acala
24.01.02, 14:07
Widze pewien zwiazek miedzy sprawa "lowcow skor" a dyskusja na temat tego, co
wydarzylo sie w 1941 w Jedwabnem. Jezeli niemala czesc polskiej inteligencji i
duchownych jest w stanie podejmowac probe usprawiedliwienia faktu uciecia glowy
malej dziewczynce i kopania jej, niczym pilki footballowej, to nie powinna sie
dziwic istnieniu znieczulicy moralnej, ktora pozwala zmarlych nazywac "skora",
zas ofiary wypadkow "lezakiem" (slyszalam takie okreslenie z ust pielegniarzy
pogotowia). Slowa nie sa obojetne. Latwo jej handlowac "skora", albo zwlekac z
przyjazdem do "lezaka". I jak latwo bylo uznac, ze coreczka hipotetycznego
agenta NKWD zasluzyla na obciecie glowy, a jej rodzice - na spalenie w
stodole...
Swoja droga, czekam teraz na odwazny artykol prof. Strzembosza broniacy lekarzy
handlujacych zwlokami! Bo moze, biedacy, nie mieli jak swych rodzin wyzywic?
Albo byli pod wplywem agentow SLD? Wyzywam tez na pojedynek katolickich
duchownych, ktorzy roszcza sobie pretensje do przewodnictwa moralnego, ale
czasem ich wypowiedzi sprawiaja wrazenie, jakby seks przemalzenski uwazali za
wieksza zbrodnie, miz morderstwo!