
        - Spokojnie... zaraz to z Kłapouchym załatwimy - Rzekł spokojnie Tygrysek, po
        czym podszedł do drzewa i kopniakiem otworzył drzwi. Razem z Kłapouchym weszli
        do środka. Po chwili przez otwarte jeszcze drzwi wyleciał jak z procy Szadi.
        Przeleciał jakieś 100 metrów aby wyhamować głową o pobliski mur ze stali
        zbrojonej. - Kolorowe sny gdy przyjebałem mu z drzwi... lalala.. Zanucił
        posępnie do mikrofonu Kłapouchy. Po chwili cały sprzęt nagraniowy znalazł się
        na nieprzytomnym Szadim.
        - Ok. Puchatek. Tu od dziś zamieszkasz. Powinno być dobrze.. jak by coś się
        rzucali to będziemy lać w tube[tm], nie Kłapouchy? Roześmiał się tygrysek.
        - Nu... w Tube[tm]... sapnął Kłapouchy.
        - Oki panowie... to ja się wprowadzam... chodźcie do środka bo zaczyna się
        chmurzyć... chyba będzie padać - stwierdził Puchatek i cała gromadka weszła do
        nowego mieszkanka.
    • Gość: Marian Kubuś Puchatek zupełnie z innej strony IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 21:36


      Kubuś Puchatek to miś malutki.
      Nie palił Sportów, nie pijał wódki.
      Jedną miał wadę wśród zalet tylu
      O męskim ciągle śnił sex-appealu.

      Mruczanka, mruczanka, mru...

      Był miś Puchatek mała świntusia
      Że w poniedziałek - to zaraz musiał
      Brał za telefon co stał pod krzaczkiem
      Wołał Prosiaczka i... żył z Prosiaczkiem

      Mruczanka, mruczanka, mru...

      Wtorek zaś misio miał cały z głowy
      Los podarował mu obiekt nowy.
      Sam Kłapouchy przyszedł do niego:
      Weź raz biednego... Kłapouchego.

      Mruczanka, mruczanka, mru...

      W środę zaś Kubuś głodnym był misiem.
      Rankiem: z Królikiem, wieczorem: z Krzysiem.
      I z tego własnie oto powodu
      Nie zdążył nawet... zjeść słoika miodu.

      Mruczanka, mruczanka, mru...

      W czwartek zaś myślał był skrobiąc misę
      W jakiej pozycji można z Tygrysem
      I gdy się wreszcie był zdecydował
      Wziął był Tygrysa i... zdeflorował.

      Mruczanka, mruczanka, mru...

      Piątek - był za to całkiem fatalny
      Bo się ten Tygrys zrobił nachalny.
      Kubuś miał dosyć, a Tygrys hardziej:
      Że to Tygrysy... lubią najbardziej.

      Mruczanka, mruczanka, mru...

      W sobotę chęć miał na bezeceństwo
      Więc, z braku laku, wziął i Maleństwo.
      A potem jeszcze troszkę z innymi,
      Z krewnymi troszkę... i ze znajomymi.

      Mruczanka, mruczanka, mru...

      Jak opowiadał jakiś podleco
      To z Kangurzycą miał też co-nieco.
      Lecz to są plotki z zazdości brane
      Nie był Puchatek... erotomanem.

      Mruczanka, mruczanka, mru...





    • Gość: Marian Kubuś Puchatek silnie zdenerwowany biedaczek IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 21:41
      Jest gdzieś bardzo dziwny światek.
      Mieszka w nim Kubuś Puchatek,
      Który z racji, że jest misiem
      Lubi miodek oczywiście.
      Miodek - rzecz powszechnie znana
      Najsmaczniejszy bywa z rana,
      Wiec codziennie na śniadanie
      Kubuś jadł to pyszne danie,
      A od rytuału tego
      Nic nie mogło odwieść jego.
      Dziś nasz misio wstał raniutko,
      Wymył ząbki i szybciutko
      Niczym auto dobrej marki
      Pognał raźno do spiżarki.
      Wchodzi Kubuś do komórki
      Obmacuje wszystkie półki.
      Maca, szuka, wzrokiem mierzy
      Mówi "Kurwa!"... i nie wierzy.
      Patrzy drugi raz i trzeci
      Już mu piana z pyska leci
      Na wierzch mu wyłażą gały
      No bo zniknął miodek cały!
      Nie ma miodku ani krzyny
      Z nerwów Kubuś jest już siny!
      Biega w kółko, podskakuje
      "Śmierć złodziejom!" wykrzykuje.
      Śmierć - wiadomo, tylko komu
      Kto mi ukradł miodek z domu?
      Może włoskiej mafii bossi?
      Może ruscy komandosi?
      Może Tygrys, może Sowa?
      Od podejrzeń boli głowa.
      Kubuś myśli, a czas biegnie...
      Kto od kuli mojej legnie?
      Podejrzeniom nie ma końca.
      Może zabić mam Zająca?
      Może Krzysia? Kurwa mać!
      Łeb mnie boli! Ja chcę spać!
      Długo myślał o wendecie
      Co przeżywał - nie pojmiecie.
      Dość powiedzieć, że z wysiłku
      Pękły spodnie mu na tyłku,
      A że nie był w ciemię bity
      Wpadł na pomysł znakomity:
      "Każdy, kto przede mną stanie
      Serię prosto w łeb dostanie.
      Jeśli winny - drugą skoszę,
      Gdy niewinny - to przeproszę!"
      Chwycił Kubuś za kałasza
      I powiedział: Dobra nasza!
      Zabrał jeszcze dwa granaty
      I jak wariat wybiegł z chaty.
      Najpierw spotkał Kłapoucha.
      Nawyzywał od komucha
      Puścił serię prosto w nogi
      No i zepchnął osła z drogi.
      Potem Kangurzyca była
      Lecz też długo nie pożyła
      Bo jej Kubuś, tak dla kpiny
      Wsadził w torbę cztery miny.
      Trzeci pecha miał Prosiaczek
      Lecz nie męczył się biedaczek
      Kiedy Kubuś dobył młotka
      Zaraz spotkał swego przodka.
      Biegnie misiu leśną drogą.
      Wszyscy mu naskoczyć mogą.
      Obłęd w oczach, krew na rękach
      Kto go spotka - zginie w mękach
      Świat ogarnia przerażenie!
      Setki ludzi gryzie ziemię!
      Rambo przy nim to amator.
      Wymiękł nawet i Predator.
      Nikt nie wstrzyma marszu jego!
      Zabił nawet Kennedy'ego
      Marilyn Monroe i Elvisa
      Ludzkie życie już mu zwisa.
      Z wariatami żartów nie ma
      Niech się strzeże cała Ziemia.
      Niech się boją wszyscy ludzie
      I zapomną już o cudzie!
      Kubuś biega po ulicach
      I po strychach, po piwnicach
      I po lesie i po plaży
      Niech Cię tylko zauważy!
      Jak granatem przypierdzieli
      Nie dożyjesz do niedzieli!

      Morał:

      Nie chcesz strzału w potylicę
      To nie wychodź na ulicę!

    • Gość: Marian Dalloway: PAN TADEUSZ streszczenie poetyckie IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 21:46
      "Pan Tadeusz"- streszczenie

      KSIĘGA I: GOSPODARSTWO

      Cichy wieczór na Litwie, owczarz owce maca
      A Tadeusz po studiach do domu powraca
      Chce usprawnić rolnictwo, do pracy aż wzdycha
      Ale Wojski natychmiast daje mu kielicha
      Pod wpływem alkoholu Tadzio czując Wenę
      Podrywa własną ciocię, starą Telimenę
      A Asesor z Rejentem kłócą się przy wódce
      Wreszcie wszyscy posnęli. Dalszy ciąg już wkrótce.

      KSIĘGA II: ZAMEK

      Pośród krat, baszt i różnych innych dupereli
      Siedzi Hrabia po mieczu, pochwie i kądzieli
      Zaś Gerwazy oparty na swym Scyzoryku
      Opowiada mu serial o starym Stolniku
      Co Jackowi Soplicy nie chciał dać swej córki
      Więc tamten go - i słusznie - uwalił z dwururki
      Hrabia pije z Gerwazym i zemstę przysięga
      Zaś Woźny pędzi bimber. Tu kończy się księga. 

      KSIĘGA III: UMIZGI

      Wszyscy idą na grzyby. Wybucha panika
      Bo krótkowzroczny Sędzia zeżarł sromotnika
      Szczęściem kapitan Ryków co tam był akurat
      Wrzasnął : "Wy jemu dajtie skorje dienaturat.
      Na truciznu - trucizna." Sędzia chwycił flaszkę,
      Ucałował odbitą na niej trupią czaszkę
      Wypił, huknął jak wszystkie pułki artylerii
      I wyzdrowiał. Niestety, koniec trzeciej serii.

      KSIĘGA IV: DYPLOMATYKA I ŁOWY

      Lud prosty w wiejskiej karczmie szykuje powstanie
      Zaś Hrabia z Tadeuszem robią polowanie
      Lecz że obaj pijani kiepsko im się wiedzie
      I każdy zamiast jednego widzi dwa niedźwiedzie
      Aż dopiero ksiądz Robak wybiegłszy zza krzaka
      Wygrzmocił misia pałą jak Ryndszus Polaka
      Pałą ? - zdziwił się Wojski - A gdzie ksiądz ją znalazł?
      Dał mi ją przeor Kiszczak. Dalszy ciąg już zaraz.

      KSIĘGA V: KŁÓTNIA

      Asesor pił Jarzębiak, Rejent ćpał Wiśniówkę
      Jankiel z Woźnym Protazym chlali Pejsachówkę
      Telimena Vistulę obciągała bratu
      Gdy Klucznik wleciał z okrzykiem : Biorą do Senatu !
      Zaraz tam pogonili wypluwając płuca
      Płócienniczak, Gargamel, brat Glempa i Guca
      Z tym, że jakoś do Izby Wyższej nie trafili
      Więc są w izbie wytrzeźwień. Dalszy ciąg po chwili.

      KSIĘGA VI: ZAŚCIANEK

      Słynie szeroko w Litwie Dobrzyński Zaścianek
      Spożyciem alkoholu, ilością skrobanek
      Pieśniami, które nuci lud prostolinijny
      Czasem jakaś głodówka, strajk protestacyjny
      Lud przyciśnięty nędzą, szlachcic mazowiecki
      Za kilka marek pacierz odmawia niemiecki
      Zaś miejscowej starszyźnie profesor Wisłocka
      Doradza, jak dać dupy. Teraz dobranocka.

      KSIĘGA VII: RADA

      Szlachta radzi jakby tu pozbyć się Moskali
      Nadjeżdża pędem Hrabia, strasznie konia wali
      Wiezie wieść, że jak słychać z plotek i przecieków
      Ksiądz Jankowski masowo nawraca Ubeków
      Jezu ! - krzyknął ksiądz Robak - To dopiero kino !
      To przez to pół kościoła mam zapchane gliną !
      Wzburzona tym niechlujstwem szlachty cała zgraja
      Wyrusza na Soplicę. Teraz będą jaja.

      KSIĘGA VIII: ZAJAZD

      Podkomorzy miał właśnie obalić Pershinga
      Gdy wleciał cwałem Hrabia, w dłoni lśni mu klinga
      Za nim szlachta szturmuje dwór, kuchnie, piwnice
      Gerwazy lewą dłonią pochwycił Soplicę
      I z okrzykiem Soplico ! Giń kanalio chytra !
      Odbiwszy główkę wypił Soplicy pół litra
      Ale zaraz uczciwie wszystko zwrócił z pluskiem
      Padł i zasnął. W następnej księdze przyjdą Ruskie.

      KSIĘGA IX: BITWA

      Szlachta związana w pęczki, leży chłop przy chłopie
      Patrząc, jak brzydki Moskal polską wódkę żłopie
      Major Płód Telimenę już dosiadał gwałtem
      Gdy kwestarz Robak wjechał swoim starym autem
      I wykrzyknął basem: "Zciągnąć z niej tę carską glizdę !"
      Za późno ! Płód wystrzelił. Salwa poszła w izbę
      A cała rota jegrów poszła spać do piachu
      W następnej księdze nasi będą wiać na Zachód

      KSIĘGA X: EMIGRACJA

      Nazajutrz wszyscy zbiegli do Napoleona
      Tylko ksiądz Robak nie mógł, bo akurat kona
      Kona, kona, aż zgłodnał. Zerwał jabłko z krzaka
      Nadgryzł je i w środku też ujrzał robaka
      Cześć kuzynie - rzekł robak. Ksiądz zasłonił lica
      I wyszeptał: Spierdalaj, jam Jacek Soplica
      "Wiedziałem - mruknął Sędzia - już od pierwszych kartek"
      Koniec księgi. W następnej wkroczy Bonaparte.

      KSIĘGA XI: ROK 1812

      O roku ów ! Kto cię widział na Litwie i w Rusi
      Ten wiedział, że ten burdel źle się skończyć musi
      Tłok, że nie ma na czym usiąść, co najwyżej w kucki
      Poniatowski, Dąbrowski, Wałęsa, Piłsudski
      Jankiel miast poloneza majofesa grzmoci
      Zosia płacze, bo Tadzia złapała na cioci
      A z RFN-u już wraca stara wołowina
      Co ją kiedyś skradł Hitler. Łoj, zbliża się finał !

      KSIĘGA XII: KOCHAJMY SIĘ!

      Pije szlachta przy Wiejskiej ulicy skupiona
      Zdrowie Sędziego, Zosi i Napoleona
      Wiwat Sejm, wiwat Naród, wiwat wszystkie Stany !
      I prezydent tych Stanów, pan Clinton kochany
      Nikt nie chodzi do pracy, wszędzie dzwony dzwonią
      Towarzysze pancerni do spowiedzi gonią
      Bonaparte ocipiał i na Moskwę rusza
      No, tu na szczęście koniec Pana Tadeusza.

      KSIĘGA XIII: GEOPOLITYKA

      Już się przed Litwą przyszłość rysowała lepsza
      Gdy nagle krzyk się podniósł : "Napoleon spieprza !"
      Faktycznie, cesarz nawiał w kapciach i w negliżu
      "Aj, waj - zmartwił się Jankiel - uciekł do Paryżu"
      W tejże chwili od wschodu wśród gromkich okrzyków
      W kufajce i walonkach wszedł kapitan Ryków
      I rzekł patrząc życzliwie na szlachtę struchlałą :
      "Nu, wot my znowuż razem" I tak już zostało.

      Autor nieznany całkowicie
    • Gość: Marian http://www.animar.com.br/inocencia.html IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 23:07
      • Gość: Marian Re: http://www.animar.com.br/inocencia.html IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 23:08
        www.animar.com.br/inocencia.html
        • sainbois Omar Chajjam 22.03.04, 23:52
          Nie piję wina, nie dlatego, że jestem ubogi,
          I jestem trzeźwy, nie dlatego, że boję się kłótni.
          Piłem aby płomieniem ogrzać swoje serce,
          Teraz, kiedy w nim jesteś Ty, nie piję.

          tłum. K. Boczkowski
          • homosovieticus Re: ASNYK do Omara Chajjama 23.03.04, 09:55
            Między nami nic nie było

            Między nami nic nie było!
            Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych,
            Nic nas z sobą nie łączyło
            Prócz wiosennych marzeń zdradnych;
            Prócz tych woni, barw i blasków
            Unoszących się w przestrzeni,
            Prócz sumiących spiewem lasków
            I tej świeżej łąk zieleni;
            Prócz tych kaskad i potoków
            Zraszających każdy parów,
            Prócz girlandy tęcz, obłoków,
            Prócz natury słodkich czarów;
            Prócz tych wspólnych, jasnych zdrojów,
            Z których serce zachwyt piło,
            Prócz pierwiosnków i powojów
            Między nami nic nie było!

            ASNYK
            • sainbois Omar Chajjam, Rubajjat 98 23.03.04, 12:07
              Potrzebuję dzbana z winem i książki z poezją,
              I pół bochenka chleba do jedzenia,
              Wtedy, w odludnym miejscu razem z Tobą,
              Więcej będziemy mieli bogactw niźli Sułtan.

              tłum. K. Boczkowski
              • homosovieticus Re: Minęła noc... 23.03.04, 12:40
                Minęła noc; zaświta dzień; niebawem wzejdzie słońce
                i lotossie rozesmieje
                Gdy tak rozważa pszczoła , w kierunku dziennego lotosu
                uwięziona
                Słoń stąpnął, szarpnął, wyłowił kępę z wody, i pożarł
                w jednej chwili
                razem z kwiatami i pszczołą.
                • sainbois Rubajjat 197, Omar Ch. 23.03.04, 12:48
                  O serce, nie rozpaczaj nad zużytym światem
                  Bezsensownemu się żalowi nie oddawaj;
                  Skoro nie jasne jest co było, czego brakowało -
                  Bądź szczęśliwe i nie rozpaczaj nad tym co było, a czego nie było.

                  przeł. k. boczkowski
                  • homosovieticus Re: Arthasiastra 23.03.04, 13:52
                    nie nasyci się ogień suchymi szczapami
                    oceanowi nigdy nie dość rzek,
                    śmierć nie nasyci się duszami stworzeń
                    pięknookiej kobiecie nigdy nie dość mężczyzn
                    • sainbois Rubajjat 144, Omar Ch. 23.03.04, 14:51
                      Wstań ukochany, twoje piękno rozwiąże problem,
                      I dzban wina przynieś, by serca nasze oczyścić,
                      Abyśmy wspólnie pili, dopóki dzbanu na wino
                      Z naszej gliny nie ulepi garncarz.
                      • homosovieticus Re: Marjaja Mają Cy.2-wa 23.03.04, 20:09
                        Piękno twoje o ukochana nie rozwiąże zadnego problemu,
                        nie ruszaj się sam po ćwiartkę skoczę,
                        Abyśmy wspólnie pili C2H5OH z butelki
                        dopoki ktoś nas w butelkę nie nabije
                        • sainbois I Cing Heksagram 57 Sun. Łagodność 23.03.04, 21:36
                          Heksagram 57, Sun. Łagodność (Przenikliwość, Wiatr)
                          Obraz wiatru lub drzewa, łagodność, ale taka, która przenika niby wiatr, albo
                          jak drzewo, drążące ziemię swymi korzeniami.
                          Pierwiastek ciemny, sam ociężały i nieskory do ruchu, zostaje rozpuszczony
                          przez przenikający pierwiastek jasny, który go łagodnie podporządkowuje. W
                          przyrodzie tak działa wiatr, gdy rozpędza nagromadzone chmury i czyni niebo
                          pogodnie jasnym. W życiu człowieka jest to przenikliwa jasność sądu, niwecząca
                          wszelkie ciemne, skryte myśli. W życiu wspólnoty jest to przemożny wpływ
                          wybitnej osobowości, zdolny ujawnić i rozpędzić różne skrywane w mroku
                          machinacje.

                          Orzeczenie
                          Łagodność. Powodzenie dzięki temu, co małe.
                          Sprzyjającym jest mieć dokąd pójść.
                          Sprzyjającym jest widzieć wielkiego człowieka.

                          Przenikliwość wywołuje skutki stopniowe i niepozorne. Nie mogą się one
                          urzeczywistnić przez akt przemocy, ale przez stałe wywieranie wpływu. Te skutki
                          mniej rzucają się w oczy niż to, co zdobyto nagłym atakiem, lecz są bardziej
                          trwałe i pełne. Aby móc w ten sposób osiągać wyniki, trzeba mieć jasno
                          określony cel, bo przenikający wpływ jest skuteczny tylko wtedy, gdy działa
                          stale w tym samym kierunku. Niewielka siła może osiągnąć swój zamiar tylko
                          wtedy, gdy podporządkuje się komuś wybitnemu, kto ma zdolność stwarzania ładu.

                          Obraz
                          Wiatr idący za wiatrem:
                          Obraz Łagodnej Przenikliwości.
                          Tak człowiek szlachetny rozpowszechnia rozkazy i swoje sprawy prowadzi.

                          Przenikliwość wiatru polega na jego nieustawaniu. Dzięki temu staje się
                          potężny: czas jest jego narzędziem. Właśnie tak myśl władcy powinna przenikać
                          duszę ludu. Tu również potrzebne jest stałe oddziaływanie poprzez oświatę i
                          nakaz. Dopiero gdy nakaz wtopi się w świadomość ludu, stanie się możliwym
                          działanie według tego nakazu. Nie przygotowana odpowiednio akcja tylko
                          odstrasza i odpycha.

                          Przekład i komentarz do chińskiego oryginału: Richard Wilhelm
                          Przetłumaczyli na język polski: Wojciech Jóźwiak, Małgorzata Barankiewicz,
                          Krzysztof Ostas
                          • Gość: ARS Re: I Cing Heksagram 57 Sun. Łagodność IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.04, 23:18
                            ...czyli - między namy - pedałamy!
                          • homosovieticus Re: I Cing Heksagram 57 Sun. Łagodność 23.03.04, 23:26
                            sainbois napisała:

                            > Heksagram 57, Sun. Łagodność (Przenikliwość, Wiatr)
                            > Obraz wiatru lub drzewa, łagodność, ale taka, która przenika niby wiatr, albo
                            > jak drzewo, drążące ziemię swymi korzeniami.
                            > Pierwiastek ciemny, sam ociężały i nieskory do ruchu, zostaje rozpuszczony
                            > przez przenikający pierwiastek jasny, który go łagodnie podporządkowuje. W
                            > przyrodzie tak działa wiatr, gdy rozpędza nagromadzone chmury i czyni niebo
                            > pogodnie jasnym. W życiu człowieka jest to przenikliwa jasność sądu,
                            niwecząca
                            > wszelkie ciemne, skryte myśli. W życiu wspólnoty jest to przemożny wpływ
                            > wybitnej osobowości, zdolny ujawnić i rozpędzić różne skrywane w mroku
                            > machinacje.
                            >
                            > Orzeczenie
                            > Łagodność. Powodzenie dzięki temu, co małe.
                            > Sprzyjającym jest mieć dokąd pójść.
                            > Sprzyjającym jest widzieć wielkiego człowieka.
                            >
                            > Przenikliwość wywołuje skutki stopniowe i niepozorne. Nie mogą się one
                            > urzeczywistnić przez akt przemocy, ale przez stałe wywieranie wpływu. Te
                            skutki
                            >
                            > mniej rzucają się w oczy niż to, co zdobyto nagłym atakiem, lecz są bardziej
                            > trwałe i pełne. Aby móc w ten sposób osiągać wyniki, trzeba mieć jasno
                            > określony cel, bo przenikający wpływ jest skuteczny tylko wtedy, gdy działa
                            > stale w tym samym kierunku. Niewielka siła może osiągnąć swój zamiar tylko
                            > wtedy, gdy podporządkuje się komuś wybitnemu, kto ma zdolność stwarzania ładu.
                            >
                            > Obraz
                            > Wiatr idący za wiatrem:
                            > Obraz Łagodnej Przenikliwości.
                            > Tak człowiek szlachetny rozpowszechnia rozkazy i swoje sprawy prowadzi.
                            >
                            > Przenikliwość wiatru polega na jego nieustawaniu. Dzięki temu staje się
                            > potężny: czas jest jego narzędziem. Właśnie tak myśl władcy powinna przenikać
                            > duszę ludu. Tu również potrzebne jest stałe oddziaływanie poprzez oświatę i
                            > nakaz. Dopiero gdy nakaz wtopi się w świadomość ludu, stanie się możliwym
                            > działanie według tego nakazu. Nie przygotowana odpowiednio akcja tylko
                            > odstrasza i odpycha.
                            >
                            > Przekład i komentarz do chińskiego oryginału: Richard Wilhelm
                            > Przetłumaczyli na język polski: Wojciech Jóźwiak, Małgorzata Barankiewicz,
                            > Krzysztof Ostas
                            Kiedyś mój nauczyciel pouczał,że zrozumieć Europejczykowi Azjatów jest
                            własciwie rzeczą niemożliwą.Na placach w Pekinie podobno gromadzi sie około 50
                            000 ludzi żeby słuchać czytajacych swoje utwory chińskich poetów.Bez
                            nagłośnienia czytają i obecny tam Polak opowiadał, że ani słowa nie słyszał
                            pomimo panujaceego bezruchu i ciszy. A oni słyszeli widocznie.
                            • homosovieticus B> BRECHT - od razu weselej na duszy 25.03.04, 09:10
                              Bertolt Brecht

                              Pieśń miłosna w złych czasach


                              Nigdy nie byliśmy zaprzyjaźnieni
                              Jednakże obcowaliśmy ze sobą.
                              Leżąc w uścisku każde z nas każdemu
                              Było tak obcą jak księżyc osobą.

                              Dziś przy spotkaniu może o dwie ryby
                              Pobilibyśmy się na targowisku.
                              Nigdy nie byliśmy zaprzyjaźnieni
                              Chociaż leżeliśmy z sobą w uścisku.

                              Przełożył z niemieckiego
                              Robert Stiller
                            • homosovieticus R.TAGORE mówi posłuchajmy poetę -mędrca 25.03.04, 09:20
                              ...Daj spokój tym zawodzeniom, tym śpiewom, temu odmawianiu różańca. Do kogóż
                              ty się modlisz w tym ciemnym kącie świątyni, w obrębie tych bram zamkniętych?
                              Otwórz-że oczy i patrz, Bóg twój nie stoi przed tobą. On-ci przebywa, gdzie
                              oracz twardą przeoruje ziemię i gdzie kamieniarze tłuką kamienie. Przebywa z
                              nimi w słońcu i na deszczu, a szata jego pokryta jest pyłem. Zdejmij z siebie
                              płaszcz ten święty i jako on zstąp na zapyloną ziemię! Wyzwolenie? Gdzież
                              znaleźć to wyzwolenie? Mistrz nasz wziął radośnie na siebie więzy stworzenia;
                              związał się z nami na wieki. Wyjdź-ze z swoich rozmyślań i zostaw w spokoju
                              kwiaty i kadzidła! Cóż szkodzi, że potargasz i zabrudzisz swe suknie? Idź ku
                              niemu i w pocie czoła trudź się z nim razem...

                            • homosovieticus Perłę taka pozostawił TAGORE spójrzcie 25.03.04, 09:23
                              ...Dziecko w książęce odziane szaty, z klejnotnym na szyi łańcuchem, traci
                              wszelką przyjemność w zabawie, strój jego na każdym przeszkadza mu kroku. W
                              trwodze, aby go nie rozedrzeć lub nie zapylić, trzyma się z dala od świata,
                              lęka się niemal poruszać. Matko, nie na dobre wychodzi ten przymus strojenia
                              jeśli oddziela człowieka od zbawczego pyłu ziemi, jeśli pozbawia go praw
                              wkraczania na wielkie targowisko pospolitego życia ludzkiego...

                              • sainbois Złocisty, zimny blask księżyca 25.03.04, 17:19
                                Złocisty, zimny blask księżyca,
                                Lewkonii, oleandrów zapach.
                                Dobrze tak chodzić w ciszy, w kwiatach,
                                Po modrych, cichych okolicach.

                                Gdzie w dali lśnią Bagdadu nieba,
                                Rozbrzmiewał śpiew Szeherezady.
                                Nie dzwonią dawno dźwięczne sady.
                                Niczego już jej dziś nie trzeba.

                                Daleka ziemia tamtych duchów
                                Cmentarną trawą już pokryta.
                                Wędrowcze, zmarłych nie nasłuchuj,
                                Nie kłoń się przed grobową płytą.

                                Spojrzyj, jak pięknie w krąg, jak miło,
                                Aż chce się dotknąć róż ustami.
                                Gdy serce wrogom przebaczyło,
                                Szczęściem ozłocą cię szafrany.

                                Żyć - to żyć, kochać - to bez pamięci,
                                W księżyca złocie tańcz nocami.
                                Gdy zmarłym pokłon chcesz poświęcić,
                                To żywych nie truj tymi snami.

                                Tak brzmiała pieśń Szeherezady -
                                Powtarza ją też miedź listowia.
                                Nad tym, co nie ma pragnień żadnych,
                                Można się tylko ulitować.

                                Jesienin
                                tlum. B. Ostromęcki

                                • homosovieticus Re: Złocisty, zimny blask księżyca 25.03.04, 17:22
                                  Bądz miła i podaj mi Autora (ów).
                                  Proszę.
                                  • sainbois Re: Złocisty, zimny blask księżyca 25.03.04, 17:32
                                    homosovieticus napisał:
                                    > Bądz miła i podaj mi Autora (ów).
                                    > Proszę.

                                    przecież napisałam; Sergiusz Jesienin
                                    zabobon tajemniczego Wschodu:) może coś o tym? wszak od XVI w. Europa usiłuje
                                    poznać Chiny:) i Azję
                                    • homosovieticus Re: Złocisty, zimny blask księżyca 25.03.04, 17:37
                                      sainbois napisała:

                                      > homosovieticus napisał:
                                      > > Bądz miła i podaj mi Autora (ów).
                                      > > Proszę.
                                      >
                                      > przecież napisałam; Sergiusz Jesienin
                                      > zabobon tajemniczego Wschodu:) może coś o tym? wszak od XVI w. Europa usiłuje
                                      > poznać Chiny:) i Azję
                                      A oryginały ?
                                      Chciałbym do nich dotrzeć!
                                      • sainbois Anaxagoras 26.03.04, 21:25
                                        Gdy Anaxagoras mówi: Nawet śnieg jest czarny!
                                        to naukowcy traktują to ze śmiertelną powagą,
                                        poniewaz wypowiedział on "prawo" czy "zasadę",
                                        że wszystkie rzeczy są mieszaniną - i nawet najczystszy biały śnieg
                                        ma w sobie element czerni.

                                        To właśnie nazywają nauką i rzeczywistością.
                                        A ja nazywam to pychą umysłu i mistyfikacją,
                                        i bzdurą, ponieważ czysty śnieg jest dla nas biały,
                                        biały i biały, i tylko biały,
                                        z uroczym kwitnieniem bieli na białym,
                                        co daje zachwyt duszy a zmysłom
                                        doznanie rozkoszy.

                                        A życie ma w sobie zachwyt, i rozkosz
                                        i cierpienie, i ciemność, i złowrogie nadciąganie zagłady,
                                        a potem znów świetlisty blask zachwytu
                                        z dalekiej bieli zwykłego śniegu lub wznoszącego się księżyca.
                                        A w cieniu słońca śnieg jest niebieski, tak lodowatoniebieski
                                        jak oszronione dzwonki hiacyntów,
                                        ale nigdy nie jest widmem pogrzebowej czerni Anaxagorasa.

                                        D. H. Lawrence
                                        przetłumaczył K. Boczkowski
                                        to oczywiście wiersz dla wielbiciela logiki
                                        Może będziesz tak dobry i odnajdziesz oryginały Jesienina? przecież znasz jakiś
                                        internetowy trop do rosyjskiej poezji.
                                        Ciekawa jestem tego brzmienia.

                                        • homosovieticus Re: Anaxagoras 26.03.04, 21:31
                                          za Cycero tera robię .Z Jesieninem zobacze.Ale to ja Ciebie skarbie prosiłem o
                                          to właśnie.
                                          Zrób Jesienin VS Lermontow
                                          :))
                                        • Gość: Marian & & #35 1057;& & #35 1077;& & #35 1088;& & #35 IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 09:21
                                          Сергей Есенин



                                          * * *
                                          Я помню, любимая, помню
                                          Сиянье твоих волос.
                                          Не радостно и не легко мне
                                          Покинуть тебя привелось.

                                          Я помню осенние ночи,
                                          Березовый шорох теней,
                                          Пусть дни тогда были короче,
                                          Луна нам светила длинней.

                                          Я помню, ты мне говорила:
                                          "Пройдут голубые года,
                                          И ты позабудешь, мой милый,
                                          С другою меня навсегда".

                                          Сегодня цветущая липа
                                          Напомнила чувствам опять,
                                          Как нежно тогда я сыпал
                                          Цветы на кудрявую прядь.

                                          И сердце, остыть не готовясь,
                                          И грустно другую любя.
                                          Как будто любимую повесть,
                                          С другой вспоминает тебя.
                                          1925
    • Gość: Marian e.e. cummings - a pretty a day IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 08:59
      e.e. cummings - a pretty a day

      a pretty a day
      (and every fades)
      is here and away
      (but born are maids
      to flower an hour
      in all,all)

      o yes to flower
      until so blithe
      a doer a wooer
      some limber and lithe
      some very fine mower
      a tall;tall

      some jerry so very
      (and nellie and fan)
      some handsomest harry
      (and sally and nan
      they tremble and cower
      so pale:pale)

      for betty was born
      to never say nay
      but lucy could learn
      and lily could pray
      and fewer were shyer
      than doll. doll

    • Gość: Marian Emily Dickinson - There is another sky IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 09:01
      Emily Dickinson - There is another sky

      There is another sky,
      Ever serene and fair,
      And there is another sunshine,
      Though it be darkness there;
      Never mind faded forests, Austin,
      Never mind silent fields -
      Here is a little forest,
      Whose leaf is ever green;
      Here is a brighter garden,
      Where not a frost has been;
      In its unfading flowers
      I hear the bright bee hum:
      Prithee, my brother,
      Into my garden come

    • Gość: Marian Emily Dickinson - "Faith" is a fine invention IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 09:02
      Emily Dickinson - "Faith" is a fine invention

      "Faith" is a fine invention
      When Gentlemen can see --
      But Microscopes are prudent
      In an Emergency.

    • Gość: Marian Josif Brodski "MIŁOŚĆ" IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 09:40
      Иосиф Бродский



      ЛЮБОВЬ
      Я дважды пробуждался этой ночью
      и брел к окну, и фонари в окне,
      обрывок фразы, сказанной во сне,
      сводя на нет, подобно многоточью,
      не приносили утешенья мне.

      Ты снилась мне беременной, и вот,
      проживши столько лет с тобой в разлуке,
      я чувствовал вину свою, и руки,
      ощупывая с радостью живот,
      на практике нашаривали брюки
      и выключатель. И бредя к окну,
      я знал, что оставлял тебя одну
      там, в темноте, во сне, где терпеливо
      ждала ты, и не ставила в вину,
      когда я возвращался, перерыва
      умышленного. Ибо в темноте —
      там длится то, что сорвалось при свете.
      Мы там женаты, венчаны, мы те
      двуспинные чудовища, и дети
      лишь оправданье нашей наготе.
      В какую-нибудь будущую ночь
      ты вновь придешь усталая, худая,
      и я увижу сына или дочь,
      еще никак не названных,— тогда я
      не дернусь к выключателю и прочь
      84
      85
      руки не протяну уже, не вправе
      оставить вас в том царствии теней,
      безмолвных, перед изгородью дней,
      впадающих в зависимость от яви,
      с моей недосягаемостью в ней.

      Февраль 1971
    • Gość: Marian A la tres-chere, a la tres-belle.. A. BŁOK IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 10:04
      A la tres-chere, a la tres-belle..
      Baudelaire1

      Одной тебе, тебе одной,
      Любви и счастия царице,
      Тебе прекрасной, молодой
      Все жизни лучшие страницы!

      Ни верный друг, ни брат, ни мать
      Не знают друга, брата, сына,
      Одна лишь можешь ты понять
      Души неясную кручину.

      Ты, ты одна, о, страсть моя,
      Моя любовь, моя царица!
      Во тьме ночной душа твоя
      Блестит, как дальняя зарница.
      Февраль - март 1898
    • Gość: Marian A. Szyper "CI KTÓRZY MAJĄ FILTRY W USZACH" IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 10:20
      CI KTÓRZY MAJĄ FILTRY W USZACH




      Ci, którzy mają filtry w uszach

      Zaszywają się w swojej obojętności

      Nie słyszą szumu wodospadów

      Z dalekich gór i płaczu dziecka

      W sąsiednim mieszkaniu.



      Z takich to ludzi często

      Wywodzą się kariowicze i politycy

      Lizydupy i dyplomaci

      i przez nich szarzeje świat

      Po każdej pięknej, wewnętrznej pogodzie.



      Ich uszy wyłapują mętne sygnały

      Tylko tego co się opłaca

      Anteny ich podsłuchu nie łapią

      Cudzego S.O.S., a na swoim zerowisku

      Tak jak słyszą - widzą.
    • Gość: Marian A. Ziemianin " Dałeś mi Panie .... IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 10:23
      Dałeś mi Panie łaskę - abym ślad zostawił

      Koślawy może - śmieszny - ale własny

      Dałeś mi Panie tyle wątpliwości

      Na te i tak już wątpliwe czasy



      Jak to udźwignąć gdy słabości tyle

      Że piwa bym się napił zamiast iść do wiersza

      Jak mówić za mych smutnych braci

      Gdy sucho w głowie a młodość nie pierwsza



      Wiem - nie wystarczy wroga znaleźć

      To potrafi każdy młodo napalony

      Ale jeszcze tyle z życia wytłumaczyć

      Żeby starczyło na wiele pokoleń
    • Gość: Marian EZRA POUND - " A GIRL" IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 10:25
      Ezra Pound - A Girl

      The tree has entered my hands,
      The sap has ascended my arms,
      The tree has grown in my breast-
      Downward,
      The branches grow out of me, like arms.

      Tree you are,
      Moss you are,
      You are violets with wind above them.
      A child - so high - you are,
      And all this is folly to the world

      • sainbois EZRA POUND - " Dziewczyna" 30.03.04, 12:24
        Drzewo wstąpiło w moje dłonie,
        Soki wpłynęły w me ramiona,
        Drzewo wyrosło w moich piersiach
        - Koroną w dół,
        Gałęzie wyrastają ze mnie jak ramiona.

        Drzewem jesteś,
        Mchem jesteś,
        Jesteś fiołkami i wiatrem nad nimi,
        Dzieckiem - tak wysokim - jesteś,
        A wszystko to jest szaleństwem dla świata.

        tłum. K. Boczkowski
    • Gość: Marian A. Biełyj "MIŁOŚĆ" IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 10:37
      ЛЮБОВЬ
      Был тихий час. У ног шумел прибой.
      Ты улыбнулась, молвив на прощанье:
      "Мы встретимся... До нового свиданья..."
      То был обман. И знали мы с тобой,

      что навсегда в тот вечер мы прощались.
      Пунцовым пламенем зарделись небеса.
      На корабле надулись паруса.
      Над морем крики чаек раздавались.

      Я вдаль смотрел, щемящей грусти полн.
      Мелькал корабль, с зарею уплывавший
      средь нежных, изумрудно-пенных волн,
      как лебедь белый, крылья распластавший.

      И вот его в безбрежность унесло.
      На фоне неба бледно-золотистом
      вдруг облако туманное взошло
      и запылало ярким аметистом.
      1901 или 1902, Москва
    • Gość: Marian A. BIEŁYJ " Czekaj mnie..... IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 10:42
      ЖДИ МЕНЯ
      Далекая, родная,-
      Жди меня...

      Далекая, родная:
      Буду - я...

      Твои глаза мне станут
      Две звезды.

      Тебе в тумане глянут -
      Две звезды.

      Мы в дали отстояний -
      Поглядим;

      И дали отстояний -
      Станут: дым.

      Меж нами, вспыхнувшими,-
      Лепет лет...

      Меж нами, вспыхнувшими,
      Светит свет.
      1924, Москва
    • Gość: marcee Polska Safo w epistolografii IP: *.lama.net.pl / *.lama.net.pl 27.03.04, 14:51
      Panie Bobak!
      Oto parę słów o Lotku, gdy go poznałam.
      Lotek biały łabędz, który na różnego rodzaju wodach pływając biały pozostał i
      muskał się tak wzruszająco w mojej łazience.Co za pierś cudną , jaką wspaniałą
      klatkę piersiową prezentował pod tuszem. Oczęta piękne oprawne w rzęsy ogromne
      i dziecinnie wygięte w górę umiały rzucać spojrzenia pełne ognia lub
      koncentrować się z wielką siła na wybranym obiekcie.
      Cudną twarz miał łajdackimi i "dziarskimi" minami czynić niepodobną do tego,
      czym była w spokoju.Ręce równie piekne i miłe jak twarz.Drobne, silne i
      sympatyczne, sprawne w każdej robocie, pełne zwykłej chęci zawsze. Utoczone
      ramiona całkiem nieowłosione miały w sobie coś kobiecego, stworzone do uścisku
      i pełne macierzyńskiej dobroci.
      A charakter? O, porządny, wielki, nieugięty, a odwaga, a opanowanie, rozsądek.
      Takiemu mozna było powierzyc życie, spiac nocą przy jego boku w samochodzie,
      gdy kierował. O, jak dobrze było z nim i przy nim! Czy w nocy słuchając
      słowiki, czy jedząc z nim barszcz jego roboty, czy w łóżku szerokim leżąc,
      wypoczywając obok niego po gościach!
      Nie on w rumuńskim lasku uciekał w las, jak inni, i nie on w Lyonie na Fiorze
      latał do schronu i z powrotem, co mi pozostanie w pamięci. Zawsze stał na
      drodze, nie chcąc upkorzeń ucieczki. Równierz nie tracił własnego sądu o
      rzeczach, roztropna decyzja pozostania ze mną w Falticeni zadecydowała o tym,
      że nie zginął na malarię w Bebedagu, jak wielu spośród bezmyslnej trzody
      wojskowej. Pułkownicy rzucali "ukochane" żony w popłochu i bezradnie na drodze
      ku Anglii, podlegli rozkazom szaleńców i łajdaków. Ale on, choc tylko kapitan,
      umiał obejść rozkazy głupców, umiał swoje przeprowadzić, nie opuścił
      towarzyszki niedoli, dowiózł ją i uplasował w bezpiecznym miejscu.
      Nie skarżąc się, o nic nie zabiegając, nikomu nie pochlebiając, nie przejmując
      się zbytnio Anglią, nie dbając o swoją rangę czy gażę, pracuje teraz jak i
      poprzednio. Ma sławę swoją u mnie, co widziałam go, gdy dla kaprysu ambicji
      rzucił wszystko, siebie, mnie i całą przyszłość naszą na wiatr i z korkociągu
      lekko jak baletnica wywinął się i wyleciał wysoko ponad światem. I tak,
      fantazja artysty.
      Bajbaczku, z Tobą jednym byłam i jestem w pełni szczęśliwa. Ty piękno mojego
      życia. Bardzo męskie piękno, a równocześnie dobre i miękkie jak pierś gołębia,
      miłosne i miłosierne.
      Jest też i przepych w moim kochaneczku, który roztacza w danej chwili ze
      wschodnią okazałością, jak najbogatszy z kupców kijowskich, pełen humoru, który
      daje bogactwo. Jak frajerek mój potrafi tę linię ciągnąć przez wygnańcze drogi
      tego ja nie rozumiem. Co znaczy gwiazda własna. Ona sprawia, że wspaniały Panek
      obdarowuje mnie i że dla mnie znajduje wszystko, zcego nawet mrs. Churchillowej
      brakować może łatwo. O mój Paneczku, gwiazdeczko Ty moja czarnooka!
      A teraz krótka kronika dnia wczorajszego, bo dziś jest rano (słońce świta
      właśnie, jestem Słowacki i mam się zachwycać) i właśnie śniadanie się
      wtaszczyło z tacą. Spałam tak dobrze i obudzili. (...)
      --------------
      list napisany do męża 22.02.1945
      dalej jest już ich prywatny świat codzienności
      kupiłam kilka lat temu wydaną jej prywatna korespondencje
      szkoda że nie umiem wkleić do sieci zdjęć , do dnia dzisiejszego istnieje Jej
      pokój z balkonem widoczny zza zapuszczonego parkanu, odgradzającego Jej dom
      rodzinny od huku dzisiejszej ulicy
      • Gość: Marian Re: Polska Safo w epistolografii IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 15:50
        Dzięki!
        Zamyśliłem się.
        • Gość: srutututu Re: pedalska grafomania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.04, 16:14
          srsk napisał:

          Drogi HOMO MARIANIE,
          Moim zdaniem masz racje (w 90%), ale sposob jej prezentacji ZNIECHECA.
          Mozna powiedziec "mylisz sie", a można "chyba cie poj**alo". Wbrew pozorom
          forma
          jest wazna.
          Podobnie z wrzucaniem do jedengo worka homo-, zoo- i innych.
          Twierdzisz, ze homoseksualizm nie jest zboczeniem? Niektorzy wola
          to "zmiekczac" – np. HOMOŚ -
          ale czy nie istnieje GRADACJA zboczeń ? Czy nie mozna byc zboczonym troche (jak
          prosty mnich na początek), lub całkiem (kiedy się już zostanie „nietykalnym” -
          jak arcybiskup Juliusz Petz lub dyrygent Wojciech Krolopp) ???
          Czy kazdy, kto lubi z chlopcami daje sie porownywac z nekrofilami, czy
          koprofagami ???
          Pamietajmy - nie ma ludzi normalnych, sa pewne WIDELKI - akceptowalny poziom
          odchylenia. Bo sa np. heteroseksualni zboczency, niektorzy np. nie potrafia nad
          soba zapanowac i rzucaja sie na partnerke. Niektorzy sa leczeni w psychiatryku,
          inni morduja po krzakach. Jeszcze inni morduja, bo to lubia.
          A ci "normalni" tez moga miec preferencje - sado-maso, od tylu, oralnie, z
          kajdankami, trojkaty...

          Rzeczywistosc nie jest taka prosta, proste są recepty Leppera. Ale prawdziwy
          homo jego też pokocha, niech się prostak dowie czy fajny jest ten homonumer „na
          mnicha”...
          • Gość: Marian Re: pedalska grafomania i męskie opowieści IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 16:20
            Zamyślonym pozostaje.Nauczycielke polecam na początek.

            www.kryminaltango.prv.pl/
    • Gość: Marian Oscar Wilde "Amor Intellectualis" IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 17:46
      Poem: Amor Intellectualis


      Oft have we trod the vales of Castaly
      And heard sweet notes of sylvan music blown
      From antique reeds to common folk unknown:
      And often launched our bark upon that sea
      Which the nine Muses hold in empery,
      And ploughed free furrows through the wave and foam,
      Nor spread reluctant sail for more safe home
      Till we had freighted well our argosy.
      Of which despoiled treasures these remain,
      Sordello's passion, and the honeyed line
      Of young Endymion, lordly Tamburlaine
      Driving his pampered jades, and more than these,
      The seven-fold vision of the Florentine,
      And grave-browed Milton's solemn harmonies.
    • homosovieticus Niedzielnie filozoficzny wiersz Mistrza Brzechwy. 28.03.04, 10:19
      Jasne jak słońce
      Gdy pełzną dwa zaskrońce,
      Z nich każdy ogon ma.
      To jasne jest jak słońce
      I jak dwa razy dwa.

      Gdy wierzgnąć kogoś koń chce,
      W tył wierzga, a nie w przód.
      To jasne jest jak słońce,
      To proste jest jak drut.

      Kij zawsze ma dwa końce,
      A sroka nogi dwie,
      To jasne jest jak słońce
      I każdy o tym wie.

      Gdy grać na trąbie słóń chce,
      Nie potrzebuje nut,
      To jasne jest jak słońce,
      To proste jest jak drut.

      Lecz co dzień, zanim zasnę,
      Zamyślam się przed snem:
      Choć słońce takie jasne,
      Cóż ja o słońcu wiem?


      • sainbois Niedzielnie botanicznie 28.03.04, 14:26
        OGRÓD MIŁOŚCI


        Nie zawsze strzały Kupido zawodzi,
        Czasem łuk złoży i bez broni chodzi
        I gospodarskiej pilnując pogody,
        Gracuje z trawy pafijskie ogrody.
        W ogrodzie jego zioła są nadzieje,
        Chwast - obietnice, które wiatr rozwieje,
        Męczeństwa, posty są suche gałęzi,
        Labirynt - pęta, w których swoje więzi,
        Niewola - kwiatkiem, owocem jest szkoda,
        Fontaną - oczy i gorzkich łez woda,
        Wzdychania - letnim i miłym wietrzykiem,
        Nieszczerość - łapką, figiel - ogrodnikiem,
        Szalej, omylnik, to są pierwsze zioła,
        Które głóg zdrady otoczył dokoła;
        Nadto ma z muru nieprzebyte płoty,
        Gdzie wapnem - troska, kamieniem - kłopoty.
        Jam w tym ogrodzie przedniejszym kopaczem,
        Ja wsiawszy moję tęsknicę i płaczem
        Skropiwszy, orzę skały twardej Tatry,
        Wisłę uprawiam i żnę płone wiatry.

        Jan Andrzej Morsztyn
    • Gość: Wiosna Re: My też tak potrafimy, no może nie zupełnie ta IP: *.gdynia.mm.pl 30.03.04, 10:11
      Są takie chwile...


      Są takie chwile, że się nie śmie badać
      swej własnej duszy, bo się człowiek lęknie,
      że ani jednej nie znajdzie w niej struny co,
      potrącona, jeszcze czysto dźwięknie.
      Lecz trzeba tylko jednego spojrzenia
      pełnego wielkiej miłości oczyma,
      by w akord związać wszystkie struny duszy...
      potrzeba jednych oczu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka