goniacy.pielegniarz 12.03.05, 00:03 www.gazetapolska.pl/?gp=,1,050302,kr,michlis,,,kr_michlis Warto przeczytać. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
gargamel.z.rm otoczenie rydzyka = kolaboranci komuchow 12.03.05, 00:29 Ciekawe sa tre dane GP chociaz dawno wszyscy wiedza,ze korzeznie ideologow RM sa bardziej niz podejrzane i podle.Zaskakujaca jest w tym wszystkim pozycja episkopatu,ktory mimo wszystko chroni to bagno. Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus A jednak! 12.03.05, 00:30 Samobójstwo legendy Rafał A. Ziemkiewicz ziemkiew@hub.wp-sa.pl Nawet jeśli ktoś uważa - jak ja, na przykład - że Lech Wałęsa w III RP zawiódł, rozmienił swój kapitał na drobne i roztrwonił go, to chyba nie może patrzeć na ostatni wybuch aktywności byłego przywódcy bez zażenowania. Bynajmniej nie z sympatii dla politycznej działalności tego radia. Oto człowiek, który kiedyś był legendą, historyczny przywódca wielkiego narodowego ruchu, ruchu, który doprowadził do wyzwolenia Polski - użera się w internecie z jakimiś anonimowymi małolatami, bluzgającymi mu od Żydów i kapusiów, i jeszcze im "przysięga na Boga, że nie był agentem". Równie mądrze mógłby się wdawać w dyskusję z inskrypcjami na ścianach publicznego szaletu. Były prezydent, któremu Radio Maryja bardzo było w smak, gdy go ze wszystkich sił popierało - bo był taki moment, dobrze pamiętam - nagle teraz dopiero odkrył w nim "psycholi", choć jako żywo, ojcu Rydzykowi zmieniają się polityczne sympatie (ostatnio, jak się zdaje, zaczął stawiać na Leppera), ale sam przekaz i styl Radia Maryja były w tamtych czasach identyczne jak i dziś. Nie potrafi Wałęsa nawet powściągnąć takiej małostkowości, by nie odmawiać publicznie prawa do nędznego odszkodowania Annie Walentynowicz, choć nie jest wykluczone, że gdyby nie jej wykazana we właściwym momencie odwaga, byłby dziś tylko jednym z wielu bezrobotnych byłych pracowników stoczni. Naprawdę, żal na to patrzeć. W tym wszystkim zaś najbardziej zastanawia jedno: dlaczego właściwie dopiero teraz? Skąd ten nagły napad furii? W audycji, która tak Wałęsę rozsierdziła, nic akurat specjalnego nie powiedziano, poza stwierdzeniem, że były prezydent też był podejrzewany o agenturalną przeszłość. To przecież fakt: był podejrzewany. I nie zareagował na te podejrzenia w sposób, który by posłużył ich rozwianiu. W dniu 4 czerwca 1992 siedziałem akurat przy serwisach agencyjnych, przygotowując dzienniki dla radia "Wawa", i na własne oczy widziałem oświadczenie ówczesnego prezydenta, że w początkach lat siedemdziesiątych podpisał zobowiązanie o współpracy z SB, ale szybko współpracę tę zerwał. Niestety, nie wpadłem na pomysł - do dziś pluję sobie w brodę - żeby nacisnąć guzik drukarki. Po pół godziny oświadczenie to Wałęsa wycofał z serwisu PAP, najwyraźniej policzywszy, że ma dość głosów, żeby obalić Macierewicza i Olszewskiego, i od tego czasu wszyscy zachowują się jak w jakiejś sztuce Mrożka: udają, że tego "znikniętego" oświadczenia wcale nie było. Ale przecież, do diabła, było, nie ja jeden je przez te pół godziny widziałem. Była też tajemnicza kołomyja z odwołaniem szefa gdańskiej delegatury UOP, powszechnie wtedy interpretowana, jako usunięcie przeszkody w wyczyszczeniu archiwów. Idąc w zaparte, przysięgając na Boga i bluzgając Wyszkowskiemu, zamiast uczciwie powiedzieć, jak było, tylko potwierdza Wałęsa oskarżenia, które są przeciwko niemu wysuwane - i sprawia, że historia o dowiezieniu go na strajk wojskową motorówką nie brzmi już aż tak oszołomsko, jak kilkanaście lat temu. W końcu się wyjaśniło: kilka dni po wystąpieniu w roli pogromcy Ojca Dyrektora Wałęsa niedwuznacznie oznajmił, że jest drugim Piłsudskim i powróci tak jak Piłsudski, wygrywając najbliższe wybory prezydenckie. Nic się nie da poradzić: prawo nie przewiduje możliwości ubezwłasnowolnienia polityka, który uparł się ośmieszyć i zniweczyć własną legendę. Ale postępując w ten sposób, niweczy Wałęsa także legendę "Solidarności", która przecież nie należy tylko do niego. Trudno, powtórzę, patrzeć na to bez zażenowania. Odpowiedz Link Zgłoś
gargamel.z.rm po co wyskakujesz jak Filip z konopii z Walesa 12.03.05, 00:35 Chcesz zmienic temat dyskusji,palancie ? Odpowiedz Link Zgłoś
verbaveritatis Re: po co wyskakujesz jak Filip z konopii z Wales 12.03.05, 00:48 Zostawmy Wałęsę w spokoju. Tu miał rację choć nie wytrzymał nerwowo, co mnie nie dziwi. Innych natomiast dziwi,ze nerwów nie opanowal premier Belka. Dla mnie przy oszczerstwach i zaczepkach prawicy rzadzący - z ich dobrocią w odpowiedzi na zaczepki -pójdą żywcem do nieba. A wtedy zostanie nam Giertych i podobni. ZGROZA!!! Odpowiedz Link Zgłoś
dan82 Re: A jednak co? 12.03.05, 21:30 Kilka lat temu w "Gazecie Polskiej" był obszerny artykuł ; "Na politycznej fali Radia Maryja",gdzie te informacje były bardziej rozbudowane.Śśmieszne w tym wszystkim jest to ,że GP popiera PiS,który bardzo liczy na poparcie Rydzyka. Odpowiedz Link Zgłoś
oszolom.z.radia.maryja prof Broda odpowiada paszkwilantom z GaPy 12.03.05, 21:48 Ojczyzna.pl ____________ Prof. Rafał Broda, (RS "Odrodzenie Polski") Prowokacja „Ludzi Wierzbickiego” - tym razem pozwu nie będzie Dwoje prowokatorów Gazety Polskiej dołączyło swój własny paszkwil („Ludzie Rydzyka” GP marzec 2005) w ramach szerokiego spisku przeciw Radiu Maryja, obrażając przy okazji wiele osób insynuacjami, kłamstwami, epitetami i dając popis żałosnej, choć politycznie poprawnej ewolucji od człowieka do zwierzęcia – jeszcze posługują się słowem, a już brzmi ono jak wycie. Gdyby Polska była państwem prawa, kilka spraw trafiłoby do sądu – Gazeta Polska przestałaby istnieć, prowokatorzy zniknęliby z pola widzenia, a kilka instytucji charytatywnych zyskałoby nowe środki finansowe. Ale Polska nie jest państwem prawa, więc spraw sądowych nie będzie, poszerzy się jedynie czarna lista postaci i instytucji, które przeraża sama myśl o odrodzeniu się Polski. Piotr Lisiewicz nie pisuje wykwintnych tekstów, zna się raczej na prostych metodach prowokacji, które pochodzą spoza kręgu polskiej kultury, bo dla przykładu, palenie flagi państwowej na terenie placówki dyplomatycznej to nie jest polski zwyczaj. Ma też chyba potężnych mocodawców, skoro wywołanie kryzysu politycznego na szczeblu państwowym niczego go nie nauczyło. Kiedy więc zadzwonił do mnie i chciał rozmawiać na temat „Odrodzenia Polski”, uprzejmie mu odmówiłem stwierdzając, że sami wybierzemy czas i miejsce dla przedstawienia tej inicjatywy, ale z pewnością nie będzie to Gazeta Polska, bo mam mało sympatyczne doświadczenia z tą gazetą. Dzisiaj, zamiast odpowiadać na pożałowania godne insynuacje zamieszczone w wypocinach dwojga autorów pod adresem wielu ludzi, zdobędę się tylko na wyjaśnienie tego ostatniego fragmentu mojej odmowy. Wszak mogę przypuszczać, że P.Lisiewicz nie zna dobrze instytucji, dla której wykonuje brudne zadania, nie wie też, że jego pracodawca jest kimś, kogo ja i kilku innych właścicieli GP mogło kiedyś umieścić w kryminale. W początku lat 90-tych, kiedy jeszcze niewiele osób zdawało sobie sprawę z decydującego znaczenia funkcjonowania wolnych mediów, uczestniczyłem finansowo i organizacyjnie w tworzeniu Gazety Polskiej. Dzięki jasnej linii politycznej prezentowanej (a raczej udawanej) wtedy przez P.Wierzbickiego, a zwłaszcza dzięki talentom organizacyjnym jednego z głównych inicjatorów przedsięwzięcia, tygodnik wszedł jak burza na rynek, dochodząc w krótkim czasie do nakładu 130 tys. egzemplarzy i uzyskując także znaczny dochód. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że z moim skromnym, ale mimo to ryzykownym wkładem finansowym byłem głównym udziałowcem Spółki z o.o. (13%), a ta pozycja zmusiła mnie do przyjęcia szczególnej roli w bronieniu interesów innych udziałowców. Wkrótce P.Wierzbicki wraz z E.Isakiewicz za pomocą intrygi usunęli z Zarządu człowieka będącego współtwórcą sukcesu i zastąpili go swoim dobrym znajomym – mec. J.Hofmanem – tym samym, który później został sądownie zweryfikowany jako agent SB. Powoli zaczęły się ujawniać symptomy „ewolucji” linii politycznej gazety, która w niedługim czasie zmieniła GP w dodatek do Gazety Wyborczej. W tej sytuacji wraz z kilkoma udziałowcami postanowiliśmy rozstać się ze spółką. Gdy nie przyjęto naszej propozycji, wykorzystaliśmy nasz wspólny potencjał głosów (ponad 30%), by wymusić rozsądną ugodę. W odpowiedzi na to P.Wierzbicki wraz z Zarządem, dla którego byliśmy pracodawcami, najzwyczajniej „zwolnił” nas z właścicielstwa przejmując nasze udziały za cenę początkowego wkładu, który był ok.50-krotnie niższy od aktualnej wartości księgowej. Oddaliśmy sprawę do sądu, gdzie mieliśmy dwie możliwości – albo stracić pieniądze i mieć satysfakcję, że sprawcy zaboru mienia siedzą w lochu, albo prowadzić sprawę tak, by wobec tego zagrożenia sprawcy poszli na ugodę i odzyskamy część rzeczywistej wartości naszych udziałów. Wybraliśmy tę drugą drogę, proces trwał dwa lata, rozwinął się dzięki prawniczemu kluczeniu agenta Hofmana w kilkanaście osobnych spraw, ale wygraliśmy, odzyskując około połowy należnej nam wartości udziałów. Jeśli dzisiaj tę historię podsumować, to wygraliśmy w sądzie, ale w gruncie rzeczy wygrał P.Wierzbicki – zabrał cudzą własność, a nie poniósł żadnych konsekwencji, a w końcu przejął wraz z innymi połowę naszych pieniędzy. Czy taki człowiek może się nie bać „Odrodzenia Polski”? Czy jego osobisty, już kilkuletni wysiłek w zwalczanie Radia Maryja nie wynika z obawy, że ten głos Prawdy wykazuje wielką skuteczność i kiedyś może zablokować takie właśnie lewe interesy szerokiego środowiska, w którym się obraca ? Myślę, że jest to racjonalna motywacja w ramach ideologii liberalnej dżungli, natomiast nie wiem czy powiedział o tym dwojgu biednym, mało utalentowanym prowokatorom, którymi posłużył się w charakterze narzędzi. A w ogóle to myślę, że obserwujemy konwulsje ludzi starego systemu, którym już żadna kroplówka nie pomoże. Kraków, 2 marca 2005 Rafał Broda Odpowiedz Link Zgłoś
goniacy.pielegniarz Re: prof Broda odpowiada paszkwilantom z GaPy 24.03.05, 12:46 Oszoł, nie czytam regularnie ND. Czy tam się zawsze w tak błyskotliwy sposób odpowiada? Odpowiedz Link Zgłoś