supaari
02.12.09, 18:04
Niemiecki filozof Peter Sloterdijk w swym błyskotliwym eseju:
www.tinyurl.pl/?GWz0RpsW
wieszczy, że najistotniejszy obecnie podział społeczny na płacących
podatki i żyjacych z nich może doprowadzić do czegoś na kształt
rewolucji, którą nazywa rewolucją dającej ręki:
Rzeczywiście ponad połowa każdej populacji nowoczesnych narodów
składa się obecnie z osób o zerowych dochodach lub niskich
przychodach, które są zwolnione z podatków i których materialna
egzystencja zależy w znacznej mierze od świadczeń aktywnej podatkowo
połowy społeczeństwa. Gdyby tego rodzaju spostrzeżenia się
rozpowszechniły i zradykalizowały, to w XXI wieku mogłoby dojść do
zjawisk desolidaryzacji na wielką skalę. Byłyby one następstwem
tego, że nader przekonująca liberalna teza o wyzysku produktywnych
przez bezproduktywnych odebrałaby rangę pierwszeństwa od dawna
znacznie mniej przekonującej lewicowej tezie o wyzysku pracy przez
kapitał. [...] Byłaby ona ni mniej, ni więcej tylko rewolucją
dającej ręki. Doprowadziłaby do zniesienia przymusowych podatków i
do ich przekształcenia w prezenty dla ogółu - sfera publiczna nie
musiałaby z tego powodu zbiednieć. Zadaniem tego przewrotu byłoby
pokazanie, że w odwiecznym konflikcie między chciwością a dumą górę
potrafi wziąć niekiedy również ta ostatnia.
Jakimi narzędziami możnaby taką rewolucję przeprowadzić? Przemocą
(barykady, gilotyny itp.)? Działaniami legalnymi (wygrane w wyborach
i realizacja rewolucyjnego programu)? Poprzez nieposłuszeństwo i
sabotaż (masowe oszustwa podatkowe, blokowanie systemu
informatycznego fiskusa itp.)? Czy w ogóle do takiej rewolucji może
dojść?