Dodaj do ulubionych

Wycieczka premiera Belki

IP: *.dip.t-dialin.net 06.12.04, 00:59
Premier Marek Belka korzystał z niemal darmowych biletów PLL LOT
Rodzinna wycieczka

Gdy w maju br. Marek Belka zostawał premierem, pełno miał w ustach frazesów o
zmianie stylu rządzenia państwem, o odsunięciu prywatnych interesów od
państwowego mienia. Tymczasem w sierpniu br. wraz z żoną i synem skorzystał z
biletów pracowniczych PLL LOT do Nowego Jorku. Kosztowało to jego rodzinę
niewiele ponad 1400 zl - mniej wiecej tyle, ile lot do Szczecina. Bilety
zaoceaniczne są kilkakrotnie droższe.

Na jakiej podstawie Marek Belka podróżował z rodziną z biletem pracowniczym?
Zeby zrozumieć tę sytuację, należaloby się cofnąć do czerwca 2003 r. Trwał
wówczas konkurs na dyrektora generalnego PLL LOT. Wsród 12 zgłoszonych
kandydatów był również Marek Grabarek. Związkowi przedstawiciele w radzie
nadzorczej firmy przyznają, że nie miał zbyt wielkich szans na zwycięstwo -
zaprezentował mało przekonującą strategię rozwoju firmy, nigdy wcześniej nie
był menedżerem w tak dużej firmie. Jednak wiadomo było, że tak naprawdę
decyzje o wyborze będą podejmowali przedstawiciele Skarbu Panstwa i SL Group,
czyli syndyka masy upadłościowej SwissAir Group. W dniu wyboru dyrektora,
wybrani czlonkowie rady otrzymali pismo od ówczesnego ministra skarbu Piotra
Czyżewskiego, w którym ten pisał, ze Grabarek ma "pełne poparcie ze strony
MSP".
"W moim przekonaniu jego ewentualny wybór na to stanowisko dawałby gwarancje
prawidłowego zarządzania Spółką oraz zapewniałby pełną komunikację z jej
największym akcjonariuszem, jakim jest Skarb Panstwa" - pisal Czyżewski.
Pismo zostalo złożone na ręce ówczesnego przewodniczacego Rady Nadzorczej PLL
LOT, którym byŁ... Marek Belka.
Grabarek został wybrany, a jedna z jego pierwszych decyzji była zmiana
zarządzenia dotycząca grupy osób, którym przysługują bilety pracownicze.
Tradycją przewoźników jest zagwarantowanie swoim pracownikom prawa do
korzystania z przewozów lotniczych po znacznie obniżonej cenie. Dyrektor
Grabarek wraz z trzema członkami zarządu (co ciekawe, nieposiadającymi
żadnego umocowania w strukturze PLL LOT!) do tej grupy dołączył czlonków rady
nadzorczej i ich rodzin.
Gdy w maju br. Belka zostal premierem, nastąpiła zmiana na stanowisku
ministra skarbu, gdzie Czyżewskiego zastąpił Jacek Socha. Ale były minister
nie został na lodzie - szybko zastąpił Belkę na miejscu szefa Rady Nadzorczej
PLL LOT.
W sierpniu br. urzędujący premier wraz z najbliższą rodziną udawał się
prywatnie do Nowego Jorku. Skorzystał w tym celu z biletów pracowniczych. Za
swój lot do USA zapłacił dokładnie 445,13 zl. Dla porównania lot z Warszawy
do Szczecina kosztuje 558 zl. Ale LOT stracił dużo więcej pieniedzy na tej
rodzinnej wycieczce szefa rzadu. Otóz bilety pracownicze nie mają rezerwacji
i okazało się, że cała rodzina Marka Belki poleci tym samym samolotem tylko
wówczas, gdy opuści go dwóch innych pasażerów. Ci zgodzili się na to z
prostego powodu - taki pasażer otrzymuje 200 USD rekompensaty i może
skorzystać z innego lotu. Jeśli będzie to możliwe dopiero następnego dnia,
wówczas przewoźnik płaci jeszcze za hotel dla pasażera. Zwolnienie więc przez
Roberta Z. i Jana Z. miejsc dla rodziny premiera kosztowało narodowego
przewoźnika znacznie więcej pieniędzy.
I tak jednak to, co stracił PLL LOT z związku ze zmianą zarządzenia, to
kropla w morzu strat, jakie ponosi narodowy przewoźnik od miesięcy, a które w
prostej linii prowadzą do upadku spółki. Dalszy scenariusz znamy z wielu
innych przypadków prywatyzacyjnych: PLL LOT kupi za grosze firma zagraniczna,
która w krótkim czasie udowodni, że ten przewoźnik to żyła złota. To
niebezpieczeństwo dostrzegają tylko pracownicy PLL LOT. Dyrekcja i rząd nie
chcą z nimi nawet rozmawiać na ten temat.
Mikolaj Wójcik

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka