burakzbielawy
17.10.04, 22:09
Jednym z moich problemów życiowych są skarpety. Problem dziur w
skarpetach, singli walających sie po szufladzie, multikolorowości itd.
Dość, powiedziałem. Komunizm jest rozwiązaniem. Wyrzuciłem stare
zróżnicowane społeczeństwo skarpeciane i wprowadziłem nowe na jego
miejsce. Kupiłem 10 par identycznych czarnych skarpet. Dziura, ok,
jedna leci do kosza zastępuje ją druga. Brak pary, no problem, wszystkie są
biseksualne, mogą być lewymi i prawymi. Nie było już starych panien,
dziurawych wyrzutków bez przyszłości w szufladzie.
A gówno, powiedziały skarpety i wyszły z pralki w różnych odcieniach
czerni i porozciągane z różną intensywnością. O kurwa mać,
powiedziałem ja, gdy zobaczyłem to już wysuszone towarzystwo. Zasrani hipisi.
Ale się władowałem.
Faszyzm, tak faszyzm będzie wyjściem. Ten sam kolor, lepsza jakość i
różne serie takich samych skarpet. Było lepiej. Do czasu. Zawsze z tej
pieprzonej pralki wychodziły zdekompletowane. I zawsze w liczbie
nieparzystej. Było nieźle dopóki nie zostało po jednej z każdej serii.
Czy one są kanibalami? A może mi spieprzają oknem?
Piszę ten tekst, bo znowu kurwa siedzę w dwóch różnych skarpetach