jaseneczka
04.07.05, 22:05
Samotnosc temat przerabiany od wiekow i z kazdej mozliwej strony. Ma swoje
przyjemne i nieprzyjemne (jak wszystko w zyciu) aspekty, w swiadomosc
potocznej funkcjonuje jednak jako cos zedcydowanie negatywnego, przed czym
nalezy sie bronic ´rekami nogami´. Czasami jednak to tez nie pomaga i
czlowiek zostaje sam (albo od zawsze byl sam)co wtedy? Obrazac sie na caly
swiat i w nieszczesliwosci dopelniac zywota? Czy z optymizmem czekac, czekac,
czekac...(tylko co wtedy gdy sie czlowiek nie doczeka?). Teoretycznie
najprosciej byloby brac zycie takim jakie jest,bo jak wiadomo drugi czlowiek
niekoniecznie jest gwaranten szczescia, bo szczescie nosimy w sobie czasami
tylko musimy sie do niego `dokopac`. No wlasnie teoretycznie... na codzien
latwo zapomniec teorie i pogubic sie w praktyce.
Jak sobie radzicie ze swoja samotnoscia, czy to dopust bozy, czy wasz czas
ktory staracie sie przezyc najlepiej jak potraficie?