Gość: Greg
IP: *.proxy.aol.com
03.08.02, 21:09
WSTYD I HAŃBA TOWARZYSZE, CZYLI -
Co się odwlecze...
Ponad cztery miesiące temu komitet założycielski Antyklerykalnej Partii
Postępu RACJA złożył w Sądzie Okręgowym w Warszawie, VII Wydziale Cywilnym i
Rejestrowym (al. Solidarności 127, tel. 0-prefiks-22/620-37-33) ponad 6
tysięcy deklaracji członkowskich wraz z kompletem dokumentów niezbędnych do
rejestracji partii.
Wszystko było wcześniej skrupulatnie przejrzane przez wytrawnego mecenasa
Cellera z Łodzi. Na tym kończy się ślad po naszym wniosku. 6 tysięcy
najbardziej aktywnych z aktywnych Czytelników „FiM” czeka i traci
cierpliwość. Przed nami wybory samorządowe w październiku. Ludzie palą się do
działania. Ba, oni oczywiście już działają, ale samo powstanie w naszym
klerykalnym kraju partii antyklerykalnej – z pewnością dodałoby im skrzydeł.
Nie ma partii – nie można zbierać składek na cele statutowe i kampanię
wyborczą. Dzwonią więc do redakcji, przysyłają listy i pytają: co z partią?
kiedy rejestracja? Członkowie RACJI to ludzie czynu, a sama partia nie po to
powstaje, żeby grzać kanapy. Nie będziemy czekać z założonymi rękami. Na
spotkaniu zarządów komitetów wojewódzkich 26 lipca zaproponuję następującą
strategię: jeśli po rozmowie w sądzie, na którą komitet założycielski jest
zaproszony 8.08, nie nastąpi rejestracja w ciągu dwóch tygodni –
zorganizujemy pikietę pod sądem, Sejmem i chyba jeszcze gdzieś... Oprócz
Kościoła jest bowiem siła, której bardzo zależy na tym, żeby nasza partia nie
zaistniała w wyborach samorządowych. To się nie uda, bo nasi kandydaci –
zamiast z listy partyjnej – i tak wystartują z list komitetów obywatelskich.
Liczy się jednak fakt, fakt powstania nowej formacji politycznej, mającej na
starcie więcej członków niż Platforma Obywatelska czy PiS – druga i czwarta
siła parlamentarna w kraju! Celowe opóźnianie rejestracji APPR jest sprawą
ewidentną. Kto dokładnie macza w tym swoje brudne paluchy – wkrótce opiszemy.
A teraz, póki nas jeszcze do końca szlag nie trafił, rozważmy na zimno całą
sytuację.
Partie polityczne – zbiorowiska ideowców i karierowiczów, siedliska korupcji –
należą do najważniejszych elementów demokracji parlamentarnej. Dla
antyklerykałów, którzy chcą przemienić oblicze tej ziemi, też niestety nie ma
innej drogi. W wielu krajach procedura rejestracji partii jest maksymalnie
uproszczona (Węgry, Rumunia, a nawet Rosja). A w Polsce?
W roku 1990, na fali zachłystywania się wolnością, kontraktowy Sejm przyjął
bardzo liberalną ustawę o partiach politycznych. Zakładała ona przede
wszystkim prowadzenie ewidencji partii. Oznaczało to, że sąd, któremu
powierzono prowadzenie owego rejestru, może wyłącznie przyjąć do wiadomości,
iż grupa ludzi chce działać w partii mającej swoją nazwę, program i władze.
Tak było do roku 1995. Wtedy to odezwał się Trybunał Konstytucyjny pod wodzą
profesora Andrzeja Zolla. Trybunał musiał wykazać, że jest potrzebny, dokonał
więc wykładni ustawy o partiach politycznych. Nałożył na zgłaszających
obowiązek dostarczania statutu, a sądowi nakazał jego uważną lekturę.
Chodziło zwłaszcza o niedopuszczenie do organizowania się grup
antyspołecznych, faszystowskich itp.
W roku 1997 postanowiono jeszcze bardziej ograniczyć swawolę tworzenia
partii, będących już wówczas przykrywką do różnych interesów połączonych z
upodobaniami, np. oglądaniem wideo czy piciem piwa. Lewicowy parlament
ustalił, iż partia nie zostanie zarejestrowana, jeżeli nie znajdzie tysiąca
obywateli, którzy złożą na deklaracjach swoje autografy. Jednak, aby osłodzić
nieco ten ból – w imię demokracji – posłowie zobowiązali sąd do niezwłocznego
dokonywania wpisu. Nie określono jednak ściśle tego terminu. W przypadku
stowarzyszeń wynosi on maksymalnie 3 miesiące. Zwyczajowo dotyczy to również
partii.
Nasi Czytelnicy, póki co, nie są jeszcze pozbawieni w Katolandzie praw
publicznych, postanowili więc się zrzeszyć, co zresztą zapewnia im
konstytucja. Zebraliśmy deklaracje, zamiast tysiąca – sześć tysięcy.
Antyklerykalna Partia Postępu RACJA złożyła wszystkie papiery 25 marca 2002
r. Sąd w kwietniu zażądał uzupełnienia naszego wniosku o kilka punktów
(dupereli) – takie jego prawo. W statutach wielu partii, działających od lat,
do dziś są takie uchybienia, jakie nam wytknięto na dzień dobry. Sądowi nie
chodzi, przynajmniej oficjalnie, o nazwę: antyklerykalna. Polecenie sądu jest
święte, więc natychmiast je wykonaliśmy. Od maja Sąd Okręgowy w Warszawie
milczał jak zaklęty. W końcu, po setkach naszych telefonów, zaproszono nas
(również telefonicznie!) na – uwaga! – „rozmowę w sprawie wpisu do
ewidencji”. Tknięci złym przeczuciem, a dokładnie opinią prawnika, zajęliśmy
się lekturą kodeksu postępowania cywilnego i... nie znaleźliśmy „rozmowy”
jako sposobu podejmowania przez sąd decyzji. Jest wymiana korespondencji,
rozprawa rejestrowa, ale nie „rozmowa”!
Najciekawsze jest jednak to, że – jak wynika z informacji, które uzyskaliśmy
w Ministerstwie Sprawiedliwości – Sąd Rejestrowy dokonywał wpisu do ewidencji
partii przeciętnie w ciągu miesiąca i dwudziestu dni od złożenia wniosku.
W przypadku Platformy Obywatelskiej, gdzie o wpis występowały dwa podmioty o
takiej samie nazwie, czas ten uległ rekordowemu wydłużeniu do 90 dni.
Ministerstwu Sprawiedliwości i sędziom (wszystkim!) przypominamy (gdyż chyba
w natłoku spraw zapomnieli), że Polska ratyfikowała europejską konwencję o
ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Przewiduje ona, iż każdy ma
prawo do rozpatrzenia jego sprawy przez sąd w rozsądnym terminie. Jednak do
określenia, co znaczy rozsądny termin, potrzeba jeszcze rozsądnych ludzi. W
Polsce – jak wynika z analizy orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw
Człowieka – nagminnie łamie się to prawo, co kosztuje nas, podatników,
niemałe pieniądze, jakie wypłacamy w formie odszkodowań dla poszkodowanych.
Ale do rzeczy. O co chodzi? Chodzi o następną, zorganizowaną, bezczelną akcję
topienia przeciwnika – w państwie o demokratycznym podobno ustroju. Z naszych
ustaleń wynika, że jest to – jeśli nie wspólna, to z całą pewnością
prowadzona równocześnie akcja Kościoła oraz SLD. Hierarchowie Krk chcą choćby
o kilka miesięcy, choćby do wyjazdu papieża, odwlec swoją wielką porażkę,
czyli fakt powstania we własnym mateczniku tak silnej partii antyklerykalnej.
Papa mógłby tego po prostu nie przeżyć. My to rozumiemy i szanujemy zarówno
zdrowie papieża, jak i wolę siły przewodniej narodu. Ale zakulisowe działania
decydentów SLD to już świństwo na miarę oszukania przez tę proklerykalną
klikę milionów własnych wyborców. Nie jest żadną tajemnicą, iż każdego dnia z
Sojuszu odchodzą dziesiątki jego członków. Wielu najbardziej ideowych
przechodzi do APPR. Ten proces narasta i będzie narastał. Trzeba więc,
korzystając z posiadanej władzy i instrumentów, rzucić przeciwnikowi kłody
pod nogi: utrudnić rejestrację, stworzyć wrażenie, iż to my – SLD, a
przynajmniej jakaś nasza odnoga, zajmie się klerykalizacją, aborcją itd.
Trzeba też było koniecznie zmienić ordynację wyborczą, aby „jakaś RACJA” nie
zabrała głosów nam, wielkiemu Sojuszowi.
No to, towarzysze, zobaczymy. Mądrzy ludzie już się na was poznali.
JONASZ
A gdzie jest ta demokracja, o ktora walczyli Polacy ??