gregorak
27.01.06, 22:00
"- Kluczowy problem to jednak nie jest to, czy Rokita lubi Kaczyńskiego i na
odwrót, tylko czy Jarosław Kaczyński byłby gotów poważnie rozmawiać o koalicji
z Platformą. A poważna rozmowa to jest wzięcie na siebie
współodpowiedzialności, też formalnej, za rząd. Pamiętacie Mariana
Krzaklewskiego, który prowadził manifestację przeciwko własnemu rządowi?
Powtórki tego scenariusza nie chcę.
Dlatego jeśli Jarosław Kaczyński nie będzie gotów wziąć formalnej
odpowiedzialności za rząd, to nie mamy o czym rozmawiać. Nie mówię, że ma
zostać premierem.
(...)
To premier z Platformy?
- Nie, nie, premier już jest i nazywa się Marcinkiewicz.
Ale Jarosław Kaczyński powtarza, że nie chce wejść do rządu.
- Tak. Obawiamy się, że cała strategia Jarosława Kaczyńskiego polega na tym,
że w chwili dogodnej dla niego będzie ten rząd rujnował, że jest gotów
poświęcić i Marcinkiewicza, i ministrów, wedle własnej kalkulacji politycznej,
i będzie to możliwe, kiedy będzie poza rządem.
To jednak wicepremier Kaczyński?
- Udział Jarosława Kaczyńskiego w rządzie to nasz warunek rozpoczęcia rozmów o
koalicji rządowej."
Teraz przynajmniej wiadomo o co chodzi.
Ale to już brzmi groźnie:
"W tym parlamencie nie ma możliwości przeprowadzenia procedury impeachmentu,
czyli usunięcia prezydenta z urzędu. Natomiast prezydent, który pozwoliłby
sobie na złamanie konstytucji po to, żeby jego partia wygrała wybory,
stawiałby Platformę w sytuacji, w której trzeba by wypowiedzieć obywatelskie
posłuszeństwo takim decyzjom.
Czyli?
- Trzy kropki postawcie.
Co to znaczy: wypowiedzieć obywatelskie posłuszeństwo? Ludzi wyprowadzicie na
ulicę?
- ..."
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3134878.html