Dodaj do ulubionych

Miller musi odejść !!!

IP: *.in.brzesko.net.pl / 192.168.3.* 01.07.03, 18:16
prasa donosi:
To jest taki zjazd w stylu PZPR. Realne decyzje będą podejmowane w biegu.
Samokrytyka złożona przez Leszka Millera, w ocenie socjologa Pawła Śpiewaka,
nie była samokrytyką głęboką. - Miller nie obnażył mechanizmu politycznego,
który rodzi korupcję. Mówił tylko o błędach decyzyjnych, czyli przeniósł winę
na ludzi, a nie na organizację systemu - mówił. Śpiewak uważa też, że
fakt, iż najgoręcej witanymi na kongresie osobami byli Wojciech Jaruzelski i
Mieczysław Rakowski, "pokazuje, że SLD wciąż jest formacją głęboko wrośniętą
w PRL-owską tożsamość". (PAP)
Rekord Millera
Żaden gabinet ani żaden premier nie byli jeszcze tak źle oceniani przez
Polaków
(INF. WŁ.) Z 15 ministrów, którzy rozpoczynali pracę w rządzie Leszka
Millera, po 20 miesiącach działalności na stanowiskach pozostało 7. Zmian w
gabinecie Millera było jednak więcej, bo aż cztery resorty mają już trzeciego
szefa, ponadto przetasowania były również na stanowiskach wicepremierów. Dla
porównania: po 20 miesiącach funkcjonowania rządu Jerzego Buzka odeszło z
niego 7 ministrów, a swoje stanowiska zachowało 15 i nie zdarzyło się - w
takim okresie - aby jakiś resort miał trzech szefów.
Po 20 miesiącach pracy dwóję za efekty pracy wystawia ekipie Millera aż 82
proc. badanych przez Ipsos, a czwórkę lub piątkę - zaledwie co dziesiąty
Polak. Rządowi Buzka po 20 miesiącach kierowania krajem złe oceny wystawiał
co drugi Polak (52 proc.), gdy dobrych ocen poprzedni gabinet zebrał w lipcu
1999 r. - od co trzeciego badanego (34 proc.).
Nigdy zresztą w dziejach III Rzeczpospolitej żaden rząd ani żaden premier
nie byli tak źle oceniani przez Polaków jak obecnie sprawujący władzę.
Nie było też od 1989 r. rządu, w którym tak często następowałyby zmiany
personalne. Dochodzi do nich nieprzerwanie, mimo iż szef rządu 2 kwietnia
tego roku publicznie zapewnił, że do końca kadencji żadnych zmian na
ministerialnych stanowiskach nie będzie. Od tamtego momentu pracę stracili:
Grzegorz Kołodko, wicepremier i minister finansów, oraz w ubiegły czwartek
Adam Tański, kierujący resortem rolnictwa.
Między kwietniem a czerwcem Miller odwołał również dwóch urzędników w
randze ministra: Aleksandra Naumana, szefa Narodowego Funduszu Zdrowia, oraz
Jerzego Millera, prezesa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.
Niemal dokładnie rok temu (2 lipca) - po 8 miesiącach od debiutu -
nastąpiła - jak to powiedział premier - "częściowa rekonstrukcja rządu". Do
dymisji podał się prof. Marek Belka, wicepremier, minister finansów.
Oficjalnie prof. Belka tłumaczył, że powodem jego dymisji jest "wypalenie".
Później przyznał jednak, że nie mógł pogodzić się z apodyktycznością Leszka
Millera oraz znajdował się w stałym konflikcie z prosocjalnymi ministrami:
Markiem Polem, ministrem infrastruktury, i Mariuszem Łapińskim, kierującym
resortem zdrowia.
2 lipca 2002 r. do dymisji podał się również Andrzej Celiński, minister
kultury. Tego samego dnia Miller pozbył się Barbary Piwnik, ministra
sprawiedliwości. O swojej decyzji poinformował ją przez telefon, kiedy
przebywała na urlopie. Kiedy szef rządu chciał zatrudnić Barbarę Piwnik (8
miesięcy wcześniej), to zaprosił ją na kolację do luksusowego hotelu. Zdaniem
wielu komentatorów polskiej sceny politycznej, Piwnik została ministrem w tym
celu, aby przestała sądzić w procesie FOZZ. Jeżeli taki był rzeczywisty
zamiar SLD, to w pełni się powiódł, ponieważ nowy sędzia prowadzący sprawę
FOZZ musiał stracić wiele miesięcy na zapoznanie się z materiałem dotyczącym
tej afery, a już niedługo sprawa ulegnie przedawnieniu.
Prof. Belkę zastąpił prof. Grzegorz Kołodko, Celińskiego - Waldemar
Dąbrowski, a Piwnik - Grzegorz Kurczuk, który jest doktorem, ale nauk
politycznych, nie prawnych, a doktorat obronił w 1984 r. na sowieckiej
uczelni.
23 maja premier odwołał Aleksandra Naumana z kierowania NFZ. Miller nie mógł
jednak dłużej bronić swojego faworyta, gdyż za sprawą mediów wychodziły na
światło dzienne kolejne afery, w które były szef NFZ był zamieszany.
Trzeba zapytać, czy szef rządu wiedział o nich? Jeżeli wiedział, to
dlaczego Nauman był wiceministrem i prezesem NFZ (szef NFZ dysponuje budżetem
w wysokości 30 mld zł rocznie)? A jeżeli nie wiedział, to dlaczego taka osoba
stoi na czele rządu? WŁODZIMIERZ KNAP
Po roku
O rządzie Millera po 12 miesiącach jego pracy dobrze wypowiadało się 22
proc., przeciwnego zdania było 67 proc.
W przypadku ekipy Buzka było to: 42 proc. - za, 45 - przeciw.
Po 20 miesiącach
Rząd Millera dobrze ocenia 10 proc., źle - 82 proc.
Gabinet Buzka po takim okresie sprawowania władzy miał akceptację ze
strony 34 proc., a krytycznie oceniało go 52 proc.
Pod koniec działalności ekipa Buzka miała uznanie 14 proc., a 77 proc.
oceniało ją negatywnie (w kwietniu tego roku rządowi Millera dobre oceny
wystawiło 8 proc., fatalne - 86 proc.).
Akceptacja premiera
Leszka Millera w maju tego roku dobrze oceniało 17 proc., a krytycznie o
jego działalności mówiło 74 proc.
Po dwóch latach od momentu objęcia stanowiska premiera Jerzy Buzek miał
akceptację ze strony 28 proc. badanych. Niechętnych mu było 60 proc. Pod
koniec swoich rządów Buzek uzyskał 19 proc. dobrych ocen, a 66 proc. - złych.
Samokrytyka złożona przez premiera nie przekonała wszystkich delegatów. -
Zawiedliśmy część wielkich nadziei, które pokładali w nas wyborcy -
oświadczył Zbyszko Zaborowski, śląski "baron" SLD. - Okazało się, że nie
byliśmy przygotowani tak, jak oczekiwało tego od nas społeczeństwo i tak, jak
nam się to wydawało. Popełniliśmy trochę błędów, także w sprawach
personalnych.
Delegaci wzięli sobie do serca słowa Millera. Aż 20 proc. nie poparło
jedynego kandydata na szefa partii. Z 777 głosujących delegatów Millera
poparło 625 osób. Przeciwko wyborowi premiera na szefa partii było aż 152
uczestników kongresu. Marek Dyduch, kandydujący na sekretarza generalnego
SLD, został poparty przez ponad 90 proc. głosujących (705 za, 73 przeciw).
- Myślałem, że będzie gorzej. Było tyle opinii, że nie powinienem
startować, że oceniam ten wynik jako bardzo dobry - stwierdził Miller, gdy
ogłoszono wyniki głosowania. Święcił on swój triumf w samotności. Zaledwie
kilka osób poszło mu pogratulować. Tłumy cisnęły się natomiast do Dyducha. -
Od niedawna działam w wielkiej polityce i nie sądziłem, że będę miał takie
poparcie - cieszył się Dyduch. Na jego stole zaczęły się pojawiać kwiaty,
których na próżno było szukać u Millera. - To na pewno wszyscy delegaci z
Dolnego Śląska, regionu Marka Dyducha, składają mu gratulacje - żartował
minister obrony Jerzy Szmajdziński, usiłując ratować honor szefa partii.
- Leszek Miller jest także premierem i to na niego spadają ciężary
pełnienia tej funkcji - powiedział "Dziennikowi" Andrzej Celiński, były
minister kultury, wiceszef SLD. - To, że dostał niemal 100 głosów mniej niż
Marek Dyduch to rzecz trochę zaskakująca. Wyniki głosowania z całą pewnością
można potraktować jako światło ostrzegawcze, które zapalili mu delegaci. Po
tych 20 miesiącach sprawowania władzy byłoby dziwne, gdyby nie pojawili się
delegaci, którzy stwierdziliby, że należy dokonać zmian.

Niestety, antymedialna ustawa, stanowiąca podstawę największej afery w III RP
i szargająca reputację państwa polskiego na arenie międzynarodowej, jest
przez posłów SLD forsowana z tą samą niezmąconą arogancją i butą jak
wcześniej. Odpowiedzialna za nią Aleksandra Jakubowska zostaje wybrana na
wiceprzewodniczącą partii. Prezes telewizji publicznej, będący jednym z
negatywnych bohaterów tej afery, jest nagradzany przez ministra skarbu i
gości na kongresie SLD, a premier podtrzymuje swoją absurdalną wykładnię,
zgodnie z którą do czasu formalnego oskarżenia szef TVP jest osobą
nieposzlakowaną. List Danuty Waniek do delegatów na kongres, sugerujący
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka