olivve
12.01.06, 15:56
Mam 23 lata, studiuję, lubię Jarmuscha, szalone imprezy u przyjaciół,
spontaniczne wypady do Krakowa w weekend, kumpelskie spotkania, rozmowy przez
pół nocy przy winie o mniej i ważnych sprawach. Pracuję. Mam full znajomych.
Ale nikogo bliskiego... Albo inaczej - miewam facetów, od czasu do czasu, na
krótko raczej (szybko się nudzę? formuła związku się wypala?...). Czasem jest
seks, czasem nie. W zasadzie obojętne jest mi to, czy jest, czy go nie ma.
Może dlatego, że nie czuję potrzeby albo nie umiem czerpać przyjemności z
tego, co dają intymne kontakty. Nie wiem, czy to oziębłość, czy anoreksja
seksualna (tak! i taki termin gdzieś mi się zamajaczył..), czy, no właśnie! -
ASeksualność?! Chcę być z kimś, czuć bliskość i oddanie drugiej osoby, ale
kiedy przychodzi co do czego, nie umiem się tym cieszyć. Może nawet nie
chcę... Jednocześnie jednak czuję, jakbym na własne życzenie pozbawiała się
czegoś ważnego. Jakby część mnie gdzieś zostawała obok, nie nauczona
intensywnego, pełnego przeżywania chwili.