Dodaj do ulubionych

Gilowska: "Balcerowicz najlepszym min. finansów"

20.09.06, 00:45
... nie wiem czy przypominacie sobie słynny wywiad (powtarzany do bólu, nawet
jeszcze w tym roku) Jacka Sobali z Zytą Gilowską z maja 2005 roku emitowany w
TV Puls.
Pani Zyta na pytanie redaktora kogo uważa za najwybitniejszego szefa resortu
finansów III RP odpowiedziała bez wahania, że Leszka Balcerowicza.
Mam pytanie do zwolenników PiS na forum: czy takie poglądy pani profesor to
dobra rekomendacja do zasiadania w rządzie Kaczyńskiego?
Obserwuj wątek
    • henryk_log Re: Gilowska: "Balcerowicz najlepszym min. finans 20.09.06, 00:57
      emerytka2006 napisała:

      > Mam pytanie do zwolenników PiS na forum: czy takie poglądy pani profesor to
      > dobra rekomendacja do zasiadania w rządzie Kaczyńskiego?

      krotki.pl/11GU.
      Dobry Wieczór P. E. :-)
      • emerytka2006 witam Henryku:) 20.09.06, 01:05
        Mam nadzieję, że nam Polska całkiem nie zgłównieje...:)
        • el.wesoly Re: witam Henryku:) 20.09.06, 01:06
          Krwawa Luna"

          Do najkrwawszych i zarazem najbardziej wpływowych dyrektorów Departamentu w
          Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego należała dyrektor V Departamentu Julia
          Brystygier. Oto jak ją charakteryzował były towarzysz w bezprawiu Józef Światło
          w audycji na falach RWE:

          (...) Swą karierę rozpoczęła we Lwowie z chwilą wkroczenia armii sowieckiej w
          1939 r. Jako była żona dr. Natana Brystygiera, lwowskiego przedwojennego
          działacza syjonistycznego, Luna miała wszystkie potrzebne kontakty i
          znajomości. Natychmiast po wkroczeniu wojsk bolszewickich do Lwowa w 1939 r.
          Brystygierowa zaczęła tak ordynarnie donosić i sypać, że naraziła sobie nawet
          wielu towarzyszy partyjnych, bo data im się we znaki. Z tego okresu datuje się
          ostra wałka między nią a płk. Różańskim, obecnym dyrektorem departamentu
          śledczego bezpieki. W tym czasie ona, Różański i zmarły niedawno Jerzy
          Borejsza, brat Różańskiego, donosili do NKWD na wyścigi. Rywalizacja między
          nimi w tej dziedzinie była bardzo zacięta. Aby ja wygrać, Luna Brystygierowa,
          zgodnie z moralnością tow. Bieruta, napisała raport do NKWD, że Różański
          pochodzi z syjonistycznej rodziny. Rzeczywiście, ojciec jego, dr Goldberg, był
          przed wojną redaktorem Hajntu w Warszawie. Różański znał ten raport i pamiętam,
          jak skarżył się mnie: "pomyślcie towarzyszu, że ta... napisała raport na mnie.
          Ale tow. Luna zapomina, że ja mam dłuższa karierę w NKWD niż ona". Różański ma
          istotnie długą karierę w NKWD i dzięki temu trwa na swoim stanowisku.

          Po wkroczeniu wojsk sowieckich do Lwowa Brystygierowa prowadziła swą
          działalność donosicielską w ten sposób, że zorganizowała tak zwany Komitet
          Więźniów Politycznych. Przy pomocy tego Komitetu NKWD wyłapywało wszystkich
          odchyleńcow partyjnych i w ten sposób Brystygierowa dała się we znaki swoim
          towarzyszom. Ale dziś ma w centrali bezpieki mocną pozycję. Nazywa się ja
          piątym wiceministrem bezpieczeństwa. Przyczyna jest bardzo prosta: w swej
          bogatej karierze Brystygierowa była w Rosji przez dłuższy czas równocześnie
          kochanką Bemiana, Minca i Szyra. Dwaj pierwsi zwłaszcza mają w związku z tym
          wobec niej poważne zobowiązania. I dzięki temu, jak Brystygierowa, chce coś
          przeprowadzić, nawet przeciw Radkiewiczowi czy Romkowskiemu w bezpiece, to
          wszystko może zrobić. Ileż to razy Radkiewicz nie zdążył jeszcze zreferować
          jakiejś sprawy Bierutowi, a już Bierut czy Berman dzwonili do niego z
          zapytaniem: "słuchaj no, jest u ciebie taka a taka sprawa, dlaczego nam o tym
          nic nie mówisz?". Radkiewicz nie zdołał im jeszcze zreferować, a oni już
          wiedzieli, bo oczywiście Brystygierowa referuje im wszystko nocami (por. Z.
          Błażyński "Mówi Józef Światło. Za kulisami bezpieki i partii 1950-1955", Londyn
          1986, s. 64-65).

          Brystygierowa była w latach 1945-1950 p.o. dyrektora Departamentu V (Społeczno-
          Politycznego) Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a od stycznia 1950 r. do
          lipca 1954 r. dyrektorem tego Departamentu. "Wsławiła się" jako fanatyczna
          nadzorczyni walki z Kościołem i religią katolicką. To ona już w październiku
          1947 r. zalecała "systematyczne rozpracowywanie instytucji Kościoła w terenie",
          akcentując m.in.: Należy zerwać z rozpowszechnionym poglądem, że "klasztoru nie
          da się rozpracować". (...) Kierunek dojścia: żebracy, dostawcy klasztorni
          itp.". Brystygierowa zachęcała również do "systematycznego rozpracowywania
          katechetów szkolnych" i "przeciwdziałania rozszerzaniu się prasy katolickiej".
          Jak podkreślał Leszek Żebrowski w "Encyklopedii białych plam" (t. 2, s. 193-
          194): Wynikiem pracy kierowanego przez nią (Brystygierową - J.R.N.)
          Departamentu było aresztowanie m.in. ok. 900 księży katolickich, kilku biskupów
          oraz "internowanie" Prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego, unicestwione
          zostały liczne organizacje katolickie, w tym charytatywne (Caritas). (...)
          Jeszcze w październiku 1955 r. na odprawie kierownictwa bezpieki Brystygierowa
          wezwała do likwidacji zakonów.

          Brystygierowa odznaczała się szczególną gorliwością w zwalczaniu polskiej
          inteligencji patriotycznej. Znamienny był typ instrukcji udzielanych przez nią
          na szkoleniowych odprawach dla funkcjonariuszy. "Wyjaśniała" im, że w istocie
          cała polska inteligencja jest przeciwna systemowi komunistycznemu i właściwie
          nie ma szans na jej reedukację. Pozostaje więc jej zlikwidowanie. Ponieważ
          jednak nie można zrobić błędu, jaki uczyniono w Rosji po rewolucji 1917 r.,
          eksterminując inteligencję i w ten sposób opóźniając rozwój gospodarczy kraju,
          należy wytworzyć taki system nacisków i terroru, aby przedstawiciele
          inteligencji nie ważyli się być czynni politycznie. Przydatne maja być tylko
          ich umiejętności (Czesław Leopold, Krzysztof Lechicki "Więźniowie polityczni w
          Polsce 1945-1956", Wydawnictwo Młoda Polska, Gdańsk 1981, s. 20).

          Brystygierowa odgrywała wielką rolę również w działaniach zmierzających do
          skrytobójczego mordowania szczególnie niewygodnych dla komunistów działaczy PSL-
          u. Jerzy Morawski pisał w tekście "Strzały zza węgła" ("Życie" z 7 listopada
          1995 r.), iż: Departament Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego kierowany
          przez Lunę Brystygierową, na co wskazuje coraz więcej faktów, typował do
          fizycznej likwidacji działaczy PSL (propozycję zatwierdzono na najwyższym
          szczeblu).

          Z powodu bezwzględności, z jaką przesłuchiwała więźniów, nazywano ją "krwawą
          Luną". Żołnierz AK i były więzień polityczny Anna Rószkiewicz-Litwinowiczowa
          pisała w swych wspomnieniach, iż: Julia Brystygierowa słynęła z sadystycznych
          tortur zadawanych młodym więźniom, była zdaje się zboczona na punkcie
          seksualnym i tu miała pole do popisu (A. Rószkiewicz-Litwinowiczowa "Trudne
          decyzje. Kontrwywiad Okręgu Warszawa AK 1933-1944. Więzienie 1949-1954",
          Warszawa 1991, s. 106). W różnych relacjach powtarzają się opowieści o sadyzmie
          Brystygierowej, bijącej rozebranych młodych więźniów szpicrutą po jądrach, aby
          wymusić przyznanie się do winy. Tomasz Grotowicz opisał na łamach "Naszej
          Polski" z 4 sierpnia 1999 r. za wspomnieniami byłego więźnia PSL-owca,
          jak "krwawa Luna" znęcała się nad szefem propagandy PSL na województwo
          olsztyńskie Szafarzyńskim: (...) maltretowany przez Lunę Szafarzyński stanowił
          widok przerażający. Jądra miał na wysokości kolan. Brystygierowa wsadzała mu
          przyrodzenie do szuflady i następnie zatrzaskiwała, a także bez opamiętania
          bila więźnia. Szafarzyński wkrótce zmarł wskutek ogólnego wycieńczenia.

          Nigdy nie poniosła odpowiedzialności karnej za swe zbrodnicze "wyczyny". Po
          1956 r. działała jako "literatka", publikując dwie książki, dość miernej
          jakości, pod nazwiskiem Julii Prajs.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka