Gość: nikt
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
24.02.05, 11:32
Mam meza ktory mnie szalenczo kocha ,dwuletnie dziecko ktore praktycznie
nie sprawia klopotu prace....ale mimo tego wszystkiego mam dosc zycia. Gdyby
nie rodzina i wzgledy religijne pewnie bym skonczyla ze soba.Ktos powie ze
nie doceniam tego co mam...Tyle ze tu nie chodzi o docenianie ale o radosc
ktorej nie czuje. Nie mam motywacji do niczego , nie widze zadnego celu.
Nie potrafie pogodzic sie z tym , ze tak sie czuje-czyli ze praktycznie nie
czuje nic oprocz rezygnacji i obojetnosci.Czy to juz depresja?....