Gość: MMM
IP: 192.168.3.* / *.uznam.net.pl
14.06.01, 14:54
Od kilku już dni na łamach "Gazety Wyborczej" trwa atak na księdza z
archidiecezji przemyskiej o tzw. molestowanie seksualne uczennic. Przy okazji
wyrażany jest zarzut wobec księdza arcybiskupa z Przemyśla o osłanianie
człowieka, na którego gazeta wydała już pośpieszny wyrok. Ponieważ szczegóły
tej sprawy są niejasne, gdyż oskarżyciele nie chcą podać nazwisk osób, które
zostały rzekomo pokrzywdzone (opinia społeczności lokalnej zdecydowanie staje w
obronie oskarżanego księdza), a wyjaśnienie tej sprawy przez prokuraturę czy
sąd zajmie trochę czasu, warto przyjrzeć się ogólnemu kontekstowi sprawy.
Czy wraz z artykułami w "Gazecie Wyborczej" przybył kolejny sojusznik w obronie
krzywdzonych dzieci? W jakich kategoriach należy oceniać interwencję "GW" w
sprawie z Dukli?
Sprawa nie jest tak jednoznaczna. Nie od dziś "Gazeta Wyborcza" przoduje w
propagowaniu swoistego "novum" na naszym gruncie. Do tych nowinek należy troska
o przeflancowanie na nasz teren mody tropienia molestowania seksualnego dzieci
i dorosłych. Niektóre społeczeństwa, zwłaszcza społeczeństwo Stanów
Zjednoczonych, od kilkudziesięciu już lat są terroryzowane przez oskarżenia
kierowane pod adresem nauczycieli, wychowawców, katechetów, księży, a nawet
rodziców o seksualne wykorzystywanie dzieci. Zgodnie z prawem amerykańskim,
instytucje są również odpowiedzialne finansowo za swoich pracowników, stąd lęk
przed niosącym katastrofalne skutki oskarżeniem. Tysiące rodziców zostało
oskarżonych w wyniku działalności różnego rodzaju psychoterapeutów,
psychologów, którzy potrafili zasugerować dzieciom, że całe ich nieudane życie
wynika z molestowania seksualnego, choćby w niemowlęcym wieku,
przez "toksycznych" rodziców. Często te seksualne praktyki miały być powiązane
z rytuałami satanistycznymi. Trzeba było wielu, niepotrzebnych, tragedii, wielu
procesów sądowych, aby udowodnić fałszywość tych oskarżeń. Również wiele
diecezji zostało dotkniętych oskarżeniami ich członków o molestowanie seksualne
dzieci. Zdarzyło się nawet, że pewien wysoki rangą duchowny oświadczył, że
sprawa molestowania seksualnego jest tak newralgiczna, iż samo wniesienie
oskarżenia powinno powodować utratę przez osobę podejrzaną wszelkich urzędów i
praw. Niestety, sam wkrótce został oskarżony i dopiero po kilku latach
oskarżający go psychicznie chory, liczący na łatwe pieniądze człowiek, wycofał
swoje oskarżenie.
Nasuwa się jeszcze pewna historyczna uwaga - nadużycia seksualne zdarzały się
zawsze. Jednak w systemach totalitarnych tego rodzaju oskarżenia były
szczególnie funkcjonalne i cieszyły się popularnością. W hitlerowskiej Rzeszy,
po 1933 roku, jak grzyby po deszczu mnożyły się oskarżenia duchownych
katolickich i protestanckich o nadużycia seksualne i finansowe. Odbyły się
setki procesów, do obozów koncentracyjnych wysłano wiele osób. Jeszcze nie tak
dawno, w PRL-u funkcjonariusze IV Wydziału preparowali oskarżenia przeciw
duchownym ze szczególną predylekcją podkreślając wątek seksualny. Do dzisiaj w
świadomości społecznej funkcjonują kalki rodem z ich kuchni (pozdrowienia dla
duszpasterza od rzekomej sympatii z zawiadomieniem o narodzinach dziecka,
rzekomo ścisłe informacje o wysokości przegranych w karty itp., itd.). Żywą
ilustracją tej metody zwalczania Kościoła są jeszcze dzisiaj na łamach
szmatławców wypociny Urbana i Kotlińskiego.
W systemie totalnego liberalizmu zarzut molestowania seksualnego również należy
do instrumentarium pewnych antychrześcijańskich kół i okazuje się niezwykle
skuteczny. Przy pomocy tego zarzutu usiłowano zniszczyć wspaniale rozwijające
się w USA i Kanadzie katolickie szkolnictwo, złamano życie niejednemu
człowiekowi. Kręgi liberalno-nihilistyczne często wykorzystują ten zarzut w
celu skompromitowania instytucji rodziny, zwłaszcza rodziny chrześcijańskiej,
jako środowiska szkodliwego dla wychowanka. Wynoszą zaś na piedestał instytucje
państwowe i ich urzędników.
Wracając do sprawy rzekomego molestowania seksualnego w Dukli. Czy zdarzył się
tam wypadek seksualnego molestowania? - nie wiadomo. Być może odpowiedzi
udzielą powołane do tego instytucje. Ksiądz arcybiskup Michalik nie uległ
presji "Gazety Wyborczej" i nie chce wydawać pośpiesznych sądów. Ufa też
jednoznacznemu głosowi wiernych. Dziwne, że tego rozsądnego i wstrzemięźliwego
stanowiska nie chce uznać przemądrzała "Gazeta". A może ks. arcybiskup czymś
się naraził tej potężnej "fabryce kłamstwa i papieru" (Gałczyński)? Nie od dziś
ks. arcybiskup z Przemyśla staje jej kością w gardle, przeszkadza jakimś
planom. W tym przypadku, każda metoda jest dobra. "GW" nie ma też nic przeciw
adopcji dzieci przez uprawiające homoseksualizm pary.Wszystko w imię wolności i
tolerancji. To prawdziwa w swoim rodzaju klasa "wybiórczości" i finezji!