Dodaj do ulubionych

Praca za granica czy w Polsce?co myslicie?

21.11.11, 19:18
mam prwie 30lat,bardzo dlugo szukalam po studiach pracy (na umowe o prace!)w Polsce,w roznych wojewodztwach...znalazlam,oferuja 1500zl-1800zl,umowe,praca w swieta,firma czynna 24h ale mam dylemat czy nie lepiej wyjechac moze Niemcy,moze Austria,znam troche niemiecki,dobry i ten 1tys euro,jak myslicie?moze macie swoje doswiadczenia?
Obserwuj wątek
    • dritte_dame Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 19:25
      leckowa napisała:

      > bardzo dlugo szukalam po studiach pracy...w Polsce
      [...]
      > ale mam dylemat czy nie lepiej wyjechac moze Niemcy,moze Austria


      A jak długo szukałaś dotychczas pracy w Niemczech lub w Austrii..?
      • leckowa Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 19:37
        narazie przegladam ogloszenia o prace w krajach niemeicko-jezycznych,czasem jakies cv wysle
        • dritte_dame Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 19:44
          leckowa napisała:

          > narazie przegladam ogloszenia o prace w krajach niemeicko-jezycznych,czasem jak
          > ies cv wysle

          No i czy dostałas jakies odpowiedzi?
          (choćby i odmowne)

          A poza tym:

          - Czy jesteś w stanie odbyć rozmowe kwalifikacyjna przez telefon po niemiecku?

          - Jakiego rodzaju studia skonczyłaś?

          - Ile czasu wytrzymasz żyjac tylko z dzisiejszych własnych oszczedności lub na koszt rodziny?

          - Jak tam z angielskim? Jakieś inne jezyki..?
    • migreniasta Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 19:32
      Z punktu widzenia pracownika 1800 zł i praca w święta to porażka. Jest i druga strona medalu... chociażby taka,że na imrezie kończy się gorzała o trzeciej nad ranem. W takiej chwili sytuację ratuje całodobowy za rogiem.
      Tam właśnie pracuje ekspedientka ,która zarabia połowę tego i na dodatek połowę czasu pracy zalicza nocą.

      Jeśli zaś chodzi o pracę za granicą to życzę szczęścia. Z otwartymi rękami czeka na Ciebie zmywak za tysiąc euro lub bawienie tureckich dzieci.
      • bling.bling Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 19:42
        > Jeśli zaś chodzi o pracę za granicą to życzę szczęścia. Z otwartymi rękami czek
        > a na Ciebie zmywak za tysiąc euro lub bawienie tureckich dzieci.

        Piszesz z doświadczenia?
        • migreniasta Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 19:53
          Tak .. z doświadczenia rodzinnego. Znakomita cżęść mojej rodziny tak się dorabiała i dorabia.
          Na całe szczęście mi się udało wyrwać się z tego zaklętego kręgu i uniknąć tułaczki. Znalazłam w Polsce lepszą ścieżkę.
          Dobrze ,że się udało,gdyż bardzo a to bardzo nie chciałam wyjeżdżać.
          • sabinac-0 Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 19:59
            migreniasta napisała:

            > Tak .. z doświadczenia rodzinnego. Znakomita cżęść mojej rodziny tak się dorabi
            > ała i dorabia.

            Niemniej to tylko jedna strona medalu.
            Wielu znajduje za granica prace w zawodzie.

            > Na całe szczęście mi się udało wyrwać się z tego zaklętego kręgu i uniknąć tuła
            > czki.

            Nie zawsze emigracja jest "tulaczka". Czesto jest po prostu przeprowadzka.
            • migreniasta Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 20:16
              Tylko w wypadku wuja sprawdza się Twój scenariusz. Wuj wyjechał jako masarz i jako masarz pracował. Zarabiał bardzo dobrze nawet jak na zagraniczne warunki.
              • sabinac-0 Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 20:28
                migreniasta napisała:

                > Tylko w wypadku wuja sprawdza się Twój scenariusz.

                Wez pod uwage, ze nie tylko czlonkowie twojej rodziny emigrowali.
              • dritte_dame Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 20:35
                migreniasta napisała:

                > Tylko w wypadku wuja sprawdza się Twój scenariusz. Wuj wyjechał jako masarz i j
                > ako masarz pracował. Zarabiał bardzo dobrze nawet jak na zagraniczne warunki.

                Wśród moich znajomych:

                - Troje inżynierów informatyków po polskich politechnikach pracuje w zawodzie w Kanadzie.
                - Inzynier mechanik, specjalista od sprzetu medycznego pracuje w zawodzie Kanadzie.
                - Dwie lekarki z Polski prowadza praktyki jako lekarze rodzinni w Kanadzie.
                - Nauczyciel akademicki z polskiej politechniki pracuje jako profesor koledżu w Kanadzie.
                - Pani magister biolog z Polski pracuje jako nauczycielka w szkole średniej w Kanadzie.
                - Historyk z Polski pracuje jako uniwersytecki profesor historii w Kanadzie.
                - Uniwersytecki profesor fizyki z Polski pracuje jako uniwersytecki profesor matematyki w Szwecji.
                - Przedsiębiorca handlowy z Polski prowadzi własna firme budowlaną w Niemczech.

                Raczej trudno to nazwać "tułaczką"..
                • migreniasta Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 20:41
                  Pod naporem takich argumentów zmiękłam...
                  Zdolnych masz znajomych. Każdy postrzega świat przez własny pryzmat , a prawda krąży gdzieś między moją a Twoją wiedzą,choć Twoja jest milsza w przekazie.


                  Starannie unikam "kropek"
                  • dritte_dame Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 21:16
                    migreniasta napisała:

                    > Pod naporem takich argumentów zmiękłam...
                    > Zdolnych masz znajomych. Każdy postrzega świat przez własny pryzmat , a prawda
                    > krąży gdzieś między moją a Twoją wiedzą,choć Twoja jest milsza w przekazie.

                    Acha, no i:

                    - Rumuńska dentystka uaktualniła studia na uniwerku w Toronto i teraz prowadzi własną praktykę. Jej rumuński maż-informatyk pracował zawodzie podczas jej studiow a obecnie administruje jej/ich rodzinnym biznesem.

                    - Rumunskie małżeństwo matematyków pracują jako informatycy dla rzadu Kanadyjskiego. Mąż obecnie w funkcji zarządczej.

                    - W mojej firmie mam obok siebie legion profesjonalistów informatykow, inżynierów i menedżerów róznego stopnia urodzonych w Rumunii, Bułgarii, Rosji, Czechach, na Ukrainie itp. (nie wspominajac juz nawet o tych z Chin i Korei i Indii)


                    Ale z drugiej strony...;)
                    I wśród moich znajomych zdarza sie że druga osoba z pary małżeńskiej nie odnosi podobnego sukcesu.

                    Pani doktor biologii z Polski bezskutecznie probowała znaleźć zajęcie ponad pozycję sekretarki w szkole. Była szefowa polskego działu IT po latach "podnoszenia kwalifikacji" dała sobie spokój z poszukiwaniem płatnego zajecia. Kilka pań "magisterek" po wychowaniu dzieci nadal wyłącznie prowadzi dom rodzinny.

                    Oprócz wyksztalcenia bardzo wiele zależy od innych indywidualnych cech każdej osoby.

                    Na szczęście, w parze z profesjonalist(k)ą z akademii, inzynierii lub medycyny dochod tej drugiej osoby z reguły wystarcza na bezpieczne i dość komfortowe utrzymanie całej rodziny.
                    • migreniasta Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 22.11.11, 18:05
                      Z tego co piszesz w Twoich stronach przy zatrudnianiu większe znaczenie odgrywają kwalifikacje. U nas królują koneksje i nepotyzm. Może to właśnie stanowi o sile Kanady i słabości Polski.
                      U nas od około miesiąca ludzie tracą pracę . Idzie niepewne.....
          • bling.bling Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 20:05
            zaraz, zaraz. Sobie gratulujesz lepszej drogi w Polsce od tułaczki i niańczenia tureckich dzieci ale pytającej o rade forumowiczce jako alternatywę dla jej już jak się można domyślać psiej rzeczywistości za 1500 proponujesz pracę w monopolowym na rogu za 900 i to nocą. I to jest fair?
            A ja ci mogę pokazać ludzi którzy wyjechali za granicę i żyją i mieszkają wygodnie na miarę własnych ambicji. Ja sam mieszkałem przez prawie 10 lat za granicą. Doświadczenia i umiejętności tam nabytych nigdy bym nie zdobył w Polsce.
            Znam absolwenta filozofii po uniwersytecie w Polsce, od zmywaka u chińczyka, pracy na budowie poprzez zbieracza szklanek w nocnym klubie dziś jest pracownikiem banku. Bo zmywak u chińczyka jest lepszy niż 1300 u polskiego kapitalisty. Uwierz mi.
            • migreniasta Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 20:29
              Wszystko co napisałeś łącznie z tym nie fair jest prawdą. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to ,że ukazałam jedno z możliwych rozwiązań. Najczęstsze. Sobie nic nie gratuluję. Teraz gdy kryzys zajrzał i w moje rewiry zazdroszczę tym co zarabiają 1800 zł.
              Aktualnie nie zarabiam. A pracuję jak pracowałam.
              Nie obraź się ale ja znam wartość pieniądza. I jak ktoś pisze,że jest po studiach i nie chce zarabiać 1800 zł to rodzi się we mnie bunt. Same studia o niczym nie stanowią a przekonujemy się o tym tak jak napisałeś:na zmywaku u chińczyka.
              Skończyć studia to żadna trudność.
              • sabinac-0 Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 20:31
                migreniasta napisała:

                > Aktualnie nie zarabiam. A pracuję jak pracowałam.

                Pracujesz za darmo?
                Z czego zyjesz?
                • migreniasta Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 20:52
                  Jeszcze z tego co zarobiłam przed kryzysem,ale oszczędności topnieją z dnia na dzień.
                  • sabinac-0 Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 22.11.11, 20:45
                    migreniasta napisała:

                    > Jeszcze z tego co zarobiłam przed kryzysem,ale oszczędności topnieją z dnia na
                    > dzień.

                    Jak sobie wyobrazasz pozostanie w PL?
                    Masz kogos, kto Cie utrzyma czy jeszcze sie ludzisz ze "jakos bedzie"?
                    • piwi77.0 Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 22.11.11, 21:26
                      Jeżeli w koniunkturze można zarobić tyle, że starczy jeszcze na kryzys, to jest to całkiem niezła branża (ta, w kórej robi migreniasta) i bym jej nie zmieniał. Żaden kryzys nie trwa wiecznie.
                      • sabinac-0 Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 23.11.11, 17:08
                        piwi77.0 napisał:

                        > . Żaden kryzys nie trwa wiecznie.

                        Ale potrafi trwac bardzo dlugo.

                        Pracodawca bez trudu wykreci sie od zaplacenia pracownikom zaleglosci (np. oglaszajac upadlosc - i wierny pracownik moze isc sie bujac), za to przedmowczyni rachunkow i faktur nikt nie podaruje.
                        Jak juz nie bedzie miala z czego zaplacic eksmituja ja z mieszkania ew. odetna prad i wode (bo pracuje wiec zadna pomoc ani litosc jej przyslugiwac nie bedzie), po czym podadza do komornika, ktory zabierze jej wszystko co ma, siadzie na jej przyszle pensje (zostawiajac 850zl "zachowku") i sciagnie wszystko z procentem i wlasna dola.

                        Ku przestrodze.
    • marcinkopc Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 20:00
      według mnie lepiej pracować wśród Polaków. tam będziesz pomywaczem, a tutaj być może jak będziesz dobrze pracował, to i awansujesz :)
      A zreszta - rob tak, jak Ci serce mówi :)

      ---

      Optymalizacja ZUS
      namioty handlowe
      krakow.lento.pl/
      wroclaw.lento.pl/
      • sabinac-0 Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 20:30
        marcinkopc napisał:

        > według mnie lepiej pracować wśród Polaków. tam będziesz pomywaczem, a tutaj być
        > może jak będziesz dobrze pracował, to i awansujesz :)

        ... na clean manager. :P
      • bling.bling Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 22.11.11, 08:06
        marcinkopc napisał:

        > według mnie lepiej pracować wśród Polaków. tam będziesz pomywaczem, a tutaj być
        > może jak będziesz dobrze pracował, to i awansujesz :)
        > A zreszta - rob tak, jak Ci serce mówi :)
        >

        ha ha. Kto w Polsce sprząta i zmywa gary w knajpach? Marsjanie? Chyba nie bo jest w miarę czysto a i talerze też zmyte. Dziwny to naród te Polaki co uważają że uczciwa praca sprzątacza czy zmywacza jest uwłaczająca. Jednocześnie 90% ma pochodzenie chłopskie i robotnicze a jeśli już należą do jak im się wydaje klasy średniej (będąc urzędnikiem lub nauczycielem) to są nimi od maks drugiego pokolenia.

        • piwi77.0 Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 22.11.11, 08:35
          W Polsce najwięcej jest kierowników. W rozmowie z dopiero co poznanym, zawsze okazuje się, że ów kieruje jakimś zespołem. Używa na to bardzo powszechnego w Polsce określenia - ma ludzi pod sobą. Przyzwyczaiłem się do tego i przyjmuje do wiadomości, że w Polsce nie ma zwykłych pracowników, nie mających nikogo pod sobą. (Więc kto właściwie robi u licha?)
          • bling.bling Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 22.11.11, 08:55
            piwi77.0 napisał:

            > W Polsce najwięcej jest kierowników. W rozmowie z dopiero co poznanym, zawsze o
            > kazuje się, że ów kieruje jakimś zespołem. Używa na to bardzo powszechnego w Po
            > lsce określenia - ma ludzi pod sobą. Przyzwyczaiłem się do tego i przyjm
            > uje do wiadomości, że w Polsce nie ma zwykłych pracowników, nie mających nikogo
            > pod sobą. (Więc kto właściwie robi u licha?)

            Ci co robią wstydzą się swojej pracy. Ich społeczna pozycja jest gorsza w Polsce od społecznej pozycji emigrantów (również z Polski) w innych krajach. Stąd wiele osób emigrujących i podejmujących pracę za granicą dostrzega swój awans społeczny. Będąc sprzątaczem ulic spotyka się z życzliwością doceniania swojej roli i jej użyteczności. Tego samego brak jest w Polsce. Uczciwa i pożyteczna praca jest społecznie odbierana jako uwłaczająca. Stąd niskie poczucie swojej wartości wśród części społeczeństwa. Dodaj do tego odrobinę pozornego wykształcenia formalnego jaki zdobywa część ludzi, którzy potem pracują uczciwie ale według społecznych oczekiwań poniżej możliwości jakie rzekomo powinno dawać im wykształcenie i masz przepis na sfrustrowanego fajtłapę.
            No i ta magia "pracy w zawodzie" co u licha jest ten zawód? W życiu nie spotkałem kogoś kto by nie pracował w zawodzie.
            • piwi77.0 Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 22.11.11, 20:05
              bling.bling napisał:

              Dodaj do tego odrobinę pozornego wykształcenia formalnego

              No właśnie. Jak wykształconego formalnie zapytasz co potrafi, to odpowie, że umie 2 języki, a poza tym ma dyplom taki i taki (czasem nawet dwa).

              No i ta magia "pracy w zawodzie" co u licha jest ten zawód? W życiu nie spotkałem kogoś kto by nie pracował w zawodzie.

              Słuszna uwaga, choć dotąd sobie tego nie uświadamiałem. Rzeczywiście, nie da się nie pracować w zawodzie, bo to co się robi to jest właśnie zawód. Bo jak nie to, to co?
              • Gość: ka_p_pa Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.11, 20:12
                >Rzeczywiście, nie da się nie pracować w zawodzie, bo to co się robi to jest właśnie zawód. >Bo jak nie to, to co?
                Zajęcie. Trudno uznać za zawód mycie garków, zamiatanie, itp. Trudno nazwać zawodem "zawód" np. taksówkarza, stóża nocnego, ochroniarza, pomocy domowej.
                • piwi77.0 Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 22.11.11, 20:30
                  Gość portalu: ka_p_pa napisał(a):

                  Zajęcie. Trudno uznać za zawód mycie garków, zamiatanie, itp.

                  Dlaczego, bo opór wewnętrzny? Chyba tylko w Polsce jest zwyczaj negatywnego motywowania dzieci do nauki poprzez straszenie w stylu - ucz się, bo będziesz sprzątał ulice. Potem jest uraz i nikt nie chce się przyznać, że sprząta, tylko opowiada cuda o zawodzie, w kórym nie pracuje. Tymczasem na sprzątaniu można zarobić lepiej niż na uczelnianej asystenturze. I słusznie, bo sprzątanie jest potrzebne, a asystentura nikomu nie jest.
                  • Gość: ka_p_pa Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.11, 21:35
                    piwi77.0 napisał:

                    > Gość portalu: ka_p_pa napisał(a):
                    >
                    > Zajęcie. Trudno uznać za zawód mycie garków, zamiatanie, itp.
                    >
                    > Dlaczego, bo opór wewnętrzny?

                    Nic z tych rzeczy. Dlatego, że do wykonywania tych(takich) zajęć nie trzeba mieć żadnych kwalifikacji.
              • dritte_dame Re: dwa języki 23.11.11, 04:12
                piwi77.0 napisał:

                > Jak wykształconego formalnie zapytasz co potrafi, to odpowie, że umie 2 języki

                Dwadzieścia parę lat temu poważnie myślący o emigracji mieszkaniec tego na co razrusziłsja dumny Sajuz nieruszimyj.. pilnie uczył się dwóch języków: języka angielskiego, i języka "C".

                I dziś wielu z takich mam właśnie za kolegów i koleżanki w pracy :)

                Od tego czasu preferencje co do tego drugiego jezyka mogły juz nieco ulec zmianie ale ogólna zasada pozostaje ważna i niezmienna:

                Minimum dwa języki oprócz swojego języka rodzinnego to dla wszystkich z wyjątkiem urodzonych anglofonów współcześnie absolutna podstawa potencjalnego profesjonalnego sukcesu zawodowego.
                I to nawet bez opuszczania rodzinnego kraju.

                Oczywiście najlepiej jest gdy do dwóch języków "naturalnych" doda się także kolejny jeden lub wiecej, perfekcyjnie opanowany język komunikacji specjalistów w jakiejś dziedzinie:
                - jezyk notacji matematycznej
                - język zapisu nutowego
                - język rysunku technicznego konstrukcji mechanicznych
                - jezyk schematów elektronicznych
                - jezyk modelowania oprogramownia komputerowego
                - język notacji mapowej
                - język projektowania architektonicznego
                - ...
            • dritte_dame Re: w zawodzie 23.11.11, 04:25
              bling.bling napisał:

              > No i ta magia "pracy w zawodzie" co u licha jest ten zawód? W życiu nie spotkał
              > em kogoś kto by nie pracował w zawodzie.

              "Praca w zawodzie" to dla profesjonalisty znaczy: praca w dziedzinie, do pracy w której najpierw przygotowywał się poświęcając na to wiele lat trudnej i specjalistycznej nauki a następnie może także zdążył już nabyć w niej nieosiągalne dla ludzi spoza tej dziedziny unikatowe doświadczenie.

              Drastycznie przekwalifikowywać się oczywiście można ale dla profesjonalisty, inaczej niż dla rzemieślnika, oznacza to najczęściej zmarnowanie wieloletniego wysilku włożonego w nabycie obecnych kwalifikacji.
    • yoma Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 20:23
      Bierz pracę, jak dają i szukaj lepszej, gdziekolwiek bądź.
    • Gość: ka_p_pa Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? IP: *.interwan.pl 21.11.11, 20:57
      Wyjedź stąd, póki czas. Póki jesteś młoda i nie uwikłana. Ale wyjedź mądrze. Szukaj pracy choć zbliżonej do wykształcenia. I wyjedź na stałe. Nie szukaj pracy by tam zarobić i wrócić. Planuj jakąś karierę tam, choćby to miała być kariera zmywak menagera.
      • dritte_dame Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 21:21
        Gość portalu: ka_p_pa napisał(a):

        > Wyjedź stąd, póki czas. Póki jesteś młoda i nie uwikłana. Ale wyjedź mądrze. Sz
        > ukaj pracy choć zbliżonej do wykształcenia.

        I jak dasz radę finansowo sie utrzymac to w miare wcześnie podejmij i skończ jakieś sensowne studia za granicą.

        W Europie to może nawet nie być takie kosztowne..
        • migreniasta Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 22.11.11, 18:11
          Czy rzeczywiście jest aż taka różnica w kształceniu uniwersyteckim w Polsce i poza nią?
          Nie mam na myśli szkół a'la Pułtusk ,albo filia filii kieleckiej szkoły biznesu w Skarżysku na rżysku.
          • piwi77.0 Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 22.11.11, 20:44
            migreniasta napisała:

            Czy rzeczywiście jest aż taka różnica w kształceniu uniwersyteckim w Polsce i poza nią?

            Nie ma żadnej.
            • angelfree Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 22.11.11, 23:03
              Poza bardziej rozpoznawalnym w danym kraju dyplomem.
              • dritte_dame Re: "nie ma różnic" ;))) 22.11.11, 23:22
                angelfree napisała:

                > Poza bardziej rozpoznawalnym w danym kraju dyplomem.

                No, bywają też inne "drobne" różnice ;)

                Wspomniane w moim poście poniżej rumunskie dziecię zeznawało że takiej niezwykłej atmosfery akademickiej, motywacji do nauki i do wszelkiej kreatywności, jednym słowem: chęci do twórczego kreatywnego życia jak na Harvardzie nie doznało nigdy wcześniej (choć wcześniej skończyło z wynikami zupełnie "spoza skali" jedną z najlepszych szkół średnich w Kanadzie).

                Skladaja się na to zapewne zarówno jakość tak "ciała profesorskiego" jak i jakość samych współ-żaków.

                Myślę że nie jest przypadkiem że połowa (a może już więcej? ;)) nastolatków całego Świata "siedzi" dziś "na fejsie". Sprawiła to właśnie owa chęć (i zdolność) do kreatywnego życia, której doznał pewien student na tym kampusie własnie! :)
                • angelfree Re: "nie ma różnic" ;))) 22.11.11, 23:40
                  Tak, ale to dziecię poszło na Ivy Leagowy uniwersytet.
                  To jest faktycznie inna "liga", bo za wykladowców ma się noblistów, a za kolegów brainiaców. Poza tym nie ma takich feudalnych ukladów, jakie są zmorą wielu polskich uczelni.
                  Ale większość kończy za granicą przeciętnie dobre uniwersytety i wydaje mi się, że wiedza, jaka może wynieść zmotywowany student jest w takich miejscach podobna.
                  • dritte_dame Re: "nie ma różnic" ;))) 22.11.11, 23:50
                    angelfree napisała:

                    > Tak, ale to dziecię poszło na Ivy Leagowy uniwersytet.
                    > To jest faktycznie inna "liga", bo za wykladowców ma się noblistów, a za kolegó
                    > w brainiaców. Poza tym nie ma takich feudalnych ukladów, jakie są zmorą wielu p
                    > olskich uczelni.
                    > Ale większość kończy za granicą przeciętnie dobre uniwersytety i wydaje mi się,
                    > że wiedza, jaka może wynieść zmotywowany student jest w takich miejscac
                    > h podobna.


                    Zgadzam się że więcej zależy od jakości studenta niż od jakości szkoły :)

                    Ale też: wysokiej jakości i zmotywowany student raczej nie wybierze (jesli ma wybór) szkoły bylejakiej.
                  • dritte_dame Re: "nie ma różnic" ;))) 23.11.11, 00:22
                    angelfree napisała:


                    > Ale większość kończy za granicą przeciętnie dobre uniwersytety i wydaje mi się,
                    > że wiedza, jaka może wynieść zmotywowany student jest w takich miejscac
                    > h podobna.

                    Coś w tym jest :)
                    I zdarza się że nawet z przewagą dla szkół polskich.

                    Do dziś pamietam szok jakiego doznałam gdy w pracy w Austrii młody kolega konsultant, absolwent Technische Universität Wien, zaskoczony zapytał mnie skąd ja wiem że wynik dodawania dwóch krótkich liczb w zapisie szesnastkowym wynosi akurat tyle ile po szybkim policzeniu w pamięci podałam! :))

                    Biedak nie mógł wiedzieć że znaczną część objętości mojej pracy magisterskiej zajmuje program komputerowy napisany na poziomie assemblera i że w mojej pierwszej pracy po studiach też się między innymi właśnie takim "hardkorowym" programowaniem zajmowałam.
          • dritte_dame Re: studia 22.11.11, 22:54
            migreniasta napisała:

            > Czy rzeczywiście jest aż taka różnica w kształceniu uniwersyteckim w Polsce i p
            > oza nią?
            > Nie mam na myśli szkół a'la Pułtusk ,albo filia filii kieleckiej szkoły biznesu
            > w Skarżysku na rżysku.

            Nie chodzi tylko o poziom akademicki ale też o możliwość gruntownego poznania terminologii "z branży" w miejscowym języku, czas na poznanie miejscowych realiów i rynku pracodawców, czasem możliwość odbycia u nich praktyki w czasie studiów.. a czasem też o pokonanie barier stawianych przez niektóre korporacje zawodowe.

            Na przykład: lekarze-imigranci muszą w Ameryce Północnej praktycznie zawsze powtarzać całe swoje studia medyczne. Idzie im to z reguły łatwiej niż miejscowym nowicjuszom ale zabiera czas i sporo kosztuje. Ale za to później bardzo się opłaca! :))

            A inżynierowie z byłego "bloku wschodniego", którzy chcą zachować tu swoje takie specyficznie inżynierskie uprawnienia jak na przykład prawo do certyfikowania swoim imieniem i podpisem bezpieczeństwa jakiejś konstrukcji (mostu, budynku, medycznego urządzenia radiacyjnego, itp.) muszą uzupełnić swoje wykształcenie o, i zdać egzamin z, "etyki inżynierskiej", żeby potem nie mogli się w razie czego w sądzie tłumaczyć że wiedzieli że "to się może zawalić" ale ich zwierzchnik, szef zespołu projektowego im kazał "na jego odpowiedzialność" podpisać bo termin gonił ;))


            A co do samego poziomu akademickiego to osobiście nie porównywałam ale z informacji pośrednich wnoszę że co najmniej w przypadku tych uczelni o powszechniej znanych w świecie "nazwiskach" różnica może być rzeczywiście wielka.

            Bierze się to stąd że te szkoły, mając renomę i znakomitą kadrę akademicką przyciagaja zewsząd najzdolniejszych studentow, z ktorych część zasila następnie po studiach szeregi ich kadry akademickiej, co przyciagą kolejnych najzdolniejszych pierwszorocznych i tak to się dalej kręci, na coraz wyższych i dla innych nieosiągalnych obrotach.

            A dobrze wiedzą kogo i jak przyciagać! :)

            Na przykład dziecię wspomnianych wcześniej w tym wątku moich rumuńskich przyjaciół, matematyków, osiągnęło w szkole średniej tak niebotyczne wyniki że uniwersytet Harvard'a przyznał mu stypendium pokrywajace pełne koszty studiów i utrzymania (a to w przypadku tej szkoły jest kilkadziesiąt tyś. USD rocznie!).
            No i dziecię skończyło "śpiewająco" matematykę, informatykę i ekonomię i już pracuje w USA jako konsultant biznesowy a zaraz po studiach musiało sie na pewno wręcz opędzać od chmary ofert zatrudnienia! ;))

            A podczas naszej ostatniej wycieczki do Bostonu, po odwiedzeniu Harvardu zapytaliśmy z kolei na kampusie M.I.T. o drogę jakąś młodą azjatkę. Ponieważ okazało się że jest jej po drodze, podprowadziła nas trochę i tak od słowa do słowa dowiedzieliśmy się o niej że pochodzi z Malezji, studuije na M.I.T. biologię molekularną a cały koszt jej studiów i utrzymania pokrywa stypendium od rzadu jej kraju.
            Jak widać - kolejna "młoda zdolna"! ;)))

            A więc, chociaż w Ameryce pieniądze nie leżą już jak dawniej na ulicy
            to z całą pewnością nadal po jej ulicach chodzi i jeszcze długo będzie chodził spory tłumek przyszłych noblistów i kreatorów wszelkiego postępu naukowego i technicznego.


            Dlatego też, parafrazując Marka Twaina, skłaniam się uważać że dzisiejsze:
            "Pogłoski o śmierci [sił witalnych Ameryki] są mocno przesadzone." :)))

            • angelfree Re: studia 22.11.11, 23:31
              dritte_dame napisała:

              > Nie chodzi tylko o poziom akademicki ale też o możliwość gruntownego poznania t
              > erminologii "z branży" w miejscowym języku, czas na poznanie miejscowych realió
              > w i rynku pracodawców, czasem możliwość odbycia u nich praktyki w czasie studió
              > w.. a czasem też o pokonanie barier stawianych przez niektóre korporacje zawodo
              > we.


              Terminologię poznawałam w biegu w pracy. Ale miałam chętnego do udzielania nauk i cierpliwego szefa.

              >
              > Na przykład: lekarze-imigranci muszą w Ameryce Północnej praktycznie zawsze pow
              > tarzać całe swoje studia medyczne. Idzie im to z reguły łatwiej niż miejscowym
              > nowicjuszom ale zabiera czas i sporo kosztuje. Ale za to później bardzo
              > się opłaca! :))


              Nie upieram się, że wiem, (zwłaszcza, że moja wiedza pochodzi sprzed dwóch dekad), ale wydaje mi się, że nie tyle chodzi o powtarzanie studiów, co zdanie egzaminu medycznego z calości studiów. Znajomym lekarzom z Polski, czy Rumunii przygotowanie się do egzaminu w USA zajmowało około pół roku kucia w wymiarze pełnoetatowym, jesli musieli w tym czasie pracować - więcej. Po zdaniu egzaminu zostawali rezydentami (bez względu na staż zawodowy), czyli zaczynali od początku.
              >
              > A inżynierowie z byłego "bloku wschodniego", którzy chcą zachować tu swoje taki
              > e specyficznie inżynierskie uprawnienia jak na przykład prawo do certyfikowania
              > swoim imieniem i podpisem bezpieczeństwa jakiejś konstrukcji (mostu, budynku,
              > medycznego urządzenia radiacyjnego, itp.) muszą uzupełnić swoje wykształcenie o
              > , i zdać egzamin z, "etyki inżynierskiej", żeby potem nie mogli się w razie cze
              > go w sądzie tłumaczyć że wiedzieli że "to się może zawalić" ale ich zwierzchnik
              > , szef zespołu projektowego im kazał "na jego odpowiedzialność" podpisać bo ter
              > min gonił ;))


              Czyli po prostu uzyskać licencję do wykonywania zawodu - nikt nie posiadający licencji obowiązującej na terenie danego kraju nie ma prawa podpisać żadnego projektu, a żaden urząd nie zatwierdzi nie podpisanego projektu. Licencja świadczy o tym, że projektuje się zgodnie z lokalnie obowiązującymi normami i przepisami.

              Jest jedna rzecz. Być może moja profesja jest specyficzna i należy do tych bardziej wrażliwych na kryzysy ekonomiczne, ale faktem jest, że moi emigracyjny koledzy po fachu (i ja też) jak jeden mąż stracili pracę w czasie kryzysu z początku lat dziewięćdziesiątych. Firmy jako pierwsze zwalniały imigrantów.
              • angelfree Re: studia 22.11.11, 23:45

                > Firmy jako pierwsze zwalniały imigrantów.

                "Jako pierwszych", miało być.
              • dritte_dame Re: studia 22.11.11, 23:45
                angelfree napisała:

                > Nie upieram się, że wiem, (zwłaszcza, że moja wiedza pochodzi sprzed dwóch deka
                > d), ale wydaje mi się, że nie tyle chodzi o powtarzanie studiów, co zdanie egza
                > minu medycznego z calości studiów. Znajomym lekarzom z Polski, czy Rumunii przy
                > gotowanie się do egzaminu w USA zajmowało około pół roku kucia w wymiarze pełno
                > etatowym, jesli musieli w tym czasie pracować - więcej.

                Obecnie, córka moich tutejszych polskich znajomych, która skończyła medycynę w Polsce, musiała w Kanadzie studia medyczne powtórzyć. Nie mogła tego "obejść" czy też dyplomu nostryfikować, żadną inną drogą. Zabralo jej 10 lat od rozpoczęcia powtórki do ukonczenia rezydentury (ale urodziła po "drodze" dwójke dzieci i przez okolo dwa lata mieszkała z mężem we Francji bo z kolei jego tam rzuciły jego sprawy zawodowe.)


                > Po zdaniu egzaminu zost
                > awali rezydentami (bez względu na staż zawodowy), czyli zaczynali od początku.

                Naturalnie.

                A północnoamerykańska rezydentura medyczna to prawdziwa "rzeźnia" rezydentów, tak fizyczna jak i psychiczna.


                > Firmy jako pierwsze zwalniały imigrantów.

                No, gdyby obecna moja chciała tak zrobić to mało kto by w niej pozostał! ;))
                • angelfree Re: studia 23.11.11, 00:06
                  To co piszesz jest ciekawe, zwłaszcza że jakoś inaczej to sobie wyobrażałam na podstawie relacji znajomych.
                  Mąż znajomej, transplantolog, był na dwuletnim stypendium w Kanadzie i jak najbardziej proponowano mu pozostanie w szpitalu po zakończeniu stypendium.
                  Ciekawi mnie to też dlatego, że moja córka wybiera się na studia medyczne i ma całkiem sporą ochotę na studia za granicą.
                  • dritte_dame Re: studia 23.11.11, 02:02
                    angelfree napisała:

                    > To co piszesz jest ciekawe, zwłaszcza że jakoś inaczej to sobie wyobrażałam na
                    > podstawie relacji znajomych.
                    > Mąż znajomej, transplantolog, był na dwuletnim stypendium w Kanadzie i jak najb
                    > ardziej proponowano mu pozostanie w szpitalu po zakończeniu stypendium.
                    > Ciekawi mnie to też dlatego, że moja córka wybiera się na studia medyczne i ma
                    > całkiem sporą ochotę na studia za granicą.

                    No to powinniście się obie dobrze zastanowić nie tylko nad tym gdzie ona ma ochote studiować ale też nad tym gdzie będzie miała ochote później pracować.

                    W przypadku medycyny możliwość otrzymania prawa wykonywania zawodu na danym terenie zależy w wielkim stopniu właśnie od lokalnych samorządnych korporacji medyków.
                    Wiem coś o tym jak to jest w NA, ale nie wiem jak w innych miejscach na świecie.
                    W Europie może być dość podobnie, choć pewnie z wiekszą łatwością "uznawania kwalifikacji" w przypadku przeprowadzek, lub z większa koniunkturalnie napędzaną skłonnością do przyznawania "w drodze wyjątku" praw wiekszej liczbie imigrantów gdy lokalna sytuacja demograficzna dane państwo przyciśnie.

                    A w Kanadzie zdarzają się spore różnice nawet pomiędzy poszczególnymi prowincjami kraju gdyż indywidualne rządy prowincjalne mogą wplywac na korporacje na swoim własnym terenie zależnie od bieżącej sytuacji gospodarczej danej prowincji i zależnie od tego czy i jakich spodziewają się po takim "pluzowaniu" polityki imigracyjnej korzyści politycznych od swoich wyborców.


                    Różne doswiadczenia Twoich i moich znajomych mogą też sugerować że korporacje mogą różnie traktować różnych kandydatów do zawodu: inaczej młodych, dopiero rozpoczynajacych karierę, inaczej tych z już wieloletnim choć inaczej niezweryfikowanym doświadczeniem i jeszcze inaczej tych, których kwalifikacje zostały już w jakimś stopniu przez jakieś miejscowe ciało pozytywnie ocenione (ponieważ kandydat otrzymał zagraniczne stypendium).
                    • angelfree Re: studia 23.11.11, 12:04
                      Z drugiej strony panuje opinia, że studia medyczne są tak kosztowne i wykształcenie lekarza tak długotrwałe, że generalnie lekarze są wszędzie chętnie akceptowani - po zweryfikowaniu uprawnień według lokalnej procedury.
                      Jak widać nie jest to zawsze i wszędzie prawdą.
                      Z mojej klasy osiem osób skończyło medycynę, połowa pracuje za granicą, w tym jedna osoba nie klinicznie, a naukowo, a druga po AM skończyła stomatologię w kraju, w którym zamieszkała - więc być może była tam właśnie konieczność uzupelniania studiów.

                      Do swojej kolekcji mieszkających w Ottawie utalentowanych Polaków możesz dorzucić bardzo wiekowego pana, inżyniera, który przez wiele lat pracował jako konstruktor w NASA (przy programie Apollo).
                      : )
    • klosowski333 Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 21.11.11, 21:36
      W Polsce mozna znalezc dobrze platna i satysfakcjonujaca prace, a poziom zycia systematycznie rosnie od prawie 23 lat. 23 lata temu byla pod tym wzgledem przepasc, dzis to wyglada zdecydowanie inaczej.

      Krotko mowiac - pracuj tam gdzie mozesz, gdzie daja dobre pieniadze, gdzie jestes zadowolona z poziomu zycia, atmosfery i masz dobre perspektywy na przyszlosc, czy to w pieknym Wroclawiuu, pieknym Krakowie czy w brzydkim Birmingham.

      Poza tym pamietaj o tzw parytecie sily nabywczej, bo tysiac euro w Polsce to zupelnie nie to samo co tysiac euro w Eire.

      Niektorym ludziom szczerze doradzam doswiadczenie emigracyjne, bo wiem, ze moze ono tych konkretnych ludzi bardzo wzbogacic, niekoniecznie materialnie. Ale poniewaz Ciebie w ogole nie znam, to nic nie doradzam. Rob jak uwazasz.

      • migreniasta Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 22.11.11, 18:17
        Birmingham nie jest wcale brzydszy od Wrocławia. Kwestia gustu....
        Za to faceci z Wrocławia są bardziej ciachowaci.
    • czadroman Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 22.11.11, 19:33
      1800 z którego trzeba opłacić dach nad głową to bieda, już jako sprzątaczka w Niemczech miałabyś lżej, moja kuzynka (po 40stce, wdowa, bez zawodu) jest nią i ani myśli wracać
      • piwi77.0 Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 22.11.11, 20:40
        W Polsce jako sprzątaczka zarobiłaby to samo co w Niemczech, ale wiem, jak sią z zawodu dyplomowanym zarządzaczem i organizatorem z 2 obcymi jezykami, sprzątać nie wypada. Co innego za granicą.
        • czadroman Re: Praca za granica czy w Polsce?co myslicie? 22.11.11, 22:02
          nie wiem ile zarabia ale wiem że 1000E w DE to więcej niż 1800zł w PL, sprzątała w Polsce i we Włoszech, w Niemczech z tego zajęcia widać żyje lepiej
    • tornson Jeśli masz tylko okazję (praca, mieszkanie) 23.11.11, 17:11
      to uciekaj z tego Grajdoła!! Nad Wisłą nie ma żadnej przyszłości, żadnych perspektyw.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka