Bylem ostatnio na rybach, no i niezle polowilem sobie zolwie

Nastawialem sie na karpie, przed lowieniem troszke zanecilem,
no i po jakiejs godzinie karpie sie zjawily, a wraz z nimi olbrzymie
cholerne zolwie. Najpierw zaczely mi wyzerac groch, ktory sypnalem
do wody, a potem wziely sie za to co bylo na haczyku. Cztery razy
mialem na haku potezne zolwie. Zaczalem je holowac do brzegu,
zeby wyjac im z pyska haczyki i gdy juz poczuly lad za kazdym razy
zapieraly mi sie lapami i szarpaly zrywajac zylke 15 lb. Myslalem,
ze choc ostatniemu zolwiowi wyjme hak z pyska i gdy mialem go juz
na brzegu i gdy zaczalem wyciagac reke ku niemu, ten zaczal mnie
atakowac i malo co nie dziabnalby mnie w palca. Pysk mial taki,
ze jakbym sie uparl, to bym mu reke tam wsadzil. Suma sumarum i ten
zolw w koncu mi sie zerwal z linki, a ja wkurzony zwinalem wedki
i pojechalem do domu