milton.friedman
13.08.05, 10:06
Nachalna kampania promująca Cimoszewicza odnosi jak widać odwrotny skutek? ;)
Przewaga Tuska wzrośnie - to kwestia czasu - i nie będzie już w granicach
błedy statystycznego.
Oto próbka "obiektywizmu" Gazety w stosunku do asystentki Cimoszewicza.
To jak z powiedzenia "nieważne, czy ukradła, czy jej ukradli - ważne, że była
zamieszana w kradzież".
Pomijam fakt, że została uniewinniona przez Sąd.
W tym wypadku dla GW to i tak nie ma znaczenia - jest winna.
Oto Wasze publikacje w odstepie jednego dnia na temat tej samej sprawy:
Dziś oskarża Cimoszewicza, wcześniej oskarżała dziennikarzy "Metra"
knysz, em, wrób, pcg 12-08-2005, ostatnia aktualizacja 11-08-2005 22:17
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2866266.html
"(...) Z anonimowych, ale wiarygodnych źródeł dowiedzieliśmy się, że Jarucka
miała wcześniej inne kłopoty. W 2001 lub 2002 r. wzięła w banku kredyt,
który podżyrowała jej koleżanka z MSZ. Jarucka wróciła z banku i po
kilkudziesięciu minutach zaalarmowała przełożonych, że pieniądze zniknęły z jej
biurka.
Prokuratorskie śledztwo wykazało, że kradzież była sfingowana. Jarucka stanęła
przed sądem pod zarzutem fałszywego doniesienia. Uniewinniono ją z braku
dowodów.
Cimoszewicz kazał ją wtedy odsunąć od ważnych spraw resortu.(...)"
Anna Jarucka, ABW i prokurator
Bogdan Wróblewski 13-08-2005, ostatnia aktualizacja 12-08-2005 21:23
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2867916.html
"(...) W skrócie fakty są takie (...):
. W 2003 r. - jak ujawniła wczoraj prokuratura - Anna Jarucka, urzędniczka MSZ,
oskarżona została o kradzież 15 tys. zł z torebki swojej podwładnej.
Świadków kradzieży w pokoju 278A w budynku MSZ jednak nie było.
. W marcu 2004 r. po poszlakowym procesie Jarucka została uniewinniona.
Zdarzenie to zaważyło jednak na jej karierze, została w ministerstwie, ale
na podrzędnym stanowisku..(...)"
To jak to jest?
a) wzięła kredyt i ktoś jej ukradł pieniądze z biurka, o czym natychmiast
pobiegła poinformować przełożonych?
czy
b) ukradła pieniądze z torebki swojej podwładnej?
Ale chyba wówczas nie pobiegła od razu zameldować o tym przełożonym?
Było to w 2001 lub 2002 czy 2003 roku?
Można zadawać jeszcze mnóstwo pytań.
Informacje zawarte w co najmniej jednym artykule są kłamstwem, ale jak widać
Gazecie Wyborczej to nie przeszkadza.
Co jest prawdą? (jeśli w ogóle cos jest)