homosovieticus Relaxu czas nastał 20.03.04, 10:43 Wszystko się chwieje Wszystko się chwieje, proszę pań, I myśl to niebezbożna, Że świat ten to jest stary drań, Któremu ufać nie można. Na przykład ktoś dolara miał, A jutro ma dwa centy, Więc oczywiście wpada w szał I wbija nóż do pięty. Bo głupiec nie wie, że wszystko się chwieje, A tylko ja, ja patrzę i się śmieję. Przypuśćmy, że już wszystko mam: Mieszkanko idealne, I fotel, a wśród złotych ram "Jagiełło pod Grunwaldem". Więc sobie patrzę w książkę P.K.O. I słucham, jak milion śpiewa, A nagle burza, wiatr i deszcz, i grom I wszystko woda zalewa - I fotel płynie obok mistrza Jana, I to jest właśnie życie, proszę pana. Ach, smutnym jak Leopold Staff, Gdy wchodzę w parku aleję; Pokrył się kirem smętny staw, Wierzba się nad nim chwieje. To jesień już, szafarka aspiryny, To jesień już, panie majorze, Bolesny brydż i rozpacz złej godziny O Boże, Boże. I klon, i dąb, i słoń, i koń się chwieje, A tylko ja, ja patrzę i się śmieję. Odpowiedz Link Zgłoś
w_v_w Re: Relaxu czas nastał moze dla Panów...:) 20.03.04, 10:53 CEL A kiedy jest jeszcze szaro i bardzo wcześnie rano, I każdy normalny człowiek do poduszki się jeszcze garnie, Wtedy pan w pewnym wieku wstaje niechętnie z tapczanu, Przeciąga się i myśli: - No, teraz się zaczną męczarnie... Jakoż i rzeczywiście; za oknem jeszcze świt blady, We mgle nieprzyjaznej i zimnej majaczą wilgotne dachy A ten pan w pewnym wieku zaczyna robić przysiady Potem kolejno skłony, podskoki i wymachy. Jeszcze się na zachodzie tli anemiczny księżyc, Dopiero pierwsi mleczarze stawiają pod drzwiami butelki, A ten pan w pewnym wieku, nie mając ćwiczebnych sprężyn, Rozciąga z ogromnym wysiłkiem poczwórnie złożone szelki, A potem spocony i blady, z ogromnym szumem w głowie, Stać pod prysznicem nie może, więc ze zmęczenia siada I kłamie przed sobą: - To po to, żeby zachować zdrowie, Kondycję i chęć do pracy... Ale to wszystko nieprawda. Po prostu ten pan przypuszcza, że kiedyś w przyszłych godzinach, Kiedy się zdarzy wyjazd na delegację w teren, To może się zdarzy również jakaś prześliczna dziewczyna, Która nie wzgardzi tym panem i małym, brzydkim hotelem, I patrząc na odrapane z lakieru pręty łóżka Powie, dłoń smukłą oparłszy na fantastycznym biodrze: - No proszę, masz lat czterdzieści i ani śladu brzuszka! Nie wiedziałam, że w twoim wieku można wyglądać tak dobrze... Więc dla tej wizji, co pewnie się nigdy nie ucieleśni Pan w pewnym wieku zadaje tortury własnemu ciału, Gimnastykując się co dzień niewiarygodnie wcześnie Na własnych szelkach, na kocu i na krawędzi zawału... /A. Waligórski/ Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 11:12 Homo jest mała człeczyna, istotka z niego niewielka, on głupią mową zagada , nie lubi więc nikt tego gada. Więc wołam: Czyż nikt nie pamięta, że homo jest druh nasz szczery?! Kochajcie homa, dziewczęta, kochajcie, do jasnej cholery! ps Upiłem wiosną Konstantego no i wierszy j o wróbelku ten ..tego przepraszam Odpowiedz Link Zgłoś
w_v_w Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 11:30 ...ale Ty zapominasz o swoich "przyjacióleczkach" wiec nie dopominaj sie... :) Wawerka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marcee Re: kochajcie homa dziwczęta IP: *.lama.net.pl / *.lama.net.pl 20.03.04, 11:32 Wawerka Robi placze ze nie piszesz na jego forumie Odpowiedz Link Zgłoś
w_v_w Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 11:49 ...dzieki, zajrze, troche mnie nosi tu i tam, nawet wawer juz nie tak bliski... Pozdrówka Wawerka Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 13:08 w_v_w napisał: > ...dzieki, zajrze, troche mnie nosi tu i tam, > nawet wawer juz nie tak bliski... > Pozdrówka > Wawerka siadaj przy mnie, to razem na usmiechnietej gębie realu, nie damy sie zniewolić byle jakosci. Odpowiedz Link Zgłoś
w_v_w Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 13:24 ...nigdy nie daje sie zniewolic byle jakosci, ...siegam ad astra... pozdrówka Wawerka Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 14:43 w_v_w napisał: > ...nigdy nie daje sie zniewolic byle jakosci, > ...siegam ad astra... > pozdrówka > Wawerka A ja? Odpowiedz Link Zgłoś
w_v_w Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 15:08 nie wiem co Ty, dla mnie celem są gwaiazdy w każdym obszarze zycia... wysoko stawiam poprzeczke sobie i tym co wokól mnie... tylko zwyciestwo sie liczy, nie bohaterstwo... :) Waweerka Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 14:47 Gość portalu: marcee napisał(a): > Wawerka Robi placze ze nie piszesz na jego forumie Marscee! To Ona nie jest pełnej krwi kobietą? A już miałem obietnicę erekcji , jak tu uszukuja jak drwią z chłopczyny wiejskiego :(( Odpowiedz Link Zgłoś
w_v_w Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 15:09 ...Wawerka jest pełnej krwi i goracej jesli jestes taki dociekliwy... :) Wawerka Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 15:12 w_v_w napisał: > ...Wawerka jest pełnej krwi i goracej > jesli jestes taki dociekliwy... > :) > Wawerka nie ma sprawy...ja mogę i na wyżyny wznieść głowę... Odpowiedz Link Zgłoś
w_v_w Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 15:17 ...wyzyny to mało, to trzeba pokonac grawitacje... jestem bardzo wymagajaca... :) Wawerka Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 15:24 homosovieticus napisał: > w_v_w napisał: > > > ...Wawerka jest pełnej krwi i goracej > > jesli jestes taki dociekliwy... > > :) > > Wawerka > nie ma sprawy...ja mogę i na wyżyny wznieść głowę... pomimo grawitacji wzniesć głowę, Abi tylko potrafi... Odpowiedz Link Zgłoś
w_v_w Re: kochajcie homa dziwczęta 20.03.04, 15:34 ...Abiego zostawmy w spokoju, to jest inna legenda... pokonanie grawitacji dotyczy całosci, nie tylko głowy, żekłabym lewitowanie... :) Wawerka Odpowiedz Link Zgłoś
w_v_w oczywiscie "rzekłabym" sorrki....:) 20.03.04, 16:11 wkradł sie bład w poscie powyzej, sorrki :) Wawerka Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: oczywiscie "rzekłabym" sorrki....:) 20.03.04, 16:29 Qrwa tu mają być wyrażane myśli przez poezję.Wyjatki są dozwolone .Magiel nie . Sorry madam fotel zabieram. Odpowiedz Link Zgłoś
w_v_w żegnam i ja... 20.03.04, 16:38 ...bardzo poetycki post, gratuluje to jakis nowy gatunek literacki? Ekumenicznie zegnam tak wrazliwa dusze, Płakał niedźwiedź przed lisem, pijąc wraz z nim wódę: - Ty wiesz, mam czworo dzieci, ale wszystkie rude... - Ha! - krzyknął lis obłudnie, ukrywszy twarz w dłoniach - Mój syn także jest rudy, ktoś nas robi w konia! BTW wątek juz troche nudny Szalom! Wawerka Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: żegnam i ja... 20.03.04, 17:20 w_v_w napisał: > ...bardzo poetycki post, gratuluje to jakis nowy gatunek literacki? > Ekumenicznie zegnam tak wrazliwa dusze, > > Płakał niedźwiedź przed lisem, pijąc wraz z nim wódę: > - Ty wiesz, mam czworo dzieci, ale wszystkie rude... > - Ha! - krzyknął lis obłudnie, ukrywszy twarz w dłoniach - > Mój syn także jest rudy, ktoś nas robi w konia! > BTW wątek juz troche nudny > Szalom! > Wawerka proza zycia! jedyną rozrywką jest Lopez? www.pussyslips.com/jennifer-lopez-pussy-slip-3.htm Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Wesołe forum Kraj , jego uczestnicy i lekarze :) 20.03.04, 19:25 Sławomir Mrożek - Wesołe miasteczko - A oto - rzekł dyrektor szpitala - zespół chorych, który nazywamy wesołym miasteczkiem. Wskazał na czterech pacjentów pod ścianą. Trzej stali, jeden siedział na niskim zydelku. Byli nieruchomi, nie poruszali się, kiedy ich zobaczyłem, ani odkąd ich zobaczyłem, ich nieruchomość rosła, w miaręjak ich widziałem nieruchomych. Dyrektor zapewnił mnie, że nie ruszali siętakże przedtem. - Nie ruszają się nigdy, to jest ich symptom. Ale poza tym sąłagodni i nieszkodliwi. Może pan z nimi porozmawiać, a ja tymczasemzaglądnę do oddziału furiatów. Dyrektor oddalił się, a ja przystąpiłem do pierwszego z brzegu nieruchomego. - Co słychać... - zagadnąłem niepewnie, ponieważ nie wiem,jak się nawiązuje rozmowę z wariatem. - Następna runda za dwie minuty. Dzieci i wojskowi płacą połowę. - Jasne - udałem, że wiem, o co chodzi, bo chociaż dyrektor przedstawił mi ich jako niesz kodliwych, wolałem nie drażnić chorego. I przypomniawszy sobie, że dyrektor nazwał tę grupę wesołym miasteczkiem - zapytałem, starając się, aby pytanie wypadło swobodnie: - Pan jest kręgielnia, co? Spojrzał na mnie z pogardą, jak na kogoś, kto nie umie odróżnić A od B. - Ja jestem karuzela. Kręgielnie zabrali do elektroszoku. - Oczywiście, oczywiście - zgodziłem się skwapliwie. - Niestety nie mogę skorzystać z karuzeli. Mam słaby błędnik i zakręciłoby mi się wgłowie... Ja tylko tak sobie, zwiedzam... - Proszę bardzo. Podczas naszej rozmowy nie poruszył się ani odrobinę, a jego twarz jakby nie miała żadnej mimiki. Jakbym rozmawiał z posągiem.Również jego koledzy nie drgnęli i nie wiadomo było nawet, czy świadomi byli mojej obecności. Nabrałem odwagi. - Pan wybaczy ciekawość, ale - jeżeli pan jest karuzela, todlaczego pan się nie kręci? Jego pogarda była tera bezbrzeżna. - Pan nie wie co to jest właściwa natura rzeczy. Ruch jest zjawiskiem pozornym. Ja jestem istotą rzeczy, a nie tym, co przypadkowei złudne. Istotą karuzeli jest oś, dookoła której obraca się cała reszta.Jako oś nie mogę się przecież kręcić. - Rzeczywiście. To znaczy, że im mniej się pan kręci, tymbardziej jest pan karuzelą. - To chyba zrozumiałe. - Bardzo panu dziękuje. Teraz rozumiem: pan jest samąistotą karuzeli, bez dodatków. - Tak jest. Wsiada pan? - Nie, nie, niestety mój błędnik... jak już wspomniałem... alejestem panu wdzięczny za wyjaśnienie, dziękuje bardzo. Zerknąłem ku pozostałym elementom wesołego miasteczka.Dwaj stali obok siebie w tej samej pozycji, nieruchomi jak słupy. Trzeci siedział opodal, również nieruchomy. Teraz z nimi z kolei chciałem porozmawiać, ale żeby znowu nie popełnić gafy, zwróciłem się do karuzeli po informację. - Ci dwaj.. Oni są beczka śmiechu, co? - Oni? Przecież oni są strzelnic, nie widzi pan? - Tak, tak, strzelnica. No to narazie, do zobaczenia... Podszedłem do dwóch. Po rozmowie z karuzelą grupa wesołemiasteczko nie była już dla mnie całkowitą zagadką. Czułem się nieco pewniejszy siebie. - Który z panów jest cel, a który pal!? - to wszystko jedno - odrzekli jednocześnie. - Panowie chcą przez to powiedzieć, że nie ma różnicy między strzałą a tarczą, między pociskiem a celem? Ja, naturalnie, jestem tego samego zdania, ale gdyby panowie chcieli mi to bliżej wyjaśnić... - Tu nie ma czego wyjaśniać - rzekł jeden, który był albostrzałą, albo tarczą. - Załóżmy, że ja jestem strzała, a kolego jest tarcza... - Ty jesteś tarcza, ja jestem strzała - przerwał mu kolega. - Niech będzie. Załóżmy, że ja jestem tarcza, a kolega jeststrzała. No i co z tego? Konkluzja założenia była tak nieoczekiwana, że przez chwilę nie umiałem się do niej ustosunkować. Po chwili ustosunkowałem się jednak, czyniąc następującą uwagę: - Wtedy jest oczywiście zrozumiałe, że pan tarcza pozostajebez ruchu. Jednak pan strzała... - Ha, ha! -przerwał mi tarcza. - Pan sugeruje, że kolego strzała powinien lecieć jak wariat. Ty, powiedz mu... - zwrócił się do kolegi. - Strzała leci, ale tylko dla pana - powiedział kolega. - Ja samdla siebie nigdzie nie lecę, bo strzała sama dla siebie jest i jest. - To znaczy nigdy nie zmienia położenia względem samejsiebie - wyjaśnił mi tarcza, widać bardziej wykształcony. - Właśnie. Pan wybaczy, ale dla pańskiej przyjemności nigdzieleciał nie będę. - To znaczy kolega nie będzie stwarzał pozorów, które i tak wniczym nie zmienią zasady jego bytu - dokończył drugi. - Jasne? - Tak, teraz całkiem jasne, że też nigdy o tym niepomyślałem... - Powinien pan częściej nas odwiedzać - rzekł na to inteligenttonem życzliwego napomnienia. - Chce pan sobie strzelić? - Nie może kiedy indziej, dzisiaj już późno... - Dobrze może być kiedy indziej. My tu zawsze jesteśmy. Rzeczywiście ich nieruchomość sprawiała wrażenie wieczności. Oddaliłem się w stronę ostatniego, który nieruchomo siedziałna krzesełku. Stanąłem przed nim, i bez żadnych wstępów, ponieważ byłem już całkowicie pewny siebie, to znaczy przekonany, że uchwyciłem zasadę rządzącą zespołem wesołe miasteczko, wygłosiłem przemowę. - Kimkolwiek albo czymkolwiek pan jest, ma pan rację siedząc tak bez ruchu. Czy pan jest lustro w gabinecie krzywych luster, czy to wagonikiem szalonej kolejki, huśtawką, czy kołem loterii fantowej -zawsze w istocie pańskiego bytu jest pan poza wszelkim ruchem i funkcją.Więc zamiast oddawać się grze pozorów, oddaje się pan bezpośrednio naturze istnienia, której zewnętrznym wyrazem jest nieruchomość.Dlatego pan sobie tutaj tak siedzi i siedzi, prawda? On zaś odpowiedział zdziwiony: - A co mam robić? Przecież ja czekam, żeby mnie stąd wypuścili. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian "Keczup" Mrożka Sławomira IP: *.gdynia.mm.pl 21.03.04, 09:09 Keczup Sławomir Mrożek - Keczup Przeczytałem w gazecie, że Apokalipsy nie bedzie. Żeby uczcić tę dobrą nowinę, poszedłem do MacDonalda i zamówiłem hamburgera. "Jakie to szczęście - myślałem, gdym entuzjastycznie przyprawiał hamburgera keczupem - że nie będzie trąb anielskich ani gwiazdy spadającej na ziemię, co by nam tę ziemię spaliła". Dotychczas konsumowałem bez entuzjazmu, ponieważ żyłem w oczekiwaniu katastrofy. Po co właściwie keczup, gdy i tak zmierzamy ku katastrofie? Ale teraz świat ma przyszłość. Więc dołożyłem sobie jeszcze keczupu, bo teraz już warto. Również nazajutrz spożyłem hamburgera z podwójnym keczupem. Ale trzeciego dnia zauważyłem, że konsumujac podwójny keczup po raz trzeci, nie dotrzymuję kroku swojej epoce. Pierwszego dnia ją wyprzedzałem, drugiego nadążałem za współczesnością, ale trzeciego byłem już zapóźniony. Podwójny keczup po raz trzeci - to wstecznictwo. Aby nie pozostać w tyle, powinien być co najmniej potrójny. Zjadłem więc potrójny. Trochę mi się odbiło, ale w zasadzie nie czułem się źle. Kłopoty z żołądkiem miałem dopiero po keczupie czterokrotnym. Udało się je zażegnać za pomocą alka seltzer. Po keczupie pięciokrotnym nic nie pomogło, a po sześciokrotnym na samą myśl o siedmiokrotnym robiło mi się niedobrze. Co dalej? Nieubłagany rozwój konsumpcji wymagał keczupu siedmiokrotnego, później osmio-, dziewiecio-, dziesieciokrotnego i tak dalej bez końca, bo teraz, gdy Apokalipsę odwołano, przyszłość nie miała już kresu. Załóżmy, że przetrzymam keczup nawet dziesieciokrotny. Ale później? Podpaliłem MacDonalda, tu chodziło o życie. Pożar nie był wielki, gdzie mu tam do Apokalipsy, ale lepsze to niż nic. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian "List w butelce" Sł. Mrożka IP: *.gdynia.mm.pl 21.03.04, 09:14 Sławomir Mrożek - List w butelce Kochany, choć nie znany adresacie. Lub raczej - kochany, bo nie znany. Nie znając się, nie znam twoich przywar, odstręczających właściwości twojego ciała i twojego charakteru, co mi pozwala zwracać się do ciebie z nieskrępowaną sympatią. Lecz dlaczego właściwie (jeżeli cię nie znam) miałbym odczuwać dla ciebie sympatię? Odpowiedź: sympatia jest uczuciem krzepiącym, zdrowym, pozytywnym, miłość bliźniego jest zalecana przez wszystkie systemy kościelne i świeckie. To cnota zarówno duchowa jak i socjalna. Funduję ją sobie, abym z kolei ja tobie wydał się sympatyczny. Nie wiem, czy jesteś mężczyzną czy kobietą, stary czy młody, biały czy kolorowy. To niezmiernie ułatwia korespondencję i w ogóle nasze stosunki. Jakże zwulgaryzowałyby się one i skomplikowały, gdybym znał atrybuty twojego poszczególnego istnienia. Chwała Bogu, nic o nich nie wiem i dzięki temu możemy odnaleźć swobodnie, ty i ja, ja z tobą, my razem - w szeroko zakreślonym, ale jakże miłym dla humanistycznego ucha pojęciu: ludzkość. Czy muszę dodawać, że z tego samego względu, aby nie psuć symetrii i tobie z kolei nie utrudniać sympatii do mnie - powstrzymam się od wyjawienia mojej płci, wieku, rasy oraz jakiejkolwiek innej cechy osobniczej? Niech twoja sympatia do mnie kwitnie równie bez przeszkód jak moja do ciebie. Po tym wstępie przystąpmy do rzeczy. Otóż pragnę gorąco ci zakomunikować, że mamy do spełnienia, to znaczy ty i ja, to znaczy ludzkość wielką i szlachetną misję. Nie pytaj mnie o szczegóły. Wszelkie szczegóły ograniczyłyby nas niepotrzebnie i odebrałyby naszej misji niewątpliwy nadrzędny i ogólny charakter. Szczegóły zawsze prowadzą do nieporozumień, podczas gdy ogólność i nadrzędność nie podlega dyskusji. Poza tym, pytając mnie o szczegóły, przyznałbyś się do niewiedzy w tej wielkiej i wszystkim nam leżącej na sercu sprawie, a to bardzo brzydko by świadczyło o tobie. Zaś chyba dostatecznie jest jasne, że ja komunikuję bynajmniej nie po to, żeby zakomunikować coś, co ja wiem, a czego inni by mogli nie wiedzieć, lecz pragnę jedynie zakomunikować, że wiem to samo co wszyscy. Mam nadzieję, mało, wyrażam głębokie przekonanie, że nasza korespondencja, tak owocnie zaczęta, będzie trwała dalej. Wymiana myśli w stosunkach opartych na wzajemnej sympatii jest nie tylko przyjemna i pożyteczna, lecz również jest naszym obowiązkiem wobec społeczności. Ona to bowiem, ta wymiana, stanowi więź i sprawia, że my, mieszkańcy planety, tworzymy - bez względu na nieistotne, ponieważ pomijane różnice - ogólną, myślącą i sympatyczną społeczność, czyli ludzkość w obliczu zadań. Czekam więc na odpowiedź z pewnością, że wkrótce nadejdzie i będzie tak samo sympatyczna jak mój niniejszy list do ciebie. Adresu nie podaję, żeby nie obniżać poziomu naszych relacji i nie kazić wymiany naszych myśli niesmaczną drobiazgowością. Wystarczy włożyć odpowiedź do butelki, zakorkować i wrzucić do najbliższej wody. Tak jak ja to właśnie robię. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niewiedzący Aforyzm ten czy prawde głosi? IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 04:16 "Kobieta kocha jeden dzień, a nienawidzi przez czterdzieści" przysłowie arabskie Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Staroświecki zabobon 22.03.04, 08:53 jakiś staroświecki zabobon z Bliskiego Wschodu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian Re: Staroświecki zabobon, nie to fakt IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 09:03 Nie masz racji złotko bo jednak wspołczesna medycyna odnotowuje fakt, że poziom serotoniny u mężczyzn wynosi przeciętnie mniej niż 52 % jej poziomu u kobiet. Neuroprzekażniki, które odpowiadają za kontrolowanie zachowań impulsywnych, wystepują w mózgu mężczyzn w ilościach o wiele mniejszych niż w mózgu kobiet. Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois nowoczesny zabobon 22.03.04, 09:40 dlaczego per "złotko"? czym sobie na to zasłużyłam? serotonina, neuroprzekaźniki, powiem więcej - samo istnienie i funkcjonowanie mózgu - to nowoczesne zabobony. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian Re: nowoczesny zabobon unikanie wiedzy IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 10:03 sainbois napisała: > dlaczego per "złotko"? czym sobie na to zasłużyłam? > > serotonina, neuroprzekaźniki, powiem więcej - samo istnienie i funkcjonowanie > mózgu - to nowoczesne zabobony. złotko to pieszczota słowem. reszta to wiedza nie zabobon. Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois nowoczesny zabobon a byty duchowe 22.03.04, 12:53 czemu pieszczota? czemu taka protekcjonalna czułość? czemu takie banalne "złotko" (czytasz onet?) uważać trzeba, bo to pytanie, co wobec czego jest podległe (wirtual i real) Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: nowoczesny zabobon a byty duchowe 22.03.04, 13:28 sainbois napisała: > czemu pieszczota? > czemu taka protekcjonalna czułość? > czemu takie banalne "złotko" (czytasz onet?) > uważać trzeba, bo to pytanie, co wobec czego jest podległe (wirtual i real) Złotko to nie banał. Pieszczota jest przyjemniejsza od klapsa.Wiec pieszczoty rozdaję. Czasami cos tam czytam z onetu. Jakieś info. Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Re: nowoczesny zabobon a byty duchowe 23.03.04, 00:13 a na onetowych foralnych bujnych pastwiskach nie bywasz? chwastów tam nie wykorzeniasz? zabobonów nie tępisz? złotko, sreberko, skarbeczku... nie banał? Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois zabobon, byty duchowe, banał 23.03.04, 12:50 a życie moje? a moje serce? ew. nawet serduszko albo słoneczko Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: My też tak potrafimy, no może nie zupełnie ta 22.03.04, 21:22 To zabawne - pomyślał. - Wiem, że miałem tu garnek miodu. Pełen garnek, pełen miodu aż po brzegi, a na nim było napisane MJUT, żebym wiedział, że to jest miód. To naprawdę bardzo dziwne". Po czym zaczął spacerować tam i z powrotem, rozmyślając, gdzie też podział się garnek z miodem, i mrucząc do siebie małą mruczankę: To po prostu niebywałe, Pełen garnek miodu miałem, A na garnku tak jak drut Napisane było MJUT Garnek śliczny był, nowiutki, Kolorowe miał obwódki, Więc ogromnie To mnie Smuci Że mój garnek się zarzucił. Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Mruczanki Kubusia Puchatka 22.03.04, 21:23 Puchatek usiadł na wielkim kamieniu i spróbował pomyśleć o tym, co powiedział Kłapouchy. Brzmiało to zupełnie jak zagadka, lecz Puchatek nigdy nie był mocny w rozwiązywaniu zagadek, będąc, jak wiemy, Niedźwiadkiem o Bardzo Małym Rozumku. Więc zamiast tego zaśpiewał sobie Sroczkę-Skoczkę: Co to, Sroczko gadatliwa: Kiedy brzęczy, to nie śpiewa, Powiedz, jak to się nazywa, Sroczko-Skoczko gadatliwa ? Co to, Sroczko gadatliwa: Kiedy łazi, to nie pływa, Powiedz, co to zwykle bywa, Sroczko-Skoczko gadatliwa ? Co to, Sroczko gadatliwa: Kiedy chodzi, to się kiwa, Powiedz, co się za tym skrywa, Sroczko-Skoczko gadatliwa? Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus CZĘŚĆ ZEROWA : PHANTOM TENTACLE 22.03.04, 21:33 CZĘŚĆ ZEROWA : PHANTOM TENTACLE Wstawał piękny majowy poranek. Tygrysek, Kłapouchy i Królik siedzieli przed domkiem Królika i leniwie sączyli wino "Heracles". - Marchew ci rośnie... jęknął leniwie Tygrysek. - Widzę... jeknął leniwie Królik W tem przybiegł zziajany Prosiaczek i zawołał: - Weni, Widi, Wicjusz! - Widziałem, przewidziałem, wydedukowałem! - No i czego się drzesz? nie widzisz ze marchew rośnie? zapytał leniwie Tygrysek. - Chcesz w tube[tm]? Zapytał Kłapouchy. - Nie o to chodzi - riposotwał Prosiaczek - Pamiętacie te ruderę na skraju lasu? Teraz to wyremontowali! Pomalowali na biało, postawili pedalski płotek i ktoś się tam wprowadził. - Chcesz w tube[tm]? Ponownie zapytał Kłapouchy tym razem podnosząc głowę z ziemi. - Hmm... to trzeba zapoznać się i przywitać. Chodźmy do Babajagi[tm]. Kupimy pół litra i pójdziemy do tej rudery - zaproponował Tygrysek. Tak też zrobili. Gdy byli w połowie drogi nagle koło nich przemknęło czarne Ferrari wzbijając w powietrze tumany kurzu. - Ty jebany klecho! Krzyknął Tygrysek. - Nienawidzę tego gnoja. Myśli że jak się ubiera na czarno, ma czarne Ferrari i zbiera na tace codziennie to jest mastah. Wycedził przez zęby Prosiaczek. - Kiedyś go zabiję - skwitował Kłapouchy. Po chwili nasza dzielna brygada doszła do wzniesienia zwanego "Piwną Górką". Na szczycie tego wzniesienia stała chatka na kurzej nóżce, a nad drzwiami wisiał napis: "Hatka Babajagi[tm] - Alkohole Świata - Jedyny i niepowtarzalny producent niepowtarzalnego wina o niepowtarzalnej nazwie "Heracles - Classic Płońsk Aperitif". - Yo! Babajagi! Przyszliśmy kupić coś do picia - krzykną Tygrysek. W drzwiach ukazała się Baba jaga[tm]. Wyglądała jak mały zielony Trol skrzyżowany z Majkelem Dżaksonem. - A czego chcecie? Zapytała Baba jaga[tm]. - Masz cos alkoholowego? - zapytał Prosiaczek. Baba jaga[tm] spojrzała najpierw na Prosiaczka, potem na napis nad drzwiami i jęknęła z politowaniem: - Nie mam. - Aaa.. szkoda.. to my spadamy... powiedział smutno Prosiaczek i już miał iść gdy nagle został ugrziony w dupę przez Kłapouchego. - Fcef f tuwe? zapytał Kłapouchy nie puszczając morderczego uścisku. - Mleche. Zaśmiał się z wieśniackim akcentem Tygrysek i zaraz dodał - chcemy kupić czteropak winobluszczywin. - Mleche. Odparła z wieśniackim akcentem Baba jaga[tm] po czym rzuciła w kierunku Tygryska 4 związane razem butelki i z hukiem zatrzasnęła drzwi. - Ehhh.. rozmarzył się Kłapouchy. - Dobra.. faken, zabawiłeś się to teraz puszczaj! Wycedził przez zęby Prosiaczek. - Przestańcie się podniecać i chodźmy już do tego domku, bo nie mogę się doczekać kiedy wrócę i popatrzę jak moja marchew rośnie - przerwał Królik. - Okej. Stwierdził Tygrysek po czym cała brygada udała się w kierunku domku. Po dłuższej chwili stali już przy drzwiach. - Rzeczywiście... płotek przyjebali iście pedalski... Zauważył Królik. - Nie gadaj tylko wciskaj dzwonek. Zaproponował Tygrysek. Królik przycisnął dzwonek i wszyscy z przerażeniem stwierdzili iż dzwonek wygrywa.... najnowszy przebój zespołu Boyz - "jesteś szalona"... - O kurwa... jęknął głucho Kłapouchy. Nagle drzwi się otworzyły i z domku wyłoniły się dwie postacie. Jedną był mały pluszowy miś, a drugą okazał się średniego wzrostu chłopak - na oko 12 lat, ubrany w świecące dresy i z kilogramem żelu oraz imponującym alfem na głowie. - O kurwa... jęknął ponownie Kłapouchy. - Sportowiec? zapytał Tygrysek. - Nie... odpowiedział niepewnie chłopak. - Idziesz pobiegać lub pograć w piłkę? zapytał Królik . - Nie... ponownie odpowiedział chłopak. - Chcesz w tubę[tm]? Zapytał Kłapouchy. - Mamo! leeee.. rozpłakał się chłopak i pobiegł w głąb domu. - Dzień dobry. Jestem Prosiaczek. Prosiaczek wyciągnął łapkę w kierunku misia. - Dzień dobry Prosiaczku. Jestem Kubuś Puchatek. A ten wyalienowany gej, który pobiegł to jest Krzyś. - No, jako żeśmy się już zapoznali idziemy się napić. Cum On Guys! Wrzasnął Tygrysek, a po chwili cala brygada znalazła się na Piwnej Gorce. - Znajdźcie mi jakieś mieszkanie... Stęknął niepewnie Puchatek. - Nie chcę mieszkać z tą pipą. - No... Mamy coś na oku... tyle że trzeba przeprowadzić dywersję... trzeba kogoś wykurzyć... ale chodź to ci pokażę o co chodzi - rzekł Tygrysek. Wszyscy udali się spacerkiem w kierunku lasu. Po chwili dotarli do wielkiego dębu, gdzie przy korzeniach widać było drzwi, a na nich napis - "Sala Prób Zespołu Just5 - nie wchodzić i nie przeszkadzać". - O faken - stwierdził Puchatek. - Spokojnie... zaraz to z Kłapouchym załatwimy - Rzekł spokojnie Tygrysek, po czym podszedł do drzewa i kopniakiem otworzył drzwi. Razem z Kłapouchym weszli do środka. Po chwili przez otwarte jeszcze drzwi wyleciał jak z procy Szadi. Przeleciał jakieś 100 metrów aby wyhamować głową o pobliski mur ze stali zbrojonej. - Kolorowe sny gdy przyjebałem mu z drzwi... lalala.. Zanucił posępnie do mikrofonu Kłapouchy. Po chwili cały sprzęt nagraniowy znalazł się na nieprzytomnym Szadim. - Ok. Puchatek. Tu od dziś zamieszkasz. Powinno być dobrze.. jak by coś się rzucali to będziemy lać w tube[tm], nie Kłapouchy? Roześmiał się tygrysek. - Nu... w Tube[tm]... sapnął Kłapouchy. - Oki panowie... to ja się wprowadzam... chodźcie do środka bo zaczyna się chmurzyć... chyba będzie padać - stwierdził Puchatek i cała gromadka weszła do nowego mieszkanka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian Kubuś Puchatek zupełnie z innej strony IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 21:36 Kubuś Puchatek to miś malutki. Nie palił Sportów, nie pijał wódki. Jedną miał wadę wśród zalet tylu O męskim ciągle śnił sex-appealu. Mruczanka, mruczanka, mru... Był miś Puchatek mała świntusia Że w poniedziałek - to zaraz musiał Brał za telefon co stał pod krzaczkiem Wołał Prosiaczka i... żył z Prosiaczkiem Mruczanka, mruczanka, mru... Wtorek zaś misio miał cały z głowy Los podarował mu obiekt nowy. Sam Kłapouchy przyszedł do niego: Weź raz biednego... Kłapouchego. Mruczanka, mruczanka, mru... W środę zaś Kubuś głodnym był misiem. Rankiem: z Królikiem, wieczorem: z Krzysiem. I z tego własnie oto powodu Nie zdążył nawet... zjeść słoika miodu. Mruczanka, mruczanka, mru... W czwartek zaś myślał był skrobiąc misę W jakiej pozycji można z Tygrysem I gdy się wreszcie był zdecydował Wziął był Tygrysa i... zdeflorował. Mruczanka, mruczanka, mru... Piątek - był za to całkiem fatalny Bo się ten Tygrys zrobił nachalny. Kubuś miał dosyć, a Tygrys hardziej: Że to Tygrysy... lubią najbardziej. Mruczanka, mruczanka, mru... W sobotę chęć miał na bezeceństwo Więc, z braku laku, wziął i Maleństwo. A potem jeszcze troszkę z innymi, Z krewnymi troszkę... i ze znajomymi. Mruczanka, mruczanka, mru... Jak opowiadał jakiś podleco To z Kangurzycą miał też co-nieco. Lecz to są plotki z zazdości brane Nie był Puchatek... erotomanem. Mruczanka, mruczanka, mru... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian Kubuś Puchatek silnie zdenerwowany biedaczek IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 21:41 Jest gdzieś bardzo dziwny światek. Mieszka w nim Kubuś Puchatek, Który z racji, że jest misiem Lubi miodek oczywiście. Miodek - rzecz powszechnie znana Najsmaczniejszy bywa z rana, Wiec codziennie na śniadanie Kubuś jadł to pyszne danie, A od rytuału tego Nic nie mogło odwieść jego. Dziś nasz misio wstał raniutko, Wymył ząbki i szybciutko Niczym auto dobrej marki Pognał raźno do spiżarki. Wchodzi Kubuś do komórki Obmacuje wszystkie półki. Maca, szuka, wzrokiem mierzy Mówi "Kurwa!"... i nie wierzy. Patrzy drugi raz i trzeci Już mu piana z pyska leci Na wierzch mu wyłażą gały No bo zniknął miodek cały! Nie ma miodku ani krzyny Z nerwów Kubuś jest już siny! Biega w kółko, podskakuje "Śmierć złodziejom!" wykrzykuje. Śmierć - wiadomo, tylko komu Kto mi ukradł miodek z domu? Może włoskiej mafii bossi? Może ruscy komandosi? Może Tygrys, może Sowa? Od podejrzeń boli głowa. Kubuś myśli, a czas biegnie... Kto od kuli mojej legnie? Podejrzeniom nie ma końca. Może zabić mam Zająca? Może Krzysia? Kurwa mać! Łeb mnie boli! Ja chcę spać! Długo myślał o wendecie Co przeżywał - nie pojmiecie. Dość powiedzieć, że z wysiłku Pękły spodnie mu na tyłku, A że nie był w ciemię bity Wpadł na pomysł znakomity: "Każdy, kto przede mną stanie Serię prosto w łeb dostanie. Jeśli winny - drugą skoszę, Gdy niewinny - to przeproszę!" Chwycił Kubuś za kałasza I powiedział: Dobra nasza! Zabrał jeszcze dwa granaty I jak wariat wybiegł z chaty. Najpierw spotkał Kłapoucha. Nawyzywał od komucha Puścił serię prosto w nogi No i zepchnął osła z drogi. Potem Kangurzyca była Lecz też długo nie pożyła Bo jej Kubuś, tak dla kpiny Wsadził w torbę cztery miny. Trzeci pecha miał Prosiaczek Lecz nie męczył się biedaczek Kiedy Kubuś dobył młotka Zaraz spotkał swego przodka. Biegnie misiu leśną drogą. Wszyscy mu naskoczyć mogą. Obłęd w oczach, krew na rękach Kto go spotka - zginie w mękach Świat ogarnia przerażenie! Setki ludzi gryzie ziemię! Rambo przy nim to amator. Wymiękł nawet i Predator. Nikt nie wstrzyma marszu jego! Zabił nawet Kennedy'ego Marilyn Monroe i Elvisa Ludzkie życie już mu zwisa. Z wariatami żartów nie ma Niech się strzeże cała Ziemia. Niech się boją wszyscy ludzie I zapomną już o cudzie! Kubuś biega po ulicach I po strychach, po piwnicach I po lesie i po plaży Niech Cię tylko zauważy! Jak granatem przypierdzieli Nie dożyjesz do niedzieli! Morał: Nie chcesz strzału w potylicę To nie wychodź na ulicę! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian Dalloway: PAN TADEUSZ streszczenie poetyckie IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 21:46 "Pan Tadeusz"- streszczenie KSIĘGA I: GOSPODARSTWO Cichy wieczór na Litwie, owczarz owce maca A Tadeusz po studiach do domu powraca Chce usprawnić rolnictwo, do pracy aż wzdycha Ale Wojski natychmiast daje mu kielicha Pod wpływem alkoholu Tadzio czując Wenę Podrywa własną ciocię, starą Telimenę A Asesor z Rejentem kłócą się przy wódce Wreszcie wszyscy posnęli. Dalszy ciąg już wkrótce. KSIĘGA II: ZAMEK Pośród krat, baszt i różnych innych dupereli Siedzi Hrabia po mieczu, pochwie i kądzieli Zaś Gerwazy oparty na swym Scyzoryku Opowiada mu serial o starym Stolniku Co Jackowi Soplicy nie chciał dać swej córki Więc tamten go - i słusznie - uwalił z dwururki Hrabia pije z Gerwazym i zemstę przysięga Zaś Woźny pędzi bimber. Tu kończy się księga. KSIĘGA III: UMIZGI Wszyscy idą na grzyby. Wybucha panika Bo krótkowzroczny Sędzia zeżarł sromotnika Szczęściem kapitan Ryków co tam był akurat Wrzasnął : "Wy jemu dajtie skorje dienaturat. Na truciznu - trucizna." Sędzia chwycił flaszkę, Ucałował odbitą na niej trupią czaszkę Wypił, huknął jak wszystkie pułki artylerii I wyzdrowiał. Niestety, koniec trzeciej serii. KSIĘGA IV: DYPLOMATYKA I ŁOWY Lud prosty w wiejskiej karczmie szykuje powstanie Zaś Hrabia z Tadeuszem robią polowanie Lecz że obaj pijani kiepsko im się wiedzie I każdy zamiast jednego widzi dwa niedźwiedzie Aż dopiero ksiądz Robak wybiegłszy zza krzaka Wygrzmocił misia pałą jak Ryndszus Polaka Pałą ? - zdziwił się Wojski - A gdzie ksiądz ją znalazł? Dał mi ją przeor Kiszczak. Dalszy ciąg już zaraz. KSIĘGA V: KŁÓTNIA Asesor pił Jarzębiak, Rejent ćpał Wiśniówkę Jankiel z Woźnym Protazym chlali Pejsachówkę Telimena Vistulę obciągała bratu Gdy Klucznik wleciał z okrzykiem : Biorą do Senatu ! Zaraz tam pogonili wypluwając płuca Płócienniczak, Gargamel, brat Glempa i Guca Z tym, że jakoś do Izby Wyższej nie trafili Więc są w izbie wytrzeźwień. Dalszy ciąg po chwili. KSIĘGA VI: ZAŚCIANEK Słynie szeroko w Litwie Dobrzyński Zaścianek Spożyciem alkoholu, ilością skrobanek Pieśniami, które nuci lud prostolinijny Czasem jakaś głodówka, strajk protestacyjny Lud przyciśnięty nędzą, szlachcic mazowiecki Za kilka marek pacierz odmawia niemiecki Zaś miejscowej starszyźnie profesor Wisłocka Doradza, jak dać dupy. Teraz dobranocka. KSIĘGA VII: RADA Szlachta radzi jakby tu pozbyć się Moskali Nadjeżdża pędem Hrabia, strasznie konia wali Wiezie wieść, że jak słychać z plotek i przecieków Ksiądz Jankowski masowo nawraca Ubeków Jezu ! - krzyknął ksiądz Robak - To dopiero kino ! To przez to pół kościoła mam zapchane gliną ! Wzburzona tym niechlujstwem szlachty cała zgraja Wyrusza na Soplicę. Teraz będą jaja. KSIĘGA VIII: ZAJAZD Podkomorzy miał właśnie obalić Pershinga Gdy wleciał cwałem Hrabia, w dłoni lśni mu klinga Za nim szlachta szturmuje dwór, kuchnie, piwnice Gerwazy lewą dłonią pochwycił Soplicę I z okrzykiem Soplico ! Giń kanalio chytra ! Odbiwszy główkę wypił Soplicy pół litra Ale zaraz uczciwie wszystko zwrócił z pluskiem Padł i zasnął. W następnej księdze przyjdą Ruskie. KSIĘGA IX: BITWA Szlachta związana w pęczki, leży chłop przy chłopie Patrząc, jak brzydki Moskal polską wódkę żłopie Major Płód Telimenę już dosiadał gwałtem Gdy kwestarz Robak wjechał swoim starym autem I wykrzyknął basem: "Zciągnąć z niej tę carską glizdę !" Za późno ! Płód wystrzelił. Salwa poszła w izbę A cała rota jegrów poszła spać do piachu W następnej księdze nasi będą wiać na Zachód KSIĘGA X: EMIGRACJA Nazajutrz wszyscy zbiegli do Napoleona Tylko ksiądz Robak nie mógł, bo akurat kona Kona, kona, aż zgłodnał. Zerwał jabłko z krzaka Nadgryzł je i w środku też ujrzał robaka Cześć kuzynie - rzekł robak. Ksiądz zasłonił lica I wyszeptał: Spierdalaj, jam Jacek Soplica "Wiedziałem - mruknął Sędzia - już od pierwszych kartek" Koniec księgi. W następnej wkroczy Bonaparte. KSIĘGA XI: ROK 1812 O roku ów ! Kto cię widział na Litwie i w Rusi Ten wiedział, że ten burdel źle się skończyć musi Tłok, że nie ma na czym usiąść, co najwyżej w kucki Poniatowski, Dąbrowski, Wałęsa, Piłsudski Jankiel miast poloneza majofesa grzmoci Zosia płacze, bo Tadzia złapała na cioci A z RFN-u już wraca stara wołowina Co ją kiedyś skradł Hitler. Łoj, zbliża się finał ! KSIĘGA XII: KOCHAJMY SIĘ! Pije szlachta przy Wiejskiej ulicy skupiona Zdrowie Sędziego, Zosi i Napoleona Wiwat Sejm, wiwat Naród, wiwat wszystkie Stany ! I prezydent tych Stanów, pan Clinton kochany Nikt nie chodzi do pracy, wszędzie dzwony dzwonią Towarzysze pancerni do spowiedzi gonią Bonaparte ocipiał i na Moskwę rusza No, tu na szczęście koniec Pana Tadeusza. KSIĘGA XIII: GEOPOLITYKA Już się przed Litwą przyszłość rysowała lepsza Gdy nagle krzyk się podniósł : "Napoleon spieprza !" Faktycznie, cesarz nawiał w kapciach i w negliżu "Aj, waj - zmartwił się Jankiel - uciekł do Paryżu" W tejże chwili od wschodu wśród gromkich okrzyków W kufajce i walonkach wszedł kapitan Ryków I rzekł patrząc życzliwie na szlachtę struchlałą : "Nu, wot my znowuż razem" I tak już zostało. Autor nieznany całkowicie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian http://www.animar.com.br/inocencia.html IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 23:07 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian Re: http://www.animar.com.br/inocencia.html IP: *.gdynia.mm.pl 22.03.04, 23:08 www.animar.com.br/inocencia.html Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Omar Chajjam 22.03.04, 23:52 Nie piję wina, nie dlatego, że jestem ubogi, I jestem trzeźwy, nie dlatego, że boję się kłótni. Piłem aby płomieniem ogrzać swoje serce, Teraz, kiedy w nim jesteś Ty, nie piję. tłum. K. Boczkowski Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: ASNYK do Omara Chajjama 23.03.04, 09:55 Między nami nic nie było Między nami nic nie było! Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych, Nic nas z sobą nie łączyło Prócz wiosennych marzeń zdradnych; Prócz tych woni, barw i blasków Unoszących się w przestrzeni, Prócz sumiących spiewem lasków I tej świeżej łąk zieleni; Prócz tych kaskad i potoków Zraszających każdy parów, Prócz girlandy tęcz, obłoków, Prócz natury słodkich czarów; Prócz tych wspólnych, jasnych zdrojów, Z których serce zachwyt piło, Prócz pierwiosnków i powojów Między nami nic nie było! ASNYK Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Omar Chajjam, Rubajjat 98 23.03.04, 12:07 Potrzebuję dzbana z winem i książki z poezją, I pół bochenka chleba do jedzenia, Wtedy, w odludnym miejscu razem z Tobą, Więcej będziemy mieli bogactw niźli Sułtan. tłum. K. Boczkowski Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: Minęła noc... 23.03.04, 12:40 Minęła noc; zaświta dzień; niebawem wzejdzie słońce i lotossie rozesmieje Gdy tak rozważa pszczoła , w kierunku dziennego lotosu uwięziona Słoń stąpnął, szarpnął, wyłowił kępę z wody, i pożarł w jednej chwili razem z kwiatami i pszczołą. Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Rubajjat 197, Omar Ch. 23.03.04, 12:48 O serce, nie rozpaczaj nad zużytym światem Bezsensownemu się żalowi nie oddawaj; Skoro nie jasne jest co było, czego brakowało - Bądź szczęśliwe i nie rozpaczaj nad tym co było, a czego nie było. przeł. k. boczkowski Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: Arthasiastra 23.03.04, 13:52 nie nasyci się ogień suchymi szczapami oceanowi nigdy nie dość rzek, śmierć nie nasyci się duszami stworzeń pięknookiej kobiecie nigdy nie dość mężczyzn Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Rubajjat 144, Omar Ch. 23.03.04, 14:51 Wstań ukochany, twoje piękno rozwiąże problem, I dzban wina przynieś, by serca nasze oczyścić, Abyśmy wspólnie pili, dopóki dzbanu na wino Z naszej gliny nie ulepi garncarz. Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: Marjaja Mają Cy.2-wa 23.03.04, 20:09 Piękno twoje o ukochana nie rozwiąże zadnego problemu, nie ruszaj się sam po ćwiartkę skoczę, Abyśmy wspólnie pili C2H5OH z butelki dopoki ktoś nas w butelkę nie nabije Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois I Cing Heksagram 57 Sun. Łagodność 23.03.04, 21:36 Heksagram 57, Sun. Łagodność (Przenikliwość, Wiatr) Obraz wiatru lub drzewa, łagodność, ale taka, która przenika niby wiatr, albo jak drzewo, drążące ziemię swymi korzeniami. Pierwiastek ciemny, sam ociężały i nieskory do ruchu, zostaje rozpuszczony przez przenikający pierwiastek jasny, który go łagodnie podporządkowuje. W przyrodzie tak działa wiatr, gdy rozpędza nagromadzone chmury i czyni niebo pogodnie jasnym. W życiu człowieka jest to przenikliwa jasność sądu, niwecząca wszelkie ciemne, skryte myśli. W życiu wspólnoty jest to przemożny wpływ wybitnej osobowości, zdolny ujawnić i rozpędzić różne skrywane w mroku machinacje. Orzeczenie Łagodność. Powodzenie dzięki temu, co małe. Sprzyjającym jest mieć dokąd pójść. Sprzyjającym jest widzieć wielkiego człowieka. Przenikliwość wywołuje skutki stopniowe i niepozorne. Nie mogą się one urzeczywistnić przez akt przemocy, ale przez stałe wywieranie wpływu. Te skutki mniej rzucają się w oczy niż to, co zdobyto nagłym atakiem, lecz są bardziej trwałe i pełne. Aby móc w ten sposób osiągać wyniki, trzeba mieć jasno określony cel, bo przenikający wpływ jest skuteczny tylko wtedy, gdy działa stale w tym samym kierunku. Niewielka siła może osiągnąć swój zamiar tylko wtedy, gdy podporządkuje się komuś wybitnemu, kto ma zdolność stwarzania ładu. Obraz Wiatr idący za wiatrem: Obraz Łagodnej Przenikliwości. Tak człowiek szlachetny rozpowszechnia rozkazy i swoje sprawy prowadzi. Przenikliwość wiatru polega na jego nieustawaniu. Dzięki temu staje się potężny: czas jest jego narzędziem. Właśnie tak myśl władcy powinna przenikać duszę ludu. Tu również potrzebne jest stałe oddziaływanie poprzez oświatę i nakaz. Dopiero gdy nakaz wtopi się w świadomość ludu, stanie się możliwym działanie według tego nakazu. Nie przygotowana odpowiednio akcja tylko odstrasza i odpycha. Przekład i komentarz do chińskiego oryginału: Richard Wilhelm Przetłumaczyli na język polski: Wojciech Jóźwiak, Małgorzata Barankiewicz, Krzysztof Ostas Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ARS Re: I Cing Heksagram 57 Sun. Łagodność IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.04, 23:18 ...czyli - między namy - pedałamy! Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: I Cing Heksagram 57 Sun. Łagodność 23.03.04, 23:26 sainbois napisała: > Heksagram 57, Sun. Łagodność (Przenikliwość, Wiatr) > Obraz wiatru lub drzewa, łagodność, ale taka, która przenika niby wiatr, albo > jak drzewo, drążące ziemię swymi korzeniami. > Pierwiastek ciemny, sam ociężały i nieskory do ruchu, zostaje rozpuszczony > przez przenikający pierwiastek jasny, który go łagodnie podporządkowuje. W > przyrodzie tak działa wiatr, gdy rozpędza nagromadzone chmury i czyni niebo > pogodnie jasnym. W życiu człowieka jest to przenikliwa jasność sądu, niwecząca > wszelkie ciemne, skryte myśli. W życiu wspólnoty jest to przemożny wpływ > wybitnej osobowości, zdolny ujawnić i rozpędzić różne skrywane w mroku > machinacje. > > Orzeczenie > Łagodność. Powodzenie dzięki temu, co małe. > Sprzyjającym jest mieć dokąd pójść. > Sprzyjającym jest widzieć wielkiego człowieka. > > Przenikliwość wywołuje skutki stopniowe i niepozorne. Nie mogą się one > urzeczywistnić przez akt przemocy, ale przez stałe wywieranie wpływu. Te skutki > > mniej rzucają się w oczy niż to, co zdobyto nagłym atakiem, lecz są bardziej > trwałe i pełne. Aby móc w ten sposób osiągać wyniki, trzeba mieć jasno > określony cel, bo przenikający wpływ jest skuteczny tylko wtedy, gdy działa > stale w tym samym kierunku. Niewielka siła może osiągnąć swój zamiar tylko > wtedy, gdy podporządkuje się komuś wybitnemu, kto ma zdolność stwarzania ładu. > > Obraz > Wiatr idący za wiatrem: > Obraz Łagodnej Przenikliwości. > Tak człowiek szlachetny rozpowszechnia rozkazy i swoje sprawy prowadzi. > > Przenikliwość wiatru polega na jego nieustawaniu. Dzięki temu staje się > potężny: czas jest jego narzędziem. Właśnie tak myśl władcy powinna przenikać > duszę ludu. Tu również potrzebne jest stałe oddziaływanie poprzez oświatę i > nakaz. Dopiero gdy nakaz wtopi się w świadomość ludu, stanie się możliwym > działanie według tego nakazu. Nie przygotowana odpowiednio akcja tylko > odstrasza i odpycha. > > Przekład i komentarz do chińskiego oryginału: Richard Wilhelm > Przetłumaczyli na język polski: Wojciech Jóźwiak, Małgorzata Barankiewicz, > Krzysztof Ostas Kiedyś mój nauczyciel pouczał,że zrozumieć Europejczykowi Azjatów jest własciwie rzeczą niemożliwą.Na placach w Pekinie podobno gromadzi sie około 50 000 ludzi żeby słuchać czytajacych swoje utwory chińskich poetów.Bez nagłośnienia czytają i obecny tam Polak opowiadał, że ani słowa nie słyszał pomimo panujaceego bezruchu i ciszy. A oni słyszeli widocznie. Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus B> BRECHT - od razu weselej na duszy 25.03.04, 09:10 Bertolt Brecht Pieśń miłosna w złych czasach Nigdy nie byliśmy zaprzyjaźnieni Jednakże obcowaliśmy ze sobą. Leżąc w uścisku każde z nas każdemu Było tak obcą jak księżyc osobą. Dziś przy spotkaniu może o dwie ryby Pobilibyśmy się na targowisku. Nigdy nie byliśmy zaprzyjaźnieni Chociaż leżeliśmy z sobą w uścisku. Przełożył z niemieckiego Robert Stiller Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus R.TAGORE mówi posłuchajmy poetę -mędrca 25.03.04, 09:20 ...Daj spokój tym zawodzeniom, tym śpiewom, temu odmawianiu różańca. Do kogóż ty się modlisz w tym ciemnym kącie świątyni, w obrębie tych bram zamkniętych? Otwórz-że oczy i patrz, Bóg twój nie stoi przed tobą. On-ci przebywa, gdzie oracz twardą przeoruje ziemię i gdzie kamieniarze tłuką kamienie. Przebywa z nimi w słońcu i na deszczu, a szata jego pokryta jest pyłem. Zdejmij z siebie płaszcz ten święty i jako on zstąp na zapyloną ziemię! Wyzwolenie? Gdzież znaleźć to wyzwolenie? Mistrz nasz wziął radośnie na siebie więzy stworzenia; związał się z nami na wieki. Wyjdź-ze z swoich rozmyślań i zostaw w spokoju kwiaty i kadzidła! Cóż szkodzi, że potargasz i zabrudzisz swe suknie? Idź ku niemu i w pocie czoła trudź się z nim razem... Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Perłę taka pozostawił TAGORE spójrzcie 25.03.04, 09:23 ...Dziecko w książęce odziane szaty, z klejnotnym na szyi łańcuchem, traci wszelką przyjemność w zabawie, strój jego na każdym przeszkadza mu kroku. W trwodze, aby go nie rozedrzeć lub nie zapylić, trzyma się z dala od świata, lęka się niemal poruszać. Matko, nie na dobre wychodzi ten przymus strojenia jeśli oddziela człowieka od zbawczego pyłu ziemi, jeśli pozbawia go praw wkraczania na wielkie targowisko pospolitego życia ludzkiego... Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Złocisty, zimny blask księżyca 25.03.04, 17:19 Złocisty, zimny blask księżyca, Lewkonii, oleandrów zapach. Dobrze tak chodzić w ciszy, w kwiatach, Po modrych, cichych okolicach. Gdzie w dali lśnią Bagdadu nieba, Rozbrzmiewał śpiew Szeherezady. Nie dzwonią dawno dźwięczne sady. Niczego już jej dziś nie trzeba. Daleka ziemia tamtych duchów Cmentarną trawą już pokryta. Wędrowcze, zmarłych nie nasłuchuj, Nie kłoń się przed grobową płytą. Spojrzyj, jak pięknie w krąg, jak miło, Aż chce się dotknąć róż ustami. Gdy serce wrogom przebaczyło, Szczęściem ozłocą cię szafrany. Żyć - to żyć, kochać - to bez pamięci, W księżyca złocie tańcz nocami. Gdy zmarłym pokłon chcesz poświęcić, To żywych nie truj tymi snami. Tak brzmiała pieśń Szeherezady - Powtarza ją też miedź listowia. Nad tym, co nie ma pragnień żadnych, Można się tylko ulitować. Jesienin tlum. B. Ostromęcki Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: Złocisty, zimny blask księżyca 25.03.04, 17:22 Bądz miła i podaj mi Autora (ów). Proszę. Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Re: Złocisty, zimny blask księżyca 25.03.04, 17:32 homosovieticus napisał: > Bądz miła i podaj mi Autora (ów). > Proszę. przecież napisałam; Sergiusz Jesienin zabobon tajemniczego Wschodu:) może coś o tym? wszak od XVI w. Europa usiłuje poznać Chiny:) i Azję Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: Złocisty, zimny blask księżyca 25.03.04, 17:37 sainbois napisała: > homosovieticus napisał: > > Bądz miła i podaj mi Autora (ów). > > Proszę. > > przecież napisałam; Sergiusz Jesienin > zabobon tajemniczego Wschodu:) może coś o tym? wszak od XVI w. Europa usiłuje > poznać Chiny:) i Azję A oryginały ? Chciałbym do nich dotrzeć! Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Anaxagoras 26.03.04, 21:25 Gdy Anaxagoras mówi: Nawet śnieg jest czarny! to naukowcy traktują to ze śmiertelną powagą, poniewaz wypowiedział on "prawo" czy "zasadę", że wszystkie rzeczy są mieszaniną - i nawet najczystszy biały śnieg ma w sobie element czerni. To właśnie nazywają nauką i rzeczywistością. A ja nazywam to pychą umysłu i mistyfikacją, i bzdurą, ponieważ czysty śnieg jest dla nas biały, biały i biały, i tylko biały, z uroczym kwitnieniem bieli na białym, co daje zachwyt duszy a zmysłom doznanie rozkoszy. A życie ma w sobie zachwyt, i rozkosz i cierpienie, i ciemność, i złowrogie nadciąganie zagłady, a potem znów świetlisty blask zachwytu z dalekiej bieli zwykłego śniegu lub wznoszącego się księżyca. A w cieniu słońca śnieg jest niebieski, tak lodowatoniebieski jak oszronione dzwonki hiacyntów, ale nigdy nie jest widmem pogrzebowej czerni Anaxagorasa. D. H. Lawrence przetłumaczył K. Boczkowski to oczywiście wiersz dla wielbiciela logiki Może będziesz tak dobry i odnajdziesz oryginały Jesienina? przecież znasz jakiś internetowy trop do rosyjskiej poezji. Ciekawa jestem tego brzmienia. Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: Anaxagoras 26.03.04, 21:31 za Cycero tera robię .Z Jesieninem zobacze.Ale to ja Ciebie skarbie prosiłem o to właśnie. Zrób Jesienin VS Lermontow :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian & & #35 1057;& & #35 1077;& & #35 1088;& & #35 IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 09:21 Сергей Есенин * * * Я помню, любимая, помню Сиянье твоих волос. Не радостно и не легко мне Покинуть тебя привелось. Я помню осенние ночи, Березовый шорох теней, Пусть дни тогда были короче, Луна нам светила длинней. Я помню, ты мне говорила: "Пройдут голубые года, И ты позабудешь, мой милый, С другою меня навсегда". Сегодня цветущая липа Напомнила чувствам опять, Как нежно тогда я сыпал Цветы на кудрявую прядь. И сердце, остыть не готовясь, И грустно другую любя. Как будто любимую повесть, С другой вспоминает тебя. 1925 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian e.e. cummings - a pretty a day IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 08:59 e.e. cummings - a pretty a day a pretty a day (and every fades) is here and away (but born are maids to flower an hour in all,all) o yes to flower until so blithe a doer a wooer some limber and lithe some very fine mower a tall;tall some jerry so very (and nellie and fan) some handsomest harry (and sally and nan they tremble and cower so pale:pale) for betty was born to never say nay but lucy could learn and lily could pray and fewer were shyer than doll. doll Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian Emily Dickinson - There is another sky IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 09:01 Emily Dickinson - There is another sky There is another sky, Ever serene and fair, And there is another sunshine, Though it be darkness there; Never mind faded forests, Austin, Never mind silent fields - Here is a little forest, Whose leaf is ever green; Here is a brighter garden, Where not a frost has been; In its unfading flowers I hear the bright bee hum: Prithee, my brother, Into my garden come Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian Emily Dickinson - "Faith" is a fine invention IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 09:02 Emily Dickinson - "Faith" is a fine invention "Faith" is a fine invention When Gentlemen can see -- But Microscopes are prudent In an Emergency. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian Josif Brodski "MIŁOŚĆ" IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 09:40 Иосиф Бродский ЛЮБОВЬ Я дважды пробуждался этой ночью и брел к окну, и фонари в окне, обрывок фразы, сказанной во сне, сводя на нет, подобно многоточью, не приносили утешенья мне. Ты снилась мне беременной, и вот, проживши столько лет с тобой в разлуке, я чувствовал вину свою, и руки, ощупывая с радостью живот, на практике нашаривали брюки и выключатель. И бредя к окну, я знал, что оставлял тебя одну там, в темноте, во сне, где терпеливо ждала ты, и не ставила в вину, когда я возвращался, перерыва умышленного. Ибо в темноте — там длится то, что сорвалось при свете. Мы там женаты, венчаны, мы те двуспинные чудовища, и дети лишь оправданье нашей наготе. В какую-нибудь будущую ночь ты вновь придешь усталая, худая, и я увижу сына или дочь, еще никак не названных,— тогда я не дернусь к выключателю и прочь 84 85 руки не протяну уже, не вправе оставить вас в том царствии теней, безмолвных, перед изгородью дней, впадающих в зависимость от яви, с моей недосягаемостью в ней. Февраль 1971 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian A la tres-chere, a la tres-belle.. A. BŁOK IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 10:04 A la tres-chere, a la tres-belle.. Baudelaire1 Одной тебе, тебе одной, Любви и счастия царице, Тебе прекрасной, молодой Все жизни лучшие страницы! Ни верный друг, ни брат, ни мать Не знают друга, брата, сына, Одна лишь можешь ты понять Души неясную кручину. Ты, ты одна, о, страсть моя, Моя любовь, моя царица! Во тьме ночной душа твоя Блестит, как дальняя зарница. Февраль - март 1898 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian A. Szyper "CI KTÓRZY MAJĄ FILTRY W USZACH" IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 10:20 CI KTÓRZY MAJĄ FILTRY W USZACH Ci, którzy mają filtry w uszach Zaszywają się w swojej obojętności Nie słyszą szumu wodospadów Z dalekich gór i płaczu dziecka W sąsiednim mieszkaniu. Z takich to ludzi często Wywodzą się kariowicze i politycy Lizydupy i dyplomaci i przez nich szarzeje świat Po każdej pięknej, wewnętrznej pogodzie. Ich uszy wyłapują mętne sygnały Tylko tego co się opłaca Anteny ich podsłuchu nie łapią Cudzego S.O.S., a na swoim zerowisku Tak jak słyszą - widzą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian A. Ziemianin " Dałeś mi Panie .... IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 10:23 Dałeś mi Panie łaskę - abym ślad zostawił Koślawy może - śmieszny - ale własny Dałeś mi Panie tyle wątpliwości Na te i tak już wątpliwe czasy Jak to udźwignąć gdy słabości tyle Że piwa bym się napił zamiast iść do wiersza Jak mówić za mych smutnych braci Gdy sucho w głowie a młodość nie pierwsza Wiem - nie wystarczy wroga znaleźć To potrafi każdy młodo napalony Ale jeszcze tyle z życia wytłumaczyć Żeby starczyło na wiele pokoleń Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian EZRA POUND - " A GIRL" IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 10:25 Ezra Pound - A Girl The tree has entered my hands, The sap has ascended my arms, The tree has grown in my breast- Downward, The branches grow out of me, like arms. Tree you are, Moss you are, You are violets with wind above them. A child - so high - you are, And all this is folly to the world Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois EZRA POUND - " Dziewczyna" 30.03.04, 12:24 Drzewo wstąpiło w moje dłonie, Soki wpłynęły w me ramiona, Drzewo wyrosło w moich piersiach - Koroną w dół, Gałęzie wyrastają ze mnie jak ramiona. Drzewem jesteś, Mchem jesteś, Jesteś fiołkami i wiatrem nad nimi, Dzieckiem - tak wysokim - jesteś, A wszystko to jest szaleństwem dla świata. tłum. K. Boczkowski Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian A. Biełyj "MIŁOŚĆ" IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 10:37 ЛЮБОВЬ Был тихий час. У ног шумел прибой. Ты улыбнулась, молвив на прощанье: "Мы встретимся... До нового свиданья..." То был обман. И знали мы с тобой, что навсегда в тот вечер мы прощались. Пунцовым пламенем зарделись небеса. На корабле надулись паруса. Над морем крики чаек раздавались. Я вдаль смотрел, щемящей грусти полн. Мелькал корабль, с зарею уплывавший средь нежных, изумрудно-пенных волн, как лебедь белый, крылья распластавший. И вот его в безбрежность унесло. На фоне неба бледно-золотистом вдруг облако туманное взошло и запылало ярким аметистом. 1901 или 1902, Москва Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian A. BIEŁYJ " Czekaj mnie..... IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 10:42 ЖДИ МЕНЯ Далекая, родная,- Жди меня... Далекая, родная: Буду - я... Твои глаза мне станут Две звезды. Тебе в тумане глянут - Две звезды. Мы в дали отстояний - Поглядим; И дали отстояний - Станут: дым. Меж нами, вспыхнувшими,- Лепет лет... Меж нами, вспыхнувшими, Светит свет. 1924, Москва Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marcee Polska Safo w epistolografii IP: *.lama.net.pl / *.lama.net.pl 27.03.04, 14:51 Panie Bobak! Oto parę słów o Lotku, gdy go poznałam. Lotek biały łabędz, który na różnego rodzaju wodach pływając biały pozostał i muskał się tak wzruszająco w mojej łazience.Co za pierś cudną , jaką wspaniałą klatkę piersiową prezentował pod tuszem. Oczęta piękne oprawne w rzęsy ogromne i dziecinnie wygięte w górę umiały rzucać spojrzenia pełne ognia lub koncentrować się z wielką siła na wybranym obiekcie. Cudną twarz miał łajdackimi i "dziarskimi" minami czynić niepodobną do tego, czym była w spokoju.Ręce równie piekne i miłe jak twarz.Drobne, silne i sympatyczne, sprawne w każdej robocie, pełne zwykłej chęci zawsze. Utoczone ramiona całkiem nieowłosione miały w sobie coś kobiecego, stworzone do uścisku i pełne macierzyńskiej dobroci. A charakter? O, porządny, wielki, nieugięty, a odwaga, a opanowanie, rozsądek. Takiemu mozna było powierzyc życie, spiac nocą przy jego boku w samochodzie, gdy kierował. O, jak dobrze było z nim i przy nim! Czy w nocy słuchając słowiki, czy jedząc z nim barszcz jego roboty, czy w łóżku szerokim leżąc, wypoczywając obok niego po gościach! Nie on w rumuńskim lasku uciekał w las, jak inni, i nie on w Lyonie na Fiorze latał do schronu i z powrotem, co mi pozostanie w pamięci. Zawsze stał na drodze, nie chcąc upkorzeń ucieczki. Równierz nie tracił własnego sądu o rzeczach, roztropna decyzja pozostania ze mną w Falticeni zadecydowała o tym, że nie zginął na malarię w Bebedagu, jak wielu spośród bezmyslnej trzody wojskowej. Pułkownicy rzucali "ukochane" żony w popłochu i bezradnie na drodze ku Anglii, podlegli rozkazom szaleńców i łajdaków. Ale on, choc tylko kapitan, umiał obejść rozkazy głupców, umiał swoje przeprowadzić, nie opuścił towarzyszki niedoli, dowiózł ją i uplasował w bezpiecznym miejscu. Nie skarżąc się, o nic nie zabiegając, nikomu nie pochlebiając, nie przejmując się zbytnio Anglią, nie dbając o swoją rangę czy gażę, pracuje teraz jak i poprzednio. Ma sławę swoją u mnie, co widziałam go, gdy dla kaprysu ambicji rzucił wszystko, siebie, mnie i całą przyszłość naszą na wiatr i z korkociągu lekko jak baletnica wywinął się i wyleciał wysoko ponad światem. I tak, fantazja artysty. Bajbaczku, z Tobą jednym byłam i jestem w pełni szczęśliwa. Ty piękno mojego życia. Bardzo męskie piękno, a równocześnie dobre i miękkie jak pierś gołębia, miłosne i miłosierne. Jest też i przepych w moim kochaneczku, który roztacza w danej chwili ze wschodnią okazałością, jak najbogatszy z kupców kijowskich, pełen humoru, który daje bogactwo. Jak frajerek mój potrafi tę linię ciągnąć przez wygnańcze drogi tego ja nie rozumiem. Co znaczy gwiazda własna. Ona sprawia, że wspaniały Panek obdarowuje mnie i że dla mnie znajduje wszystko, zcego nawet mrs. Churchillowej brakować może łatwo. O mój Paneczku, gwiazdeczko Ty moja czarnooka! A teraz krótka kronika dnia wczorajszego, bo dziś jest rano (słońce świta właśnie, jestem Słowacki i mam się zachwycać) i właśnie śniadanie się wtaszczyło z tacą. Spałam tak dobrze i obudzili. (...) -------------- list napisany do męża 22.02.1945 dalej jest już ich prywatny świat codzienności kupiłam kilka lat temu wydaną jej prywatna korespondencje szkoda że nie umiem wkleić do sieci zdjęć , do dnia dzisiejszego istnieje Jej pokój z balkonem widoczny zza zapuszczonego parkanu, odgradzającego Jej dom rodzinny od huku dzisiejszej ulicy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian Re: Polska Safo w epistolografii IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 15:50 Dzięki! Zamyśliłem się. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: srutututu Re: pedalska grafomania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.04, 16:14 srsk napisał: Drogi HOMO MARIANIE, Moim zdaniem masz racje (w 90%), ale sposob jej prezentacji ZNIECHECA. Mozna powiedziec "mylisz sie", a można "chyba cie poj**alo". Wbrew pozorom forma jest wazna. Podobnie z wrzucaniem do jedengo worka homo-, zoo- i innych. Twierdzisz, ze homoseksualizm nie jest zboczeniem? Niektorzy wola to "zmiekczac" – np. HOMOŚ - ale czy nie istnieje GRADACJA zboczeń ? Czy nie mozna byc zboczonym troche (jak prosty mnich na początek), lub całkiem (kiedy się już zostanie „nietykalnym” - jak arcybiskup Juliusz Petz lub dyrygent Wojciech Krolopp) ??? Czy kazdy, kto lubi z chlopcami daje sie porownywac z nekrofilami, czy koprofagami ??? Pamietajmy - nie ma ludzi normalnych, sa pewne WIDELKI - akceptowalny poziom odchylenia. Bo sa np. heteroseksualni zboczency, niektorzy np. nie potrafia nad soba zapanowac i rzucaja sie na partnerke. Niektorzy sa leczeni w psychiatryku, inni morduja po krzakach. Jeszcze inni morduja, bo to lubia. A ci "normalni" tez moga miec preferencje - sado-maso, od tylu, oralnie, z kajdankami, trojkaty... Rzeczywistosc nie jest taka prosta, proste są recepty Leppera. Ale prawdziwy homo jego też pokocha, niech się prostak dowie czy fajny jest ten homonumer „na mnicha”... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian Re: pedalska grafomania i męskie opowieści IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 16:20 Zamyślonym pozostaje.Nauczycielke polecam na początek. www.kryminaltango.prv.pl/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian Oscar Wilde "Amor Intellectualis" IP: *.gdynia.mm.pl 27.03.04, 17:46 Poem: Amor Intellectualis Oft have we trod the vales of Castaly And heard sweet notes of sylvan music blown From antique reeds to common folk unknown: And often launched our bark upon that sea Which the nine Muses hold in empery, And ploughed free furrows through the wave and foam, Nor spread reluctant sail for more safe home Till we had freighted well our argosy. Of which despoiled treasures these remain, Sordello's passion, and the honeyed line Of young Endymion, lordly Tamburlaine Driving his pampered jades, and more than these, The seven-fold vision of the Florentine, And grave-browed Milton's solemn harmonies. Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Niedzielnie filozoficzny wiersz Mistrza Brzechwy. 28.03.04, 10:19 Jasne jak słońce Gdy pełzną dwa zaskrońce, Z nich każdy ogon ma. To jasne jest jak słońce I jak dwa razy dwa. Gdy wierzgnąć kogoś koń chce, W tył wierzga, a nie w przód. To jasne jest jak słońce, To proste jest jak drut. Kij zawsze ma dwa końce, A sroka nogi dwie, To jasne jest jak słońce I każdy o tym wie. Gdy grać na trąbie słóń chce, Nie potrzebuje nut, To jasne jest jak słońce, To proste jest jak drut. Lecz co dzień, zanim zasnę, Zamyślam się przed snem: Choć słońce takie jasne, Cóż ja o słońcu wiem? Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Niedzielnie botanicznie 28.03.04, 14:26 OGRÓD MIŁOŚCI Nie zawsze strzały Kupido zawodzi, Czasem łuk złoży i bez broni chodzi I gospodarskiej pilnując pogody, Gracuje z trawy pafijskie ogrody. W ogrodzie jego zioła są nadzieje, Chwast - obietnice, które wiatr rozwieje, Męczeństwa, posty są suche gałęzi, Labirynt - pęta, w których swoje więzi, Niewola - kwiatkiem, owocem jest szkoda, Fontaną - oczy i gorzkich łez woda, Wzdychania - letnim i miłym wietrzykiem, Nieszczerość - łapką, figiel - ogrodnikiem, Szalej, omylnik, to są pierwsze zioła, Które głóg zdrady otoczył dokoła; Nadto ma z muru nieprzebyte płoty, Gdzie wapnem - troska, kamieniem - kłopoty. Jam w tym ogrodzie przedniejszym kopaczem, Ja wsiawszy moję tęsknicę i płaczem Skropiwszy, orzę skały twardej Tatry, Wisłę uprawiam i żnę płone wiatry. Jan Andrzej Morsztyn Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wiosna Re: My też tak potrafimy, no może nie zupełnie ta IP: *.gdynia.mm.pl 30.03.04, 10:11 Są takie chwile... Są takie chwile, że się nie śmie badać swej własnej duszy, bo się człowiek lęknie, że ani jednej nie znajdzie w niej struny co, potrącona, jeszcze czysto dźwięknie. Lecz trzeba tylko jednego spojrzenia pełnego wielkiej miłości oczyma, by w akord związać wszystkie struny duszy... potrzeba jednych oczu Odpowiedz Link Zgłoś