Dodaj do ulubionych

Prawde powiem...

IP: *.sympatico.ca 21.12.02, 05:47
Dam chwałę Bogu; prawdę powiem:
niech boli, jako chce!

Teofil Szemberg
Obserwuj wątek
    • Gość: Shamiram Re: Prawde powiem... IP: *.sympatico.ca 21.12.02, 05:53
      Zygmunt Krasinski

      PSALM MIŁOŚCI




      1. Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, stałem
      się jako miedź brząkająca albo cymbał brzmiący.
      2. I choćbym miał proroctwo i wiedziałbym wszystkie tajemnice i wszelką
      umiejętność, i choćbym miał wszystką wiarę, tak, żebym góry przenosił, a
      miłości bym nie miał, nicem nie jest.

      Św. Paweł, List 1 do Korynttan, rozdz. XIII





      Przeciw piekłu podnieść kord!

      Bić szatanów czarny ród!

      Rozciąć szablą krwawy knut

      Barbarzyńskich w świecie hord!

      Lecz nie nęcić polski Lud

      By niósł Szlachcie polskiej mord!

      Marne wrzaski -próżne mowy -

      Z krwi i z błota stary świat!

      My do innych idziem lat,

      Promień z Niebios spadł już nowy!



      Gdy z kolebki Duch się budzi,

      Niemowlęctwem wolnych ludzi

      Giliotyna i grabieże!

      Dzieciom luby wściekły gniew!

      I w wylaną bratnią krew

      Wierzą, ciemne, w ślepej wierze!

      Nie wolności dotąd człowiek,

      To wolności wstało zwierzę!

      Lecz czas łuskom odpaść z powiek -

      Czas już przejrzeć Boga wolę!

      Czas anielski podjąć trud,

      Czas odrzucić wszelki brud

      I tym samym znieść niewolę! -



      Nie jest czynem - rzeź dziecinna!

      Nie jest czynem -wyniszczenie!

      Jedna prawda boska, czynna,

      To przez miłość przemienienie!

      Jeden tylko, jeden cud:

      Z Szlachtą polską - polski Lud,

      Jak dwa chóry - jedno pienie! -

      Wszystko inne - złudą złud!

      Wszystko inne -plamą plam!

      I ojczyzna tylko tam! -

      Jeden tylko, jeden cud:

      Z Szlachtą polską - polski Lud,

      Dusza żywa z żywym ciałem,

      Zespojone świętym szałem;

      Z tego ślubu jeden Duch,

      Wielki naród polski sam,

      Jedna wola, jeden ruch,

      O! zbawienie tylko - tam! -



      Kto chce iskier z czarta kuźni,

      By przepalić czarta moc,

      Ten świat w gorszą wpycha noc,

      Ten mądrości wiecznej bluźni. -

      Choćby nie był Moskal rodem,

      Ten Moskalem stał się z ducha,

      Ten mongolskich natchnień słucha -

      Moskwa-piekło mu narodem. -



      *

      Szata Polski nieskalana,

      Przenajczystsza i świetlana -

      Jak niewinność trudu trudów,

      Jako odkup wszystkich Ludów,

      Dotąd w Polski grobie leży! -

      Ten, kto wzniesie pierwszy rękę,

      By śnieg zetrzeć z tej odzieży,

      Kto przemieni w zbrodnią -mękę!

      Kto przekuje w nóż kajdany,

      A nie w szablę - ten przeklęty! -

      Tego straszna gna pokusa -

      Ni mu rozwój światów znany -

      Ni objawień mu Duch święty,

      Ni pamiętan duch Chrystusa! -

      On bez myśli, on bez serca -

      W Boga skarbcach nic nie kupi -

      On nieszczęsny i on głupi,

      Jak kat każden i morderca!



      Gdy zstępują w świat geniusze,

      Innym sprawę wiodą torem!

      Nikt przez mordy i katusze

      Nie był wieków Dyktatorem!

      Raczej żyją niebezpiecznie,

      Raczej w końcu giną sami,

      Lecz zwycięstwo ich trwa wiecznie -

      A z nich żaden się nie splami

      Terroryzmem - by do szaty

      Purpurowej brał szkarłaty

      Z braci swoich zżętej głowy -

      Ani Cezar stary w Rzymie!

      Ani Francji Cezar nowy!

      Każde krwawe w dziejach imię,

      Ach! nosiła mierna dusza!

      Słaby tylko rzeź wybiera:

      Czy mu imię jest -Mariusza,

      Czy mu imię -Robespiera!



      W poświęcenia świętej dumie

      Poprowadzi Lud do bitwy,

      Kto prowadzić Lud ten umie:

      Szlachta Polski - Rusi - Litwy!

      Pierśże czyja kwitnie w blizny?

      Kto się palił wciąż ofiarą

      Na ołtarzach tej Ojczyzny?

      Kto nad Ludu błędną marą,

      Nad przepaścią ciemną jeszcze,

      Skrzył się cały w żary wieszcze?

      Kto sam z władz swych się rozbierał.

      Narodowi pootwierał

      Przyszłe, wielkie bytu niwy?

      Ani kupcy - ni Żydowie -

      Ani mieszczan też synowie -

      Lecz ród szlachty nieszczęśliwy! -

      Ród, co nie znał z wrogiem miru,

      Żniwem trupim ścinan w boju

      Lub zapędzan do Sybiru -

      Oni tylko - dotąd oni,

      Z Polską w sercu -z mieczem w dłoni -

      Dniem i nocą bez pokoju!



      Któż, zachwycon zdarzeń ściekiem,

      Nie popełnił nigdy winy?

      Chyba jeden - ten Jedyny,

      Co był Bogiem a Człowiekiem!

      Jakiż naród - jakiż stan -

      Wiekźe jaki z czystym czołem

      Krzyknąć może: "Jam aniołem!

      Jam nie zadał drugim ran!"



      Lecz się grzechy mazać winny,

      Gdy z grzesznika człowiek inny

      Wylatuje śród cierpienia -

      Tak jak Feniks, co się zmienia -

      Nieśmiertelny -śród płomienia!

      A wyleciał ptak ten nowy,

      Syn zbudzonych z snu rozbiorem!

      Ani zasnął ojców wzorem!

      Zjeżył skrzydła - ścisnął szpony

      I w powietrzu gryzł korony,

      Berła, miecze i okowy,

      Które trzyma ptak dwugłowy!



      Wszędzie, wszędzie na planecie

      Braci moich ryty ślad!

      Wy go słówmi nie zmażecie,

      Bo tchnie w dziejach Boży ład!

      Ich za Polskę - ścigał świat,

      Ich za Polskę - męczył kat -

      Nie od wczoraj - od lat wiela

      Pierś im palił skwarny brzeg -

      Lub krył oczy wygnań śnieg

      I więziła Cytadela!



      Na alpejskich skał wyżynie,

      Po śródziemnych fal błękicie,

      Na italskim Appeninie,

      Na hiszpańskich Sierrów szczycie,

      Na germańskich niw równinie,

      Po moskiewskich wszystkich lodach,

      Na francuskim każdym polu,

      Po wszechziemiach - po wszechwodach

      Sieli przyszłej Polski siew!

      Boże ziarna - własną krew -

      I wy syny tego bólu! -



      Tam Lud święty Szlachta święta,-

      Nie kto inny -prowadziła! -

      A ją natchnień wiodła siła -

      Bez niej dzisiaj wam by pęta

      Ducha żarły, a nie ciało -

      Bo Lud martwy sam - to mało -

      Ogrom leży, a bez czucia -

      Jeszcze trzeba iskry z nieba,

      A nie z ziemi - do rozkucia

      Marzącego w śnie olbrzyma -

      I bez Szlachty Ludu nié ma! -



      Z życiem wiernie przechowanem

      Ona stoi na mogile,

      W której zmartwychwstańców tyle! -

      Ona Ludu, dziś kapłanem! -

      Dzierży w ręku moc ofiary -

      Gróźb nie lęka się ni kary -

      Bo zdeptała świat wasz stary,

      Świat zawiści - mordu - ciemna -

      W którym tylko moc ujemna.

      Wie się ona przeznaczoną

      Do noszenia tu korony!

      Lecz jedyną tu koroną

      Wylać Ducha na miliony!

      Ciałom wszystkim rozdać chleba -

      Duszom wszystkim - myśli z nieba!

      Nic nie spychać nigdy w dół,

      Lecz do coraz wyższych kół

      Iść przez drugich podnoszenie -

      Tak Bóg czyni we wszechświecie!

      Bo cel światów - szlachetnienie!



      Wy, co wyższe zniżać chcecie,

      Patrzcie! patrzcie! - Od kamienia

      Jak stopniami Pan przemienia

      Duchy stworzeń. - Zrazu senny

      Wszczątek życia, aż powoli

      Wydobędzie się z niewoli;

      - Walka trudna i trud boli

      Lecz podnosi się kształt zmienny,

      Wreszcie przywian Duch z daleka

      Wdziewa na się pierś człowieka. -

      Głaz, kwiat, zwierzę śniły z cicha -

      On ku niebu pnie już głowę -

      Do aniołów pieśnią wzdycha,

      Między gwiazdy eterowe!



      Wszystko, wszystko, wiecznie, wszędzie

      Rwie się w górę z Bożej myśli!

      Z wiecznym Bogiem ten nie będzie,

      Kto inaczej świat swój kryśli!

      Kto nie zszlachcić naród cały,

      Lecz chce szlachtę zedrzeć z chwały -

      Może chwilkę w gruzach siędzie,

      Braci schłopi lub obali -

      Lecz nie wzniesie Ludu daléj. -

      Bo wszechświata prawom wbrew

      Sennych zbudzi nie na ludzi -

      Zbudzi sennych na zwierzęta! -

      Miasto świateł wielkiej burzy,

      Ujrzy ziemskiej dno kałuży

      I w niej polską, spiekła krew!

      - To nie polskie będą święta! .-



      *

      Powiedz, orle! orle mój!

      Białoskrzydiny, niezmazany,

      Skąd tych czarnych myśli rój?

      One rosną - gdzie kajdany!

      Ach! niewola sączy jad,

      Co rozkłada Duchów skład!

      Niczym Sybir - niczym knuty

      I cielesnych tortur król!

      Lecz narodu duch otruty -

      To dopiero bólów ból! -



      Wiecznie stoi Przywłaszczyciel

      Przed wszystkich oczyma! -

      Tym, że stoi, już kusiciel:

      - Chyba Boga nié ma!

      Sprosnościami hydnej durny -.

      Pomięszał rozumy!

      Rozwiązuje sam sumienia

      Przez ogrom cierpienia!

      Sieje kłamstwo i ciemnotę,

      Zmieni zbrodnią - w cnotę!

      Bohatyrów on przekaci

      Na trupach ich braci!

      On przyuczy dzieci małe

      Wierzyć w mord jak w chwałę!

      Wezmą sztylet mdłe panienki,

      Jak różę, do ręki!

      Powie siostra: "Bracie, weź,

      Bo zbawieniem
    • Gość: Shamiram Re: Prawde powiem... IP: *.sympatico.ca 21.12.02, 06:02
      Do...


      Przekleństwa synu! co Kaina piętnem

      Straszysz w dzień biały Chrystusową trzodę,

      Przybywaj do mnie! w uciśnieniu smętnem

      Znajdziesz dla siebie gorycz i ochłodę.

      Znanyś mi z dawna, gdy życiem namiętnem

      Przyniosłeś duszy swojej wieczną szkodę,

      Rzuciwszy cnoty gościniec utarty

      I do bram niebios biegnąc, i odparty.



      Lepiej ci było wraz z bracią Ablową

      Przeżuwać życie na pokory zębie,

      Kochać na rozkaz i wierzyć na słowo,

      Paląc na stosie ofiarnym gołębie;

      Niźli do boju stanąwszy z Jehową,

      Przeglądać bytu i nicestwa głębie.

      Nie byłbyś nosił fatalnej pieczęci,

      Na którą z wstrętem patrzą wniebowzięci!



      Lecz tym, czym jesteś, skazany na piekło!

      Tym cię mieć pragnę! gościu mój posępny!

      Bo jakieś echo podziemne mi rzekło:

      Że los nasz jeden, że i ja występny,

      Czemu tym bardziej wierzyć teraz muszę,

      Gdy jasne niebo z piersi mej uciekło,

      I sam zostałem, nieprzystępny skrusze,

      A tylko jednej rozpaczy przystępny.



      Razem więc z tobą, synu potępienia,

      Nad Babilonu wodami usiędziem,

      A nieśmiertelni wielkością zwątpienia,

      Z swej piersi głosu strasznego dobędziem;

      Z Prometeuszów wiecznością cierpienia

      I z sępem żądzy, męczarni narzędziem,

      W własnej niemocy skowani łańcuchy,

      Zostaniem bratnie dwa stracone duchy!



      Lecz nim utoniem w niepamięci fali

      Przed okiem ludzi skryci w obłok czarny,

      Niech ich pieśń nasza gromem wstydu spali:

      Że w nikczemności pędząc żywot marny,

      Płazowe szczęście, nie wielkość obrali;

      Niech ich ród szczęsny, cierpliwy i karny

      Z pokorą znosi losów wyrok twardy,

      My im zapłaćmy jałmużną pogardy...

      5 maj 1868


      --------------------------------------------------------------------------------

      ADAM ASNYK: POEZJE

    • Gość: Shamiram Re: Prawde powiem... IP: *.sympatico.ca 21.12.02, 06:07
      Do młodych


      Szukajcie prawdy jasnego płomienia!

      Szukajcie nowych, nie odkrytych dróg...

      Za każdym krokiem w tajniki stworzenia

      Coraz się dusza ludzka rozprzestrzenia,

      I większym staje się Bóg!



      Choć otrząśniecie kwiaty barwnych mitów,

      Choć rozproszycie legendowy mrok,

      Choć mgłę urojeń zedrzecie z błękitów,

      Ludziom niebiańskich nie zbraknie zachwytów,

      Lecz dalej sięgnie ich wzrok.



      Każda epoka ma swe własne cele

      I zapomina o wczorajszych snach...

      Nieście więc wiedzy pochodnię na czele

      I nowy udział bierzcie w wieków dziele,

      Przyszłości podnoście gmach!



      Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,

      Choć macie sami doskonalsze wznieść;

      Na nich się jeszcze święty ogień żarzy,

      I miłość ludzka stoi tam na straży,

      I wy winniście im cześć!



      Ze światem, który w ciemność już zachodzi

      Wraz z całą tęczą idealnych snów,

      Prawdziwa mądrość niechaj was pogodzi -

      I wasze gwiazdy, o zdobywcy młodzi,

      W ciemnościach pogasną znów!

      1880


      --------------------------------------------------------------------------------

      ADAM ASNYK: POEZJE

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka