lupus.lupus
14.09.04, 01:04
Cezary Michalski*
DYKTATURA KAPRALI
Gyby popatrzeć na Polskę oczyma redaktorów "Gazety Wyborczej", to należałoby
stwierdzić, że walka klasowa zaostrza się u nas w miarę budowania socjalizmu,
czy może raczej - walka z wrogami liberalizmu zaostrza się w miarę budowy
liberalnych instytucji (skądinąd dosyć w naszym kraju trwałych). Podejrzani
stają się dawni sojusznicy. Nikt nie jest już bezpieczny. Miesięcznik "Znak"
traci z dnia na dzień wszelkie cechy "katolicyzmu otwartego" i staje się w
oczach Romana Graczyka forpocztą państwa wyznaniowego. Wykładowca
warszawskiego Collegium Civitas Zbigniew Stawrowski "pisze tekst, który nie
dziwiłby we >Frondzie<". Arcybiskup Józef Życiński i profesor Zdzisław
Krasnodębski dołączają do profesora Ryszarda Legutki, jako kolejne postacie,
które nie rozumieją liberalizmu (a w każdym razie nie rozumieją go w ten sam
sposób co Roman Graczyk). W poczciwych inteligenckich periodykach oraz w
niektórych gazetach codziennych rozkwita antysemityzm, antyfeminizm i bez
porównania groźniejszy od dwóch poprzednich antyowsiakizm. Co najgorsze, dwa
ostatnie zjawiska coraz częściej przyjmują najbardziej niebezpieczną, bo
"cywilizowaną" formę. I aby dopełnić czary goryczy redaktorów "Wyborczej", na
mieście grasuje krwawy Robespierre przybierający dla niepoznaki niewinną
postać emerytowanego sędziego Nizieńskiego.
Proces, któremu podlega w ciągu ostatnich miesięcy "Gazeta Wyborcza"
można nazwać rozwijającym się syndromem napoleonizmu. W swoich bardzo mądrych
pamiętnikach Talleyrand opisał z niezwykłą dokładnością moment, w którym
Napoleon przestał uprawiać politykę i zamiast ugruntować dotychczasowe
(niebagatelne) zdobycze terytorialne oddał się w niepohamowany sposób
rozwijaniu własnej manii wielkości. Zdaniem Talleyranda, ów przełom stał się
widoczny po złamaniu przez Napoleona ustaleń pokoju w Tylży.
Wydaje się, że Adam Michnik przekracza właśnie podobną granicę. Już od
dawna redaktor "Wyborczej" jest otoczony ludźmi, których sam wcześniej
wykreował, zwykle ex nihilo. Michał Cichy, Roman Pawłowski, Roman Graczyk czy
Artur Domosławski nie byli przed rozpoczęciem swej współpracy z "Wyborczą"
specjalnie znanymi autorytetami i nawet pół miliona nakładu gazety, na której
łamach wygłaszają swoje dogmatyczne tezy na temat literatury, teatru,
Kościoła i polskiej demokracji, nie dodało im kompetencji w reprezentowanych
przez nich dziedzinach. W przypadku części przywołanych tutaj autorów trudno
nawet ustalić, jakie to dziedziny. Michał Cichy z taką samą pewnością siebie
zabiera bowiem głos w sprawie pogromu dokonanego ponoć przez Armię Krajową na
Żydach podczas Powstania Warszawskiego, jak też pełni funkcję krytyka
literackiego i sekretarza literackiej nagrody NIKE. Roman Pawłowski jest z
pozoru teatrologiem, ale potrafi czasem przedzierzgnąć się w wytrawnego
historyka, aby napisać, że II Rzeczpospolita była ziemiańsko-k1erykalno-
legionowym ciemnogrodem.
Wielu polskich pisarzy, twórców teatralnych, intelektualistów średniego i
starszego pokolenia o bardzo różnych gustach i poglądach, zniosłoby
prawdopodobnie podobny dyktat ze strony samego Adama Michnika. Oprócz
nierównego stylu i wybuchowego charakteru redaktor "Wyborczej" posiada bowiem
pewien autorytet, który zawdzięcza swojej biografii i specyficznemu
osobistemu urokowi, jaki przez długie lata bez wątpienia posiadał. Jednak
Adam Michnik nie ma już czasu, aby samemu uwodzić intelektualistów i
definiować inteligencką symbolikę. Wobec tego zamiast dyktatury sprawowanej
osobiście proponuje polskim intelektualistom dyktaturę wykreowanych przez
siebie kaprali. Jednak Michał Cichy "ustawiający" polską literaturę, Roman
Pawłowski "zarządzający" polskim teatrem, Agnieszka Graff doradzająca z wyżyn
swego feministycznego autorytetu, aby polskie kobiety zamiast przeciwstawiać
się pornografii zastąpiły dotychczasową fa1locentryczną pornografię przez
pornografię przyjazną kobietom (sic!), wreszcie Roman Graczyk czy Artur
Domosławski pouczający Episkopat i projektujący polską demokrację, tworzą
wspólnie obraz nazbyt groteskowy aby mógł zostać zaakceptowany przez polską
inteligencję. Przynajmniej taką mam nadzieję.
Chciałbym na koniec przypomnieć pewną polemikę. W czerwcu 1989 roku
Stefan Kisielewski, który wkrótce miał zostać "wypchnięty" z "Tygodnika
Powszechnego", gdzie zastąpili go (przejściowo) Adam Szostkiewicz, Witold
Bereś i Jerzy Pilch, prowadził na łamach tego pisma polemikę z początkującym
publicystą Romanem Graczykiem. Stefan Kisielewski napisał wówczas m.in.:
...Mnie przykro uderzają nie pomyłki pana Graczyka, lecz przebijająca z jego
artykułu namiętna niechęć do ludzi inaczej myślących czy zajmujących się
sprawami >Solidarności< w inny sposób niż on. Jest wyborcza mobilizacja
opozycyjna, więc wszyscy w opozycji winni myśleć i mówić jednakowo, a kto
mówi inaczej, ten szkodnik i zatkać mu gębę - oto credo Graczyka. Rozumiem,
że ten człowiek jest młody, nie żył nigdy w systemie demokratycznym i nie
wie, co to pluralizm, ale to, co pisze jest bardzo dla opozycji
niebezpieczne...
Stefan Kisielewski, jak wielokrotnie w uprawianej przez siebie
działalności felietonowej, także i tym razem objawił swoje zdolności
profetyczne. To co było niebezpieczne w postawie Graczyka już "dla opozycji"
- to znaczy jego kłopoty ze zrozumieniem zasady pluralizmu - stało się bez
porównania niebezpieczniejsze dzisiaj, kiedy ów autor jest czołowym
publicystą "Tygodnika Powszechnego" i "Gazety Wyborczej", a Kisiela... już
nie ma. Ale to nie wszystko. Obok polemiki Kisiela ukazała się wówczas także
odpowiedź Graczyka. Mody autor napisał, za przyzwoleniem redakcji, takie oto
słowa: "Kisiel należy do tych autorów, którzy nigdy nie zmieniają poglądów.
Dlatego nie liczyłem, że je zmieni pod wpływem mojego skromnego tekstu. Z
tego też powodu wszelką polemikę z nim uważam za zajęcie w znacznym stopniu
jałowe..."
Mody człowiek ośmielany i wychowywany do takich zachowań najpierw w
redakcji "późnego" "Tygodnika Powszechnego", a następnie w redakcji "Gazety
Wyborczej" mógł zostać wychowany jedynie na bezwzględnego politycznego
żołnierza. A warto pamiętać, że podobną szkołę wychowania od demokracji
przechodzi właśnie w "Gazecie Wyborczej" zarówno Michał Cichy, jak też Artur
Domosławski, Paweł Smoleński, Roman Pawłowski czy Agnieszka Graff."
"Ministerstwo Prawdy"
* Cezary Michalski- pisarz i publicysta kojarzony z mediami o charakterze
quasi faszystowski, ( "Życie", "Fronda", TV Puls) Autor "Czwiczeń z
bezstronności", "Powrotu człowieka bez właściwosci", czy też pełnego
nieprzemyślanych i niesprawiedliwych ocen ( patrz powyżej) "Ministerstwa
Prawdy" Wydał ostatnio "Jezioro radykałów". Czesto zapraszany do
neofaszystowskiego "Warto porozmawiać".
(lupus)