Dodaj do ulubionych

Byle dokopać

27.11.09, 10:53
Trwa wymiana maili moich z żoną.

Ja piszę, o potrzebie kontaktów z dzięćmi, ona tłumaczy, ze skoro odszedłem to
muszę ponosić konsekwencje i dzieci będę widział, jak się zapisze mailowo
dzień wcześniej, ona się zgodzi i to tylko wtedu kiedy jest w pracy.

Teraz doszedł temat wigilii. Całe święta ja pracuję ( dyżur w szpitalu).
zaproponowałem żeby wigilię dzieci spędziły ze mną a resztę świąt z Nią:
NIE!!! Więc mozę wigilię jakoś razem NIE!!!!

CYTATY:

JA:

Mam dosyć ciągłego żebrania o możliwość spotkania z Julkiem i Maćkiem.
Oczekuje, że jako dobra matka podejmiesz jakieś działania, aby
zintensyfikować spotkania dzieci z ojcem.

W trakcie świąt dyżuruję i nie będę mógł spotkać się z dziećmi, dlatego
postanowiłem, że wigilię dzieci spędzają ze mną, a święta z Tobą.

ONA:
Cieszę się że coś postanawiasz ale wigilia dwu i czterolatka bez matki nie
wchodzi oczywiście w rachubę.
Ponieważ nie ma możliwości porozumienia się między nami, będziemy zmuszeni
udać się z tą sprawą do sądu.
Twoje postępowanie przewróciło świat dzieci i ich matki do góry nogami i tylko
ty ponosisz za to odpowiezialność.
JA:
Mogę powiedzieć to samo co Ty, wigilia dwu i czterolatka bez ojca nie
wchodzi w rachubę. Obydwoje jesteśmy niewierzący, więc wigilia jest
tylko trochę bardziej uroczystą kolacją, w trakcie której wręcza się
prezenty. Pozostawiam Ci dwa dni świąteczne i niedzielę, i nie przyjmuję
do wiadomości, że nie pozwolisz spędzić chociaż tego jednego dnia
dzieciom ze mną. Jeśli się uprzesz, to Ty będziesz musiała im
wytłumaczyć dlaczego nie zobaczą w święta taty.

Jeśli chcesz spędzić wigilię z dziećmi, to proponuję, żebyś przyszła na
kolację do mojej matki.

ONA:
Nie będę z toba dyskutować na temat wigilii. Odszedłeś i konsekwencje tej
decyzji sa trudne dla wszystkich. Ty podobno odszedłeś do lepszego życia.
Gratulacje!
Ja nie ustalam terminów twoich dyżurów. Jeżeli uważasz, że to ja i dzieci mamy
dostosować się do twoich planów na życie, godzin i dni pracy to jak wiesz na
pewno mylisz się. W sądzie się nie walczy ale pewne rzeczy ustala i mam zamiar
to zrobić dla mojego i dzieci spokoju.
a. (...)
Skoro wigilia to taka kolacja to urządź ją np poprzedniego dnia. Zresztą ty,
twój brat i mama i tak spędzacie ją przysypiając przed telewizorem.
---------------------
Jakie to kooorwa urocze, czasem żałuję że nie jestem gejem
Obserwuj wątek
    • zabelina Re: Byle dokopać 27.11.09, 11:19
      michszyb napisał:
      >> Mam dosyć ciągłego żebrania o możliwość spotkania z Julkiem i
      Maćkiem.
      > Oczekuje, że jako dobra matka podejmiesz jakieś działania, aby
      > zintensyfikować spotkania dzieci z ojcem.
      >
      > W trakcie świąt dyżuruję i nie będę mógł spotkać się z dziećmi,
      dlatego
      > postanowiłem, że wigilię dzieci spędzają ze mną, a święta z Tobą.

      Nie możesz dziwić się, że ona na taką "propozycję" jest od razu
      na "nie". Chcesz coś osiągnąć, traktuj osobę z którą rozmawiasz jak
      partnera w rozmowie. Ty stawiasz sie od samego początku ponad nią,
      bo pokazujesz jej, że to Ty decydujesz (cytuję: "...dlatego
      POSTANOWIŁEM..."). Po takim Twoim stwierdzeniu ona oczywiście zawsze
      będzie starała się Tobie udowodnić, że Ty nie możesz o niczym
      decydować.
      Proponuję Tobie jak najszybsze sądowne ustalenie kontaktów z
      dziećmi, bo przy takiej komunikacji między Wami zszargacie tylko
      sobie nawzajem nerwy.
      • kasiapfk Re: Byle dokopać 27.11.09, 11:36
        Zabelina, to samo mi się rzuciło na oczy.
        Nigdy, przenigdy mój eks ani ja wobec niego nei stosowaliśmy takiej
        retoryki wyższości. Co midzy nami, to midzy nami, ale dzieci
        chronimy. Michszyb, zejdz ze dwa pietra niej z wyzszosci a moze sie
        okazac, ze i eks gada po ludzku.
        • michszyb wstęp do tego co napisałem 27.11.09, 12:55
          Ok, ok, ok

          Małe wyjaśnienie, dlaczego nastąpiłem że postanowiłem. Użyłem tylko sposobu w
          jaki komunikuje się ze mną żona. to ona postanawia kiedy i na jakich zasadch
          moge widzieć własne dzieci. Mówię do niej jej własnym językiem. Jak ładnie
          proszę to ona ma głęboko w dupie. Tak już próbowalem.
          Więcej prosic nie bede.

          A poz tym to dowiedziałem sie z trzeciej reki ze ona postanowila ze pojedzie w
          wigilie do rodziny oddalonej o 100 km. dalekiej rodziny. Blizszą ma na miejscu.
          Jak sadzicie? Po co?
          • zabelina Re: wstęp do tego co napisałem 27.11.09, 13:15
            Mówienie do Twojej żony jej własnym językiem nie przyniesie Tobie
            absolutnie żądnych korzyści, wprost przeciwnie niesie ze sobą coraz
            głębszy brak porozumienia.. A rozmawiamy chyba tutaj o tym, abyście
            mogli jednak w sprawie kontaktów z dziećmi się porozumieć.
            Jesli zalezy Ci na tych kontaktach, a nie na podgrzewaniu konfliktu
            z żoną, szukaj metod, za pomocą których swoje cele możesz osiągnąć.
            Proszenie też nie jest w tym wypadku metodą.
            Wy jesteście RÓWNI(!) sobie, jak strony ustalające warunki jakiejś
            umowy. Spróbuj może spojrzeć na tą sytuację w ten sposób.
      • a.niech.to Re: Byle dokopać 27.11.09, 12:02
        zabelina napisała:

        > Proponuję Tobie jak najszybsze sądowne ustalenie kontaktów z
        > dziećmi, bo przy takiej komunikacji między Wami zszargacie tylko
        > sobie nawzajem nerwy.
        Ze względu na spokój należny dzieciom to najsensowniejsze
        rozwiązanie.
        • lu_zak Re: Byle dokopać 27.11.09, 12:13
          ja też uważam że sądowe ustalenie kontaktów to dobre rozwiazanie
    • cahir4 Re: Byle dokopać 27.11.09, 11:20
      Przeczytałam najpierw Twoje streszczenie sprawy, a potem cytowane
      maile i... wymiękłam. Wyrazy współczucia dla Twojej ex(?)żony. Z
      Tobą nie sposób się porozumieć. Najlepsze jest to, jak piszesz na
      początku "zaproponowałem", a w treści maila nie ma żadnego
      zaproponowałem. Jest "postanowiłem". Łaskawie informuję cię, że
      postanowiłem, że spędzisz wigilię bez dzieci...

      Żona zaś uprzejmie Cię poinformowała, że Twoje postanowienia nie
      muszą ustawiać jej życia. Fakt.

      Święta po rozstaniu, kiedy w grę wchodzą małe dzieci, to delikatna i
      budząca silne emocje materia. Nie dałeś żadnej szansy, byście mogli
      się porozumieć w tej sprawie. Tytuł Twojego postu wydaje mi się
      zaskakująco szczery - z całej wymiany maili wynika, że faktycznie
      zależy Ci głównie na tym, żeby dokopać żonie.

      Współczuję dzieciom.
    • triss_merigold6 Re: Byle dokopać 27.11.09, 11:30
      IMO laska ma rację. Nie wyobrażam sobie wigilii bez syna a cudzy
      grafik dyżurów w pracy mam w dupie.
      Powinieneś bardzo grzecznie poprosić, żeby pozwoliła Ci przyjechać w
      wigilię do dzieci po południu żeby wręczyć im prezenty. Moj eks tak
      robi a potem jedzie do swojej rodziny.
      • michszyb Re: Byle dokopać 27.11.09, 12:56
        Wiesz co to ja współczuje twoim dzieciom jeśli ich ojciec odnajduje w sobie
        tylko tak małą potrzebe bycia w święta z dziećmi.
        • bramstenga Re: Byle dokopać 27.11.09, 13:43
          Nie rozumiesz. Mam identycznie jak Triss - jeśli to ja jestem w dziećmi na co
          dzień: dbam w chorobie, wstaję w nocy, pomagam w lekcjach, jest dla mnie
          oczywiste, że również razem spędzamy dzień tak wyjątkowy, jak Wigilia. Ojciec -
          w inne dni (także świąteczne) proszę bardzo, ale Wigilia to święto naszej
          rodziny, z której się wypisał (a ponieważ mieszka w innym mieście, dzielenie
          wieczoru nie wchodzi w grę).
          ~bramstenga
          • michszyb Re: Byle dokopać 27.11.09, 15:34
            Ale ja tez chcę z nimi tak spędzac czas. To po pierwsze. A po drugie to ja
            uważam że rodzina nie ulaga anulowaniu w wyniku rozwodu. NAdal ją stanowimy. I
            nikt mnie z niej nie wypisze i ja też nie mam zamiaru.
            • bramstenga Re: Byle dokopać 27.11.09, 19:13
              A po drugie to ja
              > uważam że rodzina nie ulaga anulowaniu w wyniku rozwodu. NAdal ją stanowimy.

              Nie masz racji. I im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla Ciebie. Twoja
              dotychczasowa rodzina - ta, którą założyłeś w chwili ślubu - właśnie przestaje
              istnieć. Faktycznie stało się to z chwilą Twojego wyprowadzenia się z domu, a
              rozwód usankcjonuje ten fakt prawnie.
              ~bramstenga
              • michszyb Re: Byle dokopać 27.11.09, 20:09
                Kompletna bzdura. Ustaje małżeństwo. Ale dopóki żyją rodzice i dzieci to
                interakcja jak między nimi zachodzi to jest rodzina.

                To smutne że uważasz inaczej.
                • lampka_witoszowska Re: Byle dokopać 28.11.09, 00:52
                  ustaje małżeństwo, więc ustaje rodzina i jedno z Was na co dzień w
                  życiu dzieci juz uczestniczyć nie będzie
                  choć rodziną z dziećmi będziecie, owszem
                  ale nie w sensie bycia razem pod jednym dachem jako rodzina i w
                  kazdej wymarzonej chwili - to zwyczajna konsekwencja rozwodu

                  przekładaj dyżury, dostosowuj się Ty i pogódź się z faktem, że
                  własnie przestałeś dyktować warunki - dokładnie to ex wg mnei Ci
                  wyraźnie pisze

                  a co do wyjazdu na święta... tak, to zła kobieta
                  żyje swoim życiem i swoimi fanaberiami, a przecież POWINNA uwiązać
                  się w pobliżu Ciebie, bo właśnie Tobie najwygodniej jest mieć
                  wszystkie rodziny - i byłą, i obecną blisko, sprawy logistyki Ci
                  odpadną

                  ciekawe, jak jej przyszły partner postanowi ją z dziećmi zaprosić na
                  wycieczkę do Chin, to czy on też będzie Ci robił w ten sposób na
                  złosć... bo coś czuję, że tak
                  • michszyb Re: Byle dokopać 28.11.09, 16:49
                    Wiesz co czytam co do mnie napisałaś i zastanawiam się czy odpisac
                    czy skomentowac krótko. Moze obydwa.

                    Krótko: jesteś zgorzkniałą, negatywną i złosliwą kobietą.

                    a tak dłużej:
                    Co do rodziny to spór o definicje, czysto akademicki i nudny.

                    Dyzury przekładam, układam i dostosowywuje do godzin i dni pracy
                    żony. Mógłbym byc złośliwy i robić sobei wolne wtedy gdy ona ma
                    wolne i kłócicc sie kto zajmie się dziećmi. Ale nie robie tego.
                    Dostosowywuje się.
                    Ja nie dyktuje warunków, i nie widze żadnego powodu żeby ona mi je
                    dyktowała w sprawach opieki nad dziecmi.

                    a wyjazd na święta? Wg ciebie to dobre ze zaplanowała wyjazd w ten
                    jedyny dzień kiedy ja mogę zobaczyć dzieci.
                    Zdejmij klapki z oczu!!!
                    • lampka_witoszowska Re: Byle dokopać 29.11.09, 01:28
                      zadziwiajacy poziom wypowiedzi...
                      na forum proponuję wrócić w chwili, gdy się opamiętasz i
                      przestaniesz szukać głaskania, ale czyjejś opinii

                      ps. wiem! nie jestes lekarzem, tylko salowym smile
                      • krezzzz100 Re: Byle dokopać 29.11.09, 09:27
                        Niepotrzebne, Lampko.
                        • lampka_witoszowska Re: Byle dokopać 29.11.09, 15:07
                          Potrzebne. I delikatnie podpowiadam, że ja decyduję, co w moim
                          wydaniu potrzebne, a co nie... niezależnie od Twojego poparcia czy
                          krytyki dla autora wątku.
    • ewa009 Re: Byle dokopać 27.11.09, 11:32
      Mnie uderzyło to samo co poprzedników w Twojej wypowiedzi. Gdybyś napisał ,ze
      masz dyżury i ze względu na to PROSISZ aby pozwoliła na spędzenie z Tobą tego
      dnia to bym zrozumiała ale Ty żądasz bo Ty już postanowiłeś i koniec kropka. Jak
      nie zmienisz postawy to ciężko będzie Wam wypracować drogę do kompromisów.
      Pozdrawiam
    • makili Re: Byle dokopać 27.11.09, 12:04
      Muszę się dołączyć do moich przedmowców.
      Z przytoczonych przez ciebie cytatów jasno wynika: ty niczego nie
      proponujesz! Ty ustalasz i oczekujesz, że inni się dostosują...
      Słowo "POSTANOWIŁAEM" było tym, które uderzyło mnie "po
      oczach"...myślę, że wywołało również "odruch obronny" u twojej
      żony...i dziwię się, że ciebie to dziwi...
    • tricolour Twoja żona ma rację... 27.11.09, 12:06
      ... i nie daje się zastraszyć.
      • sbelatka a ja 27.11.09, 12:44
        Ci nie dołożę...

        choć akutat w sprawie "postanowiłam" mam identyczne zdanie jak piszący
        wyżej smile

        ale POSTAWA zony, ktora ewidentnie ( w moim odczuciu oczywiściesmile )
        ustawia się w pozycji pokrzywdzonej żony (co może być prawdą) ale
        dochodzącej "sprawiedliwości" przy użyciu!!!! dzieci - jest w moich
        oczach godna potępienia

        ZAWSZE i WSZĘDZIE będe głosić haslo, ze dzieci NIE SĄ własnością ANI
        matki ANI ojca i żadne z nich nie musi byc PROSZONE o łaskę
        udostępnienia prawa do kontaktu temu drugiemu

        bo dzieciom sie należy jak psu buda i co tam komu jeszcze - kontakt i z
        ojcem i z matką..

        i to one maja prawo miec w doopie emocje WZAJEMNE rodziców. Kropka.
        Kropka. Kropka...

        Pomijam okoliczności w stylu ojciec w ciagu narkotycznym czy
        alkoholowym, pedofil czy jakieś cos bezpośrednio zagrażające życiu czy
        zdrowiu dzieci..Wtedy kontakty musza byc limitowane czy kontrolowane.
        I TYLKO wtedy.

        A do Ciebie michu...
        pomyśl o celu jaki sobie stawiasz..
        domniemywam, ze CHCESZ się spotykać z dziećmi.. WIEC zastosuj metodę,
        ktora pozwoli Ci osiagnąc cel...

        uzywaj komunikatów JA, mów o swoich uczuciach i emocjach, sluchaj co
        mówi do Ciebie Twoja zraniona żona.. i zaprawde powiadam Ci - że
        osiągniesz tym sposobem duuużo więcej niż KOMUNIKOWANIEM swoich
        postanowien...

        Możesz zacząc ten dialog tak...
        ......(imię ), ponieważ zbliżają sie święta zależy mi żebyśmy
        porozumieli sie w sprawie spędzenia ich z dziećmi. Ponieważ musze sie
        jakoś okreslić w szpitlau w sparwie dyżurów - proszę żebyś przemyślala
        sprawe i najszybciej jak to mozliwe podala mi swoje propozycje podzialu
        czasu świątecznego dzieci między nas.

        Przyznaję, ze mnie najwygodniej byloby spotkać się z nimi w .... Jestem
        bowiem w takim układzie, ze nie bardzo mogę odmówić wzięcia dyżurów w...
        Ale jeżeli to jest dla Ciebie zupelnie nie do pzryjęcia - postaram sie
        cos poprzestawiać i może mi sie uda. Tylko chcialbym wiedziec jak
        najwcześniej - bo im wcześniej tym łatwiej będzie mi negocjowac w
        szpitalu.

        Bardzo tęsknie za chlopcami i chciałbym spędzić z nimi trochę czasu w
        Swięta. To dla mnie ważne.
        Rozumiem, ze dla Ciebie czas świąt jest także szczegolny - i chcialabys
        ich miec cały czas przy sobie

        Mam jednak nadzieje, ze potrafimy sie porozumiec w tej sprawie. Wierze,
        ze kierując sie tym co najlepsze dla chłopców


        ....
        mam wrażenie, ze zdecydowanie trudniej byloby jej odmówić. Co nie
        znaczy, ze NA PEWNO wszystko poszloby po TWOJEJ mysli...

        Zreszta nie wiedze powdów żeby tak bylo...

        Chcialabym Ci jednak pomoc w dogadaniu sie z zoną w kwestii opiekowania
        sie synami - nie ze względu na Ciebie - ale na chlopców.
        Bo wojenki rodziców niestety najbardziej odbijają sie na mlodych.

        więc zachęcam żebyś myślał w kategoraich CO chcesz osiągnąć..
        zakładam, ze intencje masz szlachetne

        pozdrawiam i powodzenia



        • mariola.maria Re: a ja 27.11.09, 13:03
          "ZAWSZE i WSZĘDZIE będe głosić haslo, ze dzieci NIE SĄ własnością
          ANI
          matki ANI ojca i żadne z nich nie musi byc PROSZONE o łaskę
          udostępnienia prawa do kontaktu temu drugiemu bo dzieciom sie należy
          jak psu buda i co tam komu jeszcze - kontakt i z ojcem i z matką..

          i to one maja prawo miec w doopie emocje WZAJEMNE rodziców. Kropka.
          Kropka. Kropka..."

          Nie ma bolda, wiec dopiszę: TAK TAK TAK TAK!!!!!!!!!

          A bycie razem dziecka z rodzicami to jest 90% wartości dla dziecka
          a 10% wartości dla rodzica. Rodzice bez dzieci bedą świetnie sobie
          radzić, a dzieci nie.
          I stawianie na głowie :"MAM dzieci w 3 dni a w 4 dni MA moja ex"
          jest chore!!!!!

          MACIE dzieci RAZEM od dziś do końca świata, nawet po waszej śmierci
          dalej bedziecie wspólnie rodzicami.
          A to z kim dzici PRZEBYWAJĄ w jakiś dniach - to nie jest żadne wasze
          dobro ani prawo.
          To jest PRAWO dzieci być z rodzicami a nie PRAWO rodziców być z
          dziećmi!
          Rodzice maja OBOWIĄZEK postępować tak, żeby okazać dzieciom miłość.
          NIE macie ŻADNYCH praw do dzieci. Macie OBOWIĄZKI.
          • michszyb Re: a ja 27.11.09, 13:14
            No to się zgadza w 100%

            Tylko jak mam postąpić jesli to prawo zona chce dzieciom ograniczać.
            Ostatnio mi zakomunikowała, gdy prosilem o dodatkowa mozliwosc "widzenia" że 2
            popołudnia to MI wystarczą. A ja się pytam? Czy 2 popołudnia wystarczą chlopakom?
            • mariola.maria Re: a ja 27.11.09, 13:28
              Mój syn widuje się z tata różnie ( ale dużo starszy) raz 2 razy w
              tygodniu, raz 1 na 3 tygodnie, jak ma czas i ochote. Myślę, że nie
              istotne czy 2 czy 3 czy 4 dni, ale, że mu tych kontaktów sie nie
              ogranicza. Wychodzą "z zycia" pracy, wyjazdów itp.

              czy 2 dni twoim synom wystarczą - nie wiem może tak, może nie, jak
              beda mogli zawsze zadzwonić do Ciebie jak bedą chcieli sią czyms
              podzielić - to jakoś pewnie pójdzie.


              Ważny dla mnie jest argument dla Twojej zony :
              "słuchaj - to nie ja MAM dzieci w tylko 2 dni" ale "dzieci mnie
              POTRZEBUJA czasem cześciej"
              I nie "ja MAM prawo widywać częściej dzieci" tylko " jak chłopcy
              będą chcieli to moga na mnie liczyć, że się z nimi spotkam"
              To inaczej brzmi...
              • mariola.maria Re: a ja 27.11.09, 13:36
                cytat z innego postu : "Twoim celem jest częstszy kontakt z dziećmi"

                No właśnie : co jest Twoim celem, czesty kontak z dziećmi, czy
                okazanie, że kochasz dzieci i że ich ojciec jest DOROSŁYM facetem z
                jajami , że jak będzie 3 tygodnie dzieci nie widział to sie nie
                zapłacze z tęsknoty, tyko powie :
                "czasem tak synu bywa, dzwoń kiedy chcesz, jak nie chcesz się
                widywać , bo sie boisz czy cokolwiek - to nic nie szkodzi, to nie ty
                dla mnie tylko ja jestem dla ciebie..."


                ??????
                • michszyb Re: a ja 27.11.09, 15:29
                  Słuchaj myślisz że taki tekst nadaje się do rozmowy z 2 i 4-latkiem. Bo ja watpię.

                  Co więcej ich matka tego tez nie rozumie
              • michszyb Re: a ja 27.11.09, 15:25
                Tak to brzmi inaczej. Ale nadal to jakbym grochem o ściane. A dzieci same nic
                nie powiedzą bo są jeszcze małe.Same do mnie nie zadzwonią, nie powiedzą tez że
                chcą sie ze mną spotkać. Tylko się cieszą jak wariaci zawsze jak mnie widzą.
                • mariola.maria Re: a ja 27.11.09, 16:24
                  ... trudna sprawa
                  Mediacje ???
                  Terapia swoja ( że nie wspomne o wspólnej z była żoną... )
                  Może fachowcy coś poradzą.
    • scindapsus Re: Byle dokopać 27.11.09, 12:10
      "oczekuję że jako dobra matka"

      wiesz co
      ja ci napisze tak
      moj ex mowil ze ja jako katoliczka nie powinnam wystepowac o rozwod
      a ja się cała jezyłam jak slyszałam co ja powinnam jako....

      Pani się nie dziwię
      I widać nie tylko ja

      a co do dyżurów
      Stań na głowie i zamień się/zmien aby widzieć się z dziecmi
      I to ty powinienes podejmowac działania aby zintensyfikowac
      spotkania a nie ze pani cos musi.
      • michszyb Re: Byle dokopać 27.11.09, 13:02
        Wiesz tylko że ja biore te dyzury, bo sa lepiej platne, zebym miał za co
        zapłacić gigantyczny kredyt za dom w którym mieszka moja żona. Dom do którego
        nier wolno mi wejść. I żeby jej dać na życie bo sama woli się opierdalac i robic
        kariere jako nauczycielka na państwowej posadzie niz wziąc się za jakąś dobrze
        płatną pracę.

        Ja ustawilem juz swoja prace tak żeby jak najwiecej widziec dzieci. Ona robi
        wszystko żeby tych spotkan bylo jak najmniej.

        I jeszze jedno. Ja mam takie samo prawo cos postanowic jak ona.
        • wiosenka.pl Re: Byle dokopać 27.11.09, 13:22
          michszyb napisał:
          >I żeby jej dać na życie bo sama woli się opierdalac i robi
          > c kariere jako nauczycielka na państwowej posadzie niz wziąc się
          >za jakąś dobrze płatną pracę.

          Wystrzelać nauczycielkiwinkwinkwink

          > Ja ustawilem juz swoja prace tak żeby jak najwiecej widziec
          dzieci.

          Czyli jak?

          Ona robi wszystko żeby tych spotkan bylo jak najmniej.

          Śmie ci się przeciwstwić, mieć własne plany i nie przystać na twoje
          postanowienie? A to zołzawinkwinkwink

          > I jeszze jedno. Ja mam takie samo prawo cos postanowic jak ona.

          No toście sobie postanowilismile Pozostaje sąd. A co jeśli ustali twój
          kontakt zawsze na I dzień świąt, a ty będziesz miał dyżur? Zwyzywasz
          ex?
        • scindapsus Re: Byle dokopać 27.11.09, 13:38
          oraz w którym mieszkają twoje dzieci.
          Nie tylko twoja ex zona
          twoje dzieci
          I dajesz na zycie twoich dzieci.Ona na siebie zarobi, nie bój nic.

          A co do pogardy jaką obdarzasz nauczycieli-nie wypowiem się
          To swiadczy tylko i wylącznie o Tobie.

          a co do postanowien - widac jak na tym dobrze wychodzisz


          • michszyb Re: Byle dokopać 27.11.09, 15:33
            No wiesz daje jej tyle kasy że mogłaby codziennie wozić limuzyną dzieci na obiad
            do Ritza. No może przesadzam.

            > Ona na siebie zarobi, nie bój nic.

            To niech zarobi!

            A jeśli chodzi o nauczycieli to nie bardzo rozumiem dlaaczego uważasz że
            wypowiadam się pogardliwie. Bo wcale nie czuję pogardy dla przedstawicieli tego
            zawodu. No może kilku których poznałem osobiście smile
        • makili Re: Byle dokopać 27.11.09, 14:12
          michszyb napisał:

          > Wiesz tylko że ja biore te dyzury, bo sa lepiej platne, zebym miał
          za co
          > zapłacić gigantyczny kredyt za dom w którym mieszka moja żona. Dom
          do którego
          > nier wolno mi wejść.

          Czyżbyś został z tego domu wyrzucony??? W tym domu, jak mi się
          wydaje mieszkają również TWOJE dzieci!!!

          >I żeby jej dać na życie bo sama woli się opierdalac i robi
          > c
          > kariere jako nauczycielka na państwowej posadzie niz wziąc się za
          jakąś dobrze
          > płatną pracę.

          dajesz pieniądze "na życie" SWOICH dzieci i łaski IM nie robisz! bo
          twoja żona, "opierdalając się", jak to niezwykle elegancko
          określiłeś, w tej szkole na siebie zarobi - wiem co mówię, bo sama
          tak się "opierdalałam" wiele lat ( ale takiego określenia nie użył
          nawet - zarzucając mi, ze za mało zarabiam!- mój ex!!

          > I jeszze jedno. Ja mam takie samo prawo cos postanowic jak ona.

          Oczywiście, że masz prawo! Oboje - macie. Ale, bez względu na
          relacje między wami, PRIORYTETEM powinno być PRAWO waszych DZIECI do
          spokojnego dzieciństwa...bo, jak na razie, skupiacie się na
          dokopywaniu sobie wzajemnie, a nie nich....
          • michszyb Re: Byle dokopać 27.11.09, 15:37
            > Czyżbyś został z tego domu wyrzucony??? W tym domu, jak mi się
            > wydaje mieszkają również TWOJE dzieci!!!

            Owszem, żona nie chcę żebym tam wchodził, zamyka drzwi na skobel, drze sie na
            mnie jak próbuje użyć klucza i zabiera dzieci na podjeździe jak je przywożę.

            Co do opierdalaania. Ja mam dyżur 24h, Ona pracuje od 9 do 12, albo od 18 do 20.
            I chce z tego utrzymać dom.
            • makili Re: Byle dokopać 27.11.09, 16:03
              > Co do opierdalaania. Ja mam dyżur 24h, Ona pracuje od 9 do 12,
              albo od 18 do 20
              > .
              > I chce z tego utrzymać dom.

              może się czepiam? - ale, jak rozumiem, TY pracujesz 24h - a dziećmi
              będziesz się zajmował w trakcie pracy?, więc żona też tyle powinna!,
              a dzieci...będą wychowywać...krasnoludki...
              PS: a tak dla uściślenia - ty PRZED ŚLUBEM nie wiedziałeś w jakim
              zawodzie będzie pracowała przyszła żona?, a co za tym idzie...ile
              będzie zarabiała?...to znaczy, że ona jeszcze oszustka jest?!...a,
              jeśli wiedziałeś, to co - nie przeszkadzało ci to?
              • michszyb Re: Byle dokopać 27.11.09, 16:10
                Tak dla ścisłości: po dyżurze mam kilka dni wolnego zawsze. A jak bralismy ślub
                to zarabiała nominalnie 2 razy tyle co teraz.

                Jakies jeszce nieścislosci?
                • lu_zak Re: Byle dokopać 27.11.09, 16:24
                  to pozwól kobiecie się wykazać niech utrzyma dom za swoje pieniądza a Ty płac tylko za dzieci
                • attiya Re: Byle dokopać 01.12.09, 20:19
                  michszyb napisał:

                  > Tak dla ścisłości: po dyżurze mam kilka dni wolnego zawsze. A jak bralismy ślub
                  > to zarabiała nominalnie 2 razy tyle co teraz.
                  >
                  > Jakies jeszce nieścislosci?

                  no ale wtedy to chyba nie miała dwójki dzieci
                  w końcu ktoś nimi na co dzień się zajmuje, myje, przebiera, karmi, bawi się nimi....
    • scriptus Re: Byle dokopać 27.11.09, 12:12
      Mich, to się nie tak załatwia.
      Trzeba exi powiedzieć - Słuchaj, nie wiem, jak to dzieciom powiedzieć, nie mogę
      ichzabrac na Wigilię, ale chętnie zabiore w pierwszy i drugi dzień Świąt. Wtedy
      usłyszysz, że absolutnie, w pierwszy i drugi dzień świąt ona ma inne plany,
      jedyny możliwy termin, to Wigilia. Nic się nie da zrobić?? - Nie.
      I... jesteś w domu. Ona zadowolona, bo Ci pokrzyżowała plany i Ty zadowolony,
      bo masz dzieciaki w Wigilię.

      Sam stosuję tę metodę od lat w odniesieniu do róznych spraw, tylko trzeba
      inteligentnie, żeby się exia nie połapała. Jak będzie myślała, że Ci robi na
      złość, to wszystko sie uda. Po prostu niektóre nase miłe Panie tak mają i
      uwzględniając ten czynnik da sie załatwić wszystko.
      • sbelatka Re: Byle dokopać 27.11.09, 12:47
        ale brednia... aż żal...scriptusie

        nawet JESLI to dziala....
        • scriptus Re: Byle dokopać 27.11.09, 13:00
          Nie brednia, tylko rodzaj manipulacji, niestety. Nie prowadzi do pogorszenia
          relacji, ale do poprawy też nie. Jeśli rozumiesz intencje, które kimś kierują,
          nie musisz się spierać, kłócić, walczyć, wystarczy odrobina logiki. Znajomość
          prawa podwójnej negacji. Ludzie często stosują tę zasadę wobec wrednego szefa,
          wobec policjanta, itp. Smutne jest tylko wtedy, gdy stosowane wobec własnej
          żony/męża.
          • lampka_witoszowska Re: Byle dokopać 28.11.09, 01:03
            Scriptus, jeśli rozumiesz jakieś wydumane przez siebie intencje czy
            strategie, którym usiłujesz przeciwdziałać manipulacjami, to dobrze
            przeczytaj swoją syganturkę, przestań się babrać domysłami, za to
            zacznij byłą żonę kochać - i już nie będziesz musiał ani potrzebował
            umysłowo i moralnie się łajdaczyć, że się tak kolokwialnie wyrażę

            sam się, że tak powiem, kopiesz we własne... te, no... przemyślenia
      • zabelina Re: Byle dokopać 27.11.09, 13:02
        Jawna manipulacja. Nawet jeśli skuteczna. Nie dziw się jednak, że
        ona również w takiej sytuacji manipuluje Tobą.
        • scriptus Re: Byle dokopać 27.11.09, 13:37
          Ja nie mam w zwyczaju robić na złość.
      • michszyb Re: Byle dokopać 27.11.09, 13:07
        No dobre, dobre.

        O tym nie pomyslałem.
    • sonia_30 Re: Byle dokopać 27.11.09, 12:14
      Odpowiedzi adekwatne jak najbardziej do Twojej "propozycji".
      Oczekujesz, postanawiasz, więc otrzymujesz w zamian dokładnie to
      samo. W którymś z wcześniejszych wątków już Ci na to wskazywano...
    • scarlet.secret.sky Re: Byle dokopać 27.11.09, 12:21
      Dla wielu osób Wigilia jest ważniejsza niż Boże Narodzenie, choćby ze względu na
      przyjazd bliskich tego dnia i wspólna kolacja wigilijna. Może zamień się z kimś
      z pracy z 24 na 25.12? Zatrzesz wrażenie, że jesteś mało elastyczny i że zawsze
      musi być tak jak Ty chcesz. Tylko może najpierw napisz do niej czy taki układ by
      jej odpowiadał, żebyś w pracy nie kombinował niepotrzebnie.
      • wiosenka.pl dzieki michszyb, 27.11.09, 13:00
        że podałeś cytaty. Teraz widać, jak na dłoni skąd się biorą
        nieporozumienia.
    • kicia031 Re: Byle dokopać 27.11.09, 13:00
      Rzeczywiscie, tytul postu adekwatny. Mscisz sie za to, ze przez lata
      byles trokami od kaleson i teraz jak atencja nowej pani przywrocila
      ci pewnosc siebie, to zaczales fikac? Osmieszasz sie tylko tym
      szukaniem konfliktu i awantury z zona, i chyba tamk naprawde nie
      choddzi ci o kontakt z dziecmi, tylko zeby tak wkurzyc zone, by ci
      tego kontaktu odmowila.

      Co nie znaczy, ze pochwalam jej dzialania, ale do licha, jestesmy
      tylko ludzmi. Gdyby mnie facet walil po rogach, oklamal, potem dal
      dyla do nowe doopy to tez mialabym problem z mysleniem o
      umozliwieniu moim dzieciom kontaktu z draniem. Choc dobro dzieci
      stoi u mnie zawsze na pierwszym miejscu.
      • michszyb Re: Byle dokopać 27.11.09, 13:06
        Ok ale co jeswt w tym złego, jak ja chc3 dokopac pisząc ze chce spedziec wigilie
        z dziecmi i pozostawiajac jej cale swieta.

        Mam nie brac dyzurów w pozostale dni? OK. Tylko kto zaplaci za wygodne jej życie?
      • michszyb Re: Byle dokopać 27.11.09, 13:10
        Ok ale co jeswt w tym złego, jak ja chc3 dokopac pisząc ze chce spedziec wigilie
        z dziecmi i pozostawiajac jej cale swieta.

        Mam nie brac dyzurów w pozostale dni? OK. Tylko kto zaplaci za wygodne jej życie?

        Zresztą grafik dyzurów, ktore staram sie dostosowac do jej pracy wyslalem jej
        miesiac temu.
        • wiosenka.pl Re: Byle dokopać 27.11.09, 13:26
          michszyb napisał:

          > Ok ale co jeswt w tym złego, jak ja chc3 dokopac pisząc ze chce
          spedziec wigilie z dziecmi i pozostawiajac jej cale swieta.

          Czy ty naprawdę nie czujesz w czym problem???
          Ty chcesz..., ona chce...( he, he, he)



          >
        • sonia_30 Re: Byle dokopać 27.11.09, 13:30
          Któreś z Was Michszyb musi się ugiąć, wzajemne dokopywanie nie
          posunie Was do przodu ani na jotę. Twoim celem jest częstszy kontakt
          z dziećmi, większe szanse na realizację tego celu masz wtedy jeśli
          przedstawisz prośbę, a nie oczekiwanie, jeśli postarasz się wspólnie
          coś ustalić, a nie narzucić.
          • michszyb Re: Byle dokopać 27.11.09, 15:27
            Ale czy ty nie rozumiesz że jaak się ugnę to skończy sie tylko tym że będę
            dzieci widywał jeszcze rzadziej.
            • tricolour Nie kombinuj, bracie... 27.11.09, 15:36
              ... bo spłodziłeś dzieci, ale zostawiłes je z matką wyprowadzając
              się do kochanki.

              Ty nie masz się uginać, walczyć, postanawiać itp. Ty możesz tylko
              PROSIĆ i musisz sie pogodzić, że w sytuacji porzucenia rodziny żona
              może Ci odmówić. Boś już wybrał inną.
              • michszyb Re: Nie kombinuj, bracie... 27.11.09, 15:53
                Chyba coś ci się popierdzieliło w głowie od tego feminizmu i równouprawnienia.

                Ja jej nie ma zamiaru o nic prosic, bo niczego od niej nie chce.

                Kolejna nawiedzona która uważa że dzieci to własność mamusi.
                Lecz się kobieto.
                • tricolour Jestem facetem... 27.11.09, 15:55
                  ... i przy okazji adminem tego forum.

                  Jeśli chcesz tu pisać, to zmień język.
                  • tarantula007 Re: Jestem facetem... 27.11.09, 16:00
                    Jakim człowiekiem jest założyciel wątku widać po ostatniej
                    wypowiedzi. Nic dodać nic ująć... zona powinna być szczęśliwa, że
                    się pozbyła oooo kochance prezent niech kupi na gwiazdkę z
                    wdzięczności smile ale dzieciaki biedaki... taki ojciec to
                    nieszczęście sad Niby intencje ma dobre, ale tymi intencjami dzieciom
                    zycie schrzani do konca.. już schanił bo są z rozbitej rodziny a
                    teraz dołozy jeszcze ... w imię dobrych intencji i miłości ...
                    • michszyb Re: Jestem facetem... 27.11.09, 16:07
                      Tricolour, a tarantulę też wywalisz. Obraża mnie strasznie.

                      Nie jej nie wywalisz. Przeciez to jest dobry ton na tym forum naubliżać
                      facetowi. Swoją drogą gyby to było w realu i laska powiedziałaby mi w twarz, że
                      jestem złym ojcem i schrzanie dzieciom życie to dałbym w pysk jej facetowi. No
                      bo baby bił nie będę.
                  • michszyb Re: Jestem facetem... 27.11.09, 16:04
                    Ale jesteś pewien?

                    No tak musisz być bo tak po męsku mnie postraszyłeś.
                • zabelina Re: Nie kombinuj, bracie... 27.11.09, 16:20
                  To się nazywa mysleć stereotypowosmile
                  Jak spotkanie z krytyką, to na pewno ze strony "nawiedzonej"
                  babysmile))
                  • tarantula007 Re: Nie kombinuj, bracie... 27.11.09, 16:24
                    Nooo cóż, zabolało michszyba ... bo prawda jest taka... rozwalił
                    dzieciom dzieciństwo... ot ...
                • nangaparbat3 Re: Nie kombinuj, bracie... 28.11.09, 17:37
                  michszyb napisał:

                  > Chyba coś ci się popierdzieliło w głowie od tego feminizmu i równouprawnienia.
                  >
                  > Ja jej nie ma zamiaru o nic prosic, bo niczego od niej nie chce.
                  >
                  > Kolejna nawiedzona która uważa że dzieci to własność mamusi.
                  > Lecz się kobieto.

                  Poplakalam sie ze śmiechu.
                  • michszyb Re: Nie kombinuj, bracie... 29.11.09, 09:32
                    Impia sub dulci melle venena latent
        • kasiapfk Re: Byle dokopać 27.11.09, 13:55
          A miało byc tak pięknie... A tu znowu trudno i nie zanosi się na
          łatwiej.
    • honeyandmilk Re: Byle dokopać 27.11.09, 13:24
      abstrahując od meritum, to okropne zrobić kobiecie jedno dziecko po
      drugim, po czym ją zostawić dla kolejnej baby.
      Nie rozumiem tylko, dlaczego nie zabrałeś ze sobą dzieci na
      wychowanie? Nowa dama nie dałaby rady???
      Gdzie jest napisane, że to matka ma znosić codzienne trudy
      wychowania?
      Jeszcze chcesz tej, dzielnej kobiecie dyktować jakiekolwiek warunki?!
      • michszyb Re: Byle dokopać 27.11.09, 15:22
        > Nie rozumiem tylko, dlaczego nie zabrałeś ze sobą dzieci na
        > wychowanie?

        Ja bym bardzo chętnie wychowywał dzieci ale żona się nie zgadza sad(
    • limonka69 Re: Byle dokopać żonie 27.11.09, 14:32
      Witam serdecznie od jakiegoś czasu czytam posty na forum gdyż
      znalazłam się w podobnej sytuacji ale to co tu przeczytałam az mnie
      zagotowało. Jak byś chciał tak jak twierdzić dogadać się z żoną
      odnośnie widzeń dzieci to przed ustaleniem dyżurów zapytał byś się w
      jaki dzień możesz na święta zabradz dzieci ewentualnie jakie oni
      mają plany i wtedy można negocjować a nie kogoś stawiać przed faktem
      dokonanym. A nawet jeżeli masz życzenie spędzić święta z żoną i
      dziećmi to zaproponuj wigilie na neutralnym terenie a nie u mamusi
      (PS. odnoszę wrażenie maminsynka). Dodam jeżeli by mój mąż coś
      takiego napisał szl… by mnie trafił. Nie pisze Ci tego złośliwie
      tylko jako kobieta matka samotna z dziećmi punkt widzenia
      postrzegania sprawy. Jak chcesz pogadać mogę Ci doradzić
      podpowiedzieć jak dyplomatycznie załatwić pewne sprawy dodam ja z
      mężem jeżeli chodzi o sprawy dzieci staramy się dogadywać i
      wypracować kompromis dla ich dobra ale nie takimi metodami i
      słownictwem bo w życiu nie dojdziesz do porozumienia ale mimo
      wszystko życzę powodzenia.
      • michszyb Re: Byle dokopać żonie 27.11.09, 15:40
        Wigilia na neutralnym gruncie? Gdzie ? W restauracji? A moze u jej rodziny,
        która po paru flaszkach będzie po mnie jeździć?
        • limonka69 Wigilia na neutralnym gruncie 27.11.09, 16:37
          Pisałeś że spłacasz kredyt za dom w którym mieszka twoja żona
          notabene nie zapominaj o dzieciach one chyba nie śpią w garażu ale
          baz ironij poważnie powiedz żebyście na ten dzień zakopali topór
          wojenny i wszystkie żale i spędzili wieczór nie dla siebie tylko dla
          dzieci może nawet tylko 2h ale nie tak że ty przyjdziesz na gotowe
          na wigilie tylko powiedz żeby ona naszykowała zastawę stół sama o
          siebie zadbała i dzieci a Ty zatroszczysz się o jedzenie. Jak nie
          masz czasu może mama Ci pomorze dużo mimo pozoru jedzenia nie
          potrzeba trochę symbolicznie aby usiąść do stołu proponuj ale
          grzecznie może razem z dziećmi ubierzecie choinkę. jeżeli nie chce
          Cie wpuścić do domu powiedz ze na 2h abyś spędził czas z dziećmi a
          na pewno nie będzie stała z zegarkiem w reku pod warunkiem zmiany
          sposobu i tonu wypowiedzi życzę powodzenia.
          • maza15 Re: Wigilia na neutralnym gruncie 27.11.09, 16:49
            Ex ma jej ubierać choinkę???
            Przecież ona go nie chce widzieć w domu.I ma do tego prawo.Dba o swój spokój.
            • tarantula007 Re: Wigilia na neutralnym gruncie 27.11.09, 16:55
              Now iesz... jakby michszyb schował swoja butę i arogancje do
              kieszeni i pokazał, że jest w stanie "zachowac się jak człowiek" w
              imię dobra dziec, to może by sie kobieta zastanowiła nad
              wpuszczeniem go do domu...
              Ja mam nadzieję, że jak się już z moim jeszczemężem rozwiodę , to
              dla dobra dzieci będę w stanie wpuścić go do domu i parę godzin
              normalnie spędzić ...
              • maza15 Re: Wigilia na neutralnym gruncie 27.11.09, 17:05
                tarantula007 napisała:

                > Now iesz... jakby michszyb schował swoja butę i arogancje do
                > kieszeni i pokazał, że jest w stanie "zachowac się jak człowiek" w
                > imię dobra dziec, to może by sie kobieta zastanowiła nad
                > wpuszczeniem go do domu...

                Jasne.
                Ja też exa do domu wpuszczałam.
                Ale nie wtedy,kiedy chciał - mi też musiało pasować.
                Nie wyobrażam sobie,by sam kluczem otwierał drzwi i wchodził! (michszyb
                wspominał,że tak próbował robić)
                Zresztą,ex zawsze pytał czy może wejśc...nawet jak chciał wejść do innego pokoju
                niż pokój dziecka.
                • michszyb Re: Wigilia na neutralnym gruncie 27.11.09, 18:23
                  Miłe panie. Ja jestem współwłaścicielem tego domu i płace na jego utrzymanie.
                  Przychodzę do własnych dzieci. I potrzebuje na to pozwolenie? Hola, hola. Jak
                  żona będzie miała swoje i pozbawi mnie praw rodzicielskich to będę pytał.
                  • mola1971 Re: Wigilia na neutralnym gruncie 27.11.09, 18:30
                    Mich, aż tak dobrze to nie ma.
                    Nawet mając pełnię praw rodzicielskich nie polega to na tym, że będziesz brał dzieci czy do nich przychodził wtedy kiedy TY będziesz miał na to ochotę.
                    Powiem dosadnie - dzieci to nie dziwka i nie bierze się ich kiedy się chce.
                    By dostać rozwód będziecie musieli z żoną przygotować plan opieki nad dziećmi po rozwodzie i oboje będziecie musieli później ten plan respektować.
                    W Twoim przypadku na pokojowe przygotowanie planu widzę, że nie ma co liczyć, więc zalecam mediację.
                    • tricolour No i inna rzecz.... 27.11.09, 18:35
                      ... że gdyby tylko żona Micha chciała, to by mogła wykorzystać jego
                      agresję do ograniczenia mu praw do dzieci.
                      • mola1971 Re: No i inna rzecz.... 27.11.09, 18:40
                        Tylko po co i dlaczego miałaby to robić? By skrzywdzić własne dzieci?
                        Agresywny jest wobec niej, ona wobec niego. Siebie warci. Ale to nie znaczy, że są złymi rodzicami. No poza tym, że dawanie dzieciom takiego przykładu samo w sobie złe jest. No ale to już oboje by musieli zostać pozbawieni praw rodzicielskich a gdyby sądy pozbawiały praw rodzicielskich rodziców za to, że wzajemnie się dręczą to nasze kochane państwo nie nadążyłoby z budowaniem domów dziecka.
                        • lampka_witoszowska Re: No i inna rzecz.... 28.11.09, 01:14
                          a w jaki sposób skrzywdzi dzieci, Mola, starając się o ograniczenie
                          mu praw???

                          zupełnie póki co nie pojmuję, do czego dzieciom potrzebna pełnia
                          praw rodzicielskich ojca, który wymusza, straszy i wymaga zamiast
                          dla dobra dzieci właśnie usiłować zrozumieć ich matkę i się z nią po
                          ludzku porozumiewać
                          • mola1971 Re: No i inna rzecz.... 28.11.09, 01:48
                            Bo dzieci mają tylko JEDNEGO ojca. I z tego co pisał wcześniej wynika, że dzieci
                            go potrzebują (co normalne jest) i przebywanie z nim sprawia dzieciom frajdę.
                            Ograniczać prawa rodzicielskie można tylko ojcom, którzy zagrażają
                            bezpieczeństwo dziecka. On dzieciom nie zagraża.
                            • lampka_witoszowska Re: No i inna rzecz.... 28.11.09, 04:09
                              jak dla mnie mylisz ograniczanie kontaktów z ograniczaniem praw
                              rodzicielskich smile

                              jedno z drugim nie ma nic wspólnego, zaś ograniczone prawa
                              rodzicielskie ojca, z którym nie da się porozumieć, ułatwiają
                              wszystkim życie - a dzieciom zapewniają spokój, bo zostaje jeden
                              decydent - zamiast durnowatych dyskusji - i oczywiście ustalone
                              kontakty z ojcem

                              ps. już pomijając, że dla mnie jedyny ojciec wart tego miana był
                              moim ojczymem, i to nawet nie prawnym - ale to w sumie moja historia
                              i nijak się ma do michszyba (choć mój biologiczny tez we krwi miał
                              poczucie krzywdy i pewność co do złych intencji innych) - zaś jak
                              najbardziej się ma do autorytatywnych wypowiedzi w stylu -
                              matka/ojciec jest tylko jedna/jeden...
                      • michszyb Re: No i inna rzecz.... 27.11.09, 19:58
                        Agresję???
              • michszyb Re: Wigilia na neutralnym gruncie 27.11.09, 18:20
                Pytam się serio. Co to znaczy "zachowac się jak człowiek"?
            • michszyb Re: Wigilia na neutralnym gruncie 27.11.09, 18:17
              Prawo to będzie miała jak to będzie jej dom.
    • scriptus Re: Byle dokopać 27.11.09, 14:51
      W sumie oboje grzeszycie.
      Ty, Mich, próbą bezwzględnego egzekwowania swoich praw, ona skłonnością do
      robienia Tobie na złość. Myślę, że możesz poprawić to, co po Twojej stronie,
      czyli formę wypowiedzi, nie musisz przemawiać jej językiem. A po jej stronie,
      jak się da, to fortelem. Przecież chyba nie Wasze urażone ambicje są istotne, a
      tylko dobro dzieci.
      Dlatego sądzę, że czasem jest lepiej zmilczeć, przełknąć to, co się ciśnie na
      usta, a osiągnąć to, co ważne. Ona sama dojdzie do wniosku, że się zagalopował,
      nie musisz jej tego mówić, a jeśli nawet nie dojdzie, to co za różnica??
      • scriptus do śmiechu, ale nie tylko 27.11.09, 15:28
        Przychodzi babka do psychologa, wzrok podbity, suknia porwana, siniaki, strupy,
        włos zmierzwiony... Lekarz pyta:
        - Co pani się stało?!
        - Wie pan, moje relacje z mężem są nie najlepsze, a już zwłaszcza jak wypity
        przyjdzie do domu, to się na mnie wyżywa.
        - Znam jedną metodę. Niech pani sobie zrobi mocny wywar z rumianku, a jak mąż
        przyjdzie napity, proszę po cichutku płukać sobie usta. I tak przez jakiś czas,
        aż nie pójdzie spać.
        - I to pomoże?
        - Pomoże, pomoże! To cudowny, ludowy sposób.

        Za dwa tygodnie przychodzi babka. Ta sama, ale nie taka sama. Wypiękniała, zero
        siniaków, ubrana jak należy, promienieje pewnością siebie, uśmiech na twarzy...
        - Jestem panu taka wdzięczna, taki cudowny sposób i taki prosty! W czym tkwi
        sekret?
        - Rzecz w tym, proszę pani, żeby zamknąć się i milczeć - w takich sytuacjach
        pomaga zawsze!


        To jest kawał z internetu, ale bardzo mi się podoba, adekwatny do wielu
        sytuacji. Mądrość z tego kawału płynie zwłaszcza dla tych, którzy mają w
        otoczeniu kogoś skłonnego do przemocy, obojętnie jakiej, fizycznej, psychicznej,
        itp.
        W skrócie: dziamgoleniem nie wygrasz, lepiej pić rumianek i robić swoje.
        • maza15 Re: do śmiechu, ale nie tylko 27.11.09, 16:18
          Dobrze,że zacytowałeś maile.
          Podoba mi się to co pisze Twoja żona.Uzasadnia spokojnie swój punkt widzenia.
          Po Twoim odejściu musi poukładać sobie życie na nowo.
          Dobrze robi nie pozwalając byś właził jej z buciorami i stawiał
          warunki.Myślałeś,że będzie różowo?
          Ty wszystko chcesz...ma być tak jak Tobie pasuje.To nie takie proste.
          • michszyb Re: do śmiechu, ale nie tylko 27.11.09, 18:08
            Podoba Ci się że żona utrudnia mi kontakt z dziećmi?
            • tricolour W świetle tego, co mówisz... 27.11.09, 18:17
              ... a szczególnie w świetle cytatów Twoja żona robi dobrze.

              Chroni interesy swojej rodziny (czyli swoje interesy oraz interesy
              dzieci, bo Ty się z rodziny wypisałeś odchodząc do kochanki) a w
              szczególności spokój, który zburzyłeś.
            • maza15 Re: do śmiechu, ale nie tylko 27.11.09, 21:36
              michszyb napisał:

              > Podoba Ci się że żona utrudnia mi kontakt z dziećmi?

              Ona nie utrudnia kontaktu,ona stawia granice.
              I bardzo dobrze robi.
              To mi się podoba.
              Rzeczowo odpowiada na Twoje maile,podejmuje rozmowę.
              Ale jak rozmawiać z kimś kto z góry wie,że musi postawić na swoim?
              Ona zna cię dobrze,my poznajemy po tym co piszesz.
              A z Twojego pisania sam jad wychodzi.
              • michszyb Re: do śmiechu, ale nie tylko 28.11.09, 16:24
                Stawia granice. Tylko kto jej dał prawo byc WOPistą w tym ukladzie.
                Czy mi wolno stawiac granice. Powiedziec spokojrze i rzeczowo:
                bedzie tak i kropka i tu jest granica. A poza tym stawianie granic
                na obcym terytorium to jest akt wojny.
    • mola1971 Re: Byle dokopać 27.11.09, 16:48
      Mich, a ja trochę przewrotnie napiszę wink
      Zaczynam się zastanawiać czy Ty chłopaku trollem nie jesteś. No bo wierzyć mi się nie chce by człowiek wykształcony (zrozumiałam, że jesteś lekarzem) był aż tak mało kumaty.
      Od kilku miesięcy na tym forum się pojawiasz a odnoszę wrażenie, że nic a nic się nie nauczyłeś. A powinieneś nauczyć się już przede wszystkim słuchać. No i pokory nabrać.
      To taka luźna dygresja...

      A co do Twojej sytuacji - od doopy strony się za to za przeproszeniem zabrałeś. Z nauczycielką chcesz wygrać pouczając ją belferskim tonem??? To się w życiu udać nie może. Tylko spokój może uratować i Ciebie i Twoje kontakty z dziećmi. Tylko spokojem i opanowaniem możesz do żony dotrzeć. Grzecznie acz stanowczo musisz się z nią komunikować. Ja sama konfliktowa zbyt nie jestem, ale gdybym otrzymała e-maila napisanego w takim tonie jak Twój to diabeł by się we mnie obudził. Nawet gdyby e-mail był od osoby emocjonalnie mi obojętnej i dotyczył jakiejś pierdoły związanej z pracą zawodową.
      Na razie dolewasz oliwy do ognia chłopie. A to nie o to chodzi by babie dopiec tylko by mieć kontakt z dziećmi.
      • tarantula007 Re: Byle dokopać 27.11.09, 16:53
        no własnie po tym co napisała mola... to przychodzi mi do głowy, że
        może własnie jest odwrotnie, bo nie chodzi o dzieci... tylko o to
        jak babie wykorzystując dzieci dopiec ... bo skoro ciagle taka sama
        arogancja i ten sam sposób podejścia... to może własnie jest tak jak
        napisałam ... hmm...
        • michszyb Re: Byle dokopać 27.11.09, 18:19
          Tarantula to jadowite bydle
          • tarantula007 Re: Byle dokopać 27.11.09, 18:22
            Barwo michszyb brawo smile Przeczytaj sam siebie i zastanów się ...
            chocby przez chwilkę ...
          • zabelina Re: Byle dokopać 27.11.09, 18:26
            Cudne wprostsmile I tym sposobem tylko przekonujesz wszystkich, że Twoja żona ma
            rację ograniczając kontakty dzieci z bierno-agresywnym ojcem...
            • michszyb Re: Byle dokopać 27.11.09, 19:55
              Acha. To ja jestem agresywny. Biernie ale agresywny.
      • airam.as Re: Byle dokopać 27.11.09, 17:07
        Mola, a kto powiedział, że jak ktos jest lekarzem czy dziennikarzem, to zaraz ma
        byc kumaty? No kto?
        Jak to sie mówi - głupota nie zna granic smile
      • sonia_30 Re: Byle dokopać 27.11.09, 17:31
        Mola, jak ktoś chce się nauczyć i z rad innych skorzystać, to
        skorzysta, niezależnie od wykształcenia. Natomiast jeśli ktoś jest
        przekonany o słuszności swojego postępowania, ni cholery rad nie
        zaaplikuje, choćby miał 5 fakultetów i może nawet stopnie naukowe
        jakieś.
        • mola1971 Re: Byle dokopać 27.11.09, 17:38
          Soniu, ja o tym wiem. Tak tylko złośliwie se pojechałam wink
          Bo rzadko co mnie tak wkurza jak zaimpregnowanie na wiedzę i przekonanie o własnej nieomylności.
          I jest to niezależne od wykształcenia, ani od inteligencji nawet. Można być człowiekiem wykształconym, inteligentnym i głupim jednocześnie.
          • takisiakinijaki Re: Byle dokopać 27.11.09, 18:00
            O ile dobrze pamiętam ja już kiedyś weszłem z Tobą Mich... na
            ścieżkę wojenną - sprawa szła o eksihicjonizm emocjonalny i
            Twoje: "tak ma być jak ja chcę i już"...

            Teraz napiszę Ci jedynie jedno:
            jakbyś mi jako mój ex partner ( mniejsza o to, żeśmy jednej płciwink
            napisał, że "POSTANIWIŁEM, że zrobisz tak i nie inaczej bo mi tak
            pasuje i już!"
            to bym Ci odpisał dokładnie tak: "Ja zaś POSTANOWIŁEM, że Twoje
            postanowienia mam gdzieś, bo mi tak pasuje i już!".

            • michszyb Re: Byle dokopać 27.11.09, 18:27
              Tlko widzisz kolego. Moja żona postanowił, ze w piątek mogę od 17 do 20, w
              sobote od 8 do 14, w niedziuele postanowila ze nie wolno, poniedziałek itd. Bo
              wtedy jest w pracy. postanowila ze w wigilie wyjedzie. A jak zrobie inaczej niz
              postanowila to pruje się na mnie przez telefon ajbo osobiscie przy dzieciach.
              Albo mnie nachodzi i wali do drzwi.
              Wiec teraz ja postanowilem. A zrealizuje to. Choćbym miał to ogniem i mieczem
              egzekwowac.
              • zabelina Re: Byle dokopać 27.11.09, 18:34
                Jakby co - jesteśmy świadkami groźbywink
      • zabelina Re: Byle dokopać 27.11.09, 18:43
        A wiesz Molu, co mnie przyszło do głowy? Że Michszyb przed kimś się tu "kreuje" (może kochanka czytasmile - na takiego co to "bohaterski, silny, waleczny jak lew. Tylko...trochę życia się boi."
        (mam nadzieję że Vidmo76 wybaczy mi cytatęwink
        • mola1971 Re: Byle dokopać 27.11.09, 18:47
          Nie wydaje mi się wink
          No w każdym razie gdybym była jego kochanką i poczytałabym sobie ile w nim jest
          jadu i nienawiści to uciekałabym gdzie pieprz rośnie wink))
          • zabelina Re: Byle dokopać 27.11.09, 18:57
            Mam to samosmile Ale sama wiesz, miłość jest ślepawink
            • mola1971 Re: Byle dokopać 27.11.09, 19:04
              No i baby różne są wink
        • sonia_30 Re: Byle dokopać 27.11.09, 19:08
          Ja natomiast podziwiam przemianę jaka w Michszybie nastąpiła -
          zupełnie niedawno pantoflarz, grzeczny, uległy, z drogi schodzący -
          w każdym razie tak o sobie pisał... teraz natomiast ogniem i mieczem
          egzekwował będzie.
          • mola1971 Re: Byle dokopać 27.11.09, 19:12
            Taaa, nie ma to jak ze skrajności w skrajność sobie skoczyć.
            A dużo prościej i przyjemniej się żyje po prostu szukając złotego środka.
            Ale też droga do złotego środka bywa najtrudniejsza. W każdym razie chęci uczenia się wymaga.
            • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 08:50
              Mola, ale Ty truizmy sadzisz...Pojadę Ci kolejnym: Złoty środek NIE ISTNIEJE. A
              wiesz, czemu? Bo prawda nie leży pośrodku, ale TAM, GDZIE LEŻY.
              Tutaj akurat: w złośliwości żony Michała.
    • limonka69 Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 27.11.09, 19:09
      Sądzę po tym jak piszesz ze mimo wszystko nie ma woli z Twojej
      strony jeżeli chodzi o porozumienie i chęci współpracy w wychowaniu
      dzieci jest mi ich bardzo żal ze mają takiego ojca one Ciebie z
      czasem z tego wszystkiego najlepiej rozliczą tylko zastanów jak je
      krzywdzisz pomimo waszych waśnij powinny mieć wzór szanujących się
      rodziców a przede wszystkim to powinno wyjść z Twojej strony
      szacunek do kobiety która jest matką Twoich dzieci. Pamiętaj że nikt
      nie chce Cie tu umoralniać tylko są to subiektywne wypowiedzi a ty z
      nich powinieneś wyciągnąć wnioski do wypracowania kompromisy nie dla
      siebie czy żony ale dla dzieci jeszcze raz dzieci bo one sa
      najważniejsze nie Ty czy żona dom ale dzieci które szanują rodziców
      ale na to trzeba zapracować i to ciężko.
      • michszyb Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 27.11.09, 20:07
        To święta prawda o tych waśniach i wpływie jaki to ma na dzieci.

        Ale zrozumcie. Moja żona mówi: Ty jesteś rodzicem drugiej kategorii, od ciebie
        juz nic nie zależy w kwestii ich wychowania. Dzieci muszą mieć ojca wiec tylko
        dlatego akceptuję twoje ich widywanie. Ale rodzicem jestem juz tylko ja. A
        poniewaz się stawiasz to pojde do sądu i ograniczę ci z nimi kontakt.
        A ja nie uwazam sie za gorszego rodzica. Chce miec rowny wplyw na ich
        wychowanie. I wkurwia mnie ze tego nie rozumiecie. te wsyzstkie tekstz pt. Idź
        na kompromis, plaszcz się za to co zrobiles bydlaku, proś a i tak nie będzie ci
        dane. Ja tego nie pojmuje.
        Dlaczego wy nie oddzielacie 2 kwestii. To ze odszedłem ze związku to jest jedna
        broszka i proszę możecie mnie kamienowac jaka to jestem świnia, ale bycie
        rodzicem, to jest osobny temat.
        I w kwestii bycia rodzicem absolutnie nic się nie zmienilo. Nadal nim jestem i
        nie zamierzam przestac. I nikt mnie nie przekona że mam o to kogokolwiek prosić.
        A tym bardziej matkę moich dzieci. Bo jeśli ona tego nie rozumie to poza tym że
        dla mnie jest wredną suką to krzywdzi jeszcze moich synów. A na to nie pozwolę.
        Niech się odgrywa jak chce, ale nie dziećmi.
        • mola1971 Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 27.11.09, 20:20
          Mich, Ty nieuważnie czytasz. Żona nie mając do tego podstaw (a mniemam, że nie ma) nie ograniczy Ci praw rodzicielskich, ale tak już jest, że sąd musi zdecydować kto jest rodzicem "pierwszej" kategorii i z kim dzieci mają mieszkać po rozwodzie. I na litość boską to nie jest żadna kara za zdradę i TAK SAMO odbywa się to w przypadku rozwodu bez orzekania o winie i bez zdrad.
          Masz rację, to co jest między Tobą i żoną to jedno a dzieci to drugie. To są dwa oddzielne tematy. Ale nie załatwisz niczego złością czy agresją (słowną, czy bierną - jak zwał tak zwał, ale z Twoich wypowiedzi agresja wręcz bucha).
          Nie potraficie się z żoną w kwestii opieki nad dziećmi dogadać bo zbyt duże emocje Wami kierują. Dla takich ludzi w cywilizowanym świecie wymyślono rozwiązanie. MEDIACJA się ono nazywa.
          Zainteresuj się tym tematem i zaproponuj to żonie. Ale na spokojnie i bez wywyższania się. Nawet jeśli będzie się pultała Ty masz być PONAD TO. Inaczej nic nie osiągniesz. A w każdym razie nic dobrego.
          • michszyb Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 27.11.09, 20:39
            sąd musi zdecydo
            > wać kto jest rodzicem "pierwszej" kategorii i z kim dzieci mają mieszkać po roz
            > wodzie.

            No tu się mylisz. Prawo zmieniło się w czerwcu. Sąd już nie musi p0rzypisywac
            dziecka do rodzica i miejsca. I na tym mi zależy bo chcę się starac o opiekę
            wspólną na dziećmi.

            Ja nie mam zamiaru niczego zalatwiac niczego agresją. naprawdę. Ale nie mam tez
            zamiaru jak dureń pozwolic na to żeby żona wymiksowala mnie z bycia rodzicem.
            • mola1971 Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 27.11.09, 20:54
              To idźcie na mediację i wspólnie przygotujcie plan opieki nad dziećmi po rozwodzie. Bo jeśli tego nie zrobicie to obcy człowiek (sędzie) za Was zadecyduje jak przyszłość Waszych dzieci będzie wyglądała.
              Zaproponuj to żonie. Ale zrób to SPOKOJNIE. Przekonaj ją do mediacji a potem to już mediatorzy pomogą Wam znaleźć optymalne rozwiązanie. Najlepiej by było to rozwiązanie najlepsze DLA DZIECI a nie dla Was.
              • michszyb Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 28.11.09, 16:21
                Tylko jaki mediator będzie chciał prowadzić mediacje gdy obie strony
                uwazają ze wiedza najlepiej. Praktyka moich mediacji z żoną wyglada
                tak: Ona mówi jak będzie, ja mówię o swoim, zawsze, ale to zawsze
                staje na jej zdaniu.
                • mola1971 Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 28.11.09, 18:50
                  Ale właśnie dla takich ludzi jest mediacja.
                  Dla ludzi, którzy jeszcze chcą się dogadać jest terapia.
                  Dla tych, którzy już dogadać się nie chcą lub nie potrafią jest mediacja.
            • limonka69 Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 27.11.09, 20:57
              To ze gada i gada i gada i co z tego niech gada podchodź do tego w
              sposób taki ze gada i tyle jej. Ja ojcem jestem jakiej kategorii o
              tym zadecydują dzieci. Przy tym piszesz ja je tego nie pozwolę ona
              mi tego... myśl perspektywicznie co to ma na celu ? jeżeli zależy Ci
              na dzieciach nie straszcie sie sadem czy Bóg wie czym tylko prosto
              jak krowie na rowie np idą święta dzwonisz piszesz itp. nie z
              żądaniem czy prośbą z pytaniem o ustalenia konkretu idą święta
              jestem ojcem muszę ustalić plan dyżuru w pracy jakie masz plany i
              propozycje odnośnie spędzenia czasu z dziećmi i wtedy ale spokojnie
              negocjujesz i wypracowujesz kompromis jak nie wigilii to inny dzień
              świat ale zaznacz ze za rok wigilie spędza z Tobą czy jak tam
              uzgodnicie. Ale spokojnie bez wyniosłości i zarzutów ty to o aja to
              a na pewno dziecy to docenią
        • limonka69 Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 27.11.09, 21:07
          Dodam na koniec jeszcze jedno jeżeli piszesz ze matka Twoich dzieci
          jest wredną suką jesteś dla mnie malutkim człowieczkiem o bardzo
          małym rozumku nigdy ale to nigdy mnie przez gardło by mi nie
          przeszło powiedzieć coś w podobnym stylu o ojcu moich dzieci bo nie
          jemu ubliżam tylko dzieciom
          • michszyb Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 28.11.09, 16:23
            Ja nie napisałem że ona jest wredna suką tylko tak sie zachowuje.
            TAk na logike czy ktoś kto zachowuje się jak wredna suka jest suką
            czy nie?
        • sonia_30 Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 27.11.09, 21:50
          Chcesz mieć równy wpływ na wychowanie, częstszy kontakt,
          nielimitowany przez ex, jesteś współwłaścicielem domu, przychodzisz
          do własnych dzieci i o pozwolenia prosić nie musisz - to parę Twoich
          stwierdzeń... więc jak widzisz docelowo ten cały układ? Pojawiasz
          się w dowolnych chwilach, bo to Twoje dzieci i nadal Twój dom
          (wygodnie - Ty masz swój azyl, do którego żona wstępu nie ma)?
          Zabierasz chłopców wtedy gdy Ty dysponujesz czasem, ex ma się
          dostosować? Jak byłoby wg Ciebie OK?
          • handra Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 27.11.09, 22:21
            Napisze tak: zygac mi sie chce od czytania wpisow jak to ex musi
            rosto trzymac bylej palec w de, bo sie obrazi, zdenerwuje.

            Granda! ojciec ma takie same prawa rodzicielskie jak matka.

            Bracie do sadu!- ustal kontakty pisemnie. Masz prawo widywac dzieci
            i to z nocowaniem u Ciebie, masz prawo do polowy wakacji a swieta
            ustala sie przemiennie. Masz prawo do wyboru szkol,lekarzy itd.

            To nie ma byc straszenie sadem. Masz zadbac o swoje kontakty z
            dziecmi i to jest Twoj obowiazek.

            Jezeli nie mazna dobrowolnie bo pani ma focha no to niestety
            pozostaje tylko sad.

            Trzymam za Ciebie kciuki i zycze wszystkim ojcom aby polskie
            sadownictwo wzielo przyklad z prawa rodzinnego np.niemieckiego.

            Tu przeciez chodzi o dobro dzieci, czy tez my ojcowie mamy tylko
            obowizki/alimenty/ wobec dzieci a praw zadnych.

            Kobiety zrobily z dzieci karte przetargowa to powinno byc karane.
            • maza15 Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 27.11.09, 22:25
              handra napisała:
              Granda! ojciec ma takie same prawa rodzicielskie jak matka.

              Bracie do sadu!-

              Tylko miecza nie zapomnij.
              • handra Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 27.11.09, 23:05
                Mazda!-jego mieczem sa paragrafy. A wy nie zapomnijcie napic sie
                szaleju albo zolci. Jeszcze za malo. Na "niektore" to i miecz za
                malo. Jak zajadla ex moze byc dobra matka? Jak ta zajdla baba, ktora
                ogranicza kontakty z ojcem chce dzieciom zapewnic opieke dzieciom
                kiedy sama bedzie chora? OPAMIETANIA!!!
                • maza15 Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 27.11.09, 23:12
                  handra napisała:

                  "Mazda!-jego mieczem sa paragrafy. A wy nie zapomnijcie napic sie
                  szaleju albo zolci. Jeszcze za malo. Na "niektore" to i miecz za
                  malo. "

                  Z tym szalejem,to chyba ty przedawkowałeś...i zaszkodził.
            • zabelina Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 27.11.09, 22:33
              Ustalenie kontaktów z dziećmi przez sąd proponowałam w pierwszym poście.
              Michszyb ani razu do tej opcji się nie odniósł. Mam wrażenie, że nie przyszedł
              tu po poradę jak rozwiązać problem, tylko wyżalić się na "żonę-jędzę".
              • michszyb Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 28.11.09, 16:33
                To fakt nei odniosłem siędo tego. Z prostej przyczyny. Nie uwazam,
                może mylnie, sadu za miejsce do rozstrzygania tej kwestii. To tak
                jakbym miał to rozstrzygać w kasynie. Nie wierzę w polskie sądy. Nie
                wierzę, ze sędziom chce się rzetelnie i głeboko analizować każdą
                kolejną, głupią i nudną sprawę rozwodową. I dlatego nie chchcę żucać
                dzieci na sztos.
            • michszyb Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 28.11.09, 16:30
              Na sąd jeszcze przyjdzie czas. Ja wiem jakie mam prawa. Ale dla mnie
              wazniejszy jest obowiązek bycia ojcem. I każdy kto stanie mi w
              poprzek i będzie uniemożliwiał wychowywanie synów bedzie mial ze mną
              do czynienia.
          • handra Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 27.11.09, 22:23
            Napisze tak: zygac mi sie chce od czytania wpisow jak to ex musi
            prosto trzymac bylej palec w de, bo sie obrazi, zdenerwuje.

            Granda! ojciec ma takie same prawa rodzicielskie jak matka.

            Bracie do sadu!- ustal kontakty pisemnie. Masz prawo widywac dzieci
            i to z nocowaniem u Ciebie, masz prawo do polowy wakacji a swieta
            ustala sie przemiennie. Masz prawo do wyboru szkol,lekarzy itd.

            To nie ma byc straszenie sadem. Masz zadbac o swoje kontakty z
            dziecmi i to jest Twoj obowiazek.

            Jezeli nie mazna dobrowolnie bo pani ma focha no to niestety
            pozostaje tylko sad.

            Trzymam za Ciebie kciuki i zycze wszystkim ojcom aby polskie
            sadownictwo wzielo przyklad z prawa rodzinnego np.niemieckiego.

            Tu przeciez chodzi o dobro dzieci, czy tez my ojcowie mamy tylko
            obowizki/alimenty/ wobec dzieci a praw zadnych.

            Kobiety zrobily z dzieci karte przetargowa to powinno byc karane.
            • handra Kobiety ida w zaparte 27.11.09, 23:25
              a zmilowanie maja tylko ci, ktorych zony bija.

              Chlopy czas walczyc o nasze prawa do dzieci. Nasze ex tez potrawia
              walczyc o nasze obowiazki wobec dzieci i nikt nie protestuje, ze
              odbywa sie to sadownie. Potrawia wyssac kazda zlotowke a z nami sie
              handrycza o kazda godzine widzenia sie z dziecmi.

              Kto dal Wam prawo wyznaczac kiedy spotkanie, jak dlugo i czy wogole.

              • lima Re: Kobiety ida w zaparte 27.11.09, 23:34
                handra napisała:

                > Kto dal Wam prawo wyznaczac kiedy spotkanie, jak dlugo i czy wogole.


                michszyb napisał:

                >W trakcie świąt dyżuruję i nie będę mógł spotkać się z dziećmi, >dlatego
                >postanowiłem, że wigilię dzieci spędzają ze mną, a święta z Tobą.


                no właśnie panowie? kto wam dał takie prawo?
                • michszyb Re: Kobiety ida w zaparte 28.11.09, 16:39
                  Ale Lima, ja już sie do tego odnosiłem.

                  Wtsłalem żonie miesiac temu grafik dyżurow. Dyżurów, które nie biore
                  bo lubię spać w obskurnym szpitalu, tylko p to żeby zarobic kase.
                  Wigiluie mam wolną, potem do końca tygodnia dyżury, 3 pod żąd, 72
                  godziny ciurkiem ciężkiej i odpowiedzialnej harówy.
                  A ona ze postanowiła, że wigilie to ona spedza z dziećmi.
                  No to ja że ja postanowiłem inaczej.

                  No i pat

                  Ale ja sie pytam. Kto tu kurwa jest złośliwy? Ona czy ja?
              • mola1971 Re: Kobiety ida w zaparte 27.11.09, 23:34
                handra napisała:
                > Chlopy czas walczyc o nasze prawa do dzieci.

                Walczcie. Po drodze zabierzcie ze sobą mojego exa, który dzieci ostatnio widział - córki ponad miesiąc temu a syna kilka miesięcy temu.
                Ale on nie walczy bo ja mu nigdy kontaktów nie ograniczałam, nie ograniczam i ograniczać nie zamierzam. To se wziął i odpuścił kompletnie.
                Więc nie zapomnij Handro (nie wiem czyś facet czy kobieta bo nick masz żeński i męskich form używasz) wziąć mojego exa do tej walki. Może w ten sposób sobie przypomni, że jest ojcem bo najwyraźniej o tym zapomniał.
                • lima Re: Kobiety ida w zaparte 27.11.09, 23:48
                  Panowie to mają taka naturę, że chcą tego co się im ogranicza i o to walczyć
                  będą po trupach nawet.
                  Nie ograniczasz - to olewają. Twój ex nie pierwszy i nie ostatni. Wynika z tego
                  że Handra i Michszyb pamiętają , że mają dzieci w dużej mierze dzieki zonie wink
                  Bo zabrania -więc chcą intensywnych kontaktów. Gdyby milcząc godziła się na to
                  co sami chcą dać z siebie dzieciom - szybko by zaczęli o obowiązkach wobec
                  zapominać, bo przeciez praca, nowa kobieta, itd itd itd itd itd a
                  niekonfliktowa ex zajmie sie wszystkim sama...
                  • handra Do Limy 27.11.09, 23:58
                    zapewniam Cie, ze takich kobiet jak mola jest malo. A takich ojcow
                    jak ja jest wielu, ale nie potrawia sie tak spowiadac na forum jak
                    kobiety. Swiadczy o tym powstaly klub ojcow.
                    • lima Re: Do Limy 27.11.09, 23:59
                      handra napisała:

                      > zapewniam Cie, ze takich kobiet jak mola jest malo.


                      mylisz się.


                    • mola1971 Re: Do Limy 28.11.09, 00:02
                      handra napisała:
                      > zapewniam Cie, ze takich kobiet jak mola jest malo.

                      Wcale nie jest mało tylko cichsze są, więc stąd takie wrażenie bo ich prawie nie
                      słychać. Bo i skarżenie się czy też narzekanie nie leży w ich naturze.
                  • mola1971 Re: Kobiety ida w zaparte 27.11.09, 23:59
                    lima napisała:
                    > niekonfliktowa ex zajmie sie wszystkim sama...

                    No ja właśnie taka bezkonfliktowa i samodzielna jestem. I sama nie wiem - dar to
                    czy przekleństwo?
                    • maza15 Re: Kobiety ida w zaparte 28.11.09, 00:07
                      mola1971 napisała:

                      " No ja właśnie taka bezkonfliktowa i samodzielna jestem. I sama nie
                      wiem - dar t
                      o
                      czy przekleństwo?"

                      Dar - przynajmniej bez miecza się obędzieszsmile
                      • mola1971 Re: Kobiety ida w zaparte 28.11.09, 00:13
                        To fakt smile
                        Nie lubię wszelkiej przemocy. I agresji.
                    • lima Re: Kobiety ida w zaparte 28.11.09, 00:18
                      Rozbawiła mnie znajoma ostatnio. Były mąż tradycyjnie spóźnia się drugi tydzień
                      z zapłatą mini alimentów na dzieci, więc matkadzieciom, by znowu od znajomych
                      nie pożyczać kasy, dzwoni do niego grzecznie pytając kiedy będą pieniądze, na co
                      mąż oburzony i zdziwiony pyta czy na pewno tych alimentów potrzebuje bo gdy
                      tydzień wcześniej widział dzieci to one wspominały, że w poprzednim miesiącu
                      matka wzięła w pracy dobrą wypłatę więc może ma kasę a on przeciez ma wydatki.
                      Niestety, dzieci jest kilkoro i kobiety nie stać na utrzymanie ich w pojedynkę.
                      A mąż tylko czeka by już nic nie musiał i by sobie sama poradziła.

                      Inna znajoma miała jedno dziecko. I sobie poradziła sama. Uniosła się honorem.
                      Mąż płacił alimenty aż przez 3 miesiące po rozwodzie, przez pierwszy miesiąc
                      kilka razy w tygodniu dziecko chciał widywać, potem raz w tygodniu się zdarzyło,
                      potem raz na miesiąc, potem dzwonił z życzeniami okazji świąt i tyle. Choć
                      dostęp do dziecka miał nieograniczony.

                      Niestety- pokazanie byłemu, że "sama sobie poradzę" w wieeelu przypadkach
                      automatycznie jest rozumiane jako zwolnienie się przez niego z wszelkiej
                      odpowiedzialności wobec dzieci.
                      wygrywaja te, które potrafią o obowiązkach twardo przypomnieć, ustalić jasne
                      zasady i "wychować" byłego. Zrobić to, czego go matka nie nauczyła w poprzednim
                      pokoleniu-bycia odpowiedzialnym wychowawcą dziecka. Choć nie każda exżona ma
                      ochote na bycie matkowychowawczynią dorosłego osobnika...
                      • mola1971 Re: Kobiety ida w zaparte 28.11.09, 00:24
                        lima napisała:
                        > wygrywaja te, które potrafią o obowiązkach twardo przypomnieć, ustalić jasne
                        > zasady i "wychować" byłego. Zrobić to, czego go matka nie nauczyła w poprzednim
                        > pokoleniu-bycia odpowiedzialnym wychowawcą dziecka. Choć nie każda exżona ma
                        > ochote na bycie matkowychowawczynią dorosłego osobnika...

                        No właśnie smile Skoro nie wychowali go rodzice, mnie nie udało się go "wychować" przez 17 lat małżeństwa to jakie istnieje prawdopodobieństwo, że "wychowam" go jako BYŁA żona? 0% szans smile
                        Więc po co sobie i jemu nerwy psuć? Jest jaki jest, ja go nie zmienię. Albo sam coś zrozumie, albo też nie.
                        Jedyne co mogę zrobić i to robię to liczę na siebie i staram się wychować dzieci na dobrych i szczęśliwych ludzi mimo braku ojca.
                        • lima Re: Kobiety ida w zaparte 28.11.09, 00:50
                          heh, i sama siebie złapałam na tym, ze powyżej napisałam iż "matka go nie
                          wychowała" ... zamiast "rodzice.." smile Przypis, że od wychowywania dzieci są
                          matki, pokutuje z pokolenia na pokolenie.
                          • mola1971 Re: Kobiety ida w zaparte 28.11.09, 00:56
                            Bo tak naprawdę są. Taka jest rzeczywistość.
                            Ale nawet matki mogą wychować synów na mężczyzn a nie na pierdoły życiowe, które w przyszłości zatrują życie innym kobietom.
                            Po prostu syna trzeba w pewnym momencie zacząć traktować jak mężczyznę i od niego pewnych rzeczy wymagać a nie jak wiecznego dzidziusia i wszystko za niego robić. Bo w ten sposób to można wychować tylko kolejne pokolenie Piotrusiów Panów.
                            • krezzzz100 Re: Kobiety ida w zaparte 28.11.09, 08:47
                              Bzdura, nie rzeczywistość, Mola. Są normalni ojcowie, tacy, dla których dzieci
                              to RODZINA. To, że sądy do tej pory przypisywały dzieci matkom bez wnikania w
                              relacje, to nie oznacza, że te matki WYCHOWUJĄ dzieci.
                              Mnie wychowywali OBOJE rodzice. W dwu domach. Bardziej nawet ojciec-
                              psychicznie, mentalnie i intelektualnie. Matka- gotowała i prała. Każde dawało,
                              co mogło.

                              Na pierdoły życiowe można wychować i córki i synów. Wkład w takie wychowanie
                              mogą mieć i ojciec i matka.
                    • kasiapfk Re: Kobiety ida w zaparte 28.11.09, 09:12
                      ooo , to nas więcej zatem.
                      I prawda to, że jak się nie ogranicza, to same te kontakty sie jakos
                      rozłażą, bo... no bo w końcu nie ogranicza, to zawsze "nadrobimy".
                      Ale to z obserwacji, bo ojciec moich dzieci -regularnie się troszczy
                      o dzieciaki i one u niego lubią bywać. A ja mam chwilę na relaks smile
                  • airam.as Re: Kobiety ida w zaparte 28.11.09, 00:11
                    lima napisała:

                    > Panowie to mają taka naturę, że chcą tego co się im ogranicza i o to walczyć
                    > będą po trupach nawet.


                    Gdzieś tam racja nawet jest, Lima. I to w dużym stopniu.
                    Choć nie wszyscy panowie, nie wszyscy. Zdarzaja się wyjątki.
                    • lima Re: Kobiety ida w zaparte 28.11.09, 00:23
                      Wim, że się zdarzają. Ale nie wiem na ile oni są regułą, tylko cichą, a na ile
                      regułą jest wielki krzyk przy samym rozwodzie a potem stopniowe zapominanie o
                      dzieciach "ze starej rodziny" przez rodzica który z nimi nie mieszka na stałe.

                • handra Re: Kobiety ida w zaparte 27.11.09, 23:51
                  To chyba przewrotna natura tak urzadzila, ze ojcowie mogacy spotykac
                  sie z dziecmi nie robia tego i odwrotnie niektorzy musza walczyc o
                  kazda godzine.
                  • mola1971 Re: Kobiety ida w zaparte 27.11.09, 23:58
                    Przewrotną naturą to można tłumaczyć zwierzęta, ludziom Pan Bóg dał jeszcze
                    rozum i miło by było gdyby choć czasem tym rozumem się posługiwali.
                  • maza15 Re: Kobiety ida w zaparte 27.11.09, 23:59
                    No proszę! Przed chwilą pisałeś,że to podłe kobiety wszystkiemu
                    winne,a teraz już,że winna przewrotna natura?
                    • makili Re: Kobiety ida w zaparte 28.11.09, 01:03
                      bo ona rodzaju żeńskiego jest, ta natura, znaczy się, więc BABA,
                      znaczy się, więc WINNA ci ona jest, jak każda baba!!!wink
                      Panowie, jesteście przed rozwodem, pełni gniewu, rozżaleni na cały
                      świat, ale, dla dobra własnego, waszych dzieci radziłabym... więcej
                      dystansu...do siebie również..., mniej jadu, a więcej klasy...
                      A co do wymachiwania tymi mieczami, szabelkami, przypomnę: kto
                      mieczem wojuje, ten od miecza ginie - czego wam absolutnie nie
                      życzę!
                • michszyb Re: Kobiety ida w zaparte 28.11.09, 16:42
                  Mola szczerze współczuje. Cholera, jesli to działa to dla dobra
                  dzieci utrudniaj mu kontakty smile
              • michszyb Re: Kobiety ida w zaparte 28.11.09, 16:36
                Wiez ja nie mam zamaru nieść rewolucji na sztandarach, nie zostanę
                aktywnym członkiej organizacji w stronę ojca, czy czegos takiego.

                Ja chcę być rodzicem dla swoich synow.

                I JESTEM,I BĘDĘ
            • cahir4 to żona chce do sądu 28.11.09, 00:55
              Ale Michszyb nie chce do sądu. Może dlatego, że żona chce do sądu?

              Ona pisze do niego spokojnie, jak do rozumnego człowieka:
              "W sądzie się nie walczy ale pewne rzeczy ustala i mam zamiar
              to zrobić dla mojego i dzieci spokoju.", co na język Michszyba tłumaczy się:
              "Żona chce walczyć w sądzie o ograniczenie mi praw" i takimi słowy on nam to
              referuje.

              I z jego punktu widzenia na to wychodzi. Michszyb chce wchodzić do domu, w
              którym mieszka żona, kiedy chce i jak chce, zabierać dzieci, kiedy i jak mu
              pasuje, a za wielką fanaberię żony uważa oczekiwanie, żeby uzgadniał z nią swe
              plany dotyczące dzieci co najmniej dzień wcześniej (cyt. "dzieci będę widział,
              jak się zapisze mailowo
              dzień wcześniej"). No skandal po prostu!

              No to jak sąd mu określi, że jego spotkania z dziećmi mają być w dniach takich
              to a takich i w godzinach takich to a takich, to cóż to innego, jak ograniczenie
              będzie? W tak nieludzki sposób nie pozwolić mu na organizowanie
              (dezorganizowanie) żonie życia?

              Przecież nie o dzieci chodzi, a o pokazanie, kto tu rządzi.
              • michszyb Re: to żona chce do sądu 28.11.09, 16:50
                Ona co innego pisze a inaczej mówi.
          • michszyb Re: opamiętaj się bo krzywdzisz DZIECI 28.11.09, 16:27
            To nie jest stan docelowy, tylko aktualna sytuacja. Takie są fakty.
            Docelowo to bedzie wyglądało zupełnie inaczej. A co do azylu do
            którego żona nie ma wstępu to napiszę później.
    • chalsia Re: Byle dokopać 28.11.09, 01:08
      przeczytałam cały wątek.
      No cóż, Michszyb, jesteś (niestety) kopią mojego eksa.
      Działasz (nawet piszesz) tak samo jak on. Poziom agresji tez taki sam.
      Efekt takich działań - zerowy.
      Czemu?
      Bowiem nie dam (i Twoja żona tez nie da) dziecka traktowac ojcu jak paczki.
      Bowiem prawa dziecka stoją wyżej niż prawa rodziców. Bowiem taka roszczeniowa,
      agresywna i bez szacunku do matki postawa prezentowana przez ojca działa
      negatywnie na dziecko.
      Ale Ty i tak tego nie zrozumiesz. Zycze Ci aby Ci się jednak udało. Mojemu
      eksowi nawet po kilku latach sie nie udalo.
      Sama wystapiłam do sadu o ustalenie kontaktów. I pomogło. Choć nie zlikwidowało
      wszystkich problemów, ale jednak pomogło.
      • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 09:04
        Projekcja, Chalsiu, projekcja...(ale to uwaga natury ogólnej, i nie tylko do
        Ciebie).
        To żona Michała traktuje dzieci jak paczki, na które trzeba zasłużyć będąc z nią.

        To poprojektuję i ja- dlaczego MNIE się udało? Dlaczego w mojej rodzinie to
        działa? Dlaczego żadne z nas nie musiało występować o ustalenia sądowe?

        Ludzie, co z Was za mściwe typy! Satysfakcja, że się "mojemu eks" nie udało
        czegoś uzyskać w zakresie rodzicielskim! Albo jeszcze lepiej- ze się mnie udało
        przeszkodzić mu w tym! Toż to paranoja! Cieszyć się, że dzieci nie mają ojca lub
        matki tak, jakby mogły to mieć. Gdzie Wasza dojrzałość? Zastanówcie się nad
        sobą- dlaczego Wam związki nie wyszły, i myślcie nad tym dniami i nocami, a nie:
        przenoście to na relacje z dziećmi.

        • chalsia Re: Byle dokopać 28.11.09, 22:46
          krezzzz100 napisała:

          > Projekcja, Chalsiu, projekcja...

          mylisz się, to nie jest projekcja. To jest jedynie spostrzeżenie dużego
          podobieństwa w zachowaniu, postawie, sposobie wyrażanie się obydwu panów.

          > Satysfakcja, że się "mojemu eks" nie udało
          > czegoś uzyskać w zakresie rodzicielskim!

          a to nadinterpretacja.
          Ja jedynie stwierdziłam fakt.
          I swojego czasu sytuacja braku możliwości porozumienia sie z eksem (stojącym na
          stanowisku "postanawiam, będę, mam prawo", itp) doprowadzała mnie od frustracji
          i depresji. Po latach przywykłam. I smuci mnie to, że ojciec mojego dziecka nie
          potrafi oddzielić ansów jakie ma do mnie, od kwestii wychowania dziecka i nie
          mam z jego strony w tym wsparcia i wspólpracy. ALe do tego też przywykłam.
          • krezzzz100 Re: Byle dokopać 29.11.09, 09:20
            Nie mylę się. Spostrzeżenie nadmiernie rozszerzone (na całą rzeczywistość) jest
            projekcją. U Ciebie to nastąpiło, gdy fakt pewnego zakresu podobieństwa
            UOGÓLNIŁAŚ. To uogólnienie to był krok za daleko.

            Możliwe, że "żądania" Twojego eks doprowadziły Cię do depresji. Mnie też,
            spokojnie (smutny spokój, co?) (((( Tyle tylko, że to żona Michała ma do niego
            anse i je przekłada na dzieci. I o to przecież chodzi w wątku Michała. Ona nie
            ma do tego prawa, to źle o niej świadczy jako matce. Niezależnie od całej
            reszty. Szukanie dla niej usprawiedliwienia w tym, że to usprawiedliwiona
            reakcja na to, że Michał ją porzucił, jest FATALNYM, ale jakże częstym błędem
            tego forum.
            Przecież o tym rozmawiamy.
            • chalsia Re: Byle dokopać 29.11.09, 22:36
              krezzzz100 napisała:

              > Nie mylę się. Spostrzeżenie nadmiernie rozszerzone (na całą rzeczywistość) jest
              > projekcją. U Ciebie to nastąpiło, gdy fakt pewnego zakresu podobieństwa
              > UOGÓLNIŁAŚ. To uogólnienie to był krok za daleko.

              Spostrzeżenie nie było nadmiernie rozszerzone bowiem dotyczyło DWÓCH osób. Nie
              pisałam, ze Michszyb jest kopią mojego eksa, ale , że jest kopią w odniesieniu
              do pewnych zachowań.
              Uogólniłabym, gdybym napisala, że wszyscy/wiekszość facetów tak postępuje.
              Gdybym napisała, że zebra jest w sposobie przyjmowania pokarmu, wyglądzie i
              zachowaniach spolecznych podobna do konia, to tez by była projekcja i uogólnienie ?
              • krezzzz100 Re: Byle dokopać 30.11.09, 00:55
                Za mały materiał, by pisać, że Michał przypomina Ci Twojego eks. Tak uważam)))))
                Projekcją jest tu wyselekcjonowanie TEJ wady (Twoim zdaniem wady) Michała, którą
                miał Twój eks. A do tego materiał przez Ciebie podany o Twoim eks i to, co wiemy
                o Michale, nie uprawnia.
                • zielnaa Re: Byle dokopać 30.11.09, 11:02
                  pozwolę się sobie wtrącić

                  tak się składa, że czytałam wymiany maili pomiędzy chalsią, a jej eksem
                  dotyczące kontaktów tata-dziecko. I po wklejkach michszyb-a z jego wątku "ciąg
                  dalszy-..." odniosłam wrażenie, że panowie korzystali z tego samego szablonu wink.
                  Agresja słowna, forsowanie własnych pomysłów za wszelką cenę, zawiadamianie w
                  ostatniej chwili o zmianie planów (nawet pora wysyłania maili się zgadza - @ po
                  23 zmieniający plany na dzień następny) i in. To są uderzające podobieństwa, a
                  jeśli przyjmiemy, że styl komunikacji mailowej wynika z pewnego sposobu
                  wypowiedzi w realu, a te wiążą się z rodzajem zachowania danej osoby... Cóż,
                  ludzie nie są wcale tak oryginalni, jak chcieli by być wink Znam mnóstwo historii
                  o eksach, eksiarach, macochach, ojczymach (sama jestem eksią od lat szesnastu, a
                  macochą od prawie dziesięciu) i widzę kilka schematów, które się powtarzają.
                  Nihil novi sub sole smile

                  Ps. mój eks w ramach niczym nie ograniczonych kontaktów z naszym synem nie
                  odezwa się do niego mniej więcej dwa lata - jeszcze jeden schemacik smile. Z kolei
                  mój mąż uczestniczy w życiu swojego syna praktycznie bez przeszkód - bez
                  konieczności sztywnych ustaleń sądowych. Tobie widać trafił się podobny
                  egzemplarza na eksa wink
                  pozdr
                  a.
                  • zielnaa Re: Byle dokopać 30.11.09, 11:22
                    napisałam:
                    ...Tobie widać trafił się podobny
                    > egzemplarza na eksa wink

                    co oczywiście jest bez sensu, bo przecież w Twojej sytuacji to Ty odeszłaś i
                    formalnie (?) dzieci są z tatą. A potem mały myk - i dzieci wolą być z Tobą, bo
                    tata jest niewydolny. Niezłe..., wygrana na wszystkich frontach i jeszcze z
                    opinią tej, z która "można się dogadać" - sama odchodzi, sama zrzeka się dzieci,
                    a że potem one same wybierają mamę...
      • yazaman Re: Byle dokopać 28.11.09, 09:09
        Ja w Michszyb też widzę taką kopię mojego ex.
        On też mówi(pisze): chcę, żądam, wnoszę, informuje, że postanowiłem
        itp.
        A jakiekolwiek moje stwierdzenie, że nie, że np jedziemy w tym
        czasie tam i tam nazywa wielkim ograniczeniem kontaktów, O KTÓRE
        BĘDZIE WLACZYŁ DO UPADŁEGO, NIE DA SIĘ I JUŻ!
        Jak podawałam powód dla którego dziecko nie może w danym czasie
        stawić sie na jego żądanie to "kłamałam i wymyślałam", teraz więc
        nie chce mi się nawet podawać powodu - tak mnie sobie
        sam 'wychował'...

        Jeszcze niedawno przecież byliśmy małżeństwem - wtedy jednak dziecko
        nie było mu potrzebne do walki ze mną więc to jaki ma np rozm.
        stopy, gdzie są jego koszulki w szafie, kiedy mu trzeba przebrać
        pościel, jechać na szczepienie, kupić łyżwy, zapisać na kolonię -
        stanowiło wyłącznie mój problem.
        Teraz tylko po to by mi dokopać chce ingerować w to wszystko, za
        wszelką cenę, wykłóca się o rzeczy o których nie ma zielonego
        pojęcia, ostatnio stwierdził nawet że dziecko nie ma choroby, na
        która cierpi od paru lat : )
        W sądzie walczy o rozszeżenie kontaktów, które...realnie wyglądają
        tak jak on chce, ostatnio coraz bardziej tak jak chce dziecko.
        A dziecko z czasem coraz miniej chce do wiecznie nabuzowanego taty,
        który nie robi nic innego tylko wypytuje o mamę, nowe zakupy, jęczy
        jaki on jest biedny ( przy okazji mamy tez sprawę o podwyżkę
        alimentów) itp, komentując moje życie w bardzo nieprzyjemny sposób...

        Ja przestałam za radą psychologa tłumaczyć dziecku jego zachowanie -
        że praca nerwowa, stres, zły dzień...
        Pracuje sam na siebie i na ich wzajemne stosunki, ja nie wnikam, nie
        ingeruję, nie komentuję, nie wypowiadam się...
        Rezultat - opłakany dla ojca... i wcale nie dobry dla dziecka!
        ale... ja nie mam na to wpływu.
        A on się miota w podobny do Ciebie Michszyb sposób - złość i agresja
        dobija go coraz bardziej.
    • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 08:41
      Michale,
      dlaczego nadal nie ustanawiasz sądownie kontaktów? Nadal liczysz na
      "opamiętanie" Twojej żony ?.
      Wniosłeś już sprawę o rozwód? Jeżeli to przed Tobą, to i tak musisz załączyć
      plan opieki wychowawczej, czy jak to się zwie. Opracuj to sam, jeśli nie możesz
      z nią, a chyba nie możesz, i ślij do sądu w te pędy.

      Twoja żona niestety, nie odróżnia dwu spraw (to już banał): Twojego odejścia OD
      NIEJ od Twojego rodzicielstwa. To postawa niestety dość powszechna, acz nadal
      budząca moje zdziwienie, i pociągająca za sobą zwątpienie w prawo powszechnego
      korzystania z intelektu oraz elementarną przyzwoitość))).

      Możesz się na to powołać w pozwie i planie rodzicielskim. Nie zaszkodziłoby ująć
      w obu pismach także właśnie tego, że ona potrzebuje pomocy psychologicznej, a
      się do niej nie kwapi. Na to jednak powinieneś mieć jakąś korespondencję z nią-
      już Ci radziłam, byś pisał do niej listy z KONSTRUKTYWNYMI propozycjami oraz
      Twoją oceną sytuacji.

      Handra ma rację- takie postępowanie, jak Twojej żony, powinno być karane, jak to
      ma miejsce w społeczństwach bardziej rozwiniętych niż nasze, i może kiedyś
      doczekamy tego. To działanie na szkodę dzieci.

      Natomiast podzielam opinie tych forumowiczów, które wskazują na to, że ..nie
      odpowiadasz na konkretne propozycje. Już tyle osób Ci pisało o zabezpieczeniu
      sądowym, a Ty się do tego nie odnosisz. Pisałam Ci o znaczeniu korespondencji-
      też nie odpowiedziałeś. To by wskazywało, że rzeczywiście chcesz się tylko
      pożalić, ale podziałać konkretnie to już nie.

      Nie bierz udziału w maglu z żoną. Żadnych pyskówek. Napisz do niej, skoro nie
      potraficie rozmawiać. I DZIAŁAJ chłopie. Możesz też zgłosić się do Poradni
      Rodzinnej czy do innego mediatora, by Wam pomógł. Ale DZIAŁAJ, bo dzieci są
      faktycznie za małe, by mogły samodzielnie żądać widzeń z ojcem. Ona je urobi. Że
      też to Cię nie niepokoi...

      I jeszcze jedno. NAPRAWDĘ można inaczej pojmować rodzicielstwo niż walkę z byłym
      partnerem. To się UDAJE. Acz, nie jest- przynajmniej na tym forum- popularne.


      • sonia_30 Re: Byle dokopać 28.11.09, 11:04
        Z załączonej korespondencji wynika, że to żona bardziej wyważona
        jest i jeżeli już mowa o pomocy psychologicznej, to dla obydwojga, a
        nie dla niej samej.
        A co do sądowego ustanowienia kontaktów - gdyby Michszyb miał
        pewność że zostaną ustalone tak że będzie miał nieograniczony dostęp
        do dzieci w każdej dowolnej chwili kiedy tylko czasem dysponował
        będzie, już by tam pobiegł.
      • lima Re: Byle dokopać 28.11.09, 12:10
        krezzzz100 napisała:

        > Michale,
        > dlaczego nadal nie ustanawiasz sądownie kontaktów?


        Jak to dlaczego? Bo sąd by ustalił opiekę :"matka wtedy i wtedy, ojciec wtedy i
        wtedy" . i kropka. A autor chce tym czasem dysponować dowolnie, tak jak akurat
        jemu pasuje. Po ustaleniach sądu nie będzie już miał dowolności i luźnego czasu
        dla dzieci wtedy gdy "akurat ma wolny czas" , tylko obowiązki wobec dzieci
        nawet w dniach gdy ustalił sobie inne sprawy. A to już mało przyjemne i wcale
        nie takie wygodne.
        • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 13:10
          Wolałabym dowiedzieć się tego od niego.
          Ponadto, sąd może wziąć pod uwagę elastyczny charakter pracy Michała (dyżury
          rozmaicie wypadające) i NAKAZAĆ matce brać to pod uwagę (w określonym wymiarze
          oczywista). Jeżeli nie będzie on a w stanie brać takich okoliczności pod uwagę,
          a on by wzajemnie potrafił, może dzieci powinny przejść pod jego opiekę.
          • lima Re: Byle dokopać 28.11.09, 13:29
            krezzzz100 napisała:

            > a on by wzajemnie potrafił,


            tiaaa...
            z takim podejsciem? "W trakcie świąt dyżuruję i nie będę mógł spotkać się z
            dziećmi, dlatego postanowiłem, że wigilię dzieci spędzają ze mną, a święta z
            Tobą." wink mitomanka.
            • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 14:08
              Mój eks wyjeżdża często niespodziewanie, bo ma taką pracę. Nie robię z tego
              historii, bo praca to praca. I nikt nikogo łaskawie o nic nie prosi. Michał
              całkiem rozsądnie postanowił, skoro on ma w święta dyżur, a ona i dzieci mają
              kilkudniowe FERIE, to chyba jasne, że dzieci pędzą wigilię z nim. U nas,
              gdybyśmy obchodzili święta, w analogicznej sytuacji byłoby tak samo.

              Dlaczego mitomanka?
              • sonia_30 Re: Byle dokopać 28.11.09, 14:21
                Michszyb postanowił wziąć dyżur w Święta, bo jest lepiej płatny. Nie
                pisze że ktoś mu ten dyżur narzucił. Co byś zrobiła Krezzzz w jego
                sytuacji, wiedząc że po drugiej stronie masz osobę zranioną,
                miotającą się, nie współpracującą? Postawiła ją pod ścianą,
                zaprezentowała co postanowiłaś i szlus? Bo wiadomo - prawa te same,
                prosić nie musisz, tym bardziej łaskawie.
                • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 15:07
                  A napisał gdzieś, że ten dyżur to dla kasy? Niemniej, nawet gdyby tak było, to
                  bym rozumiała to. Ma duże wydatki.

                  Napisałam, co bym zrobiła, gdybym miała po drugiej stronie osobę nie
                  współpracującą. Na piśmie złożyłabym propozycję współpracy i oczekiwała
                  odpowiedzi jakiś czas. Czasy widzeń z dziećmi i utrudnienia z jej strony
                  dokumentowałabym dla sądu.

                  Powiadam. Ona ma normowany czas racy i FERIE. On- nie. Zatem to ONA powinna sie
                  dostosować. Gdyby była rozumna.
                  • sonia_30 Re: Byle dokopać 28.11.09, 15:31
                    Owszem... warto czytać co ktoś pisze, skoro się komentuje...
                    Ja działałabym w nieco inny sposób. Zanim cokolwiek ustalę w pracy,
                    wysłałabym do ex pytanie jak wygląda jej propozycja jeśli chodzi o
                    święta - pytanie nie prośba. Na podstawie jej odpowiedzi
                    próbowałabym negocjować.. gdyby propozycja była totalnie od czapy i
                    utrudniająca, wtedy byłaby to jakaś tam podstawa dla sądu.
                    Popisywanki które urządza sobie Michszyb do niczego nie prowadzą -
                    druga strona reaguje adekwatnie do tonu, na postanowienia odpowiada
                    swoimi, załatwia go jego argumentami, a z cytatu który Michszyb
                    zaprezentował nie wynika, że mu kontakt ogranicza, a jedynie nie
                    zgadza się dostosowywać swoich planów do jego wizji, podobnie jak on
                    nie jest skłonny zrozumieć że w Wigilię może chcieć zwiać z domu i
                    nie siedzieć samotnie z dziećmi, albo dla odmiany z nim i z jego
                    matką.
                    • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 15:49
                      Tutaj akurat rzecz jest oczywista- ona ma ferie, on dyżur. Nic więcej nie wiemy.
                      Opierając się na tych danych, rzecz jest oczywista.

                      My tak działamy, jak piszesz. Jedno drugie informuje o swoich zamierzeniach i
                      pyta, czy coś tam jest możliwe. Ale my rozsądni jesteśmy. Ona rozsądna nie jest.
                      Dlaczego ona, nie on? Bo to ona warunkuje. Wynika Soniu. Dokładnie to wynika:
                      "Ty ponosisz odpowiedzialność". Gdy on się podda, jej żądania pójdą dalej na
                      zasadzie: "jestem skrzywdzona, więc płać".
                      Kobieta jest naprawdę nierozsądna, i nie wróżę mu porozumienia z nią. Co nie
                      znaczy, że on robi wszystko ok, ale w innym miejscu błądzi. Powinien to jak
                      najszybciej pozałatwiać formalnie.

              • maza15 Re: Byle dokopać 28.11.09, 15:38
                krezzzz100 napisała:
                " U nas,
                gdybyśmy obchodzili święta, w analogicznej sytuacji byłoby tak
                samo."

                krez - nie wszędzie musi być tak jak u was.

                • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 15:40
                  Ale może. I polecam, bo to bardzo dobre rozwiązanie. Polecać dobre nie grzech?
                  Poleć lepsze, a będzie ok. Pomożesz facetowi.
            • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 14:10
              Mój eks wyjeżdża często niespodziewanie, bo ma taką pracę. Nie robię z
              tegohistorii, bo praca to praca. I nikt nikogo łaskawie o nic nie prosi.
              Michałcałkiem rozsądnie postanowił, skoro on ma w święta dyżur, a ona i dzieci
              mająkilkudniowe FERIE, to chyba jasne, że dzieci pędzą wigilię z nim. U
              nas,gdybyśmy obchodzili święta, w analogicznej sytuacji byłoby tak samo.

              Dlaczego mitomanka?
          • sonia_30 Re: Byle dokopać 28.11.09, 14:01
            Załóżmy że dzieci są z Michszybem... sądzisz że zgodziłby się na
            wizyty żony w ich wspólnym domu każdorazowo w porach które dla niej
            są dogodne? Siedzi sobie dajmy na to ze znajomymi, a tu nagle ex
            małżonka kluczem w zamku gmera, bo dzieci przyszła odwiedzić, a dom
            przecież współwłasność stanowi, zatem prawo ma. I respektowałby
            jej "postanowienia"?
            • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 14:13
              Sądzę, że tak. Bo niby dlaczego nie? Czy on tych gości jej powybija? Zobaczy ją
              w piżamie? Poza tym, zawsze można zadzwonić przedtem i zapowiedzieć wizytę. Nie
              rozumiem jednak, skąd założenie, że ją nachodził?
              • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 14:14
                że będzie ją nachodził?
              • sonia_30 Re: Byle dokopać 28.11.09, 14:30
                Nie on.... On w domu siedzi.. swoim.. ze znajomymi, z kochanką z
                kimkolwiek. Ona wchodzi.
                I nie zakładam że ją nachodzi, czytam jedynie co napisał
                forum.gazeta.pl/forum/w,24087,103584292,103606480,Re_Wigilia_na_neutralnym_gruncie.html

                forum.gazeta.pl/forum/w,24087,103584292,103599186,Re_Byle_dokopac.html

                Dlaczego miałby zapowiadać? Dom jest jego. Trochę innej retoryki
                Michszyb używa.
                • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 15:11
                  To samo w stosunku do niego.
                  Jego żona jest w moich oczach zdyskwalifikowana jako osoba rozumna, gdy
                  napisała: "Twoje postępowanie przewróciło świat dzieci i ich matki do góry
                  nogami i tylko ty ponosisz za to odpowiezialność" i wykorzystuje jego odejście
                  jako jakikolwiek argument. Albowiem to wyłącznie sprawa między nimi, a
                  odpowiedzialność jako rodzice ponoszą OBYDWOJE i po równo.
                  • sonia_30 Re: Byle dokopać 28.11.09, 15:48
                    Limitowanie ojcu czasu spędzanego z dziećmi, szczególnie jeśli ten
                    jest fajnym tatą, jest wyjątkowo paskudne i rzeczywiście nie stawia
                    ex Michszyba w dobrym świetle. Nie wiem czy ona rozumna, czy nie, na
                    pewno na obecną chwilę z emocjami ma problem. Być może sprawy
                    układałyby się nieco inaczej, gdyby inne było podejście Michszyba
                    (???)
                    • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 15:54
                      To znaczy, gdyby z nią został? Bo ta kobieta tego chce - moim zdaniem. Jeśli mam
                      rację, to cienko widzę ich relację PO.

                      Powinna się przyznać, że ma problem z emocjami. Ale, przede wszystkim, że
                      krzywdzi dzieci. I o to chodzi Michałowi. I ja go rozumiem. Moim zdaniem, to on
                      ma spore szanse na to, by dzieci były z nim. Kobieta się doigra, jak będzie tak
                      dalej postępować.
                      • sonia_30 Re: Byle dokopać 28.11.09, 19:29
                        No nieeee... gdzie został??! Szabelką ma przestać wywijać, bo to do
                        niczego nie prowadzi. Wystarczająco kiepsko jest jeśli jedna strona
                        jest niekonstruktywna... jak do tego dochodzi druga, robi się
                        katastrofa. Ustalać ma na bieżąco rzeczowo i spokojnie, korzystać z
                        tego co ustalić się daje, a jeśli go to nie satysfakcjonuje - składa
                        papiery w sądzie.
                        Czy szanse ma spore - nie wiem.... O żonie niewiele wiadomo, być
                        może jej relacja wniosłaby jakieś inne aspekty. Daleka jestem od
                        wyrokowania na podstawie relacji jednej, zdrowo wkurzonej strony.
                        • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 19:51
                          Naprawdę nie wierzę, że ona by się stała "konstruktywna".
                          Co do Twojej rady- to samo mu radziłam. Skąłdać propozycje, i potem do sądu. Ale
                          z nią się NIE DA (jeśli dobrze rozumiem).
                          • sonia_30 Re: Byle dokopać 28.11.09, 20:18
                            On ma być konstruktywny. Zmieniać może tylko siebie nie ją. Na razie
                            do bycia konstruktywnym mu daleko, skoro ex postanawia, to on też
                            będzie, jeśli ona pogrywa, on nie może być gorszy. Żeby chociaż
                            efekt tego był zadawalający.. ale niestety. A dzieci sobie patrzą
                            jak ich rodzice się żrą, bo jedno zaciekłe i zapiekłe, a drugie
                            ustąpić przecież nie może.
                            • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 21:20
                              Ona mu nie odpuści. Cokolwiek zrobi. Tej kobiecie nie chodzi o dzieci.
                              • lima Re: Byle dokopać 28.11.09, 21:52
                                W tej wersji Michszybowi o dzieci też nie chodzi. Gdyby myślał o dobru dzieci
                                próbował by znaleźć język porozumienia z żoną a nie tupał nogą, że chce i
                                koniec. Gdyby wcześniej myślał o dobru dzieci to nie biegał by za kochanką
                                wtedy gdy żona uczyła te dzieci stawiac pierwsze kroki. Gdyby myslał o dobru
                                dzieci, które jest wypadkową dobra rodziny jako całości i blisko ze sobą
                                będących rodziców, nie rozbijał by tej rodziny z malutkimi!!!dziećmi dla seksu z
                                jakąś panienką w pracy w której się następnie "zakochał" i dopiero wtedy sobie
                                przypomniał, że tej żony to właściwie nie kocha. Nie określałby matki swoich
                                dzieci ponizajacymi epitetami w tym watku i zapewne nie tylko tutaj..
                                Facet powołuje z zoną na świat 2 dzieci i gdy są malutkie zakochuje się w
                                innej.... no litości. To po co te dzieci płodził jak ich dobro ma głęboko w
                                d.... bo myśli tylko o swoim interesie i doraźnej przyjemności. Teraz w jego
                                interesie jest zjeśc ciastko i mieć ciastko tylko zona stoi temu na przeszkodzie
                                nie chcąc się dostosować, więc żona jest "be". Michszyb musi dorosnąć, on sam,
                                i spojrzeć z dystansu na to co stworzył, tym bardziej jesli się teraz rwie do
                                wychowywania dzieci, bo na razie jego zachowania są mało odpowiedzialne i
                                "chojrakowanie" nic mu tu nie da. Dzieci potrzebują stabilizacji,Jeśli oboje
                                nie potrafią się z zoną dogadać więc niech kontakty uzgodnią sądownie, tylko, że
                                tam sąd szybko "chojrakowskie zapędy" ukróci. I wtedy to sąd też będzie ten "be"...

                                A wydaje mi się, ze Ty Krezz, tak bardzo go bronisz, chyba z przyczyn
                                osobistych. Bo też zostawiłaś rodzinę dla kochanka. Ale nie rzucaj się na zonę
                                Michszyba z powodu prób zaleczania swojego poczucia winy cudzą historią.
                                • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 22:06
                                  Lima, tego nie wiesz, co jest z nim i tą Panią. Po prostu- nie wiesz. A skoro
                                  nie wiesz, to powinnaś zakładać najlepsze, a nie- najgorsze. Chyba, że aż tak
                                  źle oceniasz ludzi, ale to już problem innej natury, rozumiesz?
                                  Oczywista, że wiem, o czym mówię, bo sama to przeżywam. Nie rozumiem natomiast,
                                  dlaczego używasz względem mojej Miłości poniżającego słowa: kochanek. Nie znasz
                                  szczegółów mojej historii.

                                  Nie rzucam się na żonę Michała. Jej postępowanie jest straszne. Ja mogłam
                                  spokojnie wziąć dzieci, z palcem w nosie bym je miała przy sobie. Mogę w każdej
                                  chwili. Zupełnie, ale to zupełnie nie wiesz, o czym mówisz.

                                  Nie wiesz, dlaczego Michał pokochał kogoś innego. Nie znasz znaczenia tych
                                  wymiarów jego życia. Ja je znam choć trochę lepiej od Ciebie, by jestem po tej
                                  stronie, co on (przynajmniej zewnętrznie). Mogłabym mojego eks męża niszczyć, i
                                  zapewniam Cię, że miałabym za co, gdyby, gdybym myślała kategoriami często
                                  używanymi na tym forum.

                                  • lima Re: Byle dokopać 28.11.09, 22:28
                                    Przejrzyj jego pierwsze wypowiedzi na tym forum. Szukał seksu, zakochał się
                                    dopiero później, żył na 2 fronty "typowo" nie wiedząc czy w te czy wewte. Dzieci
                                    małe a żona świeżo po porodzie z drugim gdy pan wszedł w romans i odstawił
                                    rodzinę do kąta rzucajac się w wir zapracowania (przy kochance). Jak to o nim
                                    swiadczy? Dobro dzieci? O czym my mówimy. Dobrem teraz będzie gdy szybko
                                    kontakty sadownie ureguluje, a nie będzie brnął w kłótnie z zoną. ale to trzeba
                                    chcieć i mieć odwagę po sobie porządnie posprzątać.

                                    Jeśli miałaś męza i równolegle drugi związek to miałas kochanka. Dlaczego się
                                    oburzasz na fakty? Tak się to nazywa. I owszem, jest pejoratywne, tak jak i
                                    zdradami nikt się publicznie raczej nie chwali bo to żaden powód do dumy, chyba,
                                    że wśród pryszczatych dresów. A jesli teraz masz związek niesformalizowany to
                                    żyjesz w konkubinacie. Tak to się nazywa w języku polskim.

                                    O Twoim zyciu wiem tyle ile opisałas na forum. Ty o moim życiu i doświadczeniach
                                    nie wiesz nic bo tu o nich nie pisuję, ale twierdzisz, że "wiesz wszystko
                                    lepiej"... I to stwierdzenie spod Twoich palców już chyba kolejny raz w tym
                                    watku czytam do kolejnej osoby. Daj spokój.
                                    • krezzzz100 Re: Byle dokopać 29.11.09, 09:12
                                      Lima, nie bronię Michała w jego sposobie wchodzenia w związek. Natomiast
                                      czytałam jego blog z nową partnerką, i mi to nie wygląda na byle jakie.
                                      Bardziej istotny jest stan jego małżeństwa, a ten mi wygląda mizernie. To
                                      pierwsze jest pochodną drugiego, o ile facet nie jest degeneratem moralnym, a co
                                      do tego danych nie mamy. Bilans wyszedł, jaki wyszedł. Nic nam do tego, bo to są
                                      fakty.Z faktami się nie dyskutuje.
                                      Najbardziej zaś istotny jest stosunek do dzieci. Tutaj, z tego co pisz, obraz
                                      Michała jako ojca jest pozytywny. Żony Michała nie znamy, poza tym jednym, jakże
                                      ważnym aspektem- że z dzieci czyni tarczę mściwości- a to już kwalifikacja
                                      negatywna.

                                      Czy ja miałam kochanka? A kiedy się "ma" kochanka? Jak się kogoś pokocha, czy
                                      jak się z nim sypia? Jak się męża oszukuje, czy jak się go nie oszukuje? Pytań
                                      wiele, i odpowiedzi wiele. Ja kogoś pokochałam nie sypiając z nim, mężowi
                                      powiedziałam NATYCHMIAST, jak się zorientowałam, że do kogoś coś znaczącego
                                      czuję. I walczyłam z tym, i tylko ja wiem jak. To są fakty. Oraz wymiar, do
                                      którego Ty w żadnym razie nie masz dostępu, bo nie wyrażałabyś się o tym w taki
                                      sposób, w jaki to czynisz. Od początku określiłam siebie jako winną i wzięłam
                                      tego konsekwencje. Dziś wiem, po terapii, że nadmiarowo.
                                      Nie żyję też w konkubinacie. Żyję w małżeństwie. Tyle faktów.

                                      Wszyscy wiemy tu o innych tylko tyle, ile oni napiszą. Nigdzie nie mówiłam, że
                                      wiem wszystko lepiej. Cały czas upominam się o rzeczywistość i sprawiedliwość
                                      względem niej. Czyli o fakty.
                                      • nangaparbat3 krezzzz 29.11.09, 09:24
                                        Jaki blog?
                                        • krezzzz100 Re: krezzzz 29.11.09, 09:25
                                          Mniejsza z tym, nie czytałaś, to i dobrze. Ja czytałam, zanim Michał go zamknął.
                                          Skoro zamknął, nie będziemy o nim mówić. Sądziłam, że znasz sprawę.
                                  • lampka_witoszowska Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 01:51
                                    gdy po swoich kilometrowych postach na temat motywacji i charakteru
                                    prawie byłej żony michszyba piszesz do Limy, że tego, co jest miedzy
                                    michszybem i jego prawie byłą żoną, po prostu nei wie - i ż eto Lima
                                    źle ocenia ludzi big_grinDDDDDDD
                                    • krezzzz100 Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 09:29
                                      Bo nie wiesz, Lampko. A zakładasz najgorsze- po stronie Michała. Ale nawet nie o
                                      to chodzi, ale o to, że czynisz z tego pozwolenie na takie traktowanie dzieci,
                                      jak je obecnie traktuje żona Michała (jeśli Cię dobrze rozumiem).
                                      • lampka_witoszowska Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 15:12
                                        A teraz jasniej: zastanówmy się, co Ty wiesz, Krez, o żonie
                                        michszyba, która tu się nei wypowiedziała.

                                        Ja wnioskuję na podstawie jego agresywnego tonu i podejścia - dzieci
                                        mi się należą, ona dla mnie to wredna suka - nie, nei napisałem, że
                                        wredna suka, ale że tak sie zachowuje (żaaaal), ona ma się
                                        podporządkować, bo przeciez nie ja

                                        A Ty na jakiej podstawie pozwalasz sobie opisywać charakterystykę
                                        jego byłej? co post, to bardzaiej szczegółową i zaskakującą smile
                                        • krezzzz100 Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 15:22
                                          Nic nie wiem, absolutnie nic, poza tym, co on o niej napisał na forum i blogu.
                                          Już to pisałam, ze wszyscy tu stąpamy po grząskim gruncie, ale to specyfika forów.

                                          Jego ton dla mnie jest reaktywny.

                                          Gdzie ja przedstawiłam charakterystykę jego żony? Lampka, zlituj się. Odnoszę
                                          się do tego, co o niej napisał Michał. Daję dwa cytaty: „Ja piszę, o potrzebie
                                          kontaktów z dzięćmi, ona tłumaczy, ze skoro odszedłem to muszę ponosić
                                          konsekwencje i dzieci będę widział, jak się zapisze mailowo dzień wcześniej, ona
                                          się zgodzi i to tylko wtedu kiedy jest w pracy.” I „Twoje postępowanie
                                          przewróciło świat dzieci i ich matki do góry nogami i tylko ty ponosisz za to
                                          odpowiezialność.”

                                          Jeszcze raz, porządkując:
                                          1. Ona wini jego za odejście, nie bacząc, że ich związek popsuli oboje, a jego
                                          zdrada jest skutkiem.
                                          2. Chce, by on zapłacił za swoje odejście. Między innymi dziećmi.

                                          O tym tu rozmawiamy. To, mym zdaniem, poważne problemy.
                                          • lampka_witoszowska Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 15:39
                                            nie będę Ci cytować wszystkiego, co pisalaś o kobiecie, nei mam aż
                                            tyle czasu smile

                                            wyciągasz jak anjgorsze wnioski z jej jednego zdania
                                            które jest prostym stwierdzeniem faktu, być może

                                            poza tym przepraszam, ale skoro ona została sama, chce jakoś spędzić
                                            święta (i możliwe, zapewnić je spokojne dzieciom, bez atmosfery, w
                                            jakiej i tak żyją na razie)), choćby z dalsza rodziną, zacząć
                                            ukladać nowe zwyczaje dla swojej rodziny, szuka oderwania od
                                            gównianej rzeczywistości rozwodowej - jak każdy po rozwodzie czy w
                                            trakcie, dlaczego mają - i ona, i dzieci - spędzać święta w
                                            oczekiwaniu na spotkanie dzieci z ojcem zamiast spędzić je w
                                            spokojnej, zgodnej atmosferze z ludźmi, którzy chyba aż tak uwiklani
                                            w ich rozwód nei są?

                                            ojciec bogiem nei jest, najważniejszy więc też nie
                                            nie zawsze jego obecność jest balsamem kojącym - częściej zarzewiem
                                            kolejnych afer i spięć, co po podejściu michszyba jest dośc realne

                                            i dlaczego michszyb słowa nei pisze o upodobaniach swoich dzieci, o
                                            ich słowach (no, młodsze może nei mówic jeszcze...), o reakcjach na
                                            cokolwiek, o tym, jaki wpływ na dzieci ma syf, w jakim teraz
                                            przysżło im żyć...
                                            nic, tak naprawdę nic o dzieciach, a wątek ma już ponad 3 setki
                                            wpisów, z czego michszyba duża część...

                                            pewnie z miłosci ich nei zauważa
                                            • krezzzz100 Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 16:31
                                              No, co napisałam? Że gra dziećmi? Toż gra! Wnioski wyciągam na podstawie
                                              materiału, który mamy- jak wszyscy, Ty też.

                                              Lampko, nie dla "swojej" rodziny, ale dla "ich" rodziny, bo dzieci są ich. On
                                              się nie wypisał z rodziny, ale z MAŁŻEŃSTWA.

                                              Ależ Michał pisał wiele o swoich dzieciach. Zauważa dzieci.
                                              • lampka_witoszowska Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 18:35
                                                owszem, owszem, ich dzieci są jej rodziną
                                                również jej, nie tylko jego
                                                więc dla siebie i ich dzieci ona chce świąt u rodziny
                                                on drze koty o dostosowanie do jego dyżurów

                                                a poza tym, rezygnacja z małżeństwa to rezygnacja z rodziny
                                                z dzieci nie, ale rodzina się rozpada
                                                nie dorabiajmy zbędnej filozofii

                                                przeczytałam na wczoraj wszystkie wątki, nei znalazłam wiadomości o
                                                dzieciach, no sorry
                                                czytamy inaczej ten sam tekst, stąd niezgoda zdań
                                            • michszyb Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 16:46
                                              Lampka

                                              Dla małych chłopców ojciec jest bogiem.

                                              Dlaczego nie pisze o dzieciach? Hmm. To chyba nie temat tego wątku. Ale wiesz co
                                              to nie głupi pomysł. Chyba założe stronę gdzie zrobię album z ich bycia ze mną.
                                              Rzeczy które razem robiliśmy. Krótkie filmiki. Wiesz to byłoby całkiem zabawne
                                              obejrzeć to po latach. A uwierz mi byłoby co tam zamieścić. Co mówi mi syn.
                                              Wczoraj powiedział:

                                              --Tato, ja chyba nie chcę żeby tu była Pani jak ja jestem (Panią trzymam na
                                              maksymalny dystans, bo sam nie wiem jak dobrze ją wprowadzić)
                                              - Ja pytam. Czemu synku?
                                              - Bo Pani zamieni się w macochę

                                              No zgłupałem. Nie muszę dodawać, że macocha dla 4-latka to ta zła kobieta co
                                              kazała wygnać do lasu Jasia i Małgosię żeby tam umarli.

                                              - Kto ci takich głupot naopowiadał, synku?
                                              -Mama

                                              Wyjaśniłem, że to niemożliwe, że mama J i M umarła i nowa żona to macocha. Ze
                                              ich mamusia żyje i wcale nie umrze.
                                              • krezzzz100 Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 18:04
                                                Michszyb, choćbyś stal się bogiem dla swych dzieci, i tak Cię oskarżą o
                                                najgorsze. Taki blog o synach będzie świadczył na Twoją niekorzyść- wyciągną Ci
                                                manipulację. Jeden taki już po necie krąży- i jest pośmiewiskiem.
                                                Rób swoje. Po prostu. Bądź ojcem. Ją traktuj wyrozumiale. Spasuj z przepychanek,
                                                a wszystko PISZ i POCZTĄ ślij. Wystarczy. Proś o spotkania z dziećmi na piśmie.
                                                Kilak razy dzienne takie "podania" ślij. W razie jej uporu - wydrukuj i do sądu.
                                                Opisz też jej stan w tych listach- jak go widzisz, i propozycję terapii.
                                                Zresztą, prawnik mówił Ci to samo.
                                          • michszyb Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 16:35
                                            Wczoraj się dowiedziałem, że cyt:

                                            ...jak będziesz mi pyskował to we wtorek dzieci nie DOSTANIESZ...

                                            później opiszę kontekst sytuacji
                                            • lampka_witoszowska Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 18:47
                                              wybacz, ale ja również odmawiałam spaceru ojcu dziecka w chwili, gdy
                                              ja ubierałam Młodą, a on się nad nią wydzierał do mnie, bo mu się
                                              właśnie przypominało, co do mnie ma
                                              Młoda oczęta miała coraz większe i jak była bliska płaczu, to
                                              spokojnie oświadczałam, że jak zadba o dobry nastrój dziecka na
                                              spacerze i nei będzie podminowany jakby na wojnę szedł, a nie na
                                              spacer z 1,5 rocznym dzieckiem, to pójdzie on - a tak idę ja

                                              nie wiem, jak było u Was, ale mimo wszystko jestem gorącą
                                              zwolenniczką poznania sytuacji bez manipulowania jednej ze stron
                                              faktami
                                              tak, wiem, to zapewne ona manipuluje, nei Ty

                                              szukaj porozumienia, dla swojego i dzieci dobra
                                              ona jest ich mamą, a nie suką

                                              nie dyktujesz warunków, bogiem ani dla synów, ani dla córek nei
                                              jesteś i nie będziesz i nei masz wyjścia

                                              poza oczywiście otwarta wojną, której dzieci mogą nie zapomnieć - i
                                              nie darować, bo występujesz przeciwko osobie, którą kochają całym
                                              sercem
                                              • krezzzz100 Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 19:28
                                                Lampka, mój ojciec był dla mnie bogiem. I co Ty na to?
                                                I dlaczego on ma nie manipulować, a nie- OBOJE?
                                                I dlaczego oni mają TYLKO jemu nie darować występowania przeciw osobie, którą
                                                kochają całym sercem?
                                                • lampka_witoszowska Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 30.11.09, 00:49
                                                  ja na to, że dla mnie bogiem był drugi mąż mojej mamy smile

                                                  ale to moja i Twoja historia, nie michszyba

                                                  owszem, oboje mają nie manipulować - ale ja manipulacji ze strony
                                                  jego ex nei widzę, zaś jego porażająco bezwzgledną postawę jak
                                                  najbardziej

                                                  i Twoje wbijanie go w pewność, że ex to zła kobieta była, jest po
                                                  prostu bezsensowne, bo on już na wojnę jest uszykowany, bez
                                                  zwracania uwagi na swoje dzieci

                                                  dlaczego jemu mają nie darować? bo to on skacze jak pajacyk an
                                                  sprężynce
                                                  a dzieci potrzebę walki i niszczenia drugiej strony wyczują na
                                                  odległość - choćby po durnowatym pytaniu: synku, a kto ci takich
                                                  głupot naopowiadał?... a juz nei mówię o wyłażącym wszystkimi porami
                                                  przekonaniu, że to jemu świat ma się podporządkować
                                                  • krezzzz100 Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 30.11.09, 01:29
                                                    Cieszę się, że miałaś fajnego ojczyma smile

                                                    Nigdzie o nikim nie mówię, że jest złym człowiekiem (poza Tri). Nie wbijam go w
                                                    żadną pewność. On jest dobrym ojcem, na moje. I tyle.

                                                    Nie wiem, co mu porami wychodzi)))))
                                                  • lampka_witoszowska Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 30.11.09, 01:33
                                                    eeetam, nie wiesz smile
                                                    przeciez pokazuje w każdym wpisie

                                                    Tri i zły człowiek??? hahahaha
                                                  • krezzzz100 Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 30.11.09, 08:20
                                                    Tak, ale to forum dla ludzi także współuzależnionych od agresorów (którzy byli w
                                                    zwiazkach przemocowych). Więc ludzie ci nie widzą. Tri to przemocowiec. Wiem,
                                                    wiem, się nie zgadzasz...
                                                  • lampka_witoszowska Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 30.11.09, 14:31
                                                    nie widzę, jak Tri stosuje przemoc
                                                    widzę, jak Ty ją stosujesz - groźby, obrażasz rozmówców, wychodzisz
                                                    z pozycji siły

                                                    możesz się po raz kolejny z taką opinią nei zgodzić, a możesz
                                                    zweryfikować SWOJE podejście - Twój wybór i tylko Twój problem, bo
                                                    ludziom na forum to ten fakt raczej jak widzę lata, podobnie jak mnie

                                                    podziwiam Tri, że usiłowął wczoraj prowadzić z Tobą merytoryczną
                                                    rozmowę pomimo Twoich ataków paskudnie osobistych na niego
                                                    normalnie... szok

                                                    ale możesz się nie zgodzić, jak już wspomniałam...
                                        • chalsia Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 23:06
                                          > A Ty na jakiej podstawie pozwalasz sobie opisywać charakterystykę
                                          > jego byłej? co post, to bardzaiej szczegółową i zaskakującą smile
                                          >

                                          no cóż, Krezz sama robi to, co wyrzuca innym - mianowicie zrobiła projekcję - ze
                                          swojego eksa na żoną Michszyba.
                                          • krezzzz100 Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 30.11.09, 00:08
                                            Kulą w płot, Chalsiu)))Mój eks to cudo, jeśli chodzi o nasze relacje wobec dzieci)))
                                            • lampka_witoszowska Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 30.11.09, 00:43
                                              więc przekaż mu wychowanie dziecka/dzieci, bo skoro nie mieszkają
                                              razem, to odcinasz ich od siebie i ograniczasz kontakty

                                              a poza tym - może Twój były też ma ochotę być bogiem dla dzieci smile
                                              • krezzzz100 Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 30.11.09, 00:47
                                                Kiedy mu niczego nie muszę przekazywać- wszak dzieci są zameldowane u niego. A
                                                że wolą ze mną, no cóż... Przecież dzieci nie wygonię, będa chciały, same pójdą
                                                smile)))

                                                Zaprawdę, by być bogiem dla dziecka, to trzeba...nim byćsmile))))
                                                • lampka_witoszowska Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 30.11.09, 00:50
                                                  czyli po prostu tak zmanipulowałaś dzieci, że się na ojca wypięły...

                                                  widzisz, jak można sobie dopowiadać, nie wiedząc?
                                                  robisz to
                                                  • krezzzz100 Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 30.11.09, 01:31
                                                    No i masz...Nie umacniaj Tri w jego chorobie, Lampka))))))

                                                    Nie robię.
                                                  • tricolour Już zadałem pytanie.... 30.11.09, 08:45
                                                    ... czy masz merytoryczne podstawy w sprawach medycznych.
                                                    Odpowiedziałaś, że nie masz.

                                                    Jednak rozumiem Twoje zaangażowanie w moją "chorobę". Ona się
                                                    nazywa: konsekwencja, opór i logika. To one doprowadziły, że nie
                                                    wypowiesz się już - bez narażenia na śmieszność - w sprawach
                                                    kościelnych, medycznych. Także konsekwencja i opór pokazały, że nie
                                                    potrafisz udowodnić (na miarę drugiej klasy liceum) choćby jednego
                                                    zdania, które twierdzisz.

                                                    Teraz zaś wyszła zwykła historyjka rozwodowa, z którą męczyśz się
                                                    dziesiątkami lat, a której chciałbyś nadać rangę na miarę swojego
                                                    rozdętego ego. Znów lipa.

                                                    tongue_out
                                                  • krezzzz100 Re: Już zadałem pytanie.... 30.11.09, 10:26
                                                    Tri, kochanie, siłowe rozwiązania nie stanowią o męskości)))) Naprawdę...Wiem,
                                                    że kiedyś to pojmiesz...Medycyna Ci to umożliwi. Wierzę w człowieka i rozwój
                                                    nauk, także medycznych. Ufam, że Ty też. Z wiarą jest łatwiej...
                                                  • krezzzz100 Re: Już zadałem pytanie.... 30.11.09, 10:44
                                                    Tri, a sprawach kościelnych to czemu nam się nie wypowiadać? Kościół mnie
                                                    fascynuje...
                                        • pa.tryk26 Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 30.11.09, 23:27
                                          lampka_witoszowska napisała:
                                          > A Ty na jakiej podstawie pozwalasz sobie opisywać charakterystykę
                                          > jego byłej? co post, to bardzaiej szczegółową i zaskakującą smile


                                          a moze sama jest 'michszyb'??przypatrz sie dobrze...
                                          ha ha ha

                                          forum.gazeta.pl/forum/w,29,98795076,98922301,co_chcecie_od_troollicy_.html

                                    • lima Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 10:30
                                      Zaawansowana hipokryzja smile

                                      Po kolejnych postach, zaczynam się zastanawiać, z czym Krezz ma większy problem:
                                      z swoim nieprzerobionym a uporczywym kolcem poczucia winy za zostawienie
                                      rodziny, czy z chęcią zrobienia sobie na tym forum "obszernego" PR. Tylko, że
                                      zaczyna się motać i stylowane wywody coraz bardziej się rozjeżdzają w sensie,
                                      jakimkolwiek i jak wyżej zaczynają wywoływać salwy śmiechu.
                                      • krezzzz100 Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 10:58
                                        Lima, umiesz Ty przekroczyć siebie?

                                        O moim poczuciu winy był już wątek. Moje poczucie winy wpakowało mnie w niemałe
                                        kłopoty (depresja). Ale wiesz co? Dobrze o mnie świadczy. Ja przynajmniej MIAŁAM
                                        poczucie winy.
                                        Nie martw się o mnie- uporałam się z nim, w stopniu, w jakim to tylko było
                                        możliwe. Teraz się dzielę moimi doświadczeniami. Nie chcesz- nie korzystaj.

                                        Że "stylowość" działa przeciw mnie- też to już na tym forum było. Lima, dla
                                        Ciebie mogę popisać niestylowo. Złóż zamówienie)))))

                                        W czym leży moja hipokryzja? Pokaż.
                                        • lima Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 11:28
                                          Przykro mi Krezz, tak Cię widzę po kolejnych postach. Poczucie winy=nieradzenie
                                          sobie z nierozwiązanym problemem. I z takiej pozycji udzielanie komuś "porad"
                                          jest kiepską opcją, choremu się wydaje że umie innych wyleczyć. Chciałabyś by
                                          exmaz Cię lubił po rozwodzie, chciałabyś by jeszczezona Michszyba go wspierała w
                                          odchodzeniu od rodziny w najwygodniejszy dla niego sposób a nie utrudniała tego.
                                          Nie ta bajka. Tak jak i kochanka nie wspiera swojego żonatego kochanka w lepszym
                                          rozumieniu żony i trwałości małżeństwa , ale wspiera go w potępieniu żony by
                                          mieć go dla siebie.

                                          Cały prawie ten wątek to Towoje wołanie o "danie prawa do odejścia do
                                          kochanki/ka(vel nowej miłości)". Nikt tego nie zabrania gdy małżeństwo jest złe,
                                          nie ma tego w kodeksie karnym, jesli ktoś załatwia sprawy z godnością, licząc
                                          się z druga osobą i maksymalnie mało krzywdy po sobie zostawiając. Ale trzeba
                                          przełknąć następstwa takiego wyboru a to jest gorzka pigułka nie sam cud miód.

                                          Ty postawiłaś z definicji na piedestale Michszyba a na zerowej pozycji jego żonę.
                                          Dziwi mnie, że zachwycałaś się blogiem Michszyba. Dla mnie publiczny blog
                                          prowadzony z kochanką przez żonatego faceta z 2 małych dzieci.... żenada do
                                          potęgi. Gdybyś Ty cos takiego zrobiła swojemu męzowi, tak go publicznie
                                          upokarzała, dopiero wtedy byś mogła się przekonać co znaczy niechęc byłego męza
                                          i chęć odegrania się. W tej perspektywie żona michszyba i tak wypada na
                                          wyjątkowo zrównoważona osobę. W przeciwieństwie do niego.
                                          Samej trudno ci się pozbierać, mimo, ze zagrałaś bardzo fair i poszłaś na
                                          wielkie ustępstwa przy swoim rozstaniu. Ale nie identyfikuj się z Michszybem, bo
                                          on nie jest Twoją wierną kopią, jego pomysł na porzucenie rodziny to
                                          wyprowadzenie żony do osobnego mieszkania a samemu zostanie z dziećmi w
                                          wspólnym domu z kochanką. I agresja, gdy zona powiedziała "hola, co to to nie".
                                          Nie gloryfikuj Michszyba tylko dlatego, że odchodzi /jak Ty/ od żony i nie
                                          projektuj swojej sytuacji z exmeżem na jego jeszcze zonę.
                                          To inna historia i nie patrz na nią tak jednostronnie.

                                          Inna sprawa, że jeśli obecna intensywna bytnośc na forum jest ci potrzebna i
                                          pozwala Ci przerobić swoje problemy - to pisz co ślina na język przyniesie, bo
                                          "życiowe prawdy" i same się obronią i samo życie je zweryfikuje smile
                                          • krezzzz100 Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 11:59
                                            Twoje prawo tak mnie widzieć. Moje- wskazać Ci błędy. Ale golone/strzyżone- jak
                                            widać bez sensu. do niczego nie prowadzi.

                                            Nadinterpretujesz, Lima. Nigdzie nie zachwycałam się blogiem Michała. Przeczytaj
                                            raz jeszcze, może pojmiesz, co napisałam.

                                            Ja się rozstałam z godnością, z poniesieniem ceny, i co? I tak to forum ma swoje
                                            zdanie. Jakże jednoznaczne. Także to mnie upewnia co do tego, że żadne ustępstwa
                                            nic nie dają. Takie osoby, jak Ty bowiem, nic a nic z nich nie pojmują. To jak
                                            rzucanie pereł...Sama to pokazałaś. Dla Ciebie to, co ja zrobiłam, jest niczym
                                            więcej niż jak o kant d....Gdzieś masz sprawiedliwość, godność, i wszystko, co
                                            najlepszego można zrobić w tragicznej sytuacji. Twoja pogarda dla ludzkich
                                            wysiłków budzi we mnie GROZĘ. Na pocieszenie- nie jesteś sama.

                                            Tak, chciałabym, by mój eks mnie lubił. Ale nie lubi. Szkoda czasu na analizę
                                            tego problemu, bo i tak tego nie pojmiesz. Bo nie widzisz dalej niż wskazuje
                                            perspektywa ROLI.

                                            Dziękuję za pozwolenie pisania mi na tym forum)))))Jeśli Ci to potrzebne, to ja
                                            Ci też pozwalam))))

                                            Moja sytuacja jest w pewnym względem analogiczna do sytuacji Michała. Objaśniam
                                            raz jeszcze (doceń cierpliwość) - DZIECI. Ktoś się moimi i jego dziećmi posłużył
                                            jako ZAPŁATĄ. Paniała? Jeśli nie, to jestem bezradna. Apeluję do Ciebie oraz
                                            innych- byście OTRZEŹWIELI i zobaczyli wymiar sprawy.
                                            • lima Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 12:22
                                              Tak tak smile wiem. Ty wiesz najlepiej, już to mówiłaś. Kto twierdzi przeciwnie to
                                              jest bezmyślnym wieprzem a w ogóle to forum to dewiacja. To też już mówiłaś.
                                              Jeśli jest Ci to potrzebne do obronienia swojego status quo to powtarzaj to
                                              sobie codziennie. Mnie to właściwie nie obchodzi bo dotyczy wyłącznie Twojego
                                              zycia. Zgodnie z przysłowiem "jak sobie pościelesz tak się wyśpisz".
                                              Jak na razie dziećmi posługuje się też Michszyb. To zona tymi dziećmi się
                                              zajmowała gdy on był w pracy i u kochanki. Czyli prawie stale przez ostatnie co
                                              najmniej 2 lata. I to Michszyb pstryknięciem palca chce zabrać dzieci żonie by
                                              przy rozwodzie "nie tracić rodziny" a ją odstawić na "dochodzącą" matkę,
                                              łaskawie "nie zabraniając" jej wizyt u dzieci. I dlatego tylko nie idzie do
                                              sądu, bo wie, że każdy sąd w takiej sytuacji stwierdzi "z choinki się pan
                                              urwał?". Więc zamiast prosto i sprawnie unormować kontakty odnośnie wizyt u
                                              dzieci w sądzie Michszyb woli wykłócać sie z żoną i stawiać się w pozycji
                                              pokrzywdzonego przez żonę. Bo to gra, by zgromadzić argumenty do wojny o dzieci
                                              w sądzie. Ale możesz mu oczywiście sekundować smile nikt Ci nie zabroni. Powaga.
                                              • krezzzz100 Re: Krezzzz, normlanie mnei rozsmieszyło :))) 29.11.09, 12:30
                                                Bezmyślność przeraża. Słowo. No nic, Twoje życie.
                                              • tricolour Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 12:52
                                                ... pisze przecież o opiece naprzemiennej. Nie chce także i tego
                                                ustalić sądownie, choć odpowiedni wniosek mógł złożyć. Nie wiemy też
                                                czy kochanka ma ochotę być macochą malutkich synków.

                                                Na razie wiemy tylko, że Michszyb postanawia i oczekuje. Jego żona
                                                pozostawiona sama z dziećmi, domem, pracą zawodową stara się
                                                zbudować swój świat wokół siebie i dzieci.
                                                • lima Re: Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 13:10
                                                  Fakt. Nie chce zabrać dzieci. Chciał, z tego co pamiętam, wyprowadzić żonę z
                                                  domu do wynajętego mieszkania, a sam zyć sobie "po staremu" w ich domu z dziećmi
                                                  i ich matka na dochodne. Jeśli taką propozycję zonie przedstawił, to i tak cud,
                                                  że tak spokojnie żona go traktuje smile Więc została opieka naprzemienna do której
                                                  trzeba zgody między rodzicami a tej nie ma, więc kolejna fikcja.
                                                  Kochanki na ogół "kochają" dzieci jeszczeżonatych kochanków gdy te dzieci są na
                                                  odległość i z sporadyczną wizytą. A potem przychodzi proza życia i wątpię, czy
                                                  kochanka zapędzona do opieki nad 2 maluchami długo by miała szczęśliwą minę,
                                                  albo gdy Michszyb będzie dzielił resztki czasu po pracy między nią a starą
                                                  rodzinę.
                                                  Tak naprawdę Michszyb nie ma jeszcze nic "poukładane", mimo, ze jako ten, który
                                                  od dawna prowadzi to drugie życie miał duzo więcej czasu niz postawiona przed
                                                  faktem dokonanym żona, na odnalezienie się w nowej sytuacji. Na razie M. układa
                                                  swoje emocje i z musu koryguje widzi-mi-się z realiami i do finalnego efektu, do
                                                  którego bez szwanku będzie mozna wprowadzić dzieci, bardzo daleka droga. A żona
                                                  układa swoje życie nie pozwalając mu już w nie ingerować i bujać jego
                                                  niezdecydowaniem.
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 13:54
                                                    No popatrz, Lima, a mój mąż zajmuje się moimi dziećmi jak ta lala. Gotuje im (i
                                                    to jak!), pierze, wozi, odrabia lekcje, uczy języków, ogląda filmy, chodzi do
                                                    kina, gra w szachy i inne karciochy, rozmawia, ROZUMIE. I tak już kilka lat. I
                                                    nijak nie widzę, by mu się odechciewało.
                                                    To skąd ten pesymizm w stosunku do partnerki Michała?

                                                    Opieki naprzemiennej u Michała nie będzie (czy "okołonaprzemiennej" lub innej
                                                    opartej na dobrowolnej umowie). Będzie niestety walka. A mogło być bez niej.
                                                    I o to chodzi. Przy takich osobach jak Ty, Lima, tylko walka wchodzi w grę.
                                                    Zważ, ja nie walczyłam. Ucz się, Lima, ode mnie))))))
                                                  • lima Re: Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 14:03
                                                    choćby stąd, że kochanka będzie chciała mieć swoje dzieci gdy tylko uwije
                                                    gnizdo, a dzieci Michszyba mają dopiero po kilka lat i jego była żona będzie w
                                                    ich życiu i życiu Michszyba jeszcze wiele wiele lat. chyba, że ma już swoje
                                                    dzieci z innego zwiazku.

                                                    Co do Ciebie, to Twoje "niewalczenie" wygląda dość żałośnie,jesli tak stale
                                                    musisz je podkreslać by utrzymac jego wartość i wcale nie wygląda na to by
                                                    dzieciom aż tak na dobre wyszło.
                                                    Jeśli kogos chcesz uczyć, to ucz Michszyba, nie tych co problemów z
                                                    nieodpowiedzialnością nie mają.
                                                  • lima Re: Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 14:12
                                                    aha, wychodzę właśnie, więc dodam tylko tyle, że niestety Ty właśnie jako na
                                                    szczęście jedna z nielicznych osób w tym wątku zachęcasz Michszyba do dalszego
                                                    najeżdżania na zonę, negacji jej, i walki z nią o dzieci. Cała reszta
                                                    forumowiczów wzywa go do zmiany tonu i pohamowania wobec żony agresywnych lub
                                                    autorytatywnych zachowań by uspokoić sytuację. Jakiekolwiek superlatywy o sobie
                                                    byś tu nie przytaczała- niestety tak to wygląda że przykładasz rękę do eskalacji
                                                    wojny.
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 14:17
                                                    No co Ty nie powiesz, Limo)))) Zaprawdę, wychodź, ale chyba Ci to nie
                                                    przeszkodzi nabyć rozumu?
                                                    Wiem, że nie rozumiesz teraz, co mówię, i bardzo mi w tym Ciebie żak, ale
                                                    cierpliwie Ci wytłumaczę. Otóż, radziłam Michałowi SPOKOJNE w tonie, niezaczepne
                                                    wyłożenie jej w listach swojego punktu widzenia. Żadnej eskalacji. Oraz mediacje.
                                                    Zrozumiałaś, czy jeszcze raz mam powtórzyć?
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 14:17
                                                    ...mi Ciebie żal))))
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 14:20
                                                    Jeszcze Ci dopowiem, Limo, bo znowu możesz zabrnąć w ślepy zaułek)))) To będzie
                                                    dla Ciebie zapewne ciężkie do pojęcia, ale my tu nie tylko o Michale czy o mnie
                                                    rozmawiamy. Także o pewnych kwestiach bardziej elementarnych niż określone exempla.
                                                    Wychodź już))))
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 14:14
                                                    Limo, prawdy nigdy dość. "Repetitio est mater studiorum", zwłaszcza dla tych do
                                                    bardziej opornych na wiedzę jak Ty)))

                                                    Jakbyś była gotowa do normalnej rozmowy, daj znać. Wierzę w możliwości rozwoju
                                                    człowieka)))))
                                                  • michszyb Re: Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 16:29
                                                    Ten pesymizm wynika z prostej przesłanki. Gdyby mi się nie udało to spełniłyby
                                                    się modlitwy co poniektórych z forum. Takie życzeniowe negatywne myślenie.
                                                  • michszyb Re: Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 16:27
                                                    Wiesz to co piszesz to tylko twoje domysły i spekulacje. Po pierwsze nie
                                                    chciałem żony z domu wyrzucać. Zastanawiałem się tylko głośno jak rozwiązać ten
                                                    problem. Nawet gdybym chciał to zrobić to niby jak fizycznie miałbym tego dokonać.
                                                    Opieka napremienna - tak do czegoś takiego dąże. Nie dlatego że nie chcę zabrać
                                                    dzieci żonie, tylko dlatego że uważam, ze dzieci powinny mieć oboje rodziców po
                                                    równo.
                                                    Co do pozostałych kwestii, to już zupełnie fantazjujesz.
                                                • lampka_witoszowska Re: Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 15:18
                                                  tak
                                                  dzieci chciał zabrac najpierw
                                                  potem ustalił, że chce opieki naprzemiennej (dla 2- i 4-latka)

                                                  masakra
                                                  egoizm
                                                  nieliczenie się z dziećmi
                                                  zerowa znajomość podstawowej psychologii malego dziecka i jego
                                                  potrzeb

                                                  i nieważne, że na nim to się zemści w przyszłości - robi zwyczajne,
                                                  pospolite świnstwo własnym dzieciom
                                                  superkuźwatatahiroł
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 15:41
                                                    Nie wiem, czy takie egoistyczne. Opieka naprzemienna może mieć różny kształt,
                                                    Lampko. Bardziej chyba chodzi o to, by "przydział" nie był tak jednostronny, jak
                                                    w niedawnym orzekaniu.
                                                  • michszyb Re: Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 16:33
                                                    superkuźwatatahiroł


                                                    fajne, zrobię sobie t-shirta z takim napisem.
                                                  • lampka_witoszowska Re: Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 18:48
                                                    zrób smile)) jak Cię spotkam na ulicy, będę wiedziała, że to Ty i
                                                    upomnę się o prawa autorskie smile
                                                • michszyb Re: Michszyb nie chce zabrać dzieci... 29.11.09, 16:20
                                                  No niezupełnie. Moją sprawe prowadzi już kancelaria. Ale z wiadomych względów
                                                  nie chcę pisać o szczegółach.
                  • mamaadama4 Re: Byle dokopać 28.11.09, 15:49
                    Nie wnikając kto kogo i dlaczego, jedynym wyjsciem w tej sytuacji
                    jest odpuszczenie przez jednego z rodziców, schowanie dumy, ambicji
                    i czego tam jeszcze do kieszeni ze świadomością, że to będzie
                    pierwszy krok do uspokojenia emocji, które są i jeszcze trochę będą.
                    Piszę to z pozycji tej porzuconejsmile w której gotowało się jak w
                    garze. Odpuściłam. I udało się przejść w stan uspokojenia i
                    unormowania stosunków w sprawie dziecka, chociaż mój jeszcze nie eks
                    małżonek próbował manipulować. Michszyb tobie radzę odpuść. To nie
                    ostatnie święta z dziećmi. Nawet jeżeli będziesz miał spędzic z nimi
                    tylko kilka godzin to przecież warto. Bo jakie masz inne wyjście?
                    Wyszarpiesz te dzieci? Bedziesz się dalej kłócił? jeżeli
                    rzeczywiście tak ci zależy na dzieciach, to bierz ten czas, który
                    dają i ciesz się nim. Ktoś z was musi zrobić ten pierwszy krok, żeby
                    choć jedna drobna sprawa między wami została załatwiona spokojnie a
                    potem powoli sie ułoży. Metoda małych kroków skutkuje.
                    • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 15:58
                      Mamo Adama, masz rację, że ktoś musi odpuścić. Ale nie on. A wiesz dlaczego? Bo
                      to byłoby dla niej POTWIERDZENIEM jej racji, czyli podsycaniem żalu, i w
                      następstwie poczucia słuszności- eskalacji roszczeń. To ona musi zrozumieć, że
                      jej związek z Michałem nie ma nic do rodzicielstwa.
                      On jej to powinien napisać. Właśnie to. Jak to zrobi zgrabnie, to wygra.
                      Cokolwiek ona zrobi: on wygra. Jak do niej dotrze- wygrają oboje, jak nie
                      dotrze: on przejmie dzieci.

                      To tak działa. Wiem, o czym mówię.
                      • mamaadama4 Re: Byle dokopać 28.11.09, 16:06
                        Nie zgodzę się. Jej postawa wynika z pewnością z sytuacji w jakiej
                        się znalazła. I jeżeli on wykaże się spokojem to i jej emocje
                        opadną. Ta eksalacja z jej strony to niby na czym ma polegać? Jeżeli
                        on zgodzi sie odpuścić to ona zupełnioe zabroni mu kontaktów z
                        dziećmi? Napisałaś "Jak to zrobi zgrabnie to wygra" - co niby wygra?
                        To co w tej chwili im obojgu i dzieciom jest potrzebne to spokój a
                        dotychczasową drogą tego nie osiągną.
                        • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 16:18
                          Jej sytuacja wynika z czego? Co masz na myśli? Rozpad związku? Jeżeli tak, to
                          nie am to nic do dzieci.
                          Co do jej emocji- zapewne opadną, ale czy zmieni się jej przekonanie i
                          "przeliczenia" tego przekonania na jego "ustępstwa", także na opiekę nad
                          dziećmi? Ona może ku kazać "płacić" za swą domniemaną krzywdę bez końca. To
                          szantaż, i powinien być karalny.
                          Ty poszłaś po rozum do głowy. Czy ona pójdzie? I kiedy?

                          Dzieci są za małe, by je oddawać w ręce mściwej kobiety. Gdyby były większe,
                          poradziłabym mu ją zostawić sobie samej, a dziećmi robić swoje. Ale tutaj tak
                          się nie da.

                          Michał wydaje mi się dobrym ojcem. O niej nie wiem nic jako matce.
                          • krezzzz100 Re: Byle dokopać 28.11.09, 16:21
                            Acha, co do tego, że on "wygra". Wygra dzieci. Gdyby mój eks tak się zachowywał,
                            wiedziałabym co robić. To łatwa sprawa. Nawet facet w takiej sytuacji "pokona"
                            kobitę- właśnie dlatego, że ona wykazuje brak elementarnego kierowania się
                            dobrem dzieci.
                            Co on powinien robić- już opisałam.
                            • tricolour Co to znaczy "wygrać dzieci"? 29.11.09, 13:04
                              Przyznaję, ze po lekturze Twoich wypowiedzi wnioskuję, że taka
                              wygrana polega na tym, że ktoś je wychowuje na codzień (czytaj: Twój
                              były mąż) a one i tak bardziej lgną do Ciebie.

                              Bo słowo "wygrana" oznacza, że były dwie strony, toczyła się między
                              nimi rywalizacja i ktoś kogos pokonał. Z użycia słowa "wygrana"
                              wynika, że podmiotem jest rywalizacja, a dzieci obiektem rywalizacji.
                              • krezzzz100 Re: Co to znaczy "wygrać dzieci"? 29.11.09, 13:48
                                To źle Ci ta lektura idzie))) Bo gdyby szła dobrze, to byś wiedział, że młodszy
                                mieszka u mnie a do ojca chodzi z wizytami raz na tydzień/dwa tygodnie m.w. (bo
                                więcej nie chce) , a starszy 2/3 u niego 1/3 u mnie z tym, że popołudnia spędza
                                u mnie prawie codziennie i szkołą oraz jego problemami zajmuję się ja. Czyli mój
                                mąż także.

                                Zaprawdę, Tri, czytaj ze zrozumieniem. A najlepiej to się w mojej sprawie nie
                                wypowiadaj. Bo Ty swoją córkę oddałeś jako "nie-rodzinę".
                                • tricolour No to skąd te jęki... 29.11.09, 15:07
                                  ... z oddaniem dzieci pod wychowanie ojca? Jeśli minęły, to po co o
                                  nich ciągle piszesz? O niezamkniętym związku także?

                                  A może exmąż wychował małe dzieci, a Ty masz już teraz duże i to
                                  jest ta wygrana?

                                  Zresztą zadałem proste pytanie "co rozumiesz przez wygranie dzieci"
                                  i Ty - jako wszechwiedząca - nie potrafisz odpowiedzieć?
                                  • krezzzz100 Re: No to skąd te jęki... 29.11.09, 15:30
                                    Jakie jęki, Tri...

                                    Jak kulą w płot, trafiłeś z tymi małymi dziećmi. Mój mąż zarabiał, dużo
                                    pracując, i to było sensem jego życia. Dzieci kijem nie tknął. Zresztą, dzieci
                                    nie chciał, i się bardzo opornie na nie godził. Nie wstawał w nocy, nie kąpał,
                                    nie chodził na spacery, nie karmił, nie bawił się z nimi. Taka prawda.
                                    Obudził się, jak się z nim rozwodziłam. I bezczelnie powiedział: "teraz moja
                                    kolej". No to ma swoją kolej. Dzieci od niego uciekają.

                                    Wymyślaj dalej, Tri. Jeszcze parę wariantów Ci zostało.

                                    Co ja rozumiem przez "wygranie dzieci"? Coś bardzo złego, ale koniecznego, jeśli
                                    ktoś jest zmuszony do walki o nie. Mnie się tej walki udało uniknąć, bo i tak
                                    dzieci lgną do mnie. Wystarczyło mi spełnienie minimalnych warunków, by
                                    realizował "swój czas". Tymi warunkami było: że mieszkania będą obok siebie, i
                                    że wzajemnie nie będziemy dzieci odciągali od siebie. I tak się dziej, jak na
                                    razie (odpukać).
                                    Efekt jest taki, że dzieci są coraz bardziej ze mną. Drogą ich wyboru.

                                    Już Ci mówiłam, że nie masz wstydu.


                                    • tricolour Czy nie mam wstydu? 29.11.09, 19:59
                                      Nie mam ponieważ wstyd pojawia się wtedy gdy wyobrażenie o sobie
                                      mija się z rzeczywistością. Mnie się nie mija.

                                      Ty zaś ciągle musisz uzupełniać swoją historię już chyba od roku, by
                                      cokolwiek było w niej jaśniejsze. Dlaczego raz klarownie nie
                                      napisałaś, że miałaś z mężem umowę (a umowa, to umowa i nikt się nie
                                      wtrąci, bo nie jest stroną) dotyczącą wychowania dzieci? Umowę
                                      trudną, ale realizowalną i realizowaną konsekwentnie, w wyniku
                                      której dzieci bardziej wolą być z Toba niż ojcem. Kto by podważył
                                      spójną wypowiedź, z której jasno wynika, że ustaliliście rolę umową,
                                      ale życie ją zweryfikowało?

                                      Wielokrotnie pisałem o Twoich racjonalinych protezach opisujących
                                      emocjonalną rzeczywistość, ale tak to właśnie wygląda i nie tylko
                                      dla mnie. Przecież umiesz pisać i sensownie sie wysłowić więc jeśli
                                      stwarzasz wrażenie krętactwa, to nie dziw się, że ktoś to wrażenie
                                      jako krętactwo odbierze nawet gdy piszesz nieumiejętnie szczerą
                                      prawdę.
                                      • krezzzz100 Re: Czy nie mam wstydu? 30.11.09, 00:15
                                        Ach,mójboże, więc pół roku Ci zajęło przyswojenie sobie elementarnych
                                        wiadomości, które podałam w pierwszym wątku przeze mnie założonym...Już się
                                        więcej nie będę z Ciebie śmiała, ociężałość umysłowa to nie jest coś, z czego
                                        można się śmiać((((( Teraz rozumiem(((( Tri, współczuję!!!(((((((((((((
                                        • tricolour Mnie współczujesz? 30.11.09, 00:24
                                          Cytat 1: "eks to cudo jeśli chodzi o nasze relacje wobec dzieci".

                                          Cytat 2: "Nie wydala. Nie opiekuje się nimi. Nie dba o nich. Nie
                                          wyciąga do nich ręki. Kpi z nich młodości, z ich zainteresowań, nie
                                          lubi ich. Nie wiem, czemu. Ma jakiś problem. Już nie moja sprawa.
                                          Odpuściłam, robię , co mogę. Mają dom. Ale- zachęcam ich do
                                          kontaktów z ojcem".

                                          Czyli kłamiesz dalej.
                                          • krezzzz100 Re: Mnie współczujesz? 30.11.09, 00:36
                                            Obiecałam sobie Ci współczuć, i bardzo się staram((((((
                                            Naprawdę mi Ciebie żal. Tak wolno kapować ogóle zarysy to już wystarczy, by być
                                            zdołowanym. Nie dołuj się więc bardziej tym, że nie pojmujesz niuansów.
                                            Wystarczy poprosić grzecznie, a sprawniejsi na umyśle wytłumaczą, Tri. Wiem, że
                                            Cię nikt jeszcze nie uświadomił, że tak można, albo uświadomił, ale to jeszcze
                                            do Ciebie dochodzi. Mniejsza, kiedyś dojdzie do Ciebie to, co teraz napisałam.
                                            Za jakieś pół roku dojdzie, ale dojdzie.

                                            Będę pisała powoli, bo wiem, że czytasz powoli, Tri. Zatem, skup się: mój eks i
                                            ja zgodziliśmy się na rozwód na określonych warunkach. To możliwe, acz nie dla
                                            Ciebie. No, ale to się zdarza. I tym się różni od żony Michała, że nigdy mi
                                            kontaktów z dziećmi nie utrudniał. To było o różnicy. Pojąłeś? Nie? Nie martw
                                            się. Może pojmiesz. Kiedyś
                                            Teraz napiszę o tym, jak on sobie radzi jako ojciec. Też będę pisała powoli.
                                            Otóż- nie za bardzo sobie radzi, mówiąc oględnie. No wiesz- nie wydala.
                                            Wiem, że te dwie informacje trudno Ci złożyć do kupy. Tak bywa u niektórych
                                            ludzi. Ne martw się już tyn, dobrze?
                                            Może tylko postaraj się zapamiętać, że jak sobie nie radzisz z przerobem
                                            informacji, to nie oznacza to, że ktoś kłamie, gdy Ci te informacje podaje. Nie
                                            musisz rozumieć, dlaczego to brzydkie- tak o tym kimś sądzisz, wystarczy, że
                                            zapamiętasz.
                                            A najlepiej połóż się już spać. Sen dobrze robi na mózg. Dobranoc, Tri.
                                            • tricolour I stąd te roczne jęki? 30.11.09, 00:53
                                              Że nie utrudniał kontaktów po rozwodzie i dobrze, że sie w ogóle
                                              rozwiodłaś? Na dodatek dzieci mają dobrze z Tobą? Z tego powodu
                                              jęczysz?

                                              Przecież to jest śmieszne! Wyobraź sobie, że wiele osób ma dobrze po
                                              rozwodzie wraz z dzieći i ich exowie wcale nie utrudniają kontaktów!
                                              Do tego stopnia tacy ludzie mają dobrze, że nie stękają! Nic a nic.
                                              • krezzzz100 Re: I stąd te roczne jęki? 30.11.09, 01:06
                                                Tylko im pozazdrościć. Zazdroszczę))))

                                                Drogi Tri, kiedyś to pojmiesz, że ludzie mają różne wymagania i oczekiwania.
                                                Jedni zadowalają się mniejszym, inni większym. Jak się skupisz, to to
                                                zrozumiesz, Nie, nie teraz- kiedyś.
                                                Nie przejmuj się też aby tym, że pół roku Ci się rozszerzyło w rok, albo rok
                                                skrócił do pół roku. cokolwiek nastąpiło- niektóre mózgi tak mają, jak Twój.
                                                Kiedyś może wynajdą na to lekarstwo,albo doczekamy się przeszczepów mózgu. Kto
                                                wie...
                                                • krezzzz100 Re: I stąd te roczne jęki? 30.11.09, 01:11
                                                  Ach, Tri, teraz tez rozumiem, dlaczego piszesz na forum rozwodowym kilkanaście
                                                  lat po rozwodzie. Tyle czasu Ci zajęło przerabianie pewnych "danych". No,
                                                  rozumiem....Przy takich możliwościach przerobowych. No, ale wiesz, tyle lat
                                                  jęczeć)))))))))
                                                  • tricolour Napisze ci jeszcze raz... 30.11.09, 08:30
                                                    ... żebyś się nauczyła:

                                                    Wasze małżeńskie drogi rozeszły się. Postanowiłas odejśc od męża
                                                    umaiwiając się jednoczesnie, że to on bedzie sprawował opiekę nad
                                                    dziećmi. Załozyłas nową rodzinę, a mąż nie, co jest
                                                    najprawdopodobniej powodem jego zazdrości i frustracji. Ex nie
                                                    potrfi odpowiednio zająć sie wychowaniem dzieci więc one bardziej
                                                    lgną do Ciebie.

                                                    Widzisz? Widzisz, że rok srasz po własnych nogach i krzakach kiedy
                                                    toaleta stoi w pobliżu? To dlatego tak wierzgasz, że Twoja
                                                    historyjka jest wyświechtana do znudzenia.

                                                    Jesteś śmieszna.
                                                  • krezzzz100 Re: Napisze ci jeszcze raz... 30.11.09, 10:23
                                                    Ale masz śliczny język, Tri....no no...
    • adela38 Re: Byle dokopać 28.11.09, 17:19
      Szanowny kolega po fachu moim zdaniem prowadzi zla polityke.
      Jezeli chce by dzieci mieszkaly z nim to nie powinien brac dyzurow by utrzymywac
      dom, ale pracowac prywatnie i placic ryczalt, a prace ograniczyc tymczasowo do
      minimum. Powinien wprowadzic sie do swojego domu spowrotem argumentujac, ze go
      nie stac na wynajem i nie moze zyc z dala od dzieci.W domu moga sie podzielic
      pokojami.Ewentualnie powinien poprosic ja o wyprowadzke, jesli tylko prawnie
      jest to mozliwe. Powinien pojsc do terapelty i tam zalic sie na zla zone i to,
      ze przez konflikty z nia nie moze pracowac.
      Gdy przeprowadzka nie jest mozliwa powinien olac dotychczasowe mieszkanie- niech
      je chocby zlicytuja...
      Obecnie im wiecej ryje tym wiekszy haracz bedzie jej musial placic i tym mniej
      czasu bedzie mial dla dzieci. Powinien tez zadac pozostawienie dzieci dla niego-
      pani zona moze je odwiedzac. By to bylo skuteczne warto byc z tymi dziecmi jak
      najwiecej- w tym celu warto ograniczyc prace do minimum, chocby za cene jedzenia
      non stop bialego sera z chlebem...
      Czyli podsumowujac: napisz sobie co chcesz osiagnac,zastanow sie jak to
      osiagnac, a potem badz zimny i bezwzgledny w dazeniu do celu. Na
      wspanialomyslnosc pozwolisz sobie po jego osiagnieciu (np opieki nad dziecmi-
      mozesz milo dogadywac sie co do terminow odwiedzin mamy...)
      • nangaparbat3 Re: Byle dokopać 28.11.09, 17:30
        adela38 napisała:
        Powinien wprowadzic sie do swojego domu spowrotem argumentujac, ze go
        > nie stac na wynajem i nie moze zyc z dala od dzieci.W domu moga sie podzielic
        > pokojami.Ewentualnie powinien poprosic ja o wyprowadzke, jesli tylko prawnie
        > jest to mozliwe. Powinien pojsc do terapelty i tam zalic sie na zla zone i to,
        > ze przez konflikty z nia nie moze pracowac.
        > Gdy przeprowadzka nie jest mozliwa powinien olac dotychczasowe mieszkanie- niec
        > h
        > je chocby zlicytuja...
        > Obecnie im wiecej ryje tym wiekszy haracz bedzie jej musial placic i tym mniej
        > czasu bedzie mial dla dzieci. Powinien tez zadac pozostawienie dzieci dla niego
        > -
        > pani zona moze je odwiedzac. By to bylo skuteczne warto byc z tymi dziecmi jak
        > najwiecej- w tym celu warto ograniczyc prace do minimum, chocby za cene jedzeni
        > a
        > non stop bialego sera z chlebem...
        > Czyli podsumowujac: napisz sobie co chcesz osiagnac,zastanow sie jak to
        > osiagnac, a potem badz zimny i bezwzgledny w dazeniu do celu. Na
        > wspanialomyslnosc pozwolisz sobie po jego osiagnieciu (np opieki nad dziecmi-
        > mozesz milo dogadywac sie co do terminow odwiedzin mamy...)

        Vipera berus.
      • michszyb Re: Byle dokopać 29.11.09, 09:30
        No tak ale ja mam konflikt wewnetrzny i biorę te dyżury, żeby starczyło mi na
        utrzymanie jej domu. A to kosztuje sporo.
        • sonia_30 Re: Byle dokopać 29.11.09, 10:15
          Jak to JEJ domu utrzymanie? Samo utrzymanie nie kosztuje aż tak
          bardzo sporo, a dom jest wasz, o czym wcześniej byłeś uprzejmy
          napisać. To że bierzesz dyżury i po co je bierzesz jest Twoją
          prywatną sprawą, poziom na którym chcesz żyć również. I nie jest to
          temat tego wątku.
          • michszyb Re: Byle dokopać 29.11.09, 10:52
            no wiesz 4 tys na miesiąc to jednak sporo dla mnie. Poziom na jakim ja żyje jest
            słabszy niż był wcześniej. A dom jest jej w tym sensie że w nim mieszka.
            • nowel1 Michale 29.11.09, 11:02
              Pewnie 100 osób już to radziło i pytało, czemu tego nie zrobisz, ale
              mimo to ja też zapytam:
              Czy nie byłoby najlepszym rozwiązaniem sprzedanie domu i podział między
              Was tego, co pozostanie; a następnie sądowne ustalenie alimentów i
              planu opieki nad dziećmi? Skoro żona nie potrafi wznieść się ponad
              swoje poczucie krzywdy (pomijam-uprawnione czy nie), to chyba po prostu
              nie istnieje mniej bolesna opcja.
              • michszyb Re: Michale 29.11.09, 16:13
                Chciałbym żeby dom ocalał i był w przyszłości dla dzieci.
            • tricolour Złóż wniosek o podział majątku... 29.11.09, 12:54
              ... skoro tak ciężko Ci utrzymać dom. Nie potrzebujesz do tego zgody
              małżonka jeśli wcześniej się rozwiedziesz.
              • michszyb Re: Złóż wniosek o podział majątku... 29.11.09, 16:22
                No jasne, tylko nie bardzo wiem jak ona go utrzyma.
        • nangaparbat3 Re: Byle dokopać 29.11.09, 10:20
          Michasiu, nie "jej" domu, tylko domu Twoich synkow.
          • michszyb Re: Byle dokopać 29.11.09, 10:59
            Moi synkowie są jeszce mali i jest im wszystko jedno czy to dom, pałac, czy
            mieszkanie
            • nangaparbat3 Re: Byle dokopać 29.11.09, 11:20
              michszyb napisał:

              jest im wszystko jedno czy to dom, pałac, czy
              > mieszkanie
              To prawda, ale gdzie by nie mieszkali, to jest to ich dom, miejsce ktore znają i
              gdzie czują sie u siebie.
        • chalsia Re: Byle dokopać 29.11.09, 22:42
          michszyb napisał:

          > No tak ale ja mam konflikt wewnetrzny i biorę te dyżury, żeby starczyło mi na
          > utrzymanie jej domu. A to kosztuje sporo.

          to się zdecyduj CO jest Twoim priorytetem - dzieci czy kasa na utrzymanie domu.
          Bo na razie wychodzi, że kasa i z tego powodu tak na dobrą sprawę wynikł problem
          ze spędzeniem świąt z dziecmi.
          • krezzzz100 Re: Byle dokopać 30.11.09, 00:10
            No widzisz, Chalsiu, nie każdy nie dba o pieniądze dla dzieci))))

          • michszyb Re: Byle dokopać 30.11.09, 00:27
            no ale to kasa na to zeby dzieci spędziły święta w tym domu. Widzisz to nie
            takie proste
    • nangaparbat3 kto kogo kopie? 28.11.09, 18:04
      Wątek jest zbyt długi, bym mogla przeczytac wszystkie wpisy, ale przeczytalam
      wszystkie Twoje - i wpis Tri, zaciekawiona Twoją odpowiedzią (mam Tri za
      meskiego szowinistę, wiec Twoj post byl w moich oczach wielkim wydarzeniem).
      Jeśli to co napisal Tri jest prawdą - zostawiles zonę z dwoma malymi synkami i
      odszedleś do kochanki - to jego wnioski sa jak najbardziej sluszne.
      Wszelkie Twoje deklaracje, ze jesteś w 100% rodzicem, w tym kontekscie, sa po
      prostu śmieszne. Kiedy ma sie dwoje malutkich dzieci, to trzeba wybrac - one
      albo kochanka. I wybraleś. Twoja decyzja.
      Ale ta decyzja to dopiero poczatek, po niej trzeba cale zycie na nowo ulozyc. A
      to wymaga wysilku, cierpliwosci, empatii (tak tak - w stosunku do porzuconej
      zony) i czasem nawet uleglosci.
      • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 18:16
        Dzieci albo kochanka? Chyba żona albo kochanka?
        • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 18:43
          krezzzz100 napisała:

          > Dzieci albo kochanka? Chyba żona albo kochanka?

          Fajnie by było, gdyby to bylo takie proste. Ale nie jest.
          • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 19:11
            Nie jest w ogóle proste. Ale zaprawdę nie chciałabym być na miejscu żony, której
            mąż został z nią dla dzieci.
            Poza tym- tak się też nie da. To nie są rzeczy "wybieralne".
            • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 19:33
              MOja droga, jak sie ma takie male dzieci, to sie po prostu romansowac nie zaczyna - zawsze mozna sie wycofac ZANIM sie zacznie. Bycie z kims jest wybieraniem co chwile - i jest decyzją.
              Jak mu bylo z zona tak źle, ze musial odejsc, to było odejsc - samotnie. I szukac sobie baby za jakis czas, kiedy juz sie zona z samotnoscia oswoi.
              Tak by było przyzwoicie - co malo ważne, ale dla zony zdecydowanie mniej raniace - i to juz bardzo ważne.
              Nie dalo sie przyzwoicie, to trzeba tej wykonanej przez samego siebie nieprzyzwoitosci stawic czola, z godnoscią, odwagą i powagą, a nie podskakiwac jak kubański kogutek-liliputek.
              Kobieta porzucona dla innej ma prawo do histerii, wscieklosci, rozpaczy, czego tam jeszcze chcesz. I nie ma sie co o to obrazac, tylko przyjac na klatę, przeczekac, daj jej to przezyc - i zrobic wszystko, zeby zbudowac z nia jakies sensowne postmalzeńskie relacje.
              Męskimi fochami sie tego nie osiagnie.
              • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 19:48
                Nanga, naprawdę wierzysz, że z miłością można tak "po prostu nie zacząć"? To
                jest coś, co mnie w osłupienie wprawia na tym forum. I mowę odbiera. Tak bardzo
                jest to niezgodne z rzeczywistością.

                I tylko się zastanawiam, co można osiągnąć, zaklinając rzeczywistość. Pytam
                poważnie. Wiele razy już pytałam o to, i nikt tu nawet do tematu na kilometr nie
                podszedł.
                • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 20:05
                  Odpowiadam poważnie, jako osoba bardzo doświadczona: mozna.
                  Mozna sie wycofac zanim sie na dobre rozkręci - nawet jesli początek byl jak w
                  "Ojcu Chrzestnym".
                  Zawsze jest taki moment, kiedy podejmujemy decyzje, i mozemy - nie twierdzę,
                  zeby to bylo latwe czy przyjemne - powiedziec: nie wchodzę w to.
                  I jeszcze: na samym poczatku nie ma "miłości" - ona zawsze przychodzi dopiero z
                  czasem. Wiem co mowie, bo dwa razy zakochiwalam sie od pierwszego wejrzenia (w
                  tym w Exie).
                  • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 21:16
                    Nie ma znaczenia, czy od pierwszego czy od stopierwszego. Można też mówić sobie
                    "nie wchodzę". To można. Po sto razy można. Nie o tym mówię. W ogóle nie o
                    zakochaniu mówię.
                    Mówię o miłości.

                    Rozumiem, że nie znacie. To rozumiem. Ale, że nie zakładacie, że to możliwe,
                    skoro rzeczywistość mówi inaczej.

                    Mówię o miłości, wobec której MNIEJ niż ona unieszczęśliwi wszystkich. Dzieci
                    przede wszystkim- bo stracą rodzica.

                    Powtarzam: nie rozumiem, jak można oczekiwać związku, w którym jedna ze stron
                    TAK kocha kogoś innego.
                • mola1971 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 20:10
                  krezzzz100 napisała:
                  > Nanga, naprawdę wierzysz, że z miłością można tak "po prostu nie zacząć"?

                  Pytanie nie do mnie ale odpowiem. Nie da się nie zacząć nie tyle miłości (bo ta z czasem przychodzi) ile zakochania.
                  Człowiek nie ma wpływu na swoje uczucia, ale ma wpływ na to co z nimi robi.
                  Nie potępiam ludzi, którzy zostawili żony/mężów dla nowych miłości bo w ogóle z zasady ludzi nie potępiam, ale wiem z własnego doświadczenia, że jeśli się CHCE można zrezygnować nawet z najsilniejszego uczucia. Nie twierdzę, że to łatwe jest. Ba, trudne cholernie, ale da się to zrobić. I żyć dalej pełnią życia. Z czasem oczywiście.
                  • ulkar Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 20:21
                    Najpierw trzeba sobie na to zakochanie pozwolić, dać szansę. Nie
                    zakochujemy się w kimś, kogo widzimyh na ulicy. Do tego trzeba
                    czasu, spotkań, aranzowanych lub wynikających ( hehe np. z racji
                    pracy). Ale dorosły człowiek ma oprócz instynktu też rozum i widząc,
                    czując co się kroi może zapobiec zakochaniu smile Wiem co mówię, z
                    autopsji. A jeśli sie daje sobie przyzwolenie, czy wręcz czeka albo
                    szuka... to z pewnością w koncu znajdzie ...
                    • mola1971 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 20:24
                      Wiesz, czasem i bez zezwolenia takie zakochanie potrafi sobie przyjść
                      nieproszone wcale.
                      Bywają takie, bardzo specyficzne przypadki.
                    • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 21:10
                      Nie mówimy tu o szukaniu czy czekaniu. Choć i temu nie da się moim zdaniem
                      zapobiec (nie znam z autopsji).

                      Nie do wiary...
                  • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 21:06
                    Jeżeli tak mówisz, Molu, pardon, to naprawdę nie wiesz, o czym mówisz. Na takiej
                    samej zasadzie, jak się człowiek uprze, to i samobójstwo da radę popełnić. I po
                    nim żyć pełnią życia.
                    • mola1971 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 21:21
                      A Ty Krez jak zwykle wszystko wiesz najlepiej.
                      Nawet lepiej ode mnie znasz moje uczucia i doświadczenia.
                      Nie wiem tylko czy Ci zazdrościć czy współczuć...
                      • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 21:25
                        Mola, daj spokój (no, chyba że się dalej bawimy, co jak wiesz- ja z
                        przyjemnością)))).
                        Naprawdę nie wiesz, o czym mówisz, skoro twierdzisz, że można. Nie przeżyłaś
                        tego-ok. Ale- czy inni nie przeżyli? Przeczytałaś, co napisałam Nandze?
                        • mola1971 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 21:33
                          Przeczytałam co napisałaś Nandze, ale nijak to się ma do tego co się wydarzyło w moim przypadku. U mnie nie chodziło o krzywdzenie dzieci.
                          Nie z powodu dzieci podjęłam decyzję, że rezygnuję z tej miłości. Również nie z powodu męża bo ex mężem już wtedy był.
                          Ale to była bardzo specyficzna sytuacja, którą można zrozumieć dopiero gdy się ją pozna w szczegółach a tego na forum robić nie zamierzam.
                          • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 21:49
                            Nie o szczegóły chodzi. Wiadomo. O to, że jest możliwa taka miłość, która, gdy
                            się od niej odstąpi, oznacza przegraną. Także dzieci. Dzieci nie chciałyby
                            rodzica, który AŻ TAK przegrał życie. Który żyłby, a nie żył.

                            To się naprawdę zdarza. Każdy regres jest wtedy krzywdą dla wszystkich. Dla już
                            nie kochanej żony/męża także. Chodzi mi o tę wiedzę- że takie coś się zdarza.
                            Jeśli się to zakłada, inaczej się patrzy na wiele spraw.
                            Mnie się wierzyć nie chce, że tego nie wiecie. Raczej sądzę, że wiecie, ale z
                            jakichś powodów tę wiedzę wypieracie. Ale my jesteśmy na forum BARDZO poważnym,
                            i nie warto takiej wiedzy wypierać.

                            Jeśli nie o takie coś chodzi, ale o zwykły romans (choć i to pewnie
                            uproszczenie), zapewne warto walczyć, by się nie zdarzył.
                            • mola1971 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 22:04
                              krezzzz100 napisała:
                              > Nie o szczegóły chodzi. Wiadomo. O to, że jest możliwa taka miłość, która, gdy
                              > się od niej odstąpi, oznacza przegraną. Także dzieci. Dzieci nie chciałyby
                              > rodzica, który AŻ TAK przegrał życie. Który żyłby, a nie żył.

                              Krez, z tym się zgadzam. Zgadzam się z tym, że nie warto dla tzw dobra dzieci czy rodziny rezygnować z miłości, z której rezygnacja przynosi więcej strat niż pożytku. Nie o to mi chodziło. Chodziło mi o to, że MOŻLIWA jest taka rezygnacja i że czasem tak postąpić TRZEBA. By móc spojrzeć w lustro bez obrzydzenia i żyć zgodnie z własnym sumieniem. Ale każdy przypadek jest inny i to co piszę dotyczy moich osobistych doświadczeń i w żaden sposób nie potępiam ludzi, którzy taką miłość wzięli.
                              Ja po prostu nie umiałabym z tym żyć. Ale powtarzam - to była bardzo specyficzna sytuacja. Jedyna w swoim rodzaju. Okoliczności, które się pojawiły spowodowały, że inaczej zrobić nie mogłam. Bo sama siebie bym znienawidziła.
                              • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 22:12
                                Mola, ja ponad 20 lat byłam żoną, która ani spojrzała na innego. Myślałam tak
                                samo jak TY- że z tym JA nie mogłabym żyć. Ale, nie ośmieliłam się także wtedy
                                wyrokować o tym, że inni by nie mogli. I powiadam Ci: teraz i Ty się mylisz.
                                Co zaś to jest, i jak się to je- to już inny temat.

                                Tak, o to mi chodzi, że być może Michał jest w takiej właśnie sytuacji. Czy
                                jest- to inna sprawa. Może tak, może nie.

                                Jest takie pojęcie- transgresja, które to objaśnia. Niektórzy badacze uważają ją
                                za najważniejsze źródło kultury. To bardzo ciężka sprawa, ale MOŻLIWA.
                                • mola1971 Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 22:35
                                  Krez, ja z kolei 17 lat byłam wierną żoną, która nie zauważała innych facetów.

                                  Weź pod uwagę to, że jest jeszcze ta druga osoba i jej sytuacja.
                                  Umiałabyś odebrać męża kobiecie, której podczas porodu umarło dziecko, na które czekała 8 lat? Ja nie potrafiłam już wcześniej - gdy okazało się, że jest w ciąży.
                                  Zaznaczam, że zaczynałam znajomość z facetem, który nie miał dzieci a jego małżeństwo ponoć było fikcją.
                                  A samą znajomość zaczęłam tylko i wyłącznie dlatego, że to była moja pierwsza odnaleziona po 20 latach miłość. Tylko ten jeden facet na świecie był w stanie spowodować, że pomimo tego, że miał żonę w to weszłam. Inny zajęty nie miałby najmniejszych szans.

                                  Ale dla mnie ważniejsza niż moja miłość okazała się solidarność jajników. I własne sumienie.
                                  Bo wg mnie ŻADEN facet nie jest wart tego by z jego powodu po pierwsze krzywdzić inną kobietę a po drugie szmacić własne sumienie.
                                  Ale to moje zdanie i zgodnie z tym żyję.
                                  Raz popełniłam błąd, więcej tego nie zrobię.
                                  A wybory innych ludzi delikatnie mówiąc średnio mnie interesują.
                                  • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 08:38
                                    A wiesz, Mola, co myślę?
                                    Że nie weszlaś w to wlasnie dlatego, że to BYŁA prawdziwa milosc. Bo milosc nie
                                    jest tylko relacja miedzy dwiema osobami - jest raczej postawą wobec świata.
                                    Kiedy naprawde kochamy, stajemy sie lepsi.

                                    I ja mogę zrozumiec, ze ktos kto ma te swoje maleńskie dzieci zakochuje się,
                                    wchodzi w to, odchodzi od rodziny. To nie jest dobre, ale wybaczalne. Natomiast
                                    nie ma we mnie zgody na pretensje do porzuconej osoby o to, ze cierpi i nie
                                    radzi sobie z tym. Że cierpienie moze sie wyrazac agresją - to prosta prawda,
                                    ktora pan doktor powinien znac.
                                    Jeśli mnie w tej calej historii cos oburza to oburzenie Michala na to, co
                                    napisal mu Tri.
                                    • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 09:44
                                      Zgoda, Nanga, to jest OGROMNY problem. Cierpienie tej kobiety. Nikt przytomny
                                      tego nie neguje. Od samego początku to mówię. Tyle tylko, że ona jest w takim
                                      amoku (szoku czy czym tam innym), że to przewyższa interes dzieci. I potwornym
                                      błędem tego forum jest wspieranie kobiet w takiej tragedii w ich amoku. Zamiast
                                      je prawidłowo kierować do rozpatrzenia całości, umacnia się je w jakże
                                      jednostronnym widzeniu sprawy- że ogniskiem problemu jest odejście męża. A to
                                      zaledwie część problemu.
                                      Uff.
                                      • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 10:08
                                        Gdyby o rade pytała ex Michała, to miałabys rację. Ale problem polega na tym, ze
                                        pyta Michal: przedstawia nam wlasną wizje amoku zony (a że on sam ten amok
                                        nakręca sposobem, w jaki sie do niej zwraca chociazby, powiedziano wyzej) i
                                        chce, zebysmy go wsparli w walce z nią.
                                        Ludzi, ktorzy spokojnie sugerują, jak móglby sie zachowywac, zeby poprawic swoje
                                        relacje z zoną, nie słucha. Nie chce mediacji. Chce postawic na swoim.
                                        I to jest kontekst naszej rozmowy, a nie porzucona baba w amoku.
                                        • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 10:17
                                          Ależ masz rację. Ja mu to samo pisałam. Mediacja i listy do żony. Moim zdaniem
                                          (może błędnym) jednak on nie wzmacnia jej postawy w znaczącym stopniu. Sam fakt,
                                          że ona jest do tego zdolna, by dobremu ojcu (a tak zakładamy?) ograniczyć
                                          widzenia z dziećmi, pokazuje, że jej punkt "oparcia" leży w czymś bardzo
                                          niedobrym. Gdyby on okazał się uległy, jej roszczenia by tylko wzrosły.
                                          Zyskałaby potwierdzenie swej postawy. To byłby błąd.
                                          Nie twierdzę, że Michał postępuje z nią dobrze. Ale to, co mu radzą na tym
                                          forum, jest też złe. Także dla tej kobiety. To tylko wydłuży jej proces
                                          dochodzenia do siebie- utwierdzanie jej w tym, że całe zło tej sytuacji leży w
                                          tym, że on odszedł. BO NIE W TYM PRZECIEŻ LEŻY.
                                          • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 11:29
                                            W duzej mierze w tym.
                                            Fakty sa takie, ze porzucil zonę, z ktorą ma dóch małych jeszcze bardzo synków,
                                            i zwiazal sie z inną kobietą.
                                            Nie wiem ktora kobieta nie czulaby sie odtrącona, ponizona, nieakceptowana etc.
                                            Zreszta meżczyzna pewnie identycznie.
                                            Taki numer człowiek porzucony musi odchorowac.
                                            I ten kto odchodzi powinien sobie z tego zdawac sprawę i dac porzucanemu czas. I
                                            nie stawiac wymagań - tylko prosic lub proponowac.
                                            Zauważ, jak nierówne są siły: po jednej stronie samotna kobieta z dwojgiem
                                            malych dzieci, po drugiej para szczęśliwe zakochanych.
                                            • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 16:12
                                              Nanga, masz rację. Ta niesymetria jest rzeczywista. Ale rację niepełną Nie wiesz
                                              bowiem wiele, ile cierpienia wiąże się z przeszłością osoby odchodzącej. Temu
                                              niewiele się poświęca, prawda? A przecież to ta osoba miała się źle. Ech.

                                              Ale, rozumiem. Tyle, ze oni się OBOJE zapętlili. Już nie dojdą, na moje, do
                                              optimum. Niestety.
                                    • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 09:47
                                      Mnie też, Nanga. Mój bunt przeciw temu forum z tym TAKŻE się wiąże (bo są i
                                      także inne grube przegięcia).
                                  • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 08:53
                                    Mola, ja to wszystko rozumiem. Sumienie, bo nie można kobiecie w tym stanie itd.
                                    Tylko, że jest coś, co się mieści PRZED TYM, jeśli idzie o tę kobietę w tym
                                    stanie... I nie dotyczy to Ciebie. Mianowicie, stan ich małżeństwa. Jestem
                                    ciekawa, czy chciałabyś, gdybyś była tą żoną, by Twój mąż został z Tobą z
                                    powodów wyrzutów sumienia: swoich i dajmy na to tej kobiety, którą pokochał.
                                    Może byś i chciała, nie wiem. Wiele kobiet na tym forum pewnie dałoby odpowiedź
                                    twierdzącą, przynajmniej tak wynika z ich skarg (że wybrał inną kobietę, zamiast
                                    ją). Ja się im dziwię. Mnie by nie pozwoliło przede wszystkim to, że to jest
                                    OCENĄ ich małżeństwa (czy związku). Nie mówię, że zawsze jest za późno-
                                    brońpanie, ale najpierw szłaby rewizja związku, z możliwością zakończenia go NA
                                    PRZEDZIE.

                                    Wiesz już, że są takie wymiary, które powodują, iż człowiek WCHODZI.
                                    Zastanawiałaś się, dlaczego? Przecież zastanawiałaś. Stałaś przed dobrem, które
                                    ustąpiło przed większym dobrem. Ale u innych ten bilans mógł wypaść inaczej. I
                                    wypada czasem.

                                    Te trzy czynniki: czynniki: stan związku, nowa miłość i pochodny względem nich
                                    bilans (nie czepiajmy się nazwania) daje wynik. To przecież truizm, ale- jakże
                                    łatwo zapominany na tym forum. Tylko o to mi chodzi.

                                    Tym co jest bardzo interesujące w kwestii tego forum jest jakaś ślepota, która
                                    powoduje wybiórczość. Sprawy są oglądane w większości jest z jednej perspektywy:
                                    stan związku: obojętnie, nowa miłość (kurewstwo vel dziwkarstwo, coś w tym
                                    guście), bilans: no/ona ma zostać, i już. No przecież to jest tak, jakby tym
                                    ludziom jakaś blenda na oczach wyrosła. Nie widzą, że każdy z tych wymiarów ma
                                    skalę i wedle stopni tej skali zmienia się wynik.

                                    U Ciebie wynik był taki, u kogoś innego jeszcze inny. Każdy przypadek ma swoje
                                    trudy (oględnie mówiąc) i swój tragizm. Chodzi o to, by nie wyrokować bez
                                    określenia szczegółowego sytuacji, ustawiając się a priori, bo to wyraz
                                    chciejstwa. Większość z nas chciałaby by zdrowa, bogata, piękna itd. Ale tak NIE
                                    JEST.
                                    • mola1971 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 12:15
                                      krezzzz100 napisała:
                                      czy chciałabyś, gdybyś była tą żoną, by Twój mąż został z Tobą z
                                      > powodów wyrzutów sumienia: swoich i dajmy na to tej kobiety, którą pokochał.

                                      Nie, nie chciałabym i m.in. dlatego skończyło się moje małżeństwo.
                                      Ostatecznie i definitywnie skończyło się gdy zorientowałam się, że mój małżonek zakochał się w innej kobiecie.
                                      Nie miał odwagi do niej odejść (a ona od swojego męża), ale ja nie byłam w stanie mieszkać pod jednym dachem z facetem, który kocha inną kobietę. Ale kobiety są różne. Może są takie którym to nie przeszkadza lub po prostu bez męża sobie nie poradzą np finansowo. I ja to rozumiem. Ja sama miałam komfort niezależności finansowej od męża.

                                      A co sytuacji Michszyba to już pisałam co o tym sądzę. Mediacja, mediacja i jeszcze raz mediacja. Sami się nie dogadają bo za silne są na to jeszcze emocje, do których zresztą oboje mają prawo. Mają prawo mieć emocje, ale nie mają prawa krzywdzić dzieci a tą wojną krzywdzą.
                                      • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 12:29
                                        Z tą mediacją to zgoda, zgoda, i jeszcze raz zgoda.

                                        Ale, sama widzisz- problem leży w czym innym, niż odejście Michała. A żona ( z
                                        tego, co oczywiście wiemy), na tym buduje swój obecny "status" swój, i co
                                        GORSZA- dzieci.
                                        I to jest zasadniczym problemem.
                            • ulkar Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 22:05
                              Tylko na samiutkim początgku, kiedy dajesz przyzwolenie na następny
                              maleńki kroczek, wiedząc, że coś się zaczyna, nie wiesz czy to tylko
                              romans będzie, zakochanie na pół roku, czy wielka miłość...
                              kontynuując, dajesz przyzwolenie ... dajesz sobie szanse na wielką
                              miłośc i szczęście, albo na chwilowe zauroczenie a rodzinie dajesz
                              kopa w tyłek niezależnie od tego co się z owego poczatku
                              obiecującego, dalej rozwinie.
                              • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 08:39
                                ulkar napisała:

                                > Tylko na samiutkim początgku, kiedy dajesz przyzwolenie na następny
                                > maleńki kroczek, wiedząc, że coś się zaczyna, nie wiesz czy to tylko
                                > romans będzie, zakochanie na pół roku, czy wielka miłość...
                                > kontynuując, dajesz przyzwolenie ... dajesz sobie szanse na wielką
                                > miłośc i szczęście, albo na chwilowe zauroczenie a rodzinie dajesz
                                > kopa w tyłek niezależnie od tego co się z owego poczatku
                                > obiecującego, dalej rozwinie.

                                Otóż to.
                              • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 09:15
                                Tego nie wiesz, Ulkar. Nie wiesz, ile ludzie wkładają życia w walkę z nową
                                miłością. Nie wiesz też, czym ta nowa miłość jest.
                        • kasiapfk Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 10:14
                          Ja twierdzę, że się da. Przeżyłam sama. Dwa razy.
                          Ciężko było przez jakiś czas (do roku) na początku, gdy się
                          odrzuciło uczucie (jedna sprawa naprawdę trudna). Ale po to mamy
                          głowę i serce, by razem komplementarnie tego używać - na uczucia nie
                          mamy wpływu, one po prostu przychodzą, do nas nalezy co z tym
                          zrobimy i tu mamy wpływ. Co, którzy tego nie chcą przyjąć mają
                          jednak deficyt jakiś.
                          I już.
                          Krezzz jak rozumiem, wciąz usprawiedliwia to, że odeszła od męża,
                          (posługujesz się nawet pobocznym autorytetem terapeuty: to o wyjściu
                          z cienia). Czytam z wnikliwością Twoje wpisy Krezz, bo miałam
                          baaaardzo zbliżoną sytuację (własną i też z cienia wyszłam). Po paru
                          latach perspektywa jest jednak inna.
                          • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 10:27
                            Kasiu, jak grochem o ścianę. Chciałabyś, powtarzam, by twój mąż został z Tobą,
                            bo UŻYŁ ROZUMU ( wedle Ciebie, znaczy, użył). Ale załóżmy, że użył. Niech mi
                            któraś z Was odpowie, czy by tak chciała. Ty mi, Kasiu,odpowiedz.
                            Niczego nie muszę usprawiedliwiać. Moja sytuacja jest, jak jest. Nie ma niczego
                            do usprawiedliwiania. Decyzje pod przepłakane, przemyślane, i wykonane. Moja
                            sytuacja jest INNA niż Twoja, ale równie "prawomocna".
                            Nota bene, byłam także w takiej sytuacji,z grubsza, jak Ty. Mój mąż nie jest
                            pierwszym facetem, w którym się zakochałam po tych przeszło dwudziestu latach.
                            Zakochałam się w kimś bardzo wartościowym, ale żelazną ręką wyrwałam to sobie z
                            serca. Wiem, o czym mówisz. Drugi raz było INACZEJ. Rozumiesz: INACZEJ. Tak, że
                            się NIE DAŁO jak wtedy.
                            Jestem też już po owych paru latach. To żaden argument, Kasiu.

                            Chodzi o to, by wiedzieć, że takie wymiary są możliwe. Jednostronne spojrzenie
                            czyni tylko krzywdę. Tak, terapia mi bardzo pomogła. To chyba dobrze, prawda?
                            • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 10:31
                              uciekł kawałek wyrazu: ...decyzje podjęte
                            • kasiapfk Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 13:33
                              Krezzz, errata: rozumu UŻYŁAM ja. Ja zostałam. I nie żałuję, chociaż
                              było ciężko.
                              • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 13:50
                                To dobrze, że użyłaś. Ja też użyłam. I też nie żałuję, chociaż było ciężko.
                  • michszyb Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 09:40
                    Ale ja nie odszedłem od żony bo się zakochałem. Odszedłem bo to co się wydarzyło
                    pozwoliło mi zrozumieć, że dalej nie mogę funkcjonoewać w tym małżeństwie.
                    • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 09:45
                      I o to mi chodzi, Michale. Że Ty wiesz, dlaczego odszedłeś- bo małżeństwo nie
                      funkcjonowało.
                      • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 10:14
                        krezzzz100 napisała:

                        > I o to mi chodzi, Michale. Że Ty wiesz, dlaczego odszedłeś- bo małżeństwo nie
                        > funkcjonowało.

                        A kto TWORZY małzeństwo? Czyje postepowanie i postawa decyduje o tym, jak ono
                        funkcjonuje? No czyje?
                        Gdybyz Michal powiedzial: nie potrafilem spowodowac, by nasze małżeństwo
                        funkcjonowalo lepiej, przeroslo mnie to, nie udalo mi się, i nie miałem sily w
                        nim tkwic - ok. Nic dobrego, ale rozumiem. Ale małzeństwo to nie jest seans
                        filmowy, z ktorego sie wychodzi, jak sie niie podoba.
                        • michszyb Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 10:51
                          Ale ja rozumierm swoją winę i odpowiedzialność za dysfunkcję mojego małżeństwa.
                          Byłem zbyt słaby, za bardzo się bałem żeby je zmienić. Nie potrafiłem walczyć o
                          swoje życie w tym związku. Po prostu nie potrafiłem. Co ja na to poradzę. Gdybym
                          umiał cofnąć czas przeżyłbym to zupełnie inaczej, bo teraz rozumiem wiele
                          kwestii o wiele lepiej. I przyszedł taki czas kiedy już dalej nie moglem. Tak
                          pomógł mi w tym ktoś z zewnątrz. Czy to dobrze, czy źle. To zalezy z czyjego
                          punktu widzenia.
                • chalsia Re: kto kogo kopie? 28.11.09, 23:01
                  krezzzz100 napisała:

                  > Nanga, naprawdę wierzysz, że z miłością można tak "po prostu nie zacząć"? To
                  > jest coś, co mnie w osłupienie wprawia na tym forum. I mowę odbiera. Tak bardzo
                  > jest to niezgodne z rzeczywistością.

                  to jest niezgodne z TWOJĄ rzeczywistością.
                  A z moją - jest jak najbardziej zgodne. I widac, że z Nangi rzeczywistosciscia
                  tez jest zgodne.
                  • lampka_witoszowska Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 02:02
                    dokładnie

                    wejście w związek emocjonalny jest wlasnym wyborem
                    podobnie jak nieumiejętnośc odmówienia sobie kontaktów z osoba,
                    która zaczyna za bardzo pojawiać się na horyzoncie

                    to, że się dzieje samo, bez przywolenia, to tylko w filmach - życie
                    jest trywialne i decydujemy sami, a nie ono za nas
                    • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 08:41
                      lampka_witoszowska napisała:


                      > to, że się dzieje samo, bez przywolenia, to tylko w filmach - życie
                      > jest trywialne i decydujemy sami, a nie ono za nas
                      >

                      Ależ to nie jest trywialne - to wlasnie jest w zyciu wspaniale.
                      trywialne jest raczej zrzucanie odpowiedzialnosci za własne decyzje - na kogos
                      innego, los, Boga, chemie, wszystko jedno.
                      • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 09:34
                        Uff, choć dla kogoś nie jest to trywialne...
                        Ale, na bogów, dlaczego nazywać to zrzucaniem odpowiedzialności? JA na nic nie
                        zrzucałam, ani nie zrzucam. Przeciwnie. Od początku zgodziłam się zapłacić cenę
                        najwyższą. Czyż nie? O czym Ty mówisz?
                        • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 10:17
                          Krezzz, nie mowie o Tobie, nie mam czasu na śledzenie losow wszystkich
                          Forowiczow, choc moze i bym chciała. Mowie o Michale, dokladnie o tym: moje
                          malzeństwo nie funkcjonowalo. Toz to nie auto, ktore sie psuje lub kupiło sie
                          wadliwy egzemplarz. To jest coś, co się buduje własnymi rękami, i jak nie
                          funkcjonuje, to przynajmniej w części ja ponosze za to odpowiedzialnosc. Nie
                          winę - specjalnie unikam tego słowa, bo wierzę, ze ludzie chcą dobrze i staraja
                          się, tylko im nie wychodzi - ale odpowiedzialnosc.
                          • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 10:50
                            Ależ tak, zgoda. Buduje się RAZEM, i razem się psuje. Odpowiedzialność trzeba
                            ponieść, jak najbardziej. To w ogóle tragedia z kategorii: STAŁO SIĘ NIEMOŻLIWE,
                            i nie wierzę, by wrażliwa osoba mogła się z tego podnieść bez szwanku. Cena jest
                            OGROMNA. Dużo by można o tym.

                            Rozumiem, że chodzi Ci o to, by od zapłacił ODPOWIEDNIO. Tak, zgoda. Ale- czym?
                            Dziećmi? Ja zapłaciłam (choć wszystko się buntuje przeciw samemu określeniu:
                            zapłata). Niektórzy jednak tak to ustawiają, i jeśli dobrze rozumiemy Michała,
                            to jego żona każe mu TYM ZAPŁACIĆ. Naprawdę, mam w tej materii dużo do powiedzenia.

                            Mój eks mąż kazał sobie zapłacić. Dosłownie. Uzasadnienie: jego krzywda. Nic do
                            niego nie trafiało. Nieprzemakalny. JA mu ustąpiłam, ponieważ: 1. uznałam swoją
                            winę (czyli jego krzywdę), 2. wiedziałam, że jeśli wezmę dzieci, on skaże je na
                            batalię sądową (którą ja wygram, ale zapłacą dzieci oraz nasze przyszłe
                            relacje), 3. wiedziałam, że i tak moje relacje z dziećmi nie ulegną zmianie. To
                            ostatnie jest oczywiście najważniejsze.
                            Wnioski są jednak ważne: mój mąż potraktował dzieci bardzo instrumentalnie. Jest
                            obiektywnie gorszym rodzicem niż ja. Ma słabą relację z nimi. Młodszy syn
                            praktycznie mieszka ze mną, mimo złych warunków mieszkaniowych (nie ma tu
                            własnego pokoju), starszy też jest ze mą związany bardziej niż ojcem, ja się
                            zajmuję ich nauką, ich zainteresowaniami i ich problemami.
                            Mój eks mąż był jak w zaklętym kole. Swojej krzywdy. Moja nie istniała. Ok- tak
                            ma, na terapię nie pójdzie, a rzecz załatwi siłowo. Nasze status quo jest jednak
                            przyzwoite, bo nigdy nie wpadł aż w taki amok, by ograniczyć moje relacje z
                            dziećmi jak to robi żona Michała. Gdyby aż tak to robił, to bym mu wzięła dzieci
                            BEZ WAHANIA. Dla ich dobra właśnie. Tyle tylko, że musiałyby przejść przez
                            piekło badań i sądów i straciłyby porozumiewających się ze sobą rodziców. Na
                            razie jest możliwe uniknięcie tego. Za cenę MOJEJ zgody na "zapłacenie" pewnych
                            kosztów.

                            Jednowymiarowść tego forum mnie poraża. Tu się odbywa urawniłowka, której trzeba
                            się przeciwstawić. Tu się odbywa wzmacnianie traum i krzywd. Nie korzysta się z
                            dobrych doświadczeń osób, które znalazły względnie optymalne rozwiązania.
                            Więcej- stara się je zniszczyć (na miarę forum, oczywiście).
                            • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 11:46
                              Nie, Krezzz, w ogole nie chodzi mi o to, by Michal PŁACIŁ. To akurat jest
                              ostatnia rzeczą, o jaką by mi moglo chodzic - przynajmniej świadomie.
                              Ale chodzi mi o to, by zaakceptowal jej cierpienie. Nie w znaczeniu: czul sie
                              winny. W znaczeniu: boli ją, wiec trzeba tak postępowac, by bolalo mniej. Na
                              przyklad nie wchodzic na jej terytorium, skoro ona sobie tego nie zyczy.
                              Chodzi mi o to, by popatrzyl na siebie z boku, po prostu zniosl jej fochy i
                              gniew. By nie żądał od kobiety, ktora wlasnie zostawil z dziecmi, zeby zmienila
                              pracę i wiecej zarabiala.
                              By nieplanowane spotkania z dziecmi umawial dzień wcześniej - albo nie gniewal
                              sie, jesli nieuprzedzona zona odmówi.
                              Ona teraz na nowo buduje swoje zycie i niestety jest tak, ze jego ingerencja w
                              jej świat silą rzeczy zawsze bedzie wieksza niz na odwrót 9wbrew opinii
                              wiekszości macoch). Będzie wieksza, bo dzieci są z nia na okrągło - a to są JEGO
                              dzieci, i tego nic nie zmieni.
                              Jej jest ten nowy świat strasznie trudno budowac. Jako samotnej matce latwo mi
                              to sobie wyobrazic, choc mnie samej budowac wlasny świat bylo akurat łatwo i
                              przyjemnie. Ale wizyty Exa w moim domu, zagladanie do kuchni (odruchowe, wiem),
                              zaburzało mnie okropnie.

                              krezzz, przeciez Ty chyba wiesz, skoro czytasz to forum od dosc dawna, że zawsze
                              radzę kobietom, by nie ograniczały dzieciom kontaktow z ojcami. I to samo
                              napisalabym zonie Michala. Ale nie rozmawiamy teraz z nią, tylko z Michalem.
                              • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 15:56
                                Pardon, uciekł mi ten Twój wpis, Nango.
                                Jasne, rozumiem. Bardzo dobrze rozumiem. Starałam się mojemu eks mężowi schodzić
                                z oczu, jak tylko się dało. Unikałam mówienia przez "my", gdy chodziło o mnie i
                                mojego męża. Znosiłam jego fochy, podsłuchiwania mnie, nagrywania, arogancję,
                                cuda!!!!

                                Rozumiem, naprawdę. Do tego stopnia, że NIE WYOBRAŻAM SOBIE, bym ja takie coś
                                przetrwała bez szkody na umyśle. Wiem nie przez moja zasługę, ale moją historię.
                                Rodzinną. Moja mama, kiedy rodzice się rozstali, utrudniała mi kontakt z ojcem.
                                Na początku, dopóki nie zmądrzała. Zapłaciła za to straszną cenę. Żałuje bardzo
                                (ona, my wszyscy też). Dziś się to odrobiło, ale - co było, to było.

                                Ja WIEM, że to straszna rzecz- zabrać dziecku rodzica. Któregokolwiek.


                                Mnie nie trzeba tłumaczyć granicy ustępstwa. Jestem jego żywym przykładem (co,
                                podejrzewam, wielu w oczy kole. )Ale, jest granica ustępstw. I nawet się nie
                                upominam już o ból strony odchodzącej. Ok- to ponad, luksus. Jednakże trzeba
                                pamiętać o granicy, którą są dzieci.

                                Nanga, ja wiem coś, czego chyba jednak nie wie większość forumowiczów. Wiem nie
                                przez moj
                                • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 18:24
                                  Cos sie urwalo?

                                  krezzzz, mnie sie zdaje, ze ten watek jest taki trudny, bo mieszasz dwie
                                  historie: Michala i Twoja wlasną.
                                  Ja na przyklad do Twojej w ogole sie nie odnoszę - bo to chyba jednak byla inna
                                  historia, przede wszystkim Twoje dzieci byly starsze, a w moim rozumieniu to
                                  bardzo istotne. Moj maz odszedl, kiedy corka miala 8 lat - i bylo OK. ale mam
                                  bardzo bliską koleżanke, ktora zostala dziecmi 5 i 2 - i to jest zupelnie inna
                                  bajka.
                                  Z drugiej strony ciesze się, ze piszesz w tym watku o sobie jakos tak po ludzku,
                                  jestes mi teraz blizsza o wiele bardziej niz jeszcze wczoraj smile
                                  • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 19:21
                                    Mam "pracujące" niedziele i dzieci z nadmiarem wolnego czasu, więc działanie z
                                    doskoku daje takie efekty((((

                                    Stara się nie mieszać, ale trudno, bo materia troszku podobna, już pisałam((((

                                    No, były starsze, ale dużo myślałam o tym co by było, gdyby było młodsze. I za
                                    diabła nie potrafię wymyślić. Jak rodziłam moje umierające dziecko SAMA to chyba
                                    byłam gotowa go ZNISZCZYĆ dla samej zasady. Kto to wie, co u nich było.

                                    Wczoraj i przedwczoraj, i przedprzedwczoraj, to ja uskuteczniłam karę dla co
                                    poniektórych, z której jestem dumna ))) I niech mi jeszcze jaki kogut z haremem
                                    jeszcze zakukuryka!!!!!

                                    smile
                    • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 09:31
                      Lampko, nikt nie kwestionuje, że jest własnym wyborem. Ale dlaczego wybór
                      nazywasz nieumiejętnością odmowy? Tylko tyle jesteś w stanie zobaczyć poza
                      życiowym wyborem?
                      I wybory nazwać trywialnością, mygod....
                      • lampka_witoszowska Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 15:27
                        DLA MNIE to jest trywialny fakt - podejmuje się decyzje i przyjmuje
                        konsekwencje

                        a fakt, że to jest wspaniałe, podniosłe i wartością życia samego w
                        sobie, to jest dla mnie całkiem inną kwestią - raczej nie skłaniam
                        się do opisania tu wszystkiego, co o danym zagadnieniu sądzę smile

                        życia nei trzeba komplikowac, lepiej je sobie upraszczać
                        - a nie bujac w obłokach jak kłaczek, któremu przytrafiło się latać
                        i dzieje się samo pod wpływem wiatru

                        ps. nieumiejętność odmowy jest wyborem
                        wybór nie jest nieumiejętnością odmowy
                        nie sil się na złośliwość, ja w to nei gram, bo jestem lepsza
                        • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 16:01
                          Po pierwsze, Lampko, nie jestem złośliwa w stosunku do Ciebie (jeszcze). Doceń to)))

                          Życia lepiej nie upraszczać, oj nie. Bo może zostać...prostackie? A prostackie
                          nie oznacza to same, co- proste.

                          Nikt nie mówi o nieumiejętności odmowy. Po prostu- NIE ROZUMIESZ, i lepiej to
                          przyznać.
                          • lampka_witoszowska Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 18:55
                            rozumiem
                            nie znasz mojej historii, nie prorokuj i nie baw się w ocenianie

                            Twoją zlośliwość wobec innych poznałam, stąd moje wnioski smile
                            jak ktoś mi pisze, że tylko na takie wnioski mnei stać... dla mnei
                            to złośliwośc, tak to widzę

                            doceniac nei zamierzam, to jakby Twój obowiązek trzymać się mniej
                            więcej netykiety smile a mi wystarczy, że ostrzegę, że w takie taplanie
                            w kiślu nie wejdę smile

                            jeśli dla Ciebie prostota jest prostą drogą do prostactwa, to...
                            hmmm... to niezbyt logiczne jest smile
                            • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 19:34
                              No pewnie, że złośliwość! Jestem DEMONEM tego forum (albo karząca ręką boską)))))

                              Twojej historii nie znam ani ciut.
                              Z Michała zaś i mojej Ty nic a nic nie rozumiesz.
                              • lampka_witoszowska Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 00:55
                                nie jestes ani demonem, ani ręką boską, nawet demoniczkiem nei
                                jesteś, daleka droga smile

                                rozumiem podejście byłej michszyba, usiłuje poukładać życie rodziny,
                                od której odszedł michszyb
                                Twojej historii nei rozumiem, bo jej zwyczajnie nie znam smile)))))))
                                ale do głowy mi nei przychodzi pisanie Ci, że Ty nei rozumiesz
                                żadnej historii z dwóch możliwych - mojej czy michszyba, bo masz
                                inne zdanie niż ja smile a Ty takie głupoty popelniasz smile bez sensu
                                zupełnie, jak na chętną na rolę demona smile))
                                • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 01:18
                                  Hehe, zapytaj naszych kogucików)))))
                                  • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 01:20
                                    Zaraz jeden z nich się rzuci w kwestii dat (już szpera w zakamarkach forum)))))
                                    I kłamstw. Tylko demon może tak "kłamać" jak ja, co nie?)))))
                                • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 01:25
                                  Uciekł mi wpis, Lampko, albo cenzura kogucików działa))))

                                  No, zapytaj naszych panów drogich, oczywiście tych kogutowatych, to Ci
                                  odpowiedzą, kim jestem)))))

                                  O żonie Michała to już mi się nie chce gadać, spiszmy protokół rozbieżności))))

                                  Historię Michała rozumiem na tyle, na ile ją znam. O Twojej nic nie pisałam poza
                                  tym, że jej nie znam))))). Inne zdanie mamy, niewątpliwie, więc ten protokół
                                  itd)))))

                                  Co do głupot.....jakby to...e tam, odpuszczę Ci)))))

                                  • lampka_witoszowska Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 01:37
                                    jeśli o mnei chodzi, o ile odczuwasz potrzeby, nei musisz sobie
                                    odpuszczać - mam zwyczaj lekceważyć jak mi coś nei po drodze smile

                                    o mnie pisałaś, że nei rozumiem
                                    jak nie rozumiem, to nie piszę
                                    albo pytam
                                    takie proste rozwiązanie smile
                                    • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 08:14
                                      A ja ...pomagać. Obecnie pomagam Tri rozbudować krzaczki w mózgu. Bo to, że jest
                                      przemowocowcem, podane expressis verbis, w tym stanie "rozwoju uzwojenia" nie
                                      przyswoi))))
                                    • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 08:17
                                      Ale, jak nadinterpretujesz, to już gorzej, nie?

                                      Bo nie rozumiesz. Piszesz o czymś, czego nie przeżyłaś, do kogoś kto to przeżył.
                                      I pokazujesz, że nie rozumiesz. Proste, nie? Prościej się już chyba nie da,
                                      Lampka))))))

                                      • sonia_30 Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 10:40
                                        Krezzz Ty też nie przeżyłaś tego co przeżywa żona Michszyba, więc
                                        może nie powinnaś pisać o niej tego wszystkiego co piszesz, bo nie
                                        jesteś w stanie się w jej przeżycia wczuć za cholerę.
                                        Skup się na nim i na tym co pisze, spróbuj nie oceniać strony której
                                        nie znasz.
                                        • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 10:42
                                          Nie przeżyłam, i nie rozumiem. Przecież to piszę. Ja jej NAPRAWDĘ nie rozumiem.
                                          Nie rozumiem, jak można aż tak bardzo nie oddzielać spraw związku od
                                          rodzicielstwa. Przecież to jest tematem wątku, Soniu.

                                          • sonia_30 Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 11:00
                                            No właśnie właśnie.... w tym rzecz. Nie przeżyłaś, nie rozumiesz,
                                            nie próbuj jej oceniać. I nie zapominaj w tym wszystkim że sprawa
                                            jest świeża, kobieta się próbuje pozbierać, dzieci są małe, a
                                            Michszyb w tym wszystkim zachowuje się jak słoń w składzie
                                            porcelany - oczekiwania, postanowienia, brak konkretów w tym co
                                            pisze, planowanie czegoś bez uzgodnienia i próba dostosowania
                                            wszystkiego do własnego widzimisię.
                                          • ravny Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 11:01
                                            Nie rozumiesz to się nie wypowiadaj. Rozbiłas rodzinę zapłaciły za to słono
                                            twoje dzieci porzuceniem przez matkę. Sprzedałas exowi dzieci dla szybkiego
                                            rozwodu i odejścia do tupiącego z niecierpliwości nowego partnera. Płaci słono
                                            twój ex musząc mieszkać obok was i patrzeć jak obnosisz się ze swoim szczęsciem
                                            i po cichu odciągasz od niego dzieci ciesząc się obłudnie , że to ciebie wolą.
                                            Lecz się kobieto bo krzywdzisz wszystkich wokoło.
                                            • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 11:07
                                              Matkobosko, Ravny…sądziłam, że Tri jest extremum…a to szersze zjawisko….
                                              Uspokój się.
                                              • ravny Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 11:11
                                                Jesteś przykładem kłotliwego egocentrycznego skupionego na swoinm malutkim
                                                światku babona. I cud, że forumowicze chcą ciągle z tobą rozmawiać jak z
                                                człowiekiem a nie zwichrowanym emocjonalnie trollem.
                                                jak dla mnie EOT
                                                • maza15 Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 11:37
                                                  ravny napisał:

                                                  I cud, że forumowicze chcą ciągle z tobą rozmawiać jak z
                                                  > człowiekiem a nie zwichrowanym emocjonalnie trollem.
                                                  > jak dla mnie EOT

                                                  zauważ,że już niewielu smile,bo to męczące jest
                                                  • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 12:05
                                                    ))))))
                                                    Ale Cię uspokoję. Czas zmierzać do finalizacji- moją misję uważam za spełnioną.
                                                    Kto chciał usłyszeć, usłyszał. Mam nadzieję, że kogoś ostrzegłam i zwróciłam
                                                    uwagę na pewien poważny problem. Nie ukrywam też, że i retorsję zastosowałam,
                                                    ale czasem nie można inaczej. Przepraszam tych, którym się dostało rykoszetem.
                                                    Mam nadzieję, że można będzie spokojniej rozmawiać w innych wątkach.
                                                    Do miłego.
                                                • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 12:06
                                                  Cudne, Ravny))))))
                                      • lampka_witoszowska Re: da się prościej, Krezzz :) 30.11.09, 14:35
                                        odwracasz kota ogonem i nie trzymasz się logiki ni trochę smile))

                                        a może przeżyłam?
                                        może niemój stosował podobne podejście - jemu się należy?
                                        skąd Ty tyle wiesz o ludziach, których na oczęta swoje nei
                                        widziałaś, to ja nie mam pojęcia smile))
                                        i powyższe tez było, jak sądze, dużo prostsze od Twojej potrzeby
                                        ostatniego zdania, choćby za cenę mijania się z logicznym
                                        wnioskowaniem własnie

                                        a szkoda
                  • nastiwka Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 03:51
                    Czytam,czytam i muszę wejść,choć bohater się ostatnio nie pojawił.Ja
                    też jestem "po".Mój zastanawiał się pół roku a ja głupia myślałam,
                    że mu przejdzie.Ale do rzeczy-Michał nie dziecko tylko dorosły
                    chłop.Każdy skok w bok może skutkować czymś groźnym dla małżeństwa
                    i powinien mieć tego świadomość. Dokonał wyboru także kosztem dwóch
                    maleństw.A wszystko inne to użalanie się nad swoją urażoną męską
                    dumą.Podpisuję się pod Nangą : czy rozumiecie uczucia tej kobiety?
                    A Michał to szablon. Przepraszam chłopaki - w takich sytuacjach
                    wszyscy są winni, tylko nie wy. I jeszcze jedno - to już nie
                    jest prawdziwa rodzina - niestety,dzięki Tobie, Michale.I nic tu nie
                    pomoże wyrywanie sobie kolejnych Świąt.Po herbacie.Smutne.
                  • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 09:24
                    Moja rzeczywistość, jak i Nangi, jest rzeczywistością. Właśnie o to mi chodzi,
                    Chalsiu. O to, że ją również trzeba widzieć, a nie twierdzić, że tylko jeden
                    schemat jest prawidłowy, a kto od niego odstaje, to błądzi.

      • michszyb Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 09:35
        To kolejny przykład kompletnej nieumiejętności rozróżnienia związku i
        rodzicielstwa. Mnie życie nie stawia przed takim wyborem jaki nakreśliłaś.
        Odszedłem ze związku i nadal jestem rodzicem. Czy to tak ciężko pojąć?
        • ulkar Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 09:56
          Tylko, że tych dwóch rzeczy nie da sie ot tak prosto rozdzielić. Nie
          przestajesz byc rodzicem, fakt, ale wybierając wybrałes też za
          dzieci. One są dziecmi z rozbitej rodziny, bo tatuś tak postanowił :
          ( Wiem, czasem nie daje sie inaczej ... czasem jes alkoholizm,
          hazard, narkomania a czasem zwyczajnie ludzie okazują się być z
          innej bajki niż się zdawało ... ale zauważyłeś to dopiero kiedy masz
          dwoej dzieci? teraz to jedno tylko można zrobić .. poszukac w sobie
          empatii , zrozumieć i dzieci ale i byłą żonę.... Nie szarpac i
          tupać "bo ja tak chcę", bo mi się należy!!! Jeśli nawet tak jest a
          jeśli się da ... ustapić ... Może zaproś żonę z dziećmi na wigilię
          do siebie ... to, że nie zyjecie razem nie musi oznaczac, że
          jesteście wrogami po wsze czasy ...
          • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 10:10
            Oczywiście, ale to banał, że wybierasz za dzieci. Zawsze wybierasz za dzieci:
            jakbyś postanowił/a żyć w związku bez miłości dla dzieci, też byś postanowił/a
            za dzieci.
            Wiele spraw zauważa się już PO narodzinach dzieci. Przecież ludzie się
            zmieniają, dojrzewają w innym tempie, itd. Powoływanie się wyłącznie na
            przeszłość jako punkt odniesienia jest bez sensu. Punktem odniesienia powinna
            być teraźniejszość. A najlepiej- wszystko.

            To nie Michał tupie- powtarzam. Jego żona tupie. A takie żony są tu wzmacniane w
            tupaniu. I o to chodzi. Uważam to forum za wysoce szkodliwe w tym względzie, by
            nie rzec- dewianckie.
            • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 10:19
              krezzzz100 napisała:


              >
              > To nie Michał tupie- powtarzam. Jego żona tupie. A takie żony są tu wzmacniane
              > w
              > tupaniu. I o to chodzi. Uważam to forum za wysoce szkodliwe w tym względzie, by
              > nie rzec- dewianckie.

              Żony Michala tu nie ma. Nie czytalismy jej historii. Bloga pewnie nie zalozyła.
              • ulkar Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 10:26
                Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia smile Czytając to forum,
                można zauważyć, że punkt siedzenia krezz i michszyba jest nieco
                podobny. Dlatego też oboje widzą coś innego niż reszta dyskutantów.
                • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 16:13
                  Tak. Ale to samo można by powiedzieć i o Was, Ulkar.
                  • ulkar Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 16:42
                    Oczywiście krezzz... tylko jeśli ktoś ci powie że jesteś wielbłądem -
                    nie słuchaj, jesli powiedzą ci to 3 osoby lekceważ, jeśli 10 nie
                    bierz do głowy, ale jeśli parędziesiątek to przynajmniej sprawdź czy
                    nie masz garba ...
                    To do michszyba w sumie, żeby jednak sprawdził...
                    • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 16:46
                      Ulkar, chyba wiesz, że ilość nie przechodzi w jakość?
              • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 10:30
                Pewnie, że znamy tylko jego narrację. I z tego wątłego materiału wnioskujemy.
                Ale to chyba zasada tego forum, inaczej wszystko bez sensu.

                Blog Michała jest zastanawiający. I na jego niekorzyść (ekshibicjonizm), i ...na
                korzyść jego nowego związku. Bardzo na korzyść.
                • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 11:50
                  Krezzz, informacja ze taki blog istnieje mnie rozwalila. Naprawdę. Jak znam
                  zycie - to nie pomysl samego Michala.
                  Nie powiem wiecej, bo powiedzialabym zbyt wiele.
                  Moze tylko tyle: ze prawdziwą milosc poznac po tym, ze stajemy sie lepsi dla
                  innych. Nawet dla (bylych? bo juz nie wiem) żon - naszych i tych, ktorych kochamy.
                  • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 12:33
                    No, ale to nie moja wina, że oni blog prowadzili, czy tam prowadzą, ale
                    zamknięty))))

                    Zgoda z tym, że lepsi, itd. Tak właśnie. Ale, zważ, KAŻDĄ miłość, prawda? Także
                    tę, która mija (minęła)? Bądźmy sprawiedliwi.
                    • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 14:43
                      Pewnie, ze nie Twoja wina z tym blogiem. Ale duza rzecz.

                      Co do milości - mialam na mysli tę, ktora jest.
                      Takie rozróznienie proponuje Fromm: "miłosc" z jednej strony, z drugiej:"egoizm
                      we dwoje".
                      Mnie to pasuje.
                      • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 15:05
                        Żartowałam z tym blogiem smile No, duża rzecz. Jakby...za duża. Mam na to pewien
                        koncept, w sumie to on może nie najważniejszy, ale coś nim chyba jest.
                        Mianowicie lekarze mają jakieś powinowactwo z ludźmi pióra. Spora jest siła tego
                        skoligacenia (Lem, Irzykowski, Boy). Nie, żebym miała Michała za Lema czy coś
                        kole tego, oczywista)))))

                        Tak, rozumiem to rozróżnienie. Mnie chodzi o to, że każda miłość powinna czynić
                        lepszym- jeżeli strona "opuszczana" (pozwólmy sobie na to chwilowe uproszczenie)
                        kocha, to nie będzie zajmowała postawy "właścicielskiej", która jest
                        zaprzeczeniem miłości. Czyli- pozwoli odejść. M.w. o to mi chodzi.
                        • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 18:37
                          > Tak, rozumiem to rozróżnienie. Mnie chodzi o to, że każda miłość powinna czynić
                          > lepszym- jeżeli strona "opuszczana" (pozwólmy sobie na to chwilowe uproszczenie
                          > )
                          > kocha, to nie będzie zajmowała postawy "właścicielskiej", która jest
                          > zaprzeczeniem miłości. Czyli- pozwoli odejść. M.w. o to mi chodzi.

                          Też tak uważam. Ale nie wiem, czy w przypadku michała strona opuszczana kocha.
                          Za to zakladam, ze zone i dzieci opuszcza sie dla kogoś, kogo sie kocha. Że jest
                          sie w zwiazku przepelnionym miloscią - wiec wg moich kryteriow ta milosc powinna
                          sie przenosic na reszte świata, w tym strone opuszczaną. Juz niekoniecznie jako
                          milosc, ale jako zyczliwosc, empatia, troska czy chocby zwykla wyrozumialosc.
            • nowel1 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 10:52
              Ależ Michał też tupie.
              Tytuł wątku jest tupiący.
              Pomysł na wynajęcie żonie mieszkania jest tupiący.
              Oczekiwanie, że będzie mógł bez wcześniejszego umawiania się, za pomocą
              swoich kluczy, wchodzić do domu, który sam opuścił - jest tupiące.
              • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 11:00
                Ty w tym widzisz tupanie. Ja widzę ludzi, którzy nie potrafią ze sobą rozmawiać.
                OBOJE. Ale on nie gra dziećmi. Ona- gra.
                • bramstenga Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 11:18
                  Ale on nie gra dziećmi. Ona- gra.

                  Łzawe opisy na blogu, zamieszczanie rozkosznych zdjęć w towarzystwie nowej pani
                  plus niechęć do sądowego rozstrzygnięcia spraw - toż to gra w czystej postaci!
                  ~bramstenga
                  • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 16:37
                    Dlaczego łzawe? Bo-prawdziwe?
                • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 11:52
                  Krezzzz, on tez GRA. Jeśli swoim ojcostwem uzasadnia żądanie posiadania i
                  uzywania wedle woli kluczy do jej domu. a moze nie tyle gra, co terroryzuje.
                  Jeśli to prawda, bo moze przeoczylam.
                  • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 12:35
                    Jeśli gra, tym gorzej dla niego. Wszystkiego nie wiemy(a Michał, jak się zdaje,
                    ma nas trochę w nosiesmile))). Z tego, co pamiętam, to tak chyba nie było. Ona go
                    wygania z ICH domu. Ale, jak powiada, po omacku wnioskujemy...
                    • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 14:45
                      Jak to z ICH domu?
                      Jak sie wyprowadzil, do ten dom przestal byc jego domem (w sensie uzytkowania,
                      wlasnosc to co innego).
                      • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 15:12
                        No, tak nie do końca. Są oboje właścicielami. I nie o właścicielstwo formalne tu
                        chodzi. Chodzi o pewnego rodzaju prawo, które "rusza" do boju, gdy coś "nie
                        gra"- konretnie: elementarne porozumienie. Wówczas to prawo, analogicznie jak
                        dzieci, są wysuwane jako argument przetargowy. Ludzie grają tym co mają- często
                        bez zastanowienia. To chyba imperatyw silniejszy od rozumu, a przynajmniej
                        trudny do okiełznania rozumem.
                        U nas było podobnie, choć nie z mojej strony. Kiedy ja już mieszkałam osobno (w
                        jednym z naszych mieszkań)- jeszcze przed rozwodem- to on mi tam wchodził na
                        zasadzie: "mam prawo". Na złość. Ja to znosiłam, bo o takie rzeczy nie będę się
                        wykłócać. Wchodzi, to zobaczy najwyżej coś dla siebie bardzo nieprzyjemnego. No
                        i w rzeczy samej, ma prawo. Teraz, a nie mamy jeszcze podziału majątku - już do
                        niego nie wchodzi. To właśnie chciałam pokazać: mają prawo (oboje), a że się nie
                        potrafią dogadać, to ona gra dziećmi, a on mieszkaniem. Różnica między Michałem
                        a moim eks jest taka, że Michał mimo wszystko ma większy tytuł, bo przychodzi do
                        dzieci. Moj eks chyba tylko przychodził do ścian.
                        O to mi chodziło.
                    • michszyb Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 16:19
                      Nie mam w nosie. Ale wątek tak się rozrósł, że strcza mi właściwie czasu na
                      czytanie i krótkie odpowiedzi. jestem właśnie na dyżurze smile
                      • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 16:33
                        Ok, dzięki ze się odezwałeś, bo już wątpiłam)))) Ja też odpowiadam między pracą
                        a pracą))))
                        • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 18:28
                          I ja też.
                          Pracusie z nas.
                          • ravny Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 19:38
                            A potem tacy przychodzą do domu i trują partnerowi jak to harowali ciężko w
                            pracy i nic nie będa robić bo są zmęczeni.
                            • nangaparbat3 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 21:14
                              Ja pracuje w domu i nie truje partnerowi, bo go nie posiadam.
                              Ot co.
                            • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 22:44
                              Pitolisz, albowiem ja pracuję w domu (w niedzielę).
                • nastiwka Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 12:31
                  krezzzz100 napisała:

                  > Ty w tym widzisz tupanie. Ja widzę ludzi, którzy nie potrafią ze sobą
                  rozmawiać
                  > .
                  > OBOJE. Ale on nie gra dziećmi. Ona- gra.
                  Oj,krezzzz! coś mi się zdaje,że znasz sytuację Michała aż nadto.Czyżbyś
                  miała na sumieniu jakieś małżeństwo?
                  • krezzzz100 Re: kto kogo kopie? 29.11.09, 13:56
                    Nie. Nie mam. Mój mąż był kawalerem.

                    Szkoda, Nastiwka, bo to podejrzenie mówi wiele o Tobie.
            • six_a Re: kto kogo kopie? 30.11.09, 13:37
              >To nie Michał tupie- powtarzam. Jego żona tupie. A takie żony są tu wzmacniane
              w tupaniu.

              żona michała jak na razie zajmuje się studiowaniem grafiku dyżurów michała i
              wynajdywaniem mu terminów, w których bez problemu michał mógłby dzieci wziąć
              nawet na cały dzień. żona michała musi liczyć się z mailami o 23, w których
              michał informuje ją o zmianie planów w dniu następnym. żona michała umawia się z
              kimś i zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami odbiera dzieci, które wcale nie są
              gotowe, bo przecież michał napisał w nocy, że nie będą. gdybym do tego
              wszystkiego miała codzienną opiekę na dwójką maluchów (2 i 4 lata zdaje się?)
              dawno już by mnie szlag jaśnisty trafił.
              a teraz powtórz jeszcze raz, kto tupie?
    • mediator.org prowokacyjnie... 28.11.09, 20:59
      Czy nie lepiej byłoby, gdyby ludzie mieli podobne podejście co ten pan, do spraw
      rodziny, partnerstwa?...

      www.youtube.com/watch?vshocktgN84fyWSQ&feature=related
      Nie byłoby tylu spraw w Sądach, adwokaci mniej by zarabiali a mediatorzy też
      poszliby na zielona trawkę.
      A facet niby taki przepalony i przepity......
      • takisiakinijaki Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 10:41
        Drodzy Państwo!
        Omawiamy tu szczegółowo kto i jak powinien się w tym przypadku
        zachować - kto ustąpić, kto zrozumieć, kto odpuścić, kto dopasować.
        Każdy z nas ma swoje przemyślenia, propozycje, podrzuca pomysły jak
        te kwestie rozwiązać.

        Prawda jest taka - Pan Michał naszych rozwiązań, porad nie
        potrzebuje.

        Pan Michał zjawił sie tu kiedyś na forum i pokazał swój blog - gdzie
        umieszczał to co dla niego najistotniejsze - swoje wizje nowego,
        lepszego życia, u boku nowej, lepszej kobiety.
        Mogliśmy na bloku wszyscy pooglądać jak wygląda jego NOWA LEPSZA
        rodzina z udziałem starych, ale już wkręcanych w nowe życie
        dzieciaczków ( pamiętam zachwyt nad ich omyłką w zwracaniu się do
        nowej narzeczonej słowem mamo!).
        W tej wizji pełnej danych osobowych, zdjęć dzieci, a nawet ich
        rozkładu dnia przeszkadzał tylko jeden, śmierdzący element - stara,
        zużyta żona...

        Nie pasowała do nowego układu, nie chciała przytaknąć na każdy nowy,
        świetny pomysł Pana Michała, a co gorsza MIAŁA CZELNOŚĆ MIEĆ SWOJE
        ZDANIE!

        Pani 'Michałowa Sz.', czy jakoś tak - wymieniana z imienia i
        pierwszej literli nazwiska była w owym blogu szkalowana, wyzywana,
        oceniana, komentowana - z jednego tylko powodu - po prostu BYŁA.

        Była czymś zbędnym, przeszkadzającym w realizowaniu wizji Pana
        Michała, była ignorowana i pomijana, a co najważniejsze - w ogólnej
        ocenie nie była wcale przeszkodą w osiagnieciu celu, jakby się można
        było spodziewać - ale CELEM samym w sobie.
        Z każdej literki tego bloga wyzierała nienawiść do tej kobiety - bo
        nie sprostała wymaganiom Pana Michała - miała się odsunąć,
        dostosować, pogodzić, dopasować a tu... szok, okazało się, że ma też
        swoje zdanie i swoje życie i pomysł na nie (?!?!?)

        W tym szoku Pan Michał pozostał do dziś - jak wtedy gdy na forum
        rozgorzała dyskusja tak i teraz w tym wątku Pan Michał szuka jedynie
        poklasku, nie rad i propozycji.

        Te są mu niepotrzebne - przecież rację ma on i już.

        Teoretycznie powinienem się solidaryzować z Panem Michałem - pewne
        szczegóły historii życia mamy wspólne - praktycznie nie mogę się
        nadziwić jak można tak bardzo wierzyć w to, że ludzie będa się do
        mnie dostosowywać i żyć pod moje dyktando...?

        Do tego jak widzę, ze piszecie jak z dzieci matka w tym przypadku
        robi 'broń' czy atut przetargowy to mnie trochę rusza - bo doskonale
        pamiętam jak jeszcze niedawno komentowaliśmy tu to, co z dziećmi za
        pomoca swojego bloga robił Pan Michał!
        • krezzzz100 Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 11:46
          Takisiaki, nie potwierdzam tego, co mówisz względem opisywania przez Michała
          jego żony. Było pokazanie komplikacji itd. Ale tego, o czym piszesz, jako żywo
          nie było.

          Jego dobrym prawem jest się cieszyć, że jego dzieci lubią nową partnerkę. Tak
          chyba lepiej dla wszystkich, prawda? Moje dzieci też BARDZO lubią mojego męża. I
          to chyba dobrze. Nadinterpretujesz, i to bardzo tendencyjnie. Słowo "mama"
          padło, bo dzieci inaczej nie potrafią- ze względu na wiek. Moje młodsze dziecko,
          po jednym dniu spędzonym z moim mężem powiedział: "Chciałbym, żeby X był moim
          tatą". I co? Mieliśmy się czuć winni? Dziecko powiedziało pewną prawdę.
          Poryczeliśmy się oboje i baaardzo ucieszyliśmy, choć- jako żywo- nie mówią do
          niego "tato", ale po imieniu. Chcesz widzieć, co chcesz, Takisiaki.

          Nie brałam udziału w nagonkach ani na Michała ani na jego żonę, choć czytałam,
          co piszecie. Ale teraz już nie mogę, bo ukazujecie elementarne nierozumienie sprawy.

          Niepotrzebnie tez szukasz koherentności z poprzednimi "ustaleniami" forum. forum
          nie jest żadnym organem orzekającym.

          I wreszcie- uprzedmiotowienie żony Michała. Skąd Ci do głowy przychodzi takie
          określenie: "śmierdzący element - stara,
          > zużyta żona...". Coś niewiarygodnego. Nie widzisz, co robisz?
          Ale, wchodząc w Twoją poetykę (brrr), tak samo Michał mógłby powiedzieć o jej
          traktowaniu jego osoby. On ma BYĆ, i już. W ROLI męża. To jest
          instrumentalizowanie człowieka. Człowiek jest zawsze kimś więcej niż pełnioną
          ROLĄ. Pisałam już o tym, pisał także Kalpa.
          • nangaparbat3 Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 12:01
            teraz cos sobie przypominam - chyba zajrzalam na chwile do tego blogu i porazil
            mnie ekshibicjonizm, i zaraz z niego wyszlam. Jakos nie polaczylam tego z Michalem.
            • krezzzz100 Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 12:25
              Mnie też. I to napisałam. Kilka postów niżej. O tym ekhibicjonizmie. Ale,
              jednoczęsnie, tam było coś więcej.
              • takisiakinijaki Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 15:55
                1.Ależ owszem - było, Krezzzz100.
                Były opisy jej niezorganizowanego zdaniem Pana Michała życia,
                niezdrowych zdaniem Pana Michała powiązań rodzinnych,
                nieracjonalnych zdaniem Pana Michała zmian pracy itp - wszystko
                pozwalało na zupełną identyfikację wszystkich wystepujących w tym
                blogowym przedstawieniu osób oraz na przedstawienie przeze mnie
                swojej tezy.

                2.Jeżeli chodzi o zwrot 'mamo' do nowej narzeczonej to nie wyczułaś
                ironii, bądź nie kojarzysz zupełnie tej sprawy z dyskusji o blogu -
                to co pdp z ust dziecka padło machinalnie zostało przez Pana Michała
                wyniesione na jego blogu do niepodważalnego dowodu tego, że jemu
                pasująca teza o beznadziejności matki dzieci ma realne podstawy.
                Historię tę przytaczał też na forum jako potwierdzenie, że dzieci
                lepiej czują się z nim i jego partnerka niż z matką.

                3.Tak więc nie "chcę wiedzieć co chcę", a jedynie czytam to co
                widzę.
                Cieszę się bardzo, że zastąpienie przez Ciebie starego tatusia nowym
                swoim dzieciom odbyło się w tak wzruszający sposób - nie stanowi
                jednak w żaden sposób o relacjach w rodzinie Pana Michała.
                4.Zarzucane mi "uprzedmiotowienia żony (Pana) Michała" w sytuacji,
                gdy sam Pan Michał przedstawił ją całemu światu jako: oto niejaka
                (tu strzelam!) Krystyna S. - działająca w sposob niezrównoważony, na
                szkodę dzieci, nie godząca się z moimi ustaleniami kobieta - może
                budzić conajmniej zdziwnienie : )

                5. To tyle : )

                • mola1971 Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 16:04
                  Ale dlaczego Wy tak się uczepiliście tego bloga i tego co pisał pół roku temu?
                  Dzisiaj jest 29.11.2009 i być może Michszyb jest już innym człowiekiem niż pół roku temu gdy pojawił się na tym forum. Ja z kolei odnoszę wrażenie, że od czasu gdy się tu pojawił i tak zrobił kawał roboty. Na początku chciał odebrać dzieci matce, teraz już tego nie chce. Jakiś czas temu domagał się opieki naprzemiennej a teraz już chce tego co jemu i dzieciom się należy, czyli ustalenia z nimi kontaktów.
                  Jedyne co się nie zmieniło to ton w jakim swoje oczekiwania wyraża, ale nad tym też może popracuje. Trzeba wierzyć w ludzi smile A nie przekreślać ich bo coś kiedyś powiedzieli czy napisali.
                  • ulkar Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 16:21
                    hihi ciekawe wnioski mozna wysnuć Molu z tego co napisałaś... jakby
                    tak wyznaczyć linię trendu michszybowych poczynań... to za kolejne
                    pół roku....? No nie... chyba przesadzam, ale że własnie pracuję nad
                    wyznaczaniem takich tam trendów... to tak mi się skojarzyło ...
                    • krezzzz100 Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 16:36
                      Ulkar, uwierz: ludzie się uczą.
                  • krezzzz100 Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 16:26
                    Molu, dziękuję. smile
                • krezzzz100 Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 16:25
                  Takisiaki,
                  ad 1. Nie wziąłeś pod uwagę, że on może mieć rację (że ona niezorganizowana,
                  itd)? Co nie oznacza że pochwalam taką, hm... "szczerość"))))Może pisał, co mu
                  leżało na wątrobie?

                  ad 2. Dyskusja była tak beznadziejna, że nie wzięłam w niej udziału. Ale
                  rozumiem jego wzruszenie- w konfrontacji z faktami (biorąc za dobrą monetę to,
                  co pisze o żonie jako matce. Może rzeczywiście jego dzieci lepiej się czują z
                  jego partnerką niż ich matką.

                  Ad 3. Mój mąż nie zastępuje tatusia. To tatuś "nie wydala". Oczywiście, że nie
                  ma z automatu przekładalności na sytuację w rodzinie Michała, ale możliwość
                  wskazuje, prawda?

                  Ad 4. Zupełnie się nie zgadzam z tym, co piszesz. Nie bierzesz pod uwagę tego,
                  że może być rzeczywiście tak, jak Michał opisuje? On jej nie uprzedmiotowił, jak
                  Ty w swoim sformułowaniu.
                  • takisiakinijaki Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 16:47
                    ad.ad.1.
                    Nie wziąłem - owszem. Bo niezależnie od tego, co mówi mówi jedynie o
                    swojej krzywdzie ( i dzieci) i winie żony. A wina nigdy nie jest
                    jednostronna.
                    ad.ad.2.
                    Ta... rozumiem, że rozumiesz jego wzruszenie - pewnie jest podobne
                    jak Twoje w momencie jak Twój młodszy syn powiedział, że ma troje
                    rodziców. Mniemam, że wzruszenie ojca Twojego syna w momencie gdy
                    byłby tego świadkiem było zgoła inne...I nie zrozum mnie źle -
                    dobrze, że relacje są dobre, źle jednak że oceniasz to subiektywnie -
                    Tobie to po prostu pasuje, tak miało być. Ojciec inaczej planował
                    zycie, ale cóż, wybrałaś a jemu zostaje się pogodzić. Z tym, że czym
                    Ty tym sposobem myślenia różnisz się od Pana Michała? No właśnie -
                    stąd Twoja solidarność - tez poukkładałas wilu osobom świat i
                    życzysz sobie, by to zaakceptowac i juz nie dając innym prawa do
                    swojego zdania.
                    ad.ad.3.
                    Czego 'nie wydala' - odstawienia? Porzucenia? Tego, że dla syna stał
                    się jednym z opiekunów, a nie kochanym tatusiem? twoich oczekiwań
                    związanych z jego 'zrozumieniem sytuacji'?
                    ad.ad.4.
                    Owszem - nie musisz się zgadzać. Nie zmiania to jednak faktu, że
                    posłał w świat ich wspólne i ich wspólnych dzici emocje, życie,
                    problemy i dramaty w sposób żywcem z historii w gazecie -
                    uprzedmiotowił swoje zycie, zatem wszystko i wszystkich z tym
                    związane/ych.
                    • krezzzz100 Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 17:48
                      1. Zgadza się.
                      2. Tak, rozumiem. I wiem, co mówię. Moje dzieci nigdy od rodzonego ojca nie
                      dostały tego, co dostają od mojego męża, natomiast nie dostały tego, co dostały
                      od rodzonego ojca.
                      Nie rozumiem Ciebie źle. Wiem, że każde z nas patrzy z innego punktu
                      widzenia,bo ma inne doświadczenia, itd. Po prostu- rozumiem, co może mieć na
                      myśli Michał. Co nie oznacz, że mogę się mylić.
                      Czy ja wybrałam życie mojemu eks. Może tak. Ale może on też ma w tym jakiś
                      udział, co?
                      Mojemu eks mężowi i tak uległam w skali niespotykanej często, przyznasz? Jego
                      zdanie akceptowałam. Tylko wnioski wyciągnęłam inne, niż on.
                      3. Nie wydala. Nie opiekuje się nimi. Nie dba o nich. Nie wyciąga do nich ręki.
                      Kpi z nich młodości, z ich zainteresowań, nie lubi ich. Nie wiem, czemu. Ma
                      jakiś problem. Już nie moja sprawa. Odpuściłam, robię , co mogę. Mają dom. Ale-
                      zachęcam ich do kontaktów z ojcem.
                      4. Jego blog to błąd. Zgoda.
                      • krezzzz100 Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 18:06
                        że NIE mogę się mylić smile
                      • takisiakinijaki Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 20:09
                        1. no to fajnie : )
                        2. Wcale każde z nas nie patrzy z innego pkt widzenia! Patrzymy z
                        tego samego pkt widzenia - ale... nie wymagam od ex by działała wg
                        moich zasad, nie spodziewam sie od niej niczego lepszego niż od
                        siebie samego (a to ja zawiodłem, nie dotrzymałem słowa, odszedłem,
                        zadecydowałem) - nie mam więc prawa dziwić się reakcjom (dziwię się
                        jak bardzo są dojrzałe i przemyślane, skierowane 'na dziecko', ale
                        to już kwestia charakteru).
                        Przyznam również, że skala Twojej 'uległości' wcale nie jest taka
                        niespotykana. Nie chodzi mi o jakieś porównywania siebie do Ciebie,
                        licytowanie się - ale powiedzmy, że stwierdziłem, że skoro dałem
                        dupy to muszę być tego świadomy).
                        3.No ma problem, ma...
                        4. No to zgoda, że zgoda.
                        3.
                        • krezzzz100 Re: prowokacyjnie... 30.11.09, 00:16
                          smile
                          Poza jednym- naprawdę nie czuję, że dałam d... Serio.
                  • michszyb Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 16:52
                    Jezusie, a gdzie ja pisałemże dzieci lepiej się czują z moją partnerką, bo nie
                    przypominam sobie. ????
                    • mola1971 Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 16:58
                      Chyba ludziskom się dwie historie pomieszały - Twoja i pewnego pana, który tu
                      pisał a który to pan założył bloga, na którym umieścił zdjęcia swoich dzieci z
                      nową partnerką i próbował szukać tu wsparcia w zamianie mamuś dzieciom. Mało
                      tego na tym blogu umieścił dane swojej ex żony.
                      Jak nie trudno się domyślić - poklasku nie znalazł wink
                      I słusznie zresztą.
                      • krezzzz100 Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 17:49
                        )))
                      • nangaparbat3 Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 18:43
                        Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa - to ja chyba do tamtego bloga zajrzalam. Obrzydlistwo i
                        paranoja to byly.
        • makili Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 17:00
          Nie czytałam bloga p. Michała, ale czytam to co pisze tu i teraz....
          A z tych wypowiedzi bije buta i nienawiść, brak szacunku dla drugego
          człowieka, brak empatii...co u człowieka, który wykonuje zawód
          lekarza...crying((
          Nie znamy jego żony, ale wydaje się jej największą winą jest to, że -
          JEST, że śmie zaburzać jego wizję świata, tę krainę
          szczęśliwości...bo przeciaż miało być tak pięknie...
          Nie znamy jego nowej partnerki, ale ja osobiście bardzo jej
          współczuję i życzę, żeby potrafiła sprostać jego oczekiwaniom...
          A, że są dzieci...no cóż, to świetne narzędzie, żeby dokopać byłej,
          a i temat medialny - kochający tatuś walczący o dzieci z wredną
          matką...

          > Prawda jest taka - Pan Michał naszych rozwiązań, porad nie
          > potrzebuje.

          I to jest prawda - ON już postanowił, On wie jak powinno wygladać
          życie nie tylko jego, ale też jego dzieci, żony i tej (jeszcze, jak
          rozumiem) obecnej i tej przyszłej, bo w końcu on im to życie
          urządził...a ponieważ napotkał na opór (być może - po raz
          pierwszy!), to się, biedaczek, miota rzucając błotem wokół, nie
          zdając sobie, chyba sprawy, że świadectwo wystawia sobie...
          • krezzzz100 Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 17:24
            Makili, spójrz, napisałaś coś więcej, niż tylko stereotypy lub ogólniki? No, ja
            Cię proszę....
          • nangaparbat3 Re: prowokacyjnie... 29.11.09, 18:46
            makili napisała:

            > Nie znamy jego nowej partnerki, ale ja osobiście bardzo jej
            > współczuję i życzę, żeby potrafiła sprostać jego oczekiwaniom...
            > A, że są dzieci...no cóż, to świetne narzędzie, żeby dokopać byłej,

            a ja jej nie wspołczuje ani troche. Nie wspolczuje osobom, ktore POMAGAJĄ innym
            zrozumiec, ze ich rodzina to nieporozumienie.
    • ravny Re: Byle dokopać 29.11.09, 19:27
      michszyb napisał:

      > Jakie to kooorwa urocze, czasem żałuję że nie jestem gejem


      A co ma twoja orientacja seksualna do braków w komunikacji? Z byłym partnerem
      gejem tez byś darł koty gdybyś go puścił w trąbę z innym a potem chciał choćby
      podziału majątku po swojemu lub zabrać ukochany przez obydwu rower.
      Teraz to facet patrz czy się z kolejną zołzą dobrze zabezpieczasz. Bo zaraz
      gotowyś mieć podwójny problem. I wtedy albo zawiążesz na supeł albo zostaniesz
      gejem z radością, ze już kłopotów więcej ci nie przybędzie a jakas przyjemnośc z
      seksu się zdarzy.
      • krezzzz100 Re: Byle dokopać 30.11.09, 00:20
        Ravny-ulżyło Ci?))))))
    • michszyb Re: Byle dokopać 30.11.09, 00:38
      Ciąg dalszy.
      Postanowiłem pójśc za radą:

      Tytułem wstępu: wczoraj żona wpadła do mnie jak burza o 14 że zabiera dzieci bo
      się umówiła z koleżanką. Ja dzień wcześniej napisałem że odstawię ich przed
      kolacją. Twierdziła że nie czytała maila, a poza tym co ja mam kurwa w ogóle do
      gadania. Ona zabiera dzieci ( w połowie obiadu), bo się umówila i się spóxni.
      Dzika awantura, krzyczy na mnie, wciska na szybko dzieciom obiad i ucieka.

      :
      ONA
      FaKTYCZNIE MAILA WYSŁAŁEŚ. Niestety nie mogę przyjąć takiej formy ustalania
      spotkań z dziećmi. tuż przed 23 poprzedniego dnia. I ja i dzieci mamy prawo do
      spokoju. A dzieci oczywiście do regularnych spotkań z ojcem.
      Spojrzałam na twój grafik dyżurów i widzę, że możesz spotkać się z nimi we
      wtorek i w sobotę. Wtorek cały dzień jeśli ci to odpowiada( oczywiście tak aby
      usnęli w swoim łóżku), sobote do 15. Później umówiliśmy się z ..............
      Jeśli chcesz możesz wpaść w piątek po południu, ale zabieranie ich o tej porze
      nie jest dla nich dobre. Przypominam ci jeszcze raz że to małe dzieci, które
      muszą dokładnie wiedzieć gdzie jest ich dom, i które potrzebują spezac dużo
      czasu z matką.
      Mam nadzieję, że nie będziesz twierdził, że spotkanie kilkugodzinne dwa razy w
      tygodniu i trzeci raz całodzienne z ojcem będzie dla nich jakąś krzywdą albo
      próbą z mojej strony ograniczania im kontaktów z tobą. Byłoby to niepoważne.
      JA
      No faktycznie wysłałem. I dlatego uważam, ze Twoje wczorajsze zachowanie było
      skandaliczne. Co więcej widzę duży rozdźwięk między tym co piszesz a jak
      zachowujesz się w realu. Odnoszę wrażenie ze to co piszesz jest kreowaniem
      rzeczywistości w wiadomym celu.

      Doceniam Twoją troskę o moje kontakty dzieci ze mną. Sądzę jednak, że to nadal mało.

      Co do soboty to zaplanowałem wyjście z nimi na mikołajki (wieczorem) i już to
      opłaciłem. Podobnie w piątkowy wieczór. Proszę Cię więc o przełożenie spotkania
      z ......... na niedzielę.

      Chciałbym Cię również prosić o możliwość spędzenia wigilii z dziećmi. Wiesz że w
      pozostałe dni mam dyżury, a byłoby chyba chłopcom smutno nie widzieć taty przez
      całe święta.

      Przyjadę jutro po XXXXXXXX ok 10. Chciałbym odebrać YYYYYY z przedszkola. Przez
      to że ciągle mi na to nie pozwalasz ja nic nie wiem co z nim się tam dzieje.

      ONA
      Nie bardzo zrozumiałam, który z proponowanych przeze mnie terminów jest Ci nie
      na rękę?? Na temat kreowania rzeczywistości mogłabym napisac dużo, ale nie chcę
      eskalować tego konfliktu. Nie opłacaj proszę wyjść wieczornych? ( z dwuletnim
      dzieckiem?) zanim nie uzgodnisz terminu spotkań z dziećmi z osobą sprawującą nad
      nimi opiekę czyli ze mną
      Jeśli chodzi o święta to my mamy również plany. Nie pytałeś o nie ustalając
      dyżury. Może spróbujesz zamienić się na dyżur w drugi dzień świąt?

      JA
      Przecież napisałem o piątku i sobocie bardzo konkretnie. Mikołajki.

      Zrozum, ty nie jesteś osobą sprawującą nad nimi opiekę. Ja jeszcze nie umarłem.

      Nie wiem nadal czy się zgadzasz czy nie.

      Jeśli chodzi o dyżury to nie mam możliwości zamiany. Wysłałem ci grafik 2
      listopada i wybacz ale nie wierzę, że już wtedy miałaś plany co do wigilii.

      ONA
      Przykro mi nie mam zamiaru dyskutować. najpierw ustalasz termin ze mną a potem
      planujesz wyjścia a nie odwrotnie. Owszem sprawuję nad nimi opiekę, wtedy gdy
      masz 24 godzinne dyżury, kiedy nie możesz wziąć urlopu, kiedy wyjezdżam z
      dziećmi na wakacje zarezerwowane w styczniu, bo w między czasie dwa razy
      zmieniałeś pracę. Oraz kiedy spędzasz czas ze swoją nową partnerką będąc
      formalnie moim mężem. Wyprowadziłeś się trochę ponad miesiąc temu z domu gdzie
      dzieci mieszkają z mamą.
      Niestety nie mogę pozwolić na to abyś mieszał im w życiu i zabierał ich kiedy
      chcesz i masz wolny czas. Co do piątku wydaje mi się, że 17.00 do 20. 00 jest
      OK, ja nie rozumiem co masz na myśli mówiąc wieczór. A sobota, przykro mi ale
      nie mogę przełożyć, poza tym dzieci po prostu również za mną tęsknią!!
      Opanuj swoją chęć udawadniania że jesteś silnym mężczyzną , bo krzywdzisz
      dzieci. Nie musisz już i teraz. Jeśli uważasz, że ograniczam ci kontakty
      zgadzając się na zaproponowane przez ciebie trzy terminy, to być może sąd
      przyzna ci więcej ale tego nie da się załatwić z dnia na dzień.
      Dobranoc

      ONA
      Dla dzieci ważna jest powtarzalność i spkiuj. Twoje dyżury nie są aż tak
      nieragularne. W związku z tym na dwa kolejne tygodnie proponuję taki sam grafik
      spotkań. My się dostosujemy.
      Dobranoc

      JA
      A o jakim grafiku mowisz konkretnie?
      • krezzzz100 Re: Byle dokopać 30.11.09, 01:02
        Michale, ona Ci będzie rzucała kłody pod nogi. Przecież to widać.

        Tu masz klucz: "Oraz kiedy spędzasz czas ze swoją nową partnerką będąc formalnie
        moim mężem. Wyprowadziłeś się trochę ponad miesiąc temu z domu gdzie dzieci
        mieszkają z mamą".

        A tu masz kolejny klucz, tym razem do tego, jak ona sobie wyobraża Waszą
        przyszłość: "Niestety nie mogę pozwolić na to abyś mieszał im w życiu i zabierał
        ich kiedy chcesz i masz wolny czas".

        Ja bym jej odpisała analogicznie: "Niestety nie mogę pozwolić na to abyś
        mieszała im w życiu i zabierała ich kiedy chcesz i masz wolny czas". Ciekawe, co
        by na to odpowiedziała.

        Najlepiej byłoby, byś kupił/wynajął mieszkanie OBOK nich. Tak, byś był pod ręką.
        Czy to możliwe?
        • tricolour To są malutkie dzieci... 30.11.09, 08:52
          ... może nawet jeszcze karmione piersią, bo jedno niedawno po
          porodzie.

          Wcale się dziwię, że matka nie pozwala zabierać kiedy sie ojcu
          zachce.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka