gyubal_wahazar
20.03.10, 12:23
Cuki, Funka, ale pamiętacie o umowie ? Będziecie jak ksiądz Magdzie tłumaczyć
mi koda bym nie musiał oglądać niczyjego pytona, ok ?
________________________________________________________________________
Połowa średniej, Technika Cyfrowa (czy jakoś tak).
Gość - ksywa Pepesza - bo b szybko mówił, każe wyjąć kartki bo będzie
zapowiadana wcześniej kartkówka. My - stare już konie i zaprawione w bojach z
ambitnymi sorami :
- Kartkówka ?! Jaka kartkówka ? ! Eeee tam, nie robimy żadnej kartkówki !
- Proszę wyciagamy karteczki ...
- Sorze, nie dalej jak miesiąc temu była jakaś
- Nie było, macie mało stopni i właśnie dlatego dziś musimy zrobić
- Była !
- Nie było
- Nie u Sora, ale była !
- No dobrze, koniec żartów. Proszę wyjąć karteczki, ale jeśli ktoś nie chce to
nie musi, mogę od razu dwóję wpisać
- A kto powiedział że ktoś nie chce ?! Ustalaliśmy tylko fakty ...
Od dobrych 2 lat wiedziałem że wybór tej średniej to był strzał w 10-tkę, tyle
że 2 tarcze obok i tyleż pojęcia miałem o przedmiocie cotygodniowych pogadanek
z 'cyfry'. Każdy dostał po 1 pytaniu na jakimś małym karteluszku. Za tydzień,
Pepesza czyta wyniki : 3+, 3-, 4-, 3 ... Dochodzi do mnie robi pauzę i :
- A Tobie stawiam dwóję z wykrzyknikiem i nie oddam Ci Twojej kartki
- A dlaczego, Sorze ?!
- Bo jak od 12 lat uczę w szkole, czegoś takiego jeszcze nie widziałem
- Ale to jest moja kartka, wszyscy dostali swoje z powrotem i ja też chcę
- Nie, ja ją sobie zostawię
W klasie (same samce) ferment :
- Sorze, Sor mu odda kartkę. Ja mogę Sorowi oddać swoją. Mi nie zależy
- Ja też !
- I ja !
- Sor weźmie sobie moją. Fajna, z 4-ką minus !
Po chwili wszyscy chcą już przehandlować swoje kartki za 1 moją, równocześnie
przekrzykują się pytając mnie co tam takiego nasmarowałem. Ja, że nic, zwykła
odpowiedź. Pepesza dzielnie próbuje opanować sytuację, ale po chwili
przekrzykuje go już z pół klasy, każdy dorzucając coś do zdania poprzednika :
- No dobrze, wracamy do lekcji ...
- To niesprawiedliwe !
- Hańbaaaaaa !
- To jest jego własna kartka !
- ....z jego zeszytu !
- .... co mu mama kupiła !
- ... za ciężko zarobione pieniądze !
- ... na taśmie w fabryce traktorów !
- .... nie ! wibratorów !
- No Ty ! Bo ci zaraz zaj.... !
- Sory, ja nie o Twojej mamie, tylko tak ...no co Ty... no sory, no
Pepesza swym cyfrowym tenorkiem intonuje bez przekonania kilka sztuk 'Cisza,
cisza !', lecz po chwili kapituluje :
- No dobrze, dam Ci Twoją kartkówkę, ale tylko na chwilę. Potem zaraz mi ją
zwrócisz
- Ale jak oddam Sorowi to też tylko na chwilę, a potem sor odda mi ją na dłużej ?
- Ehhhhh ... no masz już tą kartkę .. Otwieramy zeszyty !
W chwili kiedy Pepesza oddawał mi moją kartkówkę z 10 chłopa tłoczyło się koło
mojej ławki czekając na podanie kartki jak na komunię.
Pepesza wyciągnął do mnie rękę z kartką, a ja z należnym namaszczeniem,
patrząc mu prosto w oczy, najwolniej jak tylko umiałem, wstałem wyciągając
rękę jakbym odbierał conajmniej Virtuti Militari.
Po dopełnieniu aktu przejęcia kartki, wyprostowałem się jak struna, strzeliłem
obcasami juniorek, zasalutowałem i energicznie kiwnąłem głową przy
akompaniamencie ogólnego rechotu i kładzenia się krzyżem na podłodze przez
kolegę Okunia.
Bezbronny Pepesza wiedział, że już nic nie może zrobić i pogodził się z rolą
niemego świadka dramatu. Pozbierany z krzyża Okuń pierwsze co zrobił to bez
zbędnych wstępów wyrwał mi kartkę i - nim zdążyłem zaprotestować - zaczął
czytać cedząc słowo po słowie z rytualnym patosem jak manifest komunistyczny
conajmniej :
- 'Co to jest nibyrezonans magnetyczny ?'
Tu, mrużąc oczy, z oskarżycielskim w nich wyrzutem, zlustrował stojących dokoła
- 'Nibyrezonans magnetyczny .........kojarzy mi się ..........z nibyrezonansem'
Zrobił pauzę, wywinął dolną wargę dorzucając do tego podniesiony kciuk co w
połączeniu z majestatycznym kiwaniem głową wyrażać miało głęboki szacunek dla
profesjonalizmu autora. Nieśpiesznie, w pełnej napięciu ciszy wydeklamował
kolejne objawienie :
-'Nibyrezonans .......kojarzy mi się .......z rezonansem'
Tu dotychczasowy repertuar środków ekspresji uzupełnił głębokim spojrzeniem w
oczy każdemu ze zgromadzonych celem weryfikacji okazywania czci należnej
samorodnemu geniuszowi autora. Konsylium zgodnie przybrało ten sam namaszczony
wyraz oblicz i powoli, w pełnej akceptacji kiwało głowami
- ' A rezonans .............z niczym mi się nie kojarzy'
W tym momencie pociągnął kilkakrotnie nosem, złapał mnie za łeb i - mimo że
czując co się święci wykręcałem się ile wlezie - złożył mi na czole soczystego
całusa.
Reszta na szczęście ograniczyła się do uściśnięcia oburącz prawicy z
towarzyszeniem strzału juniorkami i salutem.
Kartkówka w trakcie lekcji okrążyła wszystkie ławki przekazywana niczym
relikwia : odbierający wystawiał złączone - jakby przed chwilą zaczerpnął w
nie wody z wiadra - dłonie, po czym składał je do siebie i przyciskał do
piersi pochylając się przy tym nieznacznie i zamykając na chwilę oczy.
Pod koniec lekcji, Pepesza dał kolejny dowód naiwnej wiary w nasze tzw (hehe)
dobre intencje, zgłaszając Okuniowi oczekiwanie zwrotu kartkówki.
Dziecko znałoby z góry odpowiedź po góra 2 z nami lekcjach, ale nie Pepesza po
prawie semestrze. Dowiedział się więc, że ten dał ją Pindorowi.
Pindor początkowo odniósł się do sugestii Okunia z pewną rezerwą, pytając
Pepeszy ‘kim jest ten kolo’ - wskazując na Okunia - bo pierwszy raz go widzi,
co miało o tyle oparcie w faktach, że Pindor zaszczycał nas swą obecnością
dość rzadko, co samo w sobie nadawało tym chwilom walor pewnej wyjątkowości.
Po chwili jednak, akcentując swoją otwartość w obszarze tolerancji stwierdził,
że musi sprawdzić gdzie ją podział. Wybebeszył więc swój kultowy - pamiętający
czasy tow Wiesława - wojskowy plecaczek, pozwalając nam kontentować się takimi
rarytasami jak opakowanie po Sportach, zestaw do robienia skrętów z conajmniej
tygodniowym zapasem niezbędnych surowców i noszące ślady intensywnej
eksploatacji 2 pełne talie.
Kiedy dochodząc do resztek 2-go śniadania z zeszłego tygodnia, rozległ się
przy okazji znajomy kojący dźwięk szkła, Pepesza pospiesznie zrezygnował z
wysiłków Pindora, co ten przyjął z niejakim rozczarowaniem dokumentując ten
fakt melancholijnym westchnieniem.
Na przerwie ustaliliśmy kto ma w domu klaser.