witek.bis
04.02.20, 16:36
Pani Zofia Romaszewska wiele w swoim życiu widziała, a najwięcej chyba w Radomiu. I dlatego na pewno nie jest dla niej tajemnicą, że każda epoka ma swoich Radzików, Tomczyńskich i Nawackich z jednej strony i Juszczyszynów z drugiej. Czy tym razem stanie po stronie tych pierwszych? Jej wybór.
Był 25 czerwca 1976 roku...
Cieślik został zatrzymany 25 czerwca 1976 r. przez milicjanta Józefa Domańskiego, funkcjonariusza ZOMO z Łodzi. Stało się to o 21.25, a więc już w nocy, w końcowej części trwających od wczesnych godzin popołudniowych walk ulicznych. Domański miał widzieć, jak Cieślik biegnie z grupą osób ulicą Żeromskiego w pobliżu parku im. Kościuszki i wykrzykuje pod adresem funkcjonariuszy MO: „Wy chamy, huje, dziady”. Sam Cieślik podawał nieco inną wersję wydarzeń. Twierdził, że wpadł w ręce patrolu milicji, gdy odprowadzał do domu dziewczynę o imieniu Mirka, z którą przygotowywał się do egzaminów na studia. Milicjanci sprawdzili, czy nie ma ubrudzonych rąk (dla funkcjonariuszy był to podstawowy dowód na udział w demonstracji), i chociaż okazało się, że nie – zupełnie bezpodstawnie zaczęli okładać go pałkami po plecach i nogach. Wówczas krzyknął do nich: „chamy, gliniarze” i rzucił się do ucieczki. Po krótkim pościgu został ujęty i doprowadzony na komendę.
Przewodowi sądowemu przewodniczył sędzia Jerzy Sawicki. Niestety, dotąd nie udało
mi się uzyskać dostępu do akt personalnych sędziów, stąd trudności w precyzyjnym odtworzeniu przebiegu pracy zawodowej większości z nich, w tym sędziego Sawickiego. Wiadomo jednak, że nie należał on do PZPR; cieszył się opinią osoby „nierobiącej kariery” i nieco zdystansowanej w stosunku do pozostałych pracowników radomskiego sądu.
Przewód ograniczył się do przesłuchania Cieślika – w charakterze podejrzanego i milicjanta Domańskiego – jako świadka zajścia. Obrońca, adwokat Antoni Krężel, wniósł wprawdzie o odszukanie i wezwanie do sądu towarzyszącej Cieślikowi dziewczyny o imieniu Mirka, ale sędzia ten wniosek odrzucił, argumentując, że „okoliczności sprawy zostały w sposób wystarczający wyjaśnione”, a oskarżony sam przyznał się do winy. Strony postępowania złożyły następujące wnioski końcowe: oskarżyciel – prokurator Stanisław Książek – zażądał dla Cieślika kary pięciu miesięcy pozbawienia wolności oraz orzeczenia tysiąca złotych nawiązki na rzecz PCK, obrońca wniósł o zasądzenie kary ograniczenia wolności i zmianę kwalifikacji prawnej czynu przez uznanie, że nie miał on charakteru chuligańskiego. Sam Cieślik poprosił o „najłagodniejszy wymiar kary”.
Wyrok został ogłoszony o 19.00 i z pewnością wywołał na sali sądowej konsternację.
Sędzia Sawicki uznał wprawdzie, że Cieślik jest winny zarzucanego mu czynu, ale równocześnie stwierdził, iż czynu tego nie dopuścił się z pobudek chuligańskich. To zgodne z wnioskiem obrony stanowisko zostało jeszcze wzmocnione orzeczoną karą: nie pozbawienia wolności, jak chciała prokuratura, lecz ograniczenia wolności na dziesięć miesięcy – z obowiązkiem potrącania na rzecz Skarbu Państwa 20 proc. comiesięcznego wynagrodzenia za pracę. Orzeczenie to – chociaż bardzo dotkliwe finansowo – dawało Cieślikowi rzecz bezcenną: możliwość opuszczenia murów więzienia i wydostania się z trybów bezpośredniej, niezwykle brutalnej, milicyjnej przemocy. Było to zdarzenie niemal bez precedensu w historii „czerwcowego” wymiaru sprawiedliwości, za które jego autorowi, sędziemu Sawickiemu, przyszło zapłacić wysoką cenę zawodową.
[...]
Z materiałów tych wynika, że 26 czerwca – w pierwszym dniu orzekania – poza opisaną wyżej sprawą Cieślika, Sąd Rejonowy w Radomiu rozpatrzył w trybie przyśpieszonym jeszcze pięć spraw. Nazajutrz, 27 czerwca, kolejnych 45.
[...]
Efekty procesowe tych spraw były następujące: osiem z nich przekazano do dalszego prowadzenia Prokuraturze
Rejonowej w Radomiu, gdyż podejrzanymi byli recydywiści lub istniały podstawy do przedstawienia im poważniejszych zarzutów, nieobjętych procedurą trybu przyśpieszonego (np.czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego – art. 234 kk czy udziału w nielegalnym zbiegowisku publicznym – art. 275 kk); w pozostałych zapadły wyłącznie wyroki skazujące:na karę pozbawienia wolności lub aresztu – w stosunku do 42 osób oraz karę ograniczenia wolności – w stosunku do jednej osoby (wspomnianego wcześniej Cieślika). Wymierzone
kary sięgały przy tym 8–12 miesięcy pozbawienia wolności, a więc oscylowały w pobliżu górnej granicy kary możliwej do orzekania w trybie przyśpieszonym.
[...]
O tym, że obawy przed restrykcjami za ewentualne „niesłuszne” wyroki sądowe nie były bezpodstawne, świadczy przypadek sędziego Sawickiego. Sędzia ten w złożonej w 1981 r. relacji tak opisał swoje ówczesne doświadczenia: „W sobotę pracowałem do godz. 12. O godzinie 14 prezes sądu wojewódzkiego polecił mi przyjść do pracy. Wszyscy sędziowie byli. Czekałem do 19. O 19 pierwsza sprawa. Obraza słowna funkcjonariusza MO na służbie. Orzekłem ograniczenie wolności. Wziąłem akta do domu. A w niedzielę po południu zabrał je kierowca. W niedzielę do sądu nie poszedłem. Nie miałem polecenia wyrażonego na piśmie. W poniedziałek zagrożono mi
zwolnieniem z pracy i kazano mi napisać wyjaśnienie, dlaczego nie poszedłem. Nie złożyłem tego pisma. Dostałem naganę z art. 41 par. 3 w trybie prawa o ustroju sądów powszechnych. [...] W rok później ja, karnik (z ponad 20-letnim stażem) zostałem przeniesiony do Sądu dla Nieletnich. Nie objęły mnie kolejne podwyżki przy regulacji płac”.
Źródło: "Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej", nr 4(125), kwiecień 2011, s. 16-17, 22.