tymoteusz.a
09.01.11, 15:43
Byłem w odwiedzinach u córki. Mieszka na przeciw kościoła. Z okna było widać dzieciaki z puszkami WOŚP. Ludzie idący do kościoła czy z niego wychodzący czasami coś wrzucali. Gdy nie było ludzi, dzieciaki chroniły się przed wilgotnym powietrzem i opadającą mgłą pod daszkiem przy wejściu do kościoła. I w pewnym momencie widzę, jak ksiądz przegania te dzieciaki jak gęsi: a sio, a sio!. Mało tego! chyba wezwał policję bo za niedługo zjawił się radiowóz. Policjanci w obecności księdza spisali dzieciaki. I dzieciaki się rozeszły.
Za chwilę wynosiłem bagaże do samochodu. Podszedłem do jednego wolontariusza, który został na ulicy. Do puszki wrzuciłem banknocik. Chłopak powiedział, że policjanci nie mieli nic przeciw WOŚP i popierają ta akcję ale zostali wezwani przez pomocnika pana Boga. Który zapewne w kazaniu przypominał o wspieraniu potrzebujących. Tylko chyba wg jego standardów. Czyli bez rozliczana. Wszystko do jego kieszeni.