Gość: Oszołom
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
31.05.02, 15:53
Z profesorem Roberto de Mattei, wykładowcą historii nowożytnej na Uniwersytecie
Cassino w Rzymie i prezesem Centrum Kulturalnego "Lepanto", działającym w
obronie tradycyjnych wartości chrześcijańskich, rozmawia Katarzyna Cegielska
Patrzy Pan na Unię Europejską z innej perspektywy niż Polacy, gdyż pochodzi Pan
z kraju należącego do unijnych struktur. Nam, Polakom, przedstawia się
świetlaną przyszłość w UE, raj na ziemi. Czy obraz przekazywany nam jest
prawdziwy?
- Podzielę się kilkoma spostrzeżeniami na temat ekonomii. Od początku tego roku
mamy w Unii Europejskiej jednolitą walutę. Jeżeli Polska i inne kraje wschodnie
wejdą do Unii w ciągu jednego lub dwóch lat, jednolita waluta będzie
obowiązywała w 25 krajach Unii Europejskiej. Jednak struktury ekonomiczne tych
krajów są bardzo różne. Niemożliwe jest porównanie ekonomii np. Portugalii,
Niemiec i Polski. Ich sytuacja ekonomiczna bardzo się różni. Problem polega na
tym, że w walucie danego kraju odbija się jego sytuacja ekonomiczna. Jeżeli w
danym kraju ma miejsce kryzys ekonomiczny, waluta jest narzędziem służącym do
obrony innych krajów. W momencie gdy jest to tylko jedna waluta, problem
ekonomiczny, kryzys jednego kraju bardzo wpływa na sytuację ekonomiczną
pozostałych krajów. W konsekwencji może to spowodować kryzys, jaki wystąpił w
Argentynie. Kryzys w Argentynie był spowodowany sztucznym utrzymywaniem poziomu
wymiany peso, czyli narodowej waluty Argentyny, i dolara. To właśnie
spowodowało krach ekonomiczny w tym państwie. Przykład argentyński pokazuje, że
nie można tworzyć sztucznego poziomu wartości waluty np. polskiej i
niemieckiej. Powoduje to poważne ryzyko powstania wielkiego krachu i ekonomiści
znają ten problem bardzo dobrze.
Skoro ekonomiści o tym wiedzą, to dlaczego tworzy się jedną walutę?
- Odpowiedź na to pytanie jest następująca - to już nie jest problem
ekonomiczny, ale polityczny. Wynika z tego, że UE nie jest potrzebna od strony
ekonomicznej, tylko od strony politycznej. Unia Europejska jest to projekt,
który Polska może zaakceptować albo odrzucić. Jesteśmy wolni i możemy sami
budować swoją przyszłość.
Kryzys gospodarczy to jedna strona medalu, drugą jest zagrożenie dla rodziny i
narodu, które to wartości są w Unii Europejskiej zwalczane. Jakich rad
udzieliłby Pan Profesor nam Polakom, byśmy nie utracili swej chrześcijańskiej
tożsamości i tych wartości, które przecież przed wiekami zjednoczyły Europę?
- Myślę, że teraz w wielu krajach europejskich są ludzie, którzy chcą obronić
swoją tożsamość. To jest bardzo ważne, by połączyć siły. Uważam, że możemy to
zrobić, ponieważ mamy takie same wartości czy w Polsce, czy we Włoszech. Jest
zatem ważne, aby studiować, poznawać nasze europejskie korzenie, by działać,
żeby się komunikować między sobą i przede wszystkim modlić się. Jeżeli uważamy,
że jest bardzo ważne, by umieścić odniesienie do Boga w konstytucji
europejskiej, to nie wystarczy tylko napisać w niej, że Bóg istnieje. Musimy
się do Niego modlić, bo tylko On może pomóc wszystkim ludziom dobrej woli
obronić ich tożsamość. Ważniejsza nawet od tożsamości narodowej jest tożsamość
chrześcijańska.
Mamy łączyć swe siły, jednak jest to trudne, jeśli tłumaczy się nam, że prawie
wszyscy są za Unią Europejską, a tylko niewielka grupa ludzi jest jej
przeciwna, więc lepiej być w większości niż w mniejszości. Ponadto, by
zdeprecjonować przeciwników, pokazuje się ich w mediach jako ludzi nawiedzonych
czy chuliganów występujących na manifestacjach antyglobalistycznych.
- To jest manewr, który pokazuje, że jeśli ktoś jest przeciw Unii Europejskiej,
to musi być wandalem. Ale to jest fałszywe przedstawienie sprawy. Ważne jest,
by upowszechniać nasze poglądy. Warto więc organizować takie spotkania, jak te,
w których uczestniczyłem tu, w Polsce, goszcząc na zaproszenie Instytutu
Edukacji Narodowej. Nie wszędzie w Europie jest też taka gazeta jak "Nasz
Dziennik".
Na rzecz wejścia Polski do Unii Europejskiej agitują media. W Polsce dodatkowo
usiłuje się wykorzystać autorytet Kościoła i niestety niektórzy ludzie Kościoła
ulegają tym naciskom. Jakie to może mieć dla nas skutki, i jaką mamy
alternatywę?
- Pierwsze, co wiem, to to, że Papież Jan Paweł II wypowiadał się w ciągu
ostatnich dwóch lat przeciwko Unii Europejskiej. On się bardzo przejmuje,
obawia Unii, tego, że ruguje się z niej Boga. Obserwuję, że wielu księży
biskupów, którzy wcześniej byli prounijni, teraz zmieniło swoje zdanie.
Alternatywą dla UE nie jest izolacja, ale ścisła współpraca między państwami,
partnerstwo z innymi krajami, jednak bez wspólnej monety i bez wspólnego rządu.
Jest dużo łatwiej, jeśli między krajami występuje przyjaźń, ale pozostają one
przy własnej walucie i własnym rządzie, niż gdy mają tę samą konstytucję, ten
sam rząd. Wprowadzenie wspólnych cech może spowodować konflikty między
państwami.
Bez poszanowania fundamentalnych wartości Unia Europejska jest tworem
sztucznym. Jak Pan Profesor mówił, jest ona zbudowana według wizji utopijnej, a
nie realistycznej. Odrzuca się historię Europy i próbuje budować ją tak, jakby
nigdy wcześniej nie istniała. Skąd wziął się ten pomysł?
- Nie sądzę, by historia naszego kontynentu była rezultatem działań
ekonomicznych. Sądzę, że historia powstaje w wyniku różnych idei. I dzisiaj
jest ktoś, kto ma ideę Unii Europejskiej. Jest to polityczna idea, która ma za
zadanie zniszczyć naród, narodowość, by zbudować struktury bez narodu. To jest
przejście od stanów socjalistycznych do socjalizmu bez stanów. Państwo
sowieckie było potężnym państwem opartym na socjalizmie. Marks chciał znieść
klasy, chciał totalnej anarchii. Podstawą miały być struktury bez rodziny, bez
narodu, bez religii. Tak więc idea Unii Europejskiej jest ideą starej utopii.
Jak Włosi odbierają swoją obecność w strukturach Unii Europejskiej?
- W tej chwili opinia publiczna nie jest zbyt dobrze informowana, ponieważ
prasa nie mówi o Unii Europejskiej. Nikt w Europie nie wie, co się dzieje w
Brukseli. Bardzo się obawiam kryzysu gospodarczego z powodu wprowadzenia euro.
W tym momencie panuje cisza, ale boję się, że w przyszłości nie tylko we
Włoszech, ale w całej Europie może wystąpić poważny kryzys ekonomiczny.
Podczas swej niedawnej wizyty w Polsce prof. John Laughland wyraził opinię, że
Unia Europejska nie przetrwa więcej niż 10 lat. Co Pan Profesor sądzi na ten
temat?
- Znam prof. Laughlanda. To znakomity naukowiec. Zgadzam się z jego opinią.
Myślę, że kres Unii Europejskiej może nastąpić nawet wcześniej.