angelfree
25.04.12, 18:01
Chciałam sobie darować, ale jednak nie mogę. Parqanoja Kaczyńskiego sprawia mi zbyt wiele satysfakcji. Może zaraził się od Macierewicza?
Jarosław Kaczyński na spotkaniu z mieszkańcami Sieradza ponownie przytaczał dowody na tezę, że w Smoleńsku 10 kwietnia mogło dojść do wybuchu w samolocie. Jednym z nich był stan samolotów, które uderzyły w wieże WTC 11 września. - Nie widzieliście państwo, jak te samoloty przechodziły przez ten budynek? Skrzydła nie odpadały - stwierdził prezes PiS. - Jeśli więc ściany budynku nie naruszyły konstrukcji, to jak to możliwe, by brzoza mogła zniszczyć skrzydło schodzącego do lądowania tupolewa? - zastanawia się.
Kaczyński nie wie jednak, że zamachy z 11 września to fake. W internecie można znaleźć mnóstwo informacji, ba dowodów, ze cała sprawa byłą sfingowana. Tak naprawdę w budynkach podłożono ładunki wybuchowe, ludzie, którzy widzieli samoloty, tak naprawdę widzieli ogromne hologramy, a w telewizji pokazywano animacje komputerowe.
Dlatego powoływanie się przez Kaczyńskiego na sfałszowane amerykańskie ekspertyzy dotyczące WTC niczego nie dowodzi - tych zamachów przecież tak naprawdę nie było.