Dodaj do ulubionych

wbrew rodzicom????

IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.06.04, 17:25
Mam kochanych rodzicow, lecz bardzo konserwatywnych. Zakochalam sie w
mezczyznie ze wzajemnością, ale moi rodzice nigdy nie zaakceptuja takeigo
związku. Wiem, ze kieruje nimi troska o moje dobro-moj ukochany jest starszy
ode mnie o 10 lat i ma za soba rozwod (i dziecko).Ja jestem panna...wiec
mozna sobie wyobrazac, jaka pszyszlosc widzieli dla mnie rodzice. Ja tez nie
planowalam, ze zakocham sie w takim mężczyżnie, ale pokochalam
go...coz..serce nie wybiera. To naprawde dobry i zyczliwy czlowiek, tyle że
nie ulozylo mu sie zycie szczęśliwie. Rodzice sa bardzo przeciwni, widza same
wady takiego zwiazku, ze bede cierpiec...ale skad ta pewnosc?? KOcham ich i
nie wyobrazam sobie, ze robie cos wbrew im, ze odchodze od nich....ale kocham
tez Jego...
Obserwuj wątek
    • Gość: Ulka Re: wbrew rodzicom???? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.04, 22:09
      Twoje życie,Twój wybór,Twoje decyzje i konsekwencje Ty będziesz ponosiła.Dobrze
      rozważ,uwag rodziców nie bagatelizuj,winę za rozpad poprzedniego związku
      ponoszą obie strony(nie sądzisz chyba,ze będzie siebie winił,co najgorsze
      to"ona"),...tak Ci to przedstawia?Dla pełnego obrazu powiem Ci tak,mam kuzynkę,
      w identycznej sytuacji była kilka lat temu,wyszła za rozwodnika z
      dzieckiem,byli aż 4 lata ze sobą mają 2 wspaniałych dzieci ze sobą ,zostawił to
      wszystko i poszedł do kolejnej(czy do ostatniej?),tam ma następne dziecko.Dla
      każdej opowiada pewnie tą samą bajkę,wszystkie naiwne się litują "jaki on
      biedny ,tak go poprzednie skrzywdziły",każda ma nadzieję ,że z nią to mu się
      uda.Doskonale rozumiem obawy Twoich rodziców,chcą dla Ciebie jak
      najlepiej.Życzę podjęcia trafnej decyzji.
    • Gość: camel Re: wbrew rodzicom???? IP: 212.124.226.* 22.06.04, 10:27
      rodzice niewatpliwie chca zebys uniknela klopotow lub rozczarowania, ale
      przeciez tego nigdy nie mozna przewidziec. Dla nich jestes pewnie po prostu ich
      ukocha corka, ale kiedys musizs sie wyrwac z ich objecia. Mozesz sie tez na nim
      zawiesc, ale moze tak nie byc. Tego chyba sie nie da przewidziec.

      camel
    • Gość: Doki Re: wbrew rodzicom???? IP: *.213-200-80.adsl.skynet.be 22.06.04, 11:14
      Najistotniejsze jest zeby na Twoja decyzje nie wplynelo wlasnie to, czy to jest
      wbrew (lub wrecz na zlosc) rodzicom, czy tez po ich mysli. To ma byc Twoja
      decyzja, i to decyzja, ktora na pewno bedzie brzemienna w skutki.

      Rodzice chca dla Ciebie dobrze. Nietrudno zrozumiec, ze maja zastrzezenia do
      tego zwiazku. To, ze facet jest starszy, to moze nie jest az taki problem, ale
      niezbyt odpowiedzialny, bo rozwodnik z dzieckiem, to fakt. Ja wiem, ze zaraz
      odezwa sie oburzeni, ale trudno. Mam za malo informacji, by wyrokowac o facecie,
      wiec musze sie ograniczyc do stereotypow.

      > Rodzice sa bardzo przeciwni, widza same
      > wady takiego zwiazku, ze bede cierpiec...ale skad ta pewnosc??

      Pewnosci nie maja. Ale doswiadczenie zyciowe pozwala im wypowiadac sie w
      kategoriach duzego prawdopodobienstwa.

      > To naprawde dobry i zyczliwy czlowiek, tyle że
      > nie ulozylo mu sie zycie szczęśliwie.

      Kazdy jest kowalem swego losu.

      > serce nie wybiera.

      Ale ty musisz i powinnas! Wielkim bledem jest wiazac sie z kims tylko albo
      glownie z milosci. To musi byc przemyslane. Milosc nie jest dobra podstawa do
      trwalego zwiazku, bo przechodzi. Byc moze Twoj wybrany juz to wie- z doswiadczenia.
      • Gość: kasieeenka Re: wbrew rodzicom???? IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 22.06.04, 17:28
        ze wszystkim sie zgadzam jasne....
        Kilka wyjasnien najpierw-tak to rozwodnik, ma corke, ale ona jest z matka...nie
        mieszkalaby z nami,ale oczywiscie mialby z nia kontakt, to zrozumiale.....
        Moze to dziwne, ale on siebie obwinia za rozpad malzenstwa...nie "nagaduje" na
        zone, jesli o to chodzi, po prostu jej nie kocha i nigdy nie kochal (znam te
        historie z obiektywnego źródla-wiec to nie ejst tylko naiwna wiara w jego
        slowa).Nie wchodze w szczegoly, ale to nie jest nic takiego, co ma szanse sie
        powtorzyc w naszym zwiazku...oczywiscie moga pojawic sie inne problemy i zdaje
        sobie z tego sprawe!
        "Wielkim bledem jest wiazac sie z kims tylko albo glownie z milosci"-no tego do
        konca nie rozumiem. Kazdy ma swoje zalety i wady, a jesli nie ma w zwiazku
        milosci, to te wady moga doprowdzic do bialej goraczki....To co, malzenstwo z
        rozsadku?? Jasne, ze nie moze byc zwiazku bez rozsadku, ale nie dawalabym mu
        prymu. Tylko pytanie-czy to rozsadek, jesli rezygnuje ze zwiazku z kims tylko
        dlatego,ze w spoleczenstwie funkcjonuja jakies utarte schematy i stereotypy???
        Ja sie zastanawiam jaki on jest, czy jest uczciwy, solidny, jak sie odnosi do
        ludzi, do mnie...setki pytan....a nawet jak wygladlao jego malzenstwo....i to
        daje mi to poczucie (no jasne, to nie jest pewnosc), ze byloby mi z nim dobrze.
        Ja nie boje sie zaryzykowac, nawet jakby mialo sie nie udac. Ale z drugiej
        strony boje sie uslyszec slow: "A nie mowilam???".
        No i jeszcze (i o to sie boja moi rodzice rowniez oprocz tego, ze to nie
        wypada), czy jestem wystarczajaca silna psychicznie na zwiazek, ktory juz od
        startu ma miano "trudny"....Ale co jest łatwe???????
        • Gość: Leon Re: wbrew rodzicom???? IP: 5.5R* / *.as2532.sol.superonline.com 22.06.04, 23:23
          Wez pod uwage rowniez finansowe sprawy zagadnienia. Po pierwszych wzlotach
          milosci i po urodzeniu pierwszego,drugiego dziecka zaczniesz psioczyc, ze maz
          wydaje na "obce" dziecko, ze zajmuje sie nim, ze je kocha, czasem bardziej niz
          te,ktore ma z toba. Twoja decyzja wiec musi byc powaznie przemyslana takze i
          pod tym katem.
    • Gość: Ulka2 Re: wbrew rodzicom???? IP: *.proxy.aol.com 22.06.04, 22:52
      Pamietaj,ze on bedzie mial /powinien miec/ kontakt z tamta rodzina co najmniej
      przez 18 lat przez 18 lat bedzie placil alimenty nie sadz,ze bedzie to raz
      przydzielona kwota i na tym sie skonczy dziecko bedzie roslo bedzie
      starsze,szkola bedzie kosztowac utrzymanie rowniez matka bedzie miala prawo
      podac o podwyzke alimentow moze bedziecie mieli swoje dzieci,swoje kredyty a tu
      jeszcze "wydatek" zacznie sie klotnia i kto wie jak sie skonczy jestes mloda
      jest wiele kawalerow nie szukaj rozwodnika on juz przeszedl jedna lekcje zycia
      co dla ciebie bedzie nowoscia dla niego juz przezytkiem juz go nie bedzie tak
      cieszyc nowo narodzone dziecko jak ciebie on juz bedzie to przezywac inaczej,i
      wszystko inne i nie lituj sie nad nim bo trzeba znac prwade z dwoch stron aby
      cokolwiek powiedziec z dwoch stron ale aby te strony byly razem,gdy mowia nie
      oddzielnie to wtedy mozna powiedziec o prawdzie.Rodzice twoi przeszli juz
      zycie poznali je z kazdej strony oni nie chca zle dla ciebie wiec posluchaj ich
      rady lepiej teraz poplacz w poduszke niz potem bedziesz plakac z dzieciakiem
      lub z dziecmi tak jak to wspomniala ULKA nie mysle,ze klamala bo co mialaby za
      sens rob jak chcesz twoje zycie, ale pomysl roznica wieku to nic ja tez jestem
      mlodsza o 10 lat problem jest ON JEST ROZWIDNIK a to juz wystarczajace w jakim
      ty swiecie zyjesz co nie stac cie na kawalera ????Rozwaz wszystko dobrze pomysl
      placic 18 lub 25 lat to bardzo dlugo,nie bedziesz miec koscielnego slubu /moze
      ci na tym nie zalezy/tylko cywilny to tak jak i bez slubu,raz rozwodnik kto wie
      czy nie bedzie chcial byc drugi raz bo mloda zona go nie "rozumiala" biedaczek
      zycie mu sie nie ulozylo.Pozdrawiam
    • bartoo Re: wbrew rodzicom???? 23.06.04, 11:44
      Zrobił to raz, dlaczego ma nie zrobić po raz kolejny...
      • Gość: kasieeenka Re: wbrew rodzicom???? IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.06.04, 16:04
        "Zrobił to raz, dlaczego ma nie zrobić po raz kolejny..."

        jasne, jasne.... czyli nie ma mozliwosci, zeby rozwodnik mogl sobie ulozyc
        zycie na nowo, skoro za pierwszym razem mu nie wyszlo??? Bo po prostu na
        swiecie nie ma miejsca na bledy??? Tak, mam to rozumiec?? Nie mowie juz teraz o
        moim przypadku, bo moze rzeczywiscie zostawilby mnie za lat kilka z dziecmi
        itp...ktoz to wie prawda?? CHyab 100% pewnosci nikt nie ma-ani ze zostawi, ani
        ze bedziemy ze soba do grobowej deski...Ale dlaczego wiekszosc uwaza, ze
        ludziom nie nazlezy sie druga szansa???? Ze jak raz popelnili blad, to jzu sa
        skresleni, do niczego...? Tego tylko nie rozumiem.....
      • Gość: Jadwiga Re: wbrew rodzicom???? IP: *.lublin.mm.pl 23.06.04, 16:12
        Nie spiesz się z finalizowaniem niepewnego zwiazku. Poczekaj, poznaj go, nie
        zdawaj się na mężczyznę, na ktorym możesz się zawieść. Pamietaj, ze kobieta w
        obecnych czasach musi być samodzielna i niezależna materialnie, by zwiedziona
        mogła otworzyć drzwi i takiego nieudacznika wyprosić, a w razie samotnego
        macierzyństwa dać sobie radę i nie pozwolić skrzywdzić swoich dzieci.
        Bądź rozsądna.
        • Gość: kasieeenka Re: wbrew rodzicom???? IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.06.04, 16:21
          Oczywiscie, ze nic pochopnie, nic bez rozsadku...Cale zycie sie nim
          kieruje...Nie pokochalam Go, bo jest przystojny, jest bogaty itp (bo nie
          jest!), ale mi odpowiada. Zawsze bylam przeciwko zwiazkom, gdzie jest taka
          roznica wieku itp.Pokochalam go, bo mnie nigdy nie zawiodl, bo jest uczciwy
          (postawil sprawe jasno, nie chcac oklamywac mnie ani bylej zony)
          Teraz zerwalam z nim kontakt. To bedzie taki test, sprobuje zwrocic uwage na
          kogos innego (kwalera:)), sprobuje go zapomniec, a jelsi nie dam rady..to
          bedzie znaczlo jedno. TEraz bardzo chce z nim byc! Ale chce miec pewnosc! Wtedy
          przedstawie go rodzicom, jesli beda mieli do neigo zastrzezenia ale do ejgo
          charakteru, zachowania itp, to na pewno nie zlekcewaze tego, ale ejsli nadal
          bedzie problem "To mily czlowiek, ale rozwodnik" to tak latwo sei nie
          poddam...Mysle, ze to jakeis rozwiazanie jest....Co wy na to??
          • Gość: Ulka 2 Re: wbrew rodzicom???? IP: *.proxy.aol.com 23.06.04, 20:31
            Kasieeenka jezeli" zerwalas" z nim chwilowo postapilas madrze ale nie oszukuj
            sie nie siedz i nie mysl o nim zyj i wykresl go z mysli bo jak dlugo bedziesz o
            nim myslec nic ci innego nie wyjdzie wierz mi po prostu wymarz go z pamieci ja
            wiem,ze to nie latwo ale sie naucz przykladow jest wiele kazdego dnia jak juz
            ci wspomnialam bedzie on i ty z ta rodzina 18 lub 25 lat ale nie mysl ,ze to
            beda latwe lata zalezy jaka bedzie dziewczyna moze byc spokojna,grzeczna a moze
            byc dziewczyna,ktora bedzie miala PRETENSJE ze nie ma rodziny w komplecie moja
            siostra miala taka sytuacje 18 lat w wieku 16 lat jego corka pojawila sie u
            nich w domu i oswiadczyla ze bedzie mieszkac teraz z ojcem ok i tu sie zaczelo
            ZYCIE-PIEKLO moja siostra nie miala za wiele do powiedzenia bo nie matka a po
            drugie dziewczyna miala juz 16 lat jak taka bedziesz wychowywac robila co
            chciala caly dom przewracala do gory nogami wszystko jej bylo zle moja siostra
            byla cierpliwa a takze ich dwoje wspolnych dzieci moja siostra przykazala im
            aby byli dla niej grzeczni i cierpliwi moze sie wszystko ulozy ale nic z tego
            po paru miesiacach powiedziala ze wraca do matki ok wszycy odetchneli lacznie z
            tatusiem poszla za tydzien zadzwonila ona potrzebuje na ksiazki /uczyla sie
            bardzo dobrze to nalezy jej przyznac byla bardzo dobra uczennica/,potrzbuje
            spodnie ,kurtke ciagle cos siostra tz maz siostry placil alimenty co
            tydzien/Kanada/kupowali jej zawsze nigdy nie odmawiali nie nalezeli do bogatych
            ale dobrze im sie powodzilo nie raz mowilam do siostry nie rob tego nie musisz
            moja siostra czula sie winna ,ze wyszla za maz za rozwodnika ze dziecko nie
            mialo ojca jej matka wyszla za maz bardzo dobrze ulozyla sobie zycie ale
            specjalnie corka sie nie przejmowala to moja siostra biegala na
            wywiadowki,martwila sie czy panna nie narobi sobie klopotu bo to byl czort nie
            dziewuch ale na szczescie nic "zlego" jej sie nie przytrafilo to do mojej
            siostry ona przyszla z placzem gdy miala klopot tak bylo 18 lat wiec musisz
            dobrze wszystko przeanalizowac i pomyslec ja nie mowie,ze moze tak byc ja ci
            daje przyklad .Kazdemu daje sie druga czy nastepna szanse naprawienia tego czy
            tamtego dlaczeo nie ale nie w takim przypadku ty jestes mloda on sam powinien
            to wiedziec i nie pchac sie tam gdzie nie trzeba co tak ciezko mu to zrozumiec
            ty jestes panna i twoje zycie jesr inne on o tym wie i nie wywala od ciebie
            daleko jest wiele mlodych wdow,rozwodek to wlasnie partnerki dla niego a panny
            niech zostawi.Nie nie probuje opowiadac bajek,ze podchodzi uczciwie nie chce
            oszukac bylej zony ani ciebie co to znaczy???nie chce oszukac bylej zony??? jej
            bez znaczenia jak ona jes byla.Nie zawiodl ciebie a co chcialabys tego juz
            teraz ???a co bedzie potem? Kasieeenko pomysl dziewczyno jest bardzo duzo
            kawalerow a wsrod nich jest jeden co napewno czeka na ciebie uwierz mi daj znac
            o sobie a o nim zapomnij pamietaj jestes za ladna i za mloda dla
            rozwodnika .Mieszkam w Kanadzie na codzien posluguje sie angielskim wiec moze
            moj polski ma troche uszczerbku za co ciebie bardzo i wszystkich co czytaja
            przepraszam .Pozdrawiam
            • Gość: kasieeenka Re: wbrew rodzicom???? IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.06.04, 11:52
              Serdecznie dziekuję Ulko2 za te rady. Bardzo, bardzo! Cenie je sobie bardzo,
              wiem, że choc mnie nie znasz to życzysz mi jak najlepiej. To wszystko prawda,
              co piszesz, to słysze tez od rodziców. Nie złoszcze się o to, wiem, ze to
              trudne, ale co jest w zyciu latwe?? Skad pewnosc, ze jesli wyjde za kawalera,
              bedzie slub koscielny i wszystko jak nalezy to przede mna szczesliwe i latwe
              zycie?? Nie ma takiej pewnosci,moze byc jeszcze gorzej.
              Opowiadalas mi o siostrze-domyslam sie, ze bylo jej bardzo ciezko. Mam tylko
              zapytanie (nie wiem, czy jestes w stanie odpowiedziec), czy ona żaluje??? Czy
              gdyby miala jeszcze raz wybór, czy postapilaby inaczej. Nie mowie tu o
              momencie, kiedy poznala swego przyszlego męża(bo może rzeczywiscie odwrocilaby
              sie szybko i uciekla, by to sie dalej nie rozwijalo), ale juz o momencie, kiedy
              przyszedl czas na decyzje-wie, ze go kocha, ale to rozwodnik i przed nia
              klopoty z pasierbica? Czy poswiecilaby te milosc, byleby uniknac tych klopotow.
              Chyba kazdy zwiazek niesie klopoty, problemy...
              Wiem, ze najlepiej byloby gdybym sie zakochala w kims innym, kawalerze...ale
              nie jestem niestety w stanie tego narzucic swemu sercu i rozumowi (tak, tak-
              rozumowi tez). Dla mnie malzenstwo to nie jakis traktat, umowa.....Jesli nie
              bede z nim, to na razie nie chce byc z nikim, tzn, nic na siłe....nie bede sie
              bronila, ale nie mam zamiaru kogos szukac. Pewnie, ze jest duzo kawalerów,
              ale...jakos nie widze ich wyzszosci....albo nie mialam do nich szczescia...
              Czy można zakładac rodzine z kimś, dla kogo celem jest poimprezowanie z
              kolegami, z kims, dla kogo tydzien stracony, jesli nie wypali marihuany, z
              kims, dla kogo zona musi byc ozdobą w pięknych ciuszkach, z kims, komu praca
              daje pelnie szczescia, a zona to tylko w niedzielne popoludnie, z kimś, kto
              uważa, że miejscem żony jest kuchnia i sypialnia....itp. Za
              takich "wspanialych" kawalerow powychodzily lub maja zamiar wyjsc moje
              koleżanki.Oczywiscie za nimi (lub przed nimi) piękny slub w kościele, wesele,
              szczesliwi rodzice....CZY WARTO??
              Ja nie szukam usprawiedliwienia, jak juz pisalam nie mam z nim teraz kontaktu i
              to w zasadzie byla jego decyzja, bo wlasnie nie chce mi zabierac tego, co
              niesie ze sobą związek z kawalerem. Naprawde sprobuje to wykorzenić z siebie,
              zapomniec....choc zapomniec chyba sie nie uda, mam cos, co nigdy mi na to nie
              pozwoli (dostalam od niego slicznego kotka-przeciez go nie wyrzuce do kosza
              razem z jego zdjeciem).
              Pojawialy sie tu na forum zarzuty, ze pewnie by mnie zostawil, tak jak swoja
              pierwsza zone....ale to ona miala i ma romans, a on jej nigdy nie zdradzil......
              No nic, dziekuje raz jeszcze. Teraz zajme sie innymi sprawami, swoim zyciem,
              niech sie dzieje co chce...na poczatek musze znalezc prace, bo od poczatku
              lipca bede bezrobotna-jeszcze tego mi brakowalo...ach to zycie....
              Pozdrawiam goraco! (na pewno tu napisze, jesli sie bedzie cos dziac)
              • Gość: UKLA 2 Re: wbrew rodzicom???? IP: *.proxy.aol.com 26.06.04, 00:45
                Moja siostra bardzo zaluje jest to druga czec histori jej zycia bardzo smutna
                ale w skrocie gdy ona cirrpiala od jego coreczki pare ladnych lat on sie
                wloczyl z innymi wiesz kto nam to powiedzial nie uwierzysz ale to prawda ta
                panna, miala 18 lat moja siostra zrobila jej party niespodzianke zadzwonila do
                szkoly,ze ma przyjsc po lekcjach gdy przycszla zobaczyla rozplakala sie ta
                dziewczynz-chlopak ten czort jak ja po cichu nazywalismy plakala w ramionach
                mojej siostry na drugi dzien przyszla usiadla i pierwszy raz powiedziala do
                mojej siostry MAMO/ zawsze po imieniu / dziekuje ci za wszystko co dla mnie
                robilas i robisz ale takiego F......ojca jak ja mam nie chce widziec i tu nam
                opowiedziala o jego kochankach podala nam adresy ,telefony. Ojciec siedzial
                sparalizowany a on sypala imiona jak z nut .Ten kochany maz i tatus prowadzil
                podwojne zycie mase kobiet .kochanek kto by pomyslal dlatego tak na wsztstko
                sie zgadzal chetnie nigdy jeszcze raz nigdy ten bydlak nie powiedzial
                nie.Pamietam jak moja siostra wychodzila za maz jak jego , JEGO matka plakala i
                mowila ,dziewczyno marnujesz swoje zycie nikt nie wierzyl bo kazdy musi miec
                druga sznse i on ja dostal. zmarnowal wielu dziewczeta zycie w tym mojej
                siostrze i wierz mi,gdyby bylo prawo ,ze za zamordowanie takiej bestji nic ci
                nie grozi sama bym go zatlukla a tak zyje taka zakala i dalej opowiada bajki i
                gra porzuconego i biednego meza a dziewczyny sa na tyle naiwne,ze wierza w
                takie bajki.Wierz mi moja siostra bardzo dobra osoba ma bardzo dobre serce
                czula na kazde zlo,krzywde i jest zawsze wykorzystywana za swoja dobroc. Nie
                daj sie Kasieeenko uwierz mi uciekaj od rozwodnika jak najdalej nie wierz w
                druga czy nastepna szanse masz racje malzenstwo to jedna niewiadoma nie wiesz
                jak ulozy ci sie zycie z kawalerem ale jak masz plakac to nie przez
                ROZWODNIKA. Piszesz,ze zona jego miala romans kazdy maz opowiada o zonie zle
                rzeczy pokaz mi rozwodnika co powie ,ze rozwod to jego wina????? nawte ta
                bestia twierdzi ze byl dobrym mezem a jak nie nic go nie obchodzilo w nic sie
                nie wtracal co to zly maz?
                • Gość: kasieeenka dzieki Ulko2 IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 26.06.04, 19:54
                  Wspolczuje bardzo Twojej siostrze i zgadzam sie jak najbardziej z okresleniami
                  jej 'męża", a to kanalia! wiec nic dziwnego, ze jego corka przez lata sie tak
                  zachowywala. to jest wlasnie okrrropne na tym swiecie, ze dobrzy ludzie sa
                  wykorzystywani, bo wierza innym, bo w kazdym widza dobro, czy to naiwnosc?
                  Zawioda sie raz i nastepnym razem bardziej uwazaja, dopatruja sie kolejengo
                  podstepu i swiat jest jaki jest. Mam szczera nadzieje, ze Twoja siotra ulozyla
                  albo ulozy sobie zycie na nowo, nigdy nie mozna sie poddawac, bo nie wiemy, co
                  przyniesie nam los-chocby jutro.
                  Nie wiem, czy masz racje co do "mojego rozwodnika". Naturalne by bylo, ze
                  powiem "Tak, tak, wszyscy sa zli, ale moj jest wyjatkiem!".Dlatego tak nie
                  mowie, ale nei chce tez go odrazu zaszufladkowac z tymi zlymi, bo naprawde nie
                  mam podstaw. Nie ejstem osoba,ktora wierzy w puste i mile slowka, nigdy na
                  takie mile dla ucha gadanie nie zwracalam uwagi. I tym razem tez nie to mnie
                  ujelo, znam ludzi,ktorzy go znaja dosc dlugo, nikt nie powiedzial na niego
                  zlego slowa,ale wiem,ze to nic nie znaczy. To nie byla milosc od pierwszego
                  wejrzenia, znalismy sie troche dosc slabo, potem z przyczyn niezaleznych od nas
                  zaczelismy spedzac duzo czasu ze soba i tak jakos wyszlo. On mnie
                  nie "podrywal", byl bardzo niesmialy i choc starszy ode mnie sporo-wstydzil sie
                  mnie...ale kiedys sie przelamal i wyjawil swoje mysli....
                  Jesli chodzi o jego malzenstwo i rozwod, to wlasnie on sam siebie obwinia. Z
                  tego,co wiem pobrali sie bez milosci (on nie mogl byc z inna,a ich rodzice sie
                  przyjaznili itp-taka historyjka). Byl to raczej taki zwiazek przyjaciol,
                  anizeli milosc. Tak, ona miala romans (nadal jest z tym mezczyzna),ale to nie
                  ten romans byl przyczyna rozpadu. O wiele wczesniej dzialo sie u nich zle, On
                  nie obgaduje bylej zony, mowi o niej z szacunkiem i cieszy sie, ze jest
                  szczesliwa z innym, skoro on jej nie dal tego szczescia, bo wlasnie siebie o to
                  obwinia,ze skoro sie nie kochali to trzeba bylo zaprotestowac, kiedy rodzice
                  dazyli tak bardzo,by ich dzieci stanely na slubnym kobiercu, bo przeciez na
                  sile ich tam nikt nie zaprowadzil. Ale lubili sie i mysleli,ze to wystarczy dla
                  malzenstwa. Ale nie wystarczylo.......
                  Moze teraz jestem zaslepiona, nie widze wiele...ale wydaje mi sie,ze
                  nie....Zanim poczulam do niego cos wiecej to widzialam w nim bardzo dobrego
                  czlowieka,uczciwego, zyczliwego dla wszystkich, dla kazdego spotkanego na
                  ulicy, sprzedawczyni, i wlasnie...wierzącego, ze swiat jest dobry i dlatego
                  czesto byl wykorzystywany przez innych (to nie sa juz jego opowiesci, ale moje -
                  i innych ludzi obserwacje). Jego zona nie narzekala na niego z tego co wiem.
                  Rozstali sie,bo nie bylo sensu tkwic w takim zwiazku dalej, rozstali sie bez
                  wielkich klotni i awantur (nie mowie ze takich wcale nie bylo!).
                  Moim zdaniem, kazde z nich jest bardzo dobrym czlowiekiem ale oni razem??Eee,
                  raczej nie.
                  Nie wiem, co bedzie dalej ze mna. Wątpię,bysmy byli razem, ale nauczylam sie
                  juz, ze nigdy sie mozna w zyciu niczego zapierac...bo na wszystko wplywu nie
                  mamy(np.nigdy nie sadzilam, ze spodoba mi sie facet o tyle starszy). ALe jesli
                  nie bedziemy ze soba (i tak sie pewnie stanie), to na pewno, nie dlatego,ze
                  boje sie, ze on zaraz odejdzie do nastepnej, ze on prowadzi podwojne zycie, ze
                  jego coreczka da mi w kosc.....bo sadze, ze nie...Wierze, ze to bardzo dobry
                  czlowiek, nie chce widziec w nim cwaniaka, skoro nie bylo ani sekundy, by tak
                  sie zachowal...Jest wiele innych powodow, przeszkod-w tym rodzice-nie jestem w
                  stanie zrobic im na przekor, myslec tylko o sobie, kiedy moja mama placze
                  (wydaje mi sie to bezzasadne,bo jedna z przyczyn tych lez jest "Co ludzie
                  powiedza?"-cos czego nienawidze!-ale dla moich rodzicow to wazne, rodzice sa
                  wazni dla mnie, wiec....).....nie wiem co bedzie dalej, ale on po krotkiej
                  przerwie stwierdzil, ze tak latwo sie nie podda, ze bedzie czekal....nie wiem,
                  co wymysli....nie wiem, co ja wymysle.....Ale naprawde sam fakt, ze to
                  rozwodnik i niesie ze soba walize problemow nie ejst dla mnie wystarczajacy, by
                  od niego uciekac...Jestem naiwna? Glupia? Sa inne trodnosci i to one stanowia
                  dla mnie VETO!
                  Ale sie rozpisalam..ach...:)
                • Gość: M Re: wbrew rodzicom???? IP: *.chello.pl 13.09.04, 01:14
                  Co ty pieprzysz kobieto??!! To, że twoja siostra miała faceta co zdradzał nie
                  znaczy, że każdy rozwodnik to kanalia. Mało wiesz o życiu, różnie się układa,
                  ludzie są tylko ludzmi, lepiej jak się rozwiodą, niż mają ciągnąć przez całe
                  życie toksyczny związek.
          • Gość: winnie the pooh Re: wbrew rodzicom???? IP: 213.25.96.* 11.09.04, 09:36
            Wlasciwie, to wydaje mi sie, ze jestes zdecydowana. Proba podjecia wspolzycia z
            kims innym (kawalerem) i tak sie nie uda. Niektorych ludzi nie da sie
            zapomniec. Fakt, ze problemem nie jest roznica wieku, a rozwod. Oczywiscie
            rodzice pragna Twojego szczescia i dobra, ale to Twoje zycie i to Ty musisz
            podjac decyzje. Trudno jest radzic komus, tym bardziej, jezeli nie bylo sie w
            takiej sytuacji. Wiadomo, ze slub koscielny to jest cos, no i ten kac moralny
            wynikajacy z przysiegi (.... i nie opuszcze cie ...). Ale slub koscielny nie
            jest gwarancja na udany zwiazek. Mam nadzieje, ze chociaz Tobie sie uda. Bede
            trzymal kciuki.
    • tropicana Re: wbrew rodzicom???? 23.06.04, 22:19
      Wejdź na forum "Macochy" na Dziecku.
      Pewnie nie chcesz być macochą, ale w jakimś sensie będziesz, skoro wybranek ma
      już dziecko, czy dzieci.
      Chyba żadna z nas dokładnie nie wiedziała, jakich niespodzianek może się
      spodziewać. Mnie ułożyło się lepiej niż się mogłam spodziewać, ale głównie
      pomógł mi los i poprzednia żona, którą należałoby beatyfikować. Ale to chyba
      szczęśliwy wyjątek...
      Czy mogłabyś dać sobie trochę czasu, prynajmniej jeśli chodzi o formalności?
      • Gość: kasieeenka Re: wbrew rodzicom???? IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.06.04, 20:01
        pewnie ze nie mam zamairu sie spieszyc z formalnosciami......ale znajomosc,
        zwykla znajomosc???czy mam to przrywac??? bo taki jest swiat????
        • kruszynka301 Re: wbrew rodzicom???? 26.06.04, 21:55
          dlaczego Twoi rodzice byli przeciwko temu związkowi? Tzn, chodziło o to, że on jest rozwodnikiem, czy o coś więcej, coś bardziej konkretnego?
          Sama jestem rozwódką, pamiętam, jak się bałam, kiedy po raz pierwszy zostałam przedstawiona mamie i babni drugiego męża. Na pewno inaczej sobie wyobrażały żonę dla ukochanego synka i wnuka. Ale - szybko się poznałyśmy, i wszystko jest w najlepszym porządku, bardzo się lubimy.

          W naszym kraju pokutuje stereotyp rozwodnika - przeczytałam posty powyżej, raczej wszystkie dziewczyny są negatywnie nastawione do rozwiedzionych.

          Skoro jednak podjęłaś już decyzję, to musiałaś również mieć wątpliwości (może podświadomie?).
          • Gość: Halina Re: wbrew rodzicom???? IP: *.ip-pluggen.com 27.06.04, 01:08
            A czy bylas juz z innymi, mlodszymi, czy to Twoja pierwsza milosc i pierwszy
            powazny zwiazek?
            • Gość: kasieeenka Re: wbrew rodzicom???? IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 27.06.04, 15:49
              ciezko odpowiedziec....Bo "nigdy nie wiesz mowiac o milosci,czy pierwsza jest
              ostatnia czy ostatnia pierwsza". Ten zwiazek (chociaz tak naprawde to nie
              ejstesmy ze zoba-o to sie rozchodzi , czy w ogole mozemy probowac)..no to na
              pewn0 to uczucie jest "najsilniejsze"....nigdy nie mialam chlopaka -rowiesnika
              na dlugo, tzn.kilka lat....
          • Gość: kasieeenka Re: wbrew rodzicom???? IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 27.06.04, 15:58
            no wlasnie-rodzice moi nawet go nie poznali, ale wiem, ze jako czlowiek by im
            odpowiadal (moge szczerze powiedziec,ze o takim zieciu z takim charakterem
            marzyli), ale skoro satsrzy i rozwodnik to nawet nie ma co sie zastanawiac. Ja
            naprawde uwazam, ze nie mzoan odrazu czlowieka skreslac tylko dlatego, ze
            ma "tabliczke" rozwodnik. I co z tego? Masz wlasny przyklad. Noa le ten
            streotyp isteniej i nie powiem, sama duzo sie and tym zastanawiam, jak tak
            slucham tego wszystkiego, zastanawiam sie, czy to ja jestem ta glupia i nic nie
            widze? Ale kto zna mojego ukochanego nic zlego na niego nie powiedzial.Moi
            rodzice znali go tylko z opowiesci wczesniej, sami przyznawali,ze to taki
            uczciwy czlowiek, ale raptem zmienili zdanie,jak sie dowiedzieli, ze
            ten ":uczciwy" czlowiek zakochal sie w ich corce i ooo zgrozo-ze wzajmenoscia.
            Tak wiec teraz jest kombinatorem, cwaniakiem, spryciarzem itd..itp...a nawet na
            oczy go nie widzieli..i to mnie boli najabrdziej.
            • Gość: Halina Moze za mloda? IP: *.ip-pluggen.com 27.06.04, 19:13
              Moze rodzice uwazaja, zebys nie brala pierwszego ktory Ci zaproponowal slub?
              Moze uwazaja ze jestes tak mloda, ze mozesz poczekac? J
              ak on mysli powaznie, to zdazycie i za cztery lata.
              Nie pamietam ile sie znacie, ale moze rodzice mysla ze takie "okazje" to sie
              jescze znajda?
    • zosienka23 Re: wbrew rodzicom???? 02.09.04, 21:43
      tak rodzice to osoby z ktorymi na pewno nalezy sie liczyc, ale oni musza sie
      liczyc tez z Toba....Mysle ze takich sytuacjach rodzice nie powinni mocno
      ingerowac, przekonywac..zakazywac..Bo jesli to wielkie uczucie, to dziecko i
      tak nie poslucha, pojdzie za glosem serca a jednoczesnie zostawi rodzicow, oni
      starca corke....A jesli to nie takie plomienne uczucie, mozna wplynac na corke
      rozsadna gadka to znaczy ze sama corka tez mysli rozsadnie i poradzi sobie bez
      grozb rodzicow, ktore moga tylko w niej zostawic uraz, ze jej nie zaufano...
      Rola rodzicow? Delikatne sugestie, poznac faceta i na oczach dziecka pokazac
      jaki jest...wytknac wady jesli rzeczywiscie takie sa, a jesli nie ma...no coz
      dlaczego sie sprzeciwiac???
    • l_zaraza_l Re: wbrew rodzicom???? 04.09.04, 14:38
      To wspaniale, ze wiesz jak bardzo jestes wazna dla rodzicow i ze rozumiesz, iz
      ten ich "bunt" jest wynikiem wielkiej milosci do Ciebie.
      Daj rodzicom czas.
      Nawet jesli nie tego dla Ciebie chcieli, to obserwujac Twoj zwiazek (jesli
      bedzie dobry, bedziesz szczesliwa) zaakceptuja go.

      :)
      • Gość: kasieeenka Re: wbrew rodzicom???? IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.09.04, 19:00
        no niesttey moi rodzice nie sa az tak wyrozumiali,tolerancyjni....Nie chcieli
        sie z nim spotkac, poznac go..po prostu dac mu jakas szanse...mnie wpedzili w
        wyrzuty sumeinia, ze ich "wpedzam do grobu"....praktycznie sila doprowadzili do
        naszego rozstania...mam z nim jedynie kontakt mailowy i smsowy....nie mam szans
        na bycie szczesliwa...z nim bez rodzicow albo zrodzicami bez niego....tak czy
        siak jest zle:((((((((((
        • kalinka13 rola dziecka czy żony bardziej odpowiednia? 05.09.04, 01:18
          Gość portalu: kasieeenka napisał(a):
          > na bycie szczesliwa...z nim bez rodzicow albo zrodzicami bez niego....tak czy
          > siak jest zle:((((((((((

          Z Twoich wypowiedzi wynika, że jesteś rozsądną dziewczyną, a Wasz związek to
          nie cielęca miłość i zapatrzenie, ale głębsze uczucie.
          Nie będę Ci radzić, czy masz wiązać się z tym człowiekiem, powiem natomiast, że
          chociaż jestem z zasady przeciwna małżeństwu z kimś kto już ma dziecko, to
          jeszcze bardziej przeciwna jestem takiej zależności i podporządkowaniu
          rodzicom, jaki Ty reprezentujesz. Litości, przy takim podejściu w ogóle nie
          widzę Ciebie w roli małzonki;zatrujesz sobie życie, a w konsekwencji swemu
          wybrankowi. Do pewnych ról trzeba bowiem dorosnąć. Czy Ty wyobrażasz sobie, że
          jesteś w stanie zawsze żyć i układać swoje sprawy osobiste wg wyobrażeń
          rodziców zachowując przy tym równowagę psychiczną? To TY masz zdecydować się
          na ten związek lub z niego zrezygnować analizując argumenty innych i biorąc pod
          uwagę SWOJĄ przyszłość, a zadowolenie rodziców, to już naprawdę kwestia
          drugorzędna w tym wypadku.
          Opuści człowiek ojca i matkę ...
          • Gość: kasieenka Re: rola dziecka czy żony bardziej odpowiednia? IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.04, 09:16
            No moze i racja, ze jeszcze nie doroslam do kolejenj roli w zyciu....
            Znam tego czlowieka nie az tak dlugo, jest dla mnie wazny ale czy wyszlabym
            za niego?Nie wiem...jak kazdy potrzebuje troche czasu, na zwykle
            "chodzenie", poznanie go w roznych okolicznosciach, poznalabym pewnie w
            koncu jego dziecko (on uwaza, ze nie byloby problemu, bo ono samo go
            namawialo "Tatus znajdz sobie kogos, bo mamusia ma, a ty jestes fajny i
            szkoda Ciebie":))-pewnie ze to tez niosloby problemy, nie twierdze, ze nie.
            I zobaczylabym czy jest to ktos bez kogo moge zyc?
            Tez bylam przeciwna takim zwiazkom, ale stalo sie... choc z tym uczuciem
            walczylam bardzo mocno, to rozwinelo sie...Wiem o roznych problemach, ktore
            niesie zwiazek z takim czlowiekiem, ktory mial juz rodzine, a dziekco z
            tamta kobieta bedzie w jego zyciu zawsze...Dobrze to wiem, ale teraz to juz
            trzeba odpowiedziec na pytanie, co jest dla mnie wazniejsze?
            TYlko ze rodzice potraktowali mnie jak kogos bez rozumu...mowia "jestes
            madra, ufamy Ci, ale teraz to rozum stracilas". Byly rzeczy ktore robilam
            wbrew woli rodzicow, takie naprawde powazniejsze...bo bylam pewna ze chce i
            potrafilam zignorowac nawet placz matki...
            Ale teraz..tak,moglabym odwrocic sie od nich....pojsc do Niego. Tyle ze ja
            jeszcze slubu brac nie chce,jeszcze nei teraz, chce poczekac, niech sie
            dzieje,,,wnioski moga byc rozne. Jesli okaze sie ze to wlasnie To Jedyne
            to..no coz...bylabym szczesliwa i moze rodzice by sie przekonali,ze jednak
            nie sprawdzil sie czarny scenariusz....zaakceptowaliby to i zaprosili na
            swieta:)
            Ale jesli nie....nie bede miala gdzie wrocic, a jesli mnie nawet przyjma, to
            bedzi e "A nie mowilismy"i tak do konca zycia...wiem to..."nie posluchalas
            nas, to teraz jzu wiesz, ze my mamy racje"
            Ja chcialam jednego...czasu...na spotkania z Nim, rodzice mieliby tez czas
            by go poznac i albo zaakceptowac, zmienic zdanie, albo unaocznic mi jego
            wady...Nie pozwolili na to. Pozostal tylko uraz do rodzicow. niestety..:((
            Czy nie mogliby pozostac na wyrazeniu zdania, uwag, ze sa przeciwni, ze to
            niesie takie a takie problemy, zebym uwazala, ale decyzja jest moja i oni ja
            mimo niechceci zaakceptuja, bo juz im w zyciu udowodnilam ze ejstem
            rozsadna...zawsze bede ich corka, bo mnie kochaja... To bylo dla nich za
            duzo..:((((
            Ale moze ja sie nie znam bo nie mam swoich dzieci....?...
    • kratus Re: wbrew rodzicom???? 05.09.04, 21:19
      i kolejna historia wktorej rozwodnik to smeic i trzeba go
      uprzatnac...Rozwdnicy to tez ludzie...nie wczytujmy sie tak w przepsiy lecz w
      serca
    • Gość: g Re: wbrew rodzicom???? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.04, 20:59
      no wiesz, to ty bedziesz cierpiec, nie oni.
      pozatym na milosc boska wszystko da sie odkrecic. zwiazanie sie z kims, nawet
      slub, to nie koniec swiata, zawsze mozna sie wycofac.{chociaz osbiscie jestem
      przeciwniczka slubow - wlasnie min dlatego, ze latwiej sie wycofac.
    • truten.zenobi czy musicie zaraz brać slub? 08.09.04, 22:24
      wiem że wiele z tego co napiszę już albo słyszałaś i/lub nie chcesz usłyszeć
      ale:
      Zdajesz sobie sprawę z tego że będziecie żyć jakby w dwóch różnych światach Ty
      jeszcze będziesz chciała "poszaleć" on będzie raczej "domatorem", wasze
      środowiska to dwa różne pokolenia.

      Na ile mu tak naprawdę na Tobie zależy a na ile chce się pochwalić że "jeszcze
      go stać" na młodą i ładną żonę.

      Czy znasz go wystarczająco długo żeby wiedzieć jaki jest on naprawdę i czy
      będzie potrafił zbudować trwały związek (poprzedni się przecież rozpadł i nigdy
      nie ma winy tylko po jednej stronie).

      Ale napewno nie powinnaś się kierować tylko opinią rodziców (choć myślę że w
      tej sytuacji powinnać ich wysłuchać i dokładnie to przemyśleć) bo to Twoje
      życie, Twoja decyzja, i to Ty ponieśiesz wszelkie jej konsekwencje (dobre i
      złe).

      • Gość: kasienka Re: czy musicie zaraz brać slub? IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.04, 22:07
        Nie nie musimy, jasne, tyle ze to jemu bardziej zalezy na czasie, bo sobie
        czesto zartuje, ze chce przynajmniej dożyc 18tki naszego dziecka, haha (ale
        przeciez nie ejst taki stary, dozyje spokojnie 40tki naszego dziecka)
        Jak najbardziej mas zracje w tym co piszesz, chyba o wszystkim juz myslalalm..
        Róznica wieku jest, ale nie taka, ze to rózne pokolenia....tego sie nie boje,
        bo wcale nie czuje, ze dzieli nas te kilka lat...tej obawy juz nie ma
        (napoczatku byla i z jego strony i z mojej)
        Oczywiscie, ze 100%pewnosci nie mam, ale czuje jego milosc, dla pochwalenia sie
        tylko juz by dal spokoj..to nie to....
        Czy bedzie umial zbudowac trwaly zwiazek? Tez 100%pewnosci nie ma, zycie
        mogloby tylko zweryfikowac...na tyle co go znam, to tak..to spokojny facet, nie
        jakis kasanova:)za rozpad poprzedniego on sie obwinia bardziej niz zone....to
        specyficzny przypadek

        Opinie rodzicow sa dla mnie na wage zlota, nigdy ich nie lekcewaze, ale oni mi
        nie zostawiaja wyboru....
        teraz jest tak, ze spotykam sie znim, a rodzicom mowie ze to skonczone.
        Chcialam kiedys by go poznali, zmieniliby o nim zdanie, albo pokazaliby mi
        jakies jego konkretne wady. Nie chcieli nawet o tym slyszec..wiec jestem z nim,
        jesli stwierdze, ze to jest Ten Wlasciwy Mezczyzna, bede zdecydowana oznajmie
        to rodzicom..co oni na to? To juz ich wybor...to ryzykowne, ale lagodny sposob
        nie mial tu szans....
    • andulka7 Re: wbrew rodzicom???? 09.09.04, 23:02
      Kasieeenka, poczytaj sobie ten wątek. Umówiliście sie, czy co ??
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=15514059
      • Gość: aster Re: wbrew rodzicom???? IP: 82.160.29.* 10.09.04, 16:37
        ja tez mysle , ze to jakas podpucha , wszystkie fakty zgadzaja sie
        • Gość: kasienka Re: wbrew rodzicom???? IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.04, 16:57
          no przeczytalam z zwywym zainteresowaniem, az nawet przez chcwilke pomyslalam
          ze to moze mój ukochany...ale ja go przeciez nie zosatwilam, jestem znim nadal
          tylko ze w tajemnicy przed rodzinka..
          poza tym watek mi pokazal co pewnie o mnie mowiliby mu jego przyjaciele i
          znajomi, gdybym go zostawila, bo mamusia, bo tatus..pouczajace to i troche
          pomaga, ze ktos ma podobny klopt:)))lzej na duchu....tylko chetniej bym
          pogadala z ta dziewczyna, ktora go zostawila
    • judytak Re: wbrew rodzicom???? 10.09.04, 12:35
      mój mąż jest ode mnie starszy o 14 lat
      jak go poznałam, był po rozwodzie
      z pierwszego małżeństwa ma 2 córki

      jesteśmy 12 lat po ślubie
      mamy trójkę dzieci
      jest nam dobrze

      to tak dla "wyważenia proporcji" ;o)
      i żeby przeciwstawić osobiste doświadczenia stereotypom :o)

      moi rodzice też mówili "po ci ci taki ciężar, przecież mogłabyś mieć łatwiej w
      życiu"
      ale nigdy, niczym mnie nie szantażowali!!!!

      a ile ty, kasienko, masz lat, że potrzebujesz zgodę rodziców, żeby się z
      kimkolwiek spotykać?
      nie mozesz im powiedzieć: no, spotykam się z kimś, ale to jeszcze nic
      poważnego, nie warto jeszcze o tym rozmawiać, jak przyjdzie czas, to wam go
      przedstawię?
      a może zastosować "lekki przekręt":
      tato, mamo, poznałam człowieka, podoba mi się, niedawno poznałam, nic jeszcze o
      nim nie wiem, moglibyscie się z nim spotkać?
      a po udanym spotkaniu wyznać, że to ten, który był jakiś czas temu...

      pozdrawiam
      Judyta
      • Gość: kasienka Re: wbrew rodzicom???? IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.04, 13:34
        no nielsy ten pomysl z tym przekretem....
        tyle ze mama widziala go na zdjeciu ra, a tata rozmawial przez telefon (to
        znaczy krzyczal na niego:))i wyzywal)
        zaczynam teraz niedlugo nowa prace, nowi ludzie..wiec mozna by bylo to tym
        przykryc
        ale jak powiem ze znowu zainteresowla mnie ktos starszy?? no nie wiem...
        ale dzieki za ten post wiem, z ena swiecie nie ma schematów
        mas zmadrych rodzicow, pogratulowac
        moi mnie szantazowlai, nie oczekiwalam ze pochwala, ale wypowiedza zdanie,
        pokaza problemy ale decyzje zostawia mi...ech....smutno mi tak:0
        pozdrawiam
    • wrednababa Re: wbrew rodzicom???? 10.09.04, 20:44
      Witaj kasieeenko.
      zdecydowalam sie do ciebie napisac z dwoch powodow-po pierwsze tak jak ty
      zawsze do tej pory liczylam sie ze zdaniem rodzicow..a po drugie bo sama
      spotykalam sie ze starszym od siebie facetem(o 16 lat).
      Co ja ci radze?przede wszystkim nie bardzo mi sie podoba zachowanie twoich
      rodzicow-to ze facet im sie nie podoba(chociaz do konca nie rozumiem dlaczego-
      ich argumenty sa tylko i wylacznie stereotypami-ze rozwodnik jest beee)nie
      oznacza wcale ze powinni zabraniac ci sie z nim spotykac(ile masz lat?)jest to
      niedojrzale-ich rola jako rodzicow jest wspierac cie i ci doradzac ale
      absolutnie nie decydowac o twoim zyciu-wiem ze to trudne,ale dziwi mnie to ze
      nawet nie chcieli go poznac-aby wyrobic sobie o nim jakiekolwiek zdanie(oprocz
      oczywiscie tych cholernych stereotypow).mysle ze nie powinnas oklamywac ich w
      ten sposob-powiedz im jasno-kochasz go i spotykasz sie z nim,a jesli przez to
      maja zamiar wyrzucic cie z domu-to juz dzisiaj mozesz sie spakowac.wiem ze to
      ciezko..ale pozniej bedzie jeszcze gorzej.
      ja sama jestem panna z dzieckiem,nadal niestety mieszkam z rodzicami i z
      doswiadczenia wiem ze jezeli w pore nie odetnie sie pepowiny to rodzice beda
      chcieli w dobrej wierze decydowac za ciebie w roznych sytuacjach-nie tylko
      osobistych.ja aktualnie staram sie uwolnic od ich juryzdykcji-choc mam gorsza
      sytuacje niz ty-bo juz raz wyszlo na ich-w koncu zostalam sama z dzieckiem bo
      oczywiscie oni od pocztaku mowili ze ten facet jest nieodpowiedni...mimo to nie
      zaluje.bardziej bym zalowala ze zrobilam tak jak oni chcieli a potem cierpialam.
      co do zwiazku ze starszym facetem..czy rozwodnikiem..to naprawde nie ma
      znaczenia-czy ktos jest czarny czy ma 40 lat czy 20...jesli facet cie
      sznuje,kocha i jest dla ciebie dobry..to na boga wyprowadzilabym sie do afryki
      aby byc z tym facetem( o czym aktualnie zreszta marze:))).
      jesli go naprawde kochasz i wiesz ze jest on dobrym czlowiekiem(mowi ci to nie
      tylko serce ale takze rozum i intuicja)to walcz o te milosc..bo potem cale
      zycie bedziesz zalowac ze stracilas milosc swojego zycia.
      zycze powodzenia.
      pozdrawiam
      • Gość: kasieenka Re: wbrew rodzicom???? IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.04, 21:19
        serdecznie Ci dziekuje za te słowa...
        chyba tutaj Zosienka pisala, ze takie zachowanie rodzicow jest
        beznadziejne....nie prowadzi do niczego dobrego
        mam uraz do rodziców...ze potraktowali mnie jak glupiutka naiwna panienke -
        zreszta te slowa nawet padly...do tej pory nie mieli ze mna problemów, zawsze
        bylam rozsadna i sami to mówili, ale jak widac wczesniejsze zachowanie na nic,
        gdy cos dzieje sie wbrew planom..."jak moglam ich tak zawiesc"...
        marze o wyprowadzce z domu, odcieciu tej pepowiny (sama rozumiesz
        najlepiej)..ale na razie nie moge sobie na to pozwolic (wzgledy finansowe),ale
        mam nadzieje ze w najblizszych miesiacach sie to zmieni..
        Kocham ich i nie chcialabym ich krzywdzic, ale oni żadają ode mnie wiecej
        zrozumienia i dojrzalosci niz sami maja (tak na moje oko). Mam nauke ze tak w
        zyciu z wlasnym dzieckiem nie postapie...moze czytaja ten watek inni rodzice i
        pomysla zanim wyraza swoja opinie dziecku..
        tu juz nawet nie chodzi o te opinie, bo przeciez takiej sie spodziewalam..nie
        liczylam na oklaski..liczylam na zrozumienie, jakies wsparcie...spokojne
        rozmowy, to mój ukochany nalegal na spotkanie z ojcem, ten sie nie zgodzil...i
        co zabawne mój gniew na ojca , że mu nigdy tego nie wybacze itd., ostudzil
        wlasnie mój ukochany (choc ojciec o tym nie wie)...tlumaczyl, jak na to patzra
        rodzice...
        Masz racje, kieruja sie tylko stereotypem, wizytówka..z zalem stwierdzam, ze
        nie mam tolerancyjnych rodzicow...gdybym przyprowadzila kawalera ale np.
        czarnoskorego pewnie byloby to samo...a dla mnie to bez znaczenia...
        Dla mnie i dla mojego starszego brata sa bardzo dobrzy, nieba by nam
        przychylili, wiec tym bardziej "zawiodlam ich tak bardzo, a oni sie tak
        starali"...
        wiem, ze to zle, ze ukrywam ten zwiazek...ale nie widzialam innego wyjscia,
        teraz nie moge wyjawic prawdy, bo oszustwa by mi chyba nie wybaczyli...nie wiem
        jak to rozwiazac, a meczy mnie to okrutnie...
        i tak pomyslec, do czego postawa moich rodzicow mnie doprowadzila...w zyciu ich
        nie oszukalam, zawsze szanowlaam, nawet przez usta nie chcialo mi przejsc "mój
        stary, moja stara" a wszyscy tak mówili w szkole....a teraz...ech...
        Zawsze bylam bardzo podejrzliwa i nieufna do mezczyzn, trzeba sie bylo nastarac
        by zdobyc me zaufanie - mama nawet mi tlumaczyla ze przesadzam. Wiec na pewno
        nie dziaalm zaslepiona. To swietny facet, kocha mnie bardzo i wiem, ze rodzice
        by go polubili, jest w ich typie...(zanim sie dowiedzieli o mojej milosci,
        znali go tylko ze slyszenia i nawet padlo, ze On taki porzadny i uczciwy i
        radzili,bym do niego sie zwrocila o pomoc, gdy mialam maly problem w pracy...)
        Skrycie licze, ze to sie samo jakos rozwiaze..cos sie wydarzy i lawina
        ruszy...tak z dnai na dzien nie potrafie isc i powiedziec prawdy....
        Wiem, ze bede musiala wybierac...
    • Gość: balerina A CZY KRATUS TO NIE TWÓJ CHŁOPAK? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.04, 22:57
      Pyta włąsnie czy rozwodnik to śmieć
      Nawet jeśli się nie znacie - pogadajcie, bo chyba możecie sobie pomóc
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka