piotr7777
09.03.13, 07:39
Profesor Gliński powiedział:
"Wczorajsze wydarzenie było dowodem na to, że można wykorzystywać nowoczesne technologie do przełamywania barier demokratycznych. Tak jak to bywało w Chinach, w Korei. Niestety, okazało się, że w związku z niedojrzałą demokracją w Polsce także trzeba wykorzystywać nowoczesne technologie, żeby pobudzać i umożliwiać debatę demokratyczną"
A GW wrzuciła na stronę startową tytuł:
"Gliński - mamy demokrację jak w Chinach i Korei"
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13527468,Glinski_porownuje_polska_demokracje_do_Chin_i_Korei_.html?lokale=katowice#BoxWiadTxt
Wprawdzie nie użyto cudzysłowu, ale przecież Adam Michnik sądził się często właśnie o to, że jego oponenci oddając sens jego słów nie przytaczali ich dosłownie.
W istocie Gliński stwierdził, że
-polska demokracja jest niedojrzała (można z tym dyskutować, ale jest to całkowicie dozwolona ocena)
-pewne ograniczenia w debacie jakie nakładają rządzący można eliminować przy pomocy nowoczesnej technologii jak to już czyniono w Chinach czy Korei.
Tak na marginesie sytuacja w której kandydat na premiera zgłoszony zgodnie z konstytucją przez partię opozycyjną nie może wystąpić w sejmie i przedstawić swojego programu nie jest sytuacją właściwą. I jeśli regulamin nie przewiduje takiej możliwości to albo należy dokonać jego zmiany albo kierować się bardziej duchem konstytucji niż literą prawa. Argument, że i tak wniosek od początku nie miał szans powodzenia jest o tyle bez sensu, że jednak sejm jest miejscem debaty, w której opozycja ma te same prawa co rządzący (a nawet z uwagi na swoją opozycyjność zasługuje na jakąś formę uprzywilejowania).