euromir
15.07.06, 19:29
Zaczęło się.
Od kilku dni jesteśmy świadkami zmasowanej, wyreżyserowanej, skoro tak
świetnie zsynchronizowanej w czasie, akcji wymierzonej w legalnie wybrany,
demokratyczny polski rząd. Atak ten - póki co - ogranicza się do brudnej,
międzynarodowej kampanii propagandowej, której najważniejszymi dotychczas
elementami były;
(a) poparta przez część polskich posłów rezolucja PE bezpodstawnie
potępiająca Polskę za rasizm, antysemityzm, ksenofobię i homofobię,
(b) tzw. "list ośmiu" - bezprecedensowa w swym propagandowym charakterze
krytyka osoby i działań Prezydenta RP przez byłych polskich ministrów spraw
zagranicznych,
(c) dzisiejszy, pełen gróźb pod adresem Polski, wywiad dla Die Welt
deputowanego PE Bronisława Geremka ("jeśli Polska nie dopasuje się
do "pewnych standardów kulturowych", będzie musiała za to zapłacić.")
Oczywistym celem wymienionych wyżej aktywności jest fałszywe przedstawienie
społeczności europejskiej działań i intencji obecnego polskiego rządu.
Wynikiem czego, w zamyśle reżyserów spektaklu, miałoby być sprowokowanie
politycznego konfliktu Polski z Unią Europejską. A rezultatem wymuszenie
ustąpienia obecnych władz. Innymi słowy - zamach stanu dokonany przy
pomocy "bratnich państw".
Nie trudno się domyśleć, iż autorami tej obrzydliwej i podłej akcji
propagandowej są te siły w Polsce, które w wyniku ostatnich wyborów utraciły
w kraju wpływy i władzę. Najtrafniej zwane "łże-elitami".
Straszne to, lecz jak widać tradycja Targowicy, tradycja wzywania na pomoc, w
celu przejęcia władzy, wojsk obcych państw - w Polsce jeszcze nie zaginęła.
Spanikowani, przerażeni perspektywą rozliczeń przegrańcy najwyraźniej wydają
się nie cofać przed niczym.
Niewykluczone, iż propagandowa hucpa, której jesteśmy obecnie świadkami jest
tylko preludium, "artyleryjskim przygotowaniem" przed głównym atakiem, który
jeszcze nas czeka.