Dodaj do ulubionych

szczesliwi samotni...czy tacy istnieja?

04.07.05, 22:05
Samotnosc temat przerabiany od wiekow i z kazdej mozliwej strony. Ma swoje
przyjemne i nieprzyjemne (jak wszystko w zyciu) aspekty, w swiadomosc
potocznej funkcjonuje jednak jako cos zedcydowanie negatywnego, przed czym
nalezy sie bronic ´rekami nogami´. Czasami jednak to tez nie pomaga i
czlowiek zostaje sam (albo od zawsze byl sam)co wtedy? Obrazac sie na caly
swiat i w nieszczesliwosci dopelniac zywota? Czy z optymizmem czekac, czekac,
czekac...(tylko co wtedy gdy sie czlowiek nie doczeka?). Teoretycznie
najprosciej byloby brac zycie takim jakie jest,bo jak wiadomo drugi czlowiek
niekoniecznie jest gwaranten szczescia, bo szczescie nosimy w sobie czasami
tylko musimy sie do niego `dokopac`. No wlasnie teoretycznie... na codzien
latwo zapomniec teorie i pogubic sie w praktyce.
Jak sobie radzicie ze swoja samotnoscia, czy to dopust bozy, czy wasz czas
ktory staracie sie przezyc najlepiej jak potraficie?
Obserwuj wątek
    • Gość: bezimiennaoa Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.05, 22:54
      Nie radzę sobie. Radziałam sobie nieźle a może wmaiałam to sobie. Dawno temu
      skończyłam 30 lat i jest tylko gorzej. Teraz, wiem czego chcę i czego nie chcę
      i jest jeszcze trudniej. Panowie pewnie czują podobnie więc unikamy się albo
      wymijamy w życiu, a życie tak szybko płynie. Dodam nie mam dziecka a dla
      większości kobiet to bardzo ważne by je mieć, a mnie zostało kilka lat. Cóż
      dodać, pozosaje zostać anonimową osobą czasami na forum żeby nie było, że
      narzekam ale prawda jest jest czasami smutna. Tęsknię za tym przed czymś może
      się broni wiele kobiet. Może to kwestia wieku. Niby mam coś, może niewiele ale
      czuję, że nie mam prawie nic co przedstawia wartość w życiu. Pozdrawiam, tym
      razem bez imienia, bo nie chcę żeby mnie rozpoznano.
      • po_godzinach Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 04.07.05, 23:09
        Zwykle pragnie sie tego, czego się nie ma, co wydaje sie nieosiągalne.
        Każda zaś sytuacja ma swoje i złe, i dobre strony.
        Natomiast obrazy malowane wyobraźnią (czy też wyobrażeniem o sytuacji idealnej)
        bywają złudne.
        No i - każdy bywa czasami smutny).
        • jaseneczka Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 04.07.05, 23:38
          Bezimienna
          Ja od zawsze bylam sama (wyjawszy krociusienkie epizody kiedy nie bylam sama -
          albo bylam sama inaczej)i tego o czym piszesz obawiam sie straszliwie, na razie
          jest dobrze (a moze tylko tak sobie wmawiam)ale ciagle ten strach ze ktoregos
          dnia za 10 lat za miesiac, jutro obudze sie rano i te autozaklecia nie bada
          dzialaly i co wtedy... A z drugiej strony ja nawet nie wiem jak to jest z kims
          BYC tak naprawde i chwilowo nie jestem pewna czy bylabym w stanie wyrzec sie
          moich `staropanienskich` nawykow gdyby nagle ktos sie pojawil. Mysle ze sama
          wpuscilam sie w maliny... ale zycie bywa pelne niespodzianek i kto wie co
          bedzie jutro.
          Pozdrawiam cieplo
          • leszek1970 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 05.07.05, 15:17
            Jest jutro;)
            Tez mi brakuje tej drugiej osoby do rozmowy,pogadanek..Wicznie szukam...
        • jaseneczka Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 04.07.05, 23:43
          Oj zle mi sie kliknelo ;)

      • Gość: adam bezimienna IP: 83.238.200.* 05.07.05, 16:42
        ale czego takie smuty?

        zamiast liczyć czy masz jeszcze przez 5 czy przez 7 lat szanse na urodzenie
        dziecka idź do klubu potańcz, wypij drinka i poznaj jakiegoś fajnego faceta

        ps
        tylko nie rób takiego idiotyzmu jak sztuczne zapłodnienie albo adopcja, bo to
        jest hamstwo w stosunku do dziecka, fundować mu niepełną rodzinę
    • yoma Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 05.07.05, 15:23
      Obecna! :)))
    • sprite36 Jasne, że istnieją 05.07.05, 15:56
      Ja wprost uwielbiam byc sam. Życie stadne czesciej niz raz, dwa razy w tygodniu
      jest strasznie meczące... ;).
      Swoją drogą zastanawiajace, że samotności bardziej boja sie kobiety.
      • yoma Re: Jasne, że istnieją 05.07.05, 15:58
        A już myślałam, że wątek umrze śmiercią naturalną po przyznaniu się, że mi
        dobrze :))
        • sprite36 Re: Jasne, że istnieją 05.07.05, 16:06
          > A już myślałam, że wątek umrze śmiercią naturalną po przyznaniu się, że mi
          > dobrze :))

          hehe.. wciąż ma tę szansę. Na razie wynik 2:2. Coś podejrzewam, że wiekszość tu
          sparowana...
          • yoma Re: Jasne, że istnieją 05.07.05, 16:12
            Albo myślała, że znajdzie partnerów do narzekania, jak im samotnym źle... :)))
    • Gość: adam wyjść na ulicę polskich miast IP: 83.238.200.* 05.07.05, 16:37
      zobaczyć jakie piękne są polskie kobiety w króciutkich minispódniczkach,
      przestać się mazać i poderwać jakąś (ewentualnie obejść się smakiem jeśli w
      domu już czeka na nas jakaś inna :)
      • yoma Re: wyjść na ulicę polskich miast 05.07.05, 16:43
        Dlaczego każesz jaseneczce podrywać kobiety?
        • Gość: adam bo kobiety są lepsze od facetów IP: 83.238.200.* 05.07.05, 20:09
          wiem, bo sam jestem facetem...
    • bluean Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 05.07.05, 18:52
      Ja jestem samotna i byłabym prawie szczęśliwa gdyby rodzice przestali mnie
      wykańczać psychicznie na każdym kroku i w obrzydliwy sposób ingerować w prawie
      każdą dziedzinę mego życia.Wtedy by było w miarę ok.
      • Gość: Różany ogród Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? IP: *.kolornet.pl / *.kolornet.pl 05.07.05, 19:13
        Szczęśliwi...tylko, z której strony?
      • dragomir Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 05.07.05, 21:02
        bluean napisała:

        > Ja jestem samotna i byłabym prawie szczęśliwa gdyby rodzice przestali mnie
        > wykańczać psychicznie na każdym kroku i w obrzydliwy sposób ingerować w
        prawie
        > każdą dziedzinę mego życia.Wtedy by było w miarę ok.

        Witam w klubie, doskonale rozumiem co czujesz
        • bluean Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 05.07.05, 21:14
          Czyżby ktoś kto też ma wrednych "starych"?Już myślałam,że na forum głównie ja
          tak mam bo mało się o tym pisze.
          • dragomir Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 05.07.05, 23:31
            bluean napisała:

            > Czyżby ktoś kto też ma wrednych "starych"?Już myślałam,że na forum głównie ja
            > tak mam bo mało się o tym pisze

            Czy wrednych to moze zbyt mocne powiedziane...Zwyczajnie mamy troche inne cele
            i wartosci w zyciu, co jest powodem konfliktu. Ja staram sie zyc chwila i jak
            najlepiej korzystac z czasu ktory pozostal mi tu na ziemi, oni za priorytety w
            zyciu uwazaja zuplenie inne sprawy
            • bluean Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 06.07.05, 15:34
              U mnie niestety to już nie tylko kwestia innych wartości i celów a raczej
              szeroko rozwiniętej patologi...Nawet coniektórzy w rodzinie zauważają ,że ich
              zachowanie jest "nieodpowiednie".
              • yoma Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 06.07.05, 16:09
                No, gadaj.
    • Gość: xtrin Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.05, 20:26
      A czemuz nie pytac "szczesliwi sparowani... czy tacy istnieja?"? :)
      Kazda sytuacja ma swoje plusy i minusy. Samotnosc jest spokojniejsza, pozbawiona
      wzlotow i upadkow, rezygnujac z uniesien szczescia, jakie drugi czlowiek moze
      przyniesc rezygnujemy tez z bolu, jaki sie z tym nieodwolalnie wiaze. To takie
      szczescie bardziej stonowane :).
      Powoli, lecz nieublaganie zblizajac sie do magicznej trzydziestki jestem
      "otwarta" na ewentualna przyszlosc z kims, ale i pogodzona z tym, ze moze ten
      ktos sie nigdy nie pojawi. Czasami smutno, ze nie ma sie do kogo przytulic, ale
      tez nie sposob nie docenic zalet samotnosci. I nic na sile, bo to za powazna sprawa.
      Jedynym problemem (szczegolnie u kobiet, moze stad one ciezej samotnosc znosza)
      jest brak dzieci. Silne pragnienie posiadania potomka moze zniszczyc szczesliwa
      samotnosc. A to niestety instynkt poza nasza kontrola.
      • Gość: nikka00 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? IP: *.echostar.pl 08.07.05, 13:07
        Z ust mi to wyjšła?!!! dokładnie tak się czuję, spokojna. Szczerze mowišc nie
        bardzo rozumiem ten dramat "samotno?ci" kiedy wokół nie ma zadnej szcze?liwej
        pary. Wszystko jakie? takie ... nie takie... Presja społeczna aby być w
        zwišzku, aby się legitymować mšżczyznš przy boku (co? na kształt znaku jako?ci)
        powoduje, że kobiet godzš się na skandaliczne rzeczy, bo wolš znanš na codzień
        udrękę niż powiedzeniu ?waitu prosto w twarz "Jestem sama i dobrze mi z tym!".
        Nie wspominajšc oczywi?ćie o ukochanych rodzicach taktownie nadeptujšcych na
        odcisk 50 razy dziennie, no i innych słoniach w składzie porcelany użalajacych
        się nad singlami. A ja nie chcę użalania!!! A mnie jest dobrze!!! Jak się
        znajdzie kto? kogo pokocham ok, ale je?li nie to tez będzie dobrze!! Nie ma
        dramatu!!! Mamusiu i tatusiu!!!! Będę fajnš ciociš dla dzieci pozostalych
        waszych dzieci!!! :)
    • maureen2 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 05.07.05, 20:56
      istnieją !!!!,a najpiekiejsze jest spotkanie dwóch szczęsliwych samotnych !!!!
      • jaseneczka Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 05.07.05, 21:22
        Uff... ulzylo mi, bo to znaczy ze skoro istnieja szczesliwi samotni to ja tez
        mam szanse... niezgorzkniec!
      • Gość: AlienatedAnonymous Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 01:48
        Myślę, że najbardziej nieszczęśliwi w życiu są ci, którzy desperacko pragną być
        szczęśliwi.
        Ja ze swoją samotnością radzę sobie z godnością. Jestem artystą i najważniejsza
        jest dla mnie moja praca. Nie zastanawiam się nad tym, czy jestem szczęśliwy.
        Staram się zgłębiać rejony życia, które mnie interesują. Związki z kobietami
        mnie nie interesują.
    • Gość: maron Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? IP: 128.187.3.* 05.07.05, 23:53
      szczescie nie istnieje, a zawracaja sobie tym pojeciem glowe ludzie skoncentrowani na sobie. Zastanow
      sie kogo to obchodzi czy jestes sam(a) i czy bedziesz miec dzieci? tylko ciebie, ewentualnie rodzicow,
      bo z punktu widzenia innych czy calej spolecznosci to nie ma znaczenia jak sie czujesz i jak skonczysz
    • Gość: zenon gajowniczek Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 06.07.05, 09:10
      Znam przypadki gdzie samotni dobrze sobie radza w zyciu i sa szczęsliwi.
      • yoma Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 06.07.05, 12:28
        Samotni mają tylko przerąbane w kwestii wypoczynku: podmioty świadczące usługi
        hotelarskie (ale mi się mądrze napisało), od chłopa pod gruszą do renomowanych
        biur podróży,m każą płacić jak za dwójkę. Takich, co mają jedynki, na palcach
        ręki policzyć. I tu trzeba świadomość społeczną rozbudzać, a nie tam,
        szczęście, nieszczęście.
        • po_godzinach Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 06.07.05, 12:31
          No ale też samotni nie męczą się tak, jak podwójni, czy potrójni.
          • yoma Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 06.07.05, 12:33
            Myślisz, że się męczą? A podobno od przybytku głowa nie boli.
            • po_godzinach Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 06.07.05, 12:35
              ale puchnie
              • Gość: Ania Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.05, 12:46
                Wszystko zalezy od nastawienia. Bycie singlem nie zawsze oznacza bycie
                samotnym. Są ludzie samotni z wyboru, którzy są szczęśliwi np. księża,
                zakonnice i wiele świeckich osób.Są też samotni w związkach - ma sie partnera
                egoistę, nie ma żadnego wsparcia w takim układzie.
                A partnera życiowego znajduje sie w różnym wieku. Inni poznają go już w szkole
                inni dopiero po 50tce.
                Według mnie nieszczęsliwym samotnym jest ten, w którego życiu sa tylko wartosci
                materialne a nie duchowe. Co z tego,że gonisz za pieniędzmi a nikogo nie
                interesują twoje osiągnięcia.
                • yoma Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 06.07.05, 12:52
                  Aniu

                  zgodnie z tym tokiem rozumowania można by też powiedzieć: nieszczęsliwym
                  samotnym jest ten, w którego życiu sa tylko wartosci duchowe, a nie
                  materialne. > Co z tego, że rozwijasz w sobie wartości duchowe, jeśli nikogo
                  nie interesują twoje osiągnięcia?
              • yoma Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 06.07.05, 12:50
                Spuchnięty łeb to też przybytek...
    • marcysia77 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 06.07.05, 13:08
      istnieje :)
      mam szczescie w srodku i nie pobieram go z zewnatrz :)
      no i ..samotnym latwiej :)
    • Gość: anonimowa samotna Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.05, 16:40
      Samotność albo popularny "singel"... czytam wypowiedzi i chyba wszyscy
      jesteście sporo młodsi ode mnie. Ja dawno skończyłam 30 lat a już prawie za
      chwilę będę miała 40. Samotność jest niezbędna i potrzeba do życia w
      odpowiednich dawkach, chyba że ktoś jest wybitną jednostką wtedy potrzeba jej
      dużo. Mnie po prostu w życiu niewiele się udało, o powiecie pewnie moja w tym
      zasługa i prawda nie zaprzeczę. Samotna byłam zawsze z krótką przerwą ale to
      też była jakaś samotność bo nie mogłam polegać na tej osobie. Jedynaczka, bez
      przyjaciół, bez męża i dziecka. Staram się widzieć pozytywne strony, mam czas
      dla siebie i nikt chyba ze mną nie czuje się nieszczęśli jak to często bywa w
      związkach. Ale jest pewne ale, ale jesteśmy istotami społecznymi i może dlatego
      zawsze rozbitek na bezludnej wyspie wyglądał łodzi na morzu. Problem mam taki,
      że ja już nie potrafię pononać samontości i postarać się z kimś być,
      przynajmniej spróbować.
      • yoma Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 06.07.05, 17:08
        Na pociechę ci powiem, że się mylisz co do wieku przynajmniej części
        towarzystwa :)
        • alster1 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 07.07.05, 00:31
          Ja mam inny problem.Chcialbym wiedziec czy dobrze robie i prosilbym o
          odpowiedzi, podpowiedzi, rady.
          Skonczylem 38 lat niedawno,mam wyksztalcenie wyzsze i prace z ktorej jestem
          zadowolony.
          Pozwolcie,ze podejde do tematu analitycznie,gdyz wazne jest dla mnie wasze
          zdanie.Kiedy wyjechalem z Polski, wszedlem szybko w dorosle zycie.Przerwalem
          studia, mialem 21 lat i podjalem prace fizyczna jako kucharz.Bylem takze
          absolwenetem technikum gastronomicznego.Rok pozniej poznalem kobiete, z ktora
          bylem 8 lat.Nie mielismy dzieci.Odkladajac zalozenie rodziny z roku na rok, az
          do momentu rozstania.Ona byla takze Polka
          Mialem 30 lat zostalem sam, ale nigdy nie czulem sie samotny.Po kilku
          tygodniach singlowania, stwierdzilem, ze jestem happy; ze wreszcie moge
          studiowac.I tak sie stalo.
          Nagle zaczalem zyc jak 20 latek.Studiowalem 5lat majac w tym czasie mnostwo
          kumpli i kumpelek.Podobalo mi sie to zycie studenckie.W tym kilka romansow,
          dluzsych i krotszych.Byly to Niemki, Chorwatka, Wegierka.Wszystko dziewczyny m
          23-27lat
          W 2000 roku poznalem dziewczyne z Polski(rocznik 77),ktora przyjechala tutaj na
          roczne stypendium.Byla to germanistka.Zabujalem sie po uszy.Bylismy ze soba rok.
          Po roku wrocila do Polski.Z jej strony nie bylo milosci tylko przygoda i ze
          moze na kims polegac.Wrocila do Polski,gdyz dostala prace na Uniwerku plus w
          szkole prywatnej.
          Troche mnie to meczylo.Ale szybko ochlonalem i zaczalem sobie zyc jako single.
          I tak uplynely 3 lata do 2004.Szukajac kobiety caly czas jako malzonki.
          STWIERDZILEM ZE ROZUMIEM SIE DOSKONALE Z KOBIETAMI DO 28 LAT.DLA STARSZYCH
          JESTEM ZA COOL ZA TRENDY ZA DZIECINNY.
          I problem w tym,ze laski co maja po 25,26 lat uwazaja mnie za dziadka, chociaz
          wygladam na ok 33,34.Ale czuje, ze jak widza,ze ja chce na POWAZNIE, czyli
          malzenstwo, to zaczyna sie dystans.

          Z kobietami po 30 tce jakos sie nie rozumiem.WYDAJA MI SIE TAKIE POWAZNE,
          ROZSADNE.INNE ZAINTERESOWANIA MUZYCZNE I ROZRYWKOWE.JAKOS SIE TO NIE KLEJI.

          Ale przed rokiem za namowa ojca zdecydowalem sie na rozsadna 33 latke.Polka,
          ktora tutaj mieszka.Panna i typ osoby tzw"bezplciowej".Ja musze ciagnac
          rozmowe.Incjatywa w sexie nalezy do mnie.Ona lubi miec wszystko zaplanowane,
          ulozone itd.
          Ale to typowy "material na zone"

          Teraz pojawila sie nagle i nieoczekiwanie osoba, w ktorej sie zakochalem.
          Najgorsze,ze jest to jej kolezanka.Lat 27, absolwentka filozofii, ktora
          przyjechala tutaj do pracy na 4 miesiace i mieszka u niej.
          Primo
          znam ja 2 tygodnie i jak ja zobaczylem to sie w niej od pierwszego wejrzenia
          zakochalem
          Secundo
          wczoraj dalem jej pierwszy sygnal,ze jest dla mnie interesujaca.Odebralem,ze ja
          dla niej takze.Ale ja sie w niej zakochalem.A ona chyba nie.I NAPEWNO UWAZA
          MNIE ZA DZIADKA i POTENCJALNEGO MEZA JEJ KUMPELKI
          Tertio
          Bardzo chcialbym,zeby to ona byla moja zona i matka moich dzieci.Po prostu ja
          kocham a TEJ NIBY MOJEJ NIE.
          Wiecie jak to jest.Moge z nia rozmawiac bez przerwy,mamy podobne
          zainteresowania.I rozmowy powazne i zarty.Ona jest przeciwienstwiem MOJEJ
          OBECNEJ( ktorej chyba najbardziej podoba sie byc samej)

          I teraz pytania

          Czy jest sens zebym robil cos w kierunku, nazwijmy ja"filozfka"?
          Czy odpuscic, gdyz jestem dla niej dziadek?
          Czy definitywnie jako 38 latek zostac i ozenic sie z"rozsadku"?

          Co sadza o tym starsi po 40 tce?
          Co sadza o tym Panowie i Panie po 35-40 lat?
          Co sadza o tym Panie i Panowie m 30-35 lat?
          Co sadza o tym Panie i Panowie m 25-30 lat?

          Dziewczyny m 25 a 30 czy jestesmy my faceci ok 40 lat dla was dziadkami?
          Czy wyobrazacie sobie malzenstwo z nami?

          Pozdrawiam i prosze serdecznie o rady i zdanie.Piszcie prawde, analitycznie, od
          serca, po prostu jak i co uwazacie za rozsadne.Piszcie co chcecie.

          Juz teraz dziekuje.

          To chyba jakis pech, ze rozumiem sie z kobietami m25 a 28 lat, a ze starszymi
          nie.Dlatego potrzebuje pomocy
          • po_godzinach Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 07.07.05, 00:40
            Rzeczywiście bardzo analitycznie.
            Ty sądzisz, że są jakies reguły?
            Gwarancje?

            Jeśli się, jak piszesz, zakochałeś, to chyba powinienes wiedziec, co masz
            robić).
            • alster1 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 07.07.05, 00:51
              Dzieki za pierwsza reakcje.
              Tak ja juz wiem, ze bede robil wszystko, zeby byc z filozofka.Wlasnie
              mankamentem ZAKOCHANIA SIE, jest ten wewnetrzny niepokoj.Ze nie myslisz
              logicznie.
              Ale to supi piekne uczucie tak poza tym.
              To wszystko jest aczkolwiek subiektywne.
              A mnie interesuje obiektywne zdanie Wasze.
              • po_godzinach Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 07.07.05, 01:07
                Nie ma obiektywnego zdania na temat czyjegos zycia i czyichś emocji).
                Kazdy komentarz tylko zakłoci Ci myslenie. Nie pytaj ludzi, bo co człowiek to
                opinia - beda Cie bombardować swoimi niedobrymi dośwadczeniami, które nie maja
                nic wspólnego z Toba.
                Powodzenia).
                Nie bój sie.
                Dobranoc.
                • alster1 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 07.07.05, 01:18
                  Masz racje.Tylko na podstawie odpowiedzi moge dokonac odpowiedniej statystyki i
                  w jej rezultacie poznac wyniki, czy tez okreslic tendecje w odniesieniu do
                  mojego przypadku.
                  Ale MASZ RACJE
                  uczucie to nie statystyka.Czlowiek kieruje sie sercem, emocja,
                  pozadaniem.Daltego milosc jest piekna.
                  Dzieki i rowniez Dobranoc.
                  • marcysia77 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 07.07.05, 10:13
                    alster nie mysl o swoim wieku (to cie postarza :)
                    zaintrygowaly mnie twoje 'odmienne' od panien po 30tce gusta muzyczne...
                    Mozesz napisac cos wiecej na ten temat ?? :)
                    • Gość: alster1 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? IP: *.dip.t-dialin.net 07.07.05, 11:31
                      Witam Marcysia77
                      OK.Np dziewczyna do 30tki da sie predzej zaprosic do disco techno, nawet jak
                      nie jest fanem tej muzy.
                      Natomiast dziewczyna +30 juz nie bedzie tak alternatywna
                      Chcesz isc na koncert OASIS, ale w np w czwartek na 20.00 i trzeba jechac na
                      niego 50 km, to kobieta +30, mowi " nie, jutro trzeba isc do pracy, ja sie
                      musze wyspac, etc, etc".Dziewczyna -30 powie"super, pewnie, jedziemy"

                      Dziewczyna do 30tki chetnie spedzi czas w sklepie muzycznym w poszukiwaniu
                      fajnej muzy, a dla dziewczyny po 30tce.Jak to jest dluzej jak 20 minut bedzie
                      nie ciekawe.

                      Dziewczyna do 30tki chetniej pojdzie spontanicznie do kina nawet na seans na
                      22.00 w dzien powszedni, a dziewczyna po 30tce powie " a moze przelozymy to na
                      piatek?"

                      Po prostu czym kobiety sa starsze tym bardziej rozsadne, mniej spontaniczne.Nie
                      potrafi ich porwac tak emocja jak np 25,26 latke.

                      Kobiety po 30tce orientuja sie takze bardziej materialnie.Moim zdaniem
                      analizuja partnera, potencjalnego meza, faceta w kontekscie jego stabilizacji
                      finansowej(czy ma oszczednosci, jego status spoleczny, zawodowy)

                      Np studiujac(zaczalem mialem juz 30tke) nikogo nie interesuje twoj status
                      materialny, nawet w tak konsumpcyjnym spolecznestwie, jak niemieckie.Laski nie
                      patrza jaki masz wozek, jakie mieszkanie- czy jest twoje czy wynajete.

                      Marcysia, wiadomo, ze ja generalizowalem ten opis.Ale z moich doswiadczen i
                      studiow socjologicznych moge smialo wyciagnac takie wnioski.

                      Apropos muzy- nie mam jakiejs ulubionej: lubie dobra, ta very britisch.Ale
                      takze zwykly pop.Lubie hiphop i rap.Poslucham Eminema, Miss Eliot, ale i Dido.
                      Space Girls ale i Stinga( genialna muzyka i liryka)
                      Techno i Trans ale takze Sade i jazz.BIZKT ale i MOBY.
                      Pozdro
                      • heureka7 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 07.07.05, 13:38
                        jak tu slusznie zauwazyla PO GODZINACH, nie ma slusznych odpowiedzi ...

                        nie chce generalizowac - moge Ci tylko powiedziec, ze ja akurat jestem raczej
                        typ "filozofki" przed 30-tka ;) i dla milosci rzucilam jakis czas temu prawie
                        wszystko (kraj, "kariere" itd). wcale nie zaluje, bo rozwijac sie mozna wszedzie
                        - a milosc to rzecz zbyt cenna, by ja ze strachu tracic na rzecz materialnych bzdur.

                        poza tym nie uwazam 40-latkow za "dziadkow" - niekiedy wrecz przeciwnie ;)

                        • Gość: alster1 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? IP: *.dip.t-dialin.net 07.07.05, 14:02
                          Dzieki za odpowiedz HEUREKA
                          Dobrze to zauwazylas..."milosc jest zbyt cenna..."

                          Nie sadzilem, ze potrafi mnie tak "sciac".Zdaje sobie sprawe,ze zakochalem sie
                          tak naprawde jak przed 16laty.Czyli 2gi raz.
                          I wiem, ze uklady, malzenstwa z rozsadku to jeden wielki nonsens.Od dwoch
                          tygodni jest to dla mnie definitywnie jasne.
                          Zdaje sobie sprawe jak w tym wypadku autorytatywnosc Ojca(sytuacja i doradztwo
                          w poznaniu TEJ NIBY MOJEJ w 2004 jako "materialu na zone")byla destruktywna dla
                          mojego Ego.
                          Ze wlaciwie od prawie roku meczylem sie.
                          A od dwoch tygodni filozofka zdominowala moje mysli, wprowadzila swoja osoba,
                          niesamowity zgielk, w moje "uporzadkowane" zycie 38latka.

                          Jeszcze raz dzieki
                          • heureka7 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 07.07.05, 14:03
                            nie ma za co :)
                            zycze szczescia !
                        • yoma Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 07.07.05, 14:12
                          Czterdziestki jeszcze nie mam, za dziada się nie uważam, ale na disco techno
                          NIE DAM się zaciągnąć. Uffff.
                      • Gość: Ania Do Alstera IP: *.chello.pl 08.07.05, 09:26
                        A mnie sie wydaje ze wymyslasz i to ostro. Zyjesz jakims mitem dziewczyn pzred
                        30. Jesli ktos pracuje lub ma cos do zrobienia nastepnego dnia to raczej nie
                        bedzie siedzial na koncercie do 3 nad ranem (nawet jak ma 25 lat) - to nie czasy
                        na studiach ze na wyklad mozna bylo nie przyjsc (a sa takei studia na ktorych
                        obecnosc jest zawsze sprawdzana). Sklep muzyczny???? Bzdety, wiele osob nieco
                        straszych ma bardzi wyrobiony gust muzyczny i godzinami pzresluchuje plyty w
                        poszukiwaniu czegos dla siebie. Ja z kolei mam 26 lat i nie jestem melomanka, i
                        20 minut w sklepie z plytami to dla mnie za duzo, po 5 minutach dostaje szalu i
                        chce wyjsc.
                        Spontaniczny seans w kinie po 22 ???? 95 % dziewczyn do 30 odpowie w jeden
                        sensowny sposob: chetnie ale w piatek, bo musze isc do pracy (z zycia wziete).
                        Brak spontanicznosci 30-latek?? jesli za spontanicznosc lub za poddawanie sie
                        emocjom nazywasz pojscie do lozka z facetem na imprezie po pijanemu bez gumki to
                        dziekuje. taka spontanicznosc to w liceum byla.
                        Materializm ?????????????????????????????
                        Gdzies ty sie uchowal - albo masz kontakty z totalnymi idiotkami albo z takimi
                        ktore prawdziwego zycia nie widzialy. To co, najlepeij zwiazac sie z kims kto
                        nie ma mieszkania, nie ma pracy, zrobic sobie dziecko i zyc na koszt panstwa lub
                        rodzicow ??? Isc na socjal ??? Ty szukasz chyba jakiejsc dziuni, ktora bedzie
                        szczesliwa z facetem niedojda, ktory nie umie zatroszczyc sie o siebie i o innych.
                        Sadze ze jestes po porstu infantylny i niedojrzaly - dlatego szukasz sobie
                        imrpezowych panienek 23 letnich, bo tylko takie sa na twoim poziomie.
                        A co do muzyki ktorej sluchasz....to tego slucha sie chyba w liceum....
                        • Gość: alster1 Re: Do Ani IP: *.dip.t-dialin.net 08.07.05, 15:10
                          Mozliwe ze masz racje.Infantylny chyba nie.Poniekad niedojrzaly.
                          Albo fakt, ze pozno zaczalem studia i zaczalem zyc "od nowa" spowodowalo, ze
                          zaimponowal mi swiat o dekade mlodszy, w ktorym sie supi czuje.Po prostu z
                          dziewczynami do 30 sie doskonale rozumie.Daja mi one jakiegos pozytywnego"kopa"
                          Dzieki za wypowiedz, za szczerosc
                          • Gość: Ania Re: Do Ani IP: *.chello.pl 08.07.05, 17:03
                            W kazdym razie - ja mialam na mysli to, ze moze troche przesadzasz czynias
                            sztywny podzial - kobiety po 30 to stare baby bez fantazji i polotu a wsrod
                            mlodszych same wyluzowane, zabawowe, nieodpowiedzialne z polotem etc. Byc moze
                            stykasz z osobami ktore byc moze mjaa warunki na to zeby bimbac sobie, spozniac
                            sie i generalnie imprezowac non stop. I one moga pozwolic sobe na balowanie,
                            siedzienie do pozna w tygodniu na imrpezie etc. Jesli jednak ktos pracuje, to na
                            litosc boska nie bedzie ryzykowal klopotow tylko dlatego ze ktos zacznie go
                            uwazac za niewyluzowanego.
                            Co do swiata o dekade mlodszego - ja sadze ze to tylko pozory, bo bardzo wiele
                            mlodszych osob musi zarabiac na siebie, ma liczne problemy etc. Nie kazdy zyje
                            tylko imrpezami i zaliczaniem kolejnego faceta.To czesto jest taka otoczka.
                            chyba ze ktos jest po prostu powierzchowny, ale z taka osoba chyba nie ma sensu
                            spotykac sie na dluzej. Z doswiadczenia wiem tez, ile szkod moze narobic takie
                            zainteresowanie starszej osoby mlodsza wynikajace z zachlysniecia sie mlodoscia,
                            niewinnoscia, wolnoscia swiezym powietrzem etc. Bo takie zainetresowanie ywnika
                            czesto z checi znalezienia sobie odskoczni od szarosci zycia po 30, i jest
                            zwiazane z postrzeganiem pzredmiotu zainteresowania tylko w wymiarze tej wlasnie
                            mlodosci, bez brania pod uwage calego bagazu jaki kazdy ze soba niesie. I kiedy
                            okazuje sie ze ta mloda osoba ma prawdziwe problemy, ze jej zycie tez jest szare
                            a nie non stop imprezowe to wtedy zaczyna sie narzekanie na brak wyluzowania,
                            ciotowatosc i smedzenie. tylko ze zycie nie sklada sie tylko z seksu bez
                            zobowiazan, imprez i bezrefleksyjnego snucia sie po miescie. Moze to troche
                            zagmatwane co mowie, ale sadze ze zamiast narzekac na kobiety zastanow sie
                            dlaczego pociagaja cie takie a nie inne osoby. Moze warto tez cos w sobie zmienic.
                            • Gość: alster1 Re: Do Ani i Heureki IP: *.dip.t-dialin.net 09.07.05, 03:14
                              Hi Ania,
                              wlasnie wrocilem, ze spotkania z NIby Moja NM(tak bede nazywal ta, ktora
                              jest "materialem na zone") i oczywiscie wspaniala Filozofka.
                              Pozwol,ze zdam raport, a nastepnie ustosunkuje sie do Twojego postu.

                              Nie ukrywam, ze wiedzialem, ze NM wroci do domu o 21.00.Dlatego bylem juz
                              20.40, aby takze nie robic przypalu i nie stawiac w glupiej sytuacji Filozofki.
                              Kupilem album Moby, aby nawiazac rozmowe.Wiem, ze ona Moby takze uwielbia, jak
                              i R.E.M i Dido.Jest po prostu odjazdowa.
                              NM przybyla i 20inut pozniej pojawil sie moj szwagrowski(maz mojej siory),
                              ktory zaprosil nas spontan na grill, chociaz planowalismy knajpe.
                              Bylismy na grillu u szwagra i wiesz Aniu, po prostu praktycznie od 20.40 do ok
                              2.00 rozmawialem tylko z Filozofka, a tylko pro forma z N.M.
                              Mysle, ze N.M mnie nie kocha, tak jak jej.Ze jestesmy tylko ze soba z rozsadku.

                              Z Filozofka umowilem sie na wtorek o 18.00.Zapytala, czy nie "pobuszowalbym z
                              nia" po Media albo Saturnie, w celu zakupienia pewnej rzeczy do compa.
                              Jestem happy, moglbym z nia przebywac dzien i noc.Wiem Ania, ze jestem
                              zabujany.Jestem analitykiem- nie widze u Filozofki nawet jednego minusa ( ale
                              szwagier, jest "gumowym uchem"/ typ lizusa/ mojego ojca i mamy i powiedzial mi,
                              ze podobno Filozofka lubi cos przypalic i powachac.Ale a) szwagier ma 31 a
                              zachowuje sie i ma poglady jak moj Ojciec 60, b) wiem, ze "kapciowaty duchem
                              szwagier" preferuje total NM- przypominam Niby MOja, tzn jest tendencyjny)a to
                              dowod zabujania.Jest super inteligentna i ogolnie mega supi.

                              Aha, ja jestem Wodnik

                              N.M. Skorpion ( ale zaden demon w sexie, typ "myszki" i w sexie i zyciu
                              codziennym- zero zainteresowan.Zero ksiazek, nic jej sie nie sni, MEGA
                              pragmatyczka.Troche muzyki i filmow.Oczywiscie leci schematem- Nie zna
                              Francuskiej Nowej Fali, klasyki wloskiej,etc)

                              Filozofka BYK ( humanistka i intelektualistka)

                              Jakie sa Byki, Wodniki i Skorpiony i konstelacje w stosunku do mnie.

                              Pozdro i milego weekendu dla Was



                              Aniu, nie czynie sztywnego podzialu.Tylko na podstawie doswiadczen moge cos
                              okreslic.Przyznaje, ze Twoj pierwszy post byl powierzchowny.Ten drugi
                              merytorycznie jest juz mocniejszy.
                              Twoja analiza jest jak najbardziej na miejscu i ma logiczne uzasadnienie.
                              Ale uwierz mi, ze jak sie kocha to "splywa mi", ze bede spal tylko godzine.
                              Jestem bardzo spontaniczny i bezposredni.Wiem siostry i rodzice radza mi to, co
                              to w ostatnim zdaniu.
                              Ale ja traktuje filozofke do bolu cholernie podmiotowo.

                              Odpiszcie cos Kobiety (Heureka i Ania)
                              Jescze raz pozdrawiam




                      • miang Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 08.07.05, 10:11
                        > OK.Np dziewczyna do 30tki da sie predzej zaprosic do disco techno, nawet jak
                        > nie jest fanem tej muzy.
                        > Natomiast dziewczyna +30 juz nie bedzie tak alternatywna

                        to raczej nie o alternatywność tylko o asertywność chodzi, młodsze dziewczyny
                        nie odmówią bo skoro wszyscy uważają że to takie cool to nie chcą wyjść na
                        smutaski, a starsza, pewna siebie dziewczyna ma gdzieś "co ludzie powiedzą"
                        • fuzzystone Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 08.07.05, 11:47
                          oczywiscie - do trzydziestki wszystkie kobiety to debile bez charakteru i
                          wlasnego zdania. Rozumu przybywa po 30. Bardzo ciekawe.
                          • miang Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 09.07.05, 13:28
                            no wlasnie, poczekaj do 30 to nauczysz sie czytac ze zrozumieniem
                        • Gość: alster1 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? IP: *.dip.t-dialin.net 09.07.05, 13:33
                          mozliwe.Ale fakt pozostaje faktem, i te -30 sa wlasnie bardziej cool.
    • leszek1970 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 07.07.05, 10:15
      a czy mozna byc samotnym w zwiazku malzenskim,ja tak mam...i zle mi z tym:(
      • heureka7 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 07.07.05, 13:39
        jesli jeszcze kochasz swoja zone, a ona ciebie - proponuje dobra terapie
        malzenska :)
      • yoma Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 07.07.05, 14:52
        Lechu, pogadaj z tow. malżonką zamiast na forum siedzieć :)
        • sprite36 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 07.07.05, 15:24
          Eee tam... a co da taka rozmowa ? Ustalą, że od dzisiaj się kochaja i są
          szczęśliwi ?
          • yoma Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 07.07.05, 15:30
            No nie, ale może ustalą, że ona też jest samotna, a jak dwoje samotnych pogada,
            to już nie będą tacy strasznie samotni, czyż nie?
            • sprite36 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 09.07.05, 14:44
              no nie wiem... a tak w ogóle to na czym polega ta samotnosc ?
    • Gość: Voyante Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.05, 20:49
      hmm..ciekawy temat...tylko czemu zakładasz,że każdy czeka na tego jedynego lub
      jedyną???Ja na przykład postanowiłam ,że z nikim nie będę....i nie dlatego,że
      nikogo wartościowego nie spotkałam na swojej drodze, ale po prostu czuję,że nie
      mogłabym żyć w bliskim związku z mężczyzną( lub kobietą:])...są oczywiście też
      inne powody mojego postępowania..Nie rozumiem tylko takich uogólnień,że każdy
      marzy mieć męża, dzieci itp..
      • jaseneczka Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 07.07.05, 22:50
        Voyante ja niczego nie zakladam, to tylko pytanie zrodzone pod wplywem tego co
        widze wokol siebie - samotni niby pogodzeni i szczesliwi a z drugiej strony
        rozpaczliwie i za wszelka cene szukajacy kogos drugiego... ot zastanawiam sie
        skad to sie bierze.


        Moja samotnosc bywa trudna ale bywa tez taka piekna...

        pozdrawam serdecznie - j.
    • misscraft Miłość nie zawsze daje szczęście 07.07.05, 23:20
      Właśnie założyłam podobny watek na Forum Romantica:), wchodze tu i widze, że
      ktoś miał podobny pomysł. Moge z czystym sumieniem powiedziec, że jest
      szczęśliwa jako singiel, związki za bardzo mnie sterują i obciążają, ciągle
      myśle czy wszystko jest w porządku,jak odwołac spotkanie żeby go nie urazić
      itd, teraz mam spokój i skupiam się na sobie i tym co lubie robić, z czym mi
      jest bardzo dobrze.
      • Gość: nieznajoma samotnosc :( IP: *.odr.brewet.pl 08.07.05, 19:49
        jestem nastolatka... jestem samotna...jestem nieśmiała i to mi troche
        komplikuje życie... nigdy wczesnije nie miałam faceta, nie mam również bardzo
        wielu przyjaciól i znajomych, ale chciałabym miec kogos do kogo moglabym sie
        przytulic, wygadac, ale sama nie potrafie podejsc i zagadac do jakiegos
        chłopaka...chciałabym sie przelamac ale jakos mi to nie wychodzi..kiedy widze
        jakies pary zakochane w sobie troche smutno mi sie robi na serduszku...wiem ze
        pewnie duzo ludzi pisało takie posty...ale jesli mozecie to doradzcie mi jak
        moge sie przelamac... i spotkać być moze tą swoją 2 połówke i fajnych
        znajomych...(p.s wiem ze w gre wchodza rozne wypady do pubow, dyskotek,zeby
        pozanć ludzi itp... ale ja zbytnio nie przepadam za alkoholem;-)
        • Gość: Piotrek Re: samotnosc :( IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 09.07.05, 14:25
          no to podobnie jak ja, alkoholu nie lubie zbytnio, wiec nie bardzo jest sens sie
          wloczyc po knajpach samotnie, bo jedno piwo mozna wypic w 5 minut jak sie nie ma
          z kim pogadac. Generalnie zatem puby itp sa mocno przereklamowanymi sposobami
          poznawania kogokolwiek :-) Nie jestem niesmialy, ale nigdy nie zaczepiam
          kogokowiek (w tym kontekscie dziewczyn), bo czym bym sie roznil od natretnego
          zebraka...
          • Gość: nieznajoma Re: samotnosc :( IP: *.odr.brewet.pl 09.07.05, 20:28
            już nie chodzi tak dokładnie o to zeby 'zaczepiac' ale zeby wogole przelamac
            niesmialosc..a z tym jest wlasnie u mnie problem... ale kiedys moze wreszcie
            sie uda:) Pozdrawiam...
    • Gość: AlienatedAnonymous Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 01:49

      Myślę, że najbardziej nieszczęśliwi w życiu są ci, którzy desperacko pragną być
      szczęśliwi.
      Ja ze swoją samotnością radzę sobie z godnością. Jestem artystą i najważniejsza
      jest dla mnie moja praca. Nie zastanawiam się nad tym, czy jestem szczęśliwy.
      Staram się zgłębiać rejony życia, które mnie interesują. Związki z kobietami
      mnie nie interesują.
    • majkaa54 Re: szczesliwi samotni...czy tacy istnieja? 10.07.05, 14:25
      hmmm..... wiesz człowiek jest istotą społeczną... i baaardzo potrzebuje ludzi.
      jeśli masz na myśli samotność typu bez swojej drugiej połówki....no to
      faktycznie jest ciężko.. ale znam takie osoby i są szczęśliwe :) one realizują
      się w jakiś sposób pomagając innym ludziom... natomiast izolowanie się od
      ludzi... taka samotność to dla mnie byłoby straszne!! chociaż są osoby
      np.pustelnicy którzy wybierają taką drogę i tam znajdują własne szczęście. moim
      zdaniem wszystko zależy od konkretnej osoby od tego do czego jest powołany:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka