swietlik44
22.02.05, 14:07
Żyli w ciągłym strachu, wydawało się, że Bogdan Chojna wszystko może, bo zna
tylu VIP-ów. Chcieli go zdemaskować. Dzwonili do ludzi, którzy swoimi
nazwiskami firmowali pomysły Chojny, i opowiadali, kim jest naprawdę.
Wysyłali faksy i maile.
- Wiem, że planuje nam ukraść dziecko - powiedział mi Rafał M. w czasie
ostatniej rozmowy, kilka tygodni temu. - Szuka naszego mieszkania i szkoły
chłopca. Ja chyba będę musiał go zabić.
Nie wierzyłam, ale dodał: - Nie mam już innego wyjścia. Jestem skończony
psychicznie. Nie mam siły dalej walczyć.
W nocy z poniedziałku na wtorek zapukał do drzwi Bogdana Chojny na
warszawskim Żoliborzu. Gospodarz go wpuścił, właśnie wrócił ze swoją
21-letnią dziewczyną z wycieczki do tropików. Zaczęli się kłócić. Rafał M.
pchnął go kilka razy nożem. Wyszedł. Wrócił i powiedział: - Muszę jeszcze
zobaczyć, jak on umiera. Potem wsiadł do samochodu i odjechał.
Kilka godzin później zadzwonił do Aleksandry: - Jesteście już bezpieczni.
Musiałem to zrobić. Nie było innego wyjścia.
Kilka godzin później zatrzymała go policja. Grozi mu dożywocie.
Po przeczytaniu tego artykułu, chyba zrobiłbym to samo, czasami jesteśmy
bezradni wobec ludzi wyzutych z wszelkiej moralności,
przyzwoitości,.....czasami nie ma wyjścia trzeba upolować bestie. Jak
zachowałbyś się w sytuacji zagrożenia twojej rodziny, osoby najbliższej,
kiedy wszystkie prawne środki obrony zawodzą a twoje życie staje się
koszmarem, jako osoba broniąca swojego gniazda, honoru posuniesz się do
radykalnych siłowych rozwiązań.....
Sprawa Bogdana Chojdy
serwisy.gazeta.pl/df/1,34471,2562292.html?as=4&ias=4