wartburg4
11.08.06, 16:17
Słuchałem wczoraj jednym uchem Radia TOK FM. Red. Jasiński rozmawiał właśnie
z gościem programu, który wypowiadał się na temat niedawno odnalezionej
korespondencji Alberta Einsteina, i jak się można było szybko zorientować,
dość kłopotliwej. Gość w studio stękał, nie mógł wykrztusić z siebie, jaką to
herezję napisał wielki Einstein i nawet elokwentny Jasiński miał ściśnięte
gardło, jąkał się, zawieszał głos i nie kończył zdań…
W końcu padło to słowo. Wyszeptane w tonie niedowierzającym, ale jednak
wyartykułowane. Czy to możliwe? Genialny fizyk rasistą? Jasiński i jego gość
sprawiali wrażenie mocno podekscytowanych. Jak dwóch chłopców na widok nagiej
kobiety. Ich wyobrażenia na temat politycznej poprawności zostały poddane
próbie. W liście prywatnym do kogoś tam Einstein pisał o rozczarowaniu
inteligencją swojego syna. Jej niski poziom tłumaczył gorszym materiałem
genetycznym serbskiej matki chłopaka.
Einstein był zgorzkniały, choć nie bez pewnej dozy autoironii. Syn nie
sprostał jego oczekiwaniom. Winą za to autor teorii względności obciążał
głównie siebie. Źle zainwestował swoje geny. Rzucił parę błyskotliwych
przemyśleń na temat doboru naturalnego i doszedł do wniosku, że wybrał
niewłaściwą partnerkę na matkę dla swojego syna. Z rozmowy Jasińskiego i jego
gościa dowiedziałem się, że wywodziła się z Serbii ze starej szlacheckiej
rodziny. Mimo to rodzice Einsteina próbowali nie dopuścić do małżeństwa,
gdyż uważali ją za coś gorszego.
"Żydzi niemieccy uważali się za coś lepszego", zauważył Jasiński. "Tak, tak,
identyfikowali się z Niemcami, których kulturę uznawali za wyższą i dlatego z
wyższością odnosili się do Słowian, co wiązało się z ich mieszczańskim stylem
życia", wyjaśniał jego gość.
Zapadło przedłużające się milczenie. Atmosfera w studio zrobiła się gęsta i
pełna niedomówień. Redaktor i jego gość nie umieli sobie z nią poradzić.
Czego by nie powiedzieli, to wychodziło im, że Einstein był rasistą i że
wiązało się to z jego pochodzeniem.
Wyszli na kompletnych matołów. Ani jednemu ani drugiemu nie przyszło do
głowy, że przedmiotem ich rozmowy była prywatna wypowiedź kogoś, kto swoją
pozycję w świecie nauki zawdzięczał całkowitej niezależności myślenia.
Bez niej Einstein nigdy nie zostałby tym, kim był. Ktoś taki jak on nie mógł
podporządkowywać się ograniczeniom związanym z takimi czy innymi nakazami
politycznej poprawności. Sądzę nawet, że myśleć inaczej nie umiał.
Jak każdy, kto temu zajęciu poświęca nieco więcej czasu i energii od innych,
z pewnością nie traktował go z taką śmiertelną powagą, jak tych dwóch
jąkających się dyskutantów z radia TOK FM.