iq-ok
05.12.13, 20:01
O Chrisie Cieszewskim mam raczej wyrobione zdanie. I Sekielski niczym mnie nie zadziwił.
Natomiast zadziwił mnie poseł Macierewicz występujący w obronie Cieszewskiego.
Stwierdził mianowicie, że ponoć na prośbę Cieszewskiego już w maju za pomocą zaprzyjaźnionego historyka (którego nazwiska nie ujawnił) sprawdził akta profesora w IPN. Na tyle gruntownie, że dziś może kategorycznie twierdzić, że nic obciążającego w nich nie ma.
A ja się pytam na jakiej podstawie prawnej owo sprawdzenie (jeśli było) zostało dokonane?
To znaczy, że jest tak iż polityk (a takim jest Macierewicz) może sobie różnymi metodami sprawdzać w aktach IPN informacje o dowolnej osobie?
Ja osobiście, gdybym chciał się dowiedzieć , kto na mnie w 82' kablował musiałbym uzyskać status osoby pokrzywdzonej.
Gdybym chciał się dowiedzieć kto ponadto kablował na nieżyjącego już najbliższego przyjaciela nie miałbym najprawdopodobniej żadnych szans.
Piszę gdybym chciał bo nie chcę gdyż zdaje mi się , ze wiem :).
A pan Macierewicz bez najmniejszej żenady przyznaje, że może sobie grzebać w aktach IPN w sprawie każdej osoby bez przeszkód.
I to jest moim zdaniem najbardziej bulwersujący element "afery" Cieszewskiego.