piotr7777
26.10.05, 23:44
W 2001 roku pozostałem w wyborach wierny Unii Wolności zdając sobie sprawę,
że głos na tę partię jest głosem zmarnowanym. O PO miałem wtedy nienajlepsze
zdanie, była to w moim odczuciu partia na paru nośnych społecznie hasełkach
(powszechne wybory burmistrzów czy zakaz finansowania partii z budżetu)
budującą tanią popularność.
Gdy PO weszła do sejmu miała słabego przywódcę - Macieja Płażyńskiego, który
dukał z kartki niemrawe wystąpienia. Partia zbliżyła się do PiS-u,
ugrupowania dla mnie nie do zaakceptowania, stając się właściwie liberalnym
skrzydłem partii Kaczyńskich.
Potem Płażyński odszedł, Tusk i Rokita tchnęli w partię nowego ducha ale
wciąż PO przesuwała się na prawo i choć uniezależniła się od PiS-u wciąż
naturalny był sojusz tych dwóch partii. Miękki populizm i brak reakcji na
populizm twardy innych ugrupowań sprawił, że w wyborach do Parlamentu
Europejskiego zagłosowałem znów na Unię Wolności, tym razem nie marnując
głosu.
Na wiosnę tego roku zakładałem, że głos na PO oznacza głos na niechciane
przez mnie rządy POPiS-u więc długo byłem skłonny zagłosować na Partię
Demokratyczną, choćby po to aby opozycja w przyszłym sjemie była bardziej
cywilizowana. Jednak ostatecznie zagłosowałem na PO z trzech powodów - po
pierwsze zobaczyłem, że PD nie ma kadr, po drugie istniało ryzyko, że PiS
wygra wybory a tylko głos na PO mógł temu zapobiec, po trzecie z listy PO w
moim okręgu kandydował Andrzej Sośnierz, człowiek godny zaufania. Mimo
wszystko był to głos z rozsądku a nie z przekonania, z tych samych powodów
dwukrotnie zagłosowałem w wyborach prezydenckich na Tuska pomimo że nie
uważam go za męża stanu, raczej za wykreowanego polityka średniego formatu. W
I turze po wycofaniu się Religi i Cimoszewicza nie miałem zresztą wyjścia
(Henrykę Bochnairz uważałem za niewypał a Marek Borowski mnie nie przekonał)
Teraz kiedy widzę, że koalicja PiS-PO, którą przyjmowałem za pewnik raczej
nie powstanie a PO może stać się dużym ugrupowaniem opozycyjnym z szansą na
sukces w następnych wyborach (gdy wyłączną odpowiedzialność za rząd przejmą
populiści definitywnie się skompromitują) okazuje się, że mój głos oddany z
rozsądku okazał się głosem słusznym.
Pozdrawiam.