wladyslaw.studnicki
06.02.06, 13:22
To jest autorka tekstu, przeze mnie cytowanego. Przeczytajcie to, i
zastanówcie się dwa razy, zanim napiszecie waszą mantrę o Polakch
antysemitach i ty, jacy to jesteśmy źli. Poczytajcie o genetycznym
antysemityźmie Polaków, i innych kłamstwach. Zastanówcie się nad waszę tezą
że to my mamy się zmieniać i cały czas klękać przed Żydami.
Agnieszka Magdziak-Miszewska
ur. 1957. Od 1984 w redakcji miesięcznika „Więź”, 1995–2000 jako zastępca
redaktora naczelnego. W latach 1991–1995 radca minister pełnomocny w polskiej
ambasadzie w Moskwie, 1997–1999 doradca premiera Jerzego Buzka ds. polsko-
żydowskich, 2000–2001 dyrektor Centrum Stosunków Międzynarodowych. Od
kwietnia 2001 — konsul generalny RP w Nowym Jorku.
Monolog polsko-żydowski?
Mówiąc o stosunkach polsko-żydowskich, zwykliśmy w Polsce używać
słowa „dialog”. Dialog zakłada istnienie po obu stronach równoprawnych
partnerów, w równej mierze zainteresowanych wymianą poglądów, dyskusją,
której przedmiotem są subiektywne przekonania, ale także, jeśli nie przede
wszystkim, fakty. Bardzo długo uważałam, że tak właśnie wygląda
rzeczywistość.
Jedną z pierwszych wizyt w Nowym Jorku złożyłam człowiekowi stojącemu na
czele jednej z największych i najstarszych żydowskich organizacji, który jako
dziecko został uratowany przez swoją polską opiekunkę. Długo mówiłam o
potrzebie dialogu, o konieczności zmiany formuły wyjazdów żydowskiej
młodzieży do Polski, a przede wszystkim włączenia do programu spotkań z
polskimi rówieśnikami. Mój rozmówca uprzejmie mnie wysłuchał, a potem
powiedział: rozumiem, że wam to jest potrzebne, ale dlaczego my mielibyśmy
być tym zainteresowani?
W Polsce zwykliśmy uważać, że nasz kraj jest i zawsze będzie niezwykle dla
Żydów ważny. Nie tylko dlatego, że jest największym żydowskim cmentarzem.
Polin to przecież miejsce narodzin niezwykłej, różnorodnej żydowskiej
cywilizacji1. I, jak przekonująco mówił do żydowskich słuchaczy zgromadzonych
w nowojorskim konsulacie dr Michael Steinlauf, tych korzeni nie można po
prostu odciąć, bo oznaczałoby to odcięcie się od najwspanialszej części
żydowskiej kultury, jaka kiedykolwiek powstała w diasporze. „Wszyscy jesteśmy
jej spadkobiercami” — powiedział Steinlauf. „To prawda — odpowiedział jeden
ze słuchaczy — ale po co nam do tego Polacy?”
We własnych oczach Żydzi byli przez wieki tylko i wyłącznie niewinnymi
ofiarami — w każdym miejscu i w każdym czasie w Europie, przede wszystkim
wschodniej. Stereotyp ten jest tak silny, że wybitny prawnik, profesor
Harvardu, Alan Dershovitz, w książce — a właściwie ściągawce dla żydowskich
studentów lewicujących, a więc propalestyńskich, uniwersytetów obu wybrzeży —
„A case for Israel”, pisze, iż przyczyną pierwszej aliji (czyli masowych
wyjazdów Żydów do Palestyny) była polityka „antysemickich reżimów w Polsce i
na Litwie”. Pierwsza alija to przełom XIX i XX wieku. Dla Dershovitza nie ma
znaczenia, że oba te państwa wówczas nie istniały, ponieważ w Europie
Wschodniej zawsze prześladowano Żydów i zawsze zamykano ich w gettach.
Przekonanie, iż Żydzi, poza USA i oczywiście Izraelem, byli wyłącznie
prześladowani, jest tym silniejsze, im dalszy związek mówiącego z Europą.
Rzecz jasna, przekonanie to wzmacniane jest historyczną ignorancją, o którą w
amerykańskim systemie edukacyjnym doprawdy nietrudno.
Stereotypowy Polak to w oczach Żydów przede wszystkim antysemita. To ktoś,
kto Żydów nienawidzi na tyle, by ich Niemcom wydawać, albo też, jeśli nie
grozi mu za to kara, po prostu zabijać. Polacy zawsze nienawidzili Żydów i
zawsze ich prześladowali. Tak naprawdę byli gorsi niż Niemcy. Wystarczy sobie
przypomnieć, co robili, kiedy Niemców jeszcze nie było (Przytyk), albo już
nie było (Kielce). Polacy są współodpowiedzialni za Zagładę i gdyby nie ich
chętna pomoc, Niemcy nie byliby w stanie zamordować aż tylu Żydów. Przecież
nie bez przyczyny zbudowali swoje obozy zagłady właśnie w Polsce…