rekontra
07.08.06, 07:12
To się w głowie nie mieści, autorytety, fachowcy, człowiek rangi
największsych filarów prawa:
"W toku wewnętrznego postępowania ustalono, że akta wysyłano za granicę bez
jakiejkolwiek podstawy prawnej i bez zastosowania specjalnej procedury
przewidzianej w kodeksie postępowania karnego. Przekazywano Niemcom oryginały
dokumentów, nie pozostawiając na miejscu uwierzytelnionych kopii. Na skutek
tego dzisiaj pion śledczy IPN nie jest w stanie z braku dowodów zakończyć ok.
10 tys. wszczętych śledztw. Gdy w 2005 r. Instytut miał udzielić odpowiedzi
na interpelację w sprawie zbrodni w Palmirach i w Lesie Kabackim, mógł podać
tylko tyle, że akta aż siedem razy przekazywano do Ludwigsburga.
Proceder wysyłki narodowych archiwów trwał od wczesnych lat 60. aż do końca
lat 90., a zachodzi podejrzenie, że jeszcze w 2001 r., już po powstaniu IPN,
przesłano do Ludwigsburga kolejną partię dokumentów. Wiadomo, że były
przygotowywane do wysyłki, znane są sygnatury i nie można ich odnaleźć.
Jest to o tyle zaskakujące, że w 2001 r. wiadomo już było, iż archiwum w
Ludwigsburgu lada chwila zakończy działalność i stanie się ekspozyturą
Archiwum Federalnego RFN. O ile dotychczas jej zadaniem było gromadzenie akt
i przekazywanie ich do niemieckich prokuratur celem wytoczenia procesów
niemieckim zbrodniarzom, to obecnie stanie się tylko placówką archiwalną. Co
ciekawe - wiadomość o tym - zamiast zatrzymać wyciek akt - jeszcze go
przyspieszyła. Być może chcąc ratować zanikającą instytucję, ostatni szef
Głównej Komisji, prof. Witold Kulesza, nakazał - za pośrednictwem Antoniego
Galińskiego, swego zastępcy, przyspieszyć wysyłkę dokumentów do centrali w
Ludwigsburgu. Prokurator IPN, który otrzymał to polecenie, odmówił,
wskazując, że wysyłka akt bez zachowania procedury kodeksowej to
przestępstwo. W ostatnim dniu urzędowania na tym stanowisku prof. Kulesza
nakazał prokuratorom wysyłkę wybranych dokumentów; łącznie 256 tomów, w tym
akta egzekucji ulicznych z lat 1943-1944 na terenie getta, akta zbrodni w
Pruszkowie, w Palmirach, na Ochocie, w Piasecznie, akta dotyczące zabójstw
Polaków za pomoc Żydom.
- Do dzisiaj tych akt szukamy - twierdzi pracownik IPN. Według naszych
informacji, prof. Kulesza "zdążył" wysłać do Niemiec także kopie akt sprawy
Jedwabnego. Nasuwa się jednak pytanie: po co? Przecież Niemcy nie pozwolili
nawet na przesłuchanie w tej sprawie 90-letniego obywatela Niemiec, który
miał wiedzę na ten temat. Czy można było się więc spodziewać, że będą
poszukiwać sprawców?"
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20060807&id=po01.txt