leszek.sopot
25.10.05, 17:14
Czy to, co się obecnie dzieje przy pracach nad powołaniem rządu jest
spowodowane różnicami programowymi, walką o stołki, czy w końcu osobistymi
urazami?
Różnice programowe chyba nie powinny stanowić żadnego problemu. Słyszałem
bowiem wyraźnie na długo przed wyborami, że wyborcy rozstrzygną jaki program
będzie realizowany, a partia, która przegra będzie pomagać w jego realizacji.
Takie zapewniania składali liderzy PiS i PO. Polityk IV RP powinien być
słownym człowiekiem, a więc nie przypuszczam, że robili sobie wówczas z gęby
cholewę.
Walka o stołki? Rokita w świetle kamer podczas transmitowanego na żywo przez
TV powyborczego spotkania na szczycie mówił przecież wręcz coś przeciwnego i
grzmiał, że nie chodzi o stołki ale o sprawne działanie rządu, ustalenie
zadań i programu. Mówił chyba to poważnie i nie mrugał jednym okiem? Mówienie
więc dzisiaj o obsadzie 10 ministrów i większości województw to taki żart?
Pozostaje podejrzenie, że chodzi o urażoną miłość własną Donalda, który
postanowił z powodów osobistych zniszczyć rząd, a przynajmniej jego image.
Na forum niektórzy przypuszczają jeszcze, że chodzi tu o wpływ służb
specjalnych, tak jakby to miał być dalszy ciąg powieści "Akwarium", Wiktora
Suworowa. Stawiam jednak na zemstę Tuska. Może jednak do jutra ochłonie?